Tradycją zaczyna się stawać, że koniec roku oznacza wysyp chińskich nowości militarnych. Tym razem dominują bezzałogowe statki powietrzne, i to nie byle jakie. Chińczycy pokazali w ostatnich tygodniach kilka konstrukcji klasy HALE (High Altitude Long Endurance) skonstruowane w układzie latającego skrzydła. Oprócz nich pojawiły się też duże bezzałogowce transportowe. Co ważniejsze, wszystkie te premiery pochodzą z oficjalnych kanałów.
Sezon nowości zapoczątkowała 3 września defilada z okazji 80. rocznicy zwycięstwa nad Japonią. Część poświęconą dronom otworzył znany już od lat GJ-11/21. Oznaczenie GJ-21 stosuje się wobec domniemanej wersji pokładowej i faktycznie, uważni obserwatorzy dopatrzyli się na prezentowanym dronie możliwości składania skrzydeł. Za GJ-11/21 wieziono GJ-2, czyli kolejną wersję rozwojową „chińskich Predatorów” z rodziny Wing Loong.
Zamieszanie zaczęło się później. Za znanymi GJ-11 i Wing Loongiem wieziono bowiem duże bezzałogowce trzech nieznanych wcześniej typów. Nie podano ich oznaczenia. Pierwsze dwa wyglądały na bezzałogowych lojalnych skrzydłowych. Prace nad kilkoma maszynami tej klasy trwają w Chinach, a ich efekty prezentowane są regularnie na salonie lotniczym w Zhuhai. W obu maszynach pokazanych na defiladzie zdecydowano się na układ bezogonowy i wlot powietrza na grzbiecie kadłuba. Jeden z bezzałogowców wyglądem przypomina rosyjskiego drona S-70 Ochotnik‑B.
Chinese drone systems at WWII victory day parade pic.twitter.com/KZ3EdgYOMt
— Chengdu China (@Chengdu_China) September 3, 2025
Największe wrażenie zrobiły jednak ostatnie z bezzałogowców. Chociaż bardzo podobne, można dopatrzyć się miedzy nimi pewnych różnic, co skłoniło zachodnich analityków do nazwania ich roboczo typem A i B. Oba zbudowano w układzie bezogonowym z wlotami powietrza po bokach kadłuba. Przedstawiono je jako „bezzałogowe myśliwce przewagi powietrznej”. Chińskie koncepcje wojny powietrznej kładą duży nacisk na bezzałogowce, jednak czy czas bezzałogowych myśliwców już nadszedł, pozostaje dyskusyjne. Od czasu defilady pojawiło się niewiele informacji o prezentowanych wówczas dronach, chociaż w sieci wypłynęło nieco nieoficjalnych zdjęć dobrej jakości.
Hey, we finally have a clear image of the Type-E (?) CCA/UCAV, that was shown during the rehearsals for the September parade but strangely its appearance was canceled …
Serial number looks like 53430. pic.twitter.com/dkERSZsKsr
— @Rupprecht_A (@RupprechtDeino) September 18, 2025
Status tych projektów pozostaje niejasny. Chińskie władze zasadniczo nie pokazują na defiladach sprzętu, który nie został zaakceptowany do przyjęcia do służby. Niemniej część pokazanych w Pekinie bezzałogowców sprawiała wrażenie uproszczonych makiet albo co najwyżej demonstratorów technologii. Ukończonym projektem wydaje się jedynie GJ-11, który najprawdopodobniej osiągnął już gotowość operacyjną. Świadczyć może o tym film opublikowany 11 listopada z okazji 76. rocznicy powołania Sił Powietrznych Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej.
