Niemiecka marynarka wojenna opublikowała dokument Zielbild Marine 2035+ przedstawiający plany struktury sił morskich na rok 2035. Marine ma duże ambicje, w zakładanym terminie pod niemiecką banderą ma pływać piętnaście fregat, sześć do dziewięciu korwet i podobna liczba okrętów podwodnych. Duży nacisk położono też na pozyskanie i wdrożenie systemów bezzałogowych. Zielbild Marine 2035+ zawiera jednak sporo niejasnych elementów, a jego szybkie zniknięcie ze strony Bundeswehry daje pole do licznych spekulacji.

Na początek kilka spraw doktrynalno-organizacyjnych. Zielbild Marine 2035+ odchodzi od udziału w konfliktach o niskiej intensywności. Głównymi zadaniami Marine mają być odstraszanie i obrona, w wymiarze zarówno narodowym, jak i sojuszniczym. Dokument pozytywnie odnosi się do rozszerzania NATO i wysuniętej obecności niemieckich okrętów w bazach na terenie państw sprzymierzonych.

To bardzo istotny sygnał, niemiecka marynarka wojenna daje jasno do zrozumienia, że jest gotowa w większym stopniu wypełniać zobowiązania sojusznicze, stanowiące przedmiot ciągłych sporów między Berlinem a Waszyngtonem i pozostałymi członkami NATO, zwłaszcza ze wschodniej flanki sojuszu. Niemniej głównym obszarem działań Marine ma pozostać północny Atlantyk wraz z morzami Północnym i Bałtyckim.



Odnośnie do składu i struktury sił morskich marynarka wojenna usiłuje pogodzić kilka tendencji. Najważniejsza z nich to dążenie do zwiększenia świadomości sytuacyjnej, obecności i zdolności bojowej przy kurczących się zasobach materiałowych. Innymi słowy: jak działać sprawniej i skuteczniej na większym obszarze przy mniejszej liczbie ludzi i okrętów. Odpowiedzią ma być szersze wdrażanie systemów bezzałogowych i sztucznej inteligencji. Na to wszystko potrzeba jednak pieniędzy. Nie dziwi więc, że autorzy dokumentu wzywają do zapewnienia marynarce wojennej stabilnego finansowania.

Na wodzie

W myśl dotychczasowych planów do roku 2031 banderę mają opuścić wszystkie fregaty typów Brandenburg (F123) i Sachsen (F124; na zdjęciu tytułowym). Ich miejsce mają zająć optymalizowane pod kątem zwalczania okrętów podwodnych fregaty typu 126 (wcześniej MKS 180) i przeciwlotnicze fregaty typu 127. Marine chciałaby w roku 2035 posiadać po sześć jednostek obu typów. Ciekawostką, chociaż nie zaskoczeniem, jest pomysł wycofania ze służby do roku 2035 pierwszej z czterech „ekspedycyjnych” fregat typu 125 Baden-Württemberg. Jednostki od samego początku wzbudzały wiele kontrowersji, chociażby z powodu zbyt słabego uzbrojenia jak na okręty o wyporności ponad 7 tysięcy ton.

Wyraźnie widać, że Marine zaczyna preferować coraz większe fregaty, które należałoby klasyfikować jako niszczyciele albo nawet krążowniki. Typowi 126 przytyło się już do 10 tysięcy ton, nie jest to jednak ostatnie słowo. Najprawdopodobniej. Thyssenkrupp Marine Systems przedstawił propozycję projektu F127 bazującą na fregatach MEKO A300. Okręt ma mieć 220 metrów długości, wyporność 12 tysięcy ton, system AEGIS i załogę liczącą 250 osób.

Fregata Bayern typu Brandenburg (F123).
(US Navy / Mass Communication Specialist Second Class Mike Banzhaf)



Czy taki projekt jednak się zmaterializuje? Po licznych problemach z fregatami „ekspedycyjnymi” TKMS znalazł się w Berlinie na cenzurowanym, przynajmniej w zakresie jednostek nawodnych. Do tego Marine dąży do jak największej automatyzacji, a tym samym redukcji załóg. F126 ma obsługiwać tylko 114 osób. System AEGIS, zwłaszcza w kombinacji z pociskami SM-6, wydaje się preferowaną opcją, ale co do reszty oferty marynarka wojenna wybierze raczej skromniejsze rozwiązania.

