W pierwszej części opowiedzieliśmy już o konwersjach F-101A/C do wersji rozpoznawczych dla Lotniczej Gwardii Narodowej. Egzemplarze te miały względnie spokojną służbę, pozbawioną jaskrawych epizodów. Zupełnie inaczej miała się sprawa z rozpoznaw­czymi Voodoo produ­ko­wa­nymi od podstaw do tej roli. To właśnie w tym miejscu przechodzimy do clou historii F-101.

Przeczytaj pierwszą część tutaj.

W styczniu 1953 roku SAC wyraził zapotrzebo­wa­nie na nowe odrzutowe samoloty rozpoz­naw­cze dla zastąpienia RF-84F Thunderflashów i wystosował zamówienie dla McDonnella na opracowanie maszyny tego rodzaju na bazie Voodoo. Było to swoiste rozpoznanie rynku, bez gwarancji większych zamówień. McDonnell stanął jednak na wysokości zadania. Konwersji poddano egzemplarze numer 16 i 19, zanim jeszcze zeszły z linii montażowej. Początkowo planowano opracowanie szybkowymiennego nosa, tak aby samolot mógł wykonywać zadania rozpoznawcze lub bojowe, w zależności od potrzeb, ale w końcu postawiono na prostszą technicznie i tańszą konstrukcję stałą.

W wydłużonym nosie zamiast czterech działek znalazły się cztery aparaty1. Kolejne dwa umieszczono za kabiną, w miejscu zajmowanym dotąd przez amunicję do działek (przez co konieczne było też nieznaczne zmniejszenie pojemności wewnętrznych zbiorników paliwa). Ich zestaw ewoluował na przestrzeni lat, często był też zmieniany na podstawie bieżących potrzeb.

Ten artykuł powstał dzięki naszym Subedejom, wspierającym Konflikty na Patronite.pl. Są to:

Alex B • Andrzej N. • Jacek Zagrodzki • Łukasz Paweł • Marcin Ślimak • dwóch Patronów anonimowych

Serdecznie dziękujemy za wsparcie i zaufanie.

Czytelnicy, którzy chcieliby dołączyć do grona Subedejów (lub którejś innej grupy naszych Patronów), mogą kliknąć tutaj, aby przenieść się na nasz profil na Patronite.pl.

Ponadto obecnie wszyscy Patroni – nie tylko Subedejowie – mają dostęp do wersji „beta” niektórych naszych artykułów.

Wszystkie artykuły, które powstały dzięki wsparciu Subedejów, znajdują się tutaj.

Początkowo zestaw aparatów wyglądał następująco. Za kabiną umiesz­czono parę aparatów Fairchild KA-1 o ogniskowej długości 91,5 centymetra, odchylo­nych o 28 stopni w lewo i prawo, prze­zna­czoną do wykonywania zdjęć panora­micz­nych z dużej wysokości (powyżej 6400 metrów). W nosie instalowano zaś pakiet aparatów Fairchild KA-2 o ognisko­wej długości 15 centymetrów do robienia zdjęć z małej wysokości. Jeden z tych czterech patrzył na wprost, drugi – pionowo w dół, a ostat­nie dwa – na boki pod kątem w dół. Pozostawiono możliwość tankowania zarówno poprzez giętki przewód (uży­wany przez KB-50J2), jak i poprzez sztywny wysięgnik (używany przez KC-97 i KC-135). W ten sposób powstał pierwszy naddźwiękowy samolot rozpoz­naw­czy w amerykańskim lotnictwie.

Pierwszy z dwóch YRF-101A, numer seryjny 54-149, wzniósł się w powietrze w St. Louis 30 czerwca 1955 roku. Po udanym cyklu prób pierwsze egzemplarze seryjne dostar­czono 6 maja 1957 roku już nie do jednostek SAC‑u (który po drodze wycofał się z dotych­cza­so­wego zapo­trze­bo­wa­nia), ale do 363. Taktycz­nego Skrzydła Rozpoz­naw­czego w bazie Shaw w Karoli­nie Południo­wej, latającego dotąd na RF-84F. Piloci byli zachwyceni tą zmianą. Kapitan Paul Hodges określił ją jako „prze­siadkę z roweru na Harleya Davidsona”. Zwróćmy też uwagę, że RF-101A trafiły w ręce pilotów ledwie cztery dni po przyjęciu do służby pierwszych F-101A.

RF-101C 56-0053) z wysuniętym odbierakiem paliwa do tankowania w powietrzu.
(US Air Force)

Początkowo większość samolotów trafiała do jednos­tek bez apara­tów fotogra­ficz­nych lub, w najlepszym razie, ze zdekompleto­wa­nymi zesta­wami. Wciąż istniały zaległości w dostawach aparatów, kiedy w paź­dzier­niku tego samego roku ostatni, trzydziesty piąty, RF-101A został przekazany użyt­kow­ni­kowi. Tymcza­sem linia w zakładach McDonnella została przestawiona na produkcję RF-101C.

O ile F-101A i F-101C były prawie nie do odróżnienia, o ile nie sprawdziło się numerów seryj­nych albo nie zerknęło pod poszycie, o tyle wersje rozpoznawcze cechowały się jedną kluczową różnicą zewnętrzną, choć niewidoczną na pierwszy rzut oka: w RF-101C zachowano możliwość przenosze­nia bomby nuklearnej na węźle podkadłu­bo­wym. Początkowo RF-101C były wypo­sa­żone w jeden aparat fotogra­ficzny Fairchild KA-2 skierowany do przodu, umieszczony za nim pakiet kolejnych trzech KA-2 i dwa aparaty KA-1 skierowane w dół.

O tym, jakiej ekwilibrystyki wymagało należyte wykonywanie zdjęć, opowiada pułkownik RAF-u Nigel Walpole, który w 1960 roku przybył do bazy Shaw w ramach programu wymiany:

Poleciałem do bazy Nellis z Las Vegas z moim mentorem, kapita­nem Alem Runya­nem, aby wykonać pierwsze zadanie „operacyjne”: mozaikę jede­nastu linii nad pustynnym poligonem w Nevadzie. […] 6-calowy aparat pionowy KA-2 uży­wany był do stworzenia z dużej wysokości mozaiki w skali 1:50 000; wszystkie fotografie wykonywało się na zakładkę wzdłuż jede­nastu równoleg­łych linii. Było to nie lada wyzwanie dla dla pilota, który dotąd latał samolotami myśliwsko-rozpoz­naw­czymi na małej wyso­ko­ści i dopiero niedawno liznął foto­grafii wysokoś­cio­wej, a ponadto w tej części pustyni trudno było o punkty orien­ta­cyjne, które mogłyby zapewnić wymaganą precyzję. Co więcej, niezbęd­ne było czyste niebo poniżej samolotu, a o tej porze roku można się go było spodzie­wać jedynie wczesnym rankiem. […] wstałem 11 czerwca o godzinie 4.00 i byłem nad obsza­rem doce­lo­wym o 5.30. Być może to zdumiewające, ale wszystko poszło dobrze. Jeszcze tego samego dnia setki fotografii walały się po podłodze w ogrom­nym pomiesz­cze­niu w bloku operacyjnym Nellis. Wypa­dało wypić kilka piw. […] Oficera wysokiej rangi z Nellis, poproszonego o zapoznanie się z wyni­kiem misji, zamuro­wało, kiedy dowiedział się, że lot został wykonany przez „obco­kra­jowca” bez dopuszczeń niezbędnych, aby latać nad ściśle tajnym obsza­rem. Ów czcigodny oficer, który najpew­niej widział gwiazdy spadające mu przed oczami, nie dał się udobruchać argumentami, iż pilot, ściśle skupiony na pilo­tażu, nie mógł zobaczyć praktycznie niczego istotnego, a jeszcze mniej by roz­poz­nał, kiedy leciał na takiej wysokości. Wszystko to jak grochem o ścianę – nakazano mi natychmiastowy powrót do Shaw.

Schemat rozmieszczenia aparatów fotograficznych w przedziale nosowym RF-101C. Tu mamy aparat KA-2 na stanowisku przednim oraz „wachlarz” aparatów KA-2 (w środku) i KA-1 (po bokach).
(US Air Force)

Pierwsze RF-101C dostarczono do dwóch eskadr (20. i 29.) z czterech wchodzących w skład szkolnego 432. Taktycznego Dywizjonu Rozpoznawczego w bazie Shaw we wrześniu 1957 roku. Notabene normą było przydzielanie do służby na RF-101 ofice­rów w stopniu kapitana, mają­cych już za sobą służbę na co najmniej jednym typie „szyb­kiego odrzutowca”. Pięć miesięcy później dywizjon przeformo­wano w 432. Skrzydło i wydzielono w nim kolejne dwie eskadry, 17. i 18., także na RF-101C. Pozostałe dwie eskadry (41. i 43.) w tym samym czasie przesiadły się na samoloty walki elektro­nicz­nej Douglas EB-66 Destroyer. Również wiosną 1958 roku RF-101C trafiły do Europy – do 66. Tak­tycz­nego Skrzydła Rozpoznawczego, stacjo­nu­ją­cego jeszcze w niemiec­kiej bazie Sembach, ale szykującego się do przepro­wadzki do Laon‑Couv­ron w pół­noc­nej Francji. W skład 66. Skrzydła wcho­dziły eskadry wypo­sa­żone w RF-101C: 32. i 38., obie stacjonujące w Phals­bourgu tuż przy granicy z Niem­cami (ale jeszcze w paź­dzier­niku 1960 roku obie przenie­siono do Toul-Rosières).

Akurat w czasie, kiedy 66. Skrzydło wprowadzało się do Laon, w Libanie wybuchł kryzys. Prezy­dent Libanu Kamil Szamun, obawiając się przewrotu ste­ro­wa­nego z Moskwy, poprosił o interwen­cję prezydenta Dwighta D. Eisen­ho­wera. I tak, kiedy 15 lipca żołnierze amerykańskiej piechoty morskiej i wojsk lądo­wych desan­to­wali się na południe od Bejrutu, o godzinie 5.00 rano czasu lokal­nego 66. Skrzydło zostało postawione w stan gotowości i mogło zostać w każdej chwili zadys­po­no­wane do przebazowania na Bliski Wschód. Ostatecznie nie było takiej potrzeby, ale sześć RF-101 z 18. Eskadry z Shaw przeba­zo­wano w tym okresie do İncirlik w Turcji na dziewięć­dzie­siąt dziewięć dni. Piloci mieli pełne ręce roboty. Sam dowódca kontyngentu, kapitan Ray Schre­cen­gost, wykonał czterdzieści cztery loty nad Libanem, natomiast porucznik Gustav Klatt stał się pierw­szym pilotem Voodoo, którego samolot został trafiony (na szczęście tylko kulą z broni auto­ma­tycz­nej). Z oboma lotnikami spotkamy się jeszcze w tym artykule.

Z końcem 1958 roku po naszej stronie Atlan­tyku stacjono­wało trzy­dzie­ści RF-101C – dwie eskadry we Francji i jedna w marokańskiej bazie An-Nawasir pod Casa­blancą, będącej też jedną z głównych baz SAC‑u (obecnie jest to główny między­naro­dowy port lotniczy w Maroku). Jako że pogoda w północnej Francji bywa różna, szkolenie pilotów rozpoznaw­czych europej­skiego komponentu USAF‑u odby­wało się właśnie w Maroku, a baza An-Nawasir zyskała przydomek „Baza Słoneczna”. Jej dni były jednak poli­czone. Po uzyska­niu niepodleg­łości przez Maroko król Muham­mad V zażądał, aby siły amery­kań­skie opuściły jego kraj. Amery­ka­nie wycofali się w grudniu roku 1959.

RF-101C z wysta­wio­nym zbiorem aparatów fotograficznych. Widoczne są także otwarte komory na aparaty – w czubku nosa, z boku nosa i za kabiną (pod ozna­cze­niem przynależ­ności państwo­wej). W tej ostatniej na potrzeby wystawy opuszczono aparaty KA-1, tego samego typu co największa para w rządku przed samolotem.
(US Air Force)

Royal Flush

Łącznie powstało 166 RF-101C. Ostatni, dostarczony 31 marca 1959 roku, był jednocześ­nie ostatnim jednomiejscowym Voodoo, który zjechał z linii produkcyjnej. Już w kwietniu tego samego roku 432. Skrzydło dezaktywowano. 17. i 18. Eskadrę wpięto w 66. Skrzydło, tymczasem 20. i 29. Eskadrę podporządkowano 363. Skrzydłu.

Przez kilka kolejnych lat eskadry stacjonujące we Francji żyły sobie normalnym rytmem, z jednym tylko wyłomem: wiosną 1962 roku 38. Eskadra przeprowa­dziła się do niemieckiego Ramstein, a 32. Eskadra – do Laon. Oczywiście nie znaczy to, że piloci RF-101 po prostu siedzieli i zbijali bąki, czy to we Francji, czy w Niemczech. W czasie pokoju podstawowym zadaniem lotnika wojskowego jest ćwiczyć. Toteż 66. Skrzydło ćwiczyło. A wśród ćwiczeń największym zaintereso­wa­niem cieszyły się organi­zo­wane od 1956 roku doroczne zawody „Royal Flush”, podczas których NATO‑wskie eskadry rozpoznawcze rywalizowały o miano najlep­szej i naj­sku­tecz­niej­szej3. Nigel Walpole wspomina, że z biegiem lat aspekt sportowy coraz bardziej brał górę nad ćwiczebnym, organizatorzy ustalali zasady „tak, aby udobruchać najhałaśliwsze głosy”, pojawiały się nawet oszustwa.

Walpole sądzi również, że przebazowanie 38. Eskadry do Ramstein i uzbrojenie jej RF-101C w broń nuklearną miało bezpośredni związek z kryzysem berlińskim w 1961 roku. Wprawdzie w Ram­stein stacjonowały już F-100 Super Sabre’y z 417. Taktycznej Eskadry Myśliwskiej mogące przenosić bomby nuklearne, ale planiści doszli do wniosku, iż te samoloty być może będzie trzeba przeznaczyć do zadań eskortowych. I tak oto, jak na ironię w kontekście historii Voodoo, podjęto decyzję, że RF-101C będą przenosiły „broń specjalną”. Każdy pilot 38. Eskadry musiał opa­no­wać pamięciowo co najmniej jeden plan zadania bojowego z użyciem bomby nukle­ar­nej, a sama eskadra musiała wystawiać parę maszyn w gotowości do startu w ciągu piętnastu minut od ogłoszenia alarmu.

RF-101C 56-0122 z 38. Eskadry podczas pokazów w bazie Giebelstadt w Bawarii.
(W-R-Hesse-Fotos, Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe)

W kwietniu 1965 roku doszło do nieprzyjemnego incydentu: RF-101C z 38. Eskadry, pilotowany przez kapitana Joe Smitha, podczas lotu ćwiczebnego wykonywanego z Ramstein przeleciał nad zakładem produkcji wzboga­co­nego uranu Tri­cas­tin w południo­wej Francji. Voodoo został prze­chwy­cony przez francuskiego Vautoura II, wybuchł skan­dal, który sięgnął najwyższych szczebli poli­tycz­nych i wojskowych, zakład był bowiem otoczony ścisłą tajemnicą. Ale Francuzi – nie chcąc zdradzać, że dzieje się tam coś tajnego – nie wyłączyli dostępności okolicznej przestrzeni powietrz­nej. Smith i jego oficer operacyjny Don Karges nie mieli więc jak się zorientować, że coś jest nie tak.

Rzecz jasna, przesadą byłoby twierdzić, że ten jeden incydent zaważył na późniejszej decyzji prezydenta Francji Charles’a De Gaulle’a, czy nawet, że był kroplą, która przelała czarę goryczy. Mógł jednak pomóc przeko­nać nieprzekonanych decyden­tów. We wrześniu 1965 roku De Gaulle zapowie­dział wycofanie Francji z Organizacji Paktu Pół­nocno­atlan­tyc­kiego. W marcu następnego roku w liś­cie do prezydenta USA Lyndona B. John­sona De Gaulle oświad­czył wprawdzie, że Paryż nie zamierza opuszczać NATO jako takiego, ale jedynie odciąć się od ujed­no­li­co­nych struktur dowódczych Sojuszu, lecz nie zmieniło to faktu, iż amerykań­skie jednostki stacjonujące we Francji musiały sobie szukać nowego domu. We wrześniu 1966 roku 66. Skrzydło zyskało nowy dom w RAF Upper Heyford w angiel­skim hrabs­twie Oxford­shire, gdzie zdążyło jeszcze przyjąć do służby RF-4C w marcu 1969 roku i gdzie doczekało dezaktywacji 1 kwiet­nia roku następnego. 32. i 38. Eskadrę podporządko­wano wówczas 26. Taktycz­nemu Skrzydłu Roz­poz­naw­czemu.

