Bezpilotowiec MQ-9 stał się dla sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych kluczowym samolotem pola walki i nie powinien już być traktowany wyłącznie jak uzbrojona maszyna zwiadowcza. Do takich wniosków doszedł personel 432. Skrzydła USAF-u z Creech AFB w Nevadzie po analizie działań Reaperów nad Libią w drugiej połowie ubiegłego roku.

Ponad siedemdziesiąt procent misji nad Syrtą drony wykonywały, uderzając niebezpiecznie blisko, czasem zaledwie dwadzieścia pięć metrów, od własnych oddziałów i zabudowań cywilnych. Pomimo intensywnych walk i setek wystrzelonych przez MQ-9 pocisków Hellfire miasto nie zostało jednak obrócone w ruinę.

Działając jako maszyna bliskiego wsparcia nad obszarami zurbanizowanymi, Reaper stał się poważną konkurencją dla słynnego Warthoga. Dopiero poza gęstą zabudową miast A-10 Thunderbolt II, ze swoim śmiercionośnym działkiem i dużym udźwigiem zabieranego uzbrojenia, wydaje się nie do pobicia.

Czasem skrytość działania Reapera staje się wadą, gdy – jak zdarzało się w Iraku i Afganistanie – odległość między walczącymi bywa naprawdę niewielka albo trudno określić granicę między zdeterminowanym, uzbrojonym fanatykiem a wzburzoną, niezbyt przyjaźnie nastawioną ludnością cywilną. Niezastąpionym narzędziem do rozpraszania tłumu jest wtedy efekt psychologiczny niskiego przelotu bojowego odrzutowca.

MQ-9 Reaper osłaniający operację zrzutów z pomocą humanitarną nad Irakiem w 2014 roku (US Air Force / Senior Airman Cory Payne)

MQ-9 Reaper osłaniający operację zrzutów z pomocą humanitarną nad Irakiem w 2014 roku
(US Air Force / Senior Airman Cory Payne)

Przeważnie jednak cichy lot drona jest jego zaletą, gdyż bojownicy słysząc dźwięk nadlatującego myśliwca lub bombowca, rozpraszają się po okolicy i szukają schronienia. Tymczasem MQ-9 może ich śledzić przez dwadzieścia godzin, bez przerw na lądowania i tankowanie w powietrzu, nie będąc zauważonym, uderzając w razie potrzeby w najdogodniejszym momencie i tylko w skrupulatnie wybrane cele.

Możliwości te wzrosną. W maju w działaniach nad Syrią MQ-9 po raz pierwszy użyły do rutynowych działań kolejnej broni – znanych od dawna w lotnictwie załogowym naprowadzanych według współrzędnych GPS bomb GBU-38 JDAM. Do końca roku jeszcze bardziej zwiększyć precyzję ataków ma kolejna bomba, GBU-54, naprowadzana za pomocą lasera, GPS i układu nawigacji bezwładnościowej.

Jeden z dowódców 432. Skrzydła doszedł wręcz do wniosku, że Reaper ze swoimi możliwościami powinien wziąć udział w konkursie OA-X. Nie jest to pozbawione sensu, gdyż w sytuacjach mniejszego ryzyka działania nad polem walki mogłyby podjąć także F-15, F-16, F-22 i F-35. MQ-9 latałyby zaś tam, gdzie zagrożenie jest największe, a często po prostu odciążałyby cenne i kosztowne w eksploatacji myśliwce.

Zobacz też: Jaki dron zabił człowieka numer dwa Al-Kaidy?

(breakingdefense.com, thedrive.com)

US Air National Guard / Senior Airman Michael Quiboloy