Kryzys w Nigrze z każdym dniem nabiera rozpędu. Coraz więcej państw należących do ECOWAS otwarcie opowiada się za interwencją zbrojną, którą gotowych jest poprzeć przynajmniej część saharyjskich Tuaregów. W tle napięć między krajami Afryki Zachodniej pojawiają się zagadkowe loty amerykańskich i francuskich samolotów.

Problemy nigerskich rebeliantów zdają się nie mieć końca. Prawdopodobnie na początku kryzysu nie spodziewali się, że sprawy obiorą tak niebezpieczny obrót i że Wspólnota Gospodarcza Afryki Zachodniej zapowie utworzenie sił interwencyjnych mających przywrócić porządek konstytucyjny. Jednocześnie drogi do pokojowego zażegnania konfliktu mają nadal pozostawać otwarte.

Rozpoczęło się od sankcji gospodarczych i ultimatum: oddanie władzy i powrót demokratycznie wybranego prezydenta lub dalsze konsekwencje. Junta nie ugięła się pod presją i, prawdopodobnie zachęcona wsparciem Mali i Burkina Faso, sama przeszła do ofensywy. Zrywając kontakty gospodarcze z Francją i wchodząc w otwarty konflikt z ECOWAS, pokazała, że będzie trzymać się władzy za wszelką cenę.



Zdanie ECOWAS w wywiadzie telewizyjnym przedstawił prezydent Wybrzeża Kości Słoniowej. Alassane Ouattara powiedział, że nie można tylko patrzeć na to, co dzieje się w Nigrze, ale trzeba zacząć działać, i to szybko. Konkretnych decyzji możemy się spodziewać 19 sierpnia – wtedy w Akrze, stolicy Ghany, ma się odbyć narada szefów sztabów sił zbrojnych członków ECOWAS. Niestety, jak wspominaliśmy wcześniej, przeprowadzenie zbrojnej interwencji wiąże się z ogromnym zagrożeniem dla całego regionu.

Potencjalny kryzys humanitarny i migracyjny dotknąłby nie tylko Sahel, ale cały kontynent i dalej Europę. Mimo to ECOWAS nie zamierza ustąpić. Wobec podjętych już działań pójście na ustępstwa całkowicie skompromitowałoby organizację, a na to nie może sobie pozwolić jej główny członek – Nigeria. Inwazja zbliża się więc wielkimi krokami, jednak dla skutecznego przeprowadzenia takiej operacji konieczne jest zdobycie sojuszników w samym Nigrze. Okazało się, że odpowiednią osobą do przeprowadzenia kontrpuczu jest były dowódca Tuaregów i minister turystyki Rhissa Ag Boula.

Postawienie na byłego komendanta polowego rebeliantów może okazać się trafnym wyborem. Od początku kryzysu pojawiały się doniesienia, że puczyści mają znaczne wpływy na północy, dlatego pojawienie się opozycji w tej części kraju jest tak niekorzystne dla buntowników. Rhissa Ag Boula powołał Radę Oporu dla Republiki, która domaga się uwolnienia trzymanego w areszcie domowym prezydenta i powrotu do legalnie wybranego rządu oraz otwarcie popiera interwencję ECOWAS. Nie wiadomo, jakim poparciem społecznym faktycznie cieszy się Rada. Jej przywódca utrzymuje, że ma po swojej stronie kilku najważniejszych nigerskich polityków, jednak twierdzenia te są niemożliwe do zweryfikowania.



Strach przed interwencją Zachodu

Potencjalna konfrontacja militarna z ECOWAS nie budzi w Niamey dużych obaw. Inaczej traktowane jest zagrożenie ze strony Francji i, szerzej, świata zachodniego. Junta ogłosiła, że siły zbrojne są w stanie pełnej gotowości po rzekomo nielegalnym naruszeniu nigerskiej przestrzeni powietrznej przez francuski samolot transportowy A400M. Według puczystów Paryż od początku kryzysu podejmuje agresywne działania przeciwko Nigrowi.

Pułkownik Amadou Abdramane, rzecznik prasowy junty, oskarżył Francuzów o wpuszczenie do kraju szesnastu terrorystów, którzy zaatakowali Gwardię Narodową w pobliżu kopalni złota Samira w Tillaberi. Nie wiadomo, kim byli napastnicy, jednak mało prawdopodobne, aby tak marginalny atak był elementem francuskiej operacji. Kryzys może jednak zostać wykorzystany przez organizacje terrorystyczne, które w atmosferze chaosu mogą próbować zdobyć wpływy na terenach niezurbanizowanych. Równie poważnym zagrożeniem w regionie są organizacje przestępcze zaangażowane w nielegalny obrót metalami szlachetnymi.

Paryż odpowiedział na zarzuty puczystów. Samolot, owszem, wleciał w przestrzeń powietrzną Nigru, lecz uczynił to zgodnie z porozumieniami zawartymi z legalnym rządem w Niamey. Również na tej podstawie w kraju nadal stacjonują francuskie oddziały wycofane z Mali. Mimo ogłoszenia przez Niger zamknięcia przestrzeni powietrznej do kraju przyleciał również – z Ndżameny w Czadzie – amerykański turbośmigłowy Dash 8-200 (rejestracja N428MS) należący do firmy Berry Aviation, będącej podwykonawcą wynajmowanym przez Departament Obrony Stanów Zjednoczonych. Nie wiadomo, jaki był cel przelotu, lecz maszyna wylądowała w 201. Bazie Lotniczej w Agadezie pod Niamey.

Zobacz też: Pentagon chce wznowić tajne programy, które realizował w Ukrainie

US Army / Spc. Zayid Ballesteros