Za to 18. Eskadra pożegnała się z Francją z przytupem. W maju 1966 roku podczas ćwiczeń „Royal Flush XI”, których centrala znajdowała się tym razem w Strasbourgu, dwaj piloci tej eskadry, Robert „Doc” Kramer i Nicholas „Mad Russian” Pishvanov, uzyskali najlepsze wyniki w historii udziału pilotów RF-101 w tej rywalizacji, a Pishva­nov zajął nawet pierwsze miejsce w swojej kate­gorii. Rok później, podczas „Royal Flush XII”, z centralą w holenderskiej bazie Twente, 18. Eskadra wreszcie zajęła pierw­sze miejsce w swojej kategorii, a Pishvanov (już major) i Ed Satter­field (także major) zajęli odpowiednio drugie i pierwsze miejsce indywidual­nie. Na dłuższą metę metody wypracowane podczas „Royal Flush” okazały się cenne w trakcie wojny wietnam­skiej, ale jedynie w ograniczonym zakresie sytuacji taktycznych.

RF-101C 56-0206 z 17. Eskadry 66. Skrzydła z Upper Heyford i nie­miecki RF-104G Star­figh­ter 24+01 z Auf­klä­rungs­geschwa­der 51 „Immelmann“.
(US Air Force / Joseph W. Brown, Jr.)

W czerwcu 1970 roku w szeregach US Air Force pozostawało już tylko czternaście RF-101A. Pozostałe padły ofiarą wypadków czy kanibalizacji albo też – jak zoba­czymy poniżej – zostały przekazane za granicę. Utrzymywanie takiej aptekar­skiej dawki mijało się z celem. Do końca następnego roku wszystkie RF-101A wycofano ze służby.

Także dawne kanadyjskie CF-101B przebudowano do konfiguracji rozpoznawczej, oznaczonej RF-101B Voodoo. Prace wykonano w latach 1971–1972 na mocy kon­traktu z grudnia 1968 roku w zakładach Ling-Temco-Vought w Greenville w stanie Karolina Południowa (gdzie obecnie produkowane są F-16 Block 70). Tu również usunięto uzbrojenie i system kontroli ognia, a zamiast nich w nowym nosie zainsta­lo­wano pakiet trzech aparatów fotograficznych KS-87B oraz dwie kamery telewi­zyjne AXQ-2, jedną skierowaną w przód i drugą w dół. Jako że były to maszyny dwumiejs­cowe, w odróżnieniu od RF-101A/C, z tylnej kabiny usunięto większość oprzyrzą­do­wa­nia, a na stanowisku pilota zainstalowano monitor pozwa­la­jący kontrolować, co widzą kamery telewizyjne.

Konwersji poddano dwadzieś­cia dwa egzemplarze. Przekazano je do 192. Taktycz­nej Eskadry Rozpoz­naw­czej Lotniczej Gwardii Naro­do­wej stanu Nevada. 192. Eskadra tymczasem odesłała wykorzystywane dotychczas RF-101H do stanu Kentucky, ta zaś mogła dzięki temu przekazać swoje RF-101G do Arkansas. Ale w ostatecznym rozrachunku RF-101B okazały się dużo kosztowniejsze w obsłudze niż pozostałe wersje rozpoz­naw­cze. Lotnicza Gwardia Narodowa Nevady wycofała Voodoo ze służby już po trzech latach i z ulgą wprowadziła do użytku RF‑4C.

RF-101B 59-0483, który stał przy porcie lotniczym Reno-Tahoe – bazie Lotniczej Gwardii Narodowej stanu Nevada.
(André Gerwing)

Nigel Waplole stawia słuszne pytanie: czy piloci RF-101 byliby w stanie wykonać zadania roz­poz­naw­cze w warunkach trzeciej wojny światowej? W przeciwieństwie do zadań uderze­nio­wych z użyciem broni jądrowej, przy których pilota można było zawczasu spisać na straty, lot na rozpoznanie wymagał powrotu do bazy i zdania klisz. Jego wnioski, które przytaczamy tu in extenso, są następujące:

Na podstawie własnych doświadczeń z Niemiec, z ćwiczeń prze­ciwko naj­nowo­cześ­niej­szej na świecie sojuszni­czej obronie powietrz­nej, a także odbytych po zimnej wojnie rozmów z byłymi radziec­kimi i NRD‑owskimi operato­rami stacji radio­loka­cyj­nych, przeciw­lotni­kami i pilotami MiG‑ów [uważam], że [piloci RF‑101] mieli duże szanse powodzenia, o ile wystą­pi­łyby określone warunki wstępne i właściwe okoliczności. Oberst Alfred Lehmann, który służył na wschod­nio­nie­miec­kich stacjach radio­loka­cyj­nych wczesnego ostrzegania i na­pro­wa­dza­nia pod koniec lat 50. i we wczesnych latach 60., a następ­nie dowodził siecią stacji, nie wątpił w ich zdolność wykrycia intruzów, ani pojedynczych statków powietrz­nych, ani dużych wypraw, i w zdolność do zapewnienia pew­nego stop­nia napro­wa­dza­nia myśliw­ców, o ile przeciwnik nie znajdował się na bardzo ma­łej wyso­ko­ści. Przyznał wszakże, iż te wczesne systemy nie byłyby zdolne wykryć ani śle­dzić samo­lo­tów poruszają­cych się na wyso­ko­ści i z pręd­ko­ścią, do których zdolne były Voodoo. Układ Warszawski prawdo­po­dob­nie miał obserwa­to­rów wyposażo­nych w radia rozmiesz­czo­nych w strate­gicz­nych punk­tach i urzu­to­wa­nych w głąb wzdłuż granicy wewnątrz­nie­miec­kiej, których zada­niem było mel­do­wać o kursie i szaco­wa­nej prędkości samolo­tów NATO wlatują­cych w ich prze­strzeń po­wietrz­ną, ale gdyby w tamtym okresie wybuchła po­wszech­na woj­na, trudno przy­pusz­czać, żeby ten system był już należycie prze­ćwi­czony i żeby obrona po­wietrz­na była wystar­cza­jąco elastyczna, aby właściwie skorzy­stać z ta­kich ostrze­żeń. W póź­niej­szych latach uspraw­niona sieć dobrze się spi­sy­wała w Azji Połud­niowo-Wschod­niej, ale tamtejsze warunki były biegu­nowo odmien­ne od warun­ków w Europie w tym okresie. Nie wiadomo też, jak skuteczne byłyby ich środki walki radio­elek­tro­nicz­nej w starciu z środkami, które miało do dyspozycji NATO. Także byli piloci MiG‑ów Klaus Baarz (który został zastępcą dowódcy [wschod­nio­nie­miec­kich wojsk lotni­czych i obrony powietrz­nej]) i Klaus Heinig, wprawdzie dumni ze zdol­no­ści swoich maszyn, przyznali, że potrzebowaliby mnóstwo szczęścia, aby przyła­pać Voodoo „w szu­wa­rach” przy ich bardzo wysokiej prędkości, zwłasz­cza gdyby nie mieli ostrzeże­nia z wyprze­dze­niem. Podobną opinię wyraził doktor Dušan Schnei­der, który służył w czecho­sło­wac­kich siłach powietrz­nych w latach 1952–1969, latając na MiG‑ach‑15bis, MiG‑ach‑17PF i MiG‑ach‑21. Wspo­mina on, że w przeddzień śmierci Stalina w 1953 roku [w rzeczywistości 10 marca, pięć dni po śmierci Stalina – przyp. ŁG] czecho­sło­wacki MiG‑15bis z Pilzna zestrzelił amery­kańs­kiego F-84 z nie­miec­kiej bazy Bitburg, jednego z dwóch, które wtarg­nęły w ich przestrzeń powietrzną, a w 1959 roku […] MiG‑i‑19 zmusiły włos­kiego F-84 do lądowania w Hradcu Králové. […] Dušan Schnei­der nie ma podob­nych wspomnień o spotka­niach między starszymi MiG‑ami a Voo­doo ani nawet o MiG‑ach‑21, które lepiej się nadawały do zwalczania nowych samo­lotów rozpoz­naw­czych. […] Gdyby jednak MiG-21 został ostrze­żony za­wczasu i był sku­tecz­nie naprowa­dzany do przechwycenia, mógł stanowić znacz­nie poważniej­sze zagroże­nie, zwłaszcza wtedy, kiedy Voodoo zwalniał albo wzno­sił się ponad „szuwary”, aby wykonać zdjęcia aparatami KA-1 i KA‑2.

Może był to efekt działalności wywiadowczej, a może rozsądnego, profesjonal­nego rozumo­wa­nia – tak czy inaczej, autorowi udało się ustalić, że bazy satelic­kie MiG-ów umieszczono w pobliżu naj­praw­do­po­dob­niej­szych punktów pene­tra­cji przez samoloty NATO, co skra­cało czas reakcji, a w obliczu ogromnej liczby dostępnych samolotów może nawet pozwoli­łoby utrzymywać patrole w powie­trzu. Dienstha­bende – odpowiednik NATO‑wskiego Quick Reac­tion Alert – zakładało poderwanie myśliwców w osiem minut za dnia i dziesięć nocą. Nawet w „cichych” latach zim­nej wojny wschod­nio­nie­miec­kie wojska lotni­cze, kła­dące największy nacisk na obronę powietrzną, musiały utrzymywać Koef­fi­zient Tech­nische Einsatz­be­reit­schaft wynoszący 0,9, czyli w każdej chwili mieć 90% floty myśliwców gotowe do wykonywania zadań bojowych, a każda 12‑samo­lo­towa eskadra miała cztery samo­loty w gotowości do startu w ciągu 30 minut. […] Wprawdzie nie da się ocenić spraw­ności pilotów w powietrzu, ale wiadomo, że wylatywali w lotach ćwiczeb­nych mniej więcej połowę godzin prze­wi­dzia­nych dla pilotów NATO, lecz oczywiś­cie dużo zależało od zawarto­ści każdej godziny w powietrzu. Niemniej te opinie, stawia­jące Voodoo w pozycji faworyta, stają się mniej przekonywające z upływem czasu i pojawianiem się nowych rozwiązań tech­nicznych.

Pomimo wprowadzenia radzieckiego systemu SA-4 Ganef [2K11 Krug – przyp. ŁG] zagroże­nie ze strony rakietowych pocisków przeciwlotniczych Układu War­szaw­skiego na bardzo małej wysokości stało się znaczące dopiero w drugiej poło­wie lat 60. Ale przenośny zestaw SA-7 Grail [9K32 Strieła-2], wprowadzony na dużą skalę w Europie Wschodniej w latach 60., ze swoim detektorem pod­czer­wieni i syste­mem naprowadzania zoptymali­zo­wa­nym pod kątem obrony na małej wysokości, byłby nader trudny do uniknięcia, a to podwa­żyło trady­cyjne przekonania co do działań na małej wysokości.

RF-101C z 17. Eskadry.
(US Air Force)

W erze Voodoo artyleria przeciwlotnicza pozostawała głównym zagrożeniem na małej wysokości. Autor odwołuje się tu do bolesnych doświadczeń tych pilotów Voodoo, którzy w późniejszych latach próbowali używać NATO-wskiej taktyki w zet­knię­ciu z podobną opl w Azji Południowo-Wschodniej; zebrała ona obfite żniwo wśród samolotów USAF‑u nawet przed stworzeniem zintegro­wa­nych sieci obrony powietrznej. Kiedy RF-101 wcho­dziły do służby w Europie w 1958 roku, w NRD roiło się już od radzieckich dział S-60 kalibru 57 mili­met­rów z przelicz­ni­kami artyle­ryj­skimi PUAZO‑6‑60 i stacjami radio­loka­cyj­nymi kierowania ogniem SON‑9; rozmiesz­czano je w pułkach po dwadzieś­cia cztery wraz z podobną liczbą dział kalibru 85 mili­met­rów. Ich uzupeł­nie­nie stanowiły kolejne pułki z działkami kalibru 37 milimetrów, a od wczesnych lat 60. także z groź­nymi zestawami ZU‑23‑2 i samobieżnymi ZSU‑23‑4 Szyłka kierowanymi radarowo. Na każdy NATO‑wski samolot zmierzający na wschód czekało gorące powitanie.

W przeciwieństwie do scenariusza, z którym wojownicy z Voodoo mieli do czy­nie­nia w Azji Południowo-Wschodniej, samoloty NATO, które przetrwały spot­ka­nie z obroną powietrzną Układu Warszawskiego, miałyby przed sobą w drodze powrot­nej do baz prze­prawę przez rozliczne środki obrony powietrznej NATO. Mało konkretne plany „bezpiecznych koryta­rzy”, określonych pod wzglę­dem kursu i wysokości lotu, oznaczały komplikacje dla pilotów, którzy zdecydo­wa­nie woleliby wracać bezpośrednią drogą (zwłaszcza w uszko­dzo­nej maszy­nie) albo też okrężną, aby uniknąć złej pogody. Poza tym wielu z nich wolałoby unik­nąć wznoszenia się na przepisaną wysokość z obawy, iż albo oni sami, albo „sojusz­ni­cza” opl ma niespraw­ne urządze­nia IFF lub też ktoś wprowadził nieprawidłowy kod (zmieniany co trzydzieści minut), co oznacza­łoby otwarcie ognia do ich samolotu.

Cynicy sądzili, że choćby nawet wszystko było w porządku, i tak znajdą się pod ostrzałem sojuszników. A chociaż procedury powrotu na bieżąco aktualizowano i na poważnie ćwiczono, wielu wracających pilotów najpewniej podjęłoby ryzyko i sko­rzys­tało z drogi, która w tych okolicznościach wydawała im się naj­roz­sąd­niej­sza: lecieliby się do bazy możliwie najniżej i najszybciej.

RF-101A.
(US Air Force)

Jakiej taktyki używałyby RF-101 do wykonania swoich zadań rozpoznawczych i uderze­nio­wych? Nie było żadnego panaceum zapewniającego skuteczne wyko­na­nie zadania i przeży­cie […]. Wśród różnych czynników wiele zależało od loka­li­za­cji bazy macierzystej, odległo­ści, którą trzeba było przelecieć, pogody w danej bazie, po drodze i nad celem. Jeśli leciało się z Upper Heyford, z pew­noś­cią istotne było oszczędzanie paliwa, a więc trzeba było lecieć naj­da­lej, jak się da, nad własnym terytorium na dużej wysokości, ale obniżyć wyso­kość lotu na długo przed wykryciem przez nieprzyja­ciel­skie stacje radio­loka­cyjne wczes­nego ostrzegania. Ale kiedy nie ma się do dyspozycji precyzyj­nych urządzeń nawiga­cyj­nych na pokładzie, a pod­czas wojny prawdopodobnie nie można by skorzy­stać ze wsparcia rada­ro­wego, schodzenie przez chmury na małą wysokość ponad Konty­nen­tem bez pewno­ści co do własnego położenia mogło być fatalne w skut­kach. W erze Voodoo, kiedy osłona ze strony środków walki radio­elek­tro­nicz­nej była szcząt­kowa lub żadna, penetracja państw Bloku Wschod­niego na małej wyso­ko­ści mogła być jedyną sensowną opcją. Przeży­cie zale­żało wobec tego przede wszystkim od zaskoczenia, uniknię­cia nieprzyja­ciel­skich radarów oraz opóź­nie­nia do granic możliwości wykrycia wizualnego poprzez użycie mniej prze­wi­dy­wal­nych tras, wykorzystanie ukształtowania terenu do ukrycia i lot na możli­wie najmniejszej wysokości w nieprzy­ja­ciel­skiej przestrzeni powietrznej. Teoria była dobra, ale praktyka – dużo trudniejsza. Ustawicznie kiepska i kap­ryśna pogoda często psuła idealne, dobrze przemyślane plany lotu i zmu­szała pilotów do zmiany kursu, tak aby ominąć rejon nisko wiszących chmur i słabej widoczności. Potem zaś trzeba było wrócić na pierwotnie zaplano­waną trasę, co miało przełożenie na czas, paliwo, zasięg i prędkość; zawsze był to trudny proces, ale szczegól­nie dla pilota samolotu jedno­miejs­cowego.

