Wiosną 1939 roku wydarzenia w Europie Środkowej toczyły się z zawrotną prędkością. W marcu wojska niemieckie zajęły czeską Pragę, Niemcy oderwali od Litwy Kłajpedę, zażądali Gdańska oraz eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej przez polskie Pomorze. W kwietniu Polska i Wielka Brytania podpisały dwustronny układ gwarancyjny, a kanclerz III Rzeszy Adolf Hitler wypowiedział polsko-niemiecki układ o nieagresji z 1934 roku. 5 maja polski minister spraw zagranicznych Józef Beck złożył w Sejmie deklarację w imieniu rządu zawierającą słynne już słowa, iż „my w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę”. Była to jednoznaczna zapowiedź nieugięcia się przed niemieckimi żądaniami, zapowiedź wojny.

Tymczasem w zaciszu niemieckich gabinetów powstał plan ataku na Polskę. „Fall Weiss” („Wariant biały”) – bo taki nadano mu kryptonim – zakładał marsz z trzech kierunków na Warszawę oraz odcięcie i zniszczenie większości polskiego wojska na zachód od Wisły. Jeden z kierunków ataku Wehrmachtu wiódł z północy – z Pomorza i Prus Wschodnich. Aby się powiódł, niezbędne było zajęcie polskiego „korytarza”. Istotną rolę w tym planie odgrywał Tczew – ważny węzeł kolejowy, leżący zaledwie kilka kilometrów od granicy z Wolnym Miastem Gdańskiem – a przede wszystkim jego mosty przez Wisłę: drogowy i kolejowy. Ten drugi był jedynym takim obiektem w promieniu kilkudziesięciu kilometrów (najbliższym był Most Fordoński pod Bydgoszczą). Jego znaczenie strategiczne polegało na tym, iż umożliwiał szybkie przemieszczanie wojsk i zapewniał komunikację III Rzeszy z Prusami Wschodnimi. Granica między Polską a żuławskimi terenami Wolnego Miasta Gdańska biegła środkiem nurtu Wisły, ale tczewskie mosty w całości należały do Polski.

W maju 1939 roku niemieccy sztabowcy rozpoczęli przygotowania do przedsięwzięcia pod kryptonimem „Aktion Zug” (Akcja „Pociąg”), którego najważniejszym celem było opanowanie mostów (zwłaszcza kolejowego) i niedopuszczenie do ich uszkodzenia przez wojska polskie. W wytycznych do „Fall Weiss” napisano, że most należy zdobyć podstępem. Plan popierali między innymi generał Fedor von Bock, dowódca atakującej Pomorze Armii „Północ”, i szef Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu generał Wilhelm Keitel. Keitel wspominał nawet o konieczności opóźnienia działań w Zatoce Gdańskiej, by nie zaszkodzić akcji w Tczewie1. Pojawiały się także sugestie, aby tczewskie mosty zająć poprzez desant z powietrza, przy udziale spadochroniarzy i szybowców desantowych. Pomysł ten jednak odrzucono. 19 sierpnia przedstawiono ostateczny plan2. Zakładał on zajęcie mostów przez oddziały lądowe. Żołnierze ukryci w nadjeżdżających od strony Malborka cywilnych pociągach towarowych po wjeździe na stację mieli rozbroić Polaków i rozminować mosty. W razie paraliżu kolejowego żołnierze niemieccy mieli podjechać pod mosty cywilnymi samochodami. Atak miało wspierać lotnictwo oraz broń pancerna i artyleria.

Kierującym operacją został podpułkownik Gerhard Medem, dowódca saperów 1. Korpusu Armijnego w Królewcu. Pod jego wodzą znalazły się: batalion 1. pułku straży granicznej, batalion zapasowy piechoty, dwie baterie artylerii lekkiej, 41. batalion saperów, pociąg pancerny, batalion SS-Heimwehr „Gätze” z baterią dział 100 mm i 3. eskadra 1. pułku lotnictwa3. „Grupę Medema”, wchodzącą w skład 3. Armii generała Georga von Küchlera, miały także wspierać oddziały SA, których zadaniem było opanowanie polskich przystanków kolejowych na trasie Malbork–Tczew, aby uniemożliwić polskim załogom poinformowanie tczewskich kolejarzy o akcji Niemców.

