Jednym z najważniejszych tematów poruszanych w kontekście modernizacji technicznej Wojska Polskiego jest wybór następcy dla użytkowanych obecnie czołgów podstawowych T-72 i Twardy. Czołgi tego typu służą w naszych Wojskach Lądowych odpowiednio od początku lat 80. i 90., jednak na współczesnym polu walki przedstawiają małą wartość bojową z powodu braku modernizacji w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Problem ten coraz bardziej się pogłębia.

Już w latach 90. dostrzeżono, że polskie siły zbrojne potrzebują nowoczesnych czołgów, toteż rodzimy przemysł obronny opracował kilka koncepcji czołgów III generacji, które jednak bazowały na projekcie czołgu T-72. Najbardziej obiecującym rozwiązaniem był PT-91Z „Hardy”, który pod kątem zastosowanych rozwiązań przewyższał wszystkie inne odmiany T-72 z wieżą odlewaną i dorównywał najnowszemu wtedy T-90S. Jego historia zakończyła się jednak na kontrakcie dla Malezji, dokąd trafiło czterdzieści dziewięć czołgów pod oznaczeniem PT-91M „Pendekar”. Wojsko Polskie nie okazało zainteresowania tą konstrukcją. Brak decyzyjności w sprawie modernizacji czołgów proweniencji wschodniej był spowodowany zachwytem nad poziomem technicznym otrzymanych od Niemców czołgów Leopard 2A4. Zachwyt był słuszny, jednak nie uzasadniał on tego, że po roku 2002 nie zmodernizowano poważnie ani jednego czołgu T-72 lub PT-91 pomimo sugestii przemysłu i niezależnych analityków.

Teraz, świadomi sytuacji politycznej w naszej okolicy, siedzimy z ręką w nocniku przy zgaszonym świetle i naprędce szukamy rozwiązania. I tutaj pojawiają propozycje wymiany czołgów z rodziny T-72 na wozy nowszej generacji. Obudziliśmy się jednak zdecydowanie za późno. Mamy do wyboru doraźny zakup nowych Leopardów, które nie są tak tanie jak przejmowane przez nas wcześniej używki. Drugą opcją jest podjęcie produkcji licencyjnej innych czołgów III generacji. Wśród nich najczęściej są wspominane południowokoreański K2 i turecki Altay, jednak te czołgi w chwili rozpoczęcia produkcji w Polsce będą już przestarzałe, a my musimy dogonić ponad trzydzieści lat opóźnienia technicznego. Dlatego trzecią i najbardziej dla nas odpowiednią opcją jest przeskok techniczny i zakup czołgów podstawowych IV generacji.

W tym ostatnim przypadku można spotkać się z reguły jedynie z propozycją wspólnego projektu niemieckiego Krauss‐Maffei Wegmann i francuskiego Nextera (działających razem w joint venture pod nazwą KNDS). Produkt, który ma być owocem owej współpracy, jest typowany na następcę czołgów Leclerc w Armée de Terre i Leopard 2 w Deutsches Heer. Jednocześnie w kontekście naszego wojska wspomina się o korzyściach, które miałyby wynikać z wyboru tej maszyny jako przyszłego czołgu podstawowego. Zaczynają się one od możliwości unifikacji sprzętu z siłami zbrojnymi Niemiec i Francji oraz uproszczenia systemu logistycznego dla wojsk pancernych NATO. Potem są chwalone korzyści dla polskiego przemysłu zbrojeniowego – od skoku technologicznego dla Bumaru i innych zakładów poprzez „wzrost renomy na rynkach międzynarodowych” aż po możliwość produkcji i serwisowania tych czołgów w Polsce.

A teraz zejdźmy na ziemię.

Przede wszystkim będą niewielkie szanse na to, że zobaczymy Leoparda 3 (bo taka jest nazwa robocza opracowywanego przez KNDS produktu) produkowanego w Gliwicach. Po pierwsze: udział Niemców i Francuzów w projekcie będzie na tyle spory, że Polacy nie będą mieć miejsca, aby wprowadzić cokolwiek do finalnego produktu. Po drugie: nie mamy niczego do zaoferowania – poza łącznością i optyką nasze produkty dla wozów pancernych są dobre jako elementy modernizacji czołgów pochodzenia wschodniego. No i na koniec mentalność większej części polskiego przemysłu obronnego mocno kuleje w porównaniu z zachodem Europy, co widać dobrze po problemie eksploatacji i modernizacji polskich Leopardów 2A4. Wskutek tego KNDS może niechętnie patrzeć na to, żeby jakąkolwiek część produkcji nowego czołgu przenieść do Gliwic.

