Po długim ociąganiu się siły zbrojne Stanów Zjednoczonych zaczęły wprowadzać swoje klony irańskich Szahedów. Jeden z nich – LUCAS (Low-cost Uncrewed Combat Attack System) – przeszedł niedawno testy na pokładzie okrętu typu Independence USS Santa Barbara (LCS 32), operującego, jak na ironię, na wodach Zatoki Perskiej. Amerykanie nie są odosobnieni w tym procederze, a w ostatnich tygodniach, znowu po długich wahaniach, zaczęli wreszcie testować drony FPV.

W początkowym okresie pełnoskalowej wojny rosyjsko-ukraińskiej najbardziej wpływowym systemem był oczywiście turecki Bayraktar. Jednak już roku 2023 rozbudowana rosyjska obrona przeciw­lot­ni­cza zepchnęła Bayraktary do zadań obserwacyjnych na drugorzędnych kierunkach. Dopiero w ostatnich miesiącach, po osłabie­niu rosyjskiej obrony przeciw­lot­ni­czej atakami bez­zało­gow­ców, amunicji krążącej i pocisków przeciw­radio­loka­cyj­nych pozwoliły TB2 znowu rozwinąć skrzydła. W międzyczasie na gwiazdę wyrósł irański Szahed. Ten bezzałogowy samolot pocisk był znany już wcześniej i szeroko stosowany przez Iran w konflikcie zastępczym z Arabią Saudyjską, jednak dopiero Rosjanie pokazali pełną skalę możliwości tej konstrukcji.

Główne zalety Szahedów to prostota i niskie koszty produkcji. Wkrótce obok oryginałów pojawiły się rosyjskie klony znane jako Gierań i produkowana z wykorzystaniem chińskich komponentów Garpija. Coraz bardziej zaawansowane rosyjskie wersje Szahedów są poważnym problemem dla ukraińskiej obrony przeciwlotniczej. Bezzałogowce tej rozrastającej się rodziny stosowane są nie tylko do atakowania celów naziemnych, ale także jako wabiki i pociski kierowane.

Irański dron przecierał szlaki dla nowej kategorii uzbrojenia. Wojna rosyjsko-ukraińska doprowadziła do gwałtownego rozwoju amunicji krążącej, w tym systemów dalekiego zasięgu, takich jak Szahed. W przypadku tej ostatniej podklasy granica między amunicją krążącą a pociskami manewrującymi staje się coraz bardziej rozmyta. Systemy bezzałogowe spełniają wymagania wojskowych odnośnie do tanich pocisków manewrujących, które można produkować w dużej liczbie i masowo stosować na polu walki, przytłaczając obronę przeciwlotniczą nieprzyjaciela. Główną ich wadą pozostaje nieduża głowica bojowa, o masie kilkudziesięciu kilogramów.

Do kopiowania Szahedów szybko przystąpili też Ukraińcy. Jak to się mówi – klin wybija się klinem. Potencjał konstrukcji dostrzeżono też w Chinach, gdzie w ostaniach miesiącach nastąpił wysyp „szahedo­podob­nych” bezzało­gow­ców. Nie będzie zaskoczeniem, że w tym samym kierunku poszedł Tajwan. W obu krajach zaczęto wdrażać elementy sztucznej inteligencji, umożliwiające działanie w roju. Tą drogą można zrekom­pen­so­wać wiele niedostatków konstrukcji.

W USA podnosiło się coraz więcej głosów o konieczności stworzenia własnego klonu Szaheda. Pentagon jednak był wstrzemięźliwy. Była to część szerszego trendu charakterystycznego dla całego NATO. Mimo kolejnych doświadczeń płynących z frontów Europy Wschodniej, Kaukazu i Bliskiego Wschodu sojusz podchodził do sprawy bardzo ostrożnie. Były szef brytyjskiego Sztabu Obrony, admirał Tony Radakin, ostrzegał przed „drontastycznością”, czyli przekonaniem że „wszystkie przyszłe walki będą toczyć się wyłącznie przy użyciu dronów”.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

LUTY BEZ REKLAM GOOGLE 85%

Zmiany i nowatorskie rozwiązania są zwykle domeną słabszych, chcących wyrównać w ten sposób szanse. Wystarczy przypomnieć brytyjsko-francuską rywalizację na morzu w XIX stuleciu. Francuzi, szukając sposobów na zniwelowanie brytyjskiej przewagi, wprowadzili jako pierwsi pancerniki, torpedy, miny morskie, okręty podwodne. Brytyjczycy pozornie reagowali wolniej, admirał Jacky Fisher był wyjątkiem od reguły, jednak gdy admiralicja przekonała się do jakiejś nowinki, była ona wdrażana szybko, na dużą skalę i najczęściej w dopracowanej formie.

Możliwe, że obserwujemy kolejną odsłonę tego scenariusza. Kilka amerykańskich firm rozpoczęło prace nad swoimi „szahedo­podob­nymi” bezzałogowcami, chociaż Departament Obrony wyraził jedynie ograniczone zainteresowanie. Kopie Szahedów miały służyć jako cele ćwiczebne dla obrony przeciwlotniczej. Sprawy nabrały rozpędu, gdy w lipcu tego roku firma SpektreWorks z Arizony przedstawiła model FLM 136 LUCAS (Low-cost Uncrewed Combat Attack System).

Jak widać, nawet oznaczenie nawiązuje do jednej z wersji Szaheda (Szahed 136 i jego rosyjskie wcielenie Gierań-2 to obecnie najpopularniejsi członkowie tej rodziny). LUCAS był na samym początku reklamowany jaki cel powietrzny z możliwością przerobienia na amunicję krążącą.

Miesiąc później swojego Szaheda przedstawiła firma Griffon Aerospace z Alabamy. Również MQM-172 Arrowhead jest promowany jako cel powietrzny imitujący charakterystyki irańskich i rosyjskich bezzałogowców.

Obie firmy wstrzeliły się w odpowiedni moment. „Sekretarz wojny” Pete Hegseth ogłosił 11 lipca inicjatywę „Unleashing U.S. Military Drone Dominance” (w luźnym tłumaczeniu: uwolnienie dronowej dominacji sił zbrojnych USA). Pod tym typowym dla administracji Trumpa bombastycznym tytułem kryje się całkiem sensowny i praktyczny postulat. Pentagon wreszcie przekonał się do wdrożenia tanich systemów bezzałogowych wszelkich kształtów i rozmiarów. Kategoria ta obejmuje systemy od dronów FPV po klony Szahedów. Hegseth zapowiedział stworzenie całego ekosystemu rozwoju i masowej produkcji bezzałogowców (znowu kłaniają się ukraińskie doświadczenia), zaś winą za dotychczasowe opóźnienia obarczył biurokrację.

Deklaracje to jedno, praktyczna realizacja to drugie. Wydaje się jednak, iż przynajmniej w przypadku bezzałogowców „szahedo­podob­nych” Amerykanie przyłożyli się do pracy. Dowództwo Centralne Stanów Zjednoczonych (CENTCOM) ogłosiło 3 grudnia powstanie Task Force Scorpion Strike (TFSS). Zadaniem jednostki jest przetestowanie i wypracowanie odpowiednich procedur operacyjnych dla nowych systemów bezzałogowych. TFSS miała otrzymać LUCAS-y i zostać skierowana na Bliski Wschód aby „zmienić scenariusz w sprawie Iranu”.

Wydarzenia zaczęły nabierać tempa. Tego samego dnia, 3 grudnia, CENTCOM udostępnił nagranie, na którym widać kilkadziesiąt amerykańskich Szahedów. Przy tej okazji dało się poczynić kilka interesujących obserwacji. Pierwsza transza LUCAS-ów obejmuje dwa warianty. Jednym jest amunicja krążąca. Drugim, bardziej interesującym, bezzałogowiec wyposażony najwyraźniej w głowicę elektrooptyczną, przeznaczony zapewne do rozpoznania i misji obserwacyjnych. Na tym nie koniec. Na grzbietach bezzałogowców widoczne są miniaturowe satelitarne łącza danych. To niezwykle istotna cecha, umożliwiająca kontrolę dronów po starcie, operowanie w roju, atakowanie ruchomych celów i celów napotkanych w trakcie misji.

Bardziej zaawansowane możliwości oznaczają jednak wyższą cenę. W przypadku LUCAS-a ma ona wynosić około 35 tysięcy dolarów za sztukę. Dla porównania: chińskie firmy twierdzą, że cena jednostkowa ich klonów Szahedów to około 10 tysięcy dolarów. Serwis The War Zone, opierając się na dokumentach wykradzionych przez hakerów irańskim Pasdaranom, szacuje cenę oryginalnych Szahedów i ich rosyjskich klonów na 50 tysięcy dolarów za sztukę, przy czym przy pierwszych transakcjach Iran miał żądać od Moskwy nawet 375 tysięcy dolarów. Na drugim końcu są analizy oceniające koszt jednostkowy Szaheda na około 20 tysięcy dolarów.

Logiczne jest założenie, że coraz bardziej zaawansowane wersji Gierani i Garpiji będą coraz droższe. Pisaliśmy o tym tutaj, a jak zwrócili uwagę nasi zawsze czujni Czytelnicy, szacowana przez niektórych analityków cena na poziomie 500 tysięcy dolarów za egzemplarz nie ma żadnego poparcia w dowodach. Amerykanów również można krytykować za cenę wyższą niż u chińskich producentów, jednak z drugiej strony LUCAS jest 30–40 razy tańszy niż Tomahawk.

CENTCOM nie zwolnił tempa i 18 grudnia poinformowało o przeprowadzeniu dwa dni wcześniej udanego próbnego odpalenia LUCAS-a z pokładu operującego na wodach Zatoki Perskiej okrętu USS Santa Barbara typu Independence. Niestety nie podano żadnych szczegółów. Nie wiadomo więc, jaką odległość przebył bezzałogowiec, czy uderzył w jakiś lądowy lub morski cel ćwiczebny i z jakim skutkiem, ani czy i w jaki sposób był kontrolowany lub kierowany w trakcie lotu. Na udostępnionych materiałach widać jedynie start z pomocą silnika rakietowego z pokładu lotniczego.

Obszerne lądowiska dla śmigłowców jednostek typu Independence zapewniają dużo miejsca dla dodatkowego sprzętu, w tym systemów startowych bezzałogowców i amunicji krążącej, trudno jednak nie dopatrywać się w teście kolejnej próby dozbrojenia LCS-ów i znalezienia dla nich jakiegoś sensownego zastosowania. Także tutaj Amerykanie naśladują Irańczyków, którzy w roku 2022 utworzyli w ramach marynarki wojennej eskadrę okrętów nosicieli bezzałogowców.

Na drugim końcu skali

Na przeciwnym w stosunku do Szahedów końcu skali są drony FPV. Tutaj siły zbrojne Stanów Zjednoczonych, podobnie jak innych państw NATO, są dramatycznie w tyle za Ukraińcami i Rosjanami. W lipcu US Army chwaliła się zrzucaniem granatów z dronów – czymś, co islamskie bojówki na Bliskim Wschodzie robiły już pod koniec ubiegłej dekady. Film dokumentujący to „osiągnięcie” amerykańskich wojsk lądowych był tak wyśmiewany, że posty z nim usunięto z serwisów społecznościowych. Oczywiście w Internecie nic nie ginie.

Z kolei US Navy podczas przeprowadzonych w sierpniu ćwiczeń „Silent Swarm 25” testowała różne typy bezzałogowców powietrznych, nawodnych i lądowych. Wśród nich znalazł się dron FPV sterowany przy użyciu światłowodu. Tego typu rozwiązanie ma zniwelować wrażliwość na systemy walki elektronicznej przeciwnika, a wyspecjalizowali się w nim Rosjanie, chociaż i Ukraińcy mają na tym polu swoje osiągnięcia.

W całych siłach zbrojnych najbardziej zainteresowane wykorzystaniem od lat jest Korpus Piechoty Morskiej. Pierwsze podejście do tematu to rok 2019, gdy w zreorganizowanej drużynie piechoty morskiej miał znaleźć się operator dronów. Doświadczenia wojny rosyjsko-ukraińskiej jedynie potwierdziły słuszność tych założeń, marines coraz bardziej naciskali na wprowadzenie miniaturowych bezzałogowców jako systemu uzbrojenia drużyny/plutonu równoprawnego z bronią strzelecką i granatami ręcznymi. Jednak dopiero w grudniu tego roku podczas ćwiczeń na Okinawie wykorzystano wyposażony w dwukilogramową głowicę bojową czterowirnikowiec Archer firmy Neros.

Archer wpisuje się w zamieszczone w ogłoszonym 18 grudnia przez Korpus zapytaniu o informacje wymagania wobec małego bezzałogowego systemu powietrznego. Jednym z nich jest cena jednostkowa poniżej 4 tysięcy dolarów za sztukę. Archer ma kosztować około 3,6 tysiąca dolarów, co i tak jest wyższa kwotą niż w przypadku masowo produkowanych chińskich i ukraińskich dronów FPV. Po amerykańskiej stronie wyraźnie widać problem z kosztami, w złośliwych komentarzach internautów kwitowany pytaniem, czy bezzałogowce mają służyć obronie kraju czy zyskom akcjonariuszy. Największe emocje wzbudza kolejny bezzałogowiec w układzie czterowirnikowca – Rogue 1 firmy Teledyne FlLIR Defense. Pierwsza transza 127 egzemplarzy zamówionych przez USMC miała kosztować około 94 tysięcy dolarów za sztukę. Po kilku miesiącach negocjacji cenę jednostkową udało się zbić o jedną czwartą, do około 71 tysięcy dolarów.

US Army / Spc. Kayla Mc Guire