Postać Temudżyna, założyciela mongolskiego imperium, człowieka znanego światu pod budzącym strach imieniem Czyngis-chana, fascynowała i nadal fascynuje badaczy dziejów i miłośników historii. Nie można bowiem przejść obojętnie obok inicjatora podbojów, które w ciągu zaledwie ćwierćwiecza objęły więcej ziem i ludów, niż podbili Rzymianie w ciągu czterech stuleci. Podobnych dokonań nie miał na koncie nawet Aleksander Wielki – pod względem powierzchni, liczby pokonanych ludów czy zajętych państw, osiągnięcia Mongołów finalnie dwukrotnie przebiły zdobycze słynnego Macedończyka. Nie mogło być inaczej, gdyż mówimy o terenach, które w XIII wieku były najgęściej zaludnionymi na świecie. Gdybyśmy spojrzeli na nie przez pryzmat współczesnej mapy politycznej, okazałoby się, że Czyngis-chan wraz z synami i wnukami zajęli 30 państw zamieszkanych przez ponad 3 miliardy mieszkańców.
Wydana przez krakowski Znak książka Jacka Weatherforda, amerykańskiego antropologa kultury, wpisuje się w ciąg publikowanych w ostatnich latach prac, które oddają sprawiedliwość i przywracają istotne miejsce ludom nomadycznym, w tym oczywiście Mongołom, jako współtwórcom współczesnej cywilizacji. Pisali o tym niedawno między innymi Anthony Sattin w „Nomadach” czy Marie Favereau w „Ordzie”. Weatherfordowi należy oddać to, że jego publikacja ukazała się jeszcze w 2004 roku (a pierwsze polskie wydanie w 2006 roku).
Otrzymujemy do ręki wydanie w twardej oprawie ze znaczną liczbą czarno-białych ilustracji i map. Książka podzielona się jest na trzy zasadnicze części i stosunkowo długie wprowadzenie, będące relacją z podróży Autora do Mongolii oraz wyjaśniające oparcie treści w dużej mierze na „Tajnej historii Mongołów”, czyli opisie życia i dokonań Czyngis-chana w formie anonimowej kroniki powstałej w połowie XIII wieku. To najstarszy zabytek piśmiennictwa mongolskiego, który powstał prawdopodobnie – bo naukowcy nadal głowią się nad genezą dzieła – na zlecenie rodziny zmarłego już władcy. „Tajna historia…” z całą jednak pewnością jest niezbędnym źródłem do badań nad językiem, kulturą i dziejami Mongołów.
Pierwsza część książki opisuje życie Czyngis-chana od narodzin do zjednoczenia wszystkich mongolskich plemion w 1206 roku. Druga część to mongolskie podboje (1211–1261) i walka o władzę pomiędzy wnukami wielkiego zdobywcy. I wreszcie trzecia część będąca omówieniem stulecia pokoju, wpływu rządów mongolskich na nowożytne instytucje polityczne, handlowe i militarne oraz współczesną percepcję ich dziedzictwa.
Polityczny start Temudżyna nie był łatwy. Nie wdając się nadmiernie w szczegóły zjednoczenia mongolskich plemion, niech symptomatycznym podkreśleniem głębokich podziałów między ludami zamieszkującymi obecną Mongolię będzie fakt, że ich scalenie w jedno państwo zajęło Temudżynowi porównywalnie tyle samo czasu, co stworzenie imperium sięgającego od Morza Wschodniochińskiego po Śródziemne. Co odróżnia Czyngis-chana od innych wybitnych władców? Chociażby to, że większość z nich dorastała w ramach jakiegoś tworu państwowego, który reorganizowali lub odnawiali.

Jack Weatherford – Czyngis-chan. Architekt nowoczesnego świata. Przekład: Dorota Kozińska. Znak Horyzont, 2026. Stron: 432. ISBN: 9788384275108.
Czyngis-chan tymczasem takie państwo stworzył, opierając jego instytucje na nowych zasadach, które oczywiście były zapożyczone z tradycji plemiennych, ale zorganizowane według autorskiego pomysłu. Zaczął od centralizacji armii, która wyniosła go do władzy. Nowe prawa miały zjednoczyć w jeden naród skłócone dotąd plemiona, poprzez ograniczenie przyczyn sporów i plemiennych wojen. „Wielkie prawo” zniosło te dawne praktyki, które utrudniały funkcjonowanie nowego społeczeństwa, jak na przykład porwania kobiet czy branie w niewolę innych Mongołów, oraz wprowadzały nowe, jak zakaz cudzołóstwa, surowe kary za kradzież zwierząt domowych, tolerancję religijną, czy zwolnienia podatkowe dla lekarzy, prawników i uczonych. Odtąd wybór wielkiego chana był możliwy tylko na kurułtaju – wielkim zjeździe elity nowego państwa z rodziną Czyngis-chana na czele. Nowy system spajający państwo nie był oparty tylko na feudalnych zależnościach, bo przecież te w całości nie mogły zniknąć, ale także na zasługach, lojalności i talentach.