Kolejnym problemem Leoparda 3 jest historia spółki FINABEL, a potem wspólnego programu noszącego nazwę Europanzer. Było to pierwsze podejście do opracowania europejskiego czołgu, który miał zastąpić otrzymane od Stanów Zjednoczonych czołgi M47 Patton. Ostatecznie po opracowaniu dwóch prototypów (francuskiego i niemieckiego) drogi niemieckiego i francuskiego przemysłu się rozeszły, przez co oddzielnie opracowano czołgi AMX-30 i Leopard 1, wizualnie wciąż podobne do siebie. I nie jest to jedyna historia, jak wspólny projekt europejski rozpadł się na etapie koncepcyjnym. Tych zrealizowanych od początku do końca jest niewiele.

Ostatnim problemem są drogi pozyskania czołgów. Opisując korzyści z udziału w programie Leopard 3, program ten przedstawia się tak, jakby nie było innej możliwości. W rzeczywistości o ile w przypadku Francuzów jest już pewne, że Leopard 3 będzie następcą Leclerców w okolicach roku 2030, o tyle u Niemców tak pewne to już nie jest. Nieoficjalnie mówi się tam o przetargu, w którym oprócz KNDS ma wystartować również Rheinmetall ze swoim czołgiem nowej generacji.

Czołg od Rheinmetalla

Maszyna, która ma zostać zaprojektowana przez Rheinmetall Landsysteme (RLS), otrzymała roboczą nazwę Main Ground Combat System (w skrócie MGCS). Projekt ten jest obecnie praktycznie anonimowy. Ale dlaczego?

Otóż podczas prezentacji projektu w roku 2015 RLS wspomniał częściowo o KNDS. Media podchwyciły, jakoby Rheinmetall był jednym z podmiotów, który ma brać w projekcie joint venture, i tak informacja trafiła do obiegu. W rzeczywistości to dwa zupełnie oddzielne i konkurujące ze sobą programy pancerne. O projekcie niemiecko-francuskim wspomniano tylko w kontekście ewentualnej możliwości podłączenia się pod niego, ale niemiecki koncern obecnie szuka innych podmiotów, z którymi mógłby współpracować. Ostatnio oficjalnie mówi się o współpracy z Mitsubishi, ale póki co temat jest ograniczony do wymiany technologicznej pomiędzy niemieckim i japońskim przemysłem zbrojeniowym w temacie broni pancernej. Co więcej, istnieje możliwość, że Francuzi nie dopuszczą Rheinmetalla do swojego projektu wieży dla czołgu nowej generacji, co znacznie ograniczy korzyści dla niemieckiego przedsiębiorstwa.

Kadłub

Głównym problemem przedstawienia i dokładnego omówienia koncepcji przyszłego czołgu jest brak jakichkolwiek informacji na temat dosłownego i metaforycznego kształtu przyszłej platformy. Jest jednak bardzo możliwe, że w przypadku zarówno RLS, jak i konkurencyjnego KMW nowe projekty będą się opierać na ich wspólnym programie z lat 90. o nazwie Neue Gepanzerte Plattform. I w tym przypadku będzie można opisać dwie najbardziej prawdopodobne drogi rozwoju następcy Leoparda 2.

Pierwszą możliwością jest reinkarnacja propozycji tej koncepcji ze strony Maschinenbau Kiel (obecnie części RLS). MaK proponował dla NGP platformę modułową z przedziałem napędowym z przodu pojazdu. Program upadł wraz z nastaniem mody na bardzo mobilne jednostki bojowe, ale pozostałością po nim stał się obecnie użytkowany w niemieckich wojskach lądowych bojowy wóz piechoty Schützenpanzer Puma. Jest to prawdopodobnie najlepiej opancerzony bwp wśród seryjnie produkowanych modeli – charakteryzuje się bowiem połączeniem pancerza reaktywnego (NERA) z warstwowym (stal + ceramika) i osłoną „igielną” (Igelpanzerung) o rzeczywistej łącznej grubości wynoszącej około 300 milimetrów. Takie rozwiązanie zapewnia pojazdowi pasywną ochronę przodu i boków przed trafieniami amunicją kalibru 57 milimetrów, przeciwpancerną subamunicją artyleryjską i pociskami kumulacyjnymi o przebijalności do 600–750 milimetrów RHA.

