Dowództwo amerykańskich wojsk lądowych uważa, że zna słaby punkt zintegrowanych systemów obrony przeciwlotniczej Rosji i Chin. Ma to być najniższa warstwa obrony przeciwlotniczej. Ze wszystkich rodzajów amerykańskich sił zbrojnych największe możliwości w zakresie jej zwalczania ma właśnie US Army, która w ten sposób chce dołożyć swoją cegiełkę do koncepcji połączonego obezwładniania obrony przeciwlotniczej przeciwnika (Joint Suppression of Enemy Air Defense, J-SEAD). Pojęcie to obejmuje taktyki, techniki i procedury pokonywania obrony przeciwlotniczej przez wszystkie rodzaje sił zbrojnych.

W tradycyjnym podejściu w momencie rozpoczęcia wojny Stany Zjednoczone w pierwszej kolejności wykorzystywały siły powietrzne do ataków na zintegrowane systemy obrony powietrznej, centra dowodzenia, węzły łączności i inną infrastrukturę krytyczną. Lądowa część operacji zaczynała się zwykle po zniszczeniu strategicznych zasobów przeciwnika. Dowództwo wojsk lądowych uważa jednak, iż w obecnych czasach to właśnie one powinny rozpoczynać ofensywę przeciwko równorzędnemu przeciwnikowi.

Przy tej okazji warto przypomnieć, że podobny model działania zastosowano już w 1991 roku, pierwszej nocy operacji „Pustynna Burza”, gdy pierwsze irackie stacje radiolokacyjne zostały zniszczone przez śmigłowce AH-64 Apache. W powstałą wyrwę wleciały trudno wykrywalne samoloty F-117A Nighthawk, a później – samoloty konwencjonalne.

Tuż przy ziemi

– Najniższa warstwa domeny powietrznej jest decydująca – uważa generał brygady Walter Rugen, dyrektor zespołu Future Vertical Lift Cross Functional Team. – Nie mamy problemów, które napotykają piloci samolotów latających wysoko. Możemy wykorzystywać naturalne zakłócenia, pokazywać się w wybranym przez nas miejscu i czasie, i wywoływać chaos w łańcuchu dowodzenia przeciwnika.

Wedle tej koncepcji lotnicze środki US Army mogą wykorzystywać naturalne ukształtowanie terenu lub tereny zurbanizowane do ukrywania się przed wrogimi radarami. Wykorzystując najnowocześniejsze rozwiązania z obszaru kontroli lotu, automatyzujące niektóre czynności w czasie lotu koszącego, maszyny opracowywane w ramach programu Future Attack Reconnaissance Aircraft (FARA) mają latać szybciej i niżej, niż do tej pory uważano za bezpieczne.

W niedługim czasie najpowszechniej wykorzystywanym taktycznym samolotem bojowym amerykańskich sił powietrznych, marynarki wojennej i piechoty morskiej będzie F-35 Lightning II. Za jego najgroźniejszego przeciwnika jest uważany rosyjski system przeciwlotniczy S-400 Triumf. Stany Zjednoczone obawiają się go tak bardzo, że po jego zakupieniu przez Turcję, w obawie przed wyjawieniem możliwości F-35, zatrzymano dostawy myśliwców nad Bosfor. Jest to jednak system zoptymalizowany do zwalczania celów na średnich i dużych wysokościach, toteż musi być dodatkowo chroniony przed atakami środków napadu powietrznego z małej wysokości, takimi jak śmigłowce, pociski manewrujące czy amunicja krążąca. W tej roli są wykorzystywane przeważnie systemy Pancyr-S1 (chociaż trwające obecnie konflikty dowiodły, że mają one problemy ze zwalczaniem niewielkich bezzałogowców).

Pancyr-S1 na podwoziu samochodu ciężarowego KamAZ-6560.
(Vitaly V. Kuzmin, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)

Właśnie zwalczanie uzbrojenia w rodzaju Pancyrów jest celem programu FARA. Po ich unieszkodliwieniu śmigłowce lub inne środku uzbrojenia będą mogły dostać się w bezpośrednie sąsiedztwo S-400 i zniszczyć wyrzutnie lub stanowiska kontroli i dowodzenia, otwierając w ten sposób drogę dla samolotów sił powietrznych. Maszyny opracowywane w ramach programu FARA mają mieć niewielkie wymiary (średnica wirnika nie większa niż 12,2 metra) specjalnie po to, aby móc operować w terenie o skomplikowanym ukształtowaniu, a także pomiędzy budynkami w miastach.

