Choć w polskiej historii Katarzyna II Wielka zapisała się w wyjątkowo negatywny sposób, okres jej rządów na pewno należy do najświetniejszych lat Imperium Rosyjskiego, zwłaszcza pod względem ekspansji terytorialnej. Na ile ten sukces byłby możliwy, gdyby nie postać Grigorija Potiomkina – „najpotężniejszego mężczyzny na wschód od Wiednia”?

Nakładem Wydawnictwa Znak ukazała się książka „Katarzyna Wielka i Potiomkin”, będąca wznowieniem publikacji wydanej po raz pierwszy w naszym kraju jeszcze w 2006 roku, wówczas pod tytułem „Potiomkin. Książę książąt”. Z obu tytułów bardziej adekwatny wydaje się ten obecny, ponieważ mamy do czynienia ze swego rodzaju biografią podwójną, choć rzeczywiście więcej mamy w książce Potiomkina niż jego koronowanej patronki, kochanki i prawdopodobnej małżonki. Nazwisko autora na okładce – którego bliżej chyba nie trzeba przedstawiać – jest rękojmią barwnego i potoczystego stylu, z zatrzęsieniem ciekawostek i rozbudowaną panoramą epoki. Wartość publikacji dodatkowo wzmacnia fakt, że konsultantem książki był, niestety już nieżyjący, profesor Paweł Wieczorkiewicz, wybitny znawca Rosji. Otrzymujemy do ręki solidnie wydany produkt, w twardej oprawie i ze sporą wkładką z kolorowymi reprodukcjami. Opowieść jest snuta linearnie, choć z jednym istotnym przełamaniem, bo lekturę zaczynamy niejako od końca, czyli od śmierci Potiomkina.

Katarzyna II i Potiomkin tworzyli przede wszystkim niezrównany tandem polityczny, który oczywiście rozpoczął się romansem, ale osobista zażyłość, mdląco słodkie liściki, wybuchy zazdrości i wzajemna tęsknota podczas licznych rozstań nie powinny przesłonić nam znaczenia wspólnych osiągnięć tej pary, bez których utrwalenie dominacji Rosji w tej części świata nie byłoby możliwe. Także obecnie rządzący na Kremlu Władimir Putin uważa oboje za wielkich bohaterów, a ich sukcesy na Kaukazie, Krymie i Ukrainie za mające podstawowe znaczenie dla mocarstwowej pozycji Rosji. Nie będzie przesadą stwierdzenie, iż zdobycze Katarzyny II nad Morzem Czarnym do dzisiaj odbijają się czkawką tym narodom, które mają nieszczęście sąsiadować z Federacją Rosyjską. Montefiore zauważa, że byłych i obecnych władców tego kraju łączy wiara w prestiż i dyscyplinę państwa, skuteczność autokracji i przekonanie o wyjątkowej misji cywilizacyjnej Rosji.

Jak stwierdził jeden z austriackich dyplomatów, będący świadkiem działalności publicznej głównego bohatera oraz uczestnikiem organizowanych przez niego przyjęć i podglądaczem sfery prywatnej „księcia książąt”, tworząc Potiomkina, natura użyła „materiału, którego zwykle używała do stworzenia stu ludzi”. Zdaniem Autora Katarzyna i Potiomkin byli najbardziej oświeconymi i humanitarnymi (sic!) władcami, jakich miała Rosja w swoich dziejach, choć sam uczciwie zauważa, że w tej materii poprzeczka nie była zawieszona szczególnie wysoko. „Błyskotliwi i obdarzeni wyobraźnią, tolerancyjni i wspaniałomyślni, namiętni i ekscentryczni, ekstrawaganccy i ceniący uroki życia, pracowici i ambitni bardzo różnili się od dzisiejszych przywódców Rosji, ponurych potomków Związku Sowieckiego. A mimo to, o dziwo, w XXI wieku ich historyczne znaczenie jest większe niż kiedykolwiek” (opinia Putina: patrz wyżej) – pisze brytyjski historyk.

Simon Sebag Montefiore – Katarzyna Wielka i Potiomkin. Przekład: Piotr Chojnacki, Katarzyna Bożyńska-Chojnacka, Władysław Jeżewski. Znak Horyzont, 2026. Stron: 752. ISBN: 9788383678276.