SPz Puma (US Army Reserve / Capt. Xeriqua Garfinkel)

Bojowy wóz piechoty Puma
(US Army Reserve / Capt. Xeriqua Garfinkel)

W przypadku MGCS zmartwychwstanie poprzedniego niemieckiego programu pancernego miałoby polegać po prostu na zamontowaniu na Pumie wieży bezzałogowej z armatą gładkolufową kalibru 130 milimetrów. Poziom ochrony teoretycznie pozostałby niezmienny, a głównym czynnikiem ochronnym byłby produkowany przez Rheinmetall AMAP-ADS, mimo to masa całkowita takiego czołgu byłaby bardzo zbliżona do wagi używanego w naszej armii PT-91, czyli w okolicach 45–50 ton.

Droga rozwoju opancerzenia polegająca na tym, że to pancerz ma być dodatkiem dla aktywnego systemu obrony pojazdu (ASOP), a nie ASOP dodatkiem dla pancerza, może się jednak okazać w przyszłości zgubna. Z wyłączeniem Sztory i Saraba żaden system ochrony nie został przetestowany w warunkach bojowych, w których przeciwnik dysponował bronią pancerną i artylerią. Dlaczego jest to aż takie ważne? Otóż wszystkie elementy (lub ich większość) systemu ochrony są umieszczone na wieży pojazdu opancerzonego, nie będąc przy tym osłonięte pancerzem zasadniczym. Powoduje to, że ASOP jest w dużym stopniu narażony na uszkodzenie w walce przez różnorodne środki. Najprostszym ze nich jest artyleria, bowiem wszystkie elementy znajdujące się na zewnątrz czołgu są wystawione na działanie odłamków artyleryjskich.

Kolejnym z bardziej znanych zagrożeń jest mało- i średniokalibrowa amunicja artyleryjska. Zasada działania pocisków małego kalibru (do 40 milimetrów) jest podobna do klasycznej artylerii, bo poza chmurą odłamków w grę wchodzi również bezpośrednie trafienie. Natomiast pociski średniego kalibru (40–76 milimetrów, względnie do 90 milimetrów) mogą stanowić dla ASOP „pułapkę”, ponieważ w zależności od zaprogramowania mogą być wyłapywane przez system ochrony w strefach, w których i tak są nieskuteczne, lub wręcz przeciwnie – system może nie reagować na nie w przypadku zaatakowania strefy osłabionej (boki, tył), która z reguły jest wrażliwa na trafienia pociskami tego kalibru. Jednak najprostszym zagrożeniem dla ASOP jest sam ASOP, a dokładniej – jego konstrukcja. Owszem, istnieją system reagujące na jednoczesne ataki z wielu stron, jednak większość z APS jest zdolna jednorazowej, maksymalnie dwukrotnej reakcji na dane zagrożenie pochodzącego z tylko jednego kierunku. Oznacza to, że słabo opancerzony pojazd, niemający w danym momencie zapasu antypocisków, jest w zasadzie bezbronny na zagrożenia ze strony pocisków niekierowanych w trakcie lotu.

Wniosek jest taki, że czołg, który ma aktywne środki ochrony, musi mieć również pancerz. Jednak niekoniecznie to RLS musi opracować podwozie czołgowe z silnikiem z przodu, bo Puma w roli podwozia czołgowego może zostać równie dobrze wykorzystana przez drugiego współproducenta, czyli KMW jako element programu Leoclerc.

Wracając do MGCS, inną opcją jest klasyczne rozwiązanie podwozia – z przedziałem załogowym z przodu, bojowym pośrodku i napędowym z tyłu pojazdu. Najważniejszym elementem ma być jednak pancerz. Jak pokazały badania symulacyjne z Naval Postgraduate School, czołg wyposażony w ASOP ma większe szanse na przeżycie w warunkach miejskich, jeśli ma odpowiednio gruby pancerz zasadniczy. Przeżywalność pododdziału pancernego niewyposażonego w ASOP znacząco wzrasta, jeśli grubość efektywna pancerza wynosi minimum 700 milimetrów RHAe, a prawdopodobieństwo wykonania zadania bojowego wynosi odpowiednio 54,1% dla czołgów z pancerzem o grubości do 1000 milimetrów RHAe i 94,7%, gdy grubość pancerza przekracza tę wartość.