Oczywiście współczesne radary lotnicze radzą sobie z wykrywaniem celów nisko lecących na tle ziemi, co może podważać całą ideę zastosowania śmigłowców w operacjach obezwładniania i niszczenia wrogiej obrony przeciwlotniczej. General Rugen deklaruje wszakże, iż przy locie na ekstremalnie niskiej wysokości nawet nowoczesne radary nie dają sobie rady. Nie podał minimalnej wysokości, na której rutynowo będą mogły latać śmigłowce FARA w sytuacji bojowej, ale jako jeden z elementów służących do ukrycia przed radarem wymienił samochód ciężarowy.

– Znacznie łatwiej jest wykryć cel na wysokości 90, 300 czy 900 metrów nad ziemią, gdzie powietrze jest już miarę czyste i nie ma przeszkód. Łatwo się mówi, że ktoś ma możliwość wykrywania i zwalczania celów lecących nisko. Widziałem niewiele raportów, o ile w ogóle jakiekolwiek, potwierdzających skuteczne zastosowanie tej zdolności. I nie widziałem żadnego modelu ani testu potwierdzającego, że można to robić rutynowo, tak jak się zwalcza cele lecące wyżej – mówił generał Rugen.

Zagrożeniem jest wyjście przez pilota z cienia radarowego. Dlatego US Army prowadzi szereg badań nad wspomożeniem zmysłów pilotów śmigłowców, aby mogli latać jak najniżej i jak najszybciej. Program Holistic Situational Awareness—Decision Making zajmie się fuzją danych dostarczanych pilotowi i ułatwianiem mu podejmowania decyzji. Ponadto zwycięzca programu FARA będzie wyposażony w system fly-by-wire i będzie go można przystosować do lotu opcjonalnie bezzałogowego lub autonomicznego – z pilotem na pokładzie, ale niesterującym bezpośrednio śmigłowcem – a tym samym powierzyć lot na minimalnej wysokości sztucznej inteligencji.

Przedstawiony program jest bardzo ambitnym zadaniem. Siły zbrojne nie ujawniły żadnych szczegółów, w tym firm pracujących nad tym zagadnieniem czy chociażby tego, do jakiego stopnia najbardziej ryzykowne manewry będą zautomatyzowane. Powierzenie komputerowi sterowania śmigłowcem lecącym tuż nad ziemią z wysoką prędkością będzie wielkim wyzwaniem inżynieryjnym. Dzisiaj bardzo często samo obserwowanie linii wysokiego napięcia jest głównym zadaniem pilota operującego w terenie zurbanizowanym, a do tego dochodzą dziesiątki innych przeszkód.

Wiadomo jedynie, że nad systemem automatycznego/autonomicznego pilotowania nie będą pracowały wyłącznie przedsiębiorstwa oferujące swoje konstrukcje w programie FARA. US Army wystosowała do przemysłu ogólne zapytanie o informacje na temat zdatnych do zastosowania na śmigłowca sensorów o dookolnym polu widzenia, zdolnych do działania o każdej porze doby i w złych warunkach atmosferycznych. System musi być w stanie wykrywać przewody i innych przeszkody, również przy słabym świetle. Unikanie kolizji z gruntem wydaje się w tym kontekście błahostką i rzeczą oczywistą.

Zwycięzca programu FARA zostanie wyłoniony spośród konstrukcji przedstawionych przez spółki Bell i Sikorsky. Obie firmy zaproponowały konstrukcje wywodzące się z wiropłatów już latających. Raider X bazuje na demonstratorze technologii S-97 Raider, który po raz pierwszy wystartował w 2015 roku. Raider X jest o mniej więcej 20% większy, głównie ze względu na konieczność zmieszczenia silnika General Electric Aviation T901-900. Bell 360 Invictus został zbudowany wokół napędu śmigłowca cywilnego Bell 525 Relentless. Wirnik Invictusa będzie jednak mniejszy, za to śmigłowiec będzie miał skrzydła zwiększające siłę nośną. Wybór ostatecznego zwycięzcy zaplanowano na jesień 2023 roku.

Przeczytaj też: F-105 Thunderchief. Wietnamski koń roboczy US Air Force

Bezzałogowi pomocnicy

Jednak unikanie zaawansowanych systemów przeciwlotniczych średniego i dalekiego zasięgu to tylko jedna część problemu pokonania zintegrowanego, wielowarstwowego systemu obrony przeciwlotniczej. Na najniższym poziomie znajdują się systemy przeciwlotnicze obsługiwane przez indywidualnych żołnierzy i odpalenie z ramienia oraz artyleria lufowa. Odpowiedzią na to ma być działanie poza strefą rażenia tych środków przeciwlotniczych – przynajmniej w tych obszarach, o których wiadomo, że mogą tam występować, bo przy takiej mobilności wyrzutni naramiennych mogą one występować w zasadzie wszędzie.

