Kierunek dalszego rozwoju sił zbrojnych Republiki Chińskiej od lat stanowi kość niezgody między Tajpej a Waszyngtonem. Presja ze strony amerykańskiego sojusznika i obserwacja wojny rosyjsko-ukraińskiej robią jednak swoje. Znacząco wzrastają nakłady na rozwój systemów bezzałogowych, co wyraźnie widać na Taipei Aerospace & Defense Technology Exhibition (TADTE), której część branżowa dobiegła końca dziś.

Wobec drastycznej dysproporcji sił na korzyść Chińskiej Republiki Ludowej Tajwan musi stawiać na rozwiązania asymetryczne. Wielkim orędownikiem takiego podejścia jest były szef sztabu generalnego generał Lee Hsi-ming. Za czasów Lee w sztabie generalnym powstała „Całościowa Koncepcja Obrony”, będąca mieszaniną działań kon­wen­cjo­nal­nych i niekon­wen­cjo­nal­nych z szerokim wykorzystaniem systemów bezzałogowych. Głównym postulatem generała było pozyskanie małych, mobilnych i niedrogich systemów uzbrojenia, które mogłyby przetrwać pierwszy atak z kontynentu, a następnie skutecznie walczyć z siłami inwazyjnymi.

Zdaniem Lee konwencjonalne systemy, takie jak czołgi, okręty podwodne i samoloty, generują wysokie koszty, przez co brakuje środków na zakup tańszych systemów, które inaczej można by wystawić w dużych ilościach. Podobnego zdania są Pentagon i analitycy z amerykańskich think tanków. Finałem tej ścieżki myślenia jest „krajobraz piekieł” (hellscape), termin wymyślony przez byłego dowódcę INDOPACOM-u, admirała Johna Aquilino.

Sprawa nie jest jednak taka prosta. Lee domaga się rewolucji w siłach zbrojnych, a to nigdy nie jest dobrze przyjmowane. Do tego Tajwan potrzebuje uzbrojenia konwencjonalnego, takiego jak czołgi podstawowe M1A2T, myśliwce i okręty. Po pierwsze: myśliwce są konieczne do prze­chwy­ty­wania chińskich samolotów naru­sza­ją­cych tajwańską strefę identyfikacji powietrz­nej i obserwacji okrętów krążących wokół wyspy. Bez takiej demonstracji obecności i czujności Pekin mógłby się jeszcze bardziej rozochocić. Po drugie: bezzałogowce nie wygrywają samodzielnie wojen, przynajmniej w dającej się przewidzieć przyszłości.

Nie zmienia to faktu, że Tajpej przystąpiło energiczniej do rozwijania systemów bezzałogowych dopiero w ubiegłym roku, gdy w fotelu prezydenta zasiadł Lai Ching-te. Jego rząd przystąpił do rozwoju produkcji dronów i tworzenia dla nich bezpiecznych łańcuchów dostaw. Plany na tym polu są niezwykle ambitne. Tajwan ma stać się globalnym centrum produkcji bezzałogowców. W ciągu najbliższych czterech lat siły zbrojne i agencje rządowe mają pozyskać 47 tysięcy dronów, zaś do roku 2028 krajowa produkcja ma osiągnąć poziom 180 tysięcy sztuk rocznie. Biorąc pod uwagę rosnącą skalę zastosowania systemów bezzałogowych. ma to sens, gorzej z wykonaniem.

