Na wschodzie od bitwy na łuku kurskim Wehrmacht znajdował się w odwrocie. W czerwcu 1944 roku zachodni Alianci w końcu otworzyli drugi front w Europie. Połączone ofensywy z obu stron spowodowały, że na początku 1945 roku III Rzesza znajdowała się już w beznadziejnym położeniu. Wielka trójka – Stalin, Roosevelt i Churchill – omawiała już plany dotyczące zakończenia wojny i kształtu powojennego świata. Ustalenia tych panów do dzisiaj budzą emocje, a tak samo było i wtedy, dlatego zdecydowano się ich wszystkich nie ujawniać.

Jednym z postanowień był podział Niemiec na cztery strefy okupacyjne – radziecką, amerykańską, brytyjską i francuską. Stolica Niemiec – Berlin – miała również zostać podzielona pomiędzy cztery mocarstwa, ale leżeć miała wewnątrz strefy radzieckiej, która kończyć się miała na rzece Łaba. Ponieważ wojna na froncie wschodnim była najbardziej brutalna, a ZSRR przez długi czas dźwigał główny ciężar walk z wojskami Hitlera, co okupił milionowymi stratami, przywódcy Aliantów zgodzili się, że stolica agresora – symbol – powinien być zdobyty właśnie przez Armię Czerwoną. Stanowiło to wyraz docenienia wysiłku, jaki ZSRR włożył w pokonanie nazizmu. Nikt oczywiście nie zajmował się tym, że na początku ZSRR był głównym sojusznikiem III Rzeszy i w dużej mierze przyczynił się do wybuchu wojny…

Nie wszyscy potrafili pogodzić się z takimi rozstrzygnięciami. Zdobycie stolicy obcego państwa i zakończenie w niej wojny zawsze stanowi symbol, który przechodzi do historii, szczególnie że była to największa wojna w historii świata. Dlatego chętnych do wkroczenia do Berlina było kilku. Po stronie Zachodniej największą ochotę mieli na to Churchill i marszałek Montgomery. Amerykanom za bardzo na tym nie zależało. Oni chcieli po prostu jak najszybciej wygrać wojnę w Europie i całość sił rzucić do rozprawy z Japonią. Takie wytyczne otrzymał też z Białego Domu głównodowodzący siłami aliantów na zachodzie generał Dwight Eisenhower.

Jednak Brytyjczycy nie dawali za wygraną i wraz ze zbliżaniem się do końca wojny ich uwaga ponownie powoli koncentrowała się na komunistycznym zagrożeniu ze wschodu. Poprzez zajęcie Berlina chcieli uzyskać dwa cele: zająć stolicę Rzeszy i przejść w ten sposób do historii oraz zająć jak największy obszar zanim zrobi to Armia Czerwona. Wiadomo było, że z terenów raz zajętych ZSRR się nie wycofa. Już wcześniej Churchill chciał realizować taki plan na jeszcze większą skalę, otwierając drugi front nie w Normandii, ale na Bałkanach, co pozwoliłoby zająć przed wojskiem radzieckim także wiele krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Dla mieszkającego na Downing Street 10 premiera wcześniejsze ustalenia nie miały większej wartości. Podobnie było dla rządzącego z Kremla Stalina. Wiedział on, że jego władza będzie się rozciągać tak daleko, jak daleko dotrze jego armia i chciał, by był to obszar jak największy. Rozpoczął się wyścig do Berlina…

Na początku 1945 roku Armia Czerwona stała nad Wisłą i szykowała się do nowej potężnej operacji wiślano-odrzańskiej, która rozpoczęła się 12 stycznia. Na zachodzie alianci przechodzili do kontrofensywy w Ardenach. Była ona reakcją na ostatnią niemiecką ofensywę na froncie zachodnim, mającą na celu dojście do portu w Antwerpii i odcięcie alianckich wojsk od zaopatrzenia. Plan się nie powiódł, ostatnie rezerwy pancerne zostały utracone i droga do serca Niemiec stała niemal otworem. Ostatnią przeszkodą do sforsowania pozostawał Ren.