Co więcej, jest to wyższy wskaźnik niż dla lekko opancerzonych pojazdów bojowych wyposażonych w ASOP, wynoszący 80,1%. Z tego można już wywnioskować, że lepszym rozwiązaniem jest nowy czołg podstawowy ze standardowym podwoziem od lekko opancerzonego czołgu mającego przedział napędowy z przodu. W przypadku MGCS trzeba też określić minimalną efektywną grubość pancerza zasadniczego wobec zagrożeń, które już istnieją lub mają się pojawić w najbliższym czasie. Można do nich zaliczyć przede wszystkim rosyjską broń przeciwpancerną, między innymi przeciwpancerne pociski kierowane Kornet (do 1300 milimetrów RHAe + ERA) i Chrizantiema (do 1100 milimetrów RHAe + ERA) oraz najnowsze pociski APFSDS 3M69 kalibru 125 milimetrów (powyżej 900 milimetrów RHAe z odległości 2000 metrów). W realiach środkowoeuropejskiego pola walki oznacza to, że grubość efektywna pancerza przedniego MGCS musi wynosić co najmniej 1100 milimetrów RHAe wobec pocisków APFSDS i 1500 milimetrów RHAe wobec pocisków kumulacyjnych.

Poza tym trzeba poświęcić znaczną uwagę osłonie boków. Do tej pory w czołgach podstawowych dostateczną ochroną cieszył się pancerz boczny wieży, jednak teraz zgodnie z podstawowymi założeniami konstrukcyjnymi czołgów nowej generacji ważniejszą rolę w przyjmowaniu uderzeń ma odgrywać kadłub. Problem jest jednak taki, że właściwy pancerz kadłuba w tamtych miejscach będzie osłonięty przez koła nośne i zawieszenie czołgu.

Dlatego też w MGCS pancerz boczny kadłuba musi się składać ze zwykłej płyty wykonanej ze stali pancernej, względnie jego przekrój ma stanowić prosty układ przestrzenny, składający się z dwóch płyt pancernych i luki powietrznej, pełniącej funkcję zbiornika paliwa. Dodatkowo do ochrony boków trzeba doliczyć warstwowe fartuchy pancerne o grubości około 100–150 milimetrów. Takie rozwiązanie ułatwi proces wymiany elementów pancerza bocznego w MGCS, dzięki czemu możliwy będzie remont tej części czołgu w warunkach polowych; obniży się również koszt potencjalnej modernizacji całej maszyny. Sam pancerz zasadniczy z fartuchami nie zawsze będzie jednak skuteczny wobec broni przeciwpancernej piechoty.

Dlatego ważną rolę w ochronie czołgu będą odgrywać modułowe elementy pancerza dodatkowego. Ich zastosowanie i różnorodność pod kątem działania pozwalałaby na łatwe stworzenie kilku konfiguracji opancerzenia w zależności od zadań i terenu, w jakim miałby działać czołg. I co więcej, zaletą takiego rozwiązania jest zwiększenie podatności czołgów na modernizację pod kątem wzmocnienia ochrony pojazdu przed amunicją przeciwpancerną, która może się stać zagrożeniem w przyszłości.

Rh 130

Na szerokim morzu spekulacji istnieje jednak jedna niewielka wyspa informacji, które można uznać za w miarę pewne. Na tej „wyspie” jest główne uzbrojenie MGCS, czyli nowa gładkolufowa armata czołgowa kalibru 130 mm, oznaczona Rh 130 L/51.

