Bezzałogowe pojazdy naziemne przechodzą gwałtowny rozwój, chociaż cały czas pozostają w cieniu dronów powietrznych. W ostatnich tygodniach Ukraińcy zaczęli więcej chwalić się swoimi osiągnięciami na tym polu i przedstawiać ambitne plany na przyszłość. Roboty stają się integralnym elementem walczących sił, jednak cały czas zmagają się z licznymi ograniczeniami.

Zacznijmy od bardziej teoretycznego wstępu. Masowe upowszechnienie się bezzałogowych statków powietrznych, a zwłaszcza dronów FPV, uczyniło pole walki „przejrzystym”. Bezzało­gowce są w stanie bardzo szybko wykryć i zaatakować przeciwnika. Generał Wałerij Załużny zwraca uwagę, że realizacja celów operacyj­nych i strategicz­nych stała się niezwykle trudna. Skryte skoncentro­wa­nie dużych sił koniecznych do przełamania frontu na szerokim odcinku i wtargnięcia w pozycje przeciwnika stało się poważnym wyzwaniem. Wszystko za sprawą wszędo­byl­skich bezzało­gow­ców rozpoz­naw­czych i uderzeniowych.

Każdy kij ma jednak dwa końce. Rozważania nad drugim końcem prowadzi James Chaney z US Army. Powietrzne systemy bezzało­gowe (UAV) umożliwiają ciągłe monitorowanie aktywności przeciw­nika na dużej głębokości i rażenie wykrywanych celów. Drony nie są jednak w stanie zrealizować dwóch kluczowych zadań stawianych przed siłami lądowymi – opanowania i utrzy­ma­nia terenu. Tutaj na scenę wchodzą naziemne systemy bezzało­gowe (UGV), które w skrócie będziemy nazywać robotami.

Jak podkreśla Chaney, wykorzystanie UAV i UGV jest diametralnie różne. Wszystko za sprawą fizyki. Roboty znacznie lepiej nadają się do przewozu ładunków, od zaopatrzenia przez ewakuację rannych po broń i systemy elektroniczne. W przy­padku dronów każdy dodatkowy kilogram wpływa na zmniejszenie prędkości, zasięgu i długo­trwa­łości przebywania w powietrzu. Dla platform naziem­nych nie jest to tak duże wyzwanie, do tego można je wyposażać w napęd hybry­dowy, zwiększający ich zasięg i wydłużający czas przebywania w stanie gotowości.

Roboty mają inne problemy. Najważniejszym jest łączność ze stanowiskami operatorów i punktami dowodzenia. Dla systemów powietrznych największym zagrożeniem są środki walki radio­elek­tro­nicz­nej przeciwnika. Na poziomie gruntu sytuacja jest bardziej skomplikowana. W grę wchodzi nie tylko przeciw­dzia­łanie ze strony wroga, ale przede wszystkim ukształtowanie terenu. Z tego powodu, mimo podejmowa­nych zwłaszcza przez Rosjan prób, sterowanie światło­wodowe się nie przyjęło. Także w powietrzu liczba dronów sterowanych światło­wodowo spada. Przyczyny są jednak poza­mili­tarne. Ceny wielo­kilo­met­ro­wych szpul miały wzrosnąć tak bardzo, że rozwiąza­nie to zwyczajnie przestało się opłacać.

Ciekawego przykładu ograniczeń w łączności z naziemnymi bezzało­gow­cami dostarczają przepro­wa­dzone w dniach 5-15 maja na Łotwie ćwiczenia NATO „Crystal Arrow 2026”. W ich trakcie siły Sojuszu po raz pierwszy na skalę brygady testowały wykorzystanie setek UGV. Okazało się, że gęste lasy mogą równie skutecznie co systemy walki elektronicz­nej pogarszać lub blokować sygnały komunika­cyjne. Pod koronami drzew tracono połączenie ze Stralinkiem. Skutecznym rozwiąza­niem tymczaso­wym okazało się wyposażanie robotów w dwa dodatkowe systemy łączno­ści radiowej średniego i krótkiego zasięgu. Podobne problemy napotykały także systemy powietrzne, takie jak Raven-B.