Taktykę w rejonie celu określały w pierwszej kolejności wymogi wywiadowcze. Prędkość i wysokość wykonywania zdjęć musiały być kompatybilne z możliwoś­ciami aparatów foto­gra­ficz­nych RF-101, a im większe było potrzebne pokrycie, tym większe było ryzyko. […] gdyby w latach 60. wybuchła wojna na granicy wewnątrz­nie­miec­kiej, z szybkim rozwojem wydarzeń na długiej linii frontu, najpewniej potrzebne byłoby prędkie zdobywa­nie infor­ma­cji i natychmiastowa reakcja – a w tej roli taktyczne rozpoz­na­nie lotnicze byłoby prawdopodobnie bezcenne. Na ogół dowódcy […] musie­liby wiedzieć, czy konkretny most na Odrze lub Nysie został zniszczony, czy lotnisko satelickie jest zajęte, a jeśli tak, to przez co, albo czy konkretna droga jest używana, a jeśli tak, to przez co. Lotnicy rozpoznania taktycz­nego mogli udzielić odpowie­dzi na te pyta­nia w locie lub od razu po lądowaniu, bez niepo­trzeb­nego narażania się w celu wykonania komplekso­wego zestawu zdjęć – i prze­żyć, aby latać dalej. Jeśli jednak kazano by im pstrykać śliczne fotki w stylu „Royal Flush” – do których trzeba było się wznieść i zwolnić, by umożliwić apa­ra­tom działanie – ich szanse przeżycia i wykonania zadania były znacząco mniejsze.

Wobec tego pierwsze, kluczowe pytanie dla sztabowców odpowie­dzial­nych za wywiad, dobór celów i dysponowanie siłami dotyczyło tego, czy dane żądanie jest naprawdę koniecz­nie i czy samolot rozważany do tego zadania ma duże szanse je wykonać, prze­trwać i wrócić z wynikami dość szybko, aby wywarły one istotny wpływ na bitwę powietrzno-lądową. Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, to jakie są kluczowe elementy informa­cji, na które jest zapotrzebowanie? Bo im większa szczegółowość, tym większe ryzyko. Wynika stąd, że ogólna skuteczność w wyko­ny­wa­niu zadań zależała w pierwszej kolejności od doświadcze­nia oficerów zawia­du­ją­cych polem walki, od ich zrozumienia roli i możliwości samolotów, słowem: od ich mądrości. Po zastosowaniu tego filtra piloci i ich przełożeni powinni mieć sposobność, aby wyrazić opinię z własnej perspektywy na temat możliwości wykonania zadania, i powinni też mieć jakieś pole manewru co do tego, jak będzie wykony­wane. Wszystko sprowadzało się do zrozumienia potrzeb, zdolności i ograniczeń, tego, co kluczo­we, i tego co niekluczowe – a to zaczynało się na szczycie drzewa zarządzania polem walki i rozchodziło się aż do jego korzeni.

Japonia

W sierpniu 1958 roku RF-101C trafiły do Kraju Kwitnącej Wiśni. Przydzielono je do dwu eskadr: 15. Taktycznej Eskadry Rozpoz­naw­czej „Cottonpickers” z bazy Kadena na Okinawie, a następ­nie 45. Taktycznej Eskadry Rozpoz­naw­czej „Polka Dots” z Misawy. Obie eskadry wchodziły w skład 67. Taktycznego Skrzydła Rozpoz­naw­czego, którego baza macierzysta znajdowała się w Yokocie, ale 15. Eskadrę dla celów organizacyjnych podporządkowano 18. Skrzydłu. W póź­niej­szych latach obie te eskadry miały pełne ręce roboty nad Wietnamem – o czym w dalszej części artykułu – ale wypada najpierw przyjrzeć się temu, co poczynały we względnie spokoj­nym okresie zimnej wojny.

O ile w Europie większość lotów wykonywano na małej wysokości, o tyle dla eskadr stacjonu­ją­cych w Japonii, gdzie do pokonania były dużo większe dystanse, doloty do celu wykonywało się na dużych wysokościach, co z kolei wymuszało większy nacisk podczas ćwiczeń na nawigację zliczeniową. Kolejną różnicą były tajfuny. 15. Eskadra musiała regularnie ewakuować się z Oki­nawy i szukać schronienia w bazie lotniczej Itazuke na Kiusiu, a czasem nawet w Misawie. Był to konieczny sposób minima­li­za­cji ryzyka uszkodzenia samolotów, ale czasami trzeba było zapłacić wysoką cenę. W kwietniu 1960 roku kapitan Charlie Lavender, lecący z Okinawy w parze z kapitanem Linwoodem Robertsem, po prostu… zniknął. Roberts próbował wywołać go przez radio, ale bezskutecznie. W końcu dostrzegł swojego skrzydło­wego opadającego ze spadochronem, już nisko nad wodą. Japoński kuter pospieszył na pomoc, ale Lavender, zaplątany w linki spadochronu, utonął, zanim rybacy dotarli na miejsce.

Podobnie jak w Europie, także w Japonii eskadry Voodoo regularnie uczestniczyły w ćwicze­niach międzynaro­do­wych. Odwiedzały między innymi Singapur i Australię. Zdarzało się również, że RF-101C z Misawy podrywano do lotu na przechwycenie radzieckich samolotów Tu-16 i Tu-95.

Kryzys kubański

Na początku 1962 roku samoloty wyposa­żono w wyrzutniki nabojów oświetlających M-123 na węźle podkadłubowym, co po raz pierwszy dało Voodoo możli­wość wykonywania nocnych lotów na rozpoz­na­nie. Starszy sierżant sztabowy Edgar Mays, cytowany w książce Walpole’a, wspomi­nał, że kiedy RF-101 wykony­wały loty z bazy Eglin w ramach prób nowych aparatów fotograficz­nych, zakłócały działal­ność… pobliskich kin na otwartym powietrzu. Nabój oświe­tla­jący miał taką moc, że przez ułamek sekundy niczego nie dało się zobaczyć na ekranie.

Modernizacja nadeszła w samą porę. W lipcu 1962 roku Nikita Chruszczow i Fidel Castro zawarli porozumienie w sprawie rozmieszczenia na Kubie radzieckich pocis­ków balistycz­nych z głowicami nuklearnymi. Zbiegiem okoliczności niedługo potem Amerykanie wstrzymali regularne do tej pory loty samolotów zwiadowczych U-2 nad wyspą, organizowane od czasu kompromitującej inwazji w Zatoce Świń w kwiet­niu 1961 roku. Powód był dwojaki. 30 sierpnia amerykański U-2 omyłkowo wleciał nad Sachalin, za co Waszyngton musiał oficjalnie przepro­sić. A 9 września tajwański U-2 pilotowany przez majora Chen Huaia został strącony w pobliżu Jiuji­angu we wschod­niej części ChRL. Uznano, że ryzyko lotów U-2 nad Kubą jest w tym kontekście zbyt duże.

Amerykanie próbowali wypełnić lukę w świadomości sytuacyjnej za pomocą rozpoz­na­nia satelitarnego, ale na przeszkodzie stanęła kiepska pogoda. Loty zwiadowcze wznowiono dopiero 9 października, ale minęło jeszcze pięć dni, zanim pogoda umożliwiła wykonanie porządnych zdjęć i rozpoznanie stanowisk wyrzutni pocisków balistycznych R-12 w pobliżu San Cristóbal w zachodniej Kubie. 18 paź­dzier­nika prezydent John F. Kennedy odbył rozmowę w tej sprawie z radzieckim ministrem spraw zagranicznych Andriejem Gromyką. Tymczasem w Białym Domu i w Penta­gonie trwały narady w sprawie tego, jak powinny zareagować Stany Zjednoczone.

Wreszcie 22 października wieczorem w orędziu telewizyjnym do narodu Kennedy ogłosił, że na Kubie wykryto radzieckie pociski balistyczne i że wyspa zostanie objęta blokadą (czy też „kwarantanną”). W czasie przemówienia siły amerykańskie posta­wiono w stan podwyższonej gotowości – DEFCON 3. W Europie eskadry 66. Taktycz­nego Skrzydła Rozpoznawczego utrzy­my­wały odtąd połowę samolotów w gotowości do startu od świtu do zmierzchu.

John F. Kennedy i Robert S. McNamara podczas kryzysu kubańskiego, paź­dzier­nik 1962 roku.
(Cecil Stoughton)

RF-101A/C z 363. Skrzydła rozpoczęły loty na rozpoznanie nad Kubą 26 paź­dzier­nika, trzy dni po RF-8A Crusaderach z eskadry marynarki wojennej VFP-62 „Figh­ting Photos”. Niestety począt­kowo wkład Voodoo w gromadzenie informacji był – można to powiedzieć bez przesady – bezwartoś­ciowy. O ile europejskie eska­dry RF-101 ćwiczyły się w lotach na bardzo małej wysokości, o tyle eskadry sta­cjo­nu­jące w USA kładły większy nacisk na rozpoznanie ze średniej i dużej wyso­ko­ści. W lo­tach na małej wysokości specjalizowała się marynarka wojenna. I fak­tycz­nie, Crusadery spisywały się na medal, tymczasem pierwsze zestawy zdjęć wykonane przez Voodoo aparatami KA-2 nie nadawały się do niczego. Aparaty te były zopty­ma­li­zo­wane do zdjęć z wysokości około 260 metrów przy prędkości 400 węzłów lub 400 metrów przy pręd­kości 637 węzłów (1180 kilometrów na godzinę, prędkość maksymalna na poziomie morza). Poniżej 150 metrów zdjęcia były rozmyte. Tym­cza­sem zagrożenie ze strony pocisków przeciw­lot­ni­czych zmuszało pilotów RF-101 do latania na wyso­kości około 60 metrów. W takiej sytuacji Voodoo powinien lecieć z prędkoś­cią zaled­wie 250 węzłów, co rów­nież byłoby prosze­niem się o kłopoty. Voodoo miał jedną kluczową zaletę w porów­na­niu z RF-8: urządze­nie nagrywające AN/AHN‑2, dzięki któremu pilot mógł na bieżąco „notować”, co widzi.

Oddajmy głos Peterowi Daviesowi:

Piloci RF-8A podawali też w wątpliwość kompetencje fotoanalityków USAF‑u, a do tego drażniło ich, że lotnicy USAF‑u – w przeciwieństwie do pilotów Crusa­de­rów – mieli prawo omawiać swoje misje z mediami. Powstało w ten sposób wrażenie, jakoby to Voodoo wnosiły główny wkład w przedsię­wzię­cie, pomimo że wykony­wały stosunkowo niewiele lotów.

Po zestrzeleniu U-2 (i śmierci jego pilota, majora Rudolfa Andersona) przez SA‑2 podczas lotu nad Kubą 27 października prezydent […] zatwierdził uderze­nia odwetowe na stano­wiska pocisków przeciwlotniczych i na MiG‑i. Ale zanim te zadania zostały wykonane, Chrusz­czow – który zdał sobie sprawę, że jego plan utrzymania pocisków w tajemnicy spalił na panewce – nakazał swoim siłom odpuścić. Przeloty rozpoznawcze [nad Kubą] trwały, tak aby zweryfiko­wać, czy radziecka broń została usunięta. Działania te na krótko przyhamo­wała ONZ, która nalegała, aby używać do tego celu neutralnych sił zwiadow­czych, a nie maszyn US Air Force i US Navy. 29 października zdjęcia wykonane przez RF-101 i RF-8 wyka­zały, że wciąż trwają prace budowlane w kilku kompleksach wyrzutni pocisków balis­tycz­nych SS-4 [R-12]. Ponowna blokada narzucona przez ONZ opóźniła dalsze loty weryfikacyjne do 2 listopada. Wtedy stało się jasne, że na Kubie wciąż są montowane bombowce Ił-28.

RF-101C 56-0167 (na pierwszym planie) w bazie MacDill podczas kryzysu kubańskiego. Egzemplarz ten rozbił się przy lądowaniu w maju 1964 roku.
(US Air Force)

Tego dnia jeden RF-101C został wyposażony w pochodzący z czasów drugiej wojny świato­wej aparat fotograficzny K-18A, przesuwający pas błony fotogra­ficz­nej za szczeliną ze stałą prędkością odpowiadającą prędkości samolotu względem ziemi nad celem, co wytwarzało wyraźny obraz na jednym ciągłym zdjęciu. Kilka kolej­nych Voodoo otrzymało K-18A […] zaczęły loty 10 listopada, aby monitorować trwający montaż Iłów-28.

Lepszym rozwiązaniem problemów RF-101 z ostrością zdjęć wykonywanych na małej wysokości okazało się pożyczenie od marynarki wojennej dwudzie­stu czterech aparatów KA-45, lżejszych i wykonujących zdjęcia w mniejszym formacie.

Notabene nie była to taka zupełna nowość. Pakiety aparatów KA-45, umożliwiające wykony­wa­nie zdjęć na wysokości poniżej 150 metrów, testowano razem z nabojami oświetlają­cymi kilka mie­sięcy wcześniej w ramach programu „Toy Tiger” na czterech RF-101C stacjonują­cych w Don Mueang w Tajlandii (o czym niżej). Tak zmody­fi­ko­wane Voodoo przeniesiono później z Azji do USA, żeby wykonały z powodzeniem loty nad Kubą, ale kiedy Castro zagroził, że zestrzeli każdy kolejny samolot rozpoznawczy, który wleci nad wyspę, Voodoo musiały ustąpić miejsca U-2. Dwanaście maszyn z 20. i 29. Taktycznej Eskadry Rozpoznawczej czekało jednak ciągle w goto­wości w bazie MacDill. Łącznie piętnastu pilotów 363. Skrzydła otrzymało Zaszczytne Krzyże Lotni­cze za loty nad Kubą.

RF-101C 56-0183 w bazie Shaw. Egzemplarz ten rozbił· się w lipcu 1958 roku, kiedy jego pilot, podporucznik Wilbert Rieches, najprawdopodobniej stracił orientację w trudnych warunkach atmosferycznych. Pilot zginął.
(US Air Force)

Na podstawie tych doświadczeń wprowadzono dalsze modyfikacje w ramach projektu ozna­czo­nego numerem 1181, czerpiącego garściami z rozwiązań wprowa­dzanych w rozpoznaw­czej wersji Phantoma II – RF-4C. Głównym ich elementem było wprowa­dze­nie nowych apara­tów Hycon KS‑72A, opracowanych z myślą o RF-4C. Było to zaawan­so­wane urządzenie, z auto­ma­tyczną kontrolą ekspozycji i sta­bi­li­za­cją obrazu. Ale jak to zwykle bywa, skompliko­wana kon­struk­cja przekłada się na opóźnie­nia w pra­cach rozwojowych. Dopiero zmodernizo­wany KS‑72C1 spełnił pokła­dane w nim nadzieje. Z kolei w czubku nosa wprowa­dzono aparat szero­ko­kątny KA-56, który był w stanie samodzielnie wywołać zdjęcia. Następnie pilot mógł je zrzucić w spe­cjal­nym zasobniku, co pozwalało rozpocząć analizę, zanim samolot wyląduje (na przy­kład jeśli miał do wykonania jeszcze jedno zadanie w tym samym locie). Metody tej uży­wano jednak rzadko, głównie dlatego, że jakość tak wywołanych zdjęć była niższa.

Od 26 października do 15 listopada 1962 roku RF-101 wykonały – bez strat – osiemdziesiąt dwa loty na rozpoznanie nad Kubą. Jeszcze w listopadzie prezydent Kennedy przyznał 363. Skrzydłu odznaczenie dla wyróżniającej się jednostki (Outstanding Unit Award).

Wojna wietnamska

Tylko jedna wersja Voodoo doczekała się służby bojowej w Wietnamie – RF-101C. Zaan­ga­żo­wanie eskadr wyposażonych w te samoloty zaczęło się jednak, zanim jesz­cze na miejsce trafiły same Voodoo. W kwietniu 1961 roku dwaj piloci zgłosili się na ochot­nika, aby latać nad Laosem (gdzie wówczas skupiali się Amerykanie) za ste­rami RT-33A, czyli rozpoznawczej wersji samolotu szkolno-trenin­go­wego T-33 Shooting Star. Byli to kapitan Bob Caudry z 15. Eskadry z Kadeny i Fred Muesegaes z 45. Eskadry z Misawy, obaj mający doświadczenie jako instruktorzy na T-33. Obaj oficerowie udali się najpierw do bazy Clark na Filipinach, skąd po serii odpraw i prowizorycznym szkoleniu kulturowym trafili do bazy Udorn w Tajlandii.