Na wschodzie

Mimo przybyłych z frontu zachodniego posiłków sytuacja Wehrmachtu na wschodzie była beznadziejna. Wiele dywizji było nimi tylko z nazwy. Brakowało wszystkiego, przede wszystkim czołgów i paliwa. Duża część niemieckiej armii pozostawała otoczona w krajach nadbałtyckich i nie mogła wziąć udziału w obronie Vaterlandu. Hitler kategorycznie zabraniał wycofywania się i skracania linii frontu, co miało dla jego armii beznadziejne skutki. Według niemieckiego dyktatora główne zagrożenie dla Niemiec przyjść miało ze strony Węgier i tam postanowił zatrzymać Armię Czerwoną. Przeliczył się. Wielka, złożona z sił czterech frontów ofensywa ruszyła przez Wisłę. W szybkim czasie Armia Czerwona wkroczyła do Warszawy i ruszyła dalej w kierunku zachodnim.

Armia czerwona nacierała w składzie: 1. Front Białoruski marszałka Żukowa, 2. Front Białoruski marszałka Rokossowskiego, 1. Front Ukraiński marszałka Koniewa i 4. Front Ukraiński generała Pietrowa. Główne uderzenie poprowadzili Żukow z Koniewem. Mieli pod swoim dowództwem łącznie ponad 2 miliony żołnierzy, 32 tysiące dział, 7 tysięcy czołgów i 4700 samolotów. Przeciwnik nie mógł im przeciwstawić sił choćby zbliżonych. Potężna ofensywa ruszyła 12 stycznia i trwała zaledwie trzy tygodnie. W tym czasie wyzwolono cały obszar Polski, a jednostki Armii Czerwonej zatrzymały się na ostatniej już przeszkodzie przed niemiecką stolicą – Odrą. Rosjanom udało się nawet utworzyć już kilka przyczółków na drugim brzegu, skąd do celu pozostawało 70 kilometrów.

Na północy 2. i 3. Front Białoruski doszły odpowiednio do granicy Prus Wschodnich i do wybrzeża Bałtyku. Broniła się jedynie jeszcze twierdza Królewiec. Jedynie tam, gdzie Hitler skierował swoje ostatnie odwody – na Węgrzech – front nie został przełamany, lecz było to tylko kwestą czasu. Przy takim naporze i dysproporcji w siłach nawet fanatyczny opór dywizji pancernych Waffen-SS nie mógł na długo powstrzymać nacierających Rosjan.

Dla Niemiec ten cios był bardzo dotkliwy. W ciągu zaledwie kilkunastu dni stracili ostatni duży obszar, jaki zajmował na wschodzie. Teraz wojna wkraczała do Niemiec. Jednak tak potężna ofensywa, w dodatku wykonana w warunkach zimowych, wymagała od Armii Czerwonej najwyższego wysiłku. Na terenach Polski, gdzie opór był słabszy, postępy dokonywały się szybciej. Bardziej na południu działania szły wolniej i powstała luka pomiędzy 2. i 3. Frontem Białoruskim. Trzeba było się zatrzymać, żeby lukę tę załatać.

Ponadto żołnierze byli bardzo zmęczeni, a linie zaopatrzenia w ciągu kilku tygodni wydłużyły się o kilkaset kilometrów. Czołowym oddziałom zaczęło już brakować amunicji, paliwa i innego zaopatrzenia. Dodatkowo oddziały piechoty i pomocnicze nie zawsze nadążały za szybkimi korpusami pancernymi.

Wszystkie te sprawy postanowiono załatwić w lutym. Był to także czas dla radzieckich planistów na przygotowanie ostatecznego szturmu na stolice III Rzeszy. Mimo że Niemcy były już pokonane i koniec wojny był tylko kwestią czasu, to w obronie swojej stolicy stało jeszcze około miliona niemieckich żołnierzy. Ponadto Rosjanie bardzo dobrze wiedzieli, co oznacza walka w miastach. Mieli w pamięci oblężenie Leningradu i bitwę w Stalingradzie. Wiedzieli, że Berlina nie da się zdobyć bez udziału wielkich sił i dokładnego planowania. Na froncie wschodnim nastąpił okres spokoju.

