Stwierdzenie, że wojna rosyjsko-ukraińska jest poligonem doświadczalnym, na którym powstają koncepcje wojny przyszłości, jest truizmem. To samo można powiedzieć o konflik­tach na Bliskim Wschodzie toczonych przez Izrael z Hamasem, Iranem i jego sojusznikami. Tempo rozwoju systemów bezzałogowych i taktyki ich użycia jest bardzo szybkie, nie wia­do­mo, co przyniosą kolejne miesiące. Stawia to siły zbrojne niezaangażowane w pełnoska­lowe konflikty przed licznymi wyzwaniami. Najważniejszym z nich wydaje się pytanie, w którą stronę pójść.

„Madziar” ostrzega NATO…

Robert „Madziar” Browdi stał się już legendą. To pionier wykorzystania dronów FPV i jeden z najbardziej wpływowych praktyków wykorzystania systemów bezzałogowych na polu walki. Jego zebrana ad hoc grupa „Ptaki Madziara”, kupująca drony z prywatnych środków, rozrosła się do rozmiaru brygady. 3 czerwca prezydent Wołodymyr Zełenski mianował majora Browdiego dowódcą Sił Systemów Bezzałogowych, nowego rodzaju wojsk w składzie ZSU, powołanego w lutym 2024 roku.

„Madziar” jest zadeklarowanym zwolennikiem jak najszerszego wykorzystania systemów bezzałogowych i elementów sztucznej inteligencji. Po objęciu nowego stanowiska ogłosił plan reform mających uczynić Siły Systemów Bezzałogowych jeszcze skuteczniejszymi. Kluczowe punkty to sprawniejsze dzielenie się doświadczeniem między jednostkami, unifikacja stoso­wa­nych systemów planowania misji i zarządzania walką systemów bezzałogowych, głębsza integracja jednostek bezzałogowców z jednostkami walki elektronicznej, nasłuchu radiowego (SIGINT) i zwalczania bezzałogowców wroga oraz rozwój bezzałogowych systemów lądowych.

Tyle w strefie walki. Poza nią Browdi zapowiedział usprawnienie systemu rekrutacji i szkolenia, unifikację komponentów takich jak akumulatory, mobilne systemy walki elektronicznej czy komponenty do personalizacji FPV i bomb, usprawnienie wymiany informacji między wojskiem a przemysłem oraz rozwój zaplecza badawczo-rozwojowego.

Wszystko to ma pozwolić na tańsze produkowanie większej liczby bezzałogowców i skutecz­niej­sze ich wykorzystanie na polu walki. Browdi zapowiedział też zmianę priorytetów. W stre­fie walki ukraińskie drony mają skoncentrować się na zwalczaniu nie pojazdów, lecz siły żywej, zwłaszcza zaś operatorów dronów. Według „Madziara” Rosja jest w stanie mobilizować miesięcznie około 30 tysięcy ludzi, dlatego w celu wygrania wojny należy miesięcznie eliminować 35 tysięcy żołnierzy wroga. Faktycznie, pojawiają się doniesienia o spadku intensywności ataków na rosyjskie wozy bojowe i logistykę.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MAJ BEZ REKLAM GOOGLE 59%

Dowódca ukraińskich Sił Systemów Bezzałogowych swoje poglądy na sposób prowadzenia nowoczesnej wojny wyłożył podczas lipcowego spotkania LANDEURO 2025 w niemieckim Wiesbaden. „Madziar” postanowił najwyraźniej wstrząsnąć NATO-wską publicznością. W jego opinii cztery ukraińskie zespoły operatorów dronów FPV zniszczyłyby bazę w Wiesbaden w ciągu kwadransa z odległości 10 kilometrów. Każdy czołg świata, niezależnie jak zaawanso­wany, może zostać powstrzymany przez drona kosztującego 300–400 dolarów.

Oprócz reklamy ukraińskich bezzałogowców Browdi wskazał jednak kilka istotnych wątków. Wojna nie skończy się szybko. Kluczowym pytaniem jest, w jakim stopniu NATO i poszcze­gólne kraje sojuszu są przygotowane do odpierania zmasowanych ataków Szahedów i ich pochodnych. „Madziar” przyznał przy tym, że początkowo Ukraińcy nie brali na poważnie zapowiedzi Putina o wysyłaniu na cele 500 Szahedów dziennie. Pod koniec lipca Moskale przekroczyli 400 dziennie. Kluczowym pytaniem pozostaje, jak wdrożyć ukraińskie doświadczenia w europejskie systemy bezpieczeństwa. Pytanie niezwykle pilne, jak pokazują wydarzenia z 10 września.

…a NATO ma wątpliwości

Państwa sojuszu podchodzą jednak do sprawy ostrożnie. Pewien bezwład jest zawsze charakterystyczny dla rozbudowanych instytucji. Istotne są też preferencje decydentów politycznych, żeby wspomnieć, jaką drogą przez mękę było wdrażanie systemów bez­zało­go­wych w niemieckiej Bundeswehrze. Z drugiej strony potęgi zawsze ostrożnie podchodzą do nowinek technicznych.

Zmiany i nowatorskie rozwiązania są zwykle domeną słabszych, chcących wyrównać w ten sposób szanse. Wystarczy przypomnieć brytyjsko-francuską rywalizację na morzu w XIX stuleciu. Francuzi, szukając sposobów na zniwelowanie brytyjskiej przewagi, wprowadzili jako pierwsi pancerniki, torpedy, miny morskie, okręty podwodne. Brytyjczycy pozornie reagowali wolniej, admirał Jacky Fisher był wyjątkiem od reguły, jednak gdy admiralicja przekonała się, do jakiejś nowinki była ona wdrażana szybko, na dużą skalę i najczęściej w dopracowanej formie.

Co ciekawe, obecnie to Brytyjczycy zgłaszają najwięcej zastrzeżeń. Odchodząc w sierpniu ze stanowiska Szefa Sztabu Obrony, admirał Tony Radakin ostrzegał przed „drontastycznością”, czyli przekonaniem że „wszystkie przyszłe walki będą toczyć się wyłącznie przy użyciu dronów”. Pod żadnym względem nie neguje jednak osiągnięć ukraińskich systemów bezzałogowych, jak neutralizacja rosyjskiej Floty Czarnomorskiej, która po tym, jak została zmuszona do opuszczenia Sewastopola, rzadko zapuszcza się poza redę Noworosyjska. Zdaniem Radakina bezzałogowce nie rozwiążą wszystkich problemów związanych z wojną przyszłości, dużo większe znaczenie ma wdrażanie sztucznej inteligencji. W opinii admirała dominacja na przyszłym polu walki należeć będzie do tego kto jako pierwszy wdroży ogólną sztuczną inteligencję, a następnie sztuczną superinteligencję.

– Jeśli sztuczna superinteligencja oznacza, że jestem o sekundę w tyle za przeciwnikiem, to mogę go nigdy nie dogonić – podsumował.

Również think tank Royal United Services Institute (RUSI) ostrzega w raporcie o znamiennym tytule „NATO Should Not Replace Traditional Firepower with ‘Drones’” (NATO nie powinno zastępować tradycyjnej siły ognia dronami) przed powielaniem rozwiązań stosowanych przez Ukrainę. Autor raportu, Justin Bronk, nie stwierdza tego wprost, ale „nadmierna zależność” wojsk ukraińskich i rosyjskich od dronów wynika z niemożliwości uzyskania panowania w powietrzu, które NATO postrzega jako podstawę umożliwiającą manewr dużych związków zmechanizowanych.

Bronk wskazuje cztery argumenty, dlaczego sojusz nie powinien przestawiać się na działania prowadzone w głównej mierze przez systemy bezzałogowe. Po pierwsze: takie rozwiązanie nie wykorzystuje słabości rosyjskich sił zbrojnych, wręcz przeciwnie – może być Rosji na rękę. Moskwa zainwestowała olbrzymie środki w rozwój systemów antydronowych, od systemów walki radioelektronicznej przez strzelby po systemy SHORAD. Bronk zwraca uwagę na istotny aspekt, który poruszaliśmy w Konfliktach już wcześniej: operacje systemów bezzałogowych są świetnym narzędziem propagandowym, a Ukraińcy osiągnęli na tym polu mistrzostwo. Wbrew pozorom informacje na temat działań bezzałogowców są bardzo oszczędnie dawkowane, a do szerszej publiczności trafiają przede wszystkim te udane. Podobnie postępują Rosjanie, chociaż na mniejszą skalę, przynajmniej w zachodniej infosferze.

Rosjanie uzyskali więc przewagę na polu zwalczania bezzałogowców, zwłaszcza dronów FPV, a Ukra­ińcy zmuszają ich, aby dalej podążali w tym kierunku. To drugi powód dla NATO, by unikać „dron­tas­tycz­no­ści”. Trzecim są wydarzenia na froncie. Mimo olbrzymich inwestycji w bezzałogowce i bezsprzecznych osiągnięć na tym polu Ukraina nie jest w stanie wygrać. Tutaj trzeba jednak polemizować z Bronkiem. Wszystko zależy od tego, jak definiujemy zwycięstwo. Sam fakt, że Ukraina od dwóch lat powstrzymuje zmasowane rosyjskie ataki i zadaje najeźdźcy ciężkie straty, można uznać za sukces. Osobna kwestią pozostaje, jak długo można prowadzić taką wojnę na wyczerpanie i czy systemy bezzałogowe są w stanie doprowadzić do przełomu w jedną albo w drugą stronę.

Finalny argument RUSI przeciw nadmiernemu poleganiu na systemach bezzałogowych jest raczej konkluzją. Bezzałogowce należy postrzegać jako element szerszego systemu systemów, ich zadaniem jest nie zastąpienie tradycyjnych platform, lecz umożliwienie im efektyw­niej­szego działania. Świetnym przykładem jest izraelska operacja „Naród jak Lwica”. Warto porównać tutaj działania Izraela z ukraińską operacją „Pajęczyna”. To, co w ukraińskim wydaniu było sednem operacji, dla Izraelczyków było wstępem do preludium. Przetransportowane na teren Iranu bezzałogowce, w tym drony FPV, posłużyły do wsparcia działań jednostek specjalnych, osłabienia irańskiej obrony powietrznej i systemu dowodzenia. To otworzyło drogę lotnictwu, które dokończyło dzieła.

Izraelskie sukcesy były skutkiem efektywnego wykorzystania różnych rodzajów uzbrojenia. Główną siłę uderzeniową stanowiło lotnictwo. Mimo wszystko samoloty bojowe nadal dysponują znacząco większym potencjałem niż bezzałogowce. O ile skutki ataków na irańskie instalacje jądrowe są dyskusyjne, o tyle obrona powietrzna i struktury dowodzenia poniosły ciężkie straty.

Powrót Bayraktarów

Tutaj pojawia się nowa koncepcja, jak w erze nowoczesnych systemów przeciw­lot­ni­czych umożliwić lotnictwu w miarę swobodne działanie. Pierwsza faza działań to ataki bez­zało­gow­ców i amunicji krążącej wymierzone w radary i stanowiska dowodzenia. Na osłabioną w ten sposób obronę kierowane są bardziej zaawan­so­wane pociski, jak AGM-88G AARGM‑ER, ATACMS i GMLRS.

Od czerwca ukraińska marynarka wojenna regularnie publikuje nagrania z udanych ataków Bayraktarów na cele naziemne i niewielkie jednostki nawodne. Nagrania pochodzą z operacji w rejonie Chersonia, często w okolicach Kosy Tendrowskiej. Co się stało? W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy ciągłe ukraińskie ataki, prowadzone przy użyciu pocisków balistycznych ATACMS i amunicji krążącej, koordynowanych i naprowadzanych przez bezzałogowce, skutecznie zmiękczyły rosyjską obronę przeciw­lot­ni­czą na Krymie i pod Chersoniem. Dzięki temu TB2 mogły znowu „rozwinąć skrzydła”.

Turecki bezzałogowiec był symbolem pierwszego roku wojny i osiągał liczne sukcesy w zwalczaniu Moskali. Jednak już roku 2023 rozbudowana rosyjska obrona przeciw­lot­ni­cza zepchnęła Bayraktary do zadań obserwacyjnych na drugorzędnych kierunkach. To doskonały przykład, że pozornie przebrzmiałe rozwiązania mogą świętować wielki powrót. Skoro Bayraktary mogły powrócić w roli uderzeniowej, to co mogłoby zdziałać lotnictwo NATO?