Ta wybudowana przez Japończyków podczas drugiej wojny światowej baza dyspo­no­wała wprawdzie betonową drogą startową, położoną już przez Ameryka­nów, ale w ogól­nym rozrachunku nijak nie przystawała do standardów, których piloci US Air Force zwykli oczekiwać po swoich regularnych bazach. Pomijając nawet infrastruk­turę, dość wspomnieć, że na jednym końcu pasa rosły drzewa, a tuż za drugim biegł głęboki rów, co nie dawało marginesu na usterki przy star­tach i lądowa­niach. Przed pierw­szym lądowaniem Caudry musiał „wykonać przelot na małej wysokości wzdłuż pasa, żeby przepędzić woły i cywilów, którzy używali go jako wyrównanej ścieżki”.

Obaj piloci mieli do dyspozycji jednego RT-33, którym latali na przemian. Caudry wykonał pierwszy lot operacyjny w ramach operacji „Field Goal” 24 kwietnia 1961 roku i już wtedy znalazł się pod (niecelnym) ogniem artylerii przeciw­lot­ni­czej. Obaj piloci skupiali się na fotografowaniu lotnisk polowych, dróg, wsi i stanowisk opl. W następ­nym miesiącu 15. Eskadra delegowała kapitana Dona Elwooda w miejsce Caudry’ego, wtedy też operacja przeniosła się z Udorn do Don Mueang w Bang­koku. Po kolejnym miesiącu Muesegaesa zastąpił porucznik Jack Weatherby4.

Era Voodoo w Azji Południowo-Wschodniej rozpoczęła się w październiku 1961 roku, kiedy cztery RF-101 z 15. Eskadry i sześciu pilotów przebazowano do Tân Sơn Nhứt opodal Sajgonu w Wiet­na­mie Południowym. Formalnie miały wprawdzie tylko wziąć udział w ćwi­cze­niach i poka­zach lotniczych, ale pokazy się nie odbyły, a samo­loty na prośbę rządu połud­niowo­wiet­nam­skiego zostały dłużej, aby wykonać zdjęcia obszarów dotkniętych powodziami w delcie Mekongu, co przy okazji pozwoliło rzu­cić okiem na działalność Việt Cộngu w rejonie. Wkrótce loty nad Laosem potwierdziły obecność radzieckich samolotów trans­por­to­wych, dostar­cza­ją­cych wsparcie dla Pathet Lao. Kontyngent odwołano do Kadeny dopiero 21 lis­topada.

RF‑101C‑65‑MC 56‑0079 o nazwie własnej Mary Ann Burns z 45. Taktycznej Eskadry Rozpoznawczej, jeden z pierwszych Voodoo uczestniczących w operacji „Able Mable”. Na pierwszym planie: Fred Muesegaes, Ken Harbst, Jack Weatherby. Za nimi: Ralph DeLucia, Bill Whitten, John Linihan.
(US Air Force)

Dwa tygodnie wcześniej w ramach operacji „Able Mable” do Don Mueang przybył wydzielony kontyngent z 45. Tak­tycz­nej Eskadry Rozpoznawczej5, dowodzony przez majora Kena Harbsta. Odtąd Voodoo regularnie fotografowały szlak Hồ Chí Minha w Laosie i Wietnamie Połud­nio­wym w promieniu do 800 kilometrów od Don Mue­ang. Niedługo potem zaczęły się zapusz­czać także nad Kambodżę. Często wyko­ny­wano nawet trzy loty dziennie. Teore­tycz­nie piloci mieli latać na wysokości ponad 12 tysięcy metrów, tak aby ukryć obecność amerykań­skich sił powietrz­nych nad for­mal­nie neu­tral­nym Laosem, ale z konieczności często musieli schodzić na wyso­kość poniżej 500 metrów. Praktycznie od razu piloci zaczęli napoty­kać dobrze zor­ga­ni­zo­waną opl wypo­sa­żoną w wukaemy i działka ZU‑23‑2. Sam Harbst został ranny w kabi­nie swojego RF-101C, ale pomimo że jeden silnik został znisz­czony, zdołał dopro­wa­dzić samolot do bazy i bez­piecz­nie wylądować. Z kolei Muesegaes ledwo dociągnął znad Xépôn w południo­wym Laosie do Don Mue­ang po tym, jak pocisk kalibru 23 milimetry przebił jeden zbiornik paliwa i zniszczył instala­cję elek­tryczną.

Minęło kilka miesięcy, nim wartość grupy zadaniowej „Able Mable” stała się jasna, ale wiosną 1962 roku wprowadzono plan rotacji między 15. i 45. Eskadrą; obie miały naprze­mien­nie delego­wać do Azji Południowo-Wschodniej cztery samoloty na okres sześciu mie­sięcy. Ope­ra­cja „Able Mable” nad Laosem trwała jednak tylko do grudnia 1962 roku, i to z przer­wami wymuszonymi przez okoliczności polityczne. Na przykład 14 sierp­nia podczas lotu nad Równiną Dzbanów w Laosie samolot kapitana Toma O’Meary został uszko­dzony bliskim wybuchem pocisku z działa przeciwlotniczego dokładnie pod kabiną. Poważnie uszkodzony samolot dotarł z powrotem do Don Mueang, ale na Równinie Dzbanów pozostała odstrzelona pokrywa techniczna prawego gniazda aparatu fotograficznego. Pathet Lao zyskało w ten sposób nama­calny dowód – nadający się do pokazania światu – iż amerykańskie samoloty latają nad Laosem.

Waszyngton zarządził dwutygodniowe wstrzymanie lotów, a po tym okresie wszystkie kolejne miały być wykonywane na wysokości co najmniej 10 600 metrów, co oczywiś­cie utrudniało wykonywanie dobrych zdjęć. Z takiej wysokości można fotografować bazę lotniczą, a nie partyzantów w dżungli. Sam O’Meara miał ponoć nieoficjalne nieprzyjemności za to, że naraził „górę” na publiczne upokorzenie.

Równina Dzbanów zazna­czona czerwo­nym okręgiem. Prowin­cja Xieng Khouang, w której się znajduje, uchodzi za naj­in­ten­syw­niej bom­bar­do­wany obszar naszej planety.
(ONZ)

W czasie, gdy „Able Mable” obejmowała Laos i Wietnam, RF-101C wykonały 720 lotów na rozpoznanie. W toku rotacji pilotów każdy z nich zaliczał około dwudziestu wylo­tów operacyj­nych w każdej turze służby. Skuteczność tych działań obniżała koniecz­ność wlatywa­nia nad Laos stałymi trasami i o stałych porach (co wynikało ze wzglę­dów politycz­nych). Partyzanci Pathet Lao szybko się nauczyli, gdzie i kiedy należy maskować sprzęt i przygotowy­wać działka przeciwlotnicze. Zrozumieli też, że Voodoo mają ograniczone możli­wo­ści działa­nia w nocy (lukę tę wypełniły dopiero RF-4C). Z tego względu wprowadzono wspom­niany wyżej program „Toy Tiger”. Ale kiedy po zakończeniu kryzysu kubańskiego „nocne” RF-101C wreszcie wróciły nad Laos, szybko się okazało, że naboje oświetlające M-123 są za słabe, aby umożliwić wykonywanie dobrych zdjęć w dżungli.

To po kryzysie kubańskim na RF-101 zaczął się pojawiać kamuflaż. Nie wiadomo, co naprawdę skłoniło TAC do zmiany malowania. Walpole sugeruje, że był to skutek skarg jednego z pilotów z bazy Shaw. W następnym roku jeden egzemplarz z 29. Eskadry (numer 54‑1513) przemalo­wano na jednolicie czarny kolor, aby przetestować go w warunkach nocnych. Później testowano też malowanie jednolicie zielone, ale ostatecznie postawiono na malowanie wielobarwne. RF-101C stały się pierwszymi amerykańskimi samolotami bojowymi w Azji Południowo-Wschodniej noszącymi malowanie maskujące.

Robi się groźnie

Na początku 1963 roku grupa zadaniowa „Able Mable” dostała zgodę na przebazo­wanie do Tân Sơn Nhứt pod egidą 33. Dywizjonu Taktycznego. Jako że przestrzeń powietrzna Laosu była na razie zamknięta dla amerykańskich samolotów, latanie z Tajlandii nad Wietnam Południowy nie miało większego sensu. Jednostka straciła w ten sposób dotychczasową autonomię, ale zyskała możliwość wykonywania częst­szych lotów operacyjnych. Pod koniec 1963 roku zdarzało się nawet pięć dziennie6.

Loty nad Laosem wznowiono 19 maja 1964 roku. Aby umożliwić wykonywanie zwięk­szo­nej liczby zadań, kontyngent RF-101C zwiększono do dziesięciu. Zapuszcza­nie się nad Wietnam Północny wciąż jednak było ściśle wzbronione. To jednak miało się zmienić już niebawem – po incydencie w Zatoce Tonkińskiej i operacji „Pierce Arrow”.

RF-101A w Tân Sơn Nhứt.
(US Air Force)

Chociaż ostrzał przeciwlotniczy był normą (trudno zresztą oczekiwać czegokolwiek innego), na ogół był mało groźny. Jeśli już dochodziło do trafień, kończyło się zazwy­czaj na symbolicz­nych uszkodzeniach. Ale w czerwcu w dwóch kolejnych dniach par­ty­zanci Pathet Lao strącili dwa samoloty amerykańskiej marynarki wojennej, naj­pierw rozpoznawczego RF-8A, a następ­nie myśliwskiego F-8D wykonującego lot na eskortę RF-8A. W reakcji na to USAF wprowadził do działań F-100D Super Sabre’y mające eskor­to­wać RF-101C i atakować każde stanowisko opl, które odważy się ujawnić. Rolę tę przejęły potem F-105, a jeszcze później – F-4. Kiedy zdejmo­wano ze ścian kalenda­rze na rok 1964 i wieszano te na 1965, RF-101C miały za sobą już 2081 samo­lo­to­lo­tów w Azji Południowo-Wschodniej.

Tymczasem siły komunistyczne powoli, ale nieubłaganie otrzymywały coraz silniejsze uzbroje­nie przeciwlotnicze. Szczególnie groźne były kierowane radarowo działa kalibru 57 mili­met­rów, w połowie 1964 roku zaczęły się też pojawiać działa kalibru 37 i 40 mili­met­rów. Ale być może najbardziej jadowite okazywały się często zwyczajne wukaemy – małe, a więc trudne do zauważenia i zniszczenia, tymczasem jeśli były mądrze rozmieszczone na zboczach wzgórz, mogły z powodzeniem razić samoloty przelatujące przez doliny. Kapitan Paul Subbie wspomina:

Loty po uderzeniach stwarzały największe zagrożenie, ponieważ przeciwnik wie­dział, że samoloty wrócą zrobić więcej zdjęć do oceny strat i zniszczeń bojo­wych. W takich zada­niach było się nie tylko bardziej narażonym na atak, ale także było się przewidy­wal­nym celem.

Analiza przeprowadzona w 1966 roku wykazała ciekawą, ale nieprzyjemną zależność. Jeśli para RF-101C trafiała pod ostrzał artylerii przeciwlot­ni­czej, niedoświad­czeni party­zanci często źle odmierzali poprawkę i samolot prowadzący gładko wymykał się spod ognia, ale pociski prze­zna­czone dla prowadzącego zbiegiem okoliczności trafiały prowadzonego. Skutkiem tego USAF szybko zrezygnował z wysyłania par. Instrukcję tę odwołano w kwietniu 1967 roku.

Barrel Roll i Rolling Thunder

5 sierpnia 1964 roku w ramach operacji „Pierce Arrow” amerykańskie samoloty po raz pierwszy zapuściły się nad Wietnam Północny. Nikt nie miał wątpliwości: pierwszy raz na pewno nie będzie ostatnim. W kolejnych dniach operacja „Able Mable” rozrosła się o cztery dodatkowe RF-101C z 15. Taktycznej Eskadry Rozpoznawczej i dwa z 45. Eska­dry. Wkrótce potem do Wietnamu przebazowano także sześć maszyn z 20. Eskadry z bazy Shaw, które dopiero co trafiły do Kadeny, aby wyrównać braki spowodowane przenoszeniem sił do Azji Południowo-Wschodniej.

Z datę początkową prawdziwej amerykanizacji wojny wietnamskiej można uznać 15 grudnia 1964 roku. Tego dnia rozpoczęła się operacja „Barrel Roll”, mająca przerwać szlak Hồ Chí Minha w południowym Laosie i skłonić władze Wietnamu Północnego, aby przestały wspierać działania partyzanckie na Południu. Wiele formacji uderzenio­wych (złożonych z F-105 Thun­der­chiefów) prowadzonych było przez RF-101C z Đà Nẵng, które nadawały się do tej roli dzięki systemowi radio­nawi­ga­cji na falach długich LORAN. Większość nalotów w ramach „Barrel Roll” przynosiła jednak mizerne skutki (o czym Amerykanie wiedzieli dzięki zdjęciom wyko­ny­wa­nym często właśnie przez RF-101C), a zdarzały się też bolesne straty wśród bombowców.

Voodoo przez pewien czas miały szczęście, ale „nic nie może przecież wiecznie trwać”. 21 lis­to­pada 1964 roku kapitan Burton Waltz z 15. Eskadry na RF‑101C 56‑0230, wespół z kapi­ta­nem Kennethem Thomasem na drugim RF-101C w eskorcie pary F-105, wykonywał lot na rozpoz­na­nie wzdłuż drogi numer 23 na północ od przełęczy Mụ Giạ na granicy Wiet­namu Północnego i Laosu oraz nad pobliskim lotniskiem polowym w Ban Phan Hop. W pierwszym przelocie nad lotniskiem oba samoloty rozpoz­naw­cze doświad­czyły niecelnego ostrzału z ziemi. Niestety, kiedy Waltz zawrócił, aby wykonać drugi przelot nad lotniskiem na wysoko­ści 250 metrów, obsada stojącego tam działka kalibru 37 mili­met­rów celowała już lepiej. Samo­lot Waltza został trafiony sześcioma pociskami, oba silniki wysiadły, samolot był nieste­rowny, ponieważ instalacja hydra­u­liczna została przedziurawiona. Waltz mógł już tylko się katapulto­wać. Nota­bene to samo stanowisko trzy dni wcześniej zestrzeliło F-100D. Była to pierwsza strata bojowa amerykańskiego samolotu rodziny F-101, niezależnie od wersji, ale też jedyna w całym roku 1964, pomimo że RF-101C wykonały aż 2081 samolotolotów trwających łącznie 4936 godzin.

Waltz przeżył katapultowanie w niezłym stanie, pomimo małej wysokości, ale wylądo­wał na drzewie, a kiedy próbował zejść na ziemię, złamał rękę i nogę. Pechowy lotnik ostatecznie mógł jednak mówić o szczęściu. Thunderchiefy eskorty permanent­nie uciszyły obsadę działka, co pozwoliło śmigłowcowi UH-34 linii Air America (czyli, rzecz jasna, CIA) podjąć Waltza.

Zadania RF-101 stopniowo ewoluowały. Choć może lepiej byłoby powiedzieć: były stopniowo rozszerzane. Wykonywały loty na rozpoznanie celów przed nalotami, a także na rozpoznanie pogody w rejonie danego celu, prowadziły formacje uderze­niowe, a następnie zbierały materiał fotograficzny pozwalający ocenić skutki uderze­nia, wreszcie – poszukiwały celów, co obejmo­wało także patrolowanie dróg zidentyfi­ko­wa­nych jako używane w „infrastrukturze” szlaku Hồ Chí Minha. Nigel Walpole pisze:

Piloci rozpoznawczy jak świat długi i szeroki byli zasadniczo indywidualistami prze­ko­na­nymi, że sami najlepiej wiedzą, jak spełnić stawiane przed nimi żądania. Wobec tego powszech­nie przyjmowano, że – w ramach szeroko zakrojonych wytycz­nych – każdy dowódca pary powi­nien mieć wolną rękę w planowaniu swojego lotu. Wskutek tego piloci RF-101 w Azji Połud­niowo-Wschod­niej stawali okoniem, kiedy rozkazywano im szczegó­łowo, jak dokonać pene­tra­cji terytorium nieprzyja­ciela i jak się wycofać albo w jaki sposób fotografować cele, zwłasz­cza kiedy mogło się wyda­wać, że autorzy rozkazów nie mają kwalifikacji do ich wydawa­nia albo też nie mają odpowiedniego rozeznania w aktu­al­nych okolicznościach. Major Harry Runge z 15. Eskadry wspomina jeden trudny do przełk­nię­cia komunikat nakazujący obniżenie lotu przez chmury wprost w górzysty teren w nadziei, iż pilot trafi na przejrzyste powietrze dokładnie w miejscu, w którym mógłby zacząć przelot na małej wysokości ze wschodu na zachód wzdłuż drogi używanej do infiltracji. Zirytowani tym samobójczym planem lotnicy podjęli logiczną decyzję, aby przelecieć wzdłuż drogi w odwrotnym kierunku. Pozwoliło to osiągnąć oczekiwany rezultat. Ale, o dziwo, nie zamk­nęło to sprawy. Oficerowie zawiadujący polem walki wielokrotnie dzwonili z pytaniem o wyjaśnienie, dlaczego piloci nie wykonali rozkazu.

