W latach osiemdziesiątych Iran pogrążony był w ciężkich walkach z sąsiednim Irakiem. Działania wojenne ujawniły słabość irańskich wojsk rakietowych, które nie były w stanie razić celów położonych na terytorium przeciwnika w odległości większej niż 150 kilometrów.

Wojna Miast i libijska geneza irańskich rakiet

Kulejąca militarnie teokracja jeszcze w czasie tego konfliktu próbowała kupić pociski rakietowe, które przybliżyłyby ją do sukcesu w wojnie. Zadania podjął się marszałek irańskiego Madżlisu (parlamentu) Ali Akbar Haszemi Rafsandżani, przewodniczący delegacji wysokiego szczebla, która udała się do Libii, Syrii, Korei Północnej i Chin. Pierwszym celem była Libia, rządzona przez pułkownika Mu’ammara al-Kaddafiego. Nawiązanie przynajmniej luźnych relacji nie było łatwe, gdyż jeszcze przed wojną iracko-irańską przywódca libijski skłaniał się bardziej ku współpracy z Saddamem Husajnem, a później wywierał presję na Teheran, próbując zmusić go do zakończenia działań zbrojnych. Kaddafi od samego objęcia władzy odnosił się niechętnie do Iranu i przyłączył się do sojuszu państw arabskich występujących przeciwko szachowi Mohammadowi Rezie Pahlawiemu, usuniętemu później przez rewolucję islamską.

Cofnijmy się nieco w czasie. Jak na ironię, pierwsze kroki na polu rakietowym Irańczycy mieli postawić… w Izraelu. Za rządów szacha Teheran zwrócił się do Amerykanów o pomoc w opracowaniu pocisków rakietowych, Waszyngton jednak bardzo szybko odmówił. Wówczas w gremiach politycznych i wojskowych zdecydowano o obraniu kursu na Tel Awiw. Świat dowiedział się o tych rewelacjach po upublicznieniu ich przez źródła irańskie. Gdy teherańscy studenci opanowali amerykańską ambasadę w listopadzie 1979 roku, nowa władza weszła w posiadanie dokumentów świadczących o planach szacha.

18 lipca 1977 roku irański wiceminister wojny generał Hassan Toufanian udał się do Izraela, gdzie spotkał się z ministrem spraw zagranicznych Izraela Moszem Dajanem i ministrem obrony Ezerem Weizmanem. Tak rozpocząć się miała współpraca dzisiejszych śmiertelnych wrogów. Program kooperacji w zakresie przekazania Iranowi pocisków dalekiego zasięgu zainicjowano właściwie na spotkaniu szacha z ministrem obrony Szimonem Peresem w kwietniu 1977 roku. Warto wspomnieć, że wówczas Iran był jedynym państwem Bliskiego Wschodu, które uznało istnienie Izraela.

Podczas spotkań polityków i ekspertów przedyskutowano szereg przyszłych wspólnych projektów wojskowych, w tym opracowania pocisku przeciwokrętowego Gabriel o dłuższym zasięgu i jego odmiany odpalanej z okrętów podwodnych. W zamian za uzyskane pociski rakietowe i technologię ich wytwarzania Iran miał dostarczać ropę naftową. Na pociskach taktycznych odpalanych z okrętów podwodnych najbardziej zależało admirałowi Kamalowi Habibollahiemu, dowódcy irańskiej marynarki wojennej.

O współpracy wiedziała CIA, dla której pracował nie kto inny jak Hassan Toufanian. Przekazał on oficerowi prowadzącemu protokół ustaleń ze spotkania z izraelskimi politykami. Z dzisiejszej perspektywy informacje, które udostępnił Amerykanom, u niektórych mogą wywoływać uśmiech na ustach, innych zaś – przyprawiać o ból głowy. W ramach działań pod kryptonimem „Cor” Izrael opracował, wyprodukował i zamierzał sprzedać Iranowi pociski dalekiego zasięgu zdolne przenosić głowice nuklearne. Mowa tutaj o pociskach Jerycho-2 o zasięgu 3500 kilometrów, wprowadzonych do służby liniowej dopiero w roku 1987.

Już w 1978 roku do Izraela dotarła pierwsza dostawa ropy naftowej o wartości 280 milionów dolarów – zaliczka na dalsze prace i irański wkład w projekt. Teheran bardzo się spieszył, gdyż równocześnie zespół irańskich ekspertów rozpoczął budowę zakładu montażowego rakiet koło Sirdżanu w południowym Iranie, a także poligonu w pobliżu Rafsandżanu. Po niespełna dwóch latach projekt, który tak szybko powstał, równie pospiesznie został zamknięty. Rewolucja islamska doprowadziła do zmiany systemu rządów i postrzegania świata zewnętrznego. Z Iranu uciekli przedstawiciele izraelskiego ministerstwa obrony i doradcy, a wszystkie plany i schematy uzbrojenia odesłano pocztą dyplomatyczną.