Premiera prototypu armaty odbyła się w czerwcu zeszłego roku na Eurosatory 2016 w Paryżu. Z udostępnionych informacji wiadomo, że lufa ma mieć 6630 milimetrów długości i ważyć 1450 kilogramów, a masa całej armaty ma wynosić w okolicach 3,5 tony. Do Rh 130 planuje się stworzyć amunicję przeciwpancerną (APFSDS) i odłamkowo-burzącą programowalną (HE-ABM) na podstawie doświadczeń z produkcji podobnych pocisków do armat kalibru 120 milimetrów. Niewykluczone jest, że trzecim pociskiem do kolekcji będzie pocisk ćwiczebny (TP, TPCSDS lub APFSDS-TP). Pociski kalibru 130 milimetrów mają mieć o 50% większą energię kinetyczną od amunicji kalibru 120 milimetrów – zatem jeśli założyć, że pierwsze typy amunicji 130-milimetrowej będą używać tych samych pocisków co najnowsze odmiany amunicji kalibru 120 milimetrów, prędkość początkowa tych pocisków zostanie zwiększona o mniej więcej 22,5%.

Równolegle jednak Rheinmetall opracuje nową armatę gładkolufową kalibru 120 milimetrów do Leopardów 2 wraz z nowym pociskiem przeciwpancernym. DM73 – bo tak pocisk będzie oznaczony – ma być następcą obecnie używanych w Bundeswehrze DM63 i DM53 oraz charakteryzować się zwiększoną o 20% początkową energią kinetyczną względem poprzedników. Dodatkowo niewykluczone jest, że DM73 będzie mieć, wzorem M829A4, zdolności do pokonywania ASOP. Nie wiadomo jednak, jak wzrost energii ma zostać uzyskany – poprzez jeszcze dłuższą lufę, wydłużoną łuskę, powiększony ładunek prochowy czy w całkiem inny sposób. Oczywiste jest jednak to, że nowa armata ma wytrzymywać większe ciśnienie gazów prochowych i że docelowo ma trafić na uzbrojenie obecnie używanych Leopardów 2 (w teoretycznym wariancie A8).

Wróćmy jednak do Rh 130. Ta armata ma być bardziej bronią ewolucyjną niż rewolucyjną. Do tej pory proponowano jako uzbrojenie przyszłych czołgów niemieckich armatę NPzK-140 kalibru 140 milimetrów, jednak przez trzydzieści lat technologia tak poszła do przodu, że parametry współczesnej amunicji 130 milimetrów będą bardzo zbliżone do pocisków 140-milimetrowych z czasów zimnej wojny. Różnicą jest jednak to, że amunicja czołgowa kalibru 130 milimetrów ma być amunicją zespoloną, dlatego z powodu jej rozmiarów (łuska ma długość prawdopodobnie 850 milimetrów, a prototyp całego pocisku – prawie 1400) niemożliwe będzie ręczne ładowanie. Oznacza to, że główną rolę będzie odgrywał automat ładujący.

T-14 Armata (Vitaly V. Kuzmin, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

T-14 Armata
(Vitaly V. Kuzmin, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Więcej na temat amunicji 130-milimetrowej nie wiadomo, ponieważ nie doszło jeszcze do testów Rh 130. Zakłada się, że amunicja APFSDS ma penetrować pancerz przedni czołgu T-14 Armata. Pełna produkcja ma ruszyć w okolicach roku 2025. Istnieje jednak możliwość, że pociski będą mogły osiągać prędkości powyżej 2000 metrów na sekundę, co stanowi wartość graniczną, dla której ASOP może zareagować na pocisk. Przy wykorzystaniu w przyszłości technologii elektrotermochemicznej (ETC) takie wartości będzie można uznać za pewne.

Ostatnią zagadką jest też wartość siły odrzutu, wynikająca z pożądanych parametrów energetycznych armaty. Niewątpliwie armata kalibru 130 milimetrów może generować znacznie większy odrzut od obecnie używanej armaty 120-milimetrowej, jednak czołgi IV generacji prawdopodobnie będą mieć porównywalną masę do pierwszych czołgów III generacji. Dlatego jednym z celów konstruktorów będzie zmniejszenie siły odrzutu na tyle, żeby uzbrojenie tego typu mogło być wykorzystywane z powodzeniem przez pojazdy o masie 50–55 ton.

Wieża

Jeszcze więcej niewiadomych dotyczy proponowanego systemu wieżowego dla MGCS, ale jedną propozycję można przedstawić, gdyż w programie NGP temat opracowania wieży był działką RLS. Zaprojektowana wieża została opisana w wygasłym już patencie DE-196-44-524-A-1 z 26 października 1996 roku.