W styczniu 1965 roku zadania „Able Mable” w Tân Sơn Nhứt przejął personel 45. Taktycznej Eskadry Rozpoznawczej „Polka Dots” z ośmioma RF-101C, które przeszły modyfikacje w ramach wspom­nia­nego wyżej projektu 11817. Nie oznaczało to jednak, iż 15. Eskadra ma wolne. Bynajmniej – stała się ona rdzeniem grupy zadaniowej „Able Mable Bravo” (później przemiano­wa­nej na „Green Python”, ale na wszelki wypadek oznaczenie kontyngentu Tân Sơn Nhứt zmieniono na „Able Mable Alpha”). Pododd­ział ten miał do dyspozycji sześć RF-101C z aparatami KA-45. Ten kontyngent działał ze świeżo zmodernizowanej bazy Udorn w pół­nocno-wschodniej Tajlandii. Pod wzglę­dem infrastruktury była ona mało gościnna, a pas startowy był zdradliwie wąski, ale jej zaletą była bliskość Laosu i Wietnamu Północnego.

RF-101A w Tân Sơn Nhứt.
(US Air Force).

2 marca 1965 roku rozpoczęła się operacja „Rolling Thunder”. 45. Eskadra straciła pierw­szy samolot 3 kwietnia, podczas pierwszego ame­ry­kań­skiego nalotu na most w Thanh Hóa na rzece Mã – słynne „Szczęki Smoka” (Hàm Rồng). Kapitan Herschel Morgan na RF‑101C numer 56‑0075, odbywający swój dziewięćdziesiąty czwarty lot bojowy, trafił pod ogień aż trzech baterii działek 37‑mili­met­ro­wych, kiedy poszukiwał stacji radio­loka­cyj­nej w pobliżu miasta Vinh, około stu kilometrów na południe od Thanh Hóa. Według przekazu komunis­tycz­nej propa­gandy jako pierwszy maszynę Morgana zauważył Ngô Hoàng Việt, oficer polityczny kompanii, do której przyna­le­żała jedna z tych baterii. Morgan przeżył i spędził blisko osiem lat w pół­noc­no­wiet­nam­skich więzieniach. Tura służby pilota rozpoznawczego, podobnie jak pilota samolotów bojowych, trwała wówczas sto lotów.

Niedługo potem w Wietnamie zaczęły się pojawiać wyrzutnie pocisków przeciw­lot­ni­czych S-75. Pierwszy samolot (F-4C) został strącony 24 lipca 1965 roku. Likwidacja wyrzutni – lub też towarzyszących im stacji radio­loka­cyj­nych SNR-75 – stała się prio­ry­te­tem. Loty w rejonach, gdzie spodziewano się obecności pocisków rakieto­wych, wykonywano na wysokości około 450 metrów. Minimalizowało to zagrożenie ze strony S-75, ale jak łatwo zgadnąć – wystawiało Voodoo jako dogodny cel dla artylerii prze­ciw­lot­ni­czej. Tak źle i tak niedobrze. 19 stycznia 1967 roku dowódca 20. Taktycz­nej Eskadry Rozpoznaw­czej podpułkownik John Stirling (weteran drugiej wojny świato­wej i wojny koreańskiej) i jego prowadzony fotografujący cele w pobliżu Hanoi stali się celem dla osiemnastu (!) pocisków przeciwlotniczych.

Niemniej działka stanowiły mniejsze zagrożenie, głównie dlatego, że obsadzający je żołnierze byli na ogół słabiej wyszkoleni, a i sama strefa rażenia była mniejsza. W dru­giej połowie 1965 roku wykształciła się więc taktyka wykorzystująca te fakty: samo­loty, zarówno bojowe, jak i rozpoznawcze, pokonywały większość drogi do celu na małej wysokości (dla pilotów Voodoo było to cenne dziedzictwo służby w Europie), a następ­nie, w odległości około 11 kilometrów od celu, włączały dopalacze i wznosiły się na ponad 3 tysiące metrów. Na tej wysokości spędzały dwie–trzy minuty, wykonując po drodze zdjęcia za pomocą aparatów KA-1, po czym nurko­wały i wracały do bazy na małej wysokości. Taka taktyka minimalizowała zagrożenie ze strony rakietowych zes­ta­wów przeciw­lot­ni­czych, a jednocześnie utrudniała pracę obsadom działek, z natury rzeczy skupionych w bezpośrednim sąsiedztwie celów.

W połowie 1965 roku, gdy w Udorn stacjonowało już jedenaście RF-101C, z bazy wyko­ny­wano nawet czternaście samolotolotów dziennie. Oczywiście w połowie 1965 roku trwała już operacja „Rolling Thunder”, rozpoczęta 2 marca. Wykształcił się wówczas bardziej zorganizo­wany rytm pracy pilotów rozpoz­naw­czych. Jeśli atakowany miał być cel stacjonarny, pierwszy lot na rozpoz­na­nie wykonywano na dwadzieścia cztery godziny przed uderzeniem. Drugi – tuż przed. Wreszcie trzeci – dwadzieścia minut po uderzeniu dla potrzeb oceny strat i zniszczeń bojo­wych. Ale z tym ostatnim często były problemy, zaalarmowana opl wokół celu była już gotowa do otwarcia ognia i pa­łała żądzą zemsty (z do tego wiedziała, z której strony najpewniej nadleci samolot rozpoznawczy). Dla pojedynczego samolotu bez wsparcia maszyn uderzenio­wych mogło to być samobójcze zadanie. Z drugiej strony zdjęcia potwierdzające musiały być wykonywane w ciągu trzydziestu sześciu godzin od nalotu. Jeśli się to nie udało, dowódz­two zarządzało powtórny nalot, wychodząc z założenia, że nie ma pewności, czy cel zniszczono.

Aby przyspieszyć dostawę materiału fotograficz­nego do analityków, stop­niowo normą stawało się tankowanie w powietrzu w drodze do celu, a nie w drodze powrotnej. Po wykonaniu zdjęć pilot leciał z maksymalną możliwą prędkością do Tân Sơn Nhứt, tam zdawał zdjęcia i dopiero wtedy wracał do Udorn. W tajlandzkiej bazie praktykowano też wystawianie par dyżurnych RF-101C na wypadek, gdyby pojawiła się pilna potrzeba rozpoznania nagle zidentyfikowanego celu.

Następca Stirlinga na stanowisku dowódcy 20. Eskadry, podpułkownik James Brickel, przekonał się na własnej skórze, jak niebezpieczne może być wracanie nad świeżo zbombardowany cel. Peter Davies tak pisze o locie nad zbombardowaną stalownię w Thái Nguyên 10 marca 1967 roku:

Był to trzeci i ostatni eksperymentalny lot z użyciem F-4C wyposażonych w zasob­nik walki radioelektronicznej jako eskorty. [Brickel] z czterema Phan­to­mami II z Ubon nadleciał nad cel wkrótce po tym, jak ostatni klucz F-105 zrzucił bomby na główny kompleks przemys­łowy w Wietnamie Północnym. Podczas gdy rezerwowy RF-101C się odłączył, Brickel skierował się nad dymiący cel w otoczeniu chmary pocisków z dział przeciwlotniczych kalibru 37 i 57 milimetrów, z której większość eksplodowała poniżej niego. Ustawił się do przelotu foto­gra­ficz­nego, wykonywa­nego po linii prostej na stałej wysokości, i akurat wtedy kierowane rada­rowo działa kalibru 85 milimetrów ustawiły się na jego prędkość i wysokość lotu. Pocisk eks­plo­do­wał tuż pod jego samolotem i oder­wał jedną z dużych pokryw technicz­nych silnika, a także większość prawej lotki.

Z trudem utrzymując panowanie nad samolotem, podpułkownik Brickel w wy­peł­nio­nej dymem kabinie utrzymał działanie nieuszkodzonego lewego silnika i do­koń­czył przelot fotograficzny. Gęste eksplozje pocisków przeciw­lotni­czych ścigały go całą drogę nad celem i uszkodziły trzy eskortujące go Phantomy II. Wszystkie pięć samo­lotów skierowało się do bazy, a Brickel otrzymał później Krzyż Lotniczy – najwyż­sze odznacze­nie przyznane pilotowi RF-101 podczas wojny.

Analitycy (interpretatorzy fotografii) w Tân Sơn Nhứt.
(US Air Force)

Brickel odbył 106 lotów bojowych w wojnie wietnamskiej. Przed Krzyżem Lotniczym otrzymał także Srebrną Gwiazdę za lot z 1 maja 1967 roku, podczas którego sfotografował bazę lotniczą Hòa Lạc. Wymanewrował wówczas dwa rakietowe pociski przeciwlotnicze.

Pierwsze potwierdzone zestrzelenie RF-101C przez S-75 odnotowano 4 listopada 1966 roku. Ofiarą pocisku rakietowego odpalonego przez baterię zlokalizowaną przy Hoàng Xá, na południe od Hanoi, padła maszyna numer 56‑0093 kapitana Vincenta Connol­ly’ego. Peter Davies sądzi jednak, iż prawdopodobnie w ten sam sposób już 6 marca w pobliżu Vinh życie stracili kapitanowie Jerdy Wright (w 56‑0043) i Gordon Page (w 56‑0220). Okoliczności ich zestrzelenia nigdy nie ustalono.

Już w kwietniu 1965 roku na Voodoo pojawiły się zasobniki walki radioelektronicznej QRC‑160, mające zagłuszać sygnał stacji radio­loka­cyj­nych SON-9 i SNR-75. Działały w gruncie rzeczy tak, jak oczekiwano, ale miały zasadniczy problem: cztery zasobniki na jednym samo­locie zwiększały opór aerodyna­miczny na tyle, iż zauważal­nie wpły­wały na osiągi. Samolot miał wprawdzie tarczę na pociski przeciw­lot­nicze, ale zarazem stawał się dogodnym łupem dla pół­noc­no­wiet­nam­skich myśliwców, gdyby te pojawiły się w okolicy. Wkrótce wyszło też na jaw, że ich masa negatywnie wpływa na wytrzy­ma­łość strukturalną płata. Spółka General Electric opracowała w końcu zmoderni­zo­waną wersję oznaczoną AN/ALQ‑71, ale te zasobniki, kiedy w końcu wiosną 1967 roku dostarczono je do Azji Południowo-Wschodniej, trafiły już tylko na Thunderchiefy, nie na Voodoo. Te drugie otrzymały w zamian urządzenia AN/ALQ‑51, montowane wewnątrz płatowca.

Ciężki jest los zwiadowcy

Po zestrzeleniu kapitana Waltza w listopadzie 1964 roku 15. Taktyczna Eskadra Roz­poz­naw­cza nie doznała żadnych strat przez kolejne pięć miesięcy. 29 kwietnia 1965 roku maszyna numer 56‑0190 kapitana Charlesa Sheltona, działająca z Udorn w ramach grupy zadaniowej „Green Python”, została zestrzelona w pobliżu kwatery głównej Pathet Lao w Sam Neua w północno-wschodnim Laosie. Shelton zdołał się katapultować z płonącej maszyny, ale słaba pogoda udaremniła wysiłki śmigłowców ratunkowych. Shelton ukrywał się przez trzy dni, ale w końcu wpadł w ręce Pathet Lao i stracił życie w niewoli w nieznanych okolicznościach. Dokładnie dwa miesiące póź­niej nad Laosem kapitan Marvin Lindsey w 56‑0040, również pilot 15. Eska­dry z Udorn, został zestrzelony w pobliżu Sơn La w Wietnamie Północnym i zginął na miejscu. A w międzyczasie zestrzelony został także Herschel Morgan, którego casus omówiliśmy już wyżej.

27 lipca 1965 roku RF-101C, pilotowany przez kapitana Jacka Weatherby’ego, po raz pierw­szy sfotografował w pobliżu Hanoi stanowiska baterii S-75. Dwa dni później Weatherby zginął koło Yên Bái podczas lotu na rozpoznanie fotograficzne tej samej baterii, która 24 lipca zestrzeliła Phantoma. Samolot Weatherby’ego (numer 56‑0067) został trafiony pociskiem z działa przeciw­lot­ni­czego, praw­do­po­dob­nie kalibru 100 mili­met­rów, zapłonął i po chwili eksplodował na wysokości poniżej stu metrów. Podob­ny los spotkał siedemnaście dni później kapitana Fredrica Mellora. Ten wpraw­dzie zdążył się katapultować z ciężko uszkodzonej maszyny (56‑0186), ale zginął na ziemi w wymianie ognia z Wietnamczykami.

Jak Czytelnicy zapewne pamiętają, pierwsze seryjne RF-101 dostar­czono do 363. Tak­tycz­nego Skrzydła Rozpoz­naw­czego 6 maja 1957 roku. W ósmą rocznicę tego wydarze­nia 45. Eskadra doświadczyła kolejnej bolesnej straty. Kapitan Robert Stubberfield, doświadczony lotnik mający za sobą służbę na F-86, F-89, F-94 i F-100, lecąc za ste­rami 56‑0045 nad Vĩnh Linh dostał się pod ostrzał broni maszynowej. Prawdo­po­dob­nie zdołał się katapultować, ale zginął.

RF‑101C przelatujący nad stano­wis­kiem baterii dział przeciw­lot­ni­czych kalibru 100 mm sfotografował nie tylko działa, ale też swój własny cień.
(USAF)

27 września kapitan George Hall z 15. Eskadry, wchodzący w skład kontyngentu „Green Python”, wykonywał za sterami 56‑0204 lot na rozpoznanie nad Hoa Lư, gdzie znajdował się (i zresztą wciąż się znajduje) ważny most na rzece Đáy. Był to jego 196. lot bojowy. Lecąc na wysokości 150 metrów z prędkością 1000 kilometrów na godzinę, dostał się pod gęsty – i celny – ostrzał z ziemi. Hall zgodnie z procedurami skierował płonącą maszynę nad wody Zatoki Tonkińskiej, ale chwilę później musiał się katapul­to­wać. Został poważnie ranny, ale przeżył i spędził następne siedem lat w więzieniu w Hanoi.

5 października obrona przeciwlotnicza komunistów zebrała krwawe żniwo: aż sześć statków powietrznych. Pułkownik Dean Pogreba w F-105D jako jedyny padł ofiarą pocisków rakieto­wych. Oprócz tego zestrzelone zostały: drugi F-105D, F-4C, F-8E, F‑100D, śmigłowiec OH-13 Sioux i RF-101C. Pilotem tego ostatniego, numer 56‑0178, był kapitan Robert Pitts z 15. Eskadry, który wraz z prowadzonym majorem Tonym Weiss­gar­berem miał wykonać zdjęcia mostu i składu amunicji na północny wschód od Hanoi, odwiedzonych kilkanaście minut wcześniej przez formację F-105 i F-4. I owszem – oba Thunderchiefy i Phantom zestrzelone tego dnia były członkami tej właśnie wyprawy bombowej. Trudno o dobitniejszy dowód, że pilotów samolotów rozpoznawczych czekała tu ciężka przeprawa.

Trzynaście kilometrów przed celem Pitts zdążył jeszcze dostrzec wietnamskiego obser­wa­tora na szczycie wzgórza. Niemal w tym samym momencie wokół rozszalał się ostrzał przeciwlot­niczy. Lewy silnik w samolocie Pittsa został uszkodzony i natych­miast zapłonął, samolot Weissgar­bera także został uszkodzony, na szczęście lekko. Pożar w maszynie Pittsa ustał, kiedy pilot wyłączył lewy silnik, co pozwoliło mu do­trzeć aż do Đà Nẵng. Po drodze okazało się jednak, iż uszkodzenia objęły też insta­la­cję hydrauliczną, co uniemożliwiło pobranie paliwa z latającej cysterny. Pozos­tało więc tylko jedno rozwiązanie: lądowanie awaryjne w Đà Nẵng. Pitts wyszedł z niego bez szwanku, ale samolot, już i tak poważnie uszkodzony, doznał złamania podwozia w trakcie dobiegu, wypadł z pasa i zahaczył o niewielki budynek z radio­stacją. O remon­cie nie mogło być mowy. Na złom trafiła również postrzelana maszyna Weiss­garbera. Pilotów ćwiczono, aby nie latali po linii prostej, ale wykonywali ciągłe – nawet nie­znacz­ne – manewry, tak żeby utrudnić artylerzystom celowanie. Ale w czasie prze­lotu fotograficznego trzeba było zacisnąć zęby i lecieć jak po sznurku.