Wiele lat później jeden z wysoko postawionych urzędników izraelskiego ministerstwa obrony stwierdził, że Tel Awiw świadomie brnął we współpracę z Iranem, ale nie traktował jej poważnie i miał działać oszukańczo, licząc na pieniądze pompowane przez Irańczyków. Izraelskie potrzeby były nieograniczone, a projekt budowy pocisku balistycznego dalekiego zasięgu, który byłby niezależny od amerykańskiej know-how i części zamiennych, pochłaniał ogromne kwoty. Jaakow Szapiro, były urzędnik izraelskiego ministerstwa obrony, oskarżany o koordynowanie rozmów z Irańczykami, bronił się zacięcie. Według Szapiro był to interes nie do odrzucenia, gdyż zapewniał Izraelowi transakcje na gigantyczną skalę. Z drugiej strony bez Iranu Izrael nie uzyskałby broni zdolnej odstraszać wrogów państwowych, w tym państwa ajatollahów. Summa summarum, w ramach współpracy Izrael miał dostarczyć swojemu partnerowi przestarzały sprzęt o parametrach niższych niż żądane, wykorzystując płynące z Iranu dostawy gotówki.

Wróćmy jednak do Libii, stamtąd bowiem Iran otrzymał pierwszą wymierną pomoc. W nawiązaniu dialogu z reżimem Kaddafiego nie przeszkodziło nawet bardzo ważne wydarzenie w polityce międzynarodowej. W sierpniu 1978 roku zaginął bez wieści przewodniczący Najwyższej Rady Szyickiej w Libanie Musa as-Sadr. Odleciał z lotniska w Bejrucie do Trypolisu, dokąd zaprosił go libijski dyktator. Podróżował w towarzystwie szejka Mohammeda Jakuba i dziennikarza Abbasa Badra ad-Dina. Wśród osób podejrzanych o związek z niewyjaśnionym zniknięciem Sadra, był właśnie Kaddafi, według którego cała trójka bezpiecznie wyleciała z Trypolisu do Rzymu.

Irański żołnierz w masce gazowej podczas konfliktu iracko-irańskiego z lat 1980–1988 (sajed.ir, Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0)

Irański żołnierz w masce gazowej podczas konfliktu iracko-irańskiego z lat 1980–1988
(sajed.ir, Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0)

Wkrótce obie strony dobiły targu i libijskie pociski rakietowe R-17 (Scud-B) trafiły w ręce Irańczyków na przełomie stycznia i lutego 1985 roku, zaś w marcu zadebiutowały w boju. Pierwszy spadł 12 marca na irackie miasto Kirkuk. Warto dodać, że w transakcji towarzyszył jeszcze jeden incydent, w kwietniu bowiem do mediów przedostała się niepotwierdzona informacja, iż w dostawę części zamiennych do Scudów byli zamieszani brytyjscy przemytnicy uzbrojenia. Spotkało się z natychmiastowym dementi ze strony Londynu i sprawa uległa wyciszeniu.

Irańscy wojskowi osiągnęli podstawowy cel taktyczny w tak zwanej Wojnie Miast – długim epizodzie zmagań iracko-irańskich, podczas którego celem nalotów i ataków rakietowych stały się duże obszary zurbanizowane. Bombardowania rozpoczęli Irakijczycy, licząc na załamanie ekonomiczne Iranu i podkopanie morale sąsiada. Tymczasem Irańczycy posiadali już broń, która mogła dolecieć na odległość około 280–300 kilometrów, przenosząc głowicę o wagomiarze w granicach 770–1000 kilogramów. Dzięki temu zyskali możliwość odpowiadania na ataki rakietowe wymierzone w zaludnione dzielnice Teheranu, Tabrizu, Isfahanu i Szabrizu. Ważniejsze, że w zasięgu mieli Bagdad, co zminimalizowało przewagę psychologiczną wojsk Saddama Husajna.

Jak się później okazało, współpraca wojskowa na linii Trypolis–Teheran nie ograniczyła się do prostej transakcji w przedmiocie rakiet. Poza nimi Libijczycy przekazywali uzbrojenie innego rodzaju, w tym radzieckie miny morskie, które miały być umieszczane w wodach Zatoki Perskiej i zagrażać swobodnemu poruszaniu się okrętów. Ponadto Kaddafi zamierzał odkupić od Iranu zapasy broni chemicznej (przed dobiciem targu ostrzegał go wówczas amerykański Departament Stanu). W wojnie iracko-irańskiej uczestniczyli również libijscy doradcy wojskowi.

