Japonia nie jest kojarzona z czołgami i pojazdami opancerzonymi, chociaż tamtejszy przemysł ma na tym polu kilka interesujących osiągnięć. Pierwszym powojennym czołgiem był typ 61, po nim nastąpił typ 74, który stał się ikoną popkultury. Czołgom towarzyszyły transportery opancerzone, działa samobieżne i pojazdy specjalistyczne.

Choć japońskie czołgi drugiej wojny światowej nie były imponującymi konstruk­cjami, nie należy im odmawiać ważnego miejsca w historii broni pancernej. Japoń­czycy byli pionierami użycia silników wysoko­prężnych (które już na przełomie lat 20. i 30. stosowano jako standardowe), budowy i wykorzysta­nia czołgów pływających w morskich operacjach desantowych, a nawet wprowadzania gąsienicowych transporterów opancerzonych. Nie zmienia to faktu, że w roku 1945 większość japońskich wozów bojowych była w porównaniu z amery­kań­skimi i radziec­kimi konstrukcjami beznadziejnie przestarzała. Jedyny japoński czołg zdolny stawić czoła Shermanowi i T-34, typ 3 Chi-Nu, został wyprodukowany w ograniczonej liczbie i nie wziął udziału w walkach.

Kiedy na początku lat 50. pod naciskiem Stanów Zjednoczonych zaczęto odtwarzanie potencjału militarnego, Japończycy nie chcieli marnować posiadanej już wiedzy i doświadczenia. Nowe wozy trzeba było jednak najpierw nie tylko zaprojektować. Konieczna była odbudowa zdolności przemysłowych. Siłą rzeczy Lądowe Siły Samoobrony (Rikujō Jieitai) były w pierwszym okresie istnienia skazane na sprzęt z amerykańskiego demobilu.

Oto jeden z ostatnich artykułów, które powstały dzięki naszym Subedejom, wspierającym Konflikty na Patronite.pl. Są to:

Alex B • Andrzej N. • Jacek Zagrodzki • Łukasz Paweł • Marcin Ślimak • dwóch Patronów anonimowych

Serdecznie dziękujemy za wsparcie i zaufanie.

Przygotowywanie tych artykułów na dłuższą metę przekroczyło możliwości naszego zespołu, w związku z czym musieliśmy zrezygno­wać z kontynuo­wania cyklu. Powstaną jedynie te artykuły, których tematy wybrano już wcześniej.

Czytelnicy, którzy chcieliby mimo wszystko dołączyć do grona naszych Patronów, mogą kliknąć tutaj, aby przenieść się na nasz profil na Patronite.pl.

Wszystkie artykuły, które powstały dzięki wsparciu Subedejów, znajdują się tutaj.

Wozy specjalne i bojowe

Czołgi otrzymały już powołane w październiku 1952 roku Narodowe Siły Bezpie­czeń­stwa (Hoantai). Ta poprzedniczka Lądowych Sił Samoobrony była formacją para­mili­tarną w typie lekkiej piechoty. Wojna koreańska cały czas trwała, Amery­kanie obawiali się wybuchu w Japonii komunistycznej rewolty inspirowanej przez Związek Radziecki. Pojawił się więc pomysł wyposażenia Hoantai w czołgi lekkie.

Pierwszą powojenną japońską jednostką pancerną był 101. batalion pancerny, sformowany 22 listopada 1952 roku. Oddział stacjonował na wyspie Hokkaido, która od tamtej pory stała się japońskim „zagłębiem pancernym”. Wyspa była uważana za najbardziej zagrożona ewen­tu­alną radziecką inwazją, z czasem skoncentrowano więc tam nieproporcjonalnie dużo jednostek pancernych i zmechanizowanych.

Japońskie czołgi Chaffee.
(domena publiczna via Wikimedia Commons)

Wróćmy jednak do 101. batalionu. Wyposażony został w czołgi lekkie M24 Chaffee, przekazane przez amerykańskie wojska okupacyjne. Narodowe Siły Bezpieczeństwa otrzymały ogółem 238 wozów tego typu. Z uwagi na paramilitarny status Hoantai i brak konsensusu co do interpretacji pacyfistycznych zapisów konstytucji M24 nie sklasyfikowano jako czołgi (sensha, dosłownie: wóz bojowy), lecz jako wozy specjalne (tokusha). Wartość bojowa czołgów lekkich była już ograniczona, wybornie nadawały się natomiast do szkolenia.

1 lipca 1954 roku Narodowe Siły Bezpieczeństwa zostały przekształcone w Siły Samoobrony (Jieitai). Oznaczało to dalszą rozbudowę jednostek pancernych o sprzęt z amerykańskiego demobilu. Do końca roku przekazano 457 dalszych M24, które wreszcie zaczęto klasyfikować jako czołgi.

Amerykańskie interludium

Utworzenie Rikujō Jieitai oznaczało też rozpoczęcie dostaw większych wozów. Od roku 1954 Amerykanie przekazali 366 czołgów średnich M4A3E8 Sherman. Mimo zastosowania zawieszenia z poziomymi sprężynami amortyzującymi (HVSS) i uzbrojenia w długolufowa armatę M1 kalibry 76 milimetrów ich wartość bojowa była ograniczona. Z drugiej strony, jak pokazały izraelskie doświadczenia, głęboko zmodernizowane i dozbrojone Shermany okazały się groźnymi wozami jeszcze podczas wojen sześciodniowej i Jom Kipur, gdzie skutecznie radziły sobie z IS-ami-3, T-54 a nawet T-62. Japończycy nie byli jednak zainteresowani inwestowaniem w czołgi uznane za nieperspektywiczne.

Niemniej M4 i M24 stanowiły kościec japońskich sił pancernych przez następnych kilkanaście lat, a w jednostkach szkolnych przetrwały aż do lat 70. Prace nad własnymi wozami bojowymi ruszyły już w połowie lat 50., nie oznaczało to jednak końca dostaw sprzętu z USA. Amerykańskie koncerny zbrojeniowe widziały w Japonii atrakcyjny rynek zbytu, a Waszyngton chętnie je wspierał, co prowadziło do licznych skandali korupcyjnych w Tokio.

W roku 1963 ogłoszono, że w ramach programu pomocy wojskowej (MAP) Japonia otrzyma 225 czołgów lekkich M41 Walker Bulldog. Szybko jednak zamówienie zredukowano wskutek cięć MAP. Lądowe Siły Samoobrony otrzymały mniej niż 150 M41A2, zależnie od źródła między 130 a 147. W jednostkach liniowych Walkery zajmowały miejsce Chaffeech. Służyły do końca lat 70. Część wozów zwrócono USA, które następnie przekazały je Tajwanowi, gdzie po kolejnych modernizacjach pozostają w służbie do dziś.

Na przełomie lat 50. i 60. pozyskano do prób pojedynczy egzemplarz czołgu średniego M47 Patton. Początkowo USA były zainteresowane przekonaniem Japonii do nabycia większej liczby tych wozów, jednak w obliczu dużych dostaw dla europejskich sojuszników i przestawiania produkcji na M48 i M60 – czołgów tego typu po prostu zabrakło. Do tego sami Japończycy byli średnio zainteresowani Pattonem. Wspomniany wóz posłużył do prób porównawczych z prototypami rodzimego typu 61, a następnie znalazł się w prywatnej kolekcji.

Dążenie do samodzielnego opracowania czołgów „skrojonych” pod potrzeby Jieitai wynikało nie tylko z dążenia do utrzymania zdolności przemysłowych. Amerykańskie wozy były zwyczajnie zbyt duże w środku dla niezbyt wówczas rosłych Japończyków, co utrudniało eksploatację. Ponadto Shermany, a już tym bardziej Pattony, miały zbyt duże rozmiary zewnętrzne, utrudniając korzystanie z mostów i tuneli. Fatalnie ograniczało to mobilność jednostek pancernych. Rodzime wozy miały być przystosowane do japońskich warunków drogowych. Mimo upływu lat nośność mostów i rozmiary tuneli drogowych cały czas są istotnym czynnikiem wpływającym na projekty wozów bojowych dla Sił Samoobrony.

Pierwsza generacja: typ 61 i dwa typy 60

Agencja obrony wydała pierwsze wymagania wobec nowych wozów bojowych w roku 1954. W przy­padku czołgów opierano się na doświadczeniach wojny koreańskiej, a punktami odniesienia były T-34/85 i M26 Pershing. Początkowe wymagania były bardzo wyśrubowane. Zakładano czołg o masie około 25 ton o możliwie najmniej­szym nacisku na grunt, uzbrojony w działo kalibru 90 milimetrów. Niewielka masa miała zapewnić nie tylko zdolność poruszania się w trudnym terenie gór i pól ryżowych, ale także niższą cenę. Założenie to było niezwykle miłe dla ministerstwa finansów, z którym agencja obrony musiała stale walczyć o przyznanie odpowiednich środków. Istotne były też wymagania względem rozmiarów. Szerokość wozu nie mogła przekroczyć 3 metrów.

Na osłonę pancerną początkowo zwracano niewielką uwagę. Japonia szła wówczas w ślady Francji i Niemiec. Był to czas gwałtownego rozwoju pocisków kumulacyjnych i pojawienia się pierwszych kierowanych pocisków przeciw­czoł­go­wych. Nowoczesne głowice kumulacyjne były tak skuteczne wobec jednorodnych pancerzy czołgowych, że zaczęto kwestionować sens solidniejszego ich opancerzania. Co więksi pesymiści wieszczyli koniec czołgu jako użytecznej broni.

Jednak testy dostarczonego przez USA niszczyciela czołgów M36B2 Jackson wykazały, że stabilną platformę dla działa kalibru 90 milimetrów może zapewnić podwozie o masie co najmniej 30 ton. Wymagania wobec czołgu zmodyfikowano. Koncepcja wozu 35-tonowego pojawiła się równolegle z czołgiem o masie 25 ton i to ona ostatecznie zwyciężyła.

Niespodziewanie pomogło w tym powstanie na Węgrzech jesienią 1956 roku. Powstańcy zdobyli radziecki czołg T-54 i przekazali go brytyjskiej ambasadzie. Był to kolejny pancerny szok dla Zachodu. W wozie o masie 35 ton Rosjanie upakowali armatę kalibru 100 mili­metrów, a do tego zapewnili pancerz sięgający 200 mili­metrów i dobrą mobilność. Za pośrednictwem Amerykanów raporty na temat T-54 dotarły do Japonii. Przeważyły one ostatecznie szalę na korzyść cięższego czołgu.

Mitsubishi i Komatsu dostarczyły cztery pierwsze prototypy w roku 1957 – po parze wariantów oznaczonych STA-1 i STA-2. Do roku 1960 pojawiły się jeszcze wersje STA-3 i STA-4. Najważniejsze różnice dotyczyły układu podwozia i kształtu wieży.

Czołgi typu 61, 1985 rok.
(Al Chang, Department of Defense)

Ostatecznie zwyciężył projekt Mitsubishi z sześcioma parami kół jezdnych zawie­szo­nych na wałkach skrętnych i odlewaną wieżą wzorowaną na M47. Czołg przyjęto do uzbrojenia w roku 1961 pod oznaczeniem typ 61. Popularnie nazywany jednak był roku hito (sześć jeden). Pierwsze wozy trafiły do jednostek w grudniu 1962 roku. Produkcja była początkowo ograniczona: od kilkunastu do 30 wozów rocznie. Przezbrajanie jednostek pancernych Rikujō Jieitai ruszyło pełną parą dopiero pod koniec lat 60. Produkcję zakończono w roku 1975, łącznie powstało 560 czołgów tego typu.

Roku hito był specyficznym wozem, efektem kompromisów i ograniczonych jeszcze możliwości japońskiego przemysłu. Z jednej strony był to pojazd dość zaawansowany jak na swoje czasy. Japończycy pozostali wierni silnikom wysoko­pręż­nym, do których Amerykanie i Brytyjczycy dopiero się przekonywali. W wie­życzce dowódcy, inspirowanej rozwiązaniami z Pattonów, znalazł się dalmierz optyczny. Na etapie prototypów testowano nawet przekładnię hydro­kine­tyczną sprzężoną z automatyczną skrzynią biegów, okazało się to jednak zbyt skompli­ko­wa­nym roz­wiązaniem.

Z drugiej strony układ przeniesienia napędu umieszczono tak jak w czołgach okresu drugiej wojny światowej z przodu. Typ 61 był jedynym wozem zaprojektowanym po roku 1945 w którym zastoso­wano taki układ. Przyjęto natomiast zdobywające wówczas popularność rozwiązanie w postaci czterooso­bowej załogi. Mimo zwięk­sze­nia masy do 35 ton osłona pancerna pozostała na niskim poziomie: pancerz kadłuba spawany z płyt o grubości maksymalnie 55 milimetrów, wieża odle­wana, z pancerzem czołowym sięgającym 114 milimetrów. Typ 61 nie otrzymał układu ochrony przed skutkami użycia broni masowego rażenia ani urządzeń do walki w nocy.

Informacje o T-54 i sukcesywne przezbrajanie zachodnich czołgów w działa kalibru 105 milimetrów nie przeszły w Japonii niezauważone. Rozważano uzbrojenie rozwijanego wozu w armatę o kalibrze około 100 milimetrów, ostatecznie jednak uznano, że pojazd o masie 35 ton nie będzie w stanie efektywnie go używać. Ponadto masa naboju kalibru 90 milimetrów była postrzegana jako maksimum dla efektywnej pracy przeciętnie zbudowanego ładowniczego. Przyjęto także założenie, iż z uwagi na górzysty teren walka na dalekich dystansach jest mało prawdo­po­dobna, wystarczy więc uzbrojenie mniejszego kalibru.

Typ 61 otrzymał opracowane przez Japan Steel Works działo typu 61 kalibru 90 milimetrów z lufą długości 52 kalibrów i charakterystycznym hamulcem wylotowym w kształcie litery T. Uzbrojenie główne nie było stabilizowane. Działo było natomiast kompatybilne z amerykańską amunicją. Uzbrojenie pomocnicze z racji braku krajowych odpowiedników było amerykańskiego pochodzenia. Armatę sprzężono z antycznym już wówczas karabinem maszynowym Browning M1919A4 kalibru 7,62 milimetra. Na wieżyczce dowódcy zamontowano przeciwlotniczego Browninga M2 kalibru 12,7 milimetra. Chronicznym problemem, podobnie jak w M48, były częste wycieki oleju z hydraulicznego mechanizmu obrotu wieży.

Mobilność pozostawała na przeciętnym dla lat 50. poziomie. Silnik wysokoprężny Mitsubishi 12HM21WT o mocy 570 koni mechanicznych rozpędzał czołg do prędkości na drodze 45 kilometrów na godzinę. Było to porównywalne z Pattonami, Centurionami i wozami radzieckimi, jednak typ 61 zostawał w tyle za powstającymi równolegle AMX-30 i Leopardem 1. Z drugiej strony nikt nie przewidywał głębokich rajdów pancernych, dla których na terenie Japonii nie ma nawet miejsca.

Typ 61 był czołgiem na miarę ówczesnych japońskich możliwości. Nie wyróżniał się na tle współczesnych mu konstrukcji, nie taki był zresztą cel. Dla Jieitai i agencji obrony priorytetem było odtworzenie zdolności do projektowania i produkcji pojazdów pancernych. Z tego względu nie inwestowano w dalszy rozwój konstrukcji. Jedyną poważniejszą modernizacją był montaż wyrzutni granatów dymnych po bokach wieży.

Już na początku lat 60. pojawił się pomysł wymiany jednostki napędowej na mocniejszą. Pojazd otrzymał nawet oznaczenie typ 61 kai. Za bardziej opłacalne rozwiązanie uznano jednak opracowanie nowego czołgu. Później rozważano modernizację z wykorzystaniem rozwiązań opracowanych z myślą o czołgu podstawowym typu 74. W ten sposób powstał typ 61 (B) wyposażony w urządzenia noktowizyjne i reflektor. Nie wiadomo, ile czołgów przeszło taką modernizację, było ich na pewno niewiele.

Na podwoziu typu 61 powstały dwa pojazdy pomocnicze: most towarzyszący typu 67 i wóz zabezpieczenia technicznego typu 70. Kiedy na przełomie lat 70. i 80. ruszyły prace nad samobieżnym zestawem przeciwlotniczym wzorowanym na niemieckim Gepardzie, pod uwagę brano wykorzystanie podwozi czołgów typu 61. Ostatecznie wybrano bardziej perspektywiczne podwozie czołgu typu 74.

Mimo wszystkich swoich ograniczeń typ 61 okazał się długowieczny. Bataliony pancerne 1. i 3. Dywizji wycofały ostatnie czołgi tego typu dopiero jesienią 2001 roku.

Jak już wspomnieliśmy, cesarskie wojska lądowe miały niemałe doświadczenia w eksploatacji transporterów opancerzonych, zarówno półgąsienicowych, jak i gąsienicowych. Było oczywiste, że powojenne siły muszą posiadać takie wozy. Początkowo Rikujō Jieitai musiało zadowolić się halftrackami różnych wersji z amerykańskiego demobilu. Nie wiadomo, ile tych wysłużonych pojazdów przekazano.

Wymagania wobec gąsienicowego transportera opancerzonego ogłoszono w roku 1956. Już w roku następnym Komatsu i Mitsubishi przedstawiły prototypy oznaczone odpowiednio SU-1 i SU-2. Oba przeszły testy porównawcze z amerykańskim M59. Determinacja, by pozyskać pojazd rodzimej konstrukcji, była duża i zagranicznych pojazdów najprawdopodobniej w ogóle nie brano pod uwagę. Tym sposobem Japonia stała się jednym z nielicznych sojuszników USA, którzy nie pozyskali transporterów M113. Ostatecznie w roku 1959 wybór padł na projekt Mitsubishi. Produkcja ruszyła w roku 1960, a wóz został standaryzowany jako transporter opancerzony typu 60.

Transportery typu 60, 1985 rok.
(Al Chang, Department of Defense)

Pod względem koncepcyjnym była to typowa opancerzona taksówka mająca dostarczać piechotę na pole walki. Japończycy eksperymentowali jednak z bardzo nietypowymi rozwiązaniami. Załoga transportera liczyła aż cztery osoby: dowódcę, kierowcę, strzelca półcalówki umieszczonej na obrotnicy i strzelca karabinu maszyno­wego M1919A4 w kulistym jarzmie w przedniej płycie kadłuba.

Tym sposobem liczba przewożonych żołnierzy została ograniczona do sześciu. Desant opuszczał pojazd przez podwójne drzwi w tylnej części kadłuba lub trzy włazy w dachu. Żołnierze siedzieli na ławkach umieszczonych pod ścianami przedziału desantu. Ciekawym elementem wyposażenia wnętrza był stojak na karabiny. Był on zaprojektowany pod karabiny M1 Garand; kiedy w połowie lat 60. do jednostek zaczęły trafiać karabiny automatyczne typu 64, nikt nie pomyślał o zmianie. Nowe stojaki wprowadzono dopiero podczas modernizacji w latach 90. wraz z karabinkami typu 89. Inne zmiany przebiegały nieco szybciej. W latach 80. antyczne już Browningi M1919 zastą­piono rodzimymi karabinami maszynowymi typu 74.

To bardzo dobry przykład problemów, z jakimi zmagały się japońskie siły lądowe. Rikujō Jieitai przez cały okres zimnej wojny było na cenzurowanym. Politycy obawiali się, że wzorem cesarskich wojsk lądowych może spróbować sięgnąć po władzę. Ażeby uniemożliwić taki scenariusz, wprowadzono nie tylko maksymalną decentralizację Lądowych Sił Samoobrony, aż do roku 2018 nie miały one naczelnego dowództwa. Ograniczenia miały też charakter finansowy. Aż 80% budżetu Rikujō Jieitai przeznaczano na wydatki osobowe, na zakup nowego sprzętu zostawało już niewiele.

Odbiło się to na transporterach typu 60. W latach 1960–1972 dostarczono ich tylko 428, realizacją zamówienia po połowie podzieliły się Mitsubishi i Komatsu. Jeszcze na etapie prototypów testowano warianty moździerzy samobieżnych kalibru 81 i 107 milimetrów. Oba pojazdy wyprodukowano w liczbie po 18 sztuk. Pomysł budowy haubicy samobieżnej kalibru 105 milimetrów na podwoziu transportera upadł. Część pojazdów uzbrojono w wyrzutnie pocisków przeciwpancernych KAMD-3. Tym sposobem Japonia dołączyła do grona pionierów w dziedzinie wdrażania rakietowych niszczycieli czołgów.

Niszczyciel czołgów na bazie transportera typu 60.
(Operator 17, Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe)

Dodajmy jeszcze słów kilka o parametrach technicznych. Typ 60 miał masę 11,8 tony. Zastosowano podwozie z pięcioma parami kół jezdnych zawieszonych na wałkach skrętnych z wahaczami, dwie pierwsze i ostatnia para kół wyposażono w amor­ty­za­tory hydrauliczne, gąsienice podtrzymywane były przez trzy pary rolek. Napęd zapewniał chłodzony powietrzem silnik wysokoprężny Mitsu­bishi 8HA21WT o mocy 220 koni mechanicznych. Rozpędzał on transporter do prędkości maksy­mal­nej 45 kilometrów na godzinę na drodze. Wystarczyło to, by towarzyszyć czołgom typu 61, jednak na tle zagranicznych konstrukcji japoński wóz wypadał słabo. Również ten pojazd nie otrzymał żadnych urządzeń obserwacji nocnej ani układu ochrony przed skutkami użycia broni masowego rażenia.

Typ 60 charakteryzował się bardzo małymi rozmiarami. Długość wynosiła 4,85 metra, szerokość 2,4 metra, a wysokość zaledwie 1,7 metra. Była to zaleta, jeśli patrzeć na szanse ukrycia się i skrytego przemieszczania. Jednak im bliżej końca eksploatacji, tym większe były problemy ze zmieszczeniem wewnątrz coraz bardziej rosłych rekrutów.

Czas służby transporterów typu 60 był zaś długi. Przyczyną były ograniczona produkcja bardziej zaawansowanych transporterów opancerzonych typu 73 i bojowych wozów piechoty typu 89. W efekcie ostatnie egzemplarze typu 60 wycofano z jednostek dopiero w roku 2006. W końcowymi etapie eksploatacji niektóre pojazdy przerobiono na imitacje radzieckich BMD i wykorzystywano w trakcie ćwiczeń.

Transporter opancerzony nie był jedynym pojazdem, który otrzymał oznaczenie typ 60. Drugim był lekki niszczyciel czołgów. Japończyków zafascynowała koncepcja amerykańskiego M50 Ontos, niedużego pojazdu o dużej sile ognia. Lekkie niszczyciele czołgów miały z punktu widzenia Agencji Obrony dużo zalet. Nieduża masa zapewniała wysoką mobilność taktyczną i strategiczną, defensywny charakter pojazdu pozwalał przekonać do niego polityków, a niskie koszty produkcji i eksploatacji zdobywały punkty w ministerstwie finansów.

Pierwsze plany pozyskania niszczyciela czołgów uzbrojonego w parę dział bezodrzutowych kalibru 105 milimetrów pojawiły się od razu po utworzeniu Jieitai. Komatsu i Mitsubishi rozpoczęły prace już w roku 1954 i prowadziły stałe konsultacje z Agencją Obrony. Oficjalne zamówienie wystosowano jednak dopiero w roku 1955. Prototypy oznaczone SS-1 (Komatsu) i SS-2 (Mitsubishi) były gotowe w następnym roku.

W prototypach drugiej serii testowano uzbrojenie w postaci czterech dział. Wkrótce potem zapadła decyzja o przyjęciu na uzbrojenie amerykańskich dział bezodrzu­to­wych M40 kalibru 106 mili­metrów, co wymusiło przekonstruowanie pojazdów. Wrócono do dwóch dział. Łącznie powstały cztery serie prototypów. Mitsubishi zdecydowało się skoncentrować na rozwoju czołgu typu 61 i trans­por­tera opance­rzo­nego typu 60. Komatsu wykorzystało szansę, aczkolwiek do projektu wprowa­dzono zmiany bazujące na doświadczeniach konkurenta, a także udostęp­nio­nych przez Amerykanów wnioskach z eksploatacji Ontosów. Pojazd przyjęto do służby w roku 1960 jako samobieżne działo bezodrzutowe typu 60.

Samobieżne działo bezodrzutowe typu 60.
(Earlybird, domena publiczna via Wikimedia Commons)

Był to pojazd ze wszech miar wyjątkowy. Laweta dział mogła być podnoszona. Zwiększało to kąt ostrzału w poziomie z 20 do 60 stopni i umożliwiało prowadzenie ognia zza przeszkód terenowych. Typ 60 ważył tylko osiem ton i miał zaledwie 1,38 metra wysokości. Był też pierwszym japońskim pojazdem z pancerzem ze stopu aluminium.

Cechował się mobilnością zbliżoną do czołgu typu 61 i transportera typu 60. Wysokoprężny silnik Komatsu 6T-120-2H o mocy 120 koni mechanicznych rozpędzał wóz do prędkości maksymalnej 45 kilometrów na godzinę na drodze. Jako jedyny z pierwszej generacji powojennych japońskich wozów bojowych przeszedł też głębszą modernizację. W połowie lat 70. zastosowano nową jednostkę napędową – silnik Diesla Komatsu SA4D105-1 o mocy 150 koni mechanicznych. Dzięki temu prędkość maksymalna wzrosła do 55 kilometrów na godzinę. Tak wyposażone zostały wozy trzeciej serii produkcyjnej (typ C), modernizacji poddano też część egzemplarzy drugiej serii produkcyjnej (typ B). Pod koniec lat 80. zaczęto formułować założenia kolejnej modernizacji, pomysł jednak szybko porzucono.

Na tym nie kończyła się wyjątkowość niszczyciela czołgów typu 60. Stanowisko kierowcy umieszczono po lewej stronie. To niestandardowe rozwiązanie, które wśród wozów bojowych powielono jedynie w czołgach podstawowych typu 74. Ładowniczy siedział obok dowódcy, plecami do kierowcy i aby przeładować działa, musiał wyjść na zewnątrz. Z uwagi na niewielkie rozmiary zapas przewożonej amunicji był bardziej niż skromny, wynosił zaledwie osiem pocisków. Oczywiście nie zastosowano noktowizorów ani systemu ochrony przed skutkami użycia broni masowego rażenia.

Ogółem wyprodukowano 252 pojazdy. Pierwsza seria z początku lat 60. liczyła tylko 42 wozy. Produkcja pełnoskalowa ruszyła dopiero w roku 1967. W ramach drugiej serii powstały 143 wozy. Ostatnia seria (typ C) była produkowana w latach 1975–1977.

Samobieżne działo bezodrzutowe typu 60.
(Cpl Robert W. Kunda, US Marine Corps)

Był to kolejny długowieczny pojazd. W służbie pozostawał aż do roku 2008. Z czasem eksploatacja niszczycieli czołgów typu 60 stawała się coraz trudniejsza. Z powodu zwiększającej się średniej wzrostu coraz trudniej było upchnąć wyższych żołnierzy w ciasnym pojeździe. Kierowanie wozem nie należało do łatwych i wymagało dużego doświadczenia. Pod koniec eksploatacji kierowcami byli najczęściej sierżanci mający za sobą wieloletnią służbę.

Druga generacja: typ 74 i typ 73

Niskoseryjna produkcja typu 61 nie zdążyła się jeszcze rozwinąć, a już zaczęto prace nad następcą. Przyczyną były informacje o nowym radzieckim czołgu T-62. Tym razem nie było konkursu, od samego początku postawiono na Mitsubishi. Lądowe Siły Samoobrony rozpoczęły wspólnie z koncernem prace koncepcyjne w roku 1962. Japończycy szukali inspiracji w zachodnich wozach wchodzących do służby, takich jak Leopard 1, AMX-30 i M60, a także dopiero powstających, jak niemiecko-amerykański MBT-70. Było jasne, że roku hito pozostaje w tyle w stosunku do czołgów potencjalnego przeciwnika i sojuszników. Nowy wóz miał nadrobić zaległości.

Prace koncepcyjne zakończono w roku 1964, a przedstawione wymagania były imponujące. Nowy czołg miał otrzymać silniejsze uzbrojenie w postaci brytyjskiej armaty L7 kalibru 105 milimetrów stabilizowanej w dwóch płaszczyznach, mocniejszy silnik, pomocniczą jednostkę zasilania (APU), automat ładujący, zaawansowany system kierowania ognia czy możliwość walki w nocy. Wieżyczka dowódcy miała zostać połączona ze zdalnie sterowanym stanowiskiem uzbrojenia z karabinem maszynowym M2. Czołg miał otrzymać układ ochrony przed skutkami broni masowego rażenia. Zniesiono ograniczenie szerokości do 3 metrów. Z powodu igrzysk olimpijskich w Tokio w roku 1964 poczyniono duże inwestycje w infrastrukturę. Japonia doczekała się lepszych dróg i szerszych tuneli, a rola transportu kolejowego w planowaniu Jieitai zmalała.

W latach 1965-1967 testowano prototyp STT. Było to samo podwozie, na którym miano sprawdzić hydropneuma­tyczne zawieszenie i układ napędowy. Początkowo wykorzystywano silnik, przekład­nię i gąsienicowy układ bieżny z typu 61. W roku 1967 był już dostępny nowy silnik wysokoprężny Mitsubishi 10ZF o mocy 750 koni mechanicznych i sparowany z nim układ przeniesienia napędu MT-75.

Pierwsze prototypy, oznaczone STB-1 i STB-2 były gotowe we wrześniu 1969 roku. Ich próby doprowadziły do poważnych ograniczeń. Zrezygnowano z automatu ładującego i zdalnie sterowanego stanowiska uzbrojenia. Oba urządzenia okazały się zbyt skomplikowane i zbyt drogie. Oszczędności doprowadziły do rezygnacji z pasywnych urządzeń obserwacji nocnej i zastąpienia ich aktywnymi noktowizorami. Porzucono pomysł instalacji APU. Zachowano natomiast dalmierz laserowy i komputer balistyczny. Jednak dane do komputera wprowadzano automatycznie jedynie z dalmierza, wszystkie inne trzeba było „wklepać” ręcznie.

STB-2.
(1Panzerjager1, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)

Kolejną kwestią była osłona pancerna. Japońskie prace nad pancerzami wielo­warstwo­wymi i kompo­zyto­wymi były dopiero w powijakach. Pozostawał jednorodny pancerz stalowy. Ażeby zwiększyć przeżywalność czołgu na polu walki, zdecy­do­wano się wzorem AMX-a-30 i Leoparda 1 postawić na mobilność. Postano­wiono także zmniejszyć wymiary czołgu. Niskoprofilowa wieża inspirowana rozwiązaniami francuskimi wymusiła jednak niekonwencjonalne rozwiązania.

Od Brytyjczyków kupiono licencję tylko na lufy armat L7. Japończycy samodzielnie opracowali nowy zamek, łoże i koncentryczny oporopowrotnik. Udało się też wdrożyć elektryczny układ stabilizacji działa w dwóch płaszczyznach. Również mechanizm obrotu wieży miał napęd elektryczny. Niska wieża ograniczała kąt podniesienia armaty do przedziału od –6,5 do +9,5 stopnia. Jednak dzięki hydro­pneu­ma­tycz­nemu zawieszeniu wartości te wzrastały do –12,5 do +15 stopni. Możliwość niskiego opuszczenia działa wynikała z wymogu zapewniania możliwości ostrze­li­wa­nia przeciwnika ze wzniesień. Imponujące możliwości oferowane przez zawieszenia widać na poniższym filmie prezentującym prototyp STB-1.

W latach 1971–1973 dostarczono jeszcze cztery prototypy o oznaczeniach od STB-3 do STB-6. Wreszcie w roku 1974 czołg przyjęto do uzbrojenia pod oznaczeniem typ 74 (na ilustracji tytułowej). Do pojazdu szybko przylgnęła nazwa nana yon (siedem cztery). Początkowo produkcja rozwijała się powoli. Do końca lat 70. dostarczono 225 wozów. Produkcję zakończono w roku 1988 po dostarczeniu łącznie 873 egzemplarzy.

Czołg był bardzo „nierówny”. Pionierskie rozwiązania mieszały się z bardzo zachowawczymi. Spawany pancerz kadłuba miał maksymalną grubość 80 milimetrów, odlewana wieża w najgrubszym miejscu osiągała 110 milimetrów. Pod względem ukształtowania pancerz typu 74 zapewniał lepszą ochronę niż AMX-a-30 i Leoparda 1. Jednak gdy japoński czołg wchodził do służby, w Związku Radzieckim i na Zachodzie standardem stawały się pancerze kompozytowe. Mobilność w stosunku do typu 61 poprawiono, daleko jej jednak było do francuskiego i niemieckiego pierwowzoru. Nana yon osiągała na drodze maksymalnie 52 kilometry na godzinę. Z drugiej strony stosunek mocy do masy był na poziomie zbliżonym do czołgów trzeciej generacji. Stosunkowo niska prędkość maksymalna przy masie zaledwie 38 ton wynikała z niewielkich rozmiarów kadłuba, w którym nie dało się upchnąć bardziej wydajnego układu przeniesienia napędu.

W trakcie produkcji wprowadzono szereg udoskonaleń. Modernizowano system kierowania ognia, wprowadzono wykładzinę przeciw­odłam­kową wewnątrz przedziału załogi, nowe urządzenia obserwacji nocnej i stelaże na amunicję, izolację termiczną lufy. Część czołgów otrzymała lemiesze, a kilka przystosowano do montażu trału przeciwminowego.

W latach 90. pojawił się pomysł głębokiej modernizacji nazwanej typ 74G (Kai), wykorzystującej rozwiązania opracowane w trakcie prac nad czołgiem typu 90. Modernizacja objęła zastąpienie aktywnych urządzeń obserwacji nocnej pasywnymi, instalację automatycznego systemu śledzenia celu i nowej skrzyni biegów, a także nowego dalmierza laserowego. Wprowadzono fartuchy boczne i system ostrzegający przed opromieniowaniem wiązką lasera. Relacja koszt/efekt okazała się jednak nieakceptowalna. Bardziej opłacało się kupić więcej czołgów typu 90. Zależnie od źródła powstały tylko cztery lub pięć wozów typu 74G (Kai).

Nie był to koniec eksperymentów. W sieci krążą zdjęcia dwóch wersji z dodatkowym pancerzem. Pierwsza przypomina izraelskie Magachy 7, druga – Leoparda 1A5. Z uwagi na charakterystyczny kamuflaż oba czołgi uznawane są za wersje powstałe z myślą o walce w terenie zurbanizowanym. Brak jednak jakichkolwiek szczegółów na ich temat. Zdaniem japońskich internautów oba czołgi były testowane przez 1. batalion pancerny ze składu 1. Dywizji, której zadaniem jest obrona Tokio.

Kariera typu 74 była długa. Mimo swoich ograniczeń był przez dobre trzy dekady podstawowym czołgiem Lądowych Sił Samoobrony. Ostatnie wycofano ze służby 31 marca 2024 roku. W służbie cały czas pozostaje jednak potomstwo tego czołgu, czyli wozy specjalistyczne i działo samobieżne na jego podwoziu. Rikujō Jieitai posiada obecnie 52 samobieżne zestawy przeciwlotnicze typu 87, będące japońskim odpowiednikiem Geparda, 19 wozów zabezpieczenia technicznego typu 78 i 22 mosty towarzyszące typu 91.

Pracom nad nowym transporterem opancerzonym przyznano znacznie niższy priorytet. Agencja Obrony opublikowała wymagania w roku 1967. Głównym wymogiem była instalacja systemu ochrony przed skutkami broni masowego rażenia, jednak było jasne, że Rikujō Jieitai chce pojazdu pod każdym względem lepszego niż transportery typu 60.

Do rywalizacji jak zawsze stanęły Mitsubishi i Komatsu. Pierwsze prototypy oznaczone odpowied­nio SUB I i SUB II dostarczono już w roku 1968. Przez następnych kilka lat testowano różne rozwiąza­nia: zawieszenie hydro­pneuma­tyczne i na wałkach skrętnych, pancerz stalowy i ze stopu aluminium. Komatsu umieściło półcalowego Browninga w jednoosobowej wieżyczce. W prototypie SUB II-2 testowano nawet działko kalibru 20 milimetrów.

SUB-II.
(Hunini, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)

Japończycy z uwagą obserwowali rozwijane w Europie wozy takie jak francuskie AMX VCI i AMX-10P oraz niemiecki Marder. Większa siła ognia była atrakcyjnym rozwiązaniem, jednak na swój pierwszy bojowy wóz piechoty Lądowe Siły Samoobrony musiały poczekać jeszcze 20 lat. Powodów było kilka. Koncepcja bojowych wozów piechoty do dzisiaj nie w pełni się przyjęła w Rikujō Jieitai, podobnie jak śmigłowców bojowych. Japończycy oglądali się też na Amerykanów, którzy ostrożnie podchodzili do tych pojazdów. Najbardziej prozaiczną przyczyną były natomiast zbyt wysokie koszty zakupu licencji na produkcję działka od Rheinmetalla. Ministerstwo finansów postawiło tutaj zdecydowane veto.

Ostatecznie w grudniu 1973 roku wybór padł na projekt Mitsubishi z zawieszeniem na wałkach skrętnych i pancerzem ze stopu aluminium. Pojazd standaryzowano jako transporter opancerzony typu 73. Transporter powtarzał wiele rozwiązań z typu 60, w tym czteroosobową załogę ze strzelcem obsługującym karabin maszynowy w jarzmie kulistym w przedniej płycie kadłuba. Natomiast strzelec karabinu maszynowego M2 kalibru 12,7 milimetra otrzymał obrotową wieżyczkę podobną do wieżyczki dowódcy. Sam karabin był jednak zamontowany nie w, lecz na wieżyczce.

Dzięki wydłużeniu kadłuba o metr udało się zwiększyć liczebność desantu do ośmiu żołnierzy. Pojazd opuszczają przez podwójne drzwi w tyle kadłuba lub dwa duże włazy w stropie. Jednym z wymogów była możliwość prowadzenia ognia przez desant z wnętrza kadłuba. Sześć otworów strzeleckich w kształcie litery T umieszczono po dwa na burtach i w tylnych drzwiach. Korzystanie z otworów burtowych było jednak utrudnione, gdyż zachowano układ ławek z typu 60 – żołnierze siedzą pod ścianami twarzami do siebie. Sam pomysł otworów strzeleckich był krytykowany jako zmniejszający skuteczność systemu ochrony przed skutkami broni masowego rażenia.

Transporter typu 73.
(陸上自衛隊)

Nie była to jedyna wada typu 73. W myśl pierwotnych wymagań pojazd miał być pływający. Ostatecznie zrezygnowano z możliwości pokonywania przeszkód wodnych z marszu. W Japonii brakuje dużych rzek, a lata 60. i 70. to okres intensywnej ich regulacji. Pokonywanie przeszkód wodnych z marszu stawało się coraz mniej potrzebne i jedynie podnosiło koszty. Transporter można jednak przystosować do pływania. Procedura przygotowania obejmuje założenie pokryw na koła nośne, co przekształca je w zbiorniki wypornościowe, montaż falochronu, osłon wlotów powietrza i wylotu spalin, a wreszcie przesłon górnego odcinka gąsienic, tworzących tunel hydrodynamiczny. Napęd w wodzie zapewniają obracające się gąsienice.

Przygotowywanie do pływania nie zdobyło w Lądowych Siłach Samoobrony popularności. Procedurę uznano za zbyt czasochłonną, a większość jednostek prowadzących takie ćwiczenia zaliczyła przynajmniej jeden przypadek zatonięcia transportera.

Jak już wiemy, kadłub wydłużono w stosunku do typu 60. Podniesiono także wysokość pojazdu do 2,2 metra. Zrezygnowano z rolek podtrzymujących gąsienice, zachowano natomiast pięć par kół jednych. Rikujō Jieitai chciało wozu o większej mobilności i go dostało. Silnik wysokoprężny Mitsubishi 4ZF o mocy 300 koni mechanicznych rozpędza pojazd do 70 kilometrów na godzinę na drodze. Japończycy zaczęli eksperymentować z power-packami. Silnik i układ napędowy tworzą blok, który można wymienić w ciągu około 30 minut. Wprowadzono też urządzenia obserwacji nocnej. W tylnej części kadłuba umieszczono dwa potrójne bloki wyrzutni granatów dymnych.

Na podwoziu typu 73 powstało kilka typów innych wozów. Pierwszym była samobieżna haubica typu 74 kalibru 105 milimetrów. Wyprodukowano tylko 20 egzemplarzy. Lekkie haubice samobieżne uznano za nieperspektywiczny rodzaj uzbrojenia. Więcej szczęścia miał samobieżny artyleryjski zestaw rakietowy typu 75. Na podwoziu transportera zamontowano 30‑prowadnicową wyrzutnię niekierowanych pocisków rakietowych kalibru 130 milimetrów. Powstał 66 takich wozów. Artylerii samobieżnej musiało towarzyszyć odpowiednie wsparcie. W rezultacie powstały wóz rozpoznania artyleryjskiego typu 75 i samobieżny radar artyleryjski typu 76. W tym drugim przypadku termin „samobieżny” jest nadużyciem. Radar jest holowany przez transporter. Oba pojazdy zbudowano w ilości kilkunastu sztuk

Samobieżny artyleryjski zestaw rakietowy typu 75 (z lewej) i haubica typu 74 (z prawej).
(663highland, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Jak widać, z typem 73 wiązano spore nadzieje, na przeszkodzie ich realizacji stanęła jednak rzeczywistość budżetowa i priorytetowe traktowanie lotnictwa i marynarki. Od roku 1973 wyprodukowano zaledwie 338 sztuk. Większość z nich trafiła do 7. Dywizji na Hokkaido i 8. Dywizji z Kiusiu. Obecnie Lądowe Siły Samoobrony posiadają jeszcze około 220 transporterów typu 73. Wszystkie pojazdy specjalistyczne na tym podwoziu wycofano ze służby do roku 2007.

Zamiast podsumowania

Część Czytelników zapewnia ostrzy już sobie zęby na opis wozów trzeciej generacji. Niestety spotka ich zawód. Prace nad pojazdami, które stały się czołgiem typu 90 i bojowym wozem piechoty typu 89, ruszyły odpowiednio w roku 1977 i 1980. Jednak ich wejście do służby przypada już na lata po zakończeniu zimnej wojny.

Jest w tym pewien paradoks. Po latach zmagań z politykami i resortem finansów Lądowe Siły Samoobrony dostały wreszcie wozy nieustępujące pod żadnym względem zagranicznym odpowiednikom, a pod pewnymi względami przełomowe. Typ 90 był pierwszym produkowanym seryjnie zachodnim czołgiem podstawowym z automatem ładującym. Natomiast bojowy wóz piechoty typu 89 jako pierwszy otrzymał działko kalibru 35 milimetrów. Oba pojazdy padły ofiarą cięć wydatków na obronę po zakończeniu zimnej wojny. Oznaczało to drastyczną redukcję zamówień. Bojowych wozów piechoty typu 89 wyproduko­wano zaledwie 120, a w służbie pozostaje 68. Wszystkie znajdują się na wyposażeniu trzech kompanii 11. pułku piechoty zmechanizowanej wchodzącego w skład stacjonującej na Hokkaido 7. Dywizji. Pozostałe trzy kompanie piechoty tego pułku używają transporterów opancerzonych typu 73.

Z drugiej strony Rikujō Jieitai brakuje pomysłu, jak wpasować je w doktrynę, warunki geograficzne i ograniczenia prawne. Środowisko operacyjne wymusza preferencję dla pojazdów niekoniecznie lżejszych, za to o większej mobilności taktycznej, strategicznej i pływających, takich jak Patria AMV XP.

Historia japońskiej broni pancernej okresu zimnej wojny jest pełna wzlotów i upadków. Jieitai wiedziało, czego chce, przemysł był w stanie to dostarczyć i zaproponować wiele innowacyjnych i nieortodoksyjnych (chociaż nie zawsze sensownych) rozwiązań. Rozwiązania te nierzadko wyprzedzały swoją epokę, przez co były skomplikowane, a ich dalszy rozwój wymagał dużych nakładów. To zaś było czerwoną linią dla bardzo wpływowego ministerstwa finansów, które zawsze i wszędzie szukało oszczędności. Nieprzypadkowo rozwój wozów trzeciej generacji zbiegł się ze zmianą polityki wewnątrzrządowej. Agencja Obrony zaczęła wówczas wchodzić w sojusze z innymi resortami, co pozwoliło skuteczniej walczyć o pieniądze z budżetu.

Bibliografia

T. Begier, S.T. Sobala, D. Użycki, Współczesne gąsienicowe wozy bojowe, Warszawa 1996.
G. Mulloy, Defenders of Japan, Londyn 2021.
J-J. Ségéric, Le Japon Militaire, Paris 2013.
A. Skabelund, Inglorious, Illegal Bastards: Japan’s Self-Defense Force during the Cold War, Cornell University Press 2022.
Iwao Hayashi, 戦後日本の戦車開発史 : 特車から90式戦車へ (Historia rozwoju japońskich czołgów po wojnie: od pojazdów specjalnych do czołgu typu 90)
Yukio Kikuchi, 陸上自衛隊機甲科全史 : 戦後日本の戦車部隊65年の道程 (Kompletna historia korpusu pancernego Japońskich Lądowych Sił Samoobrony: 65-letnia historia japońskich jednostek pancernych po wojnie)

Crescent moon, Creative Commons Attribution 3.0 Unported