W 2018 roku przypada stulecie odzyskania niepodległości Polski i utworzenia Marynarki Wojennej. Nasza flota, choć nieduża, zapisała ładną kartę w czasie drugiej wojny światowej. Mało kto pamięta, że była zaangażowana również w wojnę o wyzwolenie Kuwejtu w 1991 roku. Teraz jednak jest w opłakanym stanie i jest niewiele przesłanek, by sądzić, że w najbliższym czasie cokolwiek może się zmienić na lepsze. Tegoroczne obchody święta po trosze dostosowały się poziomem do stanu naszej marynarki.

Tradycja obchodów święta morza sięga przełomu osiemnastego i dziewiętnastego wieku i wywodzi się z obrzędów kaszubskich. Obrzędy te miały zawsze charakter ludowy, nigdy państwowy. Podkreślały jednak związek ludności polskiej z morzem. Pomysł obchodów Święta Morza zrodził się w 1932 roku w Gdyni. Jego autorem był Andrzej Wachowiak, członek gdyńskiego zarządu Ligi Morskiej i Kolonialnej, który zaproponował, aby pod koniec czerwca każdego roku uroczyście święcić kutry i łodzie rybackie. Inicjatywa Wachowiaka przerodziła się w obchodzone dorocznie uroczystości poświęcone morzu.

Święto Marynarki Wojennej po raz pierwszy obchodzono 10 lutego 1928 roku, jako nawiązanie do zaślubin Polski z morzem. W kolejnych latach obchodów marynarskiego święta nie przerwała nawet wojna. Z należytym szacunkiem tradycje podtrzymywano na polskich okrętach, które walczyły u boku aliantów. Po wojnie Święto Marynarki Wojennej zostało ustanowione na ostatnią niedzielę czerwca jako finał obchodów Dni Morza.

W tym roku z okazji stulecia Marynarki Wojennej w święcie uczestniczyli prezydent i minister obrony narodowej. W przemówieniu Andrzeja Dudy pod nowym pomnikiem Polski Morskiej jak zwykle znalazło się wiele obietnic i zapewnień o działaniach na rzecz poprawy stanu wyposażenia marynarki i o współdziałaniu władz państwa z dowództwem floty. Jak to współdziałanie wygląda w praktyce, mogliśmy się przekonać kilka dni przed świętem, gdy minister obrony odwołał ze stanowiska inspektora Marynarki Wojennej w Dowództwie Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych, kontradmirała Mirosława Mordela. Według nieoficjalnych informacji kontradmirał utracił stanowisko, ponieważ krytykował brak działań resortu w sprawie zakupu nowych okrętów podwodnych.

Ale nie tylko kwestia okrętów podwodnych jest odwlekana w czasie. Programy budowy okrętów obrony wybrzeża „Miecznik” i patrolowców z funkcją zwalczania min „Czapla” zostały wstrzymane. Historię ze śmigłowcami ratowniczymi i zwalczania okrętów podwodnych wszyscy znamy, a o budowie Ślązaka nawet szkoda pisać. Jeden nowy Kormoran i kontrakt na budowę holowników to stanowczo za mało.

Organizacja święta odpowiadała sytuacji, w jakiej znajduje się marynarka wojenna. Wielka parada morsko-lotnicza miała się rozpocząć o 14.20, jednak o tej godzinie ludzie jedynie pytali się wzajemnie, gdzie te okręty i czy ORP Wodnik wychodzący w morze z VIP-ami to już wszystko, co przygotowano. Jak się okazało, parada zaczęła się zgodnie z planem, tyle że gdzieś za horyzontem i idące bardzo powoli szykiem torowym okręty potrzebowały jeszcze dużo czasu by znaleźć się blisko plaży i widzów.