Śmigłowce przeznaczone do rajdów na zaplecze przeciwnika mają przenosić wachlarz uzbrojenia powietrze–ziemia nowej generacji znany pod zbiorczym określeniem Air Launched Effects. Pod tym pojęciem kryją się miniaturowe bezzałogowe statki powietrzne odpalane z wyrzutni rurowych ze śmigłowców FARA i bezzałogowców MQ-1C Gray Eagle. Będą one wypełniać zadania rozpoznawcze, dozorowe, wywiadowcze i walki elektronicznej oraz będą działać w charakterze amunicji krążącej. Poszczególne drony będą mogły się łączyć w roje i przekazywać sobie wzajemnie informacje. Według informacji US Army w czasie prób udało się uzyskać łańcuch dronów o długości sześćdziesięciu jeden kilometrów.

Po wykryciu celu przez śmigłowiec, MQ-1C czy drona Air Launched Effect informacja będzie przekazywana do dowództwa, które wyznaczy najlepszy środek do jego zniszczenia. Może to być drużyna piechoty, śmigłowiec, dron lub artyleria dalekiego zasięgu. Także i tutaj w całym łańcuchu od wykrycia celu, przez wydanie komendy o jego zniszczeniu do realizacji zadania US Army będzie się posiłkować sztuczną inteligencją. W tym wypadku oprogramowanie nazwane Firestorm ma błyskawicznie przydzielać poszczególne cele odpowiednim, optymalnym, środkom ogniowym. Może nawet zautomatyzować proces strzelania przez MQ-1C i skrócić proces decyzyjny z minut do sekund.

MQ-1C Gray Eagle.
(US Army / Staff Sgt. Sean Brady)

– Jeśli Firestorm uznaje, że najlepszym środkiem ogniowym do realizacji danego zadania będzie Grey Eagle, przekazuje mu tę informację, a oprogramowanie MQ-1C automatycznie wylicza trasę i amunicję niezbędną do zaatakowania wyznaczonego celu – opisuje możliwości systemu generał Rugen. – Taka informacja jest wysyłana do dowódcy, który musi ją zatwierdzić. Po uzyskaniu zgody człowieka Grey Eagle samodzielnie leci na wyliczoną pozycję i odpala uzbrojenie bez dalszego udziału dowódcy.

A może artyleria?

Jeszcze inną możliwością wykorzystania zasobów US Army w zwalczaniu obrony przeciwlotniczej przeciwnika w ramach koncepcji J-SEAD jest użycie artylerii lufowej i rakietowej dalekiego zasięgu. Do tej pory przeprowadzono już próby w wykorzystaniu F-35 w roli samolotu obserwacyjnego i wskazywania celów dla artylerii, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby te same zadania mogły wykonywać śmigłowce FARA lub samoloty bezzałogowe.

Próbę współpracy F-35 z haubicami samobieżnym M109A6 Paladin przeprowadzono na poligonie w Nowym Meksyku pod koniec 2019 roku. F-35 wyjątkowo dobrze nadaje się do wypełniania roli samolotu obserwacyjnego ze względu na bogactwo czujników i sensorów zainstalowanych na pokładzie. Zbierają one z otoczenia dużą ilość sygnałów elektromagnetycznych, które następnie są identyfikowane i kategoryzowane, i umożliwiają zlokalizowanie emitera. Pozyskane w ten sposób informacje mogą być szybko przekazane oddziałom artylerii.

Znając dokładną pozycję celu, współczesna artyleria lufowa i rakietowa z pociskami naprowadzanymi za pomocą nawigacji satelitarnej lub innymi metodami precyzyjnego naprowadzania może szybko zaatakować wiele oddalonych od siebie celów. Oczywiście sam F-35 mógłby je zniszczyć, ale po pierwsze: ilość przenoszonego uzbrojenia jest mocno ograniczona w porównaniu z zapasami amunicji, którymi dysponuje artyleria lądowa, a po drugie: myśliwiec musiałby wlecieć w strefę rażenia obrony przeciwlotniczej, a właściwości stealth zmniejszają, ale nie eliminują prawdopodobieństwa jego wykrycia i zniszczenia.