Liczba sześciu do dziewięciu korwet wskazuje, że Marine jest przygotowana na rezygnację z kolejnej transzy jednostek typu K130. Ten brak ma być zrekompensowany przez budowę nawet osiemnastu okrętów określanych jako Future Combat Surface Systeme (FCCS). Niestety Zielbild Marine 2035+ nie wyjaśnia, czym FCCS miałby być, chociaż podkreśla, że będą to jednostki opcjonalnie bezzałogowe zdolne do zwalczania celów nawodnych i lądowych.

Pierwsze na myśl przychodzą kutry rakietowe, nie jest to jednak takie pewne. Sylwetka umieszczona na grafice, jak również brak wzmianki o środkach transportu i walki dla będącego odpowiednikiem piechoty morskiej Seebataillonu, wskazują raczej na kutry szturmowe. Na takie rozwiązanie może też wskazywać wielokrotnie podkreślane w dokumencie dążenie do redukcji załóg.



Wzmocnieniu mają podlegać siły przeciwminowe. Plany na roku 2031 zakładały budowę jedenastu nowych niszczycieli min. Wprawdzie nadal nie wyłoniono następcy obecnie eksploatowanych jednostek typu Frankenthal, co pierwotnie miało nastąpić w ubiegłym roku, jednak plany na rok 2035 mówią o zwiększeniu liczby niszczycieli min do dwunastu i uzupełnieniu ich nieokreśloną jeszcze liczbą systemów bezzałogowych. Niemcy nie odbiegają tutaj od światowych trendów, według których niszczyciele min mają przeistoczyć się na dobrą sprawę w okręty bazy podwodnych i nawodnych bezzałogowców wykrywających i zwalczających miny morskie.

Nordrhein-Westfalen i Rheinland-Pfalz typu F125 w stoczni w Hamburgu.
(Martin Falbisoner, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)

W zakresie jednostek pomocniczych niewiele zmieniło się w stosunku do koncepcji Marine 2030 ogłoszonej trzy lata temu. Niemiecka marynarka wojenna w roku 2035 chciałaby posiadać trzy okręty zaopatrzeniowe, sześć okrętów wsparcia i trzy okręty rozpoznawcze. Jedynie liczbę zbiornikowców zwiększono z dwóch do trzech. Brak natomiast informacji o planowanym stanie floty holowników, tak portowych, jak i pełnomorskich.

Pod wodą

Kształt floty podwodnej również jest przedstawiony dość ogólnikowo. Liczba sześciu jednostek to zapewne w opinii planistów Marine niezbędne minimum, a pożądaną liczbą jest dziewięć. Warto zwrócić uwagę, że stan na rok 2035 ma obejmować okręty typu 212CD, określane jako następca typu 212A. Szkopuł w tym, że dotychczasowe wspólne z Norwegią zamówienie na jednostki tego typu opiewa na dwa okręty dla Niemiec, które mają zostać dostarczone w latach 2031–2034. TKMS oczywiście nie pogardziłoby kontraktem na cztery albo nawet siedem U-Bootów, tylko jak przekonać do tego polityków?

Zapewne łatwiej będzie zdobyć fundusze na tańsze bezzałogowce. Zielbild Marine 2035+ przewiduje pozyskanie do sześciu dużych bezzałogowych pojazdów podwodnych, zapewne odpowiedników typu Orca, rozwijanego przez Boeinga. Na razie Marine stawia przed tymi systemami ograniczone zadania, mają one wypełniać przede wszystkim misje rozpoznawcze.