System wieżowy w NGP, podobnie jak w wielu innych planowanych czołgach IV generacji, miał być systemem bezzałogowym i charakteryzować się niewielkimi rozmiarami w porównaniu z dotychczasowymi wieżami czołgowymi. W przedziale bojowym wieży poza armatą zaplanowano miejsce dla dwutaśmowego automatu ładującego, mieszczącego aż trzydzieści pocisków kalibru 140 milimetrów. Co więcej, automat zgodnie z patentem miał być zaprojektowany tak, żeby mógł pracować – po niewielkich modyfikacjach wieży – zarówno z amunicją dzieloną, jak i z zespoloną. To oznacza, że automat mógłby zostać wykorzystany z powodzeniem do amunicji 130 milimetrów po wniesieniu niewielkich poprawek konstrukcyjnych i dodatkowo możliwe byłoby zwiększenie jego pojemności do nawet czterdziestu pocisków, co równoważyłoby jednostkę ognia obecnie używanych czołgów podstawowych. Dla porównania: T-14 używa automatu karuzelowego o pojemności trzydziestu czterech naboi 125-milimetrowych; potencjalny nowy czołg niemiecki mógłby więc znacznie przewyższać Armatę siłą ognia.

Automat sam w sobie miał być konstrukcją nietypową, bowiem pod kątem technicznym łączył w sobie elementy klasycznego automatu taśmowego z automatem bębnowym przy wykorzystaniu zalet obu automatów. W odróżnieniu od „taśmy” byłby mniej awaryjny i nie potrzebowałby niszy jako swojej lokalizacji, dzięki czemu łatwiej można byłoby zapewnić chłodzenie jednostce napędowej czołgu. W przypadku „bębna” za to automat mieściłby znacznie większą ilość amunicji. Gdybyśmy natomiast mieli porównać go do „karuzeli”, na jaw wychodzą tutaj jeszcze inne zalety. Przede wszystkim maksymalna długość przyjmowanej amunicji byłaby ograniczona nie przez wysokość kadłuba lub promień samej „karuzeli”, ale przez długość przedziału bojowego i średnicę pierścienia oporowego.

Schemat układu wieży (widzianej od przodu) z patentu DE-196-44-524-A-1

Schemat układu wieży (widzianej od przodu) z patentu DE-196-44-524-A-1

W przypadku pojemności automatu w „karuzeli” główną rolę odgrywa średnica samego automatu i obsługiwanej amunicji. Za to w proponowanym automacie jedynym ogranicznikiem jest wysokość kadłuba. Co więcej, przy tym automacie trafienie bezpośrednie w amunicję jest trudniejsze do zrealizowania niż w przypadku gęsto uszeregowanych naboi w automacie karuzelowym, dzięki czemu wzrasta przeżywalność czołgu – szczególnie w przypadku trafienia w linii azymutu wieży.

Opancerzenie wieży to kolejna cecha charakterystyczna czołgów IV generacji. Najlepiej chroniona ma być w nich załoga, dlatego też całkowicie wyizolowana od załogi wieża jest słabo opancerzona. Warunkiem była tutaj wyłącznie całkowita ochrona przed jakąkolwiek amunicją mało- i średniokalibrową używaną w armatach automatycznych. Ta cecha charakterystyczna wież dla czołgów nowej generacja się nie zestarzała i właśnie wieża T-14 została skonstruowana przy takich samych warunkach. Oznacza to, że tak opancerzona wieża może być podatna na trafienia słabszą amunicją przeciwpancerną; z tego powodu ważnym elementem ochrony wieży miałby być ASOP, ale z racji wystarczającej grubości wieży możliwe byłoby zamontowanie dodatkowego opancerzenia w postaci pancerza reaktywnego lub „igieł”, co pozwalałoby na zwiększoną bierną ochronę wieży przed amunicją kumulacyjną.

Nowy czołg a polski przemysł

Wróćmy teraz do tematu samego czołgu podstawowego.