Zresztą samo pojęcie bliskości też jest względne. O ile polską i chińską fregatę czy amerykański okręt desantowy było widać wyraźnie, o tyle w przypadku mniejszych okrętów rakietowych, trałowców czy zagranicznych patrolowców bez lornetki trudno w ogóle było poznać, co aktualnie przesuwa się na horyzoncie, i jedynie na słowo trzeba było wierzyć, że jest to okręt wojenny, a nie kuter rybacki. Moim zdaniem okręty o mniejszym zanurzeniu mogły spokojnie podejść bliżej widzów, a i prezydent z ministrem nadal mieliby dobry widok ze swojego okrętu.

Swego czasu mówiło się o planach, aby defiladę przyjmowała ustawiona na Zatoce Gdańskiej Błyskawica, która na tę okazję miała być wyciągnięta z portu przez holowniki. Nic z tego nie wyszło, za to na morzu pojawiła się inna jednostka, która w ostatnich latach znacznie więcej czasu spędzała w stoczniowym doku niż na wodzie – ORP Orzeł. Podobno okręt nie może się zanurzać, co jakby troszkę obniża jego wartość jako okrętu podwodnego, ale kto by się tym przejmował w czasie marynarskiego święta?

Ciekaw jestem, ilu widzów w ogóle zauważyło lotniczą część parady. Składał się na nią pojedynczy przelot nad okrętami na horyzoncie trzech Bryz, Mi-2 i Mi-14. Samolotów nie było nawet słychać, więc jeśli ktoś się akurat zagapił, mógł całość przeoczyć. Nie, żeby było czego bardzo żałować…

Tym samym najciekawsze dla gości było to, co było blisko, na lądzie. Tu odbywały się występy artystyczne, koncert Orkiestry Marynarki Wojennej, rozlokowane były namioty różnych jednostek wojskowych i wystawiono sprzęt – w tym wyrzutnię pocisków NSM. To też swego rodzaju symbol, że najwięcej ludzi było na pikniku na molo, wszak Morska Jednostka Rakietowa to dzisiaj chyba najbardziej wartościowa bojowo jednostka naszej floty. Tu też udostępniono do zwiedzania kilka polskich okrętów w tym okręt muzeum ORP Błyskawica i niemal okręt muzeum ORP Bielik.

Aby zainteresować ludzi sprawami morza, trzeba im pokazać to, co na tym morzu najważniejsze – okręty. Tego właśnie zabrakło. Wiele elementów święta wyglądało tak, jakby były zorganizowane tylko ku przypodobaniu się gościom z Warszawy. Mam nadzieję, że przyszłe Święta Marynarki Wojennej będzie można obchodzić bardziej radośnie.

Okręt prawie muzealny ORP Bielik szykuje się do otwarcia dla zwiedzających. Tych ostatnich nie brakowało, wszak mało kto ma okazję być na pokładzie okrętu podwodnego – nawet pięćdziesięcioletniego.

ORP Nawigator z prezydentem, ministrem obrony narodowej i innymi VIP-ami wychodzi w morze.

Okręty defilowały tak powoli, że gdy znajdowały się jeszcze daleko, widzowie zastanawiali się, czy one w ogóle się ruszają.

Defilada przepływa obok okrętu prezydenckiego. Jako pierwsza idzie polska fregata ORP Generał Kazimierz Pułaski, a za nią – fregata Marynarki Wojennej Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej Binzhou.

Chińska fregata Binzhou. Na pokładzie lotniczym widoczny śmigłowiec Harbin Z-9.

Lotnicza część parady przelatuje nad okrętami. Z przodu widoczny fiński kuter rakietowy Hanko, a daleko na horyzoncie kiosk ORP Orzeł.

Niemiecka korweta Magdeburg.

Fiński kuter rakietowy Hanko.

Amerykański okręt desantowy USS Oak Hill. Wyraźnie widoczne ślady intensywnego użytkowania.

Jedyną okazją do zobaczenia z bliska najnowszego okrętu Marynarki Wojennej – ORP Kormoran – było jego przejście przez kanał portowy w drodze na Oksywie.

(Wykorzystano materiały prasowe DGRSZ, wszystkie zdjęcia: Maciej Hypś, konflikty.pl)

Maciej Hypś, konflikty.pl
Maciej Hypś, konflikty.pl