W powietrzu

Ciekawie wygląda sprawa komponentu lotniczego marynarki wojennej. Liczbę morskich samolotów patrolowych P-8A Poseidon utrzymano na poziomie ośmiu, ale pojawiła się sugestia, że mogą one zostać ewentualnie uzupełnione lub zastąpione europejskim Maritime Airborne Warfare System (MAWS). To interesujący zwrot akcji. Wybór przez Niemcy amerykańskiej konstrukcji powszechnie uznano za dobicie projektu planowanego wspólnie z Francją. Paryż także pozornie postawił kropkę nad „i”, podejmując decyzję o samodzielnym opracowaniu morskiego wielozadaniowego samolotu patrolowego (Patrouille Maritime) w oparciu o Airbusa A320 Neo lub Dassault Falcona 10X. Czyżby zatem szykował się kolejny sezon opery mydlanej niemiecko-francuskich projektów wojskowych?

Uzupełnieniem maszyn załogowych ma być sześć bezzałogowców, które będą prowadzić działania rozpoznawcze i wykrywania okrętów podwodnych. Koncepcja wykorzystania dronów w operacjach ZOP zdobywa coraz większą popularność na świecie, wystarczy wspomnieć amerykańskiego MQ-9B SeaGuardiana, który notabene ma działać w mieszanych zespołach z Poseidonami.

Z Zielbild Marine 2035+ wynika również, że bezzałogowce mają również zastąpić część śmigłowców operujących z pokładów fregat. Preferowany jest układ wiropłatu, a liczba bezzałogowych śmigłowców może osiągnąć 22 egzemplarze. Docelowa liczba pokładowych śmigłowców NH90 MRFH Sea Tiger ma zostać ustalona w stosownym czasie. Ograniczona ma natomiast zostać liczba wielozadaniowych NH90 NTH Sea Lion, z osiemnastu do siedemnastu.

Zważywszy na liczne problemy nękające śmigłowce tego typu i związane z nimi rezygnacje z nich Norwegii, Szwecji i Australii, tak ograniczone redukcje w tak długiej perspektywie mogą nieco dziwić. Najwyraźniej Marine postanowiła poczekać na Next Generation Rotorcraft Capability (NGRC). W prace nad tym programem zaangażowane są Francja, Grecja, Holandia, Kanada, Niemcy, Wielka Brytania i Włochy, maszyna ma wejść do służby w latach 2035–2040.



Zagadkowe zniknięcie

Zielbild Marine 2035+ został opublikowany 5 marca i jeszcze tego samego dnia zniknął ze strony Bundeswehry. Pojawia się oczywiste pytanie, dlaczego tak się stało. Możliwe, że dokument opublikowano bez zgody ministerstwa obrony. Jak by nie patrzeć, ambitne plany marynarki wojennej niekoniecznie muszą być na rękę politykom. Specjalny fundusz na dozbrojenie Bundeswehry (Sondervermögen) jest wprawdzie dość łaskawy dla Marine, ale nie do końca.

Marine przyznano więcej środków niż wojskom lądowym, jednak ucięto trzecią parę fregat typu 126 i zastępstwo dla pierwszej transzy korwet typu K130. Nie było też nawet sugestii, jaka będzie decyzja w sprawie zakupu dodatkowych okrętów podwodnych typu 212CD. Pod znakiem zapytania pozostał również również system Idas. Celem projektu jest opracowanie wykorzystującego laser systemu samoobrony dla okrętów podwodnych. Idas ma zapewnić możliwość zwalczania śmigłowców ZOP, nisko lecących samolotów, powietrznych i nawodnych bezzałogowców.

Możliwe, że publikując Zielbild Marine 2035+, dowództwo marynarki chciało zmusić rząd do działania, a przynajmniej wiążących deklaracji. Rok 2035 to względnie bezpieczna perspektywa, pozwalająca na dość elastyczne podejście do sprawy. Czy taka strategia przyniesie zakładane skutki, dopiero się przekonamy.

Przeczytaj też: „Latający odkurzacz” F-89 Scorpion. Pierwszy myśliwiec przechwytujący z bronią jądrową

Bundeswehr-Fotos, Creative Commons Attribution 2.0 Generic