Zadaniem pilotów pod dowództwem porucznika Brunona Dilleya było przede wszystkim zniszczenie instalacji odpalającej ładunki wysadzające mosty i zatrzymanie Polaków, aż przybędą główne siły Medema. Aby poznać lokalizację ładunków wybuchowych i przewodów zapłonowych, w ostatnich tygodniach przed 1 września Niemcy zintensyfikowali w Tczewie działania wywiadowcze. Wiadomo, że dzięki temu udało się ustalić między innymi rozmieszczenie stanowisk ciężkich karabinów maszynowych i nazwiska polskich dowódców. Bomby pilotów Dilleya nie mogły trafić w mosty. Atak ćwiczono na zastępczym celu w pobliżu lotniska wojskowego w Insterburgu (dziś Czerniachowsk w Obwodzie Kaliningradzkim). Lotnicy wielokrotnie przejeżdżali pociągiem pośpiesznym Berlin–Królewiec przez tczewski most, by stwierdzić, iż przewody zapalnika przeciągnięte są przy południowej skarpie nasypu kolejowego, między dworcem a mostem4. Jednak konkretnego miejsca ich umieszczenia nie udało się rozpoznać. Zakładano trzy lokalizacje – „znaną, prawdopodobną i przypuszczalną”5. Według opracowanego planu Junkersy Ju 87 miały z najbliższej odległości zrzucić bomby na nasyp kolejowy. Dzień przed zadaniem piloci zostali przeniesieni z Insterburga do Elbląga, na lotnisko Elbing Ost (Elbląg Wschód).

Plany polskiego dowództwa odnośnie Tczewa i wiślanych mostów mówiły o konieczności utrzymania ich w stanie nienaruszonym. Jednak w sytuacji grożącej ich zajęciem przez oddziały niemieckie, rozkaz był jednoznaczny: wysadzić. W marcu 1939 roku most przeszedł pod opiekę wojska. Wspomniane utrzymanie przejezdności mostu wynikało z założeń innego planu, będącego reakcją polskiej armii na ewentualny pucz NSDAP w Wolnym Mieście Gdańsku, zmierzający do połączenia tego obszaru z III Rzeszą. W tym celu utworzono Korpus Interwencyjny, który latem 1939 roku rozlokowano na skraju Borów Tucholskich, wokół miejscowości Osie, Ocypel i Lubichowo6. W przypadku puczu oddziały te przez Tczew miały uderzyć na Gdańsk. Stacjonujący w Tczewie 2. batalion strzelców miał osłaniać miasto i mosty, przez które polskie wojska miały przejść w celu zajęcia Żuław Wiślanych. W operację miały być także zaangażowane stacjonujące w porcie wiślanym w Tczewie jednostki pływające miejscowego Państwowego Zarządu Wodnego. Po zmobilizowaniu miały rozpocząć działania na rzece, wspierając operację Korpusu Interwencyjnego. Rozkaz o jego utworzeniu odwołano dopiero w ostatnich dniach sierpnia, gdy okazało się, że Niemcy planują generalny atak na Polskę.

Tczewskie mosty przez Wisłę dzisiaj. Z oryginalnej konstrukcji, w wyniku dwukrotnego wysadzenia (we wrześniu 1939 roku przez polskich saperów i w marcu 1945 roku przez wycofujących się Niemców) zostało niewiele.

Tczewskie mosty przez Wisłę dzisiaj. Z oryginalnej konstrukcji, w wyniku dwukrotnego wysadzenia (we wrześniu 1939 roku przez polskich saperów i w marcu 1945 roku przez wycofujących się Niemców) zostało niewiele.
Przemysław Zieliński