Na zachodzie

Nie dość, że ofensywa w Ardenach zakończyła się niepowodzeniem i wielkimi stratami w ludziach i sprzęcie, to front zachodni po stronie niemieckiej został dodatkowo osłabiony decyzją Hitlera, który zdecydował się przenieść wiele najlepszych dywizji do walki na front wschodni. Powstrzymanie Armii Czerwonej było dla niego priorytetem. Wojska dowodzone przez generała Eisenhowera miały więc wielokrotną przewagę w ludziach, sprzęcie i zaopatrzeniu. W skład tej masy wojsk wchodziły: 21. Grupa Armii marszałka Montgomery’ego, 12. Grupa Armii generała Bradleya i 6. Grupa Armii generała Deversa. W odwodzie pozostawała armia powietrznodesantowa. Były to siły wielonarodowe, składające się nie tylko z żołnierzy amerykańskich i brytyjskich, ale także Francuzów, Kanadyjczyków, Polaków i innych. Na czele poszczególnych oddziałów stali ludzie niesamowicie ambitni. Montgomery chciał być równy Eisenhowerowi i z poparciem Churchilla zakończyć marsz w Berlinie. Nieco bardziej na południu Patton snuł plany o marszu na Moskwę. Powściągać ich musieli stojący na czele SHAEF Ike, dowodzący 12. Grupą Armii „generał żołnierzy” Bradley oraz przede wszystkim urzędujący w Waszyngtonie głównodowodzący amerykańskiej armii generał Marshall.

Oczyszczanie Ardenów jeszcze się nie zakończyło, a nieco dalej na południu już ruszyła ofensywa w kierunku Renu. Grupa generała Deversa zajęła się opanowaniem Colmaru i w końcu stycznia doszła do brzegu rzeki. W momencie zatrzymania się radzieckiej ofensywy na Odrze – 8 lutego – do ataku ruszył Bradley, a po nim Monty. 7 marca zdobyto Kolonię. Na środkowym odcinku w swoim stylu w pogoń za wycofującymi się Niemcami ruszył Patton. W ciągu dwóch miesięcy trwania ofensywy Niemcy straciły 60 tysięcy zabitych i 250 tysięcy wziętych do niewoli.

Dzięki temu, że armia niemiecka znajdowała się w rozsypce, alianckie oddziały pędziły przed siebie z pełną prędkością, rywalizując między sobą o to, kto pierwszy przekroczy Ren. Poszczególni dowódcy, szczególnie Patton, nacierali mimo zakazu wyższego dowództwa. Przyczółki na Renie zostały zdobyte na początku marca. Droga do Berlina stała otworem. Do stolicy Rzeszy było jednak jeszcze kilkaset kilometrów i jedna rzeka do sforsowania. Rosjanie mieli znacznie bliżej, ale wydawało się, że na dobre utknęli nad Odrą. Nastał czas decyzji…

Alianckie spory

Po przekroczeniu Renu, następnym celem wyścigu zachodnich dowódców stał się Berlin. Kto by go zdobył, stałby się bohaterem i zapisałby się w historii złotymi zgłoskami. Czy miał to być Brytyjczyk Montgomery, czy Amerykanin Bradley? Dzięki silnemu poparciu ze strony Churchilla Monty często zyskiwał przewagę nad amerykańskimi konkurentami, którzy byli posłuszni wytycznym płynącym z Departamentu Wojny. A te mówiły, że celem wojny jest pokonanie Niemiec i zniszczenie ich sił zbrojnych. O zdobyciu Berlina nie było w nich mowy. Dzięki temu północna grupa armii Montgomery’ego była najsilniejsza ze wszystkich. Kiedy jednak rozpoczęła się ofensywa, napotkano dosyć silny opór, a zachowawczy marszałek nie nacierał z taką prędkością, jak jego amerykańscy sąsiedzi. 1. i 3. Armia amerykańska ruszyły do przodu i w niespotykanym tempie pokonywały kolejne kilometry. Nagle okazało się, że to one stanowią awangardę alianckiego uderzenia, a potężne ugrupowanie Montgomery’ego zostało w tyle i jeszcze nie przekroczyło Renu.

W SHAEF wiele uwagi poświęcano innemu problemowi. Aliancki wywiad donosił, że na południu Niemiec, w Alpach została utworzona „Twierdza Alpejska” gdzie zostaną skierowane wszystkie niemieckie siły, jakie przetrwają, by tam prowadzić opór. Uważano ją za niemal niezdobytą, a obrońcy mieli możliwość utrzymywania jej nawet przez kilka lat. Ta możliwość była dla Amerykanów, chcących jak najszybciej zakończyć wojnę, nie do przyjęcia. Co prawda nie było na temat istnienia takiej twierdzy żadnych przekonujących dowodów, ale nie można było wykluczać takiej możliwości. Departament Wojny podjął więc decyzję, że nie można dopuścić do powstania w tym rejonie żadnego zorganizowanego oporu, a co za tym idzie tam powinno być skierowane główne uderzenie. W ten sposób Berlin zostawał zupełnie na dalszym planie. Ze względu na to oraz chęć Eisenhowera, aby główne uderzenie poszło po osi Erfurt – Lipsk – Drezno, dzieląc Niemcy na pół, 9. Armia USA, która znajdowała się do tej pory pod rozkazami Montgomery’ego, została oddana pod rozkazy Bradleya, który miał poprowadzić głownie natarcie.

Ta zmiana planów wprawiła Brytyjczyków we wściekłość. Głośno przeciwko temu protestowali, jednak Ike przyjmował rozkazy tylko z Waszyngtonu. Dodatkowo taka postawa sojusznika tylko go rozwścieczyła i jeszcze bardziej usztywnił się w swoim stanowisku na temat najbliższej ofensywy. Podobnie jak całe amerykańskie kierownictwo stał na stanowisku, że wojny nie wygrywa się przez zajęcie stolicy przeciwnika, ale przez zniszczenie jego armii i zajęcie jak największej powierzchni kraju, dlatego o zajęciu Berlina nie było mowy.

Swoją postawę Brytyjczycy tłumaczyli z kolei tym, że zdobycie Berlina będzie wielkim wydarzeniem politycznym, a ponadto wywrze ogromny wpływ psychologiczny na pozostałe wojska niemieckie, które być może zaprzestana oporu.

Jak zawsze podejrzliwy wobec sojuszników Stalin przeczuwał, że chcą go oszukać i zająć Berlin jako pierwsi. Dlatego Żukow i Koniew zostali wezwani do Moskwy, gdzie rozkazano im przedstawić plan operacji berlińskiej. 3 kwietnia plany były gotowe. Jednocześnie zapewnił Aliantów, że nie planuje ofensywy szybciej niż na połowę maja.

