Bułgarskie ministerstwo obrony zwróciło się do Stanów Zjednoczonych z prośbą o zgodę na sprzedaż kolejnych ośmiu myśliwców wielozadaniowych F-16 Block 70 wraz z pakietem uzbrojenia powietrze–powietrze i powietrze–ziemia. Jeśli transakcja dojdzie do skutku, będzie to oznaczało podwojenie liczby Viperów służących w bułgarskim lotnictwie. Umowę w sprawie zakupu pierwszej ósemki zawarto w lipcu 2019 roku.

Należy podkreślić, że Bułgaria nie zamówiła nowych myśliwców. Wokół tego właśnie podejrzenia – jakoby zamówienie już złożono – rozegrał się w Sofii kilka dni temu mały skandal polityczny. Georgi Panajotow, minister obrony w przejściowym rządzie Stefana Janewa, musiał się gęsto tłumaczyć.

Problem w tym, że rząd przejściowy nie powinien podejmować decyzji o znaczeniu strategicznym, tak aby nie wiązać rąk przyszłej, stałej radzie ministrów. Zakup dodatkowych samolotów bojowych zaliczałby się do takich decyzji. Panajotow stawił się więc przed deputowanymi Zgromadzenia Narodowego i wyjaśnił, że jego resort jedynie wystosował prośbę o sformułowanie oferty (formalnie w prawodawstwie amerykańskim nosi ona nazwę Letter of Offer and Acceptance, w skrócie LOA), która powinna nadejść w ciągu mniej więcej pół roku.



Panajotow podkreślił, że nie oznacza to jeszcze formalnego rozpoczęcia procedury zakupu i że rząd przejściowy nie zobowiązał się do niczego, co w jakikolwiek sposób wiązałoby władze bułgarskie. Jest to de facto tylko prośba o informację, ile kosztowałaby kolejna partia myśliwców i na jakich warunkach byłaby dostarczona.

Niemniej minister przypomniał deputowanym, że miał powody, aby czuć się uprawiony do poczynienia wstępnych przygotowań. Pozyskanie kolejnych F-16 już wcześniej ujęto w planach rozwoju sił zbrojnych sformułowanych w poprzednich kadencjach. Docelowo bułgarskie wojska lotnicze mają bowiem posiadać jedną pełną eskadrę nowoczesnych samolotów bojowych, czyli właśnie około szesnastu maszyn. “Z połową konia niczego się nie zdziała”, stwierdził minister.

Co więcej, jeszcze za kadencji Krasimira Karakaczanowa wystosowano jedną prośbę o sformułowanie LOA, lecz otrzymana w lutym odpowiedź była niewystarczająco konkretna, w związku z czym nowa prośba jest w praktyce jedynie uzupełnieniem kroku podjętego wcześniej przez stałego szefa resortu. W tej kwestii spotkał się zresztą z oskarżeniami o ślepe podążanie za decyzjami poprzedniego rządu, a Borislaw Gucanow z Bułgarskiej Partii Socjalistycznej kwestionował cały plan zakupu F-16.

– Najbiedniejszy kraj Unii Europejskiej kupuje osiem papierowych samolotów – powiedział Gucanow.



Wreszcie Panajotow oświadczył, że skoro ostateczną decyzję o zakupie samolotów musi zatwierdzić parlament, jego decyzja i tak w żaden sposób nie naraziła skarbu państwa, gdyż wszelkie jego decyzje podjęte samodzielnie i tak byłyby nieważne.

W ostatecznym rozrachunku wydaje się, że minister skutecznie wyjaśnił deputowanym, jak wygląda procedura, i że prędzej czy później zakup dojdzie do skutku. Ale nie da się nie zauważyć, że dotychczasowa historia bułgarskich F-16 to istna telenowela.

19 lipca 2019 roku bułgarski parlament w głosowaniu zaaprobował zakup ośmiu F-16 Block 70 (sześciu jednomiejscowych i dwóch dwumiejscowych) za 1,25 miliarda dolarów. W Bułgarii podniosły się głosy, że jest to zbyt wysoka cena, zwłaszcza że w zamówionym pakiecie uzbrojenia brakowało bomb kierowanych, ograniczono się jedynie do dwudziestu czterech bomb Mk 82. Dodatkowo pakiet szkoleniowy zmniejszono z szesnastu pilotów do dwunastu, a dla mechaników – z siedemdziesięciu pięciu do sześćdziesięciu pięciu.

Tak oto wkrótce później prezydent Rumen Radew zdecydował się na skorzystanie z prawa weta wobec ustawy zatwierdzającej pozyskanie F-16. Według Radewa gwałtowna debata parlamentarna dowiodła, iż porozumienie ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie zakupu samolotów nie cieszy się poparciem opinii publicznej.



– Związanie się Republiki Bułgarii wieloletnimi zobowiązaniami bez konsensusu narodowego i przekonania co do wzajemnie możliwych do przyjęcia warunków porozumienia jest skrajnie niepokojące – oświadczył Rumen Radew, który w latach 2014–2016 pełnił funkcję dowódcy bułgarskich sił powietrznych. – Bułgaria potrzebuje samolotu wielozadaniowego, a cechę tę uzyskuje się nie tylko poprzez jego możliwości, ale także przez kompletny pakiet wyposażenia, osprzętu i szkolenia. Opinia publiczne musi otrzymać jednoznaczną odpowiedź, czy kontrakt prowadzi do uzyskania takiego efektu.

Nie na wiele się to zdało. Nim lipiec dobiegł końca, bułgarski parlament odrzucił weto głosami 128 z 240 deputowanych. Przewodniczący parlamentarnej komisji obrony Konstantin Popow stwierdził, że weto prezydenta Radewa było niepotrzebne i nieuzasadnione. Niedługo później pierwszymi pilotami wytypowanymi do szkolenia zostali: major Stojan Petkow, kapitan Aleksander Welinow, kapitan Todor Todorow i porucznik Simeon Georgiew.



Bułgarski MiG-29UB.
(US Air Force / Airman 1st Class Brooke Moeder)

Pod koniec ubiegłego roku ogłoszono, że Bułgaria otrzyma dwa dodatkowe nielotne F-16, które posłużą jako naziemna pomoc szkoleniowa. Samoloty przekazano w ramach programu Excess Defense Articles, umożliwiającego sprzedaż lub przekazywanie wycofanego uzbrojenia sojusznikom Stanów Zjednoczonych. Na tej samej zasadzie dwa F-16A kilka lat temu otrzymała również Polska.

Obecnie bułgarskie wojska lotnicze posiadają czternaście MiG-ów-29 (jeden rozbił się dwa miesiące temu) i kilkanaście Su-25, z których lata około siedmiu. Rok temu pisaliśmy, że lotnictwo planuje wykonać naprawy kolejnych śmigłowców Mi-17 i Mi-24 oraz zapewnić wsparcie logistyczne dla MiG-ów-29, a dodatkowo planowane jest przywrócenie do służby Su-25. Rząd zawarł już ramową umowę z rosyjską firmą RSK MIG, a w sprawie Su-25 – z białoruskimi 558. Lotniczymi Zakładami Remontowymi. Cały projekt utrzymania Fulcrumów w zdatności do latania ma kosztować około 40 milionów euro. W ramach umowy rosyjska firma gwarantuje dostępność samolotów na łącznym rocznym poziomie 1450 godzin.

Zobacz też: USMC chce uzbrojenia ofensywnego na okrętach desantowych

Lockheed Martin