Ze względu na niepewność programu MGCS ważną rolę może odegrać polski przemysł obronny. W powszechnym mniemaniu faworytem do bycia Wilkiem, czyli następcą czołgów T-72 i Twardy, jest joint-venture KNDS, jednak dla polskiego przemysłu obronnego znacznie korzystniejszą propozycją byłby czołg Rheinmetalla. Niedocenianym tutaj faktem jest podpisany już kontrakt na modernizację czołgów Leopard 2A4 do standardu 2PL. Beneficjentem tego kontraktu jest właśnie Rheinmetall Landsysteme (RLS). Wilk mógłby być kolejnym polem do wzmacniania pozycji niemieckiego koncernu w naszym kraju. Co więcej, niemiecka spółka od zeszłego roku posiada polski oddział, ulokowany przy Zakładach Mechanicznych Bumar-Łabędy, czego nie można powiedzieć o żadnym z podmiotów wchodzącym w skład KNDS Group.

Wróćmy do przewagi oferty z Kilonii nad ofertą francusko-niemiecką. Leopard 3, opracowywany przez KNDS, teoretycznie jest już przyklepany, jeśli chodzi o podział głównych prac: podwozie zostanie planowo opracowane w Niemczech, a wieża – we Francji. Zamyka to nam praktycznie drogę do zaoferowania w programie czegoś więcej niż pieniędzy. Oferta Rheinmetalla jest tutaj otwarta, ponieważ niemiecka spółka szuka kooperantów (lub przynajmniej inwestorów) do rozpoczęcia prac nad swoim czołgiem.

W wariancie minimum, który jest najbardziej realistyczny, polskie przedsiębiorstwa będą mogły opracować pojedyncze klocki, które zostałyby wdrożone w polskiej odmianie MGCS (czyli Wilku). Wśród tych klocków obecnie można zaliczyć elementy optoelektroniki, łączności, zawieszenia, szkoleniowe czy kamuflaż wielospektralny.

Jest to niewiele, dlatego też musimy rozwijać własne zdolności w celu oferowania komponentów czołgów podstawowych na światowym poziomie. Dodatkowo Rheinmetall pokazał w ciągu ostatnich dwóch lat, jaki jest niechętny do wdrażania obcych technologii do swoich produktów (przykładem jest nasz Leopard 2PL), ale z drugiej strony jest on całkowicie chętny do przekazania licencji na własne technologie, nawet z prawem do własnych modyfikacji (tu przykładem jest rumuński Agilis 8 × 8). Mimo wszystko najważniejszym elementem, który możemy zaoferować Niemcom przy produkcji nowego czołgu, jest siła robocza i niższe niż w samych Niemczech koszty robocizny. Nie przez przypadek w ramach kontraktu na modernizację Leopardów 2 zapisano, że polski przemysł obronny ma uzyskać zdolności serwisowe i obsługowe tych czołgów.

Niewątpliwie najbardziej będzie nam zależało na pozyskaniu posiadanej przez Rheinmetalla technologii produkcji prochów dwu- i trójbazowych, która ostatnio stała dla nas istnym Świętym Graalem. Otrzymanie tej technologii może spowodować wyraźny wzrost jakości amunicji produkowanej przez nasze fabryki, co pozytywnie wpłynie na jej osiągi i żywotność eksploatowanych luf. Kolejną częścią są oczywiście licencje na armaty czołgowe kalibru 120 i 130 milimetrów oraz amunicję do nich, systemy ochrony pojazdów, takie jak Rosy, SolarΣshield czy AMAP-ADS, oraz elementy optoelektroniki, głównie skierowane pod kątem nowoczesnego czołgowego systemu kierowania ogniem.

Optymalnym wariantem jest opracowanie własnego podwozia czołgowego na potrzeby programu Wilk. Byłoby to karkołomne wyzwanie dla polskiego przemysły obronnego, w które zaangażowane byłyby prawdopodobnie wszystkie ośrodki produkcyjne, remontowe i badawczo-rozwojowe zajmujące się bronią pancerną w naszym kraju (Bumar-Łabędy, Bumar-Mikulczyce, HSW, OBRUM, WAT, WITPiS, WITU, WZMot.), nie licząc przy tym dostawców pojedynczych podzespołów z innych sfer obronności. Niemniej zgodnie z analizą wykonaną w zeszłym roku rodzimy przemysł może spolonizować podwozie czołgowe w 75%, a kolejne 17% części może zostać zmontowane w Polsce z wykorzystaniem zagranicznych komponentów. Jedynym elementem, który musielibyśmy importować z Niemiec w całości z przeznaczeniem dla podwozia, jest powerpack. W analizie nie została uwzględniona kwestia polonizacji pancerza zasadniczego czołgu. Dodatkowo na potrzeby produkcji wieży nasz przemysł zbrojeniowy może zaoferować elementy systemu kierowania ogniem, ASOP typu soft-kill (a dokładniej systemy ostrzegania przed opromieniowaniem wiązką laserową i radarową), panele kontrolne oraz możliwość skonstruowania kompletnego automatu ładowania.