RF-101C ląduje w Udorn, 1967 rok. Egzemplarz ten rozbił się w Kentucky w listopadzie 1974 roku.
(USAF)

Ostatnim pilotem Voodoo zestrzelonym w 1965 roku został kapitan Norm Huggins z 45. Eskadry. 1 listopada także jego maszynę (numer 56‑0174) dosięgnął ogień broni maszynowej. Tak opisuje następne chwile Jeffrey Kolln:

Przelatywał nad wyspami koło Hajfongu. Został trafiony z cekaemu kalibru 12,7 mili­metra, [jego skrzydłowy Mike Thompson zauważył] płomienie wydobywające się z jego samolotu. Huggins skierował się nad otwarte wody, mogące mu zapew­nić bez­pie­czeń­stwo, i oddalił się na 25–30 mil, zanim kata­pul­to­wał się z poważnie uszkodzo­nego samolotu. Spadochron sprowa­dził go na wody blisko jednej z wyse­pek. Morgan ruszył w stronę brzegu, ale stojąc po pas w wodzie, zauważył ludzi biegnących plażą w jego stronę i nagle zrozumiał, że strze­lają do niego. Aby ich odstraszyć, stanął po szyję w wodzie, dobył rewolweru kali­bru .38 z kabury, wytrze­pał wodę […] i odpo­wie­dział ogniem. Kiedy płynął, wokół rozpętał się pojedynek między czterema F-105 a grupą łodzi próbujących go pojmać.

Na miejsce wezwano zespół ratowniczy: śmigłowiec eskortowany przez parę uderze­nio­wych A-1 Skyraiderów i myśliwce F-104, a także łódź latającą HU-16 Albatross. Właśnie jej dowódca, kapitan Wendt, dostrzegł strąconego lotnika. Kiedy łódź latająca w końcu wylądowała, Huggins – unoszący się na wodzie około stu metrów od lądu – toczył pojedynek na pistolety z trzema Wiet­nam­czy­kami, którzy przypłynęli za nim z wysepki. Wendt podprowadził samolot tak, aby ustawić go między Hugginsem i jego prześladowcami. Podczas gdy szeregowy Pleiman podjął Hugginsa z wody, szeregowy Allen seriami z M16 zmusił Wietnamczy­ków do odpusz­cze­nia. Albatross oderwał się od wody 69 minut po tym, jak Huggins się katapultował.

Rok 1966 okazał się jeszcze boleśniejszy – komuniści zestrzelili łącznie aż trzynaście Voodoo. Pierwszym pechowcem został kapitan Wilber „Newk” Grubb (na zdjęciu poniżej). Nie było to zresztą jego pierwsze katapultowanie z Voodoo. Pierwszy raz przydarzył się w maju 1964 roku „Royal Flush IX”, kiedy podczas lotu przez gęste chmury uznał wskutek usterki – nie wiadomo, czy samolotu jako takiego czy przyrządów – że stracił panowanie nad maszyną. Został wów­czas lekko ranny i spędził trochę czasu w szpitalu w Niemczech.

Kapitan Wilber Grubb pojmany przez Północnych Wiet­nam­czy­ków 26 stycznia 1966 roku po zestrzeleniu jego RF-101C 56‑0084 opodal Đồng Hới. Tu widzimy go, jak otrzymuje pomoc medyczną. Dziewięć dni później już nie żył. Nie wiadomo, czy był to skutek obrażeń odniesionych przy katapultowaniu czy może tortur, których powszechnie doświadczali amerykańscy jeńcy. Ten drugi scenariusz jest szczególnie prawdopodobny, jeśli wziąć pod uwagę, że Grubb został zmuszony do wygłoszenia przez radio komunikatów propagandowych.

7 marca 45. Eskadra straciła aż dwa samoloty, wspomnianych już wyżej kapitanów Jerdy’ego Wrighta i Gordona Page’a. Nigdy nie udało się ustalić, co tak naprawdę ich spotkało. Wiado­mo, że odpalono w ich stronę kilka pocisków systemu S-75. Wersja zakładająca pospolite zestrzelenie ma więc rację bytu. Ale nie można wykluczyć, że obie maszyny zderzyły się, kiedy w chaosie walki ich piloci wykonywali uniki. Jeszcze w tym samym miesiącu, 21 marca, eskadra straciła jeszcze jedną maszynę – 56‑0066 kapitana Arthura Burera, podziurawioną pociskami z karabinów maszynowych w trakcie przelotu fotograficznego nad Thanh Hóa. Katapultował się i wylądował na wyspie Hòn Mê, gdzie został pojmany. Wrócił do ojczyzny w 1973 roku.

Kwiecień także przyniósł utratę trzech maszyn. 2 kwietnia kapitan Dan Doughty z 45. Eskadry na 56‑0172 został strącony przez artylerię przeciwlotniczą w trakcie przelotu przełęczą w Górach Annam­skich na południe od Vinh. 22 kwietnia w pobliżu Lạng Sơn, tuż przy granicy chińskiej, został zestrzelony major Alan Brunstrom z 20. Eskadry (na 56‑0090), a 29 kwietnia koło Yên Bái – major Alan Runyan, także z 20. Eskadry (na 56‑0218), dla którego był to osiemdziesiąty ósmy lot bojowy. Wszyscy trzej lotnicy trafili do niewoli.

Maj i czerwiec minęły bez strat. 6 lipca koło Phieng Hong w Laosie, tuż przy granicy wiet­nam­skiej artyleria przeciwlotnicza strąciła RF-101C numer 56‑0051 majora Jamesa Younga, a 31 lipca w pobliżu Bắc Ninh w Wiet­na­mie Północnym – 56‑0226 majora Williama Bur­roughsa, dla którego był to przedostatni, dziewięćdziesiąty dziewiąty lot bojowy. Ci dwaj piloci, obaj z 20. Eskadry, także zostali jeńcami i wrócili do kraju odpowiednio w lutym i marcu 1973 roku. Przypadek Burroughsa był szczegól­nie przykry. Nikt po stronie amerykań­skiej nie wiedział, co go spotkało, więc przez kolejne lata był uznany za zaginionego. Dopiero kiedy rozpoczęła się operacja sprowadzania jeńców do kraju, najbliżsi dowiedzieli się, iż Burroughs wciąż żyje.

RF-101C 56-0172, zestrzelony z kapitanem Doughtym za sterami 2 kwietnia 1966 roku.
(US Air Force)

W sierpniu 20. Eskadra ponownie straciła dwa samoloty. 7 sierpnia major Paul Curtis na 56‑0064 leciał nad górami Laosu i Wietnamu Północnego, aby zminimalizować szanse wykry­cia przez nie­przy­ja­ciel­skie stacje radiolokacyjne. Pogoda była nieprzy­jemna – burze, nisko wiszące chmury. Wtem Curtis zauważył drzewa tuż przed nosem samolotu. Nie wiado­mo, co dokładnie się stało, czy Voodoo zahaczył o drzewa czy może Curtis, próbując wyminąć przeszko­dę, doprowadził do niekontrolowa­nego zadar­cia nosa. Faktem było, że pilot stracił panowanie nad samolotem i katapultował się na stosunkowo małej wysokości; wspomi­nał później, że po rozwinięciu się spado­chronu majtnęło nim trzy razy, po czym wylądował na zboczu góry. Spędził tam całą dobę, zanim inne samoloty wykryły sygnał z jego radia alarmo­wego. Na szczęście miejsce, w którym się znalazł, leżało daleko od stanowisk opl, toteż misja ratunkowa przebiegła bezproblemowo i wieczorem 8 sierpnia Curtis był już w Udorn.

12 sierpnia major Blair Wrye został zestrzelony – najprawdopodobniej przez artylerię przeciw­lot­ni­czą – w nieustalonych okolicznościach niedaleko miasta Nam Định w delcie Rzeki Czerwonej. Wrye zginął na miejscu, jego zwłoki prze­trans­por­to­wano do Stanów Zjednoczo­nych dopiero w 1990 roku.

3 listopada kapitan Dennis Haney z 45. Eskadry na 56‑0175 został trafiony pociskami stosun­kowo małego kalibru nad strefą zdemilitary­zo­waną oddzielającą Wietnam Pół­nocny od Południo­wego. Skierowawszy samolot nad morze, Haney katapultował się 40 kilometrów od brzegu na wysokości 2100 metrów i został podjęty z wody niespełna pół godziny później przez amerykański niszczyciel. Następnego dnia zginął kapitan Vincent Connolly, pierwszy pilot Voodoo na pewno zestrzelony rakietowym pociskiem przeciwlotni­czym. Krwawy dla społeczności Voodoo rok 1966 zamknęła 5 grudnia śmierć kapitana Arthura Warrena w pobliżu (znów) Yên Bái. Zdołał on wprawdzie się katapultować z samolotu numer 56‑0165 uszkodzonego przez opl i przeżył lądowanie, ale stracił życie prawdopodobnie w wymianie ognia z żołnierzami komunistycznymi.

Bilans strat w roku 1967 otworzył 8 lutego kapitan John Rogers z 45. Eskadry. Porażony przez artylerię przeciwlotniczą RF-101C numer 56‑0203 stanął w ogniu. Rogers kata­pul­tował się nad Zatoką Tonkińską, gdzie pojedynczy Skyraider odpędzał dżonki z wiet­nam­skimi rybakami do czasu, aż pilot został podjęty z wody przez załogę niszczy­ciela USS Alfred A. Cunningham (DD 752) typu Allen M. Sumner.

RF-101H. Zwraca uwagę krótszy nos w porównaniu z RF-101A/⁠C.
(US Air Force)

20 maja major Notley Gwynn Maddox z 20. Eskadry na 56‑01208 został strącony przez artylerię przeciw­lot­ni­czą podczas lotu na rozpoznanie koszar w miejscowości Kép. Jego samolot został trafiony jeszcze w drodze do celu, ale z powodzeniem wykonał przelot fotogra­ficzny. Jego prowadzony, kapitan Ray Carlson, który skupiał się na wykonaniu włas­nych zdjęć, widział, że Maddox odlatuje znad Kép pod gęstym ostrzałem. Później jednak nie zdołał nawiązać kontak­tu wizualnego z prowadzonym. Wraku jego maszy­ny nigdy nie odnaleziono, ale trzydzieści lat później Wietnamczycy przekazali Amery­ka­nom jego spadochron i buty.

Okolice Yên Bái okazały się szczególnie niebezpieczne po raz kolejny 21 czerwca. Kapi­tan Robert Patterson na 56‑0085 przeleciał bezpośrednio nad baterią S-75 na południowy zachód od Hoà Bình, a chociaż wiedział, że jest namierzany przez radar, jego uniki zdały się na nic. Pocisk sięgnął celu, a uszkodzenia sprawiły, że samolot stał się niesterowny. Patterson nie mógł skierować się nad Zatokę Tonkińską, mógł jedynie lecieć dalej na północ i starać się dotrzeć w rejon, gdzie gęstość opl jest mniejsza. Udało się – opuścił maszynę nad górami w pobliżu Yên Bái, skąd został podjęty przez śmigłowiec HH-3E.

Casus majora Jima Ketchuma z 45. Eskadry jest dyskusyjny, ale dlatego tym bardziej warto poświęcić mu dwa zdania. 7 lipca tuż po starcie z Tân Sơn Nhứt jego samolot (56‑0096) doznał usterki instalacji hydra­u­licz­nej. Ketchum odrzucił zbiorniki podwie­szane w wyzna­czo­nym do tego miejscu i próbował zawrócić do bazy. Kiedy wybuchł pożar prawego silnika, sytua­cja była jeszcze do odratowania, ale kiedy chwilę potem roz­błysło ostrze­że­nie o pożarze lewego silnika, a następnie wystąpił pompaż i silnik po prostu zgasł, pilotowi nie pozostało już nic innego jak tylko pożegnać się z samolotem. Ketchum katapultował się około sześciu kilo­met­rów od Tân Sơn Nhứt i został podjęty przez śmigło­wiec HH-43 Huskie. Nigdy nie udało się ustalić, co tak naprawdę dopro­wa­dziło do utraty 56‑0096 – pospolita usterka czy może ostrzał z broni maszynowej ze strony działa­ją­cych w tej okolicy partyzantów Việt Cộngu.

Czterej ostatni piloci zestrzeleni w 1967 roku pochodzili z szeregów 20. Eskadry. 1 sierpnia 1967 roku w pobliżu Vĩnh Yên kapitan Charles Winston za sterami 56‑0207 został trafiony pocis­kiem systemu S-75 na wysokości 5500 metrów. System walki radioelektronicznej AN/ALQ-51 zamontowany w samolocie nie spełnił swojego zadania. Winston nie zdołał się katapultować, zanim samolot – z oderwanym prawym skrzydłem – runął na ziemię.

Ostatni samolot kapitana Winstona, RF-101C 56‑0207.
(US Air Force)

Kolejnym dwóm zestrzeleniom przyjrzymy się w następnej sekcji artykułu, ponieważ tam spraw­cami były myśliwce. Wreszcie 18 października 1967 roku, podczas lotu na rozpoznanie szlaku Hồ Chí Minha w Laosie, ofiarą opl padł znany nam już z wcześniejszej części artykułu major Nick Pishvanov, lecący na 56‑0212. Trafiony przez działko przeciwlotnicze na wysokości zaledwie 150 metrów, „Szalony Rosjanin” musiał natychmiast się katapultować. Na szczęście wylądował cały i zdrowy w miejscu, z którego mógł go podjąć śmigłowiec. Było to ostatnie zestrzelenie Voodoo stacjonu­ją­cego w Udorn.

31 października 1967 roku dezakty­wo­wano 20. Taktyczną Eskadrę Rozpoznawczą stacjonującą w Udorn. Jej zasoby wpięto w 45. Eskadrę w Tân Sơn Nhứt, tak aby mogła prowadzić rozpoznanie nad Wietnamem Południowym i południowym Laosem. Obszar Wietnamu Północnego uznano za zbyt niebezpieczny, a wysyłanie tam Voodoo – za niepraktyczne.

Ale straty bynajmniej się nie skończyły. Intensywność lotów na rozpoznanie nad Wietnamem Południowym wzrosła skokowo po 21 stycznia 1968 roku, wraz z oblężeniem bazy amerykań­skiej piechoty morskiej w Khe Sanh, a tym bardziej po 31 stycznia – kiedy Việt Cộng rozpoczął słynną ofensywę noworoczną („Tết”). Podczas pierwszych trzech miesięcy bitwy o Khe Sanh – do momentu częściowego przerwania oblężenia – wszystkie samoloty rozpoznawcze US Air Force wykonały blisko 1400 lotów na rozpoznanie, a aparaty fotograficzne naświetliły łącznie ponad 300 tysięcy metrów bieżących błony. W ramach przeciwdziałania ofensywie „Tết” samego 1 lutego RF-101C wykonały dwadzieścia jeden lotów na rozpoznanie w promieniu piętnastu kilometrów od Tân Sơn Nhứt. I tak 8 lub 9 marca major Arther Beckstrom na 56‑0163 dostał się pod ostrzał artylerii przeciwlotniczej. Nie było szans na powrót do Tân Sơn Nhứt, ale pilot zdołał wylądować w Đà Nẵng. Maszynę odesłano na remont do USA, lecz już nigdy nie wzniosła się w powietrze. Rozbieżność w datach może wynikać z tego, że samolot wykonał swój ostatni lot 8 marca, a nazajutrz został uznany za nienadający się do naprawy na miejscu.

Ostatni Voodoo – 56‑0215 – został zestrzelony 6 sierpnia 1968 roku w pobliżu Thạch Bàn w Wietnamie Północnym, niedaleko strefy zdemilitaryzowanej. Major Giles Harlow w pewnym momencie zobaczył przemykające wokół pociski smugowe. Sekundę później poczuł trafienie gdzieś za kabiną. Harlow wykonał zwrot w stronę Zatoki Tonkińskiej. Niestety maszyna powoli stawała się nieposłuszna, prawdopodobnie wskutek wycieku płynu z instalacji hydraulicznej. Pilot katapultował się na wysokości Huế, bliżej brzegu, niż by chciał, i został podjęty z wody przez rybaków z Południa. Wkrótce na miejsce przybył śmigłowiec, który przejął go z łodzi. Rybakom wypłacono nagrodę w wysokości 11 800 đồngów. Był to okres wysokiej inflacji i niestabilności ekonomicznej, toteż trudno określić, co dokładnie można było kupić za tę kwotę, ale nie była to hojna nagroda, zwłaszcza że musiała być podzielona między kilka osób.

