Najnowsza polska odsłona twórczości Thomasa Andersona to książka prowokująca do dyskusji. Nie chodzi tu jednak o samego Autora czy opisywany przez niego czołg. Pisząc zupełnie wprost: czy w XXI wieku możemy w końcu przestać traktować polskiego czytelnika jako nomada na literackiej pustyni?
Pytanie nabiera większego sensu po bliższym zapoznaniu się z książką. Kupując wersję papierową, dostajemy do ręki 320 niezwykle bogato ilustrowanych stron. Fotografii jest tu zresztą tak wiele, iż czasami można mieć wrażenie, że mamy do czynienia z albumem fotograficznym wydrukowanym na zwykłym papierze z bardziej rozbudowanymi opisami.
To, co znajdziemy wewnątrz, doczeka się (krótkiego) omówienia w dalszej części recenzji. W tym momencie chciałbym się jednak skupić, trochę nietypowo, na nazwie serii wydawniczej, w której ramach, ukazała się recenzowana publikacja: „Sekrety Historii”.
Nigdy nie uważałem się za eksperta od broni pancernej i mam nadzieję, że nigdy nie spróbuję siebie określać w ten sposób, na przykład na starość. Mam jednak poczucie, że słowa „Sekrety Historii” i „Panzer III” jakoś nie pasują do siebie. Do dnia dzisiejszego wydano przecież kilkadziesiąt książek omawiających tę konstrukcję, nie licząc bardziej ogólnikowych wzmianek w szerszych publikacjach o charakterze encyklopedycznym. Mamy przecież bardzo szczegółową serię „Panzer Tracts” (3-1 do 3-5, łącznie ponad 350 stron!), przynajmniej dwie prace z serii „Waffen-Arsenal” (Kamfpanzer III i Panzerkampfwagen III. Der Panzer der Blitzkriege), dwie książki z serii „Images of War” skupiające się wyłącznie na tym typie czołgu plus całą masę innych publikacji (na przykład na starośćz wydawnictwa Osprey), których nie wymienię tu z racji oszczędności miejsca i Waszego czasu. Warto też pamiętać o polskiej serii prowadzonej przez Wydawnictwo „Militaria”, w której ukazało się kilka numerów poświęconych różnym wariantom tego wozu.
Jeśli ktoś chce pokopać głębiej, łatwo można dotrzeć do oryginalnych instrukcji technicznych omawianego czołgu czy też brytyjskiego raportu z 1942 roku dotyczącego badania zdobycznych „Pz Kw III”. Jak komuś jeszcze mało, to na pewnej platformie wideo można zobaczyć liczne nagrania poświęcone temu pojazdowi, zdjęcia wnętrza, porównania z innymi pojazdami z epoki i tak dalej. Dla chętnych pragnących osobistego kontaktu z jakimś ocalałym egzemplarzem, w sieci istnieje także lista zachowanych pojazdów wraz z podanymi lokalizacjami.
Rozumiem, marketing i reklama rządzą się swoimi prawami. Z punktu widzenia wydawnictwa, najważniejszym celem wydania książki jest zarobek. Czy rzeczywiście jednak nie można było nadać serii trochę bardziej stosownej (lub przynajmniej mniej absurdalnej) nazwy? Polski odbiorca już od dawna nie jest przecież skazany wyłącznie na to, co ukaże się w języku polskim w naszym kraju. Pasjonat dotrze bez najmniejszego problemu do zagranicznej literatury, a osoba szczególnie zainteresowana tematem może nawet – znowuż, bez problemów – zapoznać się z zachowanym materiałem archiwalnym znajdującym się w różnych archiwach. Część z nich publikuje przecież zgromadzone materiały w sieci, prowadzi programy digitalizacji na żądanie lub też umożliwia odpłatne wykonywanie kopii. Nie ruszając się sprzed komputera, można przeprowadzić pokaźną kwerendę.
Wybranie takiej a nie innej nazwy serii stoi także w pewnej sprzeczności z treścią publikacji. Choć okładka obiecuje „Sekrety Historii”, w książce ich nie znajdziecie. „Panzer III” to po prostu dobra i relatywnie solidna praca opisująca w dużym skrócie konstrukcję i zastosowanie bojowe różnych wersji Panzerkampfwagen III, wraz z bardzo oszczędnymi wzmiankami dotyczących pojazdów budowanych na podwoziu tego wozu. Jakie jednak tajemnice miałby skrywać pojazd opisywany od lat, gdzie każda wersja doczekała się szczegółowego omówienia w licznych publikacjach?

Thomas Anderson – Panzer III. Przekład: Grzegorz Siwek. Wydawnictwo RM, 2025. Stron: 320. ISBN: 9788381516877.
Żadnych „sekretów” nie znajdziemy także w bibliografii, składającej się z bardzo ogólnikowego wymienienia garstki dziesięciu opracowań. Co ciekawe, w Podziękowaniach znajdziemy wspomnienie kilku archiwów (Bundesarchiv/Militärarchiv, NARA, projekt „Deutsch-Russisches Projekt zur Digitalisierung deutscher Dokumente in Archiven der Russischen Föderation”), niemniej w bibliografii brak odnośników do konkretnych dokumentów. Taka praktyka nie tylko dziwi, ale jest wprost szkodliwa, jako że uniemożliwia osobom zainteresowanym dotarcie do – być może dla nich nieznanych – materiałów archiwalnych. Mam przy tym świadomość, że „Panzer III” nie jest pracą naukową i nie wymagam od niej pełnego aparatu naukowego. Pewne podstawy przyzwoitości i przejrzystości powinny być jednak zawsze respektowane niezależnie od formy i charakteru danej publikacji.
Niestety, przy przygotowaniu omawianego wydania nie uniknięto kilku drobnych pomyłek. Mam pełną świadomość, że w tak relatywnie obszernej pracy trudno jest uniknąć drobnych potknięć (co zresztą sam nieraz odczułem na własnej skórze), niemniej moim obowiązkiem – jako recenzenta – jest zwrócenie uwagi na te detale.
Na sam początek warto zwrócić uwagę na pewne potknięcia ze strony Autora lub osoby (osób?) przygotowujących anglojęzyczny oryginał książki w 2022 roku. Na stronach 40 i 41 znajdziemy ilustrację pokazującą wydarzenia mające się rozgrywać w 1938 roku w Czechosłowacji. Ta datacja nie wydaje się jednak trafna, jako że jedna z widocznych postaci ma na ramieniu karabin SWT-40, którego obecność w deklarowanym miejscu i czasie byłaby dość niezwykła. Trudno też zgodzić się z Andersonem, że amerykański M4A1 miał zamontowany karabin maszynowy kalibru 12,7 w kadłubie (s. 238). Taką broń instalowano, jeśli już, na stropie wieży. Równie istotnym detalem związanym z inną fotografią (s.314) jest to, iż StuG IV miał osiem par kół jezdnych z jednej strony. Jeśli jest ich sześć, to mamy do czynienia ze StuG‑iem III.
Największe zastrzeżenia, jakie można mieć do samego tekstu, dotyczą zdań: „Czołg średni T-34 wyznaczył nowe standardy na polu konstrukcji czołgowych” i „W pierwszych tygodniach kampanii rosyjskiej niemieccy agresorzy napotkali jedynie niewielką liczbę T-34”.
Nie ma potrzeby wchodzić tu w bardziej rozbudowaną polemikę z Autorem. Mijałoby się to z celem, biorąc pod uwagę ilość materiałów dostępnych na ten temat, jak i przedmiot niniejszej recenzji. Napiszę więc najkrócej jak się da. T-34 nie zawierał żadnego rewolucyjnego rozwiązania technicznego ani też suma rozwiązań zastosowanych w tym pojeździe nie stanowiła nowej jakości na polu budowy pojazdów pancernych. Pisanie też o „niewielkiej” liczbie T-34 w czerwcu 1941 roku w sytuacji, kiedy w sowieckich jednostkach liniowych znajdowało się około tysiąca tych wozów, wydaje się pewnym nieporozumieniem. Czuć tu niestety delikatne echo sowieckiej propagandy, acz warto odnotować, iż Autor zauważa problemy związane z jakością i trwałością poszczególnych komponentów T-34.
Na osobną wzmiankę zasługują pomyłki popełnione przy sporządzaniu polskiego wydania „Panzer III”. Tak jak zaznaczyłem wcześniej, rozumiem, iż trudno ich uniknąć biorąc pod uwagę objętość tekstu i niewielką zazwyczaj ilość czasu. Cytując klasyka – „to nic osobistego”.
