Według amerykańskich sił zbrojnych prawdopodobnie udało się zlokalizować rejestratory parametrów lotu z obu maszyn lotnictwa Korpusu Piechoty Morskiej, które miesiąc temu zderzyły się u brzegów Japonii. W katastrofie KC-130J i F/A-18D zginęło sześciu lotników z siedmiu obecnych na pokładzie obu samolotów.

Akcja poszukiwawcza objęła około 35 tysięcy mil kwadratowych. Odwołano ją 11 grudnia, kiedy uznano, że nie ma już nadziei na odnalezienie żywych rozbitków. Ocalono tylko oficera systemów uzbrojenia z Horneta.

W drugiej grudnia udało się za to wykryć sygnały, które na pewno pochodzą z tak zwanych czarnych skrzynek. Zespół ratownictwa głębokowodnego US Navy wyposażony w lokalizator TPL-25 (na zdjęciu) wyłapał trzy pingi dochodzące z głębokości około 3000 metrów. Dwa sygnały prawdopodobnie pochodzą z rejestratora z KC-130J, a trzeci – z urządzenia zainstalowanego w Hornecie.

Nie ma niestety pewności, czy uda się zlokalizować wraki samolotów i ciała lotników. Wskutek katastrofy płatowce mogły się rozpaść, a tym samym rejestratory mogły odpłynąć w inną stronę. Nie wiadomo także, czy US Navy zdecyduje się na wydobycie rejestratorów. Decyzja zależy od warunków meteorologicznych, prądów morskich i ukształtowania dna.

Zobacz też: Nigeryjski śmigłowiec rozbił się podczas lotu bojowego

(stripes.com)

US Navy