Jak zwraca uwagę Bronk, bomby kierowane, takie jak Paveway czy SDB, ciągle oferują najlepszą relację koszt/⁠efekt. W trakcie operacji „Naród jak Lwica” to właśnie bomby lotnicze były przyczyną największych irańskich strat. Również w Ukrainie bezzałogowce nie zepchnęły tradycyjnych platform na margines. Po obu stronach dowódcy nadal chętnie korzystają z artylerii, pocisków przeciw­pan­cer­nych, a także czołgów. Drony wymusiły zmianę taktyki ich zastosowania. Artyleria, podobnie jak lotnictwo, jest w stanie zapewnić zmasowany ostrzał. Coś, czego systemy bezzałogowe nie są w stanie jeszcze osiągnąć.

Do tego, jak zwraca uwagę serwis Counter­offen­sive Pro, artyleria w przeci­wień­stwie do dronów może razić cele w złych warunkach atmos­fe­rycz­nych. Według nie­po­twier­dzo­nych rosyjskich źródeł „Madziar” otrzymał rozsze­rzone uprawnienia, na przykład do kierowa­nia atakami HIMARS‑ów, z czego ma chętnie korzystać.

Konieczna jest tutaj pewna dygresja. Systemy bezzałogowe są często postrzegane jako „wyrównywacze”, pozwalają­ce biednym skutecznie niwelo­wać przewagę techniczną bogatych. Jednak w studium opartym na analizie doświadczeń z wojen domowych w Libii i Syrii, wojny w Górskim Karabachu i pierwszych tygodni wojny rosyjsko-ukraińskiej Antonio Calcara, Andrea Gilli, Mauro Gilli, Raffaele Marchetti i Ivan Zaccagnini uznali, że jest odwrotnie. Strona dysponu­jąca większymi zasobami może wprowadzić więcej bardziej zaawan­so­­wa­­nych bezzało­gow­ców wraz ze środkami przeciw­­dzia­­ła­nia, ugruntowu­jąc tym samym swoją przewagę.

Po części widać to w wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Po pierw­szym szoku Rosjanie wykorzys­tali większy potencjał przemysłowy i mobilizację gospodarki, aby uruchomić masową produkcję bez­zało­­gow­­ców. Ukraińcy są w stanie niwelować przewagę wroga dzięki sprawniej­szemu wdrażaniu nowinek technicz­nych i szybszemu propagowa­niu nowych taktyk w pod­od­dzia­łach. Patrząc natomiast z szerszej perspektywy, zaawan­so­wane bezzałogowe statki powietrzne okazują się niewiele tańsze od nowoczesnych myśliwców.

Również pogłoski o śmierci czołgu są przesadzone. Nadal nie wymyślono niczego lepiej łączącego mobilność, ochronę i siłę ognia, a naj­bar­dziej inno­wa­cyj­nym pomysłem są czołgi bezzałogowe. Podobnie rzecz ma się z innymi pojazdami opancerzo­nymi, żeby wspomnieć brytyjski pomysł przerobie­nia części bojowych wozów piechoty Warrior na opcjonal­nie załogowe lub autono­micz­nie obsługi­wane platformy do oczyszczania pól minowych.

A jednak zmiany

Nieco inne podejście prezentuje Amos Fox z Uniwersytetu Stanu Arizona. W jego opinii bezzałogowce faktycznie są gamechangerem, ale nie rozwiązują „nieodłącznych wyzwań wojny lądowej”. Systemy bezzałogowe bezsprzecznie okazały się skuteczne w zwalczaniu przeciwnika. Jednak w opracowanej przez Foxa matrycy zawodzą w kontrolowaniu obszaru, o który trwają walki, zwłaszcza w trudnym terenie. Zawodzą też w ochronie ludności cywilnej przed „stratami ubocznymi”. Cytując generała Pattona, koniec końców, żeby zdobyć i utrzymać teren, trzeba tam wysłać „faceta z karabinem, który wlezie do dziury w ziemi i wywali z niej drugiego faceta z karabinem”.

Zmiany wyraźnie widać w rozkładzie strat. Bezzałogowce, zwłaszcza drony FPV, okazały się szczególnie skuteczne w atakach na cele „miękkie”. Według Kijowa w roku 2022 systemy bezzałogowe odpowiadały za mniej więcej 10% strat ponoszonych przez obie strony. Z kolei według szacunków RUSI z marca tego roku bezzałogowce odpowiadały już za mniej więcej połowę rosyjskich strat w sile żywej. Browdi podał w Wiesbaden nieco skromniejsze dane. Siły Systemów Bezzałogowych mają odpowiadać za jedną trzecią rosyjskich strat w ludziach, stanowiąc, jak podkreślił „Madziar”, ledwie 2% ukraińskich sił.