Według tajwańskiego think tanku DSET krajowe zdolności produkcyjne wynoszą obecnie 8–⁠10 tysięcy dronów rocznie. Pomimo znacznych postępów i rządowego wsparcia dla branży osiągnięcie wyznaczonego przez władze poziomu pozostaje mrzonką. DSET wskazuje jeszcze na istotny paradoks w dalszym rozwoju produkcji bezzałogowców na Tajwanie. Głównym motorem rozwoju jest eksport do Stanów Zjednoczonych, zarówno jeśli chodzi o rynek zbytu, jak i o napływający kapitał inwestycyjny. Jednak w obliczu planowanego przez administracją Donalda Trumpa rozwinięcia krajowej produkcji dronów Tajwan staje w obliczu ryzyka zepchnięcia na dalszy plan.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MARZEC BEZ REKLAM GOOGLE 90%

Stąd też szukanie alternatyw. We wrześniu ubiegłego roku pod egidą ministerstwa gospodarki powstał Taiwan Excellence Drone International Business Opportunities Alliance (TEDIBOA, tajwański międzynarodowy sojusz na rzecz szans biznesowych doskonalenia dronów). Głównym celem organizacji zrzeszającej tajwańskie firmy z branży jest rozwój współpracy z zagranicznymi partnerami z sektora prywatnego. Oprócz Stanów Zjednoczonych organizacja szuka partnerstwa z firmami z Japonii i Europy. Szczególne nadzieje wiązane są ze współpracą z Japonią. W czerwcu tego roku podczas targów Japan Drone 2025 TEDIBOA podpisała listy intencyjne z Japońskim Konsorcjum Dronowym i Japońskim Stowarzyszeniem Rozwoju Przemysłowego BSP. Według Chuang Hsiu-mei, przewodniczącej TEDIBOA i wiceprezeski firmy AIDC, branże dronowe obu krajów są komplementarne.

Również w czerwcu rząd Republiki Chińskiej podpisał umowę o współpracy z Auterionem, niemiecko-amerykańskim dostawcą oprogramowania dla systemów bezzałogowych. Oferta firmy dotyczy bezzałogowców powietrznych, lądowych i morskich, a użytkownikami jej rozwiązań są siły zbrojne Ukrainy, Niemiec, Holandii i Wielkiej Brytanii, a także amerykańska piechota morska. Prezes Auteriona, Lorenz Meier, w rozmowie z Nikkei Asia częściowo podzielił obawy DSET. W jego opinii, ażeby odstraszyć agresję, bezzałogowce wszelkich klas i typów muszą być liczone w setkach tysięcy, jeśli nie w milionach. Nie ma tutaj żadnej alternatywy. Podkreślił przy tym, że nie można produkować wszystkiego na eksport. Jeżeli Tajwan poważnie myśli o rozwoju produkcji bezzałogowców na wielką skalę, konieczny jest odpowiednio duży popyt krajowy.

– W ramach kolejnego cyklu budżetowego oczekujemy znacznych zakupów krajowych oraz zaktualizowanej struktury wojska, w której drony zostaną włączone do podstawowych sił – stwierdził Meier.

Amunicja krążąca czy pociski manewrujące?

Pociski manewrujące i balistyczne odgrywają dużą rolę w tajwańskich koncepcjach odstraszania, o których szerzej pisaliśmy tutaj. Wojna rosyjsko-ukraińska doprowadziła do gwałtownego rozwoju amunicji krążącej, w tym systemów dalekiego zasięgu, z powodzeniem wykorzystywanych przez Ukrainę. W przypadku tej ostatniej podklasy granica między amunicją krążącą a pociskami manewrującymi staje się coraz bardziej rozmyta. Systemy bezzałogowe spełniają wymagania wojskowych odnośnie tanich pocisków manewrujących, które można produkować w dużej liczbie i masowo stosować na polu walki, przytłaczając obronę przeciwlotniczą przeciwnika. Tajwan szybko wykorzystał nadarzającą się okazję.

Na TADTE pokazano dwa typy amunicji krążącej dalekiego zasięgu vel tanich pocisków manewrujących. Pierwszym jest Chieng Feng IV (potężny szerszeń), opracowany przez państwowy instytut badawczy NCSIST i amerykańską firmę Kratos. Pocisk powstał w oparciu o cel latający MQM-178 Firejet Kratosa. Chieng Feng IV ma być systemem wielozadaniowym, zależnie od zainstalowanego modułu może pełnić funkcję uderzeniową lub rozpoznawczą. Bezzałogowiec ma osiągać prędkość maksymalną Mach 0,8 i pułap rzędu 35 tysięcy stóp (10 668 metrów).