Stacjonujący w Tczewie od 1930 roku 2. batalion strzelców był jednym z trzech istniejących w przedwrześniowej polskiej armii samodzielnych batalionów piechoty7. To jego żołnierze prowadzili przeszkolenie wojskowe pracowników Poczty Polskiej w Gdańsku i za jego pośrednictwem skrycie przerzucano dla załogi Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte dodatkową broń, poza limitem przewidzianym umową o jej funkcjonowaniu. Batalion osiągnął pełną gotowość bojową 24 sierpnia 1939 roku, gdy stawili się rezerwiści powołani w ramach „cichej” mobilizacji. Tczewska jednostka liczyła wówczas 27 oficerów oraz 1041 podoficerów i szeregowych. Batalion wraz z plutonem saperów z 15. Dywizji Piechoty i plutonem czołgów wchodził w skład Oddziału Wydzielonego „Tczew”8. Na jego czele stanął dowódca batalionu, podpułkownik Stanisław Janik, który jako jedyny – obok dowódcy polskiej armii „Pomorze”, generała Władysława Bortnowskiego – mógł podjąć decyzję o wysadzeniu tczewskich mostów. Pluton saperów porucznika Norberta Juchtmana i pluton czołgów porucznika Sarnkowskiego wzmocniły batalion strzelców w marcu 1939 roku. Regularne oddziały miała wspierać Kompania Obrony Narodowej „Tczew”, złożona z rezerwistów z miasta i okolic, których rozlokowano w rejonie mostów. Ich zadaniem była też obrona miasta przed niemieckim atakiem od północy. Z wojskiem współpracowali od kwietnia 1939 roku tczewscy harcerze, którzy jako tak zwane Pogotowie Wojenne Harcerzy i Harcerek pełnili funkcje zwiadowców i gońców9. Na skrzydłach obronę Tczewa miały wspierać od strony Nowego nad Wisłą OW „Wisła” podpułkownika Józefa Popka oraz od strony Skarszew OW „Stargard” podpułkownika Józefa Trepto.

Wkrótce po pojawieniu się w Tczewie saperzy porucznika Juchtmana przystąpili do zaminowania mostów. Przebrani dla bezpieczeństwa za kolejarzy, wykuli komory w filarach mostu, gdzie założono łącznie dziesięć ton trotylu, ilość – jak na te czasy – sporą. Zbudowano również specjalną stację rozdzielczą. Na wszelki wypadek do każdego ładunku doprowadzono zapalnik elektryczny i lontowy. Ważniejsze ładunki miały nawet po cztery punkty zapalenia10. Mosty miały zostać wysadzone w dwóch fazach. W pierwszej kolejności zamierzano wysadzić wschodni przyczółek mostowy na wale przeciwpowodziowym oraz 1., 2. i 3. filar mostowy – licząc od strony wschodniej. W drugiej fazie przewidywano wysadzić zachodni przyczółek mostowy, filar nad nurtem Wisły i filar na samym prawym brzegu rzeki11. Stacje do odpalenia ładunków umieszczono w bunkrze na zachodnim, „polskim” przyczółku i w schronie na terenie dworca. Prace zakończono w czerwcu. Od maja do lipca trwała budowa umocnień wokół miasta. W ramach prac fortyfikacyjnych wykonano od strony północnej i zachodniej zapory przeciwczołgowe, zasieki z drutu kolczastego, schrony i rowy strzeleckie12. Umocnienia powstały także na wschodnim przyczółku mostów, gdzie zbudowano dwa schrony bojowe, a wjazd na most kolejowy zamknięto zaporą z belek stalowych i zasiekami z drutu kolczastego.

Noc z 31 sierpnia na 1 września dla obu stron wiszącego w powietrzu konfliktu była krótka. Niemieckie pociągi tranzytowe przejeżdżające przez tczewski most z Niemiec do Prus Wschodnich i odwrotnie nie podlegały polskiej kontroli. Ale kratownica uniemożliwiająca przejazd była otwierana tylko na polecenie władz kolejowych z dworca w Tczewie, gdy awizowano pociąg na stacji w Szymankowie na terenie Wolnego Miasta Gdańska, gdzie mieściła się polska placówka celna i administracja kolejowa. Zgodnie z tym porządkiem 31 sierpnia Niemcy poinformowali dyżurnego ruchu w Tczewie, że wkrótce przez miasto będą przejeżdżały pociągi tranzytowe numer 963 i 965 z bydłem, prosząc o przysłanie dwóch parowozów kierowanych przez polskich kolejarzy, które miały je przeprowadzić przez polski „korytarz”. Po ich przyjeździe do Malborka Polacy zostali obezwładnieni, niemieccy kolejarze przebrali się w ich mundury, a w wagonach umieszczono saperów z kompanii dowodzonej przez porucznika Hackena. Tuż po godzinie 3.00 rozpoczęto załadunek pozostałych żołnierzy i sprzętu. Pociągi rzekomo wiozące bydło wyruszyły w kierunku Tczewa około godziny 4.00. Tuż po nich wysłano dwie drezyny pancerne pomalowane na żółto i zielono. Z kolei już samochodami przemieszczały się pozostałe jednostki „Grupy Medem”.

