Program europejskiego systemu wielozadaniowego samolotu bojowego nowej generacji po raz kolejny jest o krok od klęski. Wydaje się, że co roku jesienią główni partnerzy – Francja i Niemcy – popadają w spór o dalszy ciąg prac. Właśnie oglądamy kolejny odcinek tej telenoweli, ale wydaje się, że tym razem problemy są dużo poważniejsze niż w poprzednich latach.
Afera rozkręciła się 10 listopada. Przewodniczący rady zakładowej Airbus Defence and Space, Thomas Pretzl, opowiedział się za budową systemu FCAS bez udziału francuskiego Dassaulta, który konsekwentnie domaga się przyznania mu znacznie większej części prac. Posiedzenie rady odbyło się pod lekko ironicznym w tym kontekście hasłem: „Kto mówi o Zeitenwende, musi kupić Eurofightery!”.
– Chcemy w końcu ponownie opracować i zbudować dobry myśliwiec – powiedział Pretzl na spotkaniu pracowników w zakładach Airbusa w Manchingu. Podkreślił również, że między Airbusem a Dassaultem trwa spór o podział produkcji i że Airbus „potrzebuje jasności”. Przypomnijmy, że państwami uczestnikami programu są Francja, Niemcy i Hiszpania, a dodatkowo status obserwatora ma Belgia.
Niedługo potem głos zabrała nowa francuska ministerka sił zbrojnych Catherine Vautrin, która podczas wywiadu radiowego stwierdziła, że Niemcy nie mają obecnie możliwości – przede wszystkim specjalistycznego know-how – niezbędnych do samodzielnego opracowania samolotu bojowego. W minionych tygodniach także prezes Dassaulta Éric Trappier oświadczył (nie pierwszy raz), że jeśli Niemcy chcą działać na własną rękę, to mają wolną drogę.

Makieta myśliwca NGF europejskiego systemu FCAS/SCAF i bezzałogowego lojalnego skrzydłowego Remote Carrier prezentowana w 2019 roku.
(Tiraden, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)
Program europejskiego systemu walki powietrznej – nazwany po angielsku FCAS (Future Combat Air System), a po francusku SCAF (Système de Combat Aérien du Futur) – formalnie uruchomiono w kwietniu 2018 roku. Sam myśliwiec nazwano Next Generation Fighter (NGF). Będzie on częścią Next Generation Weapons System (NGWS) – systemu składającego się z samolotów załogowych, rojów bezzałogowców (remote carriers) i innych rodzajów uzbrojenia. To wszystko będzie z kolei częścią FCAS, na który poza NGWS będą składały się naziemne, lotnicze i kosmiczne środki rozpoznawcze oraz wiele innych systemów wspierających.
Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.
Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.
Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.
Vautrin podkreśliła, że Francja ma trzy wymagania w stosunku do NGF. Po pierwsze: musi osiągnąć gotowość operacyjną do 2040 roku. Po drugie: jego masa musi być dość niska, aby mógł działać z lotniskowca PA-NG (porte-avions de nouvelle génération). Wreszcie po trzecie: możliwość eksportu (w domyśle: bez ograniczeń stwarzanych przez niemieckie prawodawstwo). Zwróciła też uwagę na kwestię „suwerenności” konstrukcji jednostki napędowej. Notabene w toku wywiadu Vautrin pomyliła lotniskowce z fregatami.
Stanowisko Dassaulta, który (wbrew wcześniejszym umowom) nadal chce przejąć większość wartości prac nad NGF, sprawiło, że FCAS znalazł się w zawieszeniu. Przedsiębiorstwa z branży aeronautycznej już w grudniu ubiegłego roku proszono o złożenie oferty na drugą fazę FCAS, planowaną na 2026 rok, jednak rozbieżności między Dassaultem i Airbusem storpedowały ten plan.