Pochodzenie od celu latającego powoduje jednak pewne ograniczenia. MQM-178 może przenosić w kadłubie ładunek użyteczny o masie około 32 kilogramów. Pod każdym skrzydłem można podwiesić dodatkowe ładunki o masie po 16 kilogramów, a na końcach skrzydeł – kolejne o masie po 9 kilogramów. Chieng Feng ,prezentujący nieco lepsze charakterystyki, może zapewne zabrać większy ładunek, ale nie należy się spodziewać jego skokowego wzrostu. NCSIST podkreśla przy tym, że ładunek bojowy będzie podwieszany pod skrzydłami.

Jak jednak widać na krótkim filmie opublikowanym przez instytut, nie chodzi o jak największą masę głowicy bojowej. Chieng Feng IV mają być produkowane i stosowane masowo, tak by saturować obronę chińskiej floty inwazyjnej.

Okręty nie mają być zresztą jedynym celem bezzałogowców. Oprócz nich Chieng Feng IV są projektowane z myślą o zwalczaniu śmigłowców. Biorąc pod uwagę wagę, jaką ChALW przykłada do desantu śmigłowcowego w pierwszym etapie inwazji, jest to interesujące, chociaż niekonwencjonalne rozwiązanie. Nie powinno być w tym jednak zaskoczenia. W sierpniu należący do kolumbijskiej policji Black Hawk został zestrzelony przez drona FPV podczas akcji przeciwko uprawom koki. Skoro drony stały się zagrożeniem dla wozów bojowych, to dlaczego nie dla wiropłatów?

Do tego Chieng Feng IV to element szerszej rodziny rozwijanej przez NCSIST we współpracy z różnymi firmami. Jej pierwszym przedstawicielem jest Chieng Feng I, będący klasyczną lekka amunicją krążącą, przenoszoną przez żołnierzy. Kolejny to Chieng Feng II, który jest z grubsza odpowiednikiem Szahedów, chociaż wyposażonym w możliwość operowania w roju. Jest też Chieng Feng III, uderzeniowy bezzałogowiec pionowego startu.

Następny amerykański partner to Anduril. Firma otworzyła na początku sierpnia biuro przedstawicielskie na Tajwanie. Przy tej okazji poinformowano o dostawie pierwszej transzy amunicji krążącej Altius 600M, od przeszło dwóch lat stosowanej przez Ukraińców. Ogłoszony w ubiegłym roku kontrakt wywołał sporo kontrowersji. Departament Stanu zaakceptował sprzedaż Tajwanowi 720 sztuk amunicji krążącej SwitchBlade 300 za 60,2 miliona dolarów i 291 Altiusów 600M za 300 milionów dolarów. Skąd tak duża różnica? Jak zawsze ceny podane do publicznej wiadomości przez waszyngtońską administrację nie są ostateczne. Po drugie, jak wynika z komunikatów, Tajwan zamówił specjalnie skonfigurowaną wersję Altiusa, cechującą się zwiększonym zasięgiem, wymienną głowicą pozwalającą na prowadzenie różnorodnych misji oraz możliwością startu z platform lądowych, powietrznych i morskich. Można więc założyć, że to Tajpej finansuje prace badawczo-rozwojowe.

Na TADTE Anduril przedstawił szeroką gamę swoich produktów w tym „torpedopodobną” amunicję morską Copperhead. Podstawowymi założeniami tego projektu są możliwość szybkiego urucho­mie­nia masowej produkcji, szerokie wykorzystanie sztucznej inteligencji, umożliwiającej autonomiczną żeglugę podwodną, zastosowanie łączności akustycznej do komunikacji z innymi pojazdami podwodnymi, a radiowej do komuni­kacji z jednostkami nawodnymi. Copperhead wydaje się więc atrakcyjną opcją dla Tajwanu.

