Imię Amenhotep nie przebiło się do powszechnej świadomości. Spośród wszystkich faraonów Egiptu współcześnie najsłynniejsza jest, bez dwóch zdań, Kleopatra (choć już mało kto kojarzy, że „ta słynna” Kleopatra to Kleopatra Siódma). Niewiele ustępuje jej Ramzes (Drugi). Oboje mają po swojej stronie przeboje kinowe i świetne kreacje Elizabeth Taylor i Yula Brynnera. Kto poza nimi? Może Tutanchamon, który zyskał pośmiertną sławę dzięki nienaruszonemu grobowcowi, międzynarodowym wystawom odkrytych tam przedmiotów i bredniom o klątwie faraona? Może Echnaton, faraon heretyk, który odrzucił kult bogów swoich przodków i promował kult tarczy słonecznej – Atona?
W tej chwili ledwie krok dzieli nas od głównego bohatera tego artykułu. Amenhotep III był ojcem Echnatona i położył fundament pod religijną rewolucję swojego syna. Wichry historii sprzed tysięcy lat sprawiły jednak, iż gwiazda Amenhotepa – najjaśniejszego z faraonów – przygasła. Wielkie osiągnięcia kulturowe z blisko 40 (często niełatwych) lat panowania nie zapewniły mu nieśmiertelności, która stała się udziałem jego następców. Ale z drugiej strony, jak na człowieka urodzonego ponad 34 stulecia temu, wiemy o nim zaskakująco dużo. Wiemy nawet, jak miała na imię kotka jego pierworodnego syna (Ta-miju). Czas zagłębić się w tę skarbnicę wiedzy.
Ten artykuł powstał dzięki naszym Subedejom, wspierającym Konflikty na Patronite.pl. Są to:
Alex B • Andrzej N. • Jacek Zagrodzki • Łukasz Paweł • Marcin Ślimak • dwóch Patronów anonimowych
Serdecznie dziękujemy za wsparcie i zaufanie.
Czytelnicy, którzy chcieliby dołączyć do grona Subedejów (lub którejś innej grupy naszych Patronów), mogą kliknąć tutaj, aby przenieść się na nasz profil na Patronite.pl.
Ponadto obecnie wszyscy Patroni – nie tylko Subedejowie – mają dostęp do wersji „beta” niektórych naszych artykułów.
Wszystkie artykuły, które powstały dzięki wsparciu Subedejów, znajdują się tutaj.
Tytułem wstępu
Zanim przejdziemy do rzeczy, musimy „odpowiednie dać rzeczy słowo”. Niniejsza sekcja artykułu skupi się wyłącznie na kwestiach etymologicznych, onomastycznych i ortograficznych. Czytelników zainteresowanych historią życia Amenhotepa III zapraszamy od razu do następnej sekcji.
Przede wszystkim sam Egipt. Współczesna ludność arabskojęzyczna nazywa ten kraj Misr, a sami Egipcjanie powiedzieliby raczej: Masr. Słowo ma pochodzenie semickie (po hebrajsku Egipt to Micrajim). Dla prostych Egipcjan w czasach Amenhotepa III byłoby zupełnie obce, ale ci, którzy mieli kontakty z ludami ze wschodu, rozpoznaliby w nim nazwę swojego kraju. Jeszcze bardziej obce byłoby nasze słowo Egipt, pochodzące za pośrednictwem łaciny od greckiego Aígyptos, które z kolei jest wykoślawioną nazwą ḥwt-kꜣ-ptḥ, co po naszemu znaczyło: ‘Dom Ducha Ptaha’, a czytało się w interesującym nas okresie – w ogromnym przybliżeniu – hauit-ku‑pitah.