Spotkania z MiG-ami

W poprzedniej sekcji artykułu przyjrzeliśmy się bolesnym stratom zadanym eskadrom RF-101C przez pół­noc­no­wiet­nam­ską opl. Czytelnicy pamiętają zapewne, iż pierwszym ich pilotem, który padł ofiarą ognia z ziemi, był kapitan Burton Waltz, zestrzelony 21 lis­to­pada 1964 roku. Niemal dokładnie rok później – 15 listopada – nad Yên Bái na północny zachód od Hanoi nastą­pił pierwszy kontakt bojowy z pół­noc­no­wiet­nam­skimi myśliw­cami. Para MiG‑ów‑17, która zasadzała się na parę Voodoo, nie miała jednak większych szans. Najpierw prowadzony RF-101C ściągnął na siebie uwagę myś­liw­ców, a następnie zanurkował na wysokość około 30 metrów i czmychnął w poprzek miasta. Huraganowy ostrzał z ziemi zmusił wietnam­skich pilotów do odpusz­cze­nia – równie dobrze sami mogli oberwać. Tymczasem drugi Voodoo oddalił się nieniepoko­jony na dużej wysokości.

W przypadku spotkania z MiG‑iem‑17 najlepszym rozwiąza­niem było salwować się ucieczką. Nie manew­ro­wać, nie kluczyć, tylko wrzepić dopa­lacz i uciekać na wprost przed siebie. Fresco – jak oznaczono tę maszynę w kodzie NATO – mógł stanowić zagrożenie dla RF-101C tylko wtedy, gdy był dobrze naprowadzany z ziemi i mógł zajść go od przodu. W pogoni, gdzie jego lepsza zwrotność na nic mu się nie przydawała, nie miał cienia szans.

Formalnie pierwszy kontakt bojowy z MiG‑iem‑21 odnotowano 23 kwietnia, ale w tej sytuacji zagrożenie było praktycznie zerowe. Sytuacja stała się bardziej niebezpieczna 1 stycznia 1967 roku. Być może pilot tamtego Voodoo zostałby zestrzelony, gdyby nie radarowy odbiornik ostrzegawczy AN/APR-25 Vector IV. MiG ścigał swoją niedoszłą ofiarę z prędkością naddźwię­kową aż do granicy Laosu.

Fishbedy dobrały się do skóry pilotom Vooodoo tylko jednego dnia – 16 września 1967 roku. Major Robert Ray Bagley na 56‑0180 wykonywał lot na rozpoznanie linii kolejowej. Już po tym, jak wykonał zdjęcia, z bazy lotniczej Nội Bài (obecnie jest to główny port lotniczy Hanoi) poderwano parę myśliwców MiG‑21F‑13 należących do 921. Pułku Myśliwskiego. Pilot jednego z nich, Nguyễn Ngọc Độ (późniejszy generał dywizji), dopędził Voodoo, lecąc z prędkością Mach 1,4. Pocisk rakietowy R-3 sięgnął celu, Bagley musiał się katapultować, a Wietnamczyk dosłużył się tym sposobem tytułu asa myśliwskiego (wcześniej zestrzelił trzy F-105 i jednego F‑4). Bagley wpadł w ręce mieszkańców pobliskiej wsi, którzy zaczęli go torturować, zanim jeszcze trafił do więzienia w Hanoi.

Utrata maszyny Bagleya oznaczała zarazem utratę zdjęć, które wykonał. Wobec tego koniecz­ne było przeprowadzenie drugiego lotu na rozpoznanie. Misję tę powierzono znanemu nam już kapitanowi Pattersonowi na 56‑01819. Voodoo dotarł nad cel i… podzielił los poprzed­nika. Amerykanie przypisali zestrzelenie wietnamskiej artylerii przeciwlotniczej, ale ze szczątko­wych informacji na temat tego wydarzenia wynika raczej, iż Pattersona strącił raczej Phạm Thanh Ngân, który był prowadzonym, kiedy Nguyễn Ngọc Độ zestrzelił Bagleya. Patterson miał to szczęście, że doprowadził maszynę aż nad północny Laos i tam się katapul­tował. Wkrótce potem został podjęty przez śmigłowiec ratowniczy.

Łącznie w wojnie wietnamskiej jedenastu pilotów RF-101C trafiło do niewoli, trzydzieści sześć RF-101C zostało zestrzelonych, w tym dwa­dzieś­cia osiem nad Wietnamem Północnym, a dzie­więć uległo zniszczeniu w innych okolicz­noś­ciach. Weźmy przykład egzemplarza 56‑0182. Najpierw 4 grudnia 1966 roku został on lekko uszkodzony wskutek ostrzału moździe­rzo­wego bazy Tân Sơn Nhứt przepro­wa­dzo­nego przez partyzantów Việt Cộngu. Ale już nocą z 17 na 18 lutego 1968 roku ostrzał rakietowy tej samej bazy doprowadził do zniszcze­nia 56‑0182 (a także jednego Herculesa i jednego Phantoma II) oraz lekko uszkodził osiem innych RF-101C. Jako że w bazie Tân Sơn Nhứt pracowało kilka tysięcy Wietnam­czy­ków, skuteczne zabez­pie­cze­nie kontr­wy­wia­dow­cze było praktycznie niemożliwe.

Niektóre straty nie miały żadnego bezpośredniego związku z działaniami nieprzyjaciela. 9 sierp­nia 1967 roku major Jack Bond za sterami 56‑0225 w czasie podejścia do lądowania w Tân Sơn Nhứt nagle zauważył przed sobą śmigłowiec UH-1D. Wykonany w ostatniej chwili unik sprawił, że Voodoo nie wbił się z pełnym impetem w bok wiropłatu, ale uniknięcie kolizji było niemożliwe. Na wysokości 550 metrów samolot zahaczył brzuchem o wirnik i/lub belkę ogonową. Bond próbował jeszcze dociągnąć na lotnisko, ale kiedy zgasł prawy silnik, a samolot zaczął tracić stabilność, pilot uruchomił fotel wyrzucany. Pechowy UH-1D rozpadł się w powietrzu, jego pięcioosobowa załoga zginęła.

Ze względu na straty bojowe i różnorodne wypadki ponad połowa spośród 166 wyproduko­wa­nych RF-101C już nie istniała, kiedy całą flotę wycofywano ostatecznie ze służby w 1979 roku. Dla porównania: flota RF-4C straciła podczas wojny w latach 1966–1972 aż osiemdziesiąt trzy samoloty, w tym trzydzieści dziewięć nad Wietnamem Północnym. Życie straciło sześćdzie­się­ciu pięciu lotników.

Już prawie koniec

18 września 1966 roku w Udorn powołano do życia 432. Taktyczne Skrzydło Rozpoz­naw­cze pod dowództwem pułkownika Roberta Shicka, mające odpowiadać za wszyst­kie działania rozpoz­naw­cze realizowane z tej bazy. W tamtym czasie było jednak widać stopniowe przeka­zy­wa­nie tych zadań na ręce (czy może raczej na skrzydła?) RF-4C. Nowe skrzydło miało najpierw jedną eskadrę Phantomów (11. Taktyczną Eskadrę Rozpoznawczą), w następnym roku przybyła druga (4.), a liczba RF-4C w Udorn wzrosła do siedemdziesięciu. Część pilotów RF-101C przeszła w bazie Shaw przeszkolenie na RF-4C. Jak już widzieliśmy, od listopada 1967 roku domem Voodoo była jedynie baza Tân Sơn Nhứt.

Flota Voodoo cierpiała też z powodu intensywnych trudów służby bojowej. Jeszcze zanim poja­wiły się systemy S-75, samoloty musiały wykonywać gwałtowne manewry z dużymi prze­cią­że­niami, co w naturalny sposób powodowało uszkodzenia zmęczeniowe płatowców. We znaki dawały się im także warunki klimatyczne: wilgoć i upał (szczególnie źle wpływające na aparaty fotograficzne), ale też burze i gradobicia. Regularne długie loty skutkowały też wyczer­py­wa­niem się resursów silników. Niemniej dla Voodoo nadal znajdowały się ważne zadania. Szcze­gól­nie cenione były wielko­for­ma­towe aparaty KA-1, wykonujące zdjęcia pozwa­la­jące zidentyfi­ko­wać na przykład ślady po ogniskach czy ślady opon odciśnięte w błocie.

W tym okresie piloci na ogół latali na wysokości powyżej 900 metrów. Nad Wietnamem Połud­nio­wym nie trzeba było się obawiać rakietowych pocisków przeciwlotniczych, a większa wysokość lotu zapewniała większe bezpieczeństwo w zetknięciu z karabinami i działkami przeciw­lot­ni­czymi, chociaż oczywiście ceną za to była gorsza jakość zdjęć. Pilotom odradzano również wykonywanie kilkukrotnych przelotów nad celem, co wyrażano barwnym hasłem: one pass, haul ass – jeden przelot i bierz dupę w troki. Ale formalnego zakazu nie było i w sytua­cjach wyjątkowych pilot mógł wrócić nad cel czy obniżyć wysokość lotu. Szczególnie niebez­piecz­ne były loty przełęczami Mụ Giạ i Ban Karai. Rozstawiona tam opl była gęsta i przygoto­wana na regularne wizyty amerykańskich samolotów, tak rozpoznawczych, jak i bojo­wych. Pod koniec roku 1968 Voodoo zaczęły się skupiać na równie silnie bronionej dolinie A Sầu, przy granicy między oboma państwami wietnamskimi. Tą drogą siły komunistyczne ściągały duże posiłki na południe.

Ostatni lot na rozpoznanie spoza Tân Sơn Nhứt – z bazy Phù Cát pod Quy Nhơn – wyko­nano 14 października 1969 roku. Dwa tygodnie później dla 45. Eskadry zaczął się kolejny okres intensywnej pracy: ruszyła operacja „Commando Hunt III”. Wbrew nazwie celem w operacjach z tej serii (było siedem) chodziło o polowanie nie na komandosów, ale na cięża­rówki na szlaku Hồ Chí Minha. Wielko­for­ma­towe zdjęcia wykonywane przez Voodoo były najlepszym źródłem informacji o skutkach nalotów.

RF-101C 56-0176 o nazwie własnej Kathy’s Clown. Emble­mat z twarzą klauna widoczny jest przed wiatro­chro­nem kabiny. Później prze­mia­no­wany na Gerry’s Clown.
(US Air Force)

Kolejne wzmożenie nastąpiło pod koniec kwietnia 1970 roku, wraz z rozpoczęciem operacji lądowych w Kambodży. Waszyngton parł już wówczas na wietnamizację wojny, ale w tym celu konieczne było zabezpieczenie granicy Wietnamu Południowego z Kambodżą, gdzie regularne północno­wiet­nam­skie wojsko i partyzanci Việt Cộngu gromadzili siły do inwazji. Pentagon miał nadzieję, że Wietnam Południowy zdoła samodzielnie odeprzeć inwazję z północy (nadzieje te okazały się karykaturalnie chybione), ale nie mogło być mowy o jedno­czes­nym odparciu przeciwnika nacierającego i z północy, i z zachodu. Nowy dyktator Kambodży Lon Nol zgodził się, aby operację antykomunistyczną prowadzono w pasie o szerokości trzydziestu kilometrów wzdłuż całej granicy.

Ze względu na ścisłą tajność całej sprawy ani RF-101C, ani też RF-4C (również stacjonujące w Tân Sơn Nhứt) nie brały udziału w przy­go­to­wa­niach do inwazji kambodżańskiej. Trudno powiedzieć, czy ich wykorzystanie zmieni­łoby cokolwiek w jej ostatecznym skutku, ale na pewno pozwoliłoby Amerykanom lepiej się rozeznać w sytuacji w gęstej dżungli. Zdjęcia wykonywane przez słynne samoloty szpiegowskie U-2 w ogóle nie spełniały tej funkcji. Niemniej dopiero po tym, jak wojska lądowe przekroczyły granicę, przekroczyły ją także Voodoo i Phantomy. Wbrew umowie z Lon Nolem Amerykanie wysyłali samoloty aż na 110 kilometrów w głąb kambodżańskiego terytorium.

Po Wietnamie

45. Taktyczna Eskadra Rozpoznawcza wykonała ostatnie loty na rozpoznanie 1 listopada 1970 roku. Łącznie w roku 1970 wykonała 164 samolotoloty. Ostatnie RF-101C należące do 45. Eskadry opuściły Tân Sơn Nhứt 16 listopada. Wojna wietnamska miała trwać jeszcze prawie pięć lat, ale dla Voodoo już dobiegła końca.

Pierwotnie US Air Force zakładało, że przekazywanie RF-101C na ręce Lotniczej Gwardii Narodowej – i zastępowanie ich RF-4C – zacznie się już w 1965 roku. Wojna wietnamska wymu­siła rewizję tych planów. Dopiero po rozbudowie floty RF-4C w bazie Shaw rozpoczęły się przygotowa­nia do szkolenia lotników i mechaników Gwardii. W paź­dzier­niku 1970 roku ostatnia eskadra RF-101C z Shaw niemająca zadań w Azji Południowo-Wschodniej – 18. Taktyczna Eskadra Rozpoznawcza – rozpoczęła przesiadkę na Phantomy.

Samoloty z 29. Taktycznej Eskadry Rozpoznawczej stopniowo przekazano do bazy Selfridge w stanie Michigan, gdzie weszły w skład 127. Taktycznego Dywizjonu Rozpoznaw­czego. Tymczasem trzynaście RF-101A z 31. Taktycznej Szkoleniowej Eskadry Rozpoznawczej, sformowanej w Shaw w sierpniu 1969 roku, przekazano 191. Taktycznemu Dywizjonowi Rozpoznawczemu, także stacjonującemu w bazie Selfridge. Maszyny z 18. Eskadry trafiły do Lotniczej Gwardii Narodowej stanu Arkansas, a te, które wróciły z Tân Sơn Nhứt, trafiły ostatecznie do Lotniczej Gwardii Narodowej stanu Missisipi na Key Field. Ostatni RF-101C zakończył służbę w US Air Force 16 lutego 1971.

Służba w Lotniczej Gwardii Narodowej nie trwała długo. RF-101B wysłano na cmentarzysko w styczniu 1975 roku. Ostatnie RF-101C zostały odesłany na zasłużoną emeryturę 12 stycznia 1979.

Tajwan

Jak już widzieliśmy, Voodoo w wersji bojowej pojawiły się na Tajwanie latem 1958 roku, ale tylko jako goście. Tymczasem w listopadzie 1959 roku USAF uzgodnił przekazanie czterech RF-101A siłom powietrznym Republiki Chińskiej na własność w ramach programu „Boom Town”. Maszyny te (numery 54-1499, 54-1500, 54-1503 i 54-1519) wcielono do 4. Mieszanej Eskadry Rozpoznawczej z bazą w Tajpej. Wśród pierwszych pilotów znalazł się Yeh Chang-di, który później latał na U-2 i został zestrzelony nad Chinami.

Tajwańskie Voodoo rozpoczęły loty zwiadowcze nad Chińską Republiką Ludową – na obszarze naprzeciwko wysepek Kinmen – 8 grudnia 1960 roku. Ze względu na charakter tych misji do służby w 4. Eskadrze dopuszczano jedynie najbardziej doświad­czo­nych i poli­tycz­nie spraw­dzo­nych lotników. Amery­kań­ska 15. Eskadra z Kadeny zapewniała wsparcie szkoleniowe. Według jednego z jej pilotów, Gene’a Morrisa, w latach 1961–1962 w warunkach najściś­lej­szej tajności przeszko­lono na Okinawie sześciu tajwańskich pilotów. Niejako w geście wdzięcz­no­ści w kwietniu 1964 roku sześciu pilotów 15. Eskadry zostało zaproszonych na krótką wizytę w bazie 4. Eskadry w Taoyuanie. Miało to prawdo­po­dob­nie związek z osiągnięciem pełnej gotowości operacyjnej przez tajwańskie Voodoo.