Ćwiczenia „Crystal Arrow 2026” pokazały, że nie wszystkie ukraińskie doświadczenia z wykorzys­ta­niem bezzało­gow­ców można bezpośrednio przenieść na inny grunt. Taktyka musi być dostosowy­wana do lokalnych warunków, nawet jeżeli przeciwnik jest ten sam. Nie oznacza to jednak, iż masowe wykorzystanie robotów na polu walki to science fiction. Na froncie wojny rosyjsko-ukraińskiej jest to już rzeczywistość.

Ukraina – w stronę większej robotyzacji

Jak już pisaliśmy, Ukraina wysforowała się na czoło roboty­zacji wojsk lądowych. Wykorzystanie robotów stale rośnie. Statystyki publikowane przez ukraiń­skie ministerstwo obrony, nawet jeśli podchodzić do nich ostrożnie, dają dużo do myślenia. W listo­padzie 2025 roku UGV przeprowadziły około 2900 misji, w styczniu tego roku już 7 tysięcy, w marcu – ponad 9 tysięcy, a w kwietniu 10200. Zadania te to przede wszystkim ewakuacja rannych z pola walki i logistyka „pod ostrzałem”. Minister obrony Mychajło Fedorow zapowie­dział, że docelowo 100% misji logistycznych w strefie walk ma być wykonywanych przez roboty.

UGV mogą skutecznie zniwelować braki kadrowe, Ukrainie szacunkowo brakuje około 300 tysięcy żołnierzy, ograniczają także straty. Jak wiadomo, roboty ani nie krwawią, ani się nie męczą. W przypadku jednostek logistycznych systemy autonomiczne mają zwiększyć wydajność i obniżyć koszty. Na pierwszą połowę tego roku Kijów zaplanował kupno łącznie 25 tysięcy UGV. Tylko w pierwszym kwartale na zakup lądowych i powietrznych systemów bezzało­go­wych, systemów walki elektro­nicz­nej przeznaczono 14 miliardów hrywien (1,15 miliarda złotych). Rośnie też liczba firm robotycz­nych, często współpracujących z podmiotami europejskimi i amerykańskimi. Ich liczba wzrosła od zera w roku 2022 do około 300, skupionych w klastrze Brave 1.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

LIPIEC BEZ REKLAM GOOGLE 62%

Ale logistyka to nie wszystko. Szczególnie rozpalają wyobraźnię roboty bojowe. Te są zaś stoso­wane na coraz większą skalę. Prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował o pierwszym skutecz­nym ataku z wykorzystaniem robotów bojowych i bezzało­gow­ców powietrznych, zakończo­nym zajęciem rosyjskich pozycji. Atak miała przeprowadzić 3. Samo­dzielna Brygada Szturmowa latem ubiegłego roku w obwodzie charkowskim.

Nasi uważni Czytelnicy zaczną się teraz zapewne nad czymś zastanawiać. Jak wiadomo, w grudniu 2024 roku, w rejonie Charkowa, 13. Brygada Gwardii Narodo­wej „Chartija” zorganizo­wała pierw­szy łączony atak przeprowa­dzony wyłącznie przez UAV i UGV. Operacja zakończyła się powodze­niem, udało się opanować silnie umocnione rosyjskie pozycje na skraju lasu, obsadzone następnie przez ukraińską piechotę. Szerzej o tym ataku pisaliśmy tutaj.

O co chodzi? Brygada „Chartija” cieszy się opinią jednej z naj­bar­dziej „obytych technicz­nie” jednostek ukraińskich sił zbrojnych, natomiast 3. Samo­dzielna Brygada Szturmowa wywodzi się z jednostek Azow. Dlaczego Kijów zdecydował się promować sukces jednej jednostki, a drugiej nie? Przyczyna może mieć źródło w bardziej nośnym propagandowo i bardziej zaawansowanym technicznie wyczynie 3. Brygady. „Chartija” przeprowadziła pionierska operację, ale to w drugim ataku udało się wziąć jeńców. Jak twierdzi w rozmowie z CNN podporucznik Mykoła „Makar” Zinkewycz, dowódca wyposażonego w UGV plutonu NC13 ze składu 3. Brygady, Moskale poddali się robotom i zostali przez nie odprowadzeni do ukraińskich pozycji. Co więcej, jak można wnioskować z komunikatów, zajęte rosyjskie pozycje nie zostały obsadzone przez ukraińską piechotę, lecz ich utrzymanie pozostawiono robotom.

Takie operacje nie są już egzotyką, coraz częściej stają się rzeczywistością pola walki. Zinkewycz maluje obraz coraz szerszego wykorzystania UGV w działaniach bojowych. Roboty regularnie wspierają ataki, kontrataki, prowadzą działania sabotażowe na głębokości 20 kilometrów za czoło­wymi pozycjami przeciwnika. Rośnie też wykorzystanie naziemnej amunicji krążącej, czegoś podobnego do niemieckich Goliathów z okresu drugiej wojny światowej. Początkowo rezultaty były zbliżone do historycznego pierwowzoru, ale jak najwyraźniej postęp techniczny pozwala przezwy­cię­żyć przynajmniej część ograniczeń samobież­nych min.

Jak ujawnia Zinkewycz, w standardowym ataku wykorzystywanych jest sześć–siedem robotów wspieranych przez drony FPV i większe UAV-y. Jeżeli do tej pory opanowanie pojedynczego stanowiska wymagało wysłania czterech–ośmiu żołnierzy, tak teraz do wykonania takiego zadania wystarczą dwa „Goliathy”. Pojedyncza jednostka naziemnej amunicji krążącej ma być w stanie zaatakować do czterech celów dziennie bez strat własnych. Obiektami ataków są schrony, stanowiska dowodzenia, a nawet artyleria i stanowiska startowe dronów.

– Lepiej rzucać metal niż ludzi – stwierdził Zinkewycz. – Życie ludzkie jest cenne, a roboty nie krwawią.

Dowódca plutonu NC13 jest w gronie zwolenników jak największego odciążania zwykłych piechurów na polu walki. Taki kierunek rozwoju był wskazywany już w ubiegłej dekadzie. Najwięksi entuzjaści mówili już wówczas o całkowitym wyeliminowaniu piechoty z pierwszej linii.

Bardzo interesujące szczegóły ataku z użyciem UGV przedstawił w rozmowie z The New York Times porucznik Andrij Kopacz, dowódca jednostki robotów z 2. Korpusu Gwardii Narodowej „Chartija”. Pod koniec lutego, w trakcie walk o Kupiańsk, Moskale urządzili skład amunicji w szkole. Wybór padł na budynek z uwagi na jego grube ściany. W oknach zamontowano siatki uniemożliwiające użycie dronów FPV. Ukraińcy przygotowali do ataku kilka robotów. Maszyny wyruszyły w środku nocy, podczas śnieżycy. W ten sposób zminimalizowano zagrożenie ze strony rosyjskich dronów FPV. Operatorzy ukraińskich UGV mieli przebywać z dala od linii frontu.

Po dotarciu na miejsce jeden z robotów ostrzelał szkołę pociskami termo­barycz­nymi. Tym sposobem utorował drogą parze „Goliathów”, które wjechały do budynku lub podjechały w jego pobliże. Ich wybuchy doprowadziły do eksplozji składowanej amunicji. Budynek się zawalił, pod gruzami mogło zginąć co najmniej dziewięciu Rosjan. Jeden, który zdołał się wyczołgać z gruzowiska, został dobity przez towarzyszącego robotom drona FPV.

Co można zamontować na UGV?

W przedstawionym przez Kopacza opisie warto pochylić się nad zagrożeniem, jakie dla UGV stwarzają drony FPV. Przemieszczające się na polu walki roboty są takim samym celem jak wozy bojowe i zwykli żołnierze, a z uwagi na ich rosnącą liczbę i szerszą gamę przenoszonego sprzętu ich zwalczanie staje się istotnym zadaniem. Jak żołnierze obu stron radzą sobie z zabezpieczaniem robotów, które nie zawsze są dostępne w odpowiedniej liczbie? Tak samo jak w przypadku czołgów i innych wozów bojowych – stosując różne osłony, upodabniające pojazdy do stodół i szop.

Rosyjscy producenci zaczęli oferować całe zestawy różnorodnych osłon, wykonanych na przykład z gumy. Na poniższym nagraniu rosyjski UGV Kurier w wersji przystosowanej do układania min został upodobniony do stodoły albo szopy.

Warto zwrócić uwagę na „jeże” mające powodować detonację z dala od osłony. Tutaj z kolei ukraińscy żołnierze osłaniają robota siatką.

Pasywne środki mają swoje ograniczenia, a zwalczanie dronów FPV jest jedną z bardziej palących kwestii. Może warto więc uzbroić roboty w lekkie systemy przeciwlotnicze? Ukraińcy poszli tą drogą. Wysoce autonomiczne systemy uzbrojone w mało­kalib­rową broń strzelecką są już testowane w warun­kach bojowych. Kompaktowa wieżyczka, system kierowania ognia wykorzystujący sztuczną inteligencję, który autonomicznie wykrywa, śledzi i neutralizuje drony. Operator jedynie autoryzuje otwarcie ognia.

Musimy wrócić tutaj do rozważań Jamesa Chaneya. Upowszechnienie się bezzało­gow­ców ukształ­to­wało charakter wojny rosyjsko-ukraińskiej. Można powiedzieć, że drony wyciągnęły wojsko z okopów w stylu pierwszej wojny światowej, ale nie doprowadziły do końca wojny pozycyjnej. Taktyka walki bardziej przypomina tę z niemieckiej wiosennej ofensywy roku 1918. Na trans­pa­rent­nym polu bitwy ciągle brakuje czynnika zdolnego przywrócić manewr.

Jak przypomina Chaney, manewr to nie zwykłe przemieszczenie się z punktu „A” do punktu „B”. Manewr to ruch zmuszający przeciwnika do działania w niekorzystnych dla niego warunkach i uzys­ka­nie w ten sposób przewagi. Wymaga więc czegoś więcej niż ciągłej obserwacji i przery­wania działań strony przeciwnej. Konieczne są jeszcze zdolności przemiesz­cza­nia się, utrzymania tempa działań i zdolności bojowych w trakcie całej operacji. Z tego względu manewr obejmuje nie tylko przemiesz­cza­nie siły ognia, ale także zaopatrzenia, węzłów łączności, systemów walki radio­elek­tro­nicz­nej i zdolności wytwarzania energii.

Manewrowanie tym wszystkim i stałe zaopatrywanie jednostek na wysuniętych pozycjach wymaga odpornej i stałej mobilności. Wraz z postę­pu­ją­cym rozpra­sza­niem współ­czes­nych wojsk i jedno­czes­nym upowszech­nia­niem się nowoczes­nych technologii konieczność przemiesz­cza­nia potrzebnych zdolności staje się równie istotna, jak same te zdolności. Tę mobilność mogą zapewnić jedynie UGV. Chaney podsumowuje część swoich wywodów stwierdzeniem, że UAV‑y zmieniły sposób prowadzenia wojny, natomiast UGV zdeterminują, kto wygra.

Takie myślenie zaczyna być wyraźnie widoczne po stronie ukraińskiej. Rośnie tam entuzjazm dla wykorzystania systemów bezzało­go­wych. Tamtejsze ministerstwo obrony poinformowało 15 kwietnia o wprowadzaniu kolejnej reformy sił zbrojnych. W jej ramach tworzone są jednostki łączące piechotę, UGV i powietrzne bezzało­gowce. Takie oddziały mają stać za ostatnimi ukraińskimi sukcesami na południowym odcinku frontu.

Na marginesie rozważań o tym, co można zamontować na UGV, warto wspomnieć o Chinach. Saperzy Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej testują wykorzystanie systemów bezzało­go­wych w rozmi­no­wy­wa­niu. Na upublicznionych materiałach widać między innymi ciężkie transportowe wielo­wirni­kowce. Nas jednak bardziej interesują roboty. Zamontowano na nich wyrzutnie ładunków wydłużonych.

Rosjanie – roboty są zbyt cenne

A jak na tle Ukraińców wyglądają Moskale? Przypomnijmy, że rosyjskie wojska lądowe były w gronie pionierów wdrażania robotów bojowych i przed wybuchem pełno­skalo­wej wojny miały na tym polu duże ambicje. UGV są wyraźnie obecne na polu walki, strona ukraińska przypisuje sobie zniszczenie do dnia 19 maja łącznie 1426 rosyjskich robotów.

Rosjanie zdecydowanie nie próżnują. Jak informuje dziennik Izwiestija, powołano kompanie naprawczo-remontowe systemów bezzało­go­wych. Każda składa się z trzech plutonów: jednego odpowiedzialnego za wielo­wirni­kowce, kolejnego zajmującego się powietrznymi bezzało­gow­cami w układzie stałopłata i wreszcie ostatniego odpowiadającego za UGV. Sęk w tym, że takie jednostki powołały jedynie wojska powietrzno­desantowe.

Dużo uwagi poświęca się rozwojowi wspomnianej już platformy Kurier. Na jej bazie powstał pierwszy bezzało­gowy moździerz samobieżny Bagulnik-82 kalibru, rzecz jasna, 82 mili­metry.

Na Kurierze widziano też wyrzutnie północno­kore­ań­skich niekierowanych pocisków rakietowych kalibru 107 milimetrów. Tę samą platformę przystoso­wano także do stawiania min kierunkowych.

Wyraźnie jednak widać, że Rosjanie stosują roboty na znacznie mniejszą skalę niż Ukraińcy. Brakuje też doniesień o łączonych operacjach z udziałem UGV i UAV‑ów. Aleksiej Czadajew, prezes produkującej roboty bojowe rosyjskiej firmy Uszkujnik, pisze na Telegramie o malejącym wykorzystaniu UGV po stronie Moskali. Sprawa tym bardziej interesująca, że magazyny mają być pełne takich systemów.

Czadajew wskazuje na kilka przyczyn takiego stanu rzeczy. Jako pierwsza – odcięcie dostępu do Starlinka. Rosyjskie siły straciły tym samym niezawodny system łączności z bezzało­gow­cami. Wiele robotów utracono nie w rezultacie działań wroga, lecz z powodu zwykłej utraty łączności. W obliczu rosnących cen światło­wodów priorytet otrzymały drony FPV, a nie platformy naziemne.

Drugi powód ma charakter bardziej psychologiczny. Bezzało­gowce powietrzne, zwłaszcza drony FPV, są tanie, żołnierze i dowódcy przyzwyczaili się do używania ich w dużej liczbie i zużywania w szybkim tempie. Roboty bojowe są droższe, traktuje się je jako cenne wyposażenie. W konsek­wen­cji dowódcy ponoszą mniejsze konsekwencje ze strony przełożonych, kiedy tracą ludzi, a nie maszyny. Jak widać, pewne rzeczy nie zmieniają się.

Czadajew wskazuje też na problemy organizacyjne. Operatorzy robotów są szkoleni do działań indywidualnych, a nie w ramach mieszanych zespołów. Procedury operacyjne są zdaniem przedsiębiorcy w tyle za potrzebami jednostek liniowych. Brakuje koordynacji potrzebnej do prowadzenia operacji łączonych, w których jedne formacje zajmują się dostarczaniem zaopatrzenia w region walk, inne zapewniają im osłonę, jeszcze inne czekają jako wsparcie lub ściągają uszkodzony sprzęt z pola walki.

Rosyjski robot bojowy Uran‑9 podczas pokazu dynamicz­nego, 2017 rok.
(Vitaly V. Kuzmin, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)

W podobnym tonie wypowiada się korespondent wojskowy Aleksiej Żiwow. Podkreśla on koniecz­ność gruntownego przemyślenia całego rosyjskiego podejścia do wojny i upowszechniania się platform bezzało­go­wych. Samo rzucanie na front jak największej liczby dronów i robotów nie wystarczy. Dalej Żiwow popada w wisielczy nastrój. Szanse na gruntowną rewizję są niewielkie ponieważ wojskowi wizjonerzy od zawsze traktowani są w Rosji jako zagrożenie dla państwa, a poza tym w siłach zbrojnych wizjonerów, którzy rozumieliby kierunki rozwoju sztuki wojennej, aktualnie brak.

Przyszłość jest…

Według Żiwowa przyszłość bojowego wykorzystania bezzało­gow­ców zostanie zdeterminowana przez sztuczną inteligencję i działania w roju. Tę ostatnią technologię porównuje wręcz do wprowa­dze­nia broni jądrowej. Ciekawego przykładu dostarczają tutaj Chiny, mające pracować nad działającymi w roju robopsami. Taki rój, wzorowany na wilczej watasze, ma działać przed frontem przemieszczających się oddziałów, prowadząc rozpoz­na­nie i transportując zaopatrzenie. System ma być rozwijany z myślą o działaniach w terenie zurbanizowanym, co przywodzi na myśl perspektywę walk ulicznych w Tajpej.

Roboty kroczące są od lat przedmiotem wielkiej fascynacji Chińczyków. Wojskowi w innych krajach podchodzą jednak do nich sceptycznie. Nieduże roboty-psy mają mniejszy udźwig i zapew­niają gorszą stabilność niż platformy kołowe i gąsienicowe. Na postrzeganiu robotów kroczących mogły zaważyć też niezbyt zachęcające wyniki testów robota-muła LS3 prowadzone przez amerykańskie siły zbrojne w ubiegłej dekadzie. Jednak od tamtego czasu technika poszła naprzód. Do entuzjastów robo-psów należy Czadajew. Jego zdaniem roboty kroczące tak długo, jak mają „solidne podłoże pod swoimi łapami, mogą przemierzać każdy teren, który może przemierzyć człowiek – a nawet niektóre, których człowiek nie może”. Zrezygnowanie z takich możliwości byłoby zdaniem Czadajewa nierozsądne.

Kolejnym rozwiązaniem fascynującym Chińczyków, a ostrożnie traktowanym gdzie indziej, są roboty humanoi­dalne. Znowu jednak na czoło wysuwa się amerykańsko-ukraiński tandem. W połowie marca infosferę obiegła wieść, że amerykański start-up Foundation wysłał do Ukrainy dwa roboty Phantom Mk 1 do testów w warunkach bojowych. Kluczowym jest fakt, że robot ten jest projektowany od samego początku z myślą o walce. W trakcie publicznych pokazów Phantom Mk 1 demonstrował zdolność do posługiwania się rewolwerami, pistoletami, strzelbami i karabinkiem M16.

Przypomnijmy, że w roku 2017 Rosjanie pokazali robota Fiodora. Android został zaprojektowany z myślą o obsłudze i naprawach stacji kosmicznych. Fiodor jednak przechodził też trening strzelecki, który oficjalnie miał doszlifować jego serwo­mecha­nizmy i udoskonalić algorytmy decyzyjne. Projekt zakończył się klapą. Czy jednak teraz zbliżamy się szybciej niż oczekiwano do scen rodem z filmów science fiction? Czas pokaże, trzeba jednak pamiętać, że stworzenie sprawnie działających w warunkach bojowych androidów i robotów kroczących jest bardzo trudnym wyzwaniem.

US Army / VIDS Corp