W tym i kolejnych przypadkach wymowę podajemy z myślą nie o tym, aby Czytelnik mógł być zrozumiany przez ducha faraona, ale jedynie po to, aby nie łamał sobie języka na zbitkach w rodzaju „hwt”.Pomijając już, że starożytny egipski nie posługiwał się tym samym zasobem dźwięków co polszczyzna (a nie chcemy używać międzynarodowego alfabetu fonetycznego), wymowa i tak jest jedynie hipotetyczną rekonstrukcją; zwłaszcza samogłoski są tu wyzwaniem (a dodatkowym problemem jest to, że wymowa ewoluowała na przestrzeni stuleci – wszystko to byłoby tematem na zupełnie osobny artykuł). Notabene ze słowa Aígyptos, okrężną drogą przez arabski, narodziła się też nazwa „Koptowie”.
Sami starożytni Egipcjanie na swój kraj mówili różnie. Bodaj najbardziej znaną nazwą jest kmt (kemet), słowo odnoszące się najpewniej do żyznej czarnej ziemi wzdłuż koryta Nilu. Używano też nazwy tꜣ‑mrj (ta-miji), co może znaczyć ‘Umiłowany Kraj’ lub ‘Kraj Kanałów’. Z kolei tꜣwj (taruaj), czyli ‘Dwa Kraje’, pojawiało się w zbitkach w rodzaju nb‑tꜣwj, ‘władca Dwóch Krajów’, to jest Górnego i Dolnego Egiptu. Nazwa hwt-kꜣ-ptḥ rozszerzyła się z ogromnej świątyni Ptaha na całą stolicę, miasto znane dziś jako Memfis, a ze stolicy – na cały kraj.

Starożytny Egipt (kliknij, aby powiększyć).
(mapa bazowa: Jeff Dahl, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported | spolszczył: Łukasz Golowanow)
Memfis to oczywiście także słowo greckie. Miasto założył opodal dzisiejszego Kairu ponoć sam Narmer, vel Menes, pierwszy władca zjednoczonego Egiptu ponad 5100 lat temu. Nazywało się wówczas jnb‑ḥḏ (‘Białe Mury’). W czasach Amenhotepa III znane było jako mn‑nfr (munnafa), czyli ‘Trwające Piękno’ lub ‘Trwały i Doskonały’, co z kolei pochodziło od nazwy mn-nfr-ppy, określającej zniszczoną już dziś piramidę Pepiego I. Z tej formy wywodzi się greckie Memfis.
Za czasów XVIII dynastii, do której zaliczał się nasz główny bohater, centralą administracyjną Egiptu były jednak Teby, prawdopodobnie najludniejsze miasto świata w tamtym okresie, liczące około 90 tysięcy mieszkańców. Pokrywa się ono ze współczesnymi miastami Luksor i Karnak. „Teby” to, jakżeby inaczej, nazwa grecka. Amenhotep powiedziałby na swoją stolicę wꜣst (uaset), czyli ‘Miasto Berła’.
Grekom zawdzięczamy także nazwę Nil. Najdłuższa rzeka świata była fundamentem istnienia państwa egipskiego, jest nim zresztą w dużej mierze po dziś dzień. Herodot nie bez kozery nazwał Egipt „darem Nilu”. To jego wody użyźniały czarną (kmt) ziemię. To one niosły łodzie na północ (do Dolnego Egiptu) i na południe (do Górnego Egiptu), umożliwiając sprawne zarządzanie państwem rozciągającym się na ponad tysiąc kilometrów. Nil był tak wszechogarniający w świadomości starożytnych Egipcjan, że nie miał nawet nazwy. Mówili nań po prostu: Rzeka. Po egipsku: jtrw (w okresie, który nas interesuje: ja’ra, choć w znormalizowanej wymowie egiptologicznej przyjęło się: iteru). Nie ma pewności, skąd Grecy wzięli formę Neîlos. Na Morze Śródziemne Egipcjanie mówili: wꜣḏ-wr (uaet-uere), czyli ‘Wielka Zieleń’.