Pierwsze potknięcie da się zauważyć już na stronie 7. Znajdziemy tam fotografię niewielkiej kolumny niemieckich czołgów z opisem zawierającym te słowa: „Na pierwszym planie PzKpfw III Ausf. A (…). Tuż za nim (…) PzKpfw IV Ausf. D”. Wystarczy jednak popatrzeć przez chwilę na ilustrację, aby zauważyć, iż także drugi wóz w kolumnie to PzKpfw III. Rzut oka na wydanie anglojęzyczne rozwiewa wątpliwości: „The lead vehicle is a PzKpfw III Ausf A (…), and is followed by a similar vehicle with a PzKpfw IV Ausf D at the rear”. Czyli dwa pierwsze pojazdy to Panzer III, wspomniany Panzer IV (ledwo widoczny) jedzie na końcu. Parę stron dalej, znowu przy fotografii, znajdziemy następujące zdanie: „Ten pierwszy prototypowy egzemplarz czołgu Zugführerswagen charakteryzował się pięcioma parami kół jezdnych typu Christie”. Jak brzmi ten fragment w języku angielskim? „The first preproduction model of the Zugführerswagen was fitted with five-roller Christie-type running gear”. Nie chodzi więc o koła, ale o zawieszenie typu Christie.
Pozostając w temacie podpisów pod fotografie, na s. 306 znajdziemy bardzo ciekawe zdjęcie pojazdu szkoleniowego stanowiącego połączenie kadłuba PzKpfw I (napędzanego gazem drzewnym) z makietą wieży PzKpfw III. Kursanci (a może instruktorzy) wykazali się przy tym pewnym poczuciem humoru, ustawiając się do zdjęcia z tablicą z napisem „Löwe” (Lew) umieszczoną na pojeździe. Tłumacz opisuje to tak: „Widoczna tablica z nazwą wytwórcy jednostki napędowej”. Czy tak powinno być naprawdę? W wydaniu anglojęzycznym znajdziemy „Note the producer gas unit”, czyli… wskazanie na wspomniany generator gazu.
Także w samym tekście da się zauważyć pewne nieścisłości, choćby w wypadku zdania: „Dopiero w 1943 roku jednostki pancerne Wehrmachtu zostały zasilone wyspecjalizowanymi gąsienicowymi opancerzonymi pojazdami wsparcia”. Każda osoba mająca pewną wiedzę na temat niemieckiej broni pancernej podczas drugiej wojny światowej zapewne wyraziłaby w tym momencie lekkie zdziwienie. Okazuje się jednak, iż Tłumacz (zapewne przez przypadek) trochę to zdanie przyciął: „It was not until 1943 that specialized armoured support vehicles based on a fully-tracked chassis were introduced on a larger scale”. Gdzieś po drodze zgubiło się „na większą skalę”, zmieniające sens zdania w polskim przekładzie.
Pozostając przy tekście głównym, na s. 253 w tłumaczeniu jednego z niemieckich meldunków znajdziemy fragment: „Trafienia pociskami rusznic i karabinów przeciwpancernych (…)”, w języku angielskim: „Hits with the anti-tank rifle (…).”. Tłumacz powinien się tu zdecydować na użycie jednej z form, na zasadzie „albo-albo”. Albo karabin przeciwpancerny, albo rusznica przeciwpancerna.
Na tym można skończyć listę zauważalnych potknięć powstałych przy procesie tłumaczenia książki. Niektórym może co prawda przeszkadzać ciągłe wyjaśnianie, iż działo kalibru „3,7 cm” to „kal. 37 mm”, „5 cm” to „kal. 50 mm” etc. Szkoda też, iż nie zdecydowano się na przyjęcie jednego określenia na walki w Polsce w 1939 roku, przez co w książce znajdziemy „kampanię polską” i „kampanię wrześniową” obok siebie. Warto przy tym pamiętać, iż drugi z podanych terminów jest nie tylko nieścisły, ale nie występuje w wydaniu anglojęzycznym.
Przepraszam, rozpisałem się. Czas więc kończyć. „Panzer III” to książka, którą można porównać do samego opisywanego pojazdu. To dobra, solidna publikacja, zawierająca pewną dawkę wiedzy przydatną przede wszystkim dla początkującego amatora niemieckiej broni pancernej. Dla kogoś bardziej zaawansowanego będzie przydatna jak PzKpfw III z działem 37-milimetrowym na froncie wschodnim. Lepiej mieć niż nie mieć, jednak za dużego pożytku z niego nie ma.