Jonathan Dimbleby, syn korespondenta wojennego, który razem z brytyjskim wojskiem znalazł się pod El Alamein czy na plażach Normandii, po raz kolejny wziął się za opisywanie działań na froncie wschodnim. Wcześniej spod jego pióra wyszła książka „Barbarossa. Jak Hitler przegrał wojnę”, której również patronowaliśmy i poświęciliśmy jej dość obszerną recenzję, którą możecie przeczytać tutaj.
Niniejsza recenzja powstała w ramach współpracy reklamowej Konfliktów z wydawnictwem. Książka została opublikowana pod naszym patronatem medialnym. Opinie zawarte w recenzji pochodzą wyłącznie od jej autora.
Autor narracją wykracza poza ten kluczowy dla drugiej wojny światowej okres, a zwłaszcza dla powojennego kształtu stosunków politycznych w Europie i poza nią. Jednak już sam podtytuł: „Jak Stalin wygrał wojnę”, wprawia w zakłopotanie. Należy mieć bowiem w pamięci, że Dimbleby ma na koncie książkę „Bitwa o Atlantyk. Jak alianci wygrali drugą wojnę światową”. Może najwyższy czas, aby się wreszcie zdecydował, czy wygrali ją alianci, a więc Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i Związek Sowiecki, czy też jednostronną wiktorię w drugiej wojnie światowej odniósł Józef Stalin. To tyle na temat teoretycznych rozważań.
Książka składa się z 590 ponumerowanych stron wzbogaconych wkładem zdjęciowym na papierze lepszej jakości. Zasadniczą treść poprzedzają mapy od strony 10 do 28. Powielane są błędy z poprzednio recenzowanej książki (na pewno nie unikniemy porównań, badając częściowo, czy wydawnictwo odrobiło lekcje i wyciągnęło wnioski, na tyle oczywiście, na ile mogło). Warto zauważyć, że nadal na wielu mapach są państwa, których w 1944 roku nie było. Sytuację ma ratować jednak adnotacja w nawiasie, że zawierają one granice z 1938 roku.
Po wkładzie mapowym następuje przedmowa, w której Autor stara się uzasadnić, dlaczego to właśnie rok 1944 jest tym przełomowym i dlaczego to wojska Stalina odpowiadają za pokonanie Niemców. Kwestia ta zawsze będzie dyskusyjna, ale nie ma co się wdawać w szczegóły, bo czy brak otwarcia drugiego frontu w Normandii i dostaw w ramach ustawy Lend-Lease Act z 11 marca 1941 roku pozwoliłby Sowietom na tak znaczące i szybkie postępy na froncie wschodnim? Dla mnie odpowiedź jest oczywista.
W porównaniu z „Barbarossą” (tak czułem, że nawiązania nie uniknę) lepiej wygląda sprawa bibliografii i przypisów. Te drugie są już uporządkowane, co jest niewątpliwym plusem. Natomiast bibliografia to już nie tylko bazowanie niemal na wyłącznie źródłach anglojęzycznych. Bo jeśli faktycznie ten Stalin wygrał wojnę, to jednak wypadało oddać nieco głosu jego dowódcom, ale też rosyjskim historykom czy publicystom. Tym razem Autor stanął na wysokości zadania; w bibliografii znajdują się źródła sowieckie czy rosyjskie, ale też niemieckie. Dimbleby sięgnął do wspomnień Heinza Guderiana oraz architektów sowieckiego zwycięstwa: Gieorgija Żukowa, Wasilija Czujkowa, Konstantego Rokossowskiego czy Iwana Koniewa. Bazował również na memuarach Tadeusza Bora-Komorowskiego. Do taki publikacji autorzy anglosascy nie sięgają zbyt często, więc tym razem Dimbleby odrobił lekcję.

Jonathan Dimbleby – Ostatnia runda 1944. Jak Stalin wygrał wojnę. Przekład: Bartłomiej Pietrzyk. Znak Horyzont, 2025. Stron: 640. ISBN: 9788383677422.