Stety-niestety greckie nazewnictwo przyjęło się na dobre. A gdzie się nie przyjęło, rządzi język arabski, jak w przypadku oazy Fajum, miejsca, w którym przyszedł na świat Amenhotep III. Jedną z niewielu nazw zachowanych i używanych w formie przynajmniej bliskiej oryginalnej jest główne miasto oazy, Szedet (šdt), jak na złość, bo akurat grecką nazwę miało przecudną – Krokodilopolis, ‘Miasto Krokodyla’.
Sam Amenhotep też doczekał się zgrecczenia i stał się Amenofisem, ale na szczęście ta forma się nie utrzymała. Mamy więc Amenhotepa. Sam faraon pewnie nawet rozpoznałby w tej wersji własne imię. W rzeczywistości nazywał się jmn‑ḥtp(.w) i sam wymówiłby to mniej więcej: amunhatpu. Zarówno jego ojciec, jak i pierworodny syn mieli na imię ḏḥwtj‑ms (tahawtij-missa), co w polszczyźnie przybiera postać Totmes, a po grecku: Tutmosis.
Wszystkie te imiona miały znaczenie, których ludzie wokół byli doskonale świadomi. Współcześnie nawet imiona o jasnej etymologii, takie jak w polszczyźnie Bogumił czy Mściwoj, to po prostu imiona i nikt nie wychodzi z założenia, iż Mściwoj kogokolwiek pomści. Starożytni Egipcjanie wiedzieliby jednak doskonale, że Totmes odwołuje się do narodzin boga Thota, a Amenhotep zapewnia swoim imieniem, iż bóg Amon jest zadowolony.

Głowa Amenhotepa III, zbiory British Museum.
(Osama Shukir Muhammed Amin, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)
Ta zasada dotyczyła zresztą i bogów. Na przykład słowo mꜣꜥt (tradycyjnie maat, ale czytane w tym okresie mu’a) znaczyło ‘prawda’, ‘cnota’, ‘sprawiedliwość’ i tym podobne, ale było to też imię bogini Maat, stanowiącej personifikację prawa, harmonii i moralności. Z kolei jtn (jatej lub jaten) to słowo oznaczające ‘dysk’, które stało się określeniem „oblicza” słońca i księżyca widocznych na nieboskłonie, a stąd – imieniem boga Atona. Ale wciąż funkcjonowało jako rzeczownik pospolity. I tak na przykład nazwa „jtn-ṯḥn”, z którą zetkniemy się dalej, może znaczyć równie dobrze ‘olśniewająca tarcza słoneczna’, jak i ‘olśniewający Aton’. Imię boga Amona (jmn, czyt. jamanu lub ‘amane) znaczyło po prostu ‘ukryty’ i jako przymiotnik mogło się odnosić zgoła do czegokolwiek.
Ostatnią kwestią językową wymagającą objaśnienia jest tytuł ḥmt-nswt-wrt, łączący słowa wrt (uera), oznaczające różne pojęcia związane z wielkością i ważnością, oraz ḥmt-nswt, czyli ‘królowa’. Tyle że, jak widać, ḥmt-nswt to także dwa słowa. To drugie, nswt (nijsija, ‘ansi’a), to ‘król’, ale dosłowniej (w tradycyjnej, choć nie przez wszystkich akceptowanej interpretacji Kurta Sethego): ‘[ten] od turzycy’, która to roślina była symbolem władzy monarszej. Natomiast ḥmt (hima) to ‘kobieta’. Tradycyjnie przyjęło się tłumaczyć ḥmt-nswt-wrt jako ‘Wielka Małżonka Królewska’, ale jak zwraca uwagę Guy de La Bédoyère, jest to przyginanie starożytnej egipskiej rzeczywistości do naszej współczesnej. Co oczywiście z jednej strony jest zrozumiałe, ale z drugiej – „Przeszłość to obcy kraj. Tam wiele rzeczy robi się inaczej”. I warto tę inność uszanować. Tłumacząc dosłownie: ḥmt-nswt-wrt to ‘ważna kobieta tego od turzycy’. Problemem w tradycyjnym terminie nie jest jednak ