Współczesne postrzeganie postaci i dokonań Napoleona Bonapartego różni się w zależności od kraju, na którym jego rządy i kampanie wojskowe odcisnęły piętno. W Polsce, mimo że od tych czasów minęły już dwa stulecia, cesarz Francuzów wciąż cieszy się sporą estymą i nikt na przykład nie podnosi postulatu, żeby władcę obcego – jak by nie patrzeć – państwa usuwać z hymnu narodowego. Lekko prowokuję, ale celnie zauważył swego czasu poeta Kazimierz Wierzyński, pisząc: „Mitem Napoleona można by określić temperamenty i charaktery narodów. Napoleon w każdym kraju jest inny: jest taki jak kraj. Pokażcie mi Polaka, który by był obojętny temu imieniu i nie zadrżał na jego podźwięk. W naszym uchu brzmi ono jak wezwanie, po którym szło się bić, i pomimo wszystkich najokrutniejszych zawiedzionych nadziei narodu nie straciło odgłosu pobudki”.
Powyższy cytat pochodzi z książki Piotra Korczyńskiego „Krew i popiół. Polscy żołnierze Napoleona”, wydanej przez krakowski Znak. Korczyński jest historykiem i publicystą, znanym przede wszystkim z łamów „Polski Zbrojnej”, skupiającym się na dziejach wojskowości. W najnowszej publikacji występuje także w roli rysownika i trzeba przyznać, że graficzna część książki – w tym wykorzystanie reprodukcji najsłynniejszych obrazów opowiadających historię polskiego udziału w kampaniach napoleońskich – jest jej mocną stroną. Ale czy kolejna książka w tej tematyce jest potrzebna?
Sam Autor zauważa, że książek o polskich wątkach napoleońskiej epopei powstało już wiele i wyzwaniem jest wymyślić cokolwiek oryginalnego. Jestem skłonny zaryzykować stwierdzenie, że Korczyńskiemu chyba się udało. Co ją wyróżnia spośród innych publikacji? Autor postanowił wybrać siedmiu weteranów armii „boga wojny” i na ich przykładach przedstawić konflikty epoki napoleońskiej. Książka ma część fabularyzowaną w formie rozmowy starych wiarusów, prowadzonej przy gorzałce, gdzieś w przydrożnej, zapuszczonej karczmie na terenie Królestwa Polskiego, którego koronę dzierży car Rosji. Jesteśmy już po bitwie narodów pod Lipskiem i śmierci księcia Józefa Poniatowskiego w 1813 roku, po stu dniach Napoleona w 1814 roku, a nawet po ostatecznej porażce pod Waterloo w roku 1815. Przy stole rozmawiają Jakub Ferdynand Bogusławski, Adam Hupet, Józef Szumlański, Kazimierz Lux, Antoni Białkowski, Stanisław Brekier i najlepiej znany z tego towarzystwa – Aleksander Fredro.
Oczywiście rozmowa żołnierzy w takiej formie nigdy się nie odbyła, ale jej treść nie jest zmyślona, ponieważ opiera się na własnych pamiętnikach i źródłach, w których zostali wspomniani. Opowieści siódemki komentarzem historycznym uzupełnia narrator. Pewnym wyzwaniem dla Czytelnika może być nielinearność opowieści. Rozmówcy skaczą po różnych wątkach, lubią dygresje, ale naprawdę mocno trzeba się postarać, aby zgubić się podczas lektury, tak umiejętnie jest skonstruowana. Bohaterowie zahaczają nawet o drugą wojnę światową i czasy współczesne. Jakim cudem? Odsyłam do książki. Kończy ją wywiad z profesorem Dariuszem Nawrotem z Instytutu Historii Uniwersytetu Śląskiego.
Jedną z puent rozmowy z Nawrotem jest przypomnienie, iż Napoleon był przede wszystkim wodzem i cesarzem Francuzów, i to interes swojego kraju przedkładał nad inne zobowiązania. Siłą rzeczy – mając na uwadze wyjątkową atencję, którą cieszył się i nadal cieszy w kraju nad Wisłą – dotyczyło to także Polaków oraz ich postulatów dotyczących przede wszystkim odrodzenia ojczyzny po klęsce rozbiorów. Na pewno Napoleon był w jakimś sensie wskrzesicielem polskiego oręża, dając przy okazji lekcję tego, jak powinno wyglądać nowoczesne, na owe czasy, państwo.
Dodatkowym plusem z rozmowy z profesorem jest fakt, że można nie być miłośnikiem wojskowości i zrozumieć taktykę Napoleona, zadania poszczególnych formacji czy różnice w uzbrojeniu. Jest to przystępnie przedstawione, a zwłaszcza rola kawalerii. Na kartach książki wielokrotnie oddawany jest hołd polskim kawalerzystom, którzy do tej formacji nie trafiali przypadkowo, a swoje konie traktowali jak największych przyjaciół (w przeciwieństwie do Francuzów chociażby). Mówi profesor Nawrot: „Polska kawaleria dzięki swojemu wyszkoleniu, dyscyplinie i domieszce fantazji – w tej kolejności – naprawdę była niezwykle skuteczną formacją i nieprzypadkowo przeszła do legendy. Pamiętajmy o jeszcze jednym ważnym stwierdzeniu Napoleona: Bez kawalerii da się wygrać bitwy, ale wojny nie. I to się sprawdza w jego ostatnich kampaniach 1813 i 1814 roku, kiedy kawalerii – dobrze wyszkolonej kawalerii, dodajmy – wyraźnie mu już brakowało”.
Napoleon, niczym współczesny „coach wygrywu”, podobno lubił powtarzać, że kiedyś napisze książkę, w której ujmie wszystkie swoje zasady i nawet niezbyt zdolny wódz po jej przeczytaniu będzie mógł wygrywać bitwy i wojny tak jak on. Z drugiej jednak strony równie często mawiał, że nie ma żadnych zasad, a najważniejsza jest szybka reakcja na zmieniające się warunki pola walki.
Uzupełnieniem książki są rozdziały poświęcone najwybitniejszym malarzom scen napoleońskich i filmom opowiadającym o tej epoce (przede wszystkim „Popiołom” Andrzeja Wajdy na podstawie powieści Stefana Żeromskiego, „Pojedynkowi” Ridleya Scotta na podstawie noweli Josepha Conrada i „Napoleonowi” tego samego reżysera). Ciekawa jest część o śladach „napoleońskości” i odwoływania się do wydarzeń z początków XIX wieku podczas późniejszych konfliktów z udziałem Polaków z wojną polsko-bolszewicką i drugą wojną światową na czele.
Podsumowując, nie jest to książka dla tych, którzy na epoce napoleońskiej zjedli czytelnicze zęby. Mogą ją potraktować jako ciekawostkę, ale raczej nowej wiedzy im od lektury nie przybędzie. Natomiast dla całej reszty potencjalnych Czytelników, którzy chcą poznać bliżej czasy Napoleona, jego fenomen, najsłynniejsze kampanie, a przede wszystkim polski, znaczny wkład w budowę pomnika Cesarza Francuzów, będzie to treść godna polecenia.