Zniszczone przez polskich saperów mosty w Tczewie.

Zniszczone przez polskich saperów mosty w Tczewie.
Zbiory własne

W międzyczasie bojówkarze SA mieli zaskoczyć polskich kolejarzy na stacjach Kałdowo (pod Malborkiem) i Szymankowo. Plan ten jednak się nie powiódł. Gdy tylko pociąg nr 963 przejechał przez Kałdowo, inspektor celny Stanisław Szarek wystrzelił czerwoną racę, aby ostrzec kolegów w nieodległym Szymankowie. Jeden z nich, zawiadowca Roman Grubba, przestawił zwrotnicę, skierowując pociąg nr 963 na boczny tor. Przywrócenie go na właściwy zajęło Niemcom aż trzydzieści minut. W Szymankowie z kolei członkom SA nie udało się upilnować zatrzymanych polskich kolejarzy. Jeden z nich, dyżurny ruchu Alfons Runowski, zdołał zadzwonić do zawiadowcy ruchu w Tczewie Jana Ernsta, informując go, że pociąg numer 963 zbliża się do Tczewa. Dodał także ściszonym głosem: „Miejcie się dziś na baczności! Więcej nie mogę powiedzieć, gdyż mam tu strażnika, który w tej chwili wyszedł”13. Ernst o niepokojącym telefonie powiadomił zwierzchników i oficera łącznikowego na stacji Tczew. W odwecie za niepowodzenie w Szymankowie bojówki SA zamordowały kilkunastu polskich kolejarzy i celników wraz z rodzinami.

Tymczasem z elbląskiego lotniska o godzinie 4.26 wystartowały trzy Ju 87 porucznika Dilleya. Dowódca eskadry osobiście prowadził pierwszą maszynę, drugą – porucznik Schiller, a trzecią – doświadczony podoficer. Każdy samolot był uzbrojony w 250-kilogramową bombę pod kadłubem i cztery 50-kilogramowe pod skrzydłami14. Piloci dotarli nad Tczew – zgodnie z planem – o 4.34 (a więc jedenaście minut przed niemieckim atakiem na Westerplatte i sześć przed nalotem na Wieluń). Bomby spadły na dworzec i nasyp kolejowy, gdzie miały znajdować się przewody odpalające ładunki na mostach, oraz na elektrownię i koszary wojskowe, gdzie zginęło pięciu żołnierzy. Relacje niemieckie podają, iż bombardowanie uszkodziło przewody detonatorów, ale Polacy zdążyli je naprawić15. Według relacji podporucznika rezerwy Stanisława Matłosza nalot na Tczew rozpoczął się już o 4.23, ponieważ godzinę tę wskazywał zegar dworcowy, który stanął po zbombardowaniu dworca16. Źródło to podaje więc wcześniejszą datę bombardowania miasta, ale jest to kwestia bardzo problematyczna i nie mająca większego znaczenia dla przebiegu samych walk o mosty.

Tymczasem pod wschodni przyczółek mostów o godzinie 4.45 nadjechał pociąg numer 963, który zatrzymał się przed zamkniętym wjazdem na most kolejowy. Z pociągu wybiegli niemieccy żołnierze, których „przywitał” ogień plutonu piechoty wzmocnionego dwoma karabinami ckm, dowodzony przez ppor. Walentego Faterkowskiego, który tak relacjonował początek walk: „Próba wtargnięcia na most pociągu towarowego nie udała się Niemcom, obsługa kolejowa zorientowała się natychmiast i kratownica na moście nie została podniesiona, udaremniając wjazd. Cała siła natarcia galeryjnego z pociągu pancernego skupiła się na przyczółku wschodnim, dołączył się do natarcia obstrzał z wału przeciwpowodziowego od Lisewa, gdzie nacierał oddział szturmowy Niemców i zagrożenie z powietrza. Już w pierwszych chwilach natarcia pociąg artyleryjski przebił ścianę w komorze kazamatu przyczółka, powodując uszkodzenie. Tuman pyłu i lecący na głowy gruz, huk detonacji i wystrzałów, ciemność momentalnie zapanowała w zamkniętym pomieszczeniu i czyjś nieopanowany okrzyk «gaz» wywołały panikę wśród załogi i dopiero kilkakrotny wystrzał dowódcy z pistoletu w powietrze przywrócił porządek, zajęliśmy stanowiska w dolnej komorze kazamat odpierając ataki wroga. Przewaga w środkach ogniowych ciężkich była jednak przygniatająca, sytuacja obrony stawała się z minuty na minutę coraz bardziej dramatyczna, o czym natychmiast po zniszczeniu przez wroga naszego ckm zawiadomiłem telefonicznie dowództwo”17.