Tajwański RF-101A (amerykański numer seryjny 54-1506, tajwański 5658). Egzemplarz muzealny w Akademii Sił Powietrznych w Kaohsiungu.
(玄史生, Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0)

Przez większość czasu służby RF-101A na Tajwanie USAF utrzymywał tam co najmniej jednego „doradcę”, przybyłego jednak z bazy Shaw, a nie z Kadeny. Różne źródła podają różne informa­cje o stratach 4. Eskadry. Najbardziej prawdopodobna liczba to trzy. Pierwszym z nich był 54-1498, dostarczony w lipcu 1961 roku jako zastępstwo za uszkodzonego w wypadku 54-1503. Nowa maszyna już 2 sierpnia została zestrzelona przez opl Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej w pobliżu Fuzhou. Pilot, Wu Pao-tze, dostał się do niewoli. Była to zarazem pierwsza strata Voodoo w warunkach operacyjnych.

Później nastąpiła rotacja, w której ramach trzy maszyny wróciły do USA, a na Tajwan trafiły 54-1501, 54-1505 i 54-1506. Egzemplarze te poddano kilku dodatkowym modyfikacjom zaczerpnię­tym z wersji „C”, między innymi wpro­wa­dzono pomocniczy wloty powietrza umożliwiający dłuższą pracę dopalacza (co sugeruje, że wprowadzono też zmiany w instalacji paliwowej służące temu samemu celowi). Pierwszy z tego tercetu został strącony w grudniu 1964 roku przez Shenyanga J-6 (MiG‑a‑19) nad Wenzhou. Pilot, Hsieh Hsiang-ho, został pojmany. Trzy miesiące później ofiarą myśliwca tego samego typu padł 54-1519, jedyny z pierwszej czwórki, który wciąż służył w Republice Chińskiej. Pilot, podpułkownik Chang Yu-pao, zginął. Ostatni tajwański RF-101 (54-1500) został wycofany ze służby 1 sierpnia 1973 roku.

„Sun Run” i „View-Do”

Na zakończenie tego artykułu cofnijmy się jeszcze raz do 1957 roku. Operacja „Sun Run” zasłu­guje bowiem na wzmiankę, choćby pobieżną. 27 listopada czterej piloci znanego nam już dobrze 363. Skrzydła ustanowili za sterami RF-101C trzy nowe rekordy prędkości lotu trans­kon­ty­nen­talnego.

Do operacji zaangażowano do niej w sumie sześć Voodoo (i sześciu pilotów): dwa, które miały wykonać przelot z Los Angeles do Nowego Jorku i z powrotem, dwa, które miały przelecieć w jedną stronę z Los Angeles do Nowego Jorku, i dwa rezerwowe na okoliczność jakichś usterek. Każdy lotnik przygotowywał się do lotu w obie strony, ponieważ decyzja o tym, komu zostanie powierzona która część operacji, miała zapaść z ledwie kilkudniowym wyprzedzeniem. Sukces operacji zależał jednak nie tylko od personelu 363. Skrzydła, ale także od załóg latających cystern KC-135 Stratotanker. Łącznie „Sun Run” wymagała dwudziestu sześciu tankowań w powietrzu na wysokości około 10 700 metrów. Dowódcą operacji mianowano podpułkownika Williama Nelsona.

Operacja zaczęła się w Kalifornii, gdzie o godzinie 6.59 czasu lokalnego kapitan Ray Schrecen­gost wystartował w swoim RF-101C z lotniska w Ontario (nieopodal Los Angeles) do lotu tam i z powrotem. W następnych minutach wystartowali kapitan Robert Kilpatrick do lotu w jedną stronę i rezer­wowy kapitan Donald Hawkins, który po pierwszym tankowaniu w powietrzu zawrócił do bazy lotniczej March. O 7.50 wystartował drugi pilot mający wykonać lot w obie strony – kapitan Robert Sweet. W ślad za nim polecieli porucznik Gustav Klatt (lot w jedną stronę) i rezerwowy kapitan Robert Burkhart (także wylądował wkrótce potem w bazie March). Wszystkie sześć Voodoo pomalowano na tę okoliczność w jaskrawe pasy, aby ułatwić identyfikację poszcze­gól­nych maszyn w powietrzu.

RF-101C 56-0166 – samolot kapitana Schrecen­gosta w czasie operacji „Sun Run”. Nosił wówczas nazwę własną Cin-Min, na cześć córek pilota (Cindy i Mindy). W czasie wojny wietnamskiej nazywał się Luv Bug.
(USAF)

Wszyscy czterej piloci bezprob­le­mowo pobili wcześniejsze rekordy na tych trasach, ustano­wione w lipcu 1957 roku przez majora Johna Glenna (późniejszego astro­nautę) w samo­locie Vought F8U‑1P Crusader. Najlepszy wynik na trasie Los Angeles – Nowy Jork uzyskał Klatt: 3 godziny, 7 minut, 43,63 sekundy. W przeciwną stronę i w obie strony rekordzistą został Sweet: odpowiednio 3 godziny, 36 minut i 32,33 sekundy oraz 6 godzin, 46 minut i 36,21 sekundy. Ale mało brakowało, a Klatt nie ukończyłby lotu10. Błąd nawigatora jednej z latających cystern sprawił, że kiedy Klatt podchodził do ostatniego tankowania, miał w zbiornikach tylko około 200 kilogramów paliwa.

Kolejne rekordy prędkości ustanowiono w kwietniu 1959 roku w ramach projektu „View-Do” (co brzmi podobnie do: „Voodoo”). 8 kwietnia kapitan Edward Taylor za sterami RF‑101C numer 56‑0119 osiągnął średnią prędkość 700,047 mili na godzinę (1126,616 kilometra na godzinę) na zamkniętej trasie długości 1000 kilometrów na wysokości 12 200 metrów. Tydzień później kapitan George Edwards, lecąc tą samą maszyną, ustanowił rekord 816,28 mili na godzinę (1313,68 kilometra na godzinę) na zamkniętej trasie długości 500 kilometrów.

Egzemplarze specjalne

Na przestrzeni lat kilka egzemplarzy F-101 różnych wersji poddano jednorazowym modyfika­cjom, którym przyjrzymy się w tej sekcji artykułu. Pierwszy oblatany egzemplarz danego typu jest, niejako z definicji, zawsze wyjątkowy, ale pierwszy Voodoo, numer seryjny 53‑2418, stał się jeszcze bardziej wyjątkowy, kiedy został przekazany spółce General Electric do prób różnych wersji silników J79. Po powrocie w szeregi US Air Force używano go do prób wysoko­ener­ge­tycz­nych paliw boro­wodo­ro­wych (o których pisaliśmy szerzej w artykule o XB-70). Zmodyfi­ko­wana maszyna została oznaczona NF-101A.

Ten F-101A w listopadzie 1955 roku przeobraził się w JF-101, a w sierpniu roku 1959 – w NF-101A.
(USAF)

Dziewiąty F-101A, noszący numer seryjny 53-2426, został przekazany spółce Pratt & Whitney w celu użycia w próbach mocniejszych silników J57-P-55, które miały być zamontowane w F-101B. Egzemplarz ten otrzymał oznaczenie JF-101A. O ile „N” oznacza trwałą zmianę konfiguracji statku powietrznego, o tyle „J” to oznaczenie zmiany tymczasowej. Po modyfikacji maszynę tę wyróżniały dłuższe dysze wylotowe silników, a także dodatkowe pomocnicze wloty powietrza. 12 grudnia 1957 roku major Adrian Drew za sterami 53-2426 ustanowił nowy rekord prędkości: 1 943,44 kilometra na godzinę na wysokości 11 900 metrów nad bazą Edwards. Oznaczenie JF-101A nadano także kilku innym egzemplarzom modyfikowanym do prób w locie. Na przykład 53‑2442 używany był do testowania „kokonów” dla pocisków GAR‑2.

F-101B o numerze seryjnym 57‑0410, który trafił na składowisko MASDC (obecne AMARG) w maju 1970 roku, został stamtąd wyciągnięty już w lutym 1971 roku. Przeleciał o własnych siłach do stanu Wyoming, gdzie został zmodyfikowany do zbierania danych o burzach (otrzymał przede wszystkim długą, pomalo­waną na biało-czerwono, sondę przed wiatro­chro­nem kabiny), a następnie przekazany Uniwersy­te­towi Stanowemu Kolorado. Jako maszyna badaw­cza, nosząca rejestrację cywilną N8234 i nazwę własną Gray Ghost, latała z bazy Lotniczej Gwardii Narodowej Buckley pod Denver. Kierownikiem programu był doktor Peter Sinclair, który często latał na tylnym fotelu podczas lotów badawczych. Pilotem przez cały czas był Jim Lucy. Samolot został wyrejestrowany 27 lutego 1973 roku. Obecnie znajduje się w zbiorach Combat Air Museum w stanie Kansas.

Jeden kanadyjski F-101B (numer seryjny 58‑0300) został przekon­wer­to­wany na samolot walki radio­elektro­nicz­nej w celu użycia w roli „agresora” podczas ćwiczeń. W sierpniu 1979 roku przydzielono go do 475. Eskadry Doświadczalnej w Tyndall. Planowano zmodyfikowanie w ten sposób aż dwunastu maszyn, ale plan spalił na panewce. Po zamknięciu programu trzy lata później jedyną maszynę wydzierżawiono Kanadyjczykom, którzy nadali jej oficjalny numer 101067, a nieoficjalnie oznaczenie EF-101B i nazwę Electric Voodoo. Charakterystyczny czarny samolot – pomalowany w ten sposób dla wyróżnienia go jako „agresora” – pozostał w służbie do 12 marca 1987 roku i od razu został odesłany do USA. Jego lądowanie w bazie Lotniczej Gwardii Narodowej stanu Minnesota w Duluth jeszcze tego samego dnia było ostatnim lądowaniem Voodoo w Stanach Zjednoczonych.

Electric Voodoo.
(Bill Zuk via Wikimedia Commons)

Refleksje na zakończenie

Kapitan Paul Subbie, który latał na samolotach rozpoznawczych w latach 1965–1977 i odbył sto lotów bojowych na RF-101C w składzie 45. Taktycznej Eskadry Rozpoznawczej, wspominał:

Uwielbiałem Voodoo, ale niektórzy piloci mówili, że to kupa śrub, nakrętek i alu­mi­nium latająca w luźnej formacji, ze względu na dźwięki, jakie wydawał w po­wie­trzu. Ja miałem przeciwną opinię: uważałem, że Voodoo jest cichą, nieza­wodną i stabilną platformą fotograficzną. Na wczesnym etapie służby prze­śla­do­wały go problemy z hydrauliką i podwoziem, ale większość z nich rozwiązał albo producent, albo USAF, albo technicy pod koniec wojny wietnamskiej. Voodoo, na którym latałem, robił dokładnie to, o co go prosi­łem, i dowoził mnie bezpiecz­nie do bazy po wszystkich moich lotach. Rzeczywiście miał kilka „niety­po­wych tendencji”, ale myślący pilot zapoznawał się dobrze ze swoim samolo­tem i miał na uwadze to, co wymaga ostrożności. Voodoo miał tendencję do zadzie­ra­nia nosa, która doprowadziła do wielu wypadków. Mogła ona zaskoczyć pilota, jeśli nie był z nią zaznajomiony albo pozwolił sobie na lekkomyślność.

Nigel Walpole tak opisuje start w RF-101:

Nie było potrzeba dużo mocy, aby Voodoo ruszył z miejsca, a kołowało się z nor­mal­ną prędkością na „małym gazie”. Sterowanie poprzez goleń przednią było bardzo sprawne, podobnie jak używanie hamulców w pedałach orczyka, ale ins­truk­cja obsługi zawierała dosadne ostrzeżenie, iż golenie podwozia głównego mogą się złamać przy ostrych zakrę­tach z prędkością przekraczającą 15 mil na godzinę. Start z włączonym dopalaczem był imponujący, każdy silnik wytwarzał smugę ognia […] na odległość 230 stóp [70 metrów] za samolotem. Ster kierun­ku zaczynał działać od 70 węzłów, przednia goleń podwozia nor­mal­nie odrywała się od ziemi przy 150 węzłach, a samolot wznosił się przy 175 węzłach. Bez zbiorników zewnętrznych i w chłod­nej pogodzie rozbieg o długości poniżej 700 jardów [640 metrów] nie należał do rzadkości, ale zdarzały się problemy. Nagro­ma­dzona woda wzbijana przez koła przednie zassana do silników mogła spowodować pompaż.

Natomiast co się tyczy samolotu dla Batmana… Niechaj Czytelnicy ocenią sami.

Przypisy

1. Wśród pilotów RF-101 krążył żart, iż działka usunięto, bo w przeciwnym razie piloci nie byliby w stanie się powstrzymać przed atakowaniem rozpoznanych celów. Co ciekawe, w RAF‑ie obowiązywała odwrotna filozofia: samoloty rozpoznawcze były uzbrojone i oczekiwano, że piloci będą w stanie we własnym zakresie ocenić, kiedy warto zaryzykować atak na cel przygodny.
2. Tankowanie z KB-50 było często mrożącym krew w żyłach doświadczeniem. Pobierając paliwo, Voodoo musiał lecieć z prędkością co najmniej 210 węzłów. Żeby oba samoloty mogły lecieć z taką prędkością, KB-50 musiał wchodzić w płytkie nurkowanie, a Voodoo – z wysuniętymi klapami i hamulcami aerodynamicznymi.
3. Na przykład w 1959 roku zwyciężyła reprezentacja Wielkiej Brytanii z kapitanem Johnem Turnerem w składzie; dwa lata później w ramach programu wymiany Turner zajął miejsce Walpole’a w bazie Shaw.
4. Poważnym problemem w tym okresie był brak dobrych map Wietnamu Południowego i Laosu. Piloci musieli korzystać z cywilnych map publikowanych przez Automobilklub Francuski.
5. Notabene nie był to pierwszy pobyt Voodoo w Tajlandii ani nawet w Don Mueang. W 1960 i 1961 roku samoloty te odwiedzały tę bazę i bazę Takhli w ramach ćwiczeń. A pierwsza wizyta RF-101 w tym teatrze działań nastąpiła już w 1957.
6. W tym okresie w Tân Sơn Nhứt stacjonowały też samoloty rozpoznawcze Martin RB-57E.
7. Maszyny te przybyły do Misawy zaledwie dwa miesiące wcześniej.
8. W maju 1963 roku ten sam egzemplarz został uszkodzony, kiedy wypadł z pasa podczas lądowania w Laon.
9. Zbiegiem okoliczności Bagley leciał na samolocie numer 0180.
10. Klatt leciał za sterami maszyny numer 56‑0165, zestrzelonej w Wietnamie w grudniu 1966 roku z kapitanem Warrenem jako pilotem.

Bibliografia

Joe Baugher, McDonnell F-101 Voodoo, joebaugher.com, 27 listopada 1999. Dostęp archiwalny: 26 lutego 2024.
Robert F. Dorr, McDonnell F-101 Voodoo, Osprey Publishing Limited, 1987.
Ronald Easley, An accident that almost broke up NATO , The Fighter Writer: Ron Easley’s Aviation Blog, 16 kwietnia 2015. Dostęp: 4 lipca 2025.
——, Something extra: Upgrading the F-101B fire control system, The Fighter Writer: Ron Easley’s Aviation Blog, 10 lutego 2015. Dostęp: 4 lipca 2025.
——, Taiwan and the RF-101A Voodoo, The Fighter Writer: Ron Easley’s Aviation Blog, 9 lutego 2016. Dostęp: 4 lipca 2025.
——, Voodoos vs. MiGs: 1965-1968, The Fighter Writer: Ron Easley’s Aviation Blog, 2 stycznia 2016. Dostęp: 4 lipca 2025.
Doug Gordon, The 66th Tactical Reconnaissance Wing in Europe. Sembachveterans.org, bdw. Dostęp: 4 lipca 2025.
William H. Greenhalgh, The RF-101 Voodoo 1961–1970, Office of Air Force History, 1979.
Jeffrey L. Kolln Sr., The McDonnell F-101 Voodoo: Aircraft Operational History (Volume 1, Volume 2, Volume 3), bnw, 2023.
Nigel Walpole, Voodoo Warriors: The Story of the McDonnell Voodoo Fast-Jets. Pen and Sword, 2020.
CF-101 Voodoo, New Brunswick Aviation Museum. Dostęp: 4 lipca 2025.
Operation Sun Run, National Museum of the United States Air Force. Dostęp: 4 lipca 2025.
ROCAF RF-101C? TaiwanAirBlog, 9 maja 2009. Dostęp: 4 lipca 2025.

US Air Force