Azjatycka droga do sukcesu i pierwsze sankcje

Podstawowym problemem Teheranu była skromna liczba posiadanych pocisków rakietowych: Kaddafi sprzedał jedynie czterdzieści sztuk. Dlatego nieodzowne było zwrócenie się do innych dostawców. W pierwszej kolejności państwo ajatollahów rozpoczęło rozmowy z Pjongjangiem. Od nawiązania stosunków dyplomatycznych w 1973 roku relacje między obu państwami były nijakie, ale teraz Iran od razu wykazał się dobrą wolą i zaraz po rozpoczęciu rozmów w sprawie rakiet przekazał wsparcie finansowe dla północnokoreańskiego programu rakietowego w zamian za transfer gotowego uzbrojenia i technologii. Bardzo często Irańczycy płacili dostawami ropy naftowej.

Teheran od początku zdawał sobie sprawę z tego, że produkcja pocisków musi odbywać się na miejscu, i cały czas do tego dążył. W ramach współpracy północnokoreańscy inżynierowie pomogli zbudować w Iranie zakłady montażowe pocisków balistycznych Hwasŏng-5 (północnokoreańska odmiana Scuda-B), których Irańczycy pozyskali od 90 do 100 sztuk za 500 milionów dolarów, oraz zapewnili kompletną dokumentację techniczną i wymianę doświadczeń z irańskimi kolegami. W połowie lat osiemdziesiątych Korea Północna i Iran zawarły tajną umowę na dostawę mobilnych wyrzutni służących do transportu i odpalania pocisków Scud-B.

W drugiej połowie 1987 roku do Iranu dotarła pierwsza transza północnokoreańskich pocisków tego typu, zaś komplet przetransportowano w ciągu kilku następnych miesięcy. Pierwsze pociski rozmieszczono w kontrolowanej przez żołnierzy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej bazie Chatam ol-Anbia. Stamtąd też Pasdarani dokonywali ataków rakietowych na irackie miasta. Uważa się, że w latach 1987–1988 wystrzelił ogółem około 100 pocisków typu Szahab-1 (irańska wersja północnokoreańskiego Scuda-B). Prawdopodobnie także wówczas podpisano umowę o pozyskaniu technologii rakietowej i pomocy technicznej w produkcji pocisków. Pod koniec 1987 roku głównodowodzący Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej Mohsen Rezaji oświadczył, że Iran uzyskał w produkcji pocisków samowystarczalność. Informację tę potwierdził prezydent Rafsandżani, wyrażając przekonanie, że Iran w przyszłości stanie się producentem uzbrojenia na rynku światowym.

Powszechnie uważa się, że właśnie w 1987 roku Iran rozpoczął lokalną produkcję Scuda-B. Równie pewne jest to, że Iran samowystarczalności nie osiągnął, a przechwałki przywódców można było traktować z przymrużeniem oka. Irańskich inżynierów stać było tylko na składanie rakiet z podzespołów dostarczonych przez Pekin i Pjongjang. Na uwagę zasługuje fakt, że Korea Północna szybciej przekazała Scudy irańskim wojskom lądowym niż przyjęła je do służby na krajowym podwórku. Według Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych podczas wojny z Irakiem Iran wystrzelił prawie 100 pocisków tego typu w latach 1985–1988. Jeszcze w czasie tego konfliktu Waszyngton próbował ograniczyć bądź uniemożliwić przepływ broni do Iranu, szczególnie amerykańskiej. Ocenia się, że skutecznie ograniczono sprzedaż uzbrojenia przez Włochy, Hiszpanię, Koreę Południową i Portugalię. Amerykanie jednak w tej sprzedaży bardzo aktywnie uczestniczyli, łamiąc przepisy, które sami ustalali bądź uczestniczyli w ich powstawaniu. Odpłatne przekazywanie pocisków przeciwpancernych BGM-71 TOW i przeciwlotniczych MIM-23 Hawk Iranowi było niezgodne z nałożonym embargiem i zakazem sprzedaży uzbrojenia dla państw sponsorujących działalność terrorystyczną. Waszyngton chciał w ten sposób zapewnić sobie pomoc Iranu w sprawie uwolnienia zakładników, uprowadzonych w Bejrucie przez bojowników Hezbollahu. Uzyskane ze sprzedaży pieniądze przeznaczano na kolejny wątpliwy cel: partyzantkę Contras w Nikaragui, co było niezgodne z tak zwaną Boland Amendment, prawem ograniczającym angażowanie się Stanów Zjednoczonych w konflikt w tym państwie.