Tablica w Tczewie upamiętniająca poległych żołnierzy 2. batalionu strzelców oraz polskich celników i kolejarzy z Szymankowa.

Tablica w Tczewie upamiętniająca poległych żołnierzy 2. batalionu strzelców oraz polskich celników i kolejarzy z Szymankowa.
Przemysław Zieliński

Za pociągiem towarowym jechał motorowy wóz pancerny, a za nim wyposażony w lekkie działka pociąg pancerny, które zaczęły ostrzeliwać polskie pozycje18. O godzinie 5.34 nad miasto ponownie nadleciały niemieckie bombowce, których nalot uszkodził sporo domów. Tymczasem sytuacja żołnierzy ze wschodniego przyczółka stawała się coraz trudniejsza. Miał im pomóc pluton czołgów porucznika Sarnowskiego, umieszczonych na prowadnicach kolejowych. Były to dwa czołgi Renault FT-17, uzbrojone w armaty 37 mm, i cztery tankietki TK-3 uzbrojone w cekaemy 7,6 mm19. W połowie mostu czołgi jednak zawróciły, a dowódca plutonu zameldował, że ogień nieprzyjaciela jest zbyt silny i czołgi zostaną zniszczone, stanowiły bowiem dobry cel dla nieprzyjaciela20. W celu ustalenia sytuacji na wschodnim przyczółku podpułkownik Janik wysłał porucznika Antoniego Lebiedzia, który na miejsce dotarł – pod silnym ostrzałem wroga – rowerem. Lebiedź po przybyciu na miejsce stwierdził znaczne straty wśród obrońców i pojawienie się w rejonie Lisewa pociągu pancernego. Zarządził więc wycofanie się plutonu podporucznika Faterkowskiego, który wspomina: „Około 6 rano pod silnym obstrzałem wroga ze stratą kilku zabitych, dokładnej ilości ofiar nie jestem w stanie ustalić, tym bardziej, że już uprzednio kilku rannych zostało przeniesionych na wschodnią stronę mostu, wycofałem się z plutonem na zachodnią stronę mostu, po czym w kilka minut wschodni przyczółek i filar «G» zostały wysadzone w pierwszej fazie zniszczenia strategicznego (…)”21.

Mosty zostały wysadzone na rozkaz podpułkownika Janika przez znajdującego się w kazamatach zachodniego przyczółka podporucznika Juchtmana. Po wycofaniu się plutonu Faterkowskiego, około godziny 6.10, wysadzono najpierw przyczółek wschodni mostu, co spowodowało znaczne straty wśród wojsk niemieckich, a około 6.45 – zachodnie filary mostu nad nurtem Wisły. Tym samym „Aktion Zug” nie powiodła się. Przyznali to sami Niemcy. Szef sztabu niemieckich wojsk lądowych, generał Franz Halder, napisał w swoim dzienniku: „Tczew. Wyraźnie nie udało się. Nalot nie był skuteczny… most wyleciał w powietrze…”22. Dowództwo Armii „Pomorze”, aby potwierdzić fakt wysadzenia mostów, o godzinie 8.00 wysłało samolot pilotowany przez porucznika obserwatora Tadeusza Galera, który wylądował na lotnisku polowym w podtczewskim Bałdowie, przekazując jednocześnie podpułkownikowi Janikowi rozkaz o rozwiązaniu OW „Tczew” i podporządkowaniu oddziału pułkownikowi Trepcie ze Starogardu23.

