Podczas zimnej wojny US Coast Guard aktywnie zajmowała się zwalczaniem okrętów podwodnych, dysponowała wyszkolonym do tego personelem i odpowiednim sprzętem. Po zakończeniu wyścigu zbrojeń i spadku napięć międzynarodowych formacja zrezygnowała z tych zdolności, koncentrując się na zadaniach czasu pokoju. Była to naturalna decyzja – zagrożenia przełomu tysiącleci wymagały zupełnie innej reakcji. Dziś pogarszająca się sytuacja bezpieczeństwa coraz częściej wywołuje porównania do szczytowego okresu zimnej wojny, a wraz z nimi pojawiają się głosy, że USCG powinna rozważyć powrót do korzeni i przywrócić działania ZOP do swoich obowiązków.

USCG to formacja często niedoce­niana, jednak wykonująca kluczowe zadania – odpowie­dzialna jest za ochronę akwenów istotnych dla interesów Stanów Zjednoczonych, prowadzi działania ratownicze oraz udziela pomocy podczas katastrof humanitarnych i ekologicznych. Wpływa również na bezpieczeństwo wewnętrzne i ochronę porządku publicznego, zwalczając między innymi handel narkotykami. Przez ostatnie trzy dekady dotychczasowy wachlarz zadań był wystarczający dla samej formacji, jak i z punktu widzenia bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych.

Amerykański system ZOP obecnie opiera się jedynie na działaniach US Navy. W przypadku konfliktu pełnoskalowego amerykańska flota z pewnością będzie operować w różnych rejonach świata, wykorzystując lotniskowcowe grupy uderzeniowe i ekspedycyjne grupy desantowe. Lotniskowce czy wielozadaniowe okręty desantowe – kluczowe w działaniach ekspedycyjnych i z dala od portów macierzystych – wymagają osłony i zabezpieczenia przed jednostkami przeciw­nika, w tym okrętami podwodnymi.

Kuter Straży Wybrzeża USCGC Stone (WMSL 758) typu Legend.
(Lance Davis / HII)

Mimo swoich rozmiarów US Navy nie jest z gumy, a przeznaczanie jednostek do ochrony własnych wód czy patroli w innych rejonach świata dodatkowo zwiększa obciążenie okrętów w siłach ekspedycyjnych. Okręt US Navy broniący amerykańskiego wybrzeża nie będzie w stanie chronić lotniskowców, realizować zadań na wodach Bliskiego Wschodu lub wspierać sojuszników w innych regionach świata. Oddelegowanie jednostek straży wybrzeża, tradycyjnie klasyfikowanych jako kutry (ponad 20 metrów długości; krótsze klasyfikowane są jako łodzie), do ochrony wybrzeża pozwoli uwolnić siły okrętowe US Navy potrzebne w innej części globu.

W regionie Indo-Pacyfiku perspektywa konfliktu z Chinami stała się głównym czynnikiem kształtującym amerykańską strategię morską, strukturę sił i koncepcje operacyjne. US Navy będzie musiała przewodzić działaniom sił połączonych, aby ustanowić kontrolę nad morzem i ograniczyć swobodę działań chińskiej marynarki na zachodnim Pacyfiku. Podejście to stworzyło jednak złudne poczucie bezpieczeństwa – przekonanie, że terytorium USA pozostanie w dużej mierze poza zasięgiem konfliktu. Propozycję rozwiązania tego problemu przedstawił na łamach ostatniego numeru Proceedings komandor podporucznik James Halsell z US Navy – przez większość okresu służby związany z atomowymi okrętami podwodnymi.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

KWIECIEŃ BEZ REKLAM GOOGLE 81%

Halsell podkreśla, że Pekin zainwestował znaczne środki w rozwój okrętów podwodnych, zarówno tych z napędem atomowym, jak i z klasycznym spalinowo-elektrycznym. Nowo opracowywane jednostki mają cechować się większym zasięgiem i obniżoną wykrywalnością. Chińczycy w ten sposób mogą wykorzystać wysuniętą obecność US Navy, aby zagrozić amerykańskim portom, węzłom logistycznym i infrastrukturze przybrzeżnej. Dlatego zdaniem Halsella obrona terytorium Stanów Zjednoczonych i morskich szlaków dostępu przed zagrożeniem podwodnym wymaga poważnego potraktowania, a straż wybrzeża – mająca historyczne doświadczenie w zwalczaniu okrętów podwodnych – mogłaby odegrać tu kluczową rolę.