To by było na tyle, jeśli chodzi o sprawy formalne. Książkę podzielono na pięć zasadniczych części: „Zima–Wiosna 1944”, „Wiosna–lato 1944”, „Lato–jesień 1944”, „Jesień–zima 1944” oraz „Początek 1945”. Już samo streszczenie przynajmniej jednego roku – ale jakże ważnego – na około 530 stronach staje się dużym wyzwaniem, tym bardziej że Autor zahacza jeszcze o wydarzenia z roku poprzedniego, a także rozwleka tekst daleko poza 1944 rok, dochodząc nawet do rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2022 roku i porównując Władimira Putina do Stalina. Jeszcze przedtem luźno niemal przelatuje nad historią zimnej wojny, upadku żelaznej kurtyny i kolejnych rozszerzeń NATO na wschód. Taki telegraficzny skrót sprawia, że Czytelnik – zwłaszcza przez ostatnie trzydzieści stron – prześlizguje się, czytając o wszystkim i o niczym.
„Ostatnia runda 1944” to przeplatające się pola bitew drugiej wojny światowej i starcia w gabinetach przywódców tamtych czasów. Szczególnie dużo miejsca Autor poświęca tarciom pomiędzy aliantami, zwłaszcza tymi zachodnimi, na czym ewidentnie korzystał przywódca Stalin, którego Autor określa w ten sposób: „Podstępny i niestroniący od łotrostwa, a zarazem czarujący”. Kwestia polityki i dyplomacji stoi niemal na równi ze sprawami wojskowymi, opisy działań na frontach przeplatają się z opisem wymiany ciosów dyplomatycznych między aliantami zachodnimi a Stalinem czy też między Rooseveltem a Churchillem. W zasadzie książka zaczyna się oprócz wspomnień – Stalingradu i niezrozumiałego pominięcia łuku kurskiego – od początku 1944 roku, z centralną rolą operacji „Bagration”, która doprowadziła do całkowitego zniszczenia wojsk niemieckich Grupy Armii „Środek” na terenie Litwy, Białorusi i wschodniej Polski.
Nieco miejsca poświęcone jest kwestii polskiej, od rozstrzygnięć jałtańskich po formowanie się rządu komunistycznego w Polsce. W tym wszystkim sporo stron opisuje powstanie warszawskie, ale nie ma tam czegoś, czego Czytelnik z Polski – zakładam, że znający się na tematyce drugiej wojny światowej – nie wiedziałby.
Szczególnie kłuje w oczy nieszczęśliwy zapis, że Armię Krajową rozwiązano na rozkaz Stalina. Sytuację nieco ratuje – ale niesmak pozostaje – tłumacz, który w przypisie od razu prostuje, że ramię zbrojne Rządu na Uchodźstwie rozwiązał jednak rozkaz z 19 stycznia 1945 roku wydany przez Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka”.
Na duży plus zapisuje się sięgnięcie do tekstów źródłowych i przytoczenie wspomnień czy to zwykłych żołnierzy czy wyższych dowódców. Jedni i drudzy przenoszą nas na pola bitew frontu wschodniego, z nieodpartą nieraz dramaturgią opisując zdarzenia, których byli świadkami. W przypadku wyższych dowódców sowieckich czy niemieckich mamy do czynienia z barwnymi opisami „sporów”, które toczyli oni odpowiednio ze Stalinem i Hitlerem.
Osobną sprawą pozostają – znajdujące się po tekście zasadniczym, a przed Podziękowaniami – krótkie notki biograficzne ważnych osobistości tamtejszego okresu ze świata polityki i wojskowości. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo to zabieg pozwalający na koniec jeszcze raz prześledzić losy architektów stosunków międzynarodowych badanego okresu. Jednak w tym przypadku Autor zatytułował tę część „Powojenne życiorysy najważniejszych postaci” i umieścił tam… Adolfa Hitlera (teorie spiskowe teoriami spiskowymi, ale tu Autor wyraźnie zaznacza, że przywódca Trzeciej Rzeszy zginął w bunkrze 30 kwietnia 1945 roku). Znalazło się również miejsce dla Iwana Czerniachowskiego, naczelnego dowódcy w Prusach Wschodnich, który raniony odłamkiem pocisku artyleryjskiego, zginął 18 lutego 1945 roku i końca wojny nie dożył.
Książkę czyta się bardzo lekko i, jak na taki gatunek, względnie szybko. Dzieje się tak za sprawą przystępnego języka, który prawdopodobnie jest dziełem nie tylko samego Autora, ale też tłumaczenia. Książkę – mimo oczywistych wad – poleciłbym jednak wszystkim, którzy interesują się największym konfliktem w dziejach ludzkości. Dimbleby stara się zainteresować Czytelnika przede wszystkim przedstawieniem zdecydowanie złożonego tematu w przystępny sposób. Mimo że ma się wrażenie skakania po różnych tematach, książkę można potraktować jako dobre odświeżenie wiedzy o działaniach na froncie wschodnim.