Na polskim rynku ukazała się właśnie książka poświęcona Wilczemu Szańcowi – kwaterze głównej Hitlera, w której spędził ponad 800 dni, kluczowych dla drugiej wojny światowej. To rzetelna, dobrze udokumentowana próba opisania funkcjonowania Wilczego Szańca, choć nie jest wolna od uchybień.
Po pierwsze tytuł. Wydanie niemieckie zatytułowane jest bardzo adekwatnie do treści Vor dem Untergang. Hitlers Jahre in der «Wolfsschanze», co znaczy: Przed upadkiem. Lata spędzone przez Hitlera w Wilczym Szańcu. Przyznam, że podtytuł niełatwo przełożyć idiomatycznie na polski, ale niemiecki oryginał jest po prostu bardziej uczciwy. Bo książka jest nie tyle o kwaterze (miejscu), ile o sposobie funkcjonowania Hitlera (i jego świty) w latach 1941–1944. Oryginalny tytuł stanowi także nawiązanie do słynnego filmu o ostatnich dniach dyktatora z 2004 roku.
W książce nie przedstawiono żadnych „sekretów”. Całkowita zmiana tytułu to zabieg marketingowy, mający zwrócić uwagę polskiego czytelnika. Wpisuje się on w aktualny trend współczesnej komunikacji medialnej. Internetowe nagłówki krzyczą, że coś jest pilne, ważne, tajemnicze… Czy książki, stanowiące wspaniałą odskocznię od internetu, też będą teraz do nas tak krzyczeć? Książka Felixa Bohra jest po stokroć lepiej udokumentowana i napisana niż te liczne sensacyjne opowieści z „tajemnicami Trzeciej Rzeszy” w tytułach.
W zasadzie byłbym gotów pochwalić stronę językową i edytorską książki. Język jest bogaty i poprawny – nie dostrzegłem żadnych obiektywnych błędów. W tej materii czuję się poważnie potraktowany jako odbiorca. Jest jednak duże „ale”. Nie jestem na tyle tolerancyjny, by uznać, że „bunkier” to dopuszczalny wyraz w publikacji tego typu. To kolokwializm, którego użyto tu konsekwentnie do określenia schronów przeciwlotniczych na terenie kwatery. Bunkrem na co dzień określamy różnego rodzaju schrony bojowe, ale to termin wysoce nieadekwatny dla schronu biernego.
Zresztą to nie jedyne błędy terminologiczne: o strzelnicach (tych nota bene nie było w biernych schronach kwatery!) napisano „okna strzelnicze” (s. 47), a o okrętach podwodnych – „łodzie” (s. 53). W innych miejscach napisano o „oddziałach szturmowych”, gdy – jak wynika z kontekstu – mowa po prostu o jednostkach frontowych (s. 41, 73). Pododdział, który wysadził kwaterę w powietrze w styczniu 1945 roku, określono w jednym miejscu „plutonem inżynieryjnym” (s. 17), na szczęście w innym już dużo trafniej „oddziałem saperów” (s. 252). Hitler w czasie Wielkiej Wojny nie był „gońcowym” (s. 104), lecz gońcem. Literówka w nazwie Heinkel (Henkel – s. 172) jest przy tym zwykłą drobnostką, lecz wpisuje się w pewne szersze zjawisko, którym jest pewna nonszalancja, jak chodzi o terminologię militarną.

Felix Bohr – Wilczy Szaniec. Tajemnice tajnej kwatery Hitlera na Mazurach. Przekład. Artur Kożuch, Hi:story, 2026, Stron 328. ISBN: 978-83-8399-044-6.
W prologu autor cytuje swoją przewodniczkę, która miała powiedzieć, że ze względu na wrażliwe oczy Hitlera i awersję do światła słonecznego wszystkie okna baraków w Wilczym Szańcu wychodziły na północ. To po prostu nieprawda i wątpię, że przewodniczka, pracująca tu od kilkudziesięciu lat, coś takiego powiedziała. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia pierwszego lepszego baraku, by zobaczyć, że miał on okna w każdej ze ścian. Innym poważnym uchybieniem tego typu jest podpis pod ilustracją na s. 258, przedstawiającą jakoby polskich turystów zwiedzających bunkier (!) Hitlera w Wilczym Szańcu. Nic bardziej mylnego: to schron ogólnego użytku w strefie II, noszący dziś numer 26. Widzimy więc, że krótka wizyta w opisywanym miejscu (zob. Prolog), to czasami trochę za mało, by odpowiedzialnie o nim opowiadać. Nie jestem też w stanie wybaczyć autorowi tego, że napisał, iż schron Hitlera nosił nr 13 (s. 50). To powojenna numeracja obiektów – przesądny Führer nigdy by na to przecież nie pozwolił! Na oryginalnych planach kwatery nosi on numer 1.
Są też błędy, które obciążają autora i redakcję polskiego wydania: Warszawa nie skapitulowała 28 września, ale dzień wcześniej (s. 37). Być może dla niemieckiego czytelnika byłby to nieistotny detal, ale odbiorca w Polsce może poczuć rozczarowanie tą nieuwagą. To ważna data w historii wojny obronnej 1939 roku. Zupełnie nie wiem, co autor miał na myśli, pisząc, że batalion przyboczny Hitlera (domyślam się, że chodzi o Führer Begleit Bataillon – niemiecka wersja tej nazwy się w pracy nie pojawia) dysponował rakietami ziemia–powietrze (s. 56). Niemcy nie zdążyli takowych wprowadzić do użytku.
Widać wyraźnie, że autor nie chciał zbyt dużo uwagi poświęcić stronie technicznej (powiedzmy, budowlano-topograficznej) Kwatery Głównej Wodza. Na polskim rynku wydawniczym mamy na szczęście pracę, która ten temat podejmuje, choć adresowana jest do wytrwałego czytelnika zorientowanego już w sprawach militarnych (Bogusław Perzyk, Woflschanze – beton, las i miny, Warszawa 2014). Gdyby jednak Bohr zbadał temat nieco bardziej rzetelnie, nie musiałbym wypisywać powyżej wielu z tych omyłek.
Jeśli wyrozumiale podejdziemy do Prologu i pierwszego rozdziału, gdzie sporo jest terminologicznych „kiksów”, zapoznamy się z bardzo interesującą książką. Jej autor w sposób krytyczny podszedł do wielu relacji świadków. Wykorzystał ponadto źródła do tej pory praktycznie nieznane, a wartościowe. Narracja jest angażująca i dynamiczna: szczególnie rozdział o zamachu z 20 lipca 1944 roku. Żadnych zbędnych detali.
Nowoczesne podejście autora przejawia się w próbie refleksji nad wpływem miejsca na zachowanie i decyzje osób w nim przebywających. Felix Bohr doskonale odmalowuje duszną, niemalże malaryczną, atmosferę śródleśnej kwatery otoczonej jeziorami i bagnami. Podkreśla też, jaki wpływ na funkcjonowanie Niemiec miał fakt, że Hitler na niemal trzy lata zaszył się w swojej polowej kwaterze kilkaset kilometrów od formalnej stolicy państwa – Berlina.
Na osobne wyróżnienie zasługują mapy: tuż za przednią okładką znajdziemy plan kwatery, a za tylną mapę frontu wschodniego. Co więcej, po spisie treści znajdziemy orientacyjną mapę wschodniej części Rzeszy Niemieckiej w 1941 roku, a na s. 60–63 dwie mapy ukazujące najbliższe okolice Wilczego Szańca w epoce oraz dziś. Jest wszystko co trzeba, bardzo czytelne i estetyczne. Wydawnictwo podeszło do tego zagadnienia bardzo profesjonalnie.
To książka potrzebna, aktualna1 i – przynajmniej dla piszącego te słowa – interesująca. Pisana była wprawdzie głównie z myślą o czytelniku niemieckim, ale polski wiele z niej skorzysta. Zamieszczone tu fotografie są dobrze dobrane i niepozbawione wartości poznawczej. Wyjątek stanowi fotografia powojenna, która została mylnie opisana. Jak pokazałem wyżej, zabrakło tu jednak czujnej, krytycznej redakcji. Wystarczyło do i tak całkiem dużego zespołu osób odpowiedzialnych za przygotowanie tego wydania dołączyć osobę, która dobrze orientuje się w niemieckiej terminologii wojskowej i odwiedziła więcej niż raz Wilczy Szaniec.
Mimo uchybień redakcyjnych i faktograficznych jest to jedna z najciekawszych dostępnych dziś narracji o funkcjonowaniu Wilczego Szańca jako centrum decyzyjnego Trzeciej Rzeszy.
Przypisy
1. W przeciwieństwie na przykład do wznowionej niedawno książki Historia społeczna Trzeciej Rzeszy Richarda Grunbergera, która prezentuje stan badań z lat 60. XX wieku.