סין: יופי של הפקה הוליוודית כולל סצינה של הכטב״ם החמקן GJ-11 הפועל במשותף עם מטוסי J-20… pic.twitter.com/F4g9ClDeMI
— Presamiga (@presamiga) November 11, 2025
Na nagraniu GJ-11 wykonuje lot w zespole z myśliwcem J-20 i samolotem walki elektronicznej J-16D. Taki tercet może okazać się niezwykle skuteczny w walce. GJ-11 mają prowadzić misje rozpoznawcze i atakować silnie bronione cele, podczas gdy J-16D przełamują obronę powietrzną przeciwnika, torując drogę J-20. Oba typy załogowych samolotów bojowych mogą być wspierane w wykonywaniu swoich zadań przez GJ-11.
Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.
Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.
Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.
Zaskakujące nowości
Dwa tygodnie po pekińskiej defiladzie w Changchunie odbywały się pokazy lotnicze. Chińska Akademia Nauk zademonstrowała tam swój bezzałogowiec zbudowany, a jakże, w układzie latającego skrzydła. Maszyna z wyglądu przypomina konstrukcje braci Hortenów z lat 40. Dwa silniki umieszczono stosunkowo wysoko po obu stronach środkowej części kadłuba. Takie rozwiązanie zapewnia sporą przestrzeń wewnątrz kadłuba, co pozwala na zabieranie większego ładunku – od zapasu paliwa przez dodatkową elektronikę po komorę uzbrojenia. Nie podano żadnych informacji na temat bezzałogowca, status projektu jest nieznany, nie wiadomo, czy w Changchunie prezentowano demonstrator technologii czy prototyp.
A surprise spotted on the Changchun Air Show 2025 via bsdnf/SDF:
„Flying wing drones from the Chinese Academy of Sciences, intake design and the arched fuselage seems to be to make way for the weapon bay.“ pic.twitter.com/bz9koBGp5F
— @Rupprecht_A (@RupprechtDeino) September 15, 2025
Największym zaskoczeniem jest nie sama prezentacja, lecz fakt, że dron został opracowany przez Chińską Akademię Nauk, a przynajmniej nosił jej logo. Akademia nie była bowiem do tej pory znana z projektowania systemów bezzałogowych. Kolejne typy wojskowych dronów opracowywały najczęściej instytuty badawcze bezpośrednio związane z ChALW. Rozwiązanie tej zagadki może być banalnie proste. Systemy bezzałogowe zostały uznane za przyszłość wojny, a za tym poszły odpowiednie fundusze na prace badawczo-rozwojowe i produkcję. Rząd i wojsko przepalają na ten cel miliardy, a nie wszystkie inwestycje są trafione. Niewykluczone, że Chińska Akademia Nauk postanowiła uszczknąć coś dla siebie z tego tortu.
A żeby było jeszcze ciekawiej – bezzałogowiec Akademii jest łudząco podobny do Star Shadowa, zaprezentowanego przez chińską firmę Star Systems na Singapore Air Show w roku 2018. Czy i jaki jest związek między oboma konstrukcjami, pozostaje niejasne.
Większa nowość
Od kilku lat znany jest dron CH-7, podobnie jak GJ-11 uchodzący za kopię amerykańskiego X-47B. W połowie września, przeglądając zdjęcia satelitarne dostarczone przez firmę Planet Labs, redakcja serwisu The War Zone zwróciła uwagę na materiały przedstawiające bazę Malan. Położony w Sinciangu obiekt pełni funkcję centrum doskonałości systemów bezzałogowych SPChALW. Uwagę redaktorów przykuł widoczny na pasie startowym duży bezzałogowiec klasy HALE, bardzo podobny do CH-7. Pojawiła się jedna zasadnicza różnica. Rozpiętość CH-7 szacowana jest na 27 metrów, natomiast w przypadku maszyny nazwanej roboczo GJ-X może ona wynosić około 42 metrów. Jest więc rozmiarami porównywalny z B-21 Raiderem, może nawet nieco większy.
I was just playing around with the GJ-X and the X-47B, which has a similar overall configuration albeit being much smaller.
Any corrections are appreciated. pic.twitter.com/U41Hh5Af12
— @Rupprecht_A (@RupprechtDeino) September 19, 2025
GJ-X wzbił się w powietrze w połowie października. Na podstawie dostępnych danych jego zasięg jest szacowany na ponad 7 tysięcy kilometrów, a długotrwałość lotu na 15–20 godzin. Osobną kwestią pozostaje udźwig. Bezzałogowce niewiele różnią się tutaj od samolotów załogowych – udźwig każdej maszyny jest ograniczony, a im więcej paliwa zabiera, tym mniej ładunku użytecznego. Ten zaś w przypadku GJ-X oznacza najprawdopodobniej aparaturę rozpoznawczą i uzbrojenie.
Co i w jakiej ilości ten największy obecnie latający bezzałogowiec świata zabiera – pozostaje nieznane. Niezależnie od realnych możliwości taki dron klasy HALE jest bardzo użyteczny dla ChALW. Maszyna zdolna do długotrwałych lotów nad Pacyfikiem i obserwowania ruchów US Navy, Royal Australian Navy i Kaijō Jieitai może okazać się kluczowa dla wskazywania celów przeciwokrętowym pociskom balistycznym odpalanym z wyrzutni lądowych, przez okręty i samoloty.
NEW: China is testing its large unmanned stealth bomber, likely the GJ-X UCAV.
The drone’s wingspan reportedly exceeds 42 m. pic.twitter.com/IKSdQVV9Fc
— Clash Report (@clashreport) October 19, 2025
CH-7
Wreszcie 15 grudnia poinformowano o dziewiczym locie CH-7. Maszyna wystartowała z lotniska Pucheng w prowincji Shaanxi, kolejnego centrum doskonałości systemów bezzałogowych. Według doniesień chińskich mediów pierwszy lot planowano już na rok 2024. Na przeszkodzie miały stanąć przeciągające się testy, które ukończono dopiero w tym roku. Bezzałogowiec został opracowany przez 11. Instytut Badawczy podległy korporacji lotniczej CASC.
Oficjalne nagranie dokumentuje jedynie start i lądowanie. Jego uzupełnieniem są liczne, dobrej jakości oficjalne zdjęcia zrobione maszynie na ziemi. Co ciekawe, upubliczniono fotografie stanowiska operatora. W sieci krążą też nieoficjalne ujęcia przedstawiające CH-7 w locie. Bezzałogowiec jest pomalowany na żółto, kolor bazowy charakterystyczny dla chińskich prototypów. Na krawędziach natarcia skrzydeł widoczna jest para czujników, zestaw kolejnych anten znajduje się na grzbiecie, a pod kadłubem widać czujnik osłonięty kroplową owiewką.
China’s CH-7 stealth combat drone has completed its first flight, marking the start of flight testing.pic.twitter.com/Z2l0NOyJ18
— Clash Report (@clashreport) December 15, 2025
Co już wiadomo o samym CH-7? Oczywiście niewiele. Długość kadłuba określana jest na 10 metrów, rozpiętość skrzydeł na 27 metrów. Z kolei masa startowa ma wynosić 8–10 ton. Pułap ma wynosić 16 tysięcy metrów, zaś długotrwałość lotu – 15–16 godzin. Bezzałogowiec ma osiągać wysoką prędkość poddźwiękową w okolicach 900 kilometrów na godziną. Biorąc pod uwagę, że projekt pozostaje cały czas na etapie prototypu, należy spodziewać się zmian we wszystkich tych kategoriach.
Premier vol réussi du drone à aile volante CH-7, développé par le groupe CASC. pic.twitter.com/mEv2XDdtT9
— East Pendulum (@HenriKenhmann) December 15, 2025
Przeznaczenie CH-7 zapewne będzie podobne jak GJ-X – przede wszystkim będzie wypełniać zadania obserwacyjne i rozpoznawcze, wskazując cele dla kompleksu uderzeniowego. Samodzielne prowadzenie misji uderzeniowych też wchodzi w grę, chociaż nie wiadomo ile i jakiego uzbrojenia będzie mógł zabrać.