Po stronie aliantów rozważano jeszcze jedną możliwość. Ponieważ wiedziano, że największym wrogiem Niemiec jest Związek Radziecki, a nie państwa zachodnie, przygotowano się na możliwość, w której Niemcy poddają się na froncie zachodnim i całą obronę skupiają na wschodzie. Nie musiałyby tego robić oficjalnie, wystarczyłoby jedynie wycofanie wojsk. Inną możliwością byłoby ogłoszenie kapitulacji bądź gwałtowne załamanie się niemieckiej obrony. Na taką sytuację opracowano plan „Eclipse”, który zakładał marsz z pełną prędkością przez Niemcy w celu zajęciu jak największej powierzchni. W takim planie było też miejsce na zajęcie Berlina. Specjalnie na taką sytuację na zapleczu frontu czekała wielonarodowa armia powietrzno-desantowa, która w wypadku załamania się niemieckiego oporu miała być zrzucona na niemiecką stolicę przed przybyciem tam Rosjan. Ciągle naciskany przez Anglików Eisenhower obiecał, że jeśli dojdzie do realizacji planu „Eclipse”, zajęcie Berlina stanie się jego priorytetem. Choć nie zadowoliło to strony brytyjskiej, było to wszystko, na co skłonny był przystać. Ostatnią nadzieją Churchilla na zmianę tej decyzji było napisanie do Waszyngtonu. Odpowiedź Marshalla była zdecydowana: korzyści polityczne ze zdobycia Berlina nie mogą być ważniejsze od głównego celu, jakim jest rozbicie niemieckiej armii, a Eisenhower wie najlepiej, co ma robić.

W nerwowej wymianie korespondencji pomiędzy Waszyngtonem, Londynem a SHAEF głównodowodzący w końcu przyznał, że może uczynić Berlin celem natarcia, jeśli miasto będzie można zdobyć niewielkim nakładem sił. Podkreślił też jednak, że wojnę prowadzi się zgodnie z celami politycznymi i jeśli Departament Wojny wyda mu taki rozkaz, to jest gotowy uczynić z operacji berlińskiej główne uderzenie. Taki rozkaz nie nadszedł. Ostatnią próbę przekonania sojuszników podjął jeszcze raz Montgomery. Również i ona nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. W tej sytuacji, aby pod koniec wojny nie pogarszać stosunków między aliantami, Churchill zdecydował się ustąpić i poinformował, że uważa sprawę Berlina za zamkniętą. Pięciu najważniejszych dla zachodniego frontu ludzi – Roosevelt, Churchill, Eisenhower, Montgomery i Bradley – wiedziało już, że Berlin zdobędą Rosjanie. Jednak na poziomie armii wyścig wciąż trwał…

Wyścigowe dywizje

Nigdy wcześniej w historii wojen tak wielu żołnierzy nie przemieszczało się tak szybko. Każda dywizja chciała jako pierwsza przekroczyć Łabę i ruszyć do mety w Berlinie. Wszystkich ich mogli jeszcze uprzedzić spadochroniarze, którzy tylko czekali na okazję do wykazania się po tym, jak niepowodzeniem zakończyła się ich operacja „Market-Garden”. Niemcami już się nikt nie przejmował. Kolejne miejscowości były zdobywane z marszu. Nikt się w nich nie zatrzymywał. Na północy prowadziły 7. Dywizja Pancerna („Szczury Pustyni”) i 6. Dywizja Powietrznodesantowa, która od czasu lądowania w Normandii wykonywała robotę typową dla piechoty.

U Amerykanów prym wiodła 2. Dywizja Pancerna nosząca przydomek „Piekło na kołach”. Jej dowódca, generał Isaac White, opracował dla swojej jednostki plan zdobycia Berlina, jeszcze zanim dywizja przekroczyła Ren. Towarzyszyła jej jedna z najbardziej niezwykłych jednostek amerykańskich – 83. Dywizja Piechoty zwana „Cyrkową Hałastrą”. Żeby przyspieszyć swój marsz, przejmowała wszystkie napotkane pojazdy i z łomotem toczyła się dalej. Zajmowane miasta pod groźbą użycia broni oddawały jej wszystkie swoje pojazdy, na których z grubsza malowana była amerykańska gwiazda. Nieuważny obserwator mógłby mieć problem z rozpoznaniem, czy ma do czynienia z dywizją amerykańską, czy niemiecką, tyle było na jej wyposażeniu zdobycznych pojazdów. Jechało wszystko, co miało koła: ciężarówki, transportery, samochody osobowe, nawet cywilne. Dzięki temu dziennie pokonywała około 50 kilometrów. 83 DP zdobyła i włączyła do swoich szeregów nawet Bf 109 i znalazła w swoich szeregach kogoś, kto potrafił go pilotować. Na spodzie skrzydeł napisano wielkimi literami „83. Dyw. Piech.”. Samolot wzbudzał wiele zamieszania w szeregach aliantów, jednak nikt go nie zestrzelił. Z dywizją ta wiąże się jeszcze jednak ciekawa historia. Ponieważ, jak już wspomniałem, było w niej wiele niemieckich pojazdów, pewnego razu obok kolumny marszowej pojawił się niemiecki mercedes pełen wyższych oficerów Wehrmachtu. Zdezorientowanych Niemców wzięto szybko do niewoli, a mercedes, którym się poruszali, dołączył do niezwykłej kolumny. Ta sama dywizja wprowadziła na swoim odcinku metodę poddawania miast przez telefon. Polegało to na tym, że po zdobyciu jakiegoś miasta zmuszano jego burmistrza do zadzwonienia do swojego odpowiednika w następnej miejscowości na trasie przemarszu dywizji i skłonienia go do poddania miasta. Najczęściej się udawało.