Silna, szybka, karna, a przede wszystkim liczna armia była głównym motorem mongolskich sukcesów. „Mongołowie nie przyczynili się do żadnego przełomu technologicznego, nie wykształcili nowej religii, nie stworzyli wielkiej literatury, nie ofiarowali światu nowych roślin użytkowych ani innowacyjnych metod uprawy ziemi – przypomina Weatherford. – Mongolscy rzemieślnicy nie umieli tkać, odlewać metali, posługiwać się kołem garncarskim ani nawet piec chleba. Nie wytwarzali ani porcelany, ani naczyń glinianych, nie malowali obrazów, nie wznosili budowli”. Natomiast ujarzmiając kolejny lud, państwo, kulturę, Mongołowie przejmowali umiejętności pokonanych i przekazywali je dalej.
Okres względnego pokoju i objęcia władzy nad najważniejszymi szlakami handlowymi, który historycy nazwali później Pax Mongolica, naturalnie sprzyjał intensywnej wymianie handlowej między Chinami, Azją Środkową, światem islamu, Słowiańszczyzną i zachodnią Europą. Jak pisała wspomniana Marie Favereau, wyrosło wówczas wiele gospodarczych fortun w basenie Morza Śródziemnego, a ludzie po raz pierwszy ludzie mogli bezpiecznie podróżować z Włoch do Chin. Siłą rzeczy Pax Mongolica zaowocował też rozkwitem sztuki, zaawansowanego rzemiosła oraz nauki.
Autor „Czyngis-chana” nie jest historykiem, ale antropologiem kultury. Czy stanowi to wystarczające wytłumaczenie błędów lub zbyt daleko idących skrótów myślowych? Niestety natrafiamy na sporo „kwiatków”, które powinny doczekać się reakcji redaktora wydania lub tłumacza, a takich niestety zabrakło. Czy innowacyjne techniki wojskowe głównego bohatera położyły kres ciężkozbrojnemu rycerstwu średniowiecznej Europy? Oczywiście wiemy, że jeszcze przez wiele dziesiątek lat ta formacja miała się bardzo dobrze. Czy rozwój technik oblężniczych sprawił, iż budowa murów miejskich przestała mieć sens? Tu również można głęboko westchnąć i pokiwać głową z zaprzeczeniem. Podobnie jak przy stwierdzeniu, iż w Europie Wschodniej Mongołowie zjednoczyli dziesiątki słowiańskich grodów i księstewek w wielkie państwo ruskie.
Również zbyt dużym uproszczeniem jest informacja, że przed Czyngis-chanem nikt nie słyszał w Europie o Chinach, a w Chinach o Europie. Kontakty handlowe między kontynentami istniały znacznie wcześniej. Zupełną aberracją jest chociażby stwierdzenie, że pod Legnicą Mongołowie „starli Niemców w proch”. Podobnie jak komentarz, iż triumf Mongołów na Węgrzech w 1241 roku zwiastował ostateczny kres średniowiecza i feudalizmu w Europie.
Na pewno nie będzie przesadą stwierdzenie Autora, że rządy Mongołów stanowiły pomost między starożytnym Jedwabnym Szlakiem a nowożytną erą wielkich odkryć geograficznych. Rozwojowi na wielu kierunkach sprzyjała tolerancja religijna. Nawet gdy mongolscy chanowie zwrócili się ku islamowi, nie kontrolowali wierzeń preferowanych przez swoich poddanych, byleby ci regularnie płacili podatki i byli gotowi walczyć za swoich władców. Weatherford zauważa to samo co Anthony Sattin: iż nomadzi okazali się być sprawnymi zarządcami nie wbrew swojej koczowniczej naturze, ale dzięki niej. Z drugiej strony, Autor raczej przesadza, rozwodząc się nad istotnym wpływem Mongołów na europejską kulturę, sztukę, rzemiosło czy nawet kulinaria. Nie przekonuje mnie chociażby jego przeświadczenie o wpływach mongolskiego imperium na europejski renesans.
Niemniej książka Weatherforda odkłamuje mit, według którego Mongołowie i inni wojowniczy nomadzi przynosili wyłącznie zniszczenie, chaos i barbarzyńskie zwyczaje. Powinniśmy oddać im raz na zawsze, że byli twórcami jednego z najbardziej rozległych systemów wymiany handlowej w dziejach, promotorami tolerancji religijnej oraz pośrednikami w przekazywaniu wiedzy, technologii i idei między Wschodem a Zachodem. A to wszystko z pewnością znacząco przyczyniło się do cywilizacyjnego rozwoju na wielu płaszczyznach.