Koniec roku tradycyjnie już oznacza wysyp militarnych nowości w Chinach. Jedną z ostat­nich oficjalnych było odpalenie przeciwokrętowego pocisku balistycznego z okrętu. Nieoficjalnie w sieci pojawiły się zdjęcia statku handlowego wyposażonego w skonteneryzowane systemy uzbrojenia i mobilną katapultę elektromagnetyczną dla dużych bezzałogowców. Chiny nie są wszakże jedyne. Całkiem jawnie, choć bez wielkiego hałasu, pociski hipersoniczne zaczęła rozmieszczać Japonia.

Według oficjalnego komunikatu opublikowanego 28 grudnia okrętowy przeciwokrętowy pocisk balistyczny YJ-20 odpalony z krążownika/niszczyciela Wuxi typu 055 uderzył w cel. Oczywiście komunikat nie zawiera informacji, w jakiej odległości znajdował się cel i jakie były skutki trafienia. Opublikowane materiały pokazują jedynie start pocisku. Nie wiadomo też, czy YJ-20 został już wprowadzony do służby ani czy osiągnął gotowość operacyjną. Jedyna konkretna informacja, którą można wyciągnąć z opublikowanego nagrania, jest taka, że pocisk jest odpalany metodą „zimnego startu” ze standardowej wyrzutni pionowej. Samo w sobie nie jest to zaskoczeniem.

YJ-20 po raz pierwszy publicznie zademonstrowano 3 września ubiegłego roku na pekińskiej defiladzie zwycięstwa, najprawdopodobniej w postaci makiety. Jednak już wtedy nie był nowością. Pierwsze nagrania z odpalenia okrętowego przeciwokrętowego pocisku balistycznego z pokładu jednostki typu 055 pojawiły się w kwietniu 2022 roku. Sam pocisk był wówczas znany pod nazwą YJ-21. Czy mamy do czynienia ze zwykłą zmianą oznaczenia w celu zmylenia przeciwnika czy też z wersją rozwojową – nie da się obecnie określić. Pociski widoczne na obu nagraniach są bardzo podobne.

Same dane na temat YJ-21/YJ-20 są szczątkowe. Pocisk przypomina z wyglądu CM-401, oferowany na eksport chiński pocisk balistyczny, będący z grubsza odpowiednikiem rosyjskiego Iskandera. Główną różnicą jest dodanie dużego rakietowego silnika startowego. Według informacji na chińskich forach militarnych YJ-20 ma być pociskiem aerobalistycznym, poruszającym się po quasibalistycznej trajektorii i zdolnym do wykonywania gwałtownych (jak na prędkość lotu) manewrów utrudniających działania obrony przeciwrakietowej. Według innej wersji YJ-20 to tak zwana boost-glide weapon: rakietowy silnik startowy rozpędza hipersoniczny pojazd szybujący, przenoszący naddźwiękowe podpociski lub bezzałogowce.

Jak już wielokrotnie pisaliśmy, przeciwokrętowe pociski balistyczne są dość kontrowersyjnym rodzajem uzbrojenia. W Chinach przedstawiane są jako „zabójcy lotniskowców” i istotny element stref antydostępowych mających trzymać amerykańskie i sojusznicze okręty z dala od wybrzeży kraju i Tajwanu. Z kolei były zastępca szefa operacji morskich US Navy do spraw wojny informacyjnej wiceadmirał Jeffrey Trussler, dość jednoznacznie określił rozwój systemów antydostępowych jako wyrzucanie pieniędzy i wyraził nadzieję, że Chińczycy będą nadal tak robić.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

LUTY BEZ REKLAM GOOGLE 85%

Pociski balistyczne przenoszone przez okręty i samoloty znacznie poszerzają chińską strefę antydostępową. Tym sposobem można by pokusić się o próbę atakowania amerykańskich lotniskowców operujących w rejonie Guamu, a nawet Wake. Nadal jednak nie rozwiązuje to podstawowego problemu: skutecznego naprowadzania pocisków na odległy o kilka tysięcy kilometrów cel, w dodatku ruchomy. Do tego dochodzi też skuteczność trafienia. Doświadczenia z Jemenu, gdzie Huti atakują tego typu uzbrojeniem statki handlowe, przynoszą mieszane rezultaty. Wbrew pozorom kontenerowce okazały się odporne na trafienia. Mimo trafień pociskami balistycznymi, przeciwokrętowymi i bezzałogowcami w celu zatopienia jednostki Huti często muszą pofatygować się motorówkami i założyć ładunki wybuchowe.

Konieczny jest też sprawny system obserwacji i rozpoznania, zdolny odnaleźć grupę lotniskowcową na bezkresie Pacyfiku i przekazywać dane w czasie rzeczywistym. Chiny od lat rozwijają satelitarne systemy rozpoznawcze, inwestują także w bezzałogowce dalekiego zasięgu, trudno jednak wnioskować o ich skuteczności. Równie trudno powiedzieć cokolwiek o chińskich łączach danych. Dużo łatwiejszym zadaniem jest trafienie stałych instalacji wojskowych, czy to na Guamie, czy na Wake. Tutaj rosnący arsenał pocisków balistycznych, manewrujących i hipersonicznych odpalanych z samolotów, okrętów nawodnych i podwodnych może okazać się największym atutem Chin.

Uzbrojony statek handlowy

Trend do konteneryzacji uzbrojenia wywołał rosnące zainteresowanie uzbrajaniem statków handlowych. Chiny od lat wykazują duże zainteresowanie umieszczaniem wyrzutni pocisków rakietowych i manewrujących w kontenerach i mają na tym polu niemałe osiągnięcia. Zaskakujący atak takich krążowników pomocniczych na Hawaje, a nawet zachodnie wybrzeże jest jednym z czarnych scenariuszy rozważanych w USA.

Pod koniec grudnia w sieci pojawiły się zdjęcia frachtowca Zhong Da 79 stojącego przy nabrzeżu szanghajskiej stoczni Hudong-Zhonghua. Na jego pokładzie doliczono się około 60 wyrzutni umieszczonych w kontenerach. Na tym nie koniec. Skonteneryzowano również radary i zestawy obrony bezpośredniej 1130 kalibru 30 milimetrów, a do tego dodano jeszcze wyrzutnie wabików. Tym sposobem naprawdę powstał solidnie uzbrojony krążownik pomocniczy, chociaż obecność na pokładzie licznych wyraźnie wojskowych anten i artylerii zdecydowanie utrudnia podawanie się za niewinny statek handlowy.

Jeszcze ciekawiej zaczęło się robić w następnych dniach, gdy pojawiły się zdjęcia mobilnej elektromagnetycznej katapulty startowej. Chińczycy dowodzą z dużym zaangażowaniem, że udało im się stworzyć lepsze rozwiązanie niż amerykański EMALS, czego przykładami mają być lotniskowiec Fujian i śmigłowcowiec Sichuan. W obliczu wprowadzania do służby coraz większej liczby dużych bezzałogowców, posadzenie EMALS na kołach i oddanie do dyspozycji sił lądowych staje się interesującą opcją.

Dalej zaczęło się robić jeszcze bardziej interesująco. Pojawiły się zdjęcia Zhong Da 79, z którego usunięto część kontenerów z wyrzutniami pocisków rakietowych i jednym zestawem typu 1130, a na ich miejsce zasztauowano mobilny EMALS. Na pokładzie i pobliskim nabrzeżu pojawiły się też duże bezzałogowce podobne do demonstrowanych we wrześniu w Pekinie (albo ich makiety). Wśród nich dało się zaobserwować „predatoropodobny” CH-4. Tym sposobem krążownik pomocniczy stał się lotniskowcem pomocniczym, ideowym dziedzicem statków CAM z okresu drugiej wojny światowej.

Taka przeróbka rodzi wiele pytań. Pierwszym jest zasilanie. Katapulta elektromagnetyczna jest wyjątkowo prądożerna. Układ napędowy niewielkiego kontenerowca nie jest w stanie zapewnić odpowiedniej ilości energii, jeśli więc EMALS miałby naprawdę działać, konieczna byłaby instalacja dodatkowych generatorów. Kolejnym wyzwaniem jest przechowywanie bezzałogowców. Pozostawienie ich na pokładzie i stałe wystawienie na działanie warunków morskich to kiepski pomysł. To samo dotyczy katapulty. Zastanawiające jest też, jak drony mają być odzyskiwane przy braku pokładu lotniczego. Czy po wykonaniu zadania mają lądować na pokładach lotniskowców lub śmigłowcowców, a może wodować w pobliżu statku matki, który będzie podnosić je z wody? Pytania te są istotne, gdyż chodzi o duże i zaawansowane, a więc nietanie systemy. Chyba, że chińskie CAM-y mają przenosić amunicję krążącą dalekiego zasięgu. Wówczas problem rozwiązuje się sam. Niezależnie od tego pozostaje jeszcze kwestia wyważenia i stabilności statku obciążonego niestandardowym ładunkiem.