Po zakończeniu wojny Teheran nie próżnował i znów wysłał do Pjongjangu delegację, która przywiozła stamtąd umowę w sprawie nabycia pocisków rakietowych Scud-C. Otrzymał również potrzebną dokumentację techniczną i technologię budowy ich północnokoreańskiego wariantu: Hwasŏng-6. Co do zasady irański program rakietowy jest bardzo podobny do programu Kimów, a współpraca od lat osiemdziesiątych znajduje odzwierciedlenie w typach pocisków: północnokoreańskie mają swoje odpowiedniki w Iranie.

O pierwszych transportach Scudów-B i Scudów-C płynących w rejon Zatoki Perskiej informowały amerykańskie źródła wywiadowcze w 1991 roku. Krótko potem Iran przeprowadził pierwsze testowe odpalenie. W tym samym roku Iran zakupił ogółem 200 pocisków obu typów i miał rozpocząć produkcję odpowiedników Scudów-C. Rok później miał ich mieć już 800 sztuk. Organizacja Bojowników Ludowych Iranu, opozycyjna wobec władz w Teheranie, twierdziła, że w 1991 roku Korea Północna dostarczyła Iranowi aż 170 Scudów-C. Pocisk tego typu zabiera więcej paliwa, jest dłuższy i szerszy od poprzednika, ma też większy zasięg (przekraczający 500 kilometrów) i przenosi głowicę o wagomiarze 700 kilogramów.

Północnokoreańskie pociski rakietowe otrzymały irańskie nazwy: Szahab-1 i Szahab-2. Pocisk bliskiego zasięgu Szahab-2 mógł dolecieć na odległość do 500 kilometrów, przenosząc pojedynczą głowicę odłamkowo-burzącą ważącą 770 kilogramów. Pierwszy test odbył się w maju 1991 roku, pocisk zaś odpalono z okolic świętego dla Irańczyków miasta Kom. Z uwagi na tak ograniczony zasięg rozmieszczono je blisko granicy irańskiego terytorium. Lokalnie produkowane Szahaby-2 po raz pierwszy w służbie pojawiły się w 1997 roku.

Pocisk balistyczny Szahab-2 (Vahid alpha, Creative Commons Attribution 3.0 Unported)

Pocisk balistyczny Szahab-2
(Vahid alpha, Creative Commons Attribution 3.0 Unported)

Na początku 1993 roku kolejne transporty Scudów wraz z kilkoma wyrzutniami nie uszły uwadze izraelskich źródeł wywiadowczych i informacje o nich przedostały się do mediów. W tym roku Irańczycy aż sześć razy podróżowali na Daleki Wschód, aby negocjować kolejne punkty współpracy. Szybko okazało się, że reżim Kimów nie tylko zgodził się na sprzedaż gotowych rakiet bądź ich podzespołów, ale także przekazał odpłatnie technologię produkcji Scudów. Według amerykańskiego Departamentu Stanu irańsko-północnokoreańskie stosunki handlowe przebiegały według dobrze znanego wzorca, czego dowodem było udział specjalistów z Korei Północnej w pracach w zakładach irańskich. Pomagali oni irańskim naukowcom opanować podstawowe etapy produkcji Scudów. W 1993 roku irański minister obrony Akbar Torkan ogłosił, że opanowano możliwości technologiczne w produkcji pocisków podobnych do typu Scud-B i nic nie stoi na przeszkodzie ich seryjnemu wytwarzaniu.

Według jednego z ówczesnych dokumentów – przeglądu wojskowego The Middle East Military Balance – opublikowanego przez Jaffee Center for Strategic Studies na uniwersytecie w Tel Awiwie – do końca 1994 roku Iran nabył około 400 pocisków, w tym 300 Scudów-B. Informacje te potwierdziła w 2003 roku Centralna Agencja Wywiadowcza w raporcie na temat rozprzestrzeniania technologii rakietowych. Nie tylko władze północnokoreańskie wspierały Irańczyków w stawianiu pierwszych kroków. Dostawcami pocisków balistycznych były trzy państwa: Korea Północna, Libia i Chińska Republika Ludowa. Niektóre źródła mówią również, że pomniejszym dostawcą była Syria. Według oceny zagrożeń przygotowanej w 2012 roku przez Dyrektora Wywiadu Narodowego irańskie zasoby pocisków balistycznych stały się jednymi z największych na Bliskim Wschodzie.

Potrzeby były ogromne ze względu na działania wojenne z Irakiem i dysproporcję sił między stronami. Dopiero pomoc uzyskania z Rosji, Syrii i Chin pozwoliła wstać z kolan i uratowała Iran przez możliwą porażką w konflikcie. Szczególnie zaangażowane były ChRL i Korea Północna. Naukowcy z tych państw wydatnie uczestniczyli w powstawaniu zakładów produkcji rakiet i centrów badawczych w Iranie oraz służyli pomocą w sprawach technicznych. Pekin dostarczył irańskim siłom zbrojnym pociski przeciwokrętowe będące kopią produkowanych licencyjnie radzieckich P-15 i sprzedał technologię pozwalającą na rozpoczęcie konstrukcji pocisków balistycznych średniego zasięgu. W 1990 roku kontakty sformalizowano, podpisując dziesięcioletnie porozumienie o współpracy naukowej. Efektem były późniejsze testy pocisków przeciwokrętowych C-802, które marynarka wojenna odpalała z pokładu kutra torpedowego typu 021 Houdong, jednego z dziesięciu zakupionych w Chinach.

Dostawy uzbrojenia i współpraca irańsko-chińska nie uszły uwadze amerykańskiego wywiadu. W tym samym czasie The Washington Times opublikował informacje pochodzące z raportu CIA w sprawie transferu uzbrojenia do państw sponsorujących terroryzm. Amerykańska wspólnota wywiadowcza miała dysponować dowodami, że Chińczycy dostarczali przetworniki przyspieszenia, żyroskopy i inne urządzenia, w tym potrzebne do budowy radarów. Wówczas, tak jak i dzisiaj, Iran nie należał do państw współtworzących Reżim Kontroli Technologii Rakietowych (Missile Technology Control Regime). Z tego powodu baczniejszą uwagę zwracano na przenikanie do tego państwa technologii rakietowych i produktów tak zwanego podwójnego zastosowania.

W 1991 roku syryjski szef sztabu generalnego Hikmat Szihabi odwiedził Teheran, aby omówić budowę w Syrii fabryki, w której oba państwa miałyby zająć się rozwojem i produkcją pocisków klasy ziemia–ziemia. Pomoc udzielana Iranowi przez Chińczyków, Rosjan czy reżim Kimów spotkała się z sankcjami ze strony Stanów Zjednoczonych. Pierwsze obostrzenia nałożono na północnokoreańską firmę Changgwang Sinyong Corporation, potem zaś na pięć przedsiębiorstw chińskich: Liaoning Jiayi Metals, Minerals Company, Q.C.Chen, Wha Cheong Tai Company i Shanghai Triple International. W czerwcu 2003 roku dołączyły do nich jeszcze dwie: China Precision Machinery Import-Export Corporation i China North Industries Corporation (NORINCO). Im również zarzucano działanie na rzecz rozprzestrzeniania technologii rakietowych w Iranie. W tym samym czasie obłożono sankcjami dwie firmy mołdawskie – Cuanta S.A. i Computer and Communicatti SRL – oraz jednego obywatela Mołdawii: Michaiła Pawłowicza Władowa, byłego pracownika mołdawskiej Cuanty, zajmującej się produkcją podsystemów łączności w pociskach kierowanych.

Pocisk Ghadr-1 podczas parady z okazji Narodowego Dnia Armii w kwietniu 2016 roku (Tasnim News Agency, Creative Commons Attribution 4.0 International)

Pocisk Ghadr-1 podczas parady z okazji Narodowego Dnia Armii w kwietniu 2016 roku
(Tasnim News Agency, Creative Commons Attribution 4.0 International)

W 1999 roku sankcje dotknęły między innymi Bałtycki Państwowy Uniwersytet Techniczny imienia D.F. Ustinowa, Europalace 2000, Gławkosmos, Grafit, Centrum Naukowe INOR i MOSO Company (wszystkie z Rosji). Pierwsze obostrzenia nakładane były bez wyraźnej podstawy prawnej. Dopiero po przyjęciu przez Kongres i podpisaniu przez prezydenta Clintona Ustawy o nieproliferacji w Iranie z 2000 roku zasady te stały się bardziej sformalizowane. Ustawę przegłosowano przy zgodzie obu partii, po wecie prezydenckim pierwszego brzmienia aktu prawnego i ponaddwuletnich przepychankach w Kongresie. Myślą przewodnią stało się karanie osób fizycznych i instytucji, które nie stosują się do reżimu nierozprzestrzeniania technologii rakietowych i zaopatrują w nie Iran.