Wizja artystyczna myśliwców NGF systemu FCAS na przyszłym francuskim lotniskowcu nowej generacji.
(Rama, Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 France)
Obecnie program jest w fazie demonstracyjnej 1B, rozpoczętej w grudniu 2022 roku. Francuska Dyrekcja Generalna do spraw Uzbrojenia (DGA) przyznała wówczas kontrakt wart 3,2 miliarda euro przedsiębiorstwom Dassault Aviation, Airbus, Indra i Eumet oraz ich partnerom przemysłowym. W tej fazie realizowane są prace studyjne i rozwój technologii niezbędnych w dalszej części programu. Podział prac w fazie 1B wygląda następująco:
- ujednolicenie, demonstracje i konsolidacja NGWS – Airbus, Dassault Aviation i Indra Sistemas jako partnerzy współwykonawcy kontraktu;
- NGF – Dassault Aviation jako główny wykonawca oraz Airbus jako główny partner z ramienia Niemiec i Hiszpanii;
- silnik NGF – joint venture Eumet (po równo Safran Aircraft Engines z Francji i MTU Aero Engines z Niemiec) jako główny wykonawca oraz ITP Aero z Hiszpanii jako główny partner;
- systemy bezzałogowe, remote carriery – Airbus z Niemiec jako główny wykonawca, MBDA z Francji i Satnus z Hiszpanii jako główni partnerzy;
- chmura bojowa – Airbus jako główny wykonawca, Thales z Francji i Indra Sistemas for Spain z Hiszpanii jako główni partnerzy;
- symulacje – Airbus, Dassault Aviation i Indra Sistemas jako partnerzy współwykonawcy;
- czujniki – Indra Sistemas jako główny wykonawca, Thales z Francji i FCMS z Niemiec jako główni partnerzy;
- stealth – Airbus z Hiszpani jako główny wykonawca, Dassault Aviation z Francji i Airbus z Niemiec jako główni partnerzy;
- wspólne środowisko robocze – Airbus, Dassault Aviation, Indra Sistemas i Eumet jako partnerzy współwykonawcy.
Niemcy obawiają się, że ze względu na harmonogram prace ograniczą się do silnika Safran M88 używanego w Rafale’u. Oznaczałoby to, że w przypadku jednostki napędowej cała wartość dodana i własność intelektualna pozostałyby nad Sekwaną. Poza tym, o ile Francuzi chcą myśliwca pokładowego, o tyle Niemcy, ze względu na swoje położenie geograficzne i przewidywane wykorzystanie samolotu, potrzebują myśliwca dalekiego zasięgu, który może startować z kraju i działać na wschodniej flance NATO bez tankowania w powietrzu. To z kolei wymusza większą pojemność zbiorników paliwa i mocniejsze silniki. Konstrukcja silnika i płatowca są ze sobą oczywiście ściśle powiązane, a historia uczy, że ich rozdzielanie źle się kończy. Światełkiem w tunelu jest to, że Safran i MTU Aero Engines realizują dotychczasową współpracę znacznie zgodniej niż Airbus i Dassault.
– Dziś FCAS jest obiektem, który dopiero musi być określony – powiedział rok temu Emmanuel Chiva, szef Dyrekcji Generalnej do spraw Uzbrojenia (DGA), członkom komisji obrony Zgromadzenia Narodowego. – Z pewnością będzie on następcą Rafale’a F5.

Schemat programu FCAS obejmującego myśliwce nowej generacji współpracujące z bezzałogowcami, satelitami i starszymi samolotami.
(Airbus)
Drony
Francuzi niedawno rozpoczęli prace nad nową wersją swojego wielozadaniowego samolotu bojowego. Z Rafale’em F5 będą współpracowały wyspecjalizowane drony bojowe. Dassault wykorzysta tu bogate doświadczenie z prac nad dronem nEUROn. Wprawdzie nie podano wprost, jakie zadania będą wykonywać lojalni skrzydłowi Rafale’a F5, ale z tonu komunikatów można wywnioskować, że nowe drony mają być w pełni wielozadaniowe, z wykonywaniem zadań powietrze–powietrze włącznie. A stąd już (w miarę) prosta droga do opracowania remote carrierów.
W pierwszych miesiącach 2026 roku miały ruszyć prace nad rzeczywistymi remote carrierami i samym NGF. Jeśli uda się dotrzymać tego terminu (co jest mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe), pierwsza próba chmury bojowej powinna nastąpić w 2028 roku, a pakiet czujników, jak przewiduje Aviation Week, będzie najpewniej testowany na zmodyfikowanym Fokkerze 100 należącym do DGA. Natomiast demonstrator NGF miałby się wznieść w powietrze rok później, tymczasowo napędzany silnikami Safran M88.
Podczas zeszłorocznych targów ILA w Berlinie pojawiło się kilka różnorodnych propozycji remote carrierów opracowywanych z myślą o NGWS. Najbardziej kompleksową wizję zaprezentował koncern MBDA, który wystawił Light Expendable Remote Carriera i Medium Expendable Remote Carriera.