Najbardziej zasadnicze pytanie: po co to wszystko? Przerobiony Zhong Da 79 wygląda jak spełnienie amerykańskich koszmarów. Statek może więc służyć wyłącznie celom propagandowym i dezinformacji, jednak zakres doposażenia skłania do spekulacji. Jedną z zasadniczych kwestii związanych z perspektywą pełnoskalowego konfliktu jest siła ognia flot. Pionowe wyrzutnie zapewniają dużą intensywność ognia, ale ich liczba na pokładzie każdego okrętu jest ograniczona. Co więcej, żeby je przeładować, okręt musi zawinąć do portu. Jedna ze szkół myślenia, opierając się na doświadczeniach z wojny o Falklandy, odradza wręcz instalacje większej liczby VLS. Zgromadzone w nich pociski w przypadku trafienia zwiększają ryzyko zatopienia.

Niezależnie od szkoły powszechna konkluzja jest taka, że należy szukać sposobów na zwiększenie siły ognia i zapasu amunicji zespołów floty. Jednym z popularniejszych rozwiązań, na razie teoretycznym, jest uzupełnienie floty o bezzałogowe okręty arsenały. Uzbrojenie jednostek cywilnych w skonteneryzowane systemy jest obecnie rozwiązaniem szybszym i tańszym, szczególnie gdy, tak jak Chiny, dysponuje się liczną flota handlową, zapleczem rekrutacyjnym w postaci milicji morskich i potężnym przemysłem stoczniowym. W roku 2025 chińskie stocznie dostarczyły marynarce wojennej lotniskowiec, śmigłowcowiec, krążownik, siedem niszczycieli i sześć fregat, nie licząc mniejszych jednostek, okrętów pomocniczych i podwodnych.

Uzbrojone statki handlowe mogą więc służyć wzmocnieniu siły ognia zespołów floty. Osobną kwestią jest prędkość. Towarzyszenie grupom lotniskowcowym jest wykluczone, ale zespoły desantowe to już inna para kaloszy. Relatywnie duża odporność, jaką wykazały statki atakowane przez Hutich, mogła zachęcić dowództwo chińskiej marynarki wojennej do bliższego przyjrzenia się krążownikom pomocniczym. Patrząc też z czysto utylitarnego punktu widzenia, łatwiej znieść utratę uzbrojonego statku handlowego z załogą niż niszczyciela i jego latami szkolonej załogi. Biorąc pod uwagę sposób myślenia prezentowany przez lokatorów Zhongnanhai, cywilni marynarze polegli na wojnie są lepszym materiałem propagandowym.

Wspomniane czynniki ładnie łączą się także z tradycyjną rolą stawianą przed krążownikami pomocniczymi, czyli zwalczaniem żeglugi. Takie rajdery mogłyby we wczesnej fazie wojny operować na wodach południowego Pacyfiku lub na Oceanie Indyjskim, dezorganizując żeglugę przeciwnika i odciągając jego siły z głównego teatru działań wokół Tajwanu i wzdłuż Pierwszego Łańcucha Wysp. Z kolei lotniskowce pomocnicze rozrzucone po bezkresie Pacyfiku mogą wypełniać jeszcze jedno istotne zadanie. Startujące z ich pokładów rozpoznawcze bezzałogowce mogę wykrywać amerykańskie grupy lotniskowcowe i inne zespoły floty, a następnie wskazywać cele własnym okrętom uzbrojonym w pociski balistyczne, hipersoniczne i manewrujące. Tym sposobem statki handlowe wyposażone w EMALS i radary wzmacniałyby chińskie zdolności ISTAR.

Tymczasem w Japonii

W przyrodzie każda akcja powoduje reakcję. Swoją odpowiedź szykuje Japonia, która od kilku lat buduje własne zdolności antydostępowe. Jaka jest różnica między japońską koncepcją a chińską? Japończycy, podobnie jak Koreańczycy, zakładają działania jedynie w basenie Morza Żółtego i Wschodniochińskiego, czyli u własnych wybrzeży. Mniejszy obszar działania i krótszy dystans w założeniu zwiększają skuteczność systemów rozpoznania i naprowadzania, a zarazem skracają czas, który obrona ma na reakcję.