CH-7 znany jest od lat. Konstrukcja debiutowała jeszcze w roku 2018 jako pełnowymiarowa makieta na salonie lotniczy w Zhuhai. Od tamtej pory była systematycznie rozwijana i tutaj pojawiają się wątpliwości, czy upublicznione zdjęcia na pewno przedstawiają dziewiczy lot. W listopadzie tego roku pojawiły się fotografie, na których widać w locie bardzo podobny bezzałogowiec. Jedyną różnicą wydaje się usterzenie pionowe w układzie „V”.
Tutaj zaczyna się robić ciekawie. Na oficjalnych zdjęciach CH-7 w tylnej części kadłuba widać prawdopodobne mocowania pionowych sterów. Wiadomo, że statki powietrzne w układzie bezogonowym i latającego skrzydła mają problemy ze statecznością. Niewykluczone, że na etapie wcześniejszych prób CH-7 faktycznie miał stery kierunku, które po rozwiązaniu problemów ze statecznością zdjęto. W tym przypadku oficjalne materiały dokumentowałyby pierwszy lot, ale w czystym układzie latającego skrzydła.
Besides the official unveiling of the GJ-11 also another flying wing UAV/UCAV – namely the CH-7 – was seen for the first time flying; however quite surprisingly with additional tails attached. pic.twitter.com/YCG04PCBdr
— @Rupprecht_A (@RupprechtDeino) November 11, 2025
Bezzałogowe transportowce
Czynniki oficjalne postarały się też o odpowiednią promocję pierwszego lotu drona Jiutian (dziewiąte niebo, w chińskiej mitologii z grubsza odpowiednik zachodniego siódmego nieba), dużego bezzałogowego transportowca. Maszyna miała premierę na ubiegłorocznym salonie lotniczym w Zhuhai, gdzie pojawiła się pod oznaczeniem SS-UAV. Odpowiadająca za projekt korporacja lotnicza AVIC nie wyjaśniła jednak, od czego skrótem jest SS. Nie były to jedyne wątpliwości dotyczące Jiutiana, o którego dziewiczym locie poinformowano 12 grudnia. Oblot pierwotnie zapowiadano na koniec czerwca tego roku. Również ten bezzałogowiec startował z lotniska Pucheng.
The short footage on Weibo (11 December 2025) pic.twitter.com/yYm5MtU5vZ
— Dragon Wong 黄龙 (@DragonWong2024) December 11, 2025
W tym przypadku nie mamy do czynienia z latającym skrzydłem. Jiutian wygląda jak Global Hawk z silnikiem przesuniętym bliżej środkowej części kadłuba, usterzeniem pionowym w kształcie litery „H” i wingletami na końcówkach skrzydeł. Uwagę zwraca też mocne podwozie, wskazujące na zdolność do operowania z lotnisk polowych. Według danych AVIC bezzałogowiec ma 16,35 metra długości i rozpiętość skrzydeł około 25 metrów. Nie podano maksymalnej masy startowej, a jedynie ładowność, która ma wynosić 6 ton. Zasięg oceniany jest na około 7 tysięcy kilometrów, długotrwałość lotu – 12 godzin. Deklarowany pułap praktyczny wynosi 15 tysięcy metrów), a prędkość – 700 kilometrów na godzinę.
Wróćmy teraz do wątpliwości towarzyszących konstrukcji. W Zhuhai Jiutian reklamowany był jako wielozadaniowy bezzałogowiec zdolny do wykonywania szerokiej gamy zadań, w tym „przenoszenia modułu misji ula”. Innym terminem, który się pojawił, był „izomeryczny moduł ula”. W obu przypadkach najprawdopodobniej doszło do błędnego tłumaczenia. Pod terminem „ul” kryje się oczywiście rój dronów, a izomery najprawdopodobniej oznaczają odpalane ze śmigłowców i innych bezzałogowców drony określane przez Amerykanów jako launched effects. Dzięki wymiennym głowicom mają wykonywać zadania rozpoznawcze, walki elektronicznej, napowietrznych stacji translacyjnych, wabików i amunicji krążącej.
„Izomeryczny moduł ula” jest więc z grubsza odpowiednikiem „kołczanu” opracowanego przez Sikorsky’ego dla U-Hawka UH-60L, bezzałogowej wersji. Różnica sprowadza się do rozmiarów. „Kołczan” może pomieścić od 24 do 50 efektorów. Większy Jiutian będzie zabierać znacznie więcej launched effects.
Some more images posted by CCTV1 reporting AVIC SS-UAV performing its maiden flight yesterday. pic.twitter.com/VyezVlzy8M
— @Rupprecht_A (@RupprechtDeino) December 12, 2025
Zaczyna to brzmieć jak czarny scenariusz amerykańskich strategów – Chińczycy mogą odpalić drony i amunicję krążącą nie tylko z kontenerów przewożonych przez statki, lub (wzorem ukraińskiej operacji „Pajęczyna” czy izraelskich ataków przeciwko irańskiej obronie przeciwlotniczej) z kontenerów przewożonych przez ciężarówki. Teraz w grę zaczynają wchodzić drony matki krążące w powietrzu w pobliżu Guamu, innych amerykańskich baz na Pacyfiku i Tajwanu. Taka wizja jest niewątpliwie kusząca dla Chin, które uważnie przyglądają się doświadczeniom wojny rosyjsko-ukraińskiej i od lat inwestują w skonteneryzowane systemy uzbrojenia.
Sam AVIC kładzie jednak nacisk na typowe zadania transportowe i cywilne zastosowania Jiutiana. Nie powinno to być zaskoczeniem. Mimo wieloletnich dużych inwestycji w infrastrukturę dotarcie do wielu rejonów Chin pozostaje trudne. Bezzałogowiec zdolny przenosić duży ładunek i operować z prostych lotnisk jawi się dla władz odległych części kraju jako bardzo atrakcyjna opcja. Tak samo dla wojskowych. Jiutian może okazać się równie przydatny do zaopatrywania garnizonów w Tybecie w pobliżu granicy z Indiami lub sztucznych wysp na Morzu Południowochińskim.
Chiny inwestują niemałe środki w rozwój dronów transportowych. Zakłady lotnicze z Shenyangu zademonstrowały 10 grudnia bezzałogowiec SUNNY-T2000. Jest on znacznie mniejszy niż Jiutian. Udźwig SUNNY-T2000 ma wynosić dwie tony, objętość komory ładunkowej to 15 metrów sześciennych, zasięg – około tysiąca kilometrów. Maszyna jest reklamowana jako alternatywa dla mniejszych samolotów transportowych działających na liniach cywilnych, ale zastosowania wojskowe oczywiście też wchodzą w grę.
A China-developed cargo drone, the SUNNY-T2000, rolled off the production line recently in Shenyang, northeast China’s Liaoning Province. Featuring a 15-cubic-meter cargo hold, the drone can carry up to 2 tonnes of cargo and has a range of more than 1,000 km at full load. It is… pic.twitter.com/wj9H4Cw3Ri
— China Science (@ChinaScience) December 10, 2025
Wojna propagandowa
Skąd nagle taka otwartość Pekinu? Do tej pory informacje o nowych systemach uzbrojenia trafiały w szeroki świat najczęściej w formie kontrolowanych przecieków. Teraz nastąpił wysyp materiałów w wysokiej rozdzielczości. Są dwa, wzajemnie niewykluczające się wyjaśnienia tej zagadki. Pierwsze to wsparcie eksportu. Chińskie firmy zdobyły już mocną pozycje na globalnym rynku systemów bezzałogowych. Obwieszczanie wszem wobec oblotów nowych konstrukcji może pomóc w zdobyciu nowych klientów.