Zachodzące zmiany są dobrze widoczne w relacjach z frontu. Wymuszone przez drony zmiany w taktyce częściowo opisaliśmy tutaj. Do sytuacji na polu walki dobrze pasuje ukuty przez admirała Johna Aquilino, byłego dowódcę amerykańskiego INDOPACOM‑u, chwytliwy szlagwort „krajobraz piekieł” (hellscape), chociaż admirał myślał wówczas o obronie Tajwanu przed chińską inwazją za pomocą masowo stosowanych tanich systemów bezzałogowych.

Najpierw strzelaj, potem pytaj

Zmiany w taktyce jednostek lądowych, zwłaszcza piechoty, to niezwykle obszerny temat, któremu poświęcony zostanie osobny tekst. Natomiast teraz trzeba pochylić się nad innym zagadnieniem związanym z rosnącym tłokiem w powietrzu. W rozmowie z serwisem The War Zone podpułkownik Michael Pruden z Combat Development and Integration Command amerykańskiej piechoty morskiej podał niezwykle ciekawą informację. Aż 40% bezzałogowców zestrzelonych przez izraelską obronę przeciwlotniczą od 7 października 2023 roku to przypadki friendly fire. Pruden nie zagłębiał się w szczegóły, nie wiemy więc, w jakich okolicznościach przypadki zestrzeliwania własnych dronów są częstsze, a w jakich rzadsze. Nasuwa się też pytanie, jak wygląda pod tym względem sytuacja na froncie rosyjsko-ukraińskim.

Skąd tak wysoki odsetek friendly fire? Według Prudena główną przyczyną jest działanie w myśl zasady: „najpierw strzelaj, potem pytaj”. Dronów jest dużo, wszystkie stanowią potencjalne zagrożenie, a czas na reakcję liczony jest w sekundach. W takich warunkach bezpieczniej jest najpierw strzelać.

– Jak mam powiedzieć komuś, że po prostu wypuszczam coś w powietrze, […] bez systemu identyfikacji swój-obcy (IFF), bez ograniczania czasu działania tego bezzałogowego statku powietrznego? – zastanawiał się podpułkownik. – Muszę być w stanie umieścić te rzeczy tam w górze, ale jak mam powiedzieć [ludziom], że umieszczam coś w powietrzu?

Problem staje się coraz istotniejszy wraz z rosnąca liczbą amunicji krążącej, miniaturowych i małych bezzałogowców na wyposażeniu wojska i rosnącą wprost proporcjonalnie liczbą systemów antydronowych. Kwestia nie dotyczy tylko najmniejszych dronów. Cahal przyznał się już do kilkukrot­nego zestrze­le­nia własnych bezzałogowców. W lutym ubiegłego roku na Morzu Czerwonym niemiecka fregata Sachsen przez pomyłkę o mało nie zestrzeliła amerykańskiego MQ-9 Reaper.

Podpułkownik Pruden jest dość pesymistyczny, jeśli idzie o rozwiązanie problemu identyfikacji. Podnosi szereg kwestii. Czy na przesyconym bezzałogowcami i systemami walki radioelektronicznej polu walki transpondery IFF będą działać poprawnie? Czy systemy odbiorcze nie ułatwią przeciwnikowi namierzenie pozycji oddziałów naziemnych? Jak na całą sytuację wpłynie wprowadzanie nowych sensorów, systemów łączności, elementów sztucznej inteligencji i rosnącej autonomiczności systemów bezzałogowych?

To kluczowe pytania, na które odpowiedzi szukają wojskowi. Nawet jeżeli siły zbrojne wypracują niedoskonałą, ale spójną koncepcję, pozostaje jeszcze kwestia przekonania decydentów politycznych. Nie od dziś wiadomo, że zdjęcie na tle czołgu są znacznie bardziej medialne niż przy pęku anten systemu walki radioelektronicznej. Chociaż jak podczas ostatniej defilady w Pekinie pokazali Chińczycy, nawet taki sprzęt można zademonstrować w widowiskowy sposób.

ministerstwo obrony Ukrainy