Nie byłoby oszałamiającej kariery Potiomkina bez wyjątkowego związku z Katarzyną. Gdyby nie specyficzny system rządów cesarzowej, oparty po przewrocie pałacowym i usunięciu, a następnie zamordowaniu męża, cara Piotra III, na faworytach, Potiomkin skończyłby jako jeden z wielu oficerów rosyjskiej armii. Uwarunkowania dworskie i polityczne, ambicja, pracowitość oraz łut szczęścia łamane przez przypadek zaprowadziły go na szczyty władzy. Związek Potiomkina i Katarzyny II był na pewno wyjątkowy – dwóch polityków połączyła miłość i przyjaźń, wspólnota myśli i celów.

Czy kolejne romanse cesarzowej były niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania państwa? Pytanie to może sięga za daleko, ale trudno pozbyć się wrażenia, że dobry humor władczyni jednak miał jakieś znaczenie. Jeśli akurat Katarzyna nie romansowała lub nie była zakochana, albo właśnie rozstała się z kolejnym ulubieńcem, atmosfera na dworze była nieznośnie napięta. O to, aby caryca w sferze prywatnej czuła się spełniona, dbał właśnie Potiomkin, starannie dobierający kolejnych faworytów według prostego klucza – przystojnych i rosłych, ale nie nazbyt inteligentnych, bez nadmiernych ambicji politycznych, które mogłyby zagrozić pozycji „księcia książąt”. W takim systemie Potiomkin mógł czuć się wyjątkowo pewnie.

Kiedy Katarzyna była w stałym, szczęśliwym związku, jej domniemany małżonek miał czas, aby stawać się mężem stanu i zająć swoje miejsce w historii – zmienić kierunek rosyjskiej polityki zagranicznej z północnego na południowy, dokonać aneksji Krymu i terenów nad Morzem Czarnym, zakładać kolejne miasta, zbudować Flotę Czarnomorską i reformować armię. Pod koniec życia Katarzyny jej romanse stały się obiektem żartów. Na dworach zachodniej Europy szydzono z miłostek starzejącej się cesarzowej, a w samej Rosji dezaprobata dla systemu faworytów była jednym ze spoiw opozycji, zwłaszcza w gronie „małego dworu” wielkiego księcia Pawła, syna i następcy Katarzyny.

Zawiedzie się ten Czytelnik, który liczył na biografię polityczną. Częściej niż na pola bitew czy do gabinetów dyplomatów zaglądamy do cesarskiej i książęcej alkowy, a decyzje polityczne zdają się rezultatem dworskich intryg, humorów panującej, jej romansów lub antypatii, czy też przeciągania liny przez różnorakie frakcje próbujące podsuwać cesarzowej kolejnych faworytów. Polskiego odbiorcę mogą zrazić jednoznacznie negatywne opinie Montefiorego o systemie politycznym Rzeczpospolitej, Stanisławie Auguście Poniatowskim (swego czasu kochanku Katarzyny), polskich możnowładcach czy próbach reform ustrojowych Sejmu Czteroletniego i Konstytucji 3 Maja (będących w opinii autora przede wszystkim efektem podpuszczeń ze strony Prus, rywalizujących z Rosją o prymat nad Polską). O konfe­de­racji targowickiej, wojnie w obronie konstytucji, insurekcji kościuszkow­skiej, rzezi Pragi (która jak żywo przypomina zbrodnie dokonywane przez rosyjskich żołnierzy na cywilnych mieszkańcach twierdz tureckich, zdobywanych przez Potiomkina i Suworowa nad Morzem Czarnym) oraz dwóch rozbiorach Polski Autor, nawet lapidarnie, już się nie zająknął.

Jeszcze innych, jak kamyk w bucie, może irytować ewidentna sympatia autora do Potiomkina i za mało krytyczne podejście do tej postaci. Stwierdzenie, iż „wówczas wszyscy tak robili”, jest mało przekonującym usprawiedliwieniem dla zbrodni popełnianych podczas zajmowania terenów obecnej Ukrainy czy… jawnego romansowania z własnymi siostrzenicami. Owszem, postacie głównych bohaterów muszą fascynować każdego historyka i miłośnika historii, ale naprawdę trudno wykrzesać do nich odrobinę sympatii. Montefiore tymczasem nie ma z tym problemu.