Obie dywizje szły łeb w łeb tak, że równocześnie 5 kwietnia doszły do tego samego mostu na Wezerze. W duchu fair play postanowiono, że poszczególne oddziały obu dywizji będą się przez niego przeprawiać na zmianę. Własne plany zdobycia niemieckiej stolicy miała też poruszająca się inną trasa 5. DPanc., „Dywizja Zwycięstwa”. A kiedy alianci pędzili na wschód, na zachód bez żadnej eskorty szły kolumny niemieckich jeńców.

Niektórzy nawet mieli przy sobie jeszcze broń, jednak żadna z czołowych dywizji nie była zainteresowana, żeby się nimi zająć.

8 kwietnia 2. DPanc. została zmuszona do zatrzymania się. Jej dowódca przeznaczył ten czas na naprawy mocno nadwerężonego sprzętu, który nie wytrzymywał szaleńczego tempa. Jednak jego żołnierze nie chcieli stracić przewagi, jaką sobie wypracowali nad 83 DP, i wcale nie chcieli odpoczynku. Zwłoka była spowodowana tym, że w miarę jak zbliżały się do siebie sojusznicze armie, wzrastało niebezpieczeństwo, że Amerykanie zostaną ostrzelani przez Rosjan i odwrotnie. Zatrzymanie dało wyższym dowódcom czas na ustalenie linii, na której obie armie miały się zatrzymać. Był to poważny problem, ponieważ później w razie przekroczenia przyszłej radzieckiej strefy okupacyjnej ze zdobytego terenu trzeba by się wycofać, a nie chciano ryzykować życiem żołnierzy dla zdobycia terenu, który później przypadnie ZSRR. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami potwierdzono, że linia rozgraniczająca obie armie będzie przebiegać wzdłuż Łaby.

Dla „Dywizji Zwycięstwa” wyścig zakończył się 53 mile od celu, w Tangermunde. Po dotarciu do miasta spotkał ją tam silny opór, a w dodatku w mieście było wielu amerykańskich jeńców, więc nie można było go zrównać z ziemią przy pomocy artylerii. W czasie walk, kiedy zbliżali się już do mostu na Łabie, ten został wysadzony przez niemieckich saperów. To oznaczało dla 5 DPanc. koniec marzeń o Berlinie.

12 kwietnia pierwsze oddziały 2 DPanc. przeprawiły się przez Łabę. Dzień później drugi brzeg osiągnęły pierwsze oddziały 83 DP. Obie dywizje nie zdobyły mostów, ale je sobie zbudowały. Przy swoim „Cyrkowa Hałastra” postawiła tabliczkę z napisem: „Most Trumana. Brama wjazdowa do Berlina. Dzięki uprzejmości 83. Dywizji Piechoty”.

