W trakcie pokazów lotniczych Wings Over Dallas nad lotniskiem Dallas Executive Airport dziś o godzinie 13.20 czasu lokalnego doszło do tragicznego wypadku z udziałem dwóch zabytkowych samolotów. Myśliwiec P-63 Kingcobra zderzył się w powietrzu z bombowcem B-17G Flying Fortress. Na razie nie ma informacji o liczbie ofiar ani o tym, czy na ziemi nikomu nic się nie stało.

Jak widać na nagraniach, w chwili zderzenia myśliwiec uległ dezintegracji, a w bombowcu nastąpiło rozerwanie kadłuba w pobliżu krawędzi spływu płata. Nie podano żadnych informacji o możliwych przyczynach wypadku. Szczątki obu maszyn spadły na drogę numer 67, władze wyłączyły ten odcinek z ruchu.

Zniszczony bombowiec to B-17G-95-DL Texas Raiders (44-83872 / BuNo. 77235), należący do Gulf Coast Wing, stanowiącego filię organizacji Commemorative Air Force. Maszyna zeszła z linii produkcyjnej w zakładach Douglasa – nie Boeinga – w lipcu 1945 roku, kiedy lotnictwo wojsk lądowych już nie potrzebowało bombowców tego typu. Wiele egzemplarzy trafiło wprost na złom, ale ten miał szczęście i został wraz z trzydziestoma innymi przejęty przez marynarkę wojenną, która szukała platformy do doświadczeń z pokładowymi stacjami radiolokacyjnymi.

Przyszły Texas Raiders został wyposażony w radiolokator AN/APS-20 i w maju 1947 roku rozpoczął służbę w US Navy pod oznaczeniem PB-1W jako jeden z pierwszych w historii samolotów wczesnego ostrzegania i kontroli (AEW&C). 15 stycznia 1955 roku po owocnej służbie doświadczalnej i liniowej został odesłany na cmentarzysko w Arizonie. Na oficjalnej stronie internetowej samolotu podkreślono, że wylatał on 3257 godzin, co plasowało go na piątym miejscu wśród wszystkich Flying Fortressów pod względem nalotu w służbie wojskowej, a przecież tak mało brakowało, żeby trafił na złom.

W 1957 roku maszynę za 17 510 dolarów odkupiła z demobilu Aero Service Corporation, poszukująca samolotu mogącego być nosicielem aparatów fotograficznych i aparatury badawczej. Wybór padł na BuNo. 77235, gdyż płatowiec miał wprawdzie spory nalot, ale jednocześnie mało wylatanych godzin od ostatniego remontu głównego. Samolot otrzymał wówczas cywilną rejestrację N7227C, którą nosił do samego końca. Jako „cywil” dawny bombowiec odwiedził wówczas między innymi Kanadę i Szkocję (gdzie uczestniczył w poszukiwaniach złóż ropy naftowej pod dnem Morza Północnego) oraz kilka krajów Ameryki Środkowej i Południowej.

Organizacja Commemorative (wówczas jeszcze Confederate) Air Force zaczęła szukać B-17 do kolekcji w 1963 roku. Ostatecznie wybór padł na maszynę należącą do Aero Service. Wynegocjowano cenę w wysokości okrągłych 50 tysięcy dolarów, z czego CAF zapłaciła 30 tysięcy, a resztę – jako że firma przewidywała, iż wciąż będzie czasami potrzebowała swojego B-17 – zaliczono na poczet późniejszych opłat za wypożyczenie od nowych właścicieli. Transakcję zawarto 22 września 1967 roku.

Przez kilka kolejnych lat samolot latał mało – w budżecie CAF po prostu nie było pieniędzy. W ramach oszczędności wypięto nawet turbosprężarki, których obsługa techniczna była zbyt kosztowna jak na samolot, który de facto ich nie potrzebował. Przełom nastąpił w 1972 roku, kiedy organizację zaproszono do udziału w dwóch wielkich imprezach lotniczych, TRANSPO 72 w Waszyngtonie i Galveston Air Show. Na tej drugiej CAF po raz pierwszy zaprezentowała legendarny już dziś pokaz Tora, Tora, Tora, odtwarzający japońskie uderzenie na Pearl Harbor. W następnym roku bombowcowi w końcu nadano imię Texas Raiders.