Co oczywiste, sankcje nie ominęły podmiotów rdzennie irańskich. W maju 2003 roku na czarną listę amerykańskiego Departamentu Skarbu została wpisana Shahid Hemmat Industrial Group (SHIG), odpowiedzialna za podstawowe elementy irańskiego programu budowy pocisków balistycznych. Kara została wymierzona za produkcję pocisków Szahab-3 i Ghadr oraz współpracę z firmami z Korei Północnej i Chin w rozwoju i produkcji tych pocisków.

Szahab-3 i spokój przed burzą

W styczniu 1998 roku irańska grupa opozycyjna (bądź, jak kto woli, dysydencka) Narodowa Rada Oporu Iranu przekazała Zachodowi informacje „z najpewniejszego źródła”, że Iran zakończył prace rozwojowe pocisku balistycznego średniego zasięgu Szahab-3 i jest gotowy do jego produkcji. Wiadomość ta nie musiała długo czekać na potwierdzenie, gdyż już w lipcu odbył się jej pierwszy test. Według źródeł irańskich, co potwierdzają Amerykanie i Rosjanie, rakieta mierzy 16 metrów i może przenosić 1000 kilogramów ładunku użytecznego na odległość 1300 kilometrów. Wywodzi się od północnokoreańskiego Nodonga-1, ale w toku prac badawczych i rozwojowych zwiększano jego zasięg i celność. Powstały kolejne warianty: 3B, 3C i 3D, a maksymalny zasięg wzrósł do 1900 kilometrów. Irańczycy chwalili się, że jest to ich pierwszy pocisk dalekiego zasięgu, mimo że zgodnie z przyjętą nomenklaturą, aby pociski określać tym terminem, muszą dolatywać na odległość ponad 3000 kilometrów.

Najważniejsze było osiągnięcie zasięgu rażenia wymaganego dla uderzenia w Izrael. Pociski mogły też dolecieć do Turcji, gdzie stacjonowali żołnierze amerykańscy, i do Afganistanu, który kilka lat później stał się celem interwencji wojsk koalicyjnych. Niebawem oliwy do ognia dolał izraelski minister obrony Szaul Mofaz, który przekazał opinii publicznej informację, że Irańczycy już pracują nad pociskami międzykontynentalnymi Szahab-4 i 5, co spowoduje, że będą poważnie zagrażać Stanom Zjednoczonym. Według Mofaza należało się liczyć z tym, że za kilka lat takie pociski mogą być uzbrojone nie tylko w głowice konwencjonalne. Już wówczas informacje te wydawały się przesadzone. Według niektórych źródeł Irańczycy w latach dziewięćdziesiątych rozpoczęli prace badawcze nad wersją rozwojową Szahab-6, wykorzystując przekazane jeszcze za czasów Związku Sowieckiego pociski balistyczne pośredniego zasięgu (IRBM) RSD-10 Pionier o zasięgu 5000 kilometrów. Powszechnie jednak uważa się, że rozwój Szahaba-5/6 odbywa się w ramach współpracy z Koreą Północną i opiera się na pocisku Taep’o-dong 2.

Wróćmy jednak do Nodonga-1, z którym związana jest dość interesująca historia. Produkcja i testy obarczone były licznymi problemami, w tym finansowymi. Mimo że Iran przekazał fundusze na prowadzone badania, nie otrzymał żadnego egzemplarza. Pocisk został przetestowany tylko raz, w maju 1993 roku. Następnie wyprodukowano krótką serię i przyjęto na wyposażenie północnokoreańskich sił zbrojnych. Iran zgodził się w charakterze rekompensaty na pozyskanie technologii i podzespołów potrzebnych do budowy własnych pocisków balistycznych, będących odpowiednikiem Nodonga-1. Według raportów amerykańskiej wspólnoty wywiadowczej Teheran uzyskał dwanaście silników napędzających pociski tego typu. Równocześnie z początkiem północnokoreańskiego programu rozwojowego Nodonga-1 Iran wystartował ze swoim Szahabem-3.

Problem wprowadzania do służby był równie złożony jak badania i rozwój pocisku. Rok 1998 może być uznany za przełomowy, gdyż wówczas doszło do pierwszego potwierdzonego odpalenia Szahaba-3, jednak w okresie późniejszym, od lipca 1998 do lipca 2003 roku, przetestowano pocisk jeszcze co najmniej siedem razy (z różnymi rezultatami). Nie przeszkodziło to jednak byłemu już wówczas prezydentowi Rafsandżaniemu ogłosić samowystarczalność Iranu w dziedzinie technologii rakietowych. Przesłanie to zawarł w przemowie wygłoszonej 1 lutego 1999 roku dla upamiętnienia rocznicy powrotu ajatollaha Chomeiniego do Iranu. – Dzisiaj nasz kraj jest sobie w stanie sam zagwarantować obronę, konstruując uzbrojenie począwszy od nabojów do pistoletów, na międzykontynentalnych pociskach balistycznych kończąc – mówił Rafsandżani. Iran chełpił się dotychczasowymi osiągnięciami, choć nie ulega wątpliwości, że stwierdzenia te były przesadzone.