Wysadzenie mostów nie zakończyło walk w tym rejonie Tczewa. Po wysadzeniu mostów niemieccy żołnierze próbowali – bezskutecznie – przepłynąć Wisłę na pontonach. Pluton podporucznika Faterkowskiego i pluton cekaemów podporucznika Bernarda Bianka zajęły stanowiska obronne na zachodnim brzegu Wisły po obu stronach przyczółka mostowego. Natomiast 1. pluton z 1. kompanii strzeleckiej dowodzony przez podporucznika Bolesława Siegmilera, i 3. pluton, którym dowodził chorąży Marian Pelc, zostały ściągnięte w rejon dzisiejszego osiedla Witosa, jako odwód dowódcy 2. batalionu strzelców. Czołgi i saperów podporucznika Norberta Juchtmana odesłano do Torunia24. Wspomina Faterkowski: „W tym czasie pluton mój zajął stanowiska bojowe po obu stronach zachodniego przyczółka mostowego w rowach strzeleckich uprzednio przygotowanych na stanowiska obrony zachodniego brzegu Wisły. Przez cały dzień 1 września pluton udaremniał Niemcom przeprowadzenie się przez Wisłę w rejonie Tczewa. Trzykrotnie podejmowali oni próby przejścia przez zniszczone przęsła mostów i organizowali przeprawę na łodziach pontonowych. Usiłowania te udaremniał nasz ogień. Na nasze stanowiska skierowany był silny ogień artyleryjski z prawego brzegu Wisły od strony Lisewa i z broni pokładowej samolotów, które kilkakrotnie w ciągu dnia dokonywały nalotów na nasze stanowiska”25.

Walki polsko-niemieckie toczyły się także w północnym rejonach miasta. Od strony Koźlin i Pszczółek na Tczew ruszyły oddziały SS-Heimwehr Danzig w sile około dwóch batalionów piechoty, dywizjonu artylerii, moździerzy i działek przeciwpancernych wchodzące w skład sił generała Friedricha Eberhardta26. Pierwszy atak Niemców został zatrzymany. Kolejne natarcie – około godziny 15.00 – zostało wsparte lotnictwem. 2. kompania strzelecka broniąca zachodniej części miasta, dowodzona przez kapitana Bolesława Klejmenta, nie wytrzymała natarcia i wycofała się w rejon placu ćwiczeń 2. batalionu strzelców. Dzięki kontrnatarciu częściowo udało się odzyskać poprzednie stanowiska. Od godziny 17.00 – na rozkaz pułkownika Trepty – rozpoczęło się wycofywanie polskich jednostek z Tczewa. Niemcy nie podjęli pościgu za wycofującymi się polskimi oddziałami. W walkach o miasto zginęło około dwudziestu polskich żołnierzy i 160 niemieckich27. Pierwsze oddziały SS-Heimwehr Danzig weszły do miasta około 22.00. Tak rozpoczęła się niemiecka okupacja miasta, która trwała do 12 marca 1945 roku. 2. batalion strzelców wywiązał się z zadań nałożonych przez dowództwo Armii „Pomorze”. Podkomendni podpułkownika Janika nie dopuścili do zajęcia tczewskich mostów w stanie nienaruszonym. Niemcy przywrócili przejazd przez most kolejowy dopiero 16 października 1939 roku, kiedy kampania w Polsce dobiegła już końca.

Z zachowanych dokumentów jednoznacznie wynika, iż pierwsze niemieckie bomby, które zrzucono na Tczew, spadły jedenaście minut przed rozpoczęciem ostrzału Westerplatte. Jednak czy uzasadnia to stwierdzenie, iż II wojna światowa rozpoczęła się właśnie w Tczewie? A może pierwsza była tragedia Wielunia? Jak słusznie zauważa Mariusz Wójtowicz-Podhorski, 1 września 1939 roku wojna zaczęła się na całej granicy polsko-niemieckiej i miejsca, gdzie padł pierwszy strzał, pierwsza bomba, po prostu nie można ustalić28. Miejsc, gdzie walki polsko-niemieckie poprzedziły wydarzenia na Westerplatte, też nie brakuje. Nie jest to i nie powinien być jednak powód – choć nie brakuje osób, zwłaszcza lokalnych polityków (casus Wielunia), którzy uważają wręcz przeciwnie – aby pozbawiać Westerplatte rangi symbolu znanego na całym świecie.