Istotniejszy wydaje się wątek propagandowej rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi. Wystarczy przypomnieć, co na początku tego roku działo się wokół J-36 i J-50. Chiński aktyw starał się wykorzystać najlepiej, jak się da, potencjał obu myśliwców nowej generacji, zwłaszcza na platformach społecznościowych zakazanych w Chinach. Chodziło oczywiście o pytanie: latają już dwa chińskie myśliwce następnej generacji, a gdzie jest NGAD? Amerykanie przyspieszyli z programem F-47, a przynajmniej zaczęli robić wokół niego więcej szumu, więc potencjał propagandowy obu chińskich samolotów zmalał. Trzeba było poszukać czegoś nowego, a najlepszym rozwiązaniem okazały się bezzałogowce. Pole, na którym Chiny mają niewątpliwe sukcesy.
Zaczęła się powtórka z rozrywki, a jej głównym bohaterem stał się GJ-X. Ponownie na platformach niedostępnych w Chinach zaczęły pojawiać się wpisy obwieszczające przełomowe osiągnięcie chińskiego przemysłu lotniczego, który zostawił w tyle Amerykanów. GJ-X zdyskwalifikował rzekomo B-21. Złośliwie zaznaczmy, że udźwig Raidera szacowany jest na około 2o ton, a chińskiego bezzałogowca na 2–4 tony.
The B-21 was made obsolete by China’s GJ-X before it was even commissioned.https://t.co/IvulrbPs5z pic.twitter.com/jqK7PIqwSu
— Belt & Road (@BRI_news) December 10, 2025
Przyglądając się bliżej wymienionym powyżej bezzałogowcom, można jednak stwierdzić, że szału nie ma. Transportowy Jiutian nie jest żadnym przełomem. AVIC z powodzeniem skalował w górę znane już i stosowane rozwiązania. CH-7 i GJ-X także nie niosą ze sobą przełomu. Z defilady 3 września wiemy, że ChALW ma w zanadrzu znacznie ciekawsze „cuda”, którym tak chętnie się już nie chwali. Równie interesujące jest pytanie, dlaczego w USA po latach fascynacji układ latającego skrzydła zaczęto traktować ozięble, a w Chinach cieszy się on nadal popularnością. Nasuwają się także pytania o silniki chińskich bezzałogowców czy sprawność łączy danych.
To wszystko oczywiście w żaden sposób nie umniejsza potencjalnej wartości promowanych z wielką pompą bezzałogowców. Ich promocja wpisuje się jednak doskonale w wojnę psychologiczną. Chiny wybrały pole, na którym są mocne, technologicznie nie mają jednak druzgoczącej przewagi. Wykorzystanie oblotów bezzałogowców, a są liczne wątpliwości, kiedy do tego doszło, służy wprowadzeniu faktycznych i potencjalnych przeciwników w przekonanie, że w obliczu chińskiej przewagi wszelki opór jest bezcelowy.
Jak już pisaliśmy, działania dezinformacyjne i propagandowe odgrywały istotna rolę w radzieckich, a następnie rosyjskich koncepcjach wojny. Celem takich operacji było zdemoralizowanie przeciwnika i odebranie mu woli walki. Z czasem wykrystalizowała się z tego koncepcja wojny nieliniowej z jej naciskiem na zastosowanie informacji jako broni w walce o zdobycie przewagi w sferze mentalnej (noosfera). Głównym narzędziem walki stała się psychologia, a jej najważniejszym uczestnikiem (celem ataku) – ludność cywilna w innych krajach, co w przypadku systemów demokratycznych może mieć realne przełożenie na działania polityczne.
Rosyjskie idee spotkały się z żywym zainteresowaniem w Chinach. Ale wszystkich, którzy będą doszukiwać się związków z Sun Tzu (Sun Zi), czeka rozczarowanie. Zarówno dla Rosjan, jak i dla Chińczyków działania hybrydowe nie służą odniesieniu zwycięstwa bez walki. Infiltracja i demoralizacja to jedynie etap przygotowawczy do normalnej inwazji. Kolejni włodarze Kremla i Zhongnanhai widzieli w nich sposób na zniwelowanie gospodarczej, technologicznej i militarnej przewagi Zachodu. W tych założeniach działania hybrydowe to broń słabszych, mająca wyrównać ich szanse w walce z silniejszym przeciwnikiem.