W maju ubiegłego roku zaprezentowano wyrzutnię „wysokiej prędkości pocisków obrony wybrzeża”. Można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że pod tym uroczym terminem kryje się pocisk hipersoniczny. Pierwszy japoński system tej klasy, HGVP (Hyper Velocity Gliding Projectile), ma wejść do eksploatacji na przełomie lat 2026 i 2027. Więcej szczegółów ujawniono w listopadzie podczas corocznej konferencji japońskiej agencji zamówień wojskowych ATLA. HGVP przeszedł już serię testów, w tym dwa na poligonach na terenie USA. W ich trakcie potwierdzono zdolność pocisku do szybowania z wysoką prędkością. Rozwój pocisku na zostać zakończony do końca roku budżetowego 2025, czyli do końca marca tego roku. Potem rozpocznie się uruchamianie produkcji seryjnej.

Podczas tej samej konferencji poinformowano o pracach nad kolejnym pociskiem przeciwokrętowym rozwijanym przez Kawasaki Heavy Industries. Firma po raz pierwszy przedstawiła makietę pocisku w marcu 2023 roku na targach uzbrojenia DSEI. Pocisk nie doczekał się jeszcze oficjalnej nazwy, wiadomo jedynie, że ma charakteryzować się ograniczoną wykrywalnością, wysoką manewrowością i dalekim zasięgiem, szacowanym na 900 do 1500 kilometrów. W październiku ubiegłego roku odpalono w ramach prób trzy pociski, chociaż nie wiadomo, czy był to pierwszy test. Jak wynika z informacji przedstawionych przez ATLA, pociskowi udało się nawet wykonać beczkę.

Masa pocisku ma wahać się w przedziale 500-600 kilogramów. Głowica była testowana w Niemczech we współpracy z MBDA. Wiadomo, że jeden z pocisków manewrujących opracowywanych przez Japończyków ma otrzymać trzy typy wymiennych głowic: rozpoznawczą, walki elektronicznej i bojową. Głównym celem tego systemu ma być zwalczanie wrogich (czytaj: chińskich) okrętów, ale pod uwagę brane są też ataki na cele lądowe. Nie wiadomo, czy system rozwijany przez Kawaski otrzyma takie wyposażenie. Na konferencji w 2024 roku przedstawiciel ATLA twierdził, że Kawasaki chce opracować uniwersalną platformę, która będzie można łączyć z głowicami oferowanymi przez inne firmy. Sama firma chce, aby opracowywany z myślą o pocisku silnik odrzutowy XKJ301-1 był stosowany w rozwiązaniach innych firm. Jednostka napędowa ma być skalowalna, co pozwoli na stosowanie jej wariantów na przykład w bezzałogowych lojalnych skrzydłowych.

Dziennik Yomiuri Shinbun informuje o jeszcze jednym projekcie związanym z pociskami przeciwokrętowymi. Chodzi o wykorzystujący elementy sztucznej inteligencji system naprowadzania umożliwiający pociskom działania w roju. W skład roju mają wchodzić oprócz pocisków bojowych także takie wyposażone w głowice walki elektronicznej i wabiki. Wnioski z doświadczeń wojny rosyjsko-ukraińskiej są wyraźnie widoczne. Według Yomiuri w przyszłorocznym budżecie na rozwój systemu przeznaczono 200 milionów jenów (4,5 miliona złotych). Sam pomysł pocisków działających w roju i wymieniających się informacjami na temat celów i obrony przeciwnika nie jest nowy. Wystarczy wspomnieć izraelskie bomby szybujące Spice 250 i amerykańską Złotą Ordę, łącze danych integrujące systemy uzbrojenia.

Także do Japonii dotarła moda na konteneryzację. Mitsubishi przedstawiło w grudniu koncepcję skonteneryzowanej mobilnej wyrzutni amunicji krążącej i bezzałogowców. W standardowym kontenerze dwudziestostopowym zmieszczono 48 wyrzutni. To część szerszego systemu obejmującego system antydronowy złożony ze skonteneryzowanych laserów i broni mikrofalowej. Kolejnym elementem jest robotów bojowych i transportowych wraz z pojazdem dowodzenia.

Koniec grudnia przyniósł kolejną nowość z działki stref antydostępowych. Ruszyła seryjna produkcja systemu przeciwlotniczego typu 03 Chu-SAM Kai. W stosunku do bazowego typu 03, będącego w służbie od roku 2003, wprowadzono nowy radar, system kontroli ognia i pociski zaprojektowane z myślą o zwalczaniu pocisków hipersonicznych i taktycznych pocisków balistycznych w końcowej fazie lotu. Na dobra sprawę powstał więc zupełnie nowy system.

via x.com/clashreport