Garść historii

Podczas pierwszej wojny światowej straż wybrzeża podporządkowano US Navy i włączono w system obrony morskiej. Jej okręty uczestniczyły w eskortach konwojów przez Atlantyk i wykonywały patrole przybrzeżne, wspierając walkę z niemieckimi U‑Bootami. W lipcu 1918 roku, po ataku niemieckiego okrętu podwodnego opodal miasta Orleans w stanie Massachusetts, do akcji wysłano wodnosamoloty USCG. U‑Boota wykryto i zatopiono.

Podczas drugiej wojny światowej rola USCG w zwalczaniu okrętów podwodnych wzrosła. W 1942 roku kuter USCGC Icarus (WPC 110) pod dowództwem kapitana Maurice’a Jestera wykrył U‑352 (typu VIIC) u wybrzeży Karoliny Północnej, zmusił go do wynurzenia i zatopił, biorąc do niewoli 35 marynarzy. Do zadań USCG należały także patrole i ochrona żeglugi w rejonach najbardziej narażonych na ataki U‑Bootów. W ramach „floty korsarskiej” (formalnie znanej jako Flota Czujek Przybrzeżnych) wykorzystywano prywatne łodzie, które wspierały walkę z okrętami podwodnymi wzdłuż amerykańskiego wybrzeża. Jednostki tej floty były obsługiwane przez ochotników i cywilnych marynarzy. Jednym z nich był pisarz Ernest Hemingway ze swoim jachtem Pilar.

Z kolei w kampanii atlantyckiej jednostki USCG skutecznie współdziałały z flotą wojenną w ramach działań konwojowych. USCGC Campbell (WPG 32) staranował i uszkodził U-606, natomiast USCGC Spencer (WPG 36) wykorzystał sonar i bomby głębinowe do zatopienia U‑175. Skuteczność tych działań sprawiła, że formację w pełni włączono w operacje ZOP realizowane przez US Navy. Ponadto przekazano jej na stan niszczyciele eskortowe, jednostki desantowe oraz inne jednostki wyposażone w sonary i broń przeciw­podwodną.

Załoga USCGC Spencer (WPG 36) zrzuca bomby głębinowe na U-175 w kwietniu 1943 roku.
(Jack January, Department of Defense)

W toku zimnej wojny formacja wspierała morskie działania rozpoznawcze przez program stacji oceanicznych (Oceanic Station Program), dostarczając dane do systemów takich jak sieci obserwacji akustycznej SOSUS. Strategicznie rozmieszczone kutry na Atlantyku i Pacyfiku zbierały informacje pogodowe i nawigacyjne, a przy okazji monitorowały aktywność radzieckich okrętów podwodnych. Uzupełnieniem były samoloty straży wybrzeża, które wzmacniały system wczesnego ostrzegania i chroniły podejścia morskie do kontynentalnych Stanów Zjednoczonych. Rozwój satelitów i lotnictwa dalekiego zasięgu doprowadził do zakończenia programu stacji oceanicznych w 1977 roku, jednak formacja nadal uczestniczyła w wielu operacjach ZOP.

Doposażenie kutrów…

Obecnie eksploatowane kutry patrolowe typu Legend (National Security Cutter – NSC) to duże i dosyć nowoczesne jednostki, rozmiarów fregat rakietowych. Przy długości 127 metrów wypierają 4,7 tysiąca ton. Okręty od początku wyposażono między innymi w zaawansowany system zarządzania walką, trójwspółrzędną stację radiolokacyjną, radary kierowania ogniem, system walki radioelektronicznej oraz łącza wymiany danych Link-11/16. Co istotne, już na etapie projektu przewidziano możliwość dozbrojenia NSC w bardziej zaawansowane systemy uzbrojenia.

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku nieco mniejszych patrolowców typu Heritage (Offshore Patrol Cutter – OPC), które są obecnie budowane. Przewidziano dla nich zaawansowane sensory i możliwość rozbudowy o dodatkowe systemy w razie potrzeby. Halsell w ramach swojego rozwiązania promuje doposażenie kutrów USCG w systemy do poszukiwania i zwalczania okrętów podwodnych.

Legend class cutter of the United States Coast Guard (infographic) [2781x 1860]
byu/D_Mitch inWarshipPorn

Wdrożenie takich systemów oznaczałoby oczywiście budowę zdolności praktycznie od zera, ale USCG mogłaby przejąć sprzęt i procedury już funkcjonujące w US Navy. Dzięki temu wybrane kutry mogłyby zostać zintegrowane z sonarami holowanymi i wyrzutniami torped, szczególnie w rejonach kluczowych, jak Hawaje. Rozwiązanie to byłoby jednak kosztowne i wymagałoby przebudowy jednostek już w służbie.

