W najnowszym raporcie dotyczącym programów modernizacyjnych realizowanych w 2020 roku przez amerykański Departament Obrony ujawniono postępy modernizacji czołgów M1 Abrams do standardu M1A2 SEP v3. Głównym problemem, który poruszono w tym fragmencie dokumentu, jest (poza problemami z CROWS-LP) masa najnowszego Abramsa. Ma ona być zbyt wysoka względem możliwości obecnego w US Army parku inżynieryjnego i pontonowego. Raport sporządzono pod kierunkiem byłego już dyrektora do spraw badań i weryfikacji sprzętu wojskowego, Roberta F. Behlera.

M1A2 SEP v3 już w podstawowej konfiguracji bojowej (z aktywnym systemem obrony pojazdu i pancerzem reaktywnym) jest zbyt ciężki do przeprowadzania ewakuacji technicznej przez dopiero co wdrażane do służby wozy zabezpieczenia technicznego M88A3 HERCULES, które zgodnie z założeniami miały się nadawać do współpracy z tymi czołgami. Natomiast inny wdrażany obecnie do służby pojazd inżynieryjny – most czołgowy M1074 Joint Assault Bridge – nie nadaje się obecnie do przeprawiania czołgów M1A2 SEP v3 wyposażonych w jakiekolwiek dodatkowe wyposażenie.



Co więcej, w całym NATO nie zakłada się na ten moment zaprojektowania mostu towarzyszącego lub pontonowego, który będzie zdolny do przerzutu tak ciężkiego czołgu (w pełnym wyposażeniu) przez europejskie rzeki.

Pomimo że M1A2 SEP v3 waży raptem 66 ton, czyli porównywalnie do najnowszych niemieckich Leopardów 2A7V, ta masa nie uwzględnia obecności wdrażanego do amerykańskich czołgów aktywnego systemu ochrony pojazdów Trophy-HV. Deklarowana przez producenta masa systemu wynosi co prawda 820 kilogramów, lecz został on stworzony pierwotnie z myślą o montażu na izraelskich czołgach Merkawa siman 4. Mekrawy miały więc już zarezerwowaną dla niego przestrzeń.

Abramsy SEP v3 należące do 3. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej „Grey Wolf”.
(US Army / Sgt. Calab Franklin)

W przypadku Abramsów natomiast tej przestrzeni brakowało, przez co montaż dodatkowych półek po bokach wieży dla systemu ochrony zwiększa jego masę aż do około 2300 kilogramów, powodując przy tym przesunięcie środka ciężkości samej wieży. W przypadku M1A2 SEP v3 taki wzrost masy ma nie być problemem z racji wprowadzonych zmian w konstrukcji wieży – same testy Trophy na tym czołgu mają się odbyć dopiero w tym roku – ale starsze M1A2 SEP v2 wymagają już dodania ważącego około 1600 kilogramów pancerza dodatkowego z przodu wieży w celu zrównoważenia środka ciężkości.



Pierwsze efekty tych komplikacji były obecne już podczas pierwszego przyjazdu czołgów M1A2 SEP v2 wyposażonych w system Trophy-HV do Europy. Czołgi te dostarczono do Polski z wykorzystaniem zestawów niskopodwoziowych, a nie za pośrednictwem kolei, jak to było do tej pory przy standardowych M1A2 SEP v2. Czołgi z dodatkowym wyposażeniem były już dla kolei za ciężkie.

Próba wysłania w ich miejsce czołgów w wersji SEP v3 może zatem skończyć się jeszcze większymi komplikacjami dla logistyków. Jak już wspominaliśmy w artykule Sen o żelaznym Wilku. Jaki może być nowy polski czołg podstawowy?, krajowa infrastruktura jest dostosowana lub zweryfikowana pod kątem pojazdów o masie nieprzekraczającej 60–63 ton.

M1A2 dostarczane na niemiecki poligon Grafenwöhr.
(US Army / Markus Rauchenberger)

W przypadku M1A2 SEP v3 przy najcięższych konfiguracjach wyposażenia (ASOP + pancerz reaktywny + trał przeciwminowy) mowa jest nawet o 84 tonach. Wykracza to poza możliwości konstrukcyjne 16% mostów zbudowanych po 1985 roku i aż 39% mostów zbudowanych przed tym rokiem, które byłyby nadal przydatne dla bazowych M1A2 SEP v2. Natomiast przy użyciu zestawów niskopodwoziowych do transportu na większe odległości mowa jest już o masie od 109 do aż 122 ton przy transporcie czołgów w standardowych konfiguracjach (z dodatkowym pancerzem reaktywnym).



Problemy te stawiają w trudnej sytuacji kolejną planowaną modernizację czołgów M1 – tym razem do standardu SEP v4. Pojawiały się w jej wypadku plotki na temat wymiany dotychczasowych, ponaddwudziestotonowych wież na rzecz lżejszej konstrukcji o obniżonym profilu, lecz tę opcję w tej modernizacji odrzucono.

Na ten moment pewna jest jedynie planowana wymiana dotychczasowych przyrządów termowizyjnych na rzecz optoelektroniki trzeciej generacji (którą notabene wdrażamy już od początku zeszłej dekady do własnych wozów bojowych jako ich standardowe wyposażenie) oraz dostosowanie systemu kierowania ogniem – który zostanie w międzyczasie uzupełniony o przyrządy meteorologiczne – do korzystania z nowego pocisku odłamkowo-burzącego wyposażonego w zapalnik programowalny. Same założenia dotyczące tej modernizacji mają zostać przyjęte w przyszłym kwartale.

Zobacz też: Wielka Brytania: Rezygnacja z czołgów to mrzonki

(defensenews.com)

US Army