Jeszcze w latach 70. Texas Raiders otrzymał malowanie z czerwonymi akcentami, wzorowane na maszynach 533. Eskadry 381. Grupy Bombowej, a w latach 1983–1986 przeszedł remont główny, podczas którego ostatecznie przywrócono go do konfiguracji odpowiadającej z zewnątrz wersji B-17G. W roku Texas Raiders odbył tournée po Kanadzie i Alasce.

Przyszłość bombowca stanęła pod znakiem zapytania w 2001 roku, kiedy Federalna Administracja Lotnictwa wydała zarządzenie dotyczące kontroli stanu struktury płata wszystkich latających B-17. Żeby wymienić elementy, na których stwierdzono korozję, trzeba było je wyprodukować od zera. Do tego piętrzyły się opóźnienia, kłopoty finansowe i problemy z dostępnością hangaru, w którym można by prowadzić prace. Łącznie całe przedsięwzięcie kosztowało 700 tysięcy dolarów (co niemal doprowadziło Gulf Coast Wing do bankructwa) i trwało… osiem i pół roku. Oblot po remoncie wykonano dopiero w październiku 2009 roku.

W roku 2010 Texas Raiders w końcu wrócił do regularnych występów na pokazach w całych Stanach Zjednoczonych. Tak wyglądał w 2016 roku, tuż przed kompleksowym przemalowaniem, podczas którego nadano maszynie barwy lepiej odpowiadające tym z czasów drugiej wojny światowej:

Texas Raiders był jednym z zaledwie pięciu pozostałych na świecie regularnie latających Flying Fortressów. Jeszcze w 2012 roku istniało dziesięć B-17, które nie tylko latały, ale też zabierały pasażerów gotowych odpowiednio zapłacić za takie przeżycie. Niestety liczba ta sukcesywnie spadała. Wynikało to głównie ze zużycia kolejnych płatowców, ale niestety w 2019 roku w wypadku straciliśmy Nine-O-Nine, na którego pokładzie zginęło siedem osób.

Teraz pozostają już tylko Sally B w Wielkiej Brytanii oraz Sentimental Journey, Yankee Lady i Ye Olde Pub w Stanach Zjednoczonych.

P-63 Kingcobra to podobny rarytas, chyba nawet jeszcze większy. Zniszczony egzemplarz to P-63F (jedyny na świecie latający przedstawiciel wersji) o numerze seryjnym 43-11719 i rejestracji cywilnej N6763. Przekazano go do służby w lotnictwie wojsk lądowych we wrześniu 1943 roku, ale wylatał w służbie liniowej tylko dwadzieścia cztery godziny. Krótko po wojnie stał się własnością H.L. Pembertona, zarejestrowany jako N1719.

Pemberton przez kilka lat używał swojej Kingcobry w wyścigach lotniczych. Później przez dwie dekady przechodził z ręki do ręki, otrzymywał nowe rejestracje i wciąż od czasu do czasu startował w wyścigach. Pod koniec lat 70. przemalowano go w barwy z grubsza inspirowane lotnictwem sowieckim (Sowieci otrzymali blisko 2400 egzemplarzy w ramach Lend Lease), a w roku 1981 stał się w końcu własnością CAF i został zarejestrowany jako N6763. Przywrócono mu też oryginalne malowanie. W 2016 roku maszynę przemalowano, ale zachowano ogólny srebrny schemat. Rok później na stałe przebazowano ją do Dallas.

Po dzisiejszym wypadku również zdolne do lotu są już tylko cztery P-63, trzy P-63A i jeden P-63C: Pretty Polly, Fatal Fang, maszyna niemająca nazwy własnej należąca do muzeum w Idaho oraz jeszcze jeden P-63 stanowiący formalnie własność CAF, zwany żartobliwie TEST. Szefostwo CAF podjęło bowiem w kwestii tego myśliwca nietypową, ale godną pochwały decyzję. Zamiast „przebierać” go za inny egzemplarz mający na koncie służbę frontową, nadano mu takie malowanie, jakie rzeczywiście nosił od stycznia 1945 roku, kiedy służył jako samolot doświadczalny.

Aktualizacja (01.20): Według najnowszych danych w katastrofie zginęło sześć osób – pilot Kingcobry i pięć osób na pokładzie Flying Fortressa, wyłącznie członkowie CAF, żadnych pasażerów. Nikomu na ziemi nic się nie stało.

Alan Wilson, Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic