Krystowski: Nie mieszajmy działań spółki i związków zawodowych
Podczas Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego 2015 rozmawialiśmy z prezesem zarządu i dyrektorem zarządzającym PZL-Świdnik, …
Podczas Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego 2015 rozmawialiśmy z prezesem zarządu i dyrektorem zarządzającym PZL-Świdnik, …
Trzeciego dnia MSPO 2015 rozmawialiśmy z przedstawicielami Lockheeda Martina w specjalnie zaaranżowanej konferencji na …
Jakie są pańskie wrażenia z tegorocznych ćwiczeń „Baltops 2015”? To były bardzo udane manewry. …
W ciągu czterdziestu lat próbowałem swoich sił z każdym rodzajem modeli. Robiłem wozy pancerne (mając piętnaście–dwadzieścia pięć lat), ciężarówki, okręty, pociągi. Mój sąsiad tuningował stare francuskie samochody z lat czterdziestych i pięćdziesiątych, więc złożyłem sobie identycznego Forda Capri w skali 1:24! Ale nigdy nie zrezygnowałem z samolotów, głównie dzięki fascynującym opowieściom mojego dziadka, który wspominał, jak ze wzgórza nad brzegiem Morza Śródziemnego obserwował niemieckie Bf 110 i He 111 zbliżające się, aby bombardować Algier i okolice. Spijałem te słowa z jego ust i wpatrywałem się w jego wilgotne oczy.
Jednym z podstawowych błędów jest patrzenie na apartheid jako przede wszystkim system segregacji rasowej. Tymczasem segregacja była w jakiejś mierze skutkiem ubocznym systemu, najlepiej znanym, najbardziej rozpoznawalnym i charakterystycznym, ale nie była celem samym w sobie. Apartheid był tak naprawdę ideologią i praktyką służącą awansowi społecznemu i ekonomicznemu Afrykanerów.
Michał Rosiak urodził się w 1974 roku w Łodzi. Jako modelarz zdobył szereg nagród …
Jest taka stara tradycja w science fiction – opowiadania, „co będzie, jeśli dalej tak będzie”. W takich tekstach autor bierze na warsztat pewien trend i rozważa, co będzie, jeśli ów trend nie zaniknie i będzie się rozwijał. „Wojna Starka” jest o tym, co by się działo, gdyby najwyższej rangi oficerowie zdobywali stanowiska właśnie poprzez takie lawirowanie, a młodsi oficerowie byli tłamszeni przez przełożonych, którzy za pomocą nowoczesnych metod łączności dyktują im każdy ruch, nie pozwalając podwładnym nauczyć się dowodzenia.
Ostrożnie używałbym słowa brawura. Oznacza ono postępowanie nierozsądnie ryzykowne, wręcz samobójcze, a o to nie można posądzać zawodowców. A nasi podwodnicy byli zawodowcami. Brawura pięknie wygląda w książkach i filmach, lecz w rzeczywistości ustępuje przed nieprzyjemnym poczuciem strachu. To, jak załogi radziły sobie z pokonywaniem strachu, było miarą sukcesów.
Jedyne słowo, którego mogę użyć, aby opisać to uczucie, to „euforia”. Czujesz, jak wypełnia ci serce, które bije coraz szybciej. Czasami aż się śmiałem. Oczywiście pilot jest wtedy bardzo zajęty, nie ma czasu podziwiać widoków, ale chodzi o to, co czuje. A już zwłaszcza w F-16, który ma tak mały kokpit. Masz wrażenie, że jesteś częścią samolotu. Nie siedzisz w nim jak w samochodzie, jesteś częścią maszyny, odczuwasz ją poprzez drążek i dźwignię przepustnicy.
Śmierć Balawiego zasmuciła jego rodziców i rodzeństwo, ale żona i wielu znajomych było dumnych, gdyż widzieli tu udany atak na Stany Zjednoczone i ich słynną agencję wywiadowczą. Rodzina dowiedziała się o samobójczym zamachu od członka Al-Kaidy, który zadzwonił z „gratulacjami” z okazji „męczeńskiej śmierci” Balawiego. W wywiadach żona Balawiego podkreślała, że uznaje czyn męża za odważny akt dżihadu, za który będzie wynagrodzony w niebie.