Dlatego w tym wypadku główną zaletą F-35 jest możliwość wykrywania emisji elektromagnetycznych z dużej odległości przy wszystkich sensorach pracujących w trybie pasywnym. Po wykryciu stanowisk obrony przeciwlotniczej i porażeniu ich przez artylerię w utworzony korytarz będą mogły wlecieć zarówno samoloty stealth, jak i klasyczne.

Raider X.
(Lockheed Martin)

W czasie prób poligonowych czas od wykrycia celu przez F-35 do momentu, gdy pociski wystrzelone z M109A6 go zniszczyły, wyniósł dziesięć minut. Nie obyło się bez problemów związanych z kompatybilnością interfejsów oprogramowania do przesyłu danych. W czasie ćwiczeń wykorzystano osiem różnych systemów łączności pomiędzy samolotem a żołnierzami na ziemi. Niemniej pierwszy krok został uczyniony, a nic nie stoi na przeszkodzie, żeby informację o stanowiskach obrony przeciwlotniczej przekazywały działające na minimalnej wysokości śmigłowce FARA, które również będą dysponowały sensorami umożliwiającymi geolokalizację celów, a przy tym powinny być fabrycznie wyposażone w taktyczne systemy wymiany informacji zgodne z pozostałymi jednostkami wojsk lądowych.

Próbę wykonano z udziałem haubicy M109A6, ale w Stanach Zjednoczonych trwa szybki rozwój środków artyleryjskich dalekiego zasięgu. Na różnych etapach opracowywania, wdrażania do produkcji i wchodzenia na stan sił zbrojnych są pociski artyleryjskie wspomagane silnikami strumieniowymi, pociski rakietowe PrSM o planowanym zasięgu 500 kilometrów, zmodyfikowane pociski do wyrzutni GMLRS o zasięgu ponad 130 kilometrów, a także pociski manewrujące bazowania lądowego i pociski balistyczne pośredniego zasięgu.

Ewolucja

Koncepcja J-SEAD nie jest nowością. Rozważania i próby wplecenia wszystkich amerykańskich rodzajów sił zbrojnych do zwalczania obrony przeciwlotniczej liczą kilkanaście lat, ale nadal jest im bliżej do osobnego wykonywania zadań mających wspólny cel niż do działania połączonego. Postępy są jednak widoczne gołym okiem. Jest tak, ponieważ siła lotnictwa wojskowego pozostaje głównym czynnikiem potęgi amerykańskich sił zbrojnych, a żeby lotnictwo mogło w pełni realizować swoje zadania, najpierw trzeba zniszczyć obronę przeciwlotniczą.

Metody obezwładniania obrony przeciwlotniczej są wynikiem postępu w technice i wraz z jej rozwojem zmieniają się także możliwości SEAD. Idea narodziła się jako koncepcja obronna chroniąca w czasie rzeczywistym formacje samolotów bombowych. Pojedyncze myśliwce uderzeniowe atakowały działkami, niekierowanymi pociskami rakietowymi i bombami swobodnie spadającymi pojedyncze wyrzutnie czy stanowiska radarowe. Z czasem wyewoluowała w zadanie ofensywne, od którego zaczyna się prowadzenie każdej operacji, a w którego realizację są zaangażowane samoloty walki elektronicznej, pociski antyradiolokacyjne i uzbrojenie dalekiego zasięgu pozwalające atakować wyrzutnie oraz ośrodki dowodzenia i łączności spoza zasięgu pocisków przeciwlotniczych.

Ale obrona przeciwlotnicza również staje się coraz bardziej zaawansowana. Dlatego dotychczasowe metody jej obezwładniania w przyszłości mogą okazać się nieskuteczne, toteż już teraz trzeba poszukiwać nowych rozwiązań i narzędzi. Jednym z nich może być propozycja przedstawiona przez US Army.

Przeczytaj też: B-52 w służbie NASA

Bibliografia

James R. Brungess, Setting the Context. Suppression of Enemy Air Defenses and Joint War Fighting in an Uncertain World, Air University Press, Maxwell AFB 1994.
Sebastian Maślanka, Pokonywanie naziemnych środków obrony powietrznej przez lotnictwo, Akademia Sztuki Wojennej, Warszawa 2017.
Garrett Reim, US Army to exploit crucial weakness in Russian, Chinese air defences, flightglobal.com, 28.10.2020.
Joseph Speed, Panagiotis Stathopoulos, SEAD Operations of the Future. The Necessity of Jointness, Joint Air Power Competence Centre, japcc.org, 29.10.2020.
Joseph Trevithick, F-35 Cueing Artillery To Take Out Air Defense Site During Test Is A Glimpse Of The Future, thedrive.com, 29.10.2020.

Bell