FEANIX będzie mógł przenosić wymienne moduły z sensorami i głowicę bojową. Optymalnym schematem użycia będzie wypuszczenie formacji kilku współpracujących FEANIX‑ów.
(Maciej Hypś, Konflikty.pl)
Mają one przede wszystkim mylić obronę przeciwlotniczą jako przynęty i prowadzić rozpoznanie w najbardziej niebezpiecznych rejonach. ERC będą przenosiły różne pakiety sensorów rozpoznawczych i będą w czasie rzeczywistym przekazywały dane do pilota samolotu załogowego, który je wystrzelił, i do wszystkich innych w chmurze bojowej.
ERC muszą być stosunkowo niewielkie, tak aby mogły je przenosić klasyczne myśliwce. Największy z nich ma masę około 400 kilogramów i 4 metry długości. Mają osiągać wysokie prędkości poddźwiękowe i charakteryzować się dużą zwrotnością. Długotrwałość lotu ma wynosić ponad godzinę. Ponadto będą się odznaczały wysoką autonomicznością, aby swoją obecnością nie absorbować za bardzo uwagi pilota nosiciela.
Jeszcze bardziej uniwersalny ma być RCM² (Remote Carrier Multidomain Multirole Effector), który może być odpalany z wyrzutni MARS II, okrętów, myśliwców czy samolotów transportowych. Masa własna to 340 kilogramów, a zasięg wynosi ponad 500 kilometrów. RCM² ma przede wszystkim działać w roju. Różni użytkownicy sieci będą mogli równocześnie kontrolować ręcznie wybranego drona, niezależnie od tego, skąd i przez kogo został wystrzelony. Dużą różnicą w stosunku do ERC będzie możliwość uzbrojenia RCM² w głowicę bojową.
Swojego remote carriera zaprezentował także Diehl. FEANIX (Future Effector – Adaptable, Networked, Intelligent, Xpendable) założeniami odpowiada projektom MBDA. Zaliczany jest do kategorii lekkiej, będzie ważył poniżej 300 kilogramów i będzie mierzył poniżej 4 metrów. Jako główne zadanie producent postrzega obezwładnianie i niszczenie obrony przeciwlotniczej. Rozwój FEANIX-a nie jest jednak częścią programu FCAS/SCAF.
Koszt fazy 2 programu FCAS/SCAF szacowany jest na co najmniej 4,5 miliarda euro. Wciąż jednak nie ma informacji, jak zostanie rozwiązana kwestia ewentualnej budowy drugiego demonstratora, czego domagały się niemieckie związki zawodowe. Niemcy chcą w ten sposób zachować odpowiednie zdolności swojego przemysłu lotniczego.
A może F-35 albo GCAP?
Jako jedną z alternatyw dla Luftwaffe często wymienia się pozyskanie dodatkowych wielozadaniowych samolotów bojowych F-35A Lightning II w roli gap fillera. Niemieckie ministerstwo obrony zapewnia, że nie ma planów zakupu dalszych F-35A poza 35 egzemplarzami, które Berlin zdecydował się zamówić w marcu 2022 roku. Odpowiedź ministerstwa obrony na pisemne zapytanie deputowanej Jeanne Dillschneider z Zielonych, członkini komisji obrony Bundestagu, każe jednak przypuszczać, że coś jest na rzeczy.

Amerykański, holenderski i duński F-35A nad Arizoną.
(USAF / Airman 1st Class Dominic Tyler 56th Fighter Wing Public Affairs)
Dillschneidera chciała wiedzieć, „czy rząd federalny Niemiec planuje zakup dodatkowych F-35 w 2026 roku, a jeśli tak, to czy możliwości bazy lotniczej w Büchel są wystarczające do przyjęcia i obsługi kolejnych samolotów”. Nils Schmid, parlamentarny sekretarz stanu w resorcie obrony, odpowiedział, że „zakup zdefiniowany w pytaniu nie jest obecnie planowany”. A więc czyżby planowany był zakup w definiowany inaczej? W innym roku albo do innej bazy?
W praktyce ogarnięcie całego zakupu w ramach procedury Foreign Military Sale byłoby bardzo trudne. Najpierw Niemcy musieliby sformułować zapotrzebowanie po swojej stronie i przekazać je do Waszyngtonu. Następnie wniosek musiałby zostać zatwierdzony przez administrację federalną w USA, publicznie ogłoszony przez Agencję Departamentu Obrony do spraw Współpracy w Sferze Bezpieczeństwa (DSCA) i przyklepany przez Kongres. Wreszcie Bundestag musiałby zaakceptować amerykańską ofertę. Procedowanie w ten sposób zakupu z 2022 roku trwało dziewięć miesięcy, a to tylko dlatego, że obu stronom zależało na szybkiej realizacji wniosku.
Jeśli jednak chodzi o miejsce w Büchel, nie powinno być problemu. Waldemar Geiger z serwisu Hartpunkt podaje, że w bazie będzie miejsce dla kolejnych 20–25 samolotów.
Jeszcze inną opcją byłoby wypięcie się na Francuzów i dołączenie do Globalnego Programu Walki Powietrznej (GCAP), który powstał wskutek połączenia dwóch projektów myśliwców następnej generacji: brytyjsko-włoskiego Tempesta i japońskiego F-X. We wrześniu pojawiły się pogłoski z tak zwanych dobrze poinformowanych źródeł, wedle których Londyn z radością powitałby Niemców w tym przedsięwzięciu.
