Irańskie ataki na państwa Zatoki Perskiej w trakcie trwającej obecnie wojny kolejny raz postawiły na forum pytanie, jak skutecznie, a przede wszystkim tanio, bronić się przed atakami dronów, amunicji krążącej i pocisków manewrujących. Wydaje się, że wojsko i przemysł zbrojeniowy dochodzą do konsensusu: najskuteczniejszym rozwiązaniem będzie artyleria przeciwlotnicza z działami małego, średniego i dużego kalibru. Najbardziej kompleksową ofertę przedstawił niedawno Northrop Grumman, ale konkurencja nie śpi jak świat długi i szeroki.
Jak już wielokrotnie pisaliśmy, nową erę w historii artylerii otworzyła amunicja precyzyjna. Początkowo miała ona pozwolić na skuteczne rażenie celów lądowych mniejszą liczbą pocisków. Poza celnością równie istotna jest szybkostrzelność, pozwalająca „zdusić” obronę przeciwnika. Te same atuty doskonale sprawdzają się jednak w obronie przeciwlotniczej. Pionierami na tym polu byli Włosi, którzy pozostali wierni artylerii okrętowej. Skuteczność przyjętych założeń została potwierdzona w marcu 2024 roku, gdy niszczyciel Caio Duilio (D 554) zestrzelił przy użyciu działa Super Rapid kalibru 76 milimetrów drona wysłanego przez jemeńskich Hutich.
Wykorzystanie artylerii lądowej do zwalczania celów powietrznych może wydawać się egzotyczne, ale jest to pomysł już dobrze ugruntowany. Przynajmniej w USA. Już w roku 2016 US Army i Pentagon zaczęły myśleć o wykorzystaniu haubic ciągnionych M777 i samobieżnych M109 w roli artylerii przeciwlotniczej. Pocisk artyleryjski jest dużo tańszy niż rakiety systemów Patriot czy THAAD. Oprócz tego haubice są dużo bardziej mobilne i, w przeciwieństwie do systemów antyrakietowych, stale towarzyszą wojskom lądowym.
Mobilność i elastyczność zaczęły nabierać jeszcze większego znaczenia wraz z rozwojem nowych koncepcji walki, szczególnie w przypadku konfrontacji z Chinami. Wykorzystanie haubic w roli artylerii przeciwlotniczej jest też szczególnie istotne wobec spodziewanego masowego stosowania przez Chiny pocisków manewrujących i balistycznych do atakowania amerykańskich baz w Japonii i na Guamie. Z drugiej strony dla artylerii dalekiego zasięgu przewidziana jest istotna rola w przełamywaniu chińskich i rosyjskich stref antydostępowych (A2/AD).
W roku 2020 na poligonie White Sands przeprowadzono przełomowy eksperyment. Haubica samobieżna zestrzeliła cel powietrzny BQM-167, imitujący pocisk manewrujący. Początkowo mówiono, że była to M109A6, później okazało się jednak, że wykorzystano XM1299. Zestrzelenia dokonano za pomocą rozwijającego prędkość Mach 5 pocisku HVP (Hypervelocity Projectile), opracowanego przez BAE Systems pierwotnie z myślą o systemie AGS dla niszczycieli typu Zumwalt.
Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.
Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.
Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.
Pod koniec roku 2024 wydawało się, że haubica przeciwlotnicza dla US Army jest już blisko. W roku następnym nadeszła jednak druga administracja Donalda Trumpa, a wraz z nią sekretarz obrony (wojny) Pete Hegseth i „rewolucja w US Army”, obejmująca między innymi przegląd realizowanych programów. W założeniu ma być szybciej, taniej i sprawniej, ale jak to wyjdzie w praktyce – dopiero się przekonamy. Na tę chwilę amerykańskie wojska lądowe stwierdziły, że kompleksowa analiza potwierdziła znaczenie samobieżnego systemu artyleryjskiego kalibru 155 milimetrów. Podpisanie odpowiednich kontraktów spodziewane jest latem tego roku.
O ile wykorzystanie okrętowych kalibru 127 milimetrów w roli broni przeciwlotniczej, także do zwalczania dronów, jest naturalne, o tyle haubice przeciwlotnicze cały czas pozostają czymś egzotycznym. W cieniu takich dywagacji nastąpił też powrót artylerii przeciwlotniczej średniego kalibru, początkowo znowu na okrętach. Niekwestionowanym potentatem jest tutaj szwedzki Bofors oferujący dwa systemy strzelające programowalną amunicją: kalibru 57 milimetrów i nowe wcielenie legendarnej „czterdziestki”. Ta ostatnia doczekała się już wersji lądowej, osadzonego na podwoziu ciężarówki Scania G460 w układzie 6 × 6 systemu Tridon Mk 2, który przeszedł już testy w warunkach bojowych na Ukrainie.
The new @BAESystemsInc TRIDON Mk 2 40mm self-propelled anti-aircraft gun. The latter is a BAE Systems Bofors 40 Mk 4 naval anti-aircraft artillery system mounted on a truck chassis . The gun is capable of using Bofors 3P programmable-detonation projectiles. pic.twitter.com/J0EZCIpFgq
— Ninjamonkey 🇮🇳 (@Aryan_warlord) February 25, 2025
Małokalibrowa artyleria przeciwlotnicza nigdy nie zniknęła. Na pokładach okrętów miała się dobrze jako zestawy obrony bezpośredniej, na lądzie przetrwała w formie dział samobieżnych i holowanych, chociaż w siłach zbrojnych państw zachodnich przez ostatnie trzy dekady przechodziła kryzys. Wojna rosyjsko-ukraińska odwróciła ten trend. Kolejne państwa zamawiają system przeciwlotniczy Skyranger 30, rośnie też popularność stacjonarnych i mobilnych działek kalibru 35 milimetrów. Możliwości lekkiej artylerii przeciwlotniczej znacząco zwiększyła amunicja programowalna.
Cannon Based Air Defense
Skoro wszystkie elementy są już na miejscu, może by je połączyć w jeden spójny system albo nawet system systemów? Taka idea przyświecała koncernowi Northrop Grumman w pracach nad Cannon Based Air Defense (CBAD, obrona powietrzna oparta na działach), upublicznionym pod koniec lutego. Pomysł jest prosty, nie chodzi o opracowanie nowych dział przeciwlotniczych, lecz skalowalnej amunicji programowalnej, pozwalającej na wykorzystanie istniejących lub planowanych systemów artyleryjskich i stworzenie z nich wielowarstwowego systemu obrony przeciwlotniczej zoptymalizowanego do zwalczania bezzałogowców, amunicji krążącej i pocisków manewrujących. Całość ma spinać znany już system dowodzenia i zarządzania walką IBCS oraz skupiony na obronie powietrznej FAAD-C2.
Punktem wyjścia dla Northropa były doświadczenia z prac nad modułem kierowania M1156A1 PGK (Precision Guidance Kit) do amunicji artyleryjskiej kalibru 155 milimetrów. Dalej były kalkulacje. Zacznijmy od finansowych. Według koncernu bateria haubic kalibru 155 milimetrów kosztuje w przybliżeniu połowę tego co bateria przeciwlotniczego systemu rakietowego. Natomiast amunicja artyleryjska jest w przybliżeniu tańsza o 99,5%. Pojedynczy pocisk HVP kosztuje około 100 tysięcy dolarów, a po uruchomieniu seryjnej produkcji cena na pewno spadnie. Dla porównania: pojedynczy efektor Patriota to ponad 5 milionów dolarów, a w przypadku THAAD‑a – kilkanaście milionów dolarów.
Do tego dochodzi skala produkcji. Pociski artyleryjskie można produkować w milionach sztuk, produkcję zaawansowanych pocisków przeciwlotniczych i przeciwrakietowych ilustruje poniższy tweet. Jej zwiększenie wymaga większych nakładów niż amunicji artyleryjskiej. Northrop zastrzega przy tym, że CBAD nie ma być panaceum, ale raczej pozwoli wyspecjalizowanym systemom na skoncentrować się na zwalczaniu pocisków hipersonicznych i balistycznych.
🇺🇸 US theater ballistic missile defense production:
SM-6: 125/year
PAC-3 MSE: 620/y
Talon (THAAD): 96/y
SM-3 IB: 36-48/y (capacity for 60/y)
SM-3 IIA: 24/yAs always production≠procurement, but these are the ones that are being actively procured.
GBI production concluded and… https://t.co/bIz368LivS pic.twitter.com/gRJAiz4f7X
— Colby Badhwar 🇨🇦🇬🇧 (@ColbyBadhwar) March 3, 2026
Kolejna zaleta artylerii, a właściwie jej amunicji, to mniejsze rozmiary. Średnio bateria artylerii ma kilkanaście razy większy zapas pocisków niż bateria Patriota, NASAMS czy innego systemu przeciwlotniczego. Większy zapas amunicji oznacza zaś większą zdolność do zapewnienia większej gęstości ognia i długotrwałego prowadzenia walki, koniecznych do odpierania ataków saturacyjnych. Takie cele przyświecały zresztą DARP‑ie i Raytheonowi, gdy w ubiegłej dekadzie zainicjowały prace nad amunicją przeciwlotniczą MAD‑FIRES kalibru 57 milimetrów. Do tego amunicję artyleryjską łatwiej przewozić, co odciąża i upraszcza logistykę.
Jako się rzekło, CBAD może wykorzystywać dowolny system artyleryjski. W materiale promocyjnym jako górne piętro obrony przeciwlotniczej Northrop przedstawił izraelskie haubice samobieżne ATMOS kalibru 155 milimetrów. Średnie piętro tworzy nieznany system osadzony na podwoziu HIMARS-a. Wreszcie dolne piętro to kołowe bojowe wozy piechoty Dragoon. W ten sposób podkreślono założenia CBDA, w roli artylerii przeciwlotniczej ma zostać wykorzystane wszystko, co strzela i towarzyszy oddziałom lądowym.
Wstępny demonstrator CBAD ma być gotowy w ciągu roku. Northrop zapewnia, że uruchomienie seryjnej produkcji może nastąpić bardzo szybko i w ciągu kilku lat zapewnić US Army szeroką gamę artyleryjskich środków zwalczania celów powietrznych.
Leonardo Hystrix
Nie tylko Amerykanie myślą o wykorzystaniu na lądzie artylerii przeciwlotniczej kalibru powyżej 57 milimetrów. Podobną drogą idą Włosi, co nie powinno być zaskoczeniem. W listopadzie ubiegłego roku koncern Leonardo przedstawił Michelangelo Dome, wielodomenowy, skalowalny, modułowy system zintegrowanej obrony o otwartej architekturze. Jednym z jego elementów jest Hystrix 76 ADS, ujawniony na początku lutego. Niedługo przyjrzymy mu się bliżej w osobnym artykule (aktualizacja: Hystrix. Włosi odsłaniają karty na polu obrony przeciwlotniczej), ale pochylmy się nad nim i tutaj.
Leonardo poszedł po linii najmniejszego oporu, co nie oznacza bylejakości. Podstawą Hystrixa jest okrętowa armata Oto Melara kalibru 76 milimetrów Sovraponte osadzona na naczepie. Uzupełnieniem jest dołączony do lawety 10‑stopowy kontener mieszczący układ zasilania, łączności i sterowania działem. Całość waży około 7 ton, wliczając zapas amunicji wynoszący 72 pociski. Trwają prace nad lżejszą wersją, którą można by zamontować na platformie ciężarówki lub innych podwoziach w układzie 8 × 8 lub 10 × 10. Masę Hystrix 76 ADS Light udało się zredukować do 4 ton, za co ceną są mniejsza szybkostrzelność i zapas amunicji zmniejszony do około 40 nabojów.
Na obecnym etapie dla systemu przewidziano sześć typów amunicji. Na czele jest oczywiście znany i sprawdzony DART. Jego uzupełnieniem są HE-PF-IM6-OES z zapalnikiem 3AP, HE-MOMA1 z zapalnikiem 4AP i Vulcano 76 BER. Niedługo zestaw ma zostać rozszerzony o kolejne dwa typy pocisków z rodziny Vulcano: naprowadzany na podczerwień Vulcano 76 GL IR i naprowadzany laserowo Vulcano 76 GLR SAL. Leonardo podkreśla, że istniejąca amunicja została już sprawdzona w zwalczaniu dronów. Oprócz większego zasięgu większy kaliber zapewnia też skuteczniejsze stawianie „ściany ołowiu”, rzecz nie do przecenienia w przypadku zwalczania bezzałogowców i amunicji krążącej działających w roju.
Sam pomysł wykorzystania morskich armat Oto Melara kalibru 76 milimetrów na lądzie nie jest nowy. W latach 80. i 90. przerobioną okrętową wieżę posadzono na podwoziu czołgu OF-40. W ten sposób powstał Otomatic, jednak w erze rozbrojenia po zakończeniu zimnej wojny nie znalazł nabywców. Był to też czas, kiedy pociski rakietowe uważano za znacznie efektywniejszy sposób zwalczania celów powietrznych. Gdy głównym zagrożeniem dla wojsk lądowych cały czas były samoloty uderzeniowe i śmigłowce bojowe, miało to sens.
Oto Melara jednak się nie poddawała. Otomatic wyewoluował w AMRAD. System korzystał na postępach w odchudzaniu dział okrętowych. Kolejnym pomysłem był Draco. Tym razem działo kalibru 76 milimetrów posadzono na podwoziu kołowego niszczyciela czołgów Centauro B1. Z racji mniejszej nośności podwozia zapas amunicji ograniczał się do zaledwie 12 pocisków. Oba pojazdy także nie zdobyły zainteresowania klientów.

Samobieżny system przeciwlotniczy Draco.
(Nicholas Gemini, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)
W obecnych warunkach Hystrix 76 wydaje się mieć większe szanse niż poprzednicy, tym bardziej że podobne pomysły są realizowane gdzie indziej na świecie. Rosjanie, wierni dziedzictwu Szyłki i ZSU-57-2, od dekady rozwijają system 2S38 Dieriwacyja-PWO z armatą automatyczną kalibru 57 milimetrów na podwoziu BMP-3. Tymczasem na początku lutego chińskie Norinco przedstawiło system przeciwlotniczy SA2. W tym przypadku na podwoziu samochodu ciężarowego w układzie 6 × 6 posadzono zmodyfikowaną armatę okrętową PJ26 kalibru 76 milimetrów.
To ciekawy zwrot akcji. Do tej pory Chińczycy koncentrowali się na wielolufowych działkach w układzie Gatlinga kalibru 25–30 milimetrów. Widoczna była nawet pewna mania. Liczba luf rosła od sześciu przez siedem po jedenaście, a nawet dwadzieścia. Oczywiście im więcej luf, tym większa szybkostrzelność. To niewątpliwa zaleta, jednak wszytko ma granice, wyznaczane najczęściej przez prozę codziennej eksploatacji. Więcej luf to większe, cięższe i bardziej złożone zestawy, a także większe zużycie amunicji. Na okrętach nie stanowi to tak wielkiego problemu, gorzej w zestawach lądowych, zwłaszcza tych samobieżnych.
Chińską koncentrację na Gatlingach zwykle tłumaczyło się niezadowalającymi postępami prac nad własną amunicją programowalną. Ostatnio pojawiły się informacje o nowym zestawie kalibru 35 milimetrów opracowanym przez Norinco, a także uruchomieniu produkcji programowalnej amunicji tego kalibru. Być może udało się więc osiągnąć jakiś przełom. To zaś zachęca do tworzenia wielowarstwowych systemów obrony przeciwlotniczej opartych o artylerię.
Norinco's new SA2 SPAAG is a PJ26 naval turret with a 76mm cannon firing at 120 RPM, that looks comically mismatched on its 6×6 truck chassis.
It may fire shells out to 10 km, but its role is short-range air defence. pic.twitter.com/J1DWCJ92zV— ToughSF (@ToughSf) February 3, 2026