Uzyskanie przeprawy przez Łabę stworzyło sytuację, w której na poważnie trzeba było pomyśleć, co zrobić z Berlinem. Eisenhower zapytał Bradleya, ile jego zdaniem będzie kosztowało zdobycie stolicy Niemiec. Dowódca 12. Grupy Armii powiedział, że straty ocenia na sto tysięcy żołnierzy i jest to zbyt wysoka cena za cel co prawda prestiżowy, ale taki, który i tak trzeba będzie oddać Rosjanom. Bradley wyjątkowo wysoko cenił życie podkomendnych, stąd jego przydomek „generał żołnierzy”. W czasie, kiedy Ike i Brad zastanawiali się nad zdobyciem Berlina, 2 DPanc. zakończyła swój wyścig. Jej przeprawa została zaatakowana przez niewielkie niemieckie oddziały, które jeszcze były w stanie walczyć. Jedyny pontonowy most, po którym przeprawiały się jednostki dywizji, został zniszczony. Dywizja musiała wycofać się na zachodni brzeg Łaby. To oznaczało, że będzie musiała skorzystać z mostu 83 DP, a to wykluczało ją z wyścigu.

14 kwietnia SHAEF po raz kolejny zaktualizował swoje plany. Priorytetami było: trzymać silny front w środkowym rejonie nad Łabą, rozpocząć działania w kierunku Lubeki i Danii oraz wyprowadzić potężne uderzenie na południe w kierunku doliny Dunaju, tam spotkać się z Armią Czerwoną i nie dopuścić do stworzenia „Twierdzy Alpejskiej”. Zdobycie Berlina było na końcu tej listy. Tego samego dnia 2 DPanc. która skorzystała z mostu 83 DP, a do tego zbudowała obok swój drugi most, ponownie włączyła się do wyścigu, jednak bez większych szans na ostateczną wygraną. Awangarda 3. DP była już tylko nieco ponad 40 mil od Berlina. W ramach pocieszenia dowódca 83 DP zaoferował pancerniakom jeden ze swoich „wyzwolonych”, czerwonych autobusów, które stanowiły jeszcze jeden oryginalny środek transportu „Cyrkowej Hałastry”.

Następnego dnia wszystko się zmieniło. Generał Simpson, zwierzchnik 9. Armii, w skład której wchodziły obie rywalizujące dywizje, został wezwany na rozmowę do Bradleya. Został poinformowany, że jego wojska muszą zatrzymać się na Łabie i że jest to rozkaz samego Eisenhowera. To był koniec. Po powrocie do sztabu od razu udał się nad rzekę i spotkał się z dowódcą 2 DPanc. Zakomunikował tam: „Nie pójdziemy na Berlin. Dla nas to już koniec wojny”. Zapadła głucha cisza.

Przystąpiono do oczyszczania zajętego terenu. W czasie wyścigu nikt nie miał do tego głowy. Ostatnim punktem oporu było miasto Magdeburg. Ponieważ nie chciało się poddać, zarządzono nalot dywanowy i 1/3 miasta została zrównana z ziemią. Wydawało się, że w rękach Amerykanów znajdzie się jeszcze jeden most i do tego autostrada będąca najkrótszą drogą do Berlina. W takiej sytuacji Simpson zatelefonował do Bradleya z nadzieją, że być może udałoby mu się uzyskać zgodę na marsz na miasto. Zgody nie uzyskał, a chwilę później most wyleciał w powietrze i sprawa stała się nieaktualna. To był już ostatni akt w wyścigu do stolicy Rzeszy.

17 kwietnia, kiedy trwały walki w Magdeburgu, rozpoczął się ostateczny szturm Armii Czerwonej na Berlin…

Bibliografia:

1. C. Ryan, Ostatnia bitwa, Rebis, Poznań 2008
2. S. Ambrose, Obywatele w mundurach, Magnum, Warszawa 2008
3. S. Hirshson, Generał Patton, Bellona, Warszawa 2002
4. W. Dobrzycki, Historia stosunków międzynarodowych 1815 – 1945, SCHOLAR, Warszawa 2003
5. Gazety Wojenne nr 87 i 90, Wyd. P.O. Polska, Warszawa