Bibliografia:

1. Jakub Borkowicz, Walki o Tczew w dniu 1 września 1939 roku [w:] „Teki Kociewskie”, Zeszyt 3, Tczew 2009.
2. Konrad Ciechanowski, Armia „Pomorze”, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1983.
3. Walenty Faterkowski, Wspomnienia wojenne i powojenne Walentego Faterkowskiego, Introligatornia Mirex, Nowa Sól 2009.
4. Tadeusz T. Głuszko, W Szymankowie wojna rozpoczęła się wcześniej [w:] „30 dni”, nr 10 (24), październik 2000.
5. Józef Golicki, Album Tczewski lata 1900–1945. Tczew i jego mieszkańcy w czasie I i II wojny światowej, Gazeta Reklamowa Tczew 2009.
6. Kazimierz Ickiewicz, Obrona historycznych mostów na Wiśle 1 września 1939 roku, [w:] „Teki Kociewskie”, Zeszyt 3, Tczew 2009.
7. Jan Kamiński, Wojna i tczewskie mosty [w:] Kociewski Magazyn Regionalny, nr 2 (21), Tczew 1998.
8. Stefan Linowski, Dzieje Tczewa w latach 1939 – 1965, Tczew 1977.
9. Ireneusz Modzelewski, Nim w Tczewie spadły pierwsze bomby [w:] Wojna zaczęła się w Tczewie, Kociewski Kantor Edytorski, Tczew 1996.
10. Mariusz Wójtowicz – Podhorski, Westerplatte – tu zaczęła się wojna [w:] „Disputatio”, Tom V, Gdańsk 2008.
11. Bomby Bruno Dilleya. Z dziennika wojennego niemieckiej Luftwaffe (tłum. Witold Banacki), „Kociewski Magazyn Regionalny” nr 2 (45), kwiecień–maj–czerwiec, Tczew 2004.

Przypisy

1.

2. F. Halder, Dziennik wojenny. Codzienne zapisy Szefa Sztabu Generalnego Wojsk Lądowych 1939–1942, t.1, Warszawa 1971, s. 47.

3. Tadeusz T. Głuszko, W Szymankowie wojna rozpoczęła się wcześniej, „30 dni”, październik 2000, s.38.

4. Bomby Bruno Dilleya. Z dziennika wojennego niemieckiej Luftwaffe (tłum. Witold Banacki), „Kociewski Magazyn Regionalny”, kwiecień–maj–czerwiec Tczew 2004, s. 38.

5. F. Halder, dz. cyt., s.47.

6. Ireneusz Modzelewski, Nim w Tczewie spadły pierwsze bomby [w:] Wojna zaczęła się w Tczewie, Kociewski Kantor Edytorski, Tczew 1996, s.6.

7. Tamże.

8. Konrad Ciechanowski, Armia „Pomorze”, Warszawa 1983, s.72.

9. Józef Golicki, Album Tczewski, lata 1900–1945. Tczew i jego mieszkańcy w czasie I i II wojny światowej, Tczew 2009, s.50.

10. Stefan Linowski, Dzieje Tczewa w latach 1939–1965, Tczew 1977, s.11.

11. I. Modzelewski, dz. cyt., s. 7.

12. J. Golicki, dz. cyt., s. 50.

13. Kazimierz Ickiewicz, Aktion Zug. Zbrodnia w Szymankowie [w:] Wojna zaczęła się w Tczewie, dz. cyt., s.19.

14. Bomby Bruno Dilleya…, dz. cyt., s. 39.

15. Tamże.

16. Jan Kamiński, Wojna i tczewskie mosty, „Kociewski Magazyn Regionalny” nr 2, Tczew 1998, s. 52.

17. Walenty Faterkowski, Wspomnienia wojenne i powojenne Walentego Faterkowskiego, Nowa Sól 2009, s. 17.

18. K. Ickiewicz, dz. cyt., s. 14.

19. I. Modzelewski, dz. cyt., s. 7.

20. K. Ciechanowski, dz. cyt., s. 112.

21. W. Faterkowski, dz. cyt., s. 18.

22. S. Linowski, dz. cyt., s. 15.

23. Jakub Borkowicz, Walki o Tczew w dniu 1 września 1939 roku, „Teki Kociewskie” Zeszyt 3, Tczew 2009, s. 68.

24. Kazimierz Ickiewicz, Obrona historycznych mostów na Wiśle 1 września 1939 roku, „Teki Kociewskie” Zeszyt 3, Tczew 2009, s. 74.

25. W. Faterkowski, dz. cyt., s. 18.

26. K. Ickiewicz, Obrona historycznych mostów…, dz. cyt., s. 74.

27. J. Golicki, dz. cyt., s.51.

28. Mariusz Wójtowicz-Podhorski, Westerplatte – tu zaczęła się wojna, „Disputatio” Tom V, Gdańsk 2008, s.49.

Przemysław Zieliński