Koncepcja eksploatowania kutrów z możliwością dozbrojenia znana jest w formacji od lat i sprawdziła się w przeszłości. Część patrolowców typu Hamilton w ramach programu modernizacji z lat 80. zintegrowano z wyrzutniami pocisków przeciw­okrę­to­wych RGM-84 Harpoon i systemem obrony bezpośredniej Phalanx. W 1990 roku USCGC Mellon (WHEC 717) typu Hamilton przeprowadził jedyne w historii formacji strzelania przy użyciu Harpoonów.

W ramach modernizacji wszystkie kutry typu Hamilton wyposażono w kompleks ZOP obejmujący między innymi wyrzutnie torped Mk 32 Mod 7, sonar AN/⁠SQS-38 i system przeciw­tor­pe­dowy AN/⁠SLQ-25 Nixie. Jednak po upadku Związku Radzieckiego US Navy i USCG uznały wspólnie, że nie ma realnego zagrożenia wymagającego utrzymywania systemów ZOP na kutrach, stąd też podjęto decyzję o demontażu.

USCGC Mellon (WHEC 717) odpalający pocisk Harpoon.
(PAC Ken Freeze, USCG)

Halsell zaznacza, że łatwiejsze wydaje się wdrożenie kompleksu ZOP w jednostkach dopiero powstających – w przypadku znacznej części kutrów OPC prace są jeszcze na wczesnym etapie, co ułatwiłoby przeprojektowanie na przykład części rufowej i wprowadzenie koniecznych zmian konstrukcyjnych.

Samo zainstalowanie wyposażenia to jednak połowa drogi do sukcesu. Trzeba pamiętać, że osoby obsługujące dawniej systemy ZOP od dawna są na emeryturze lub po prostu już nie żyją. To samo dotyczy rozwiązań technicznych, doktryn i procedur opracowanych w tamtym okresie, zarówno sprzęt do zwalczania okrętów podwodnych, jak i same okręty podwodne różnią się diametralnie od tych z lat 60. czy 70.

Dlatego ponowne wprowadzenie takich systemów na jednostki straży wybrzeża wymagałoby przyjęcia dodatkowego personelu i szkoleń, aby odtworzyć na przykład dawną specjalizację technika sonarowego. Funkcja ta istniała w USCG w latach 1942–1993, zanim została wchłonięta przez specjalizację technika elektronika i do ostatecznego wycofania sonarów ZOP z USCG. Korzystając z tych samych systemów sonarowych i programów szkoleniowych co US Navy, straż wybrzeża mogłaby znacząco obniżyć koszty przywrócenia specjalizacji i uprościć sam cykl szkolenia.

…lub wdrożenie śmigłowców ZOP

Rozbudowa zdolności kutrów nie jest jedyną możliwością odbudowy systemu ZOP w formacji. W 2021 roku komandor porucznik Neal A. Corbin z US Coast Guard zaproponował pozyskanie lub przejęcie śmigłowców rodziny Seahawk w odmianie służącej do poszukiwania i zwalczania okrętów podwodnych.

Okręty typu Legend i Heritage czy nawet wiekowe jednostki typu Famous dysponują hangarem i lądowiskiem zdolnym przyjąć śmigłowce MH-65 Dolphin lub MH-60 Jayhawk. W obecnej formie są to maszyny do udziału w operacjach poszukiwawczo-ratowniczych i dozorowych. Tak więc dysponują między innymi radarem pogodowym i głowicą opto­elek­tro­niczną, lecz zrezygnowano z montażu sonaru zanurzalnego i wyrzutni boi sonarowych. Takie wyposażenie w kontekście działań ratowniczych uznano za zbędne i zabierające dużo miejsca wewnątrz śmigłowca. Śmigłowce uzbrojono jedynie w montowane w drzwiach karabiny maszynowe.

Sikorsky HH-60J Jayhawk.
(Tomás Del Coro, Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic)

Jayhawk w ogólnych zasadach serwisu i szkolenia praktycznie nie różni się od MH-60 Seahawka. Stąd też USCG mogłaby przyjąć kilka MH-60R w konfiguracji ZOP, zwłaszcza że kilkanaście maszyn składowanych jest w słynnej bazie Davis-Monthan w Arizonie. W ostateczności formacja mogłaby pozyskać fabrycznie nowe śmigłowce. Z uwagi na podobieństwa techniczne ich wdrożenie nie powinno stanowić większego problemu. W grę wchodziłoby jedynie przeszkolenie operatorów systemu ZOP i personelu technicznego.

Maszyny te są przystosowane do zwalczania okrętów podwodnych, przenoszą torpedy Mk 54 i dysponują taktycznym łączem danych Link-16, interoperacyjnym z obecnymi i przyszłymi systemami Link-11/16/22. Wyposażenie największych kutrów w MH-60R pozwoliłoby na zwalczanie celów przy użyciu pocisków AGM-114 Hellfire, a jednocześnie zapewniłoby większy zasięg i udźwig w porównaniu ze starszymi MH-65D/E, przy zachowaniu ich obecnych zdolności, w tym lotów w warunkach oblodzenia. Dodatkowo wdrożenie MH-60R byłoby obarczone dużo niższym ryzykiem niż integracja kutrów z kompleksem ZOP, zwłaszcza że nie trzeba przebudowywać hangarów i pokładów lotniczych na jednostkach.

Ponadto USCG dysponuje flotą 27 samolotów HC-130J Hercules, wykorzystywanych do zadań SAR. Lockheed Martin zaproponował pakiet modernizacyjny umożliwiający prowadzenie działań ZOP. Niemniej takie przedsięwzięcie wiązałoby się ze stosunkowo wysokimi kosztami, lecz znacząco wzmocniłoby ilość morskich samolotów patrolowych ze zdolnością zwalczania okrętów podwodnych.

MH-60R Seahawk używający sonaru zanurzalnego AN/AQS-22.
(US Navy / Mass Communication Specialist 3rd Class Kenneth Rodriguez Santiago)

Z naszej strony możemy dodać inną możliwość. Podczas drugiej wojny światowej do ochrony amerykańskiego wybrzeża przed U-Bootami wykorzystywano sterowce. Kilka lat temu pojawiały się głosy sugerujące ewentualny powrót do koncepcji sprzed ośmiu dekad. Temat opisywaliśmy szerzej kilka lat temu w osobnym artykule: Zdjęcia sterowca na lotniskowcu pokazują dawne (i przyszłe?) realia działań ZOP. Czy formacja mogłaby zyskać w ten sposób zatraconą zdolność? Raczej nie, chodź nigdy nie należy wykluczać wszelkich opcji.

Niezależnie od głosów ekspertów wszystko zależy od finansów i podejścia do tematu ze strony decydentów. US Coast Guard musi zacząć się liczyć w planowaniu działań obronnych. Wymaga to zapewnienia odpowiedniego finansowania, uwzględnienia zdolności ZOP w przyszłych programach sił zbrojnych i włączenia formacji do wspólnych planów operacji morskich. Obrona kontynentalnej części USA i najbliższych akwenów morskich nie może być traktowana jako sprawa drugorzędna w kontekście potencjalnego konfliktu z Chinami. W miarę, jak US Navy koncentruje coraz większe siły na zachodnim Pacyfiku, USCG powinna być gotowa do zabezpieczenia rejonów bliższych terytorium Stanów Zjednoczonych.

Z drugiej strony formacja znajduje się w głębokim kryzysie. Głównym problemem są ograniczone środki finansowe na utrzymanie i remonty jednostek – obecnie przeznacza się na ten cel 13 miliardów dolarów rocznie, podczas gdy potrzeby sięgają około 20 miliardów w perspektywie 2033 roku. Już teraz konieczne są jednak dodatkowe 3 miliardy na bieżącą eksploatację okrętów i śmigłowców. Dodatkowe fundusze pozwoliłyby także na rozbudowę infrastruktury, stworzenie zapasów części zamiennych czy modernizację systemów łączności i dowodzenia.

Skala problemu jest poważna – w 2023 roku wskaźnik kanibalizacji urządzeń nawigacyjnych i czujników wzrósł o niemal 200%, co oznacza, że aby wyremontować jedną jednostkę i utrzymać ją w gotowości, trzeba wymontować podzespoły z trzech–czterech innych. Na porządku dziennym jest też „współdzielenie” części – gdy jeden patrolowiec wraca z morza, wyjmuje się z niego kluczowy komponent i montuje na innym, aby ten mógł natychmiast podjąć zadania.

Coast Guard / Petty Officer 2nd Class Thomas M. Blue