Większą uwagę przykuł nieznany wcześniej pocisk manewrujący Barracuda-500 opracowany wspólnie z NCSIST. Niestety nie podano żadnych konkretnych informacji poza tym, że Barracuda ma być tania, produkowana masowo, na szeroką skalę wykorzystywać elementy sztucznej inteligencji i koncentrować się na zwalczaniu celów nawodnych. NCSIST chce utrzymać koszt jednostkowy poniżej 6,5 miliona dolarów tajwańskich (780 tysięcy złotych przy obecnym kursie)

W powietrzu

Zainteresowanie tajwańskiego wojska, a przynajmniej firm, idzie nie tylko w kierunku systemów uderzeniowych. Podczas TADTE tajwańskie AIDC i Thunder Tiger ogłosiły partnerstwo z amerykańskim Shield AI. Celem projektu jest opracowanie autonomicznego wiropłata, który otrzymał już oznaczenie T-400.

Cele stawiane sobie przez partnerów są ambitne, wirnik główny ma bowiem mieć średnicę czterech metrów. Thunder Tiger odpowiadać będzie za projekt i produkcję, AIDC zapewni wsparcie w takich dziedzinach, jak analiza strukturalna płatowca, redukcja drgań i rozpraszanie ciepła, zaś Shield AI ma dostarczyć oprogramowanie, odpowiadać będzie także za szkolenie operatorów. Umowa zakłada wsparcie dla amerykańskiej firmy w wejściu na tajwański rynek

T-400 rozwijany jest nie tylko z myślą o wojsku. Oprócz zadań rozpoznawczych ma wypełniać również między innymi misje transportowe w niedużej odległości od brzegu, wspomagać rybaków i dokonywać inspekcji morskich farm wiatrowych. Bezzałogowiec ma otrzymać głowicę optoelektroniczną oraz radar z syntetyczną aperturą amerykańskiej firmy IMSAR. Konsorcjum nie podaje jakiegokolwiek harmonogramu prac.

Obrona przeciwrakietowa

Same pociski manewrujące i amunicja krążąca do odparcia inwazji z kontynentu nie wystarczą. Równie istotna kwestią jest obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa. Jedną z opcji jest laser bojowy rozwijany przez NCSIST. Tego typu uzbrojenie budzi kontrowersje dotyczące jego skuteczności, nie poradzi sobie też ze wszystkimi zagrożeniami. Stąd prezentacja na TADTE systemu przeciwrakietowego Chiang Kung/TK-4 (Mocny Łuk), będącego uzupełnieniem systemów Tien Kung III (Niebiański Łuk) i Patriot.

Chiang Kung miał już nawet wejść do produkcji, ale NCSIST bardzo oszczędnie dawkuje informacje na jego temat, a te podawane są niejednoznaczne. System ma zwalczać taktyczne pociski balistyczne w środkowej fazie lotu. Podana wysokość maksymalna przechwytywania celu to 73 kilometrów. Tajwańczycy zrezygnowali z interceptora niszczącego wrogi pocisk energia kinetyczną i postawili na bardziej klasyczną głowicę odłamkową.

Dwustopniowy pocisk w pierwszej fazie lotu wykorzystuje naprowadzanie inercyjne i korektę trajektorii na podstawie danych przesyłanych z naziemnego stanowiska dowodzenia, czerpiącego dane z radaru klasy AESA. W końcowej fazie lotu pocisk przechodzi na aktywne naprowadzanie radarowe.

Ogólna konstrukcja i sposób zwalczania celów przez Chiang Kung są bardzo podobne do izraelskiego Chec 2 (Arrow). Nie ma wprawdzie żadnych poszlak wskazujących na współpracę z Izraelem, jeżeli jednak coś jest na rzeczy, nie byłby to pierwszy taki przypadek. Tajwański pocisk przeciwokrętowy HF I powstał w oparciu o izraelskiego Gabriela 1.

NCSIST / Kratos