Polska zyska dodatkowy sposób zabez­pie­cza­nia naszych granic – zarówno w powietrzu, jak i na ziemi. Dziś amery­kańska Agencja Departamentu Obrony do spraw Współpracy w Sferze Bezpie­czeństwa (DSCA) poinformowała o zatwierdzeniu sprzedaży naszemu krajowi aerostatów rozpoz­nawczych ASRR (Airspace and Surface Radar Reconnaissance). Kwota transakcji, realizowanej w ramach programu pod kryptonimem „Barbara”, wyniesie maksymalnie 1,2 miliarda dolarów.

Wprawdzie komunikat DSCA nie określa, ile aerostatów trafi do Polski, ale wiceminister obrony Paweł Bejda potwier­dził, że chodzi o cztery egzem­plarze – dla planowanych czterech posterunków. Pakiet wyposażenia obejmie stacje radiolo­kacyjne wczesnego ostrzegania wraz z systemem identyfikacji swój–obcy, czujniki elektro­niczne, naziemne stacje kontroli czy systemy lin kotwiczących z wciągarkami i światło­wodami (do przekazywania danych na ziemię bez emisji w spektrum elektromag­netycznym).



Głównymi wykonawcami kontraktu będą Raytheon Intelligence & Space (który formalnie nie jest już osobnym pionem koncernu RTX), TCOM (właściwy producent aerostatów), ELTA North America (producent radiolokatorów EL/M-2083, tak więc zapewne to one pojawią się na naszych balonach) i Avantus Federal.

Nowy batalion radiotech­niczny odpowie­dzialny za obsługę aerostatów będzie miał dowództwo w Czerwonym Borze w woje­wództwie podlaskim. Trzy posterunki będą zabezpie­czały kierunek północno-wschodni (dwa w woje­wództwie warmińsko-mazurskim, jeden w podlas­kim). Czwarty znajdzie się w woje­wództwie podkarpackim. Urucho­mienie pierwszego posterunku zaplanowano na lipiec 2026 roku. Trzeba podkreślić, że chociaż sprawy nabrały tempa po wybuchu pełnoskalowej wojny rosyjsko-ukraińskiej, historia programu „Barbara” sięga 2017 roku.

Jak zwykle czytanie komunikatów DSCA dotyczących Polski to przyjemność. Każdy jest bowiem opatrzony klauzulą zapew­nia­jącą, iż transakcja będzie korzystna dla celów Stanów Zjedno­czonych w kwestii bezpie­czeństwa krajowego i między­naro­dowego, ponieważ Polska jest siłą działającą na rzecz stabil­ności politycznej i postępu gospodarczego w Europie. Aż trudno się nie uśmiechnąć.

Aerostaty wraz z samolotami wczesnego ostrze­gania Saab 340 AEW (docelowo ma być wybrana bardziej zaawansowana platforma) będą odpowiadały za wykry­wanie celów nisko lecących z dużej odległości. Według dostępnych danych stacja radiolokacyjna EL/M-2083 jest w stanie wykryć duży obiekt latający z odległości ponad 500 kilometrów, a mniejszy, rozmiarów typowego myśliwca, z około 250 kilometrów.



TCOM oferuje klientom dziewięć różnych aerostatów o różnych rozmiarach i możli­wościach. Najmniejszy ma zaledwie 12 metrów długości i może się wznieść na 300 metrów z ładunkiem użytecznym o masie 60 kilogramów (co wystarczy na zabranie popularnej głowicy elektro­op­tycznej Wescam MX-15). Przewidziany jest do siedmio­dniowego nieprzer­wanego pobytu w powietrzu. Największy aerostat ma długość aż 117 metrów i zabiera ponad 8100 kilogramów ładunku użytecznego. Może przebywać na wysokości 4800 metrów przez sześćdziesiąt dni.

Główną zaletą aerostatów jest zdolność do długotrwałego pozostawania w powietrzu i wysoki pułap praktyczny. Czyni to z nich idealną platformę dla środków dozoru i obserwacji. Z tego względu w latach 80. USA prowadziły projekt TARS – balonów na uwięzi przeznaczonych do wykrywania przemytu narkotyków. Później w USA pracowano nad systemem wczesnego ostrzegania JLENS (Joint Land Attack Cruise Missile Defense Elevated Netted Sensor System), oparty na aerostacie produkowanym przez TCOM. Miał on współpracować z systemami Patriot i NASAMS. Karierę aerostatu pogrzebał wypadek: zerwał się z uwięzi i zdryfował przeszło 200 kilo­metrów, zrywając pod drodze linie wysokiego napięcia. Do tego koszty JLENS znacząco przekroczyły pierwotne założenia.

Platformą systemu JLENS był balon 71‑metrowy produkcji TCOM, mogący przenosić ładunek o masie 2155 kilo­gramów na wysokości 4600 metrów przez 30 dni i działać bezprob­lemowo przy prędkości wiatru do 130 kilo­metrów na godzinę.
(US Army)

Innym projektem, realizowanym na zlecenie US Army, była seria aerostatów HiSentinel, które podobnie jak JLENS miały stać się częścią systemu obrony przeciw­lotniczej. Z kolei Lockheed Martin realizował podobny projekt HALE-D (High-Altitude Long Endurance-Demons­trator), który miał być wyposażony w zintegrowany system sensorów znanym pod budzącym nieładne skojarzenia skrótowcem ISIS. HALE-D został anulo­wany w roku 2014, JLENS – trzy lata później.



Aerostaty dozorowe zyskały też uznanie w Izraelu. Cahal wykorzystuje wypo­sa­żony w stację radiolokacyjną wczesnego ostrze­gania balon Tal Szamajim. Służy on do wykrywania pocisków balistycznych, manewrujących, a także bezzałogowców i samolotów. Tym sposobem Tal Szamajim wspiera działania systemów obrony przeciw­lotniczej i przeciw­rakietowej, takich jak Proca Dawida i Żelazna Kopuła. Na szeroką skalę wykorzystywano także balony obserwacyjne do monito­rowania sytuacji na tery­toriach pales­tyńskich. Tu jednak okazało się, jak pisaliśmy kilka miesięcy temu, że technika to za mało.

Zobacz też: Jakie okręty będą stacjonowały w chińskiej bazie w Kambodży?

TCOM