New York Times poinformował wczoraj, że ukrywający się na terytorium Iranu Abdullah Ahmed Abdullah, znany również jako Abu Mohammed al-Masri, został zabity przez izraelskich agentów. Według anonimowych źródeł w amerykańskich służbach wywiadowczych człowieka numer dwa w Al‑Ka’idzie zlikwidowano ponad trzy miesiące temu w Teheranie, gdzie mieszkał od co najmniej 2015 roku. Amerykański dziennik twierdzi, że terrorystę zastrzeliło dwóch mężczyzn na motocyklu.

Wieczorem 7 sierpnia 58-letni Masri wraz z córką, Mariam (notabene wdową po synu Usamy ibn Ladina, Hamzie) wracał do domu w Teheranie. Na światłach obok białego Renault L90 (czyli Dacii Logan) prowadzonego przez terrorystę zatrzymało się dwóch mężczyzn na motocyklu. Jeden z nich otworzył oddał pięć strzałów z pistoletu z tłumikiem, z czego cztery osiągnęły cel. Datę egzekucji wybrano nieprzypadkowo – była to rocznica zamachów na ambasady Stanów Zjednoczonych w Kenii i Tanzanii.

Operacje o podobnym sposobie działania Mosad przeprowadzał już wcześniej. Celami byli uczeni biorący udział w tamtejszym programie nuklearnym. Dziś irańskie ministerstwo spraw zagranicznych zaprzeczyło doniesieniom o śmierci Masriego, otoczka sprawy jednak wskazuje na to, że jest ona prawdziwa.

W irańskich mediach po likwidacji Masriego szybko pojawiła się informacja o śmierci libańskiego profesora historii, którego terrorysta miał udawać. Libańskie media szybko ustaliły, że taka osoba nigdy nie istniała, ale media społecznościowe powiązane z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej podały, że zabity był członkiem Hezbollahu. Krok ten miał prawdopodobnie jeszcze bardziej zamydlić obraz rzeczywistości.

Równie interesujące jest to, że wszystkie trzy państwa – Iran, Izrael i Stany Zjednoczone – oraz Al‑Ka’ida bardzo długo utrzymywały to wydarzenie w tajemnicy. Według New York Timesa egzekucji dokonali izraelscy agenci (prawdopodobnie Mosadu) na rozkaz władz izraelskich, ale na wyraźne życzenie Białego Domu.

Abdullah Ahmed Abdullah

Masri (słowo to znaczy „Egipcjanin”) w Iranie przebywał prawdopodobnie od 2003 roku i mieszkał w jednej z dzielnic północnego Teheranu, a do 2015 roku był pod nadzorem irańskich służb. To, że mieszkał w Iranie, jest zaskakującą informacją, jeśli wziąć pod uwagę, że szyicki Iran i sunnicka Al‑Ka’ida są zaciekłymi wrogami.

Jako oskarżony o udział w zamachach bombowych w Dar es Salaam w Tanzanii i Nairobi w Kenii w 1998 roku był poszukiwany przez władze Stanów Zjednoczonych. W przeszłości był najbardziej doświadczonym planistą operacyjnym Al-Ka’idy. W 1993 roku pracował dla organizacji w Sudanie i Somalii, gdzie szkolił bojowników, którzy później walczyli z Amerykanami w Mogadiszu. Za informacje, które przyczynią się do jego schwytania lub likwidacji, Federalne Biuro Śledcze oferowało nagrodę w wysokości 10 milionów dolarów.

Okazuje się, że amerykańskie i izraelskie służby mogły mieć Masriego i innych członków Al-Ka’idy w Iranie na oku od dłuższego czasu. Być może tak długa obserwacja terrorysty była podyktowana nadzieją, że wreszcie popełni błąd i doprowadzi egzekutorów do swojego szefa, Ajmana az‑Zawahiriego, który od 16 czerwca 2011 roku przewodzi organizacji po śmierci Usamy w Pakistanie. Wówczas można by się pochwalić podwójnym sukcesem.

– Na irańskim terytorium nie ma terrorystów Al-Ka’idy – czytamy w oświadczeniu irańskiego ministerstwa spraw zagranicznych. – Od czasu do czasu Waszyngton i Tel Awiw usiłują łączyć Iran z podobnymi grupami poprzez kłamstwo i celowe wypuszczanie fałszywych informacji do mediów, aby uniknąć odpowiedzialności za działalność przestępczą grup terrorystycznych w regionie.

W 2017 roku poprzednik Abu Mohammeda al-Masriego (i jego rodak) na stanowisku zastępcy Zawahiriego, Abu Chajr al-Masri, zginął w Syrii w ataku przeprowadzonym przez bezzałogowy aparat latający.

Zobacz też: Chińscy przemytnicy zaopatrują terrorystów w Nigerii

(timesofisrael.com, nytimes.com, aljazeera.com)

Amir Pashaei, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International