Rzeczywistość jednak nie przedstawiała się tak kolorowo. Dostawy Szahaba-3 do jednostek rozpoczęły się dopiero na przełomie lat 2003 i 2004, a irańscy naukowcy i wojskowi zajęli się testowaniem innych wariantów pocisku. Podsumowując: w 1998 roku Iran był producentem pocisków Szahab-1 i Szahab-2, zaś w roku 2003 mógł wpisać sobie do rakietowego CV produkcję najnowszego wówczas wariantu – Szahab-3. Mimo uruchomienia produkcji nie była to cudowna broń. Wręcz przeciwnie: jej celność (Circular Error Probable, CEP) pozostawiała dużo do życzenia, gdyż rozrzut sięgał dwa kilometry (niektóre źródła mówiły nawet o trzech), a zatem prawdopodobieństwo zniszczenia celu było niskie, a celu punktowego – wręcz niemożliwe. Niemniej jednak po raz pierwszy Izrael, Arabia Saudyjska i Turcja razem wzięte znalazły się w zasięgu rażenia irańskich pocisków balistycznych. Początkowo umieszczono je w bazach rakietowych Tabriz i Imam Ali w pionowych silosach, skracając tym samym czas ich przygotowania do startu.

W raporcie amerykańskiej Agencji Wywiadu, Inwigilacji i Rozpoznania Sił Powietrznych z 2009 roku podkreślono, że Iran dysponował pięćdziesięcioma wyrzutniami dla pocisków Szahab-3 różnych wersji. Wariantami rozwojowymi Szahaba 3 są również pociski: Szahab 3M, Ghadr-1 (Szahab-3B) i Emad. Najnowsze jego modyfikacje są w pełni irańskim osiągnięciem, w przeciwieństwie do rozwijanych w połowie lat dziewięćdziesiątych Szahaba-1 i 2. Z opanowaniem technologii ich wytwarzania szedł w parze eksport uzbrojenia, Szahab-1 i Szahab-2 zostały prawdopodobnie odsprzedane Demokratycznej Republice Konga. W tym samym kierunku udali się żołnierze i technicy, aby pomóc w składaniu pocisków.

Pod koniec ostatniej dekady XX wieku doszło do jeszcze jednego ważnego wydarzenia. Minister obrony Ali Szamkani zapowiedział, że Iran nie będzie pracował już nad kolejnymi pociskami, które miałyby być przeznaczone dla celów militarnych, co miało okazać się wierutną bzdurą. Wkrótce potwierdziły się słowa Szaula Mofaza, irańscy naukowcy rozpoczęli bowiem prace nad Szahabem-4. Minister pospieszył z wyjaśnieniami, że będzie potrzebna do wyniesienia irańskiego satelity na orbitę. Szahab-4 był kopią radzieckiej rakiety balistycznej R-12 (NATO: SS-4 Sandal) o zasięgu 2000 kilometrów, wyprodukowanej w latach pięćdziesiątych. W styczniu 2000 roku Szamkani poinformował opinię publiczną, że Iran uzyskał już samowystarczalność w produkcji paliwa stałego i do tego czasu wyprodukował już pocisk Szahab-3D napędzany tego typu paliwem. Na pierwsze testy trzeba było jednak poczekać aż do 2005 roku, gdy przeprowadzono statyczne próby silników pocisku.

W 2001 roku Irańczycy poinformowali o udanym pierwszym teście rozwijanego od 1995 jednostopniowego pocisku Fateh-110 (na zdjęciu tytułowym), napędzanego paliwem stałym. Według ówcześnie przekazanych informacji pocisk może dolecieć na odległość ponad 200 kilometrów i uderzyć w cel z dokładnością do stu metrów. Jest przewożony na wyrzutniach na podwoziu samochodowym. Od 2004 roku powstało kilka wariantów tego pocisku, ostatni – Chalidż Fasr – ujawniono w 2011 roku. Według irańskich źródeł pociski te mają większy zasięg i celność od powszechnie podawanych. Irańscy naukowcy chcą wyposażyć pociski w silniki pomocnicze, które zwiększą ich zasięg do 400 kilometrów. Fateh 110 uzyskał zdolność operacyjną w 2004 roku, równocześnie stając się powodem zadrażnień na linii Pekin–Waszyngton. Departament Skarbu zarzucił firmie Great Wall Industry, że jest odpowiedzialna za jego powstanie. Obecnie Teheran informuje, że pocisk jest zdolny przenosić głowicę konwencjonalną i chemiczną. Według niepewnych źródeł mają trwać prace nad przystosowaniem jej do przenoszenia głowic nuklearnych. Później zostały rozwinięte również kolejne warianty tych pocisków: Fateh-110A, Fateh-110B i Fateh-110-D1.

Początek XXI wieku to ostatnie lata spokoju w stosunkach z Iranem i ostatnie, w których irański program rakietowy był traktowany jako całkowicie niezwiązany z działaniami na polu nuklearnym. Od początku lat dziewięćdziesiątych decyzje polityczne oraz współpraca z Koreą Północną i innymi państwami prowadziły do znacznego wzrostu potencjału państwa ajatollahów. Nadal jednak borykało się ono z wieloma problemami technologicznymi: indolencja w zakresie produkcji pocisków z silnikami na paliwo stałe, celność pocisków i ich zasięg nadal pozostawiały dużo do życzenia. Iran nadal nie mógł tych trudności rozwiązać. Po ujawnieniu przez Narodową Radę Oporu Iranu ośrodków w Natanzie i Araku, a zarazem podejrzanego charakteru programu nuklearnego, łączono możliwość wyprodukowania głowic nuklearnych z pozyskaniem technologii budowy pocisków dalekiego zasięgu, w tym zdolnych do przenoszenia ładunków atomowych.

Bibliografia

Ronen Bergman, Dick Hill, The Secret War With Iran: The 30-Year Clandestine Struggle Against the World’s Most Dangerous Terrorist Power. Simon and Schuster, 2008.
John R. Haines, Foreseeable, Foreseen, Ignored: Is Iran Advancing Its Missile Program at Home While Offshoring its Nuclear Program to North Korea?, fpri.org, 11 stycznia 2016 [dostęp 30 kwietnia 2017].
Elaine Sciolino, Documents Detail Israeli Missile Deal With The Shah, nytimes.com, 1 kwietnia 1986 [dostęp 30 kwietnia 2017 roku].
Kenneth R. Timmerman, Fanning the Flames: Guns, Greed & Geopolitics in the Gulf War, iran.org [dostęp 4 kwietnia 2017].
Saud Zahed, Tehran switches gear in its relationship with Tripoli after Qaddafi’s death, alarabiya.net 22 października 2011 [dostęp 30 kwietnia 2017].
A History of Iran’s Ballistic Missile Program, www.iranwatch.org [dostęp 30 kwietnia 2017].
Commission to Assess the Ballistic Missile Threat to the United States, Appendix III: Unclassified Working Papers, fas.org [dostęp 5 kwietnia 2017].
Emad, Ghadr (Shahab-3 Variants), missilethreat.csis.org [dostęp 5 kwietnia 2017].
Fateh-110, missilethreat.csis.org [dostęp 5 kwietnia 2017].
Imam Sadr and companions still alive in captivity of Libya, son tells news agency, dailystar.com.lb, 31 sierpnia 2010 [dostęp 5 kwietnia 2017].
Iran Missile Arsenal, www.iranintelligence.com [dostęp 5 kwietnia 2017].
Iran Missile Chronology, www.nti.org [dostęp 3 kwietnia 2017].
Iran Missile Milestones – 1985-2000, www.wisconsinproject.org [dostęp 5 kwietnia 2017].
Nuclear Threat Initiative, Revolution and the War of the Cities: 1979 to 1988, nti.org [dostęp 4 kwietnia 2017].
Shahid Hemmat Industrial Group (SHIG), jpoasanctions.org [dostęp 5 kwietnia 2017].
The Iran-Contra Affair 20 Years On, Documents Spotlight Role of Reagan, Top Aides, nsarchive.gwu.edu [dostęp 4 kwietnia 2017].
U.S. Imposes Proliferation Sanctions Against Moldovan Entities, iipdigital.usembassy.gov [dostęp 5 kwietnia 2017].
US punishes firms in Iran and China, bbc.co.uk [dostęp 5 kwietnia 2017].
Washington Levies Sanctions for WMD-Related Transfers to Iran, www.armscontrol.org [dostęp 4 kwietnia 2017].
Weapon Program Background Report, www.iranwatch.org [dostęp 5 kwietnia 2017].

Hossein Velayati, Creative Commons Attribution 4.0 International
Vahid alpha, na licencji Creative Commons Attribution 3.0 Unported