Najbardziej optymistycznym wariantem (ale nie nierealnym) jest wykorzystanie naszego podwozia na potrzeby całego programu MGCS i wystawienie takiego czołgu do przetargu na następcę Leoparda 2 w Bundeswehrze.

Alternatywa: XK3

Leopard 3 i Main Ground Combat System nie są jednak obecnie jedynymi projektami czołgów podstawowych IV generacji, które mają powstać na świecie jako odpowiedź na rosyjskiego T-14. Trzecia opcja, która jest uważana za pewną, to południowokoreański XK3. Niestety na jego temat jest zbyt mało informacji, natomiast jedyna dostępna grafika jest modyfikacją koncepcji Fast Adaptable Next-Generation Ground Vehicle od DARPA. Niemniej nie należy wykluczać, że obok Hyundai Rotem ważnym podmiotem będzie Hanwha Techwin, którego sztandarowy produkt – K9 Thunder – jest wykorzystywany między innymi w Wojsku Polskim. Będzie to oznaczało, że Koreańczycy mogą wystąpić do nas z ofertą wsparcia finansowego lub nawet kooperacji w projekcie XK3. Na pewne informacje ze strony podmiotów zarówno z Niemiec, jak i z Dalekiego Wschodu trzeba będzie jednak czekać nawet do roku 2025.

Niedawno ogłoszono zainteresowanych wzięciem udziału w programie Nowego Czołgu Podstawowego (Wilk). Wśród nich znalazły się i KMW, i Rheinmetall. Na razie jest to tylko faza analityczno-koncepcyjna, ale ministerstwo obrony mówi też o pozyskaniu dodatkowych czołgów III generacji, które zwiększyłyby zdolności naszych wojsk pancernych. Obydwa niemieckie przedsiębiorstwa są producentami używanych w naszych wojskach lądowych czołgów podstawowych Leopard 2, jednak przewagą RLS jest to, że może specjalnie wyprodukować dodatkowe czołgi już w wariancie zmodernizowanym dla Polski. A niewątpliwie przetarg może się okazać furtką do pozyskania w następnej kolejności czołgów IV generacji dla Wojska Polskiego.

Zobacz też: Niszczyciel czołgów Tunul Antitanc Autopropulsat Model 1985M

Bibliografia

Tamir Eshel, Rheinmetall Ups Tank Firepower with new 130 mm Gun, Defense Update, 14.06.2016
Lars Hoffmann, German Rheinmetall works on new 130 mm tank gun, DefenseNews, 15.06.2016
H. Krumm, U. Weinfurth, W. Becker, Geschützturm für Panzerfahrzeuge, Rheinmetall Industrie AG, Ratingen, Niemcy, DE 19644524A1, Zgłosz. P. 19644524.8 z 26.10.1996, Opubl. 07.05.1998
M. Kurpas, M. Holota, Uniwersalna Modułowa Platforma Gąsienicowa nośnikiem uzbrojenia i specjalistycznego wyposażenia, Szybkobieżne Pojazdy Gąsienicowe, nr 3/2016
Tomasz Kwasek, Bojowy wóz piechoty Schützenpanzer Puma, Dziennik Zbrojny, 22.03.2012
Oh Dong-Ryong, [단독][오동룡 기자의 밀리터리 리포트-2(상)] 국방과학연구소, 세계 최강 수준 ‚꿈의 전차포’ K-3 전차 개발한다 출처, Chosun.com, 13.05.2015
Wei Jun Goh, Survivability design of ground systems for area defense operation in an urban scenario, Naval Postgraduate School, Monterrey, 2014
Il n’y a pas de souveraineté sans industrie forte, assure le DGA, Laurent Collet-Billon après une puissante année 2016, La Voix du Nord, 06.03.2017
Puma IFV armor and upgrade speculations, Below The Turret Ring, 10.10.2016
Rheinmetall to develop 130 mm gun and upgraded 120 mm gun, Below The Turret Ring, 14.02.2016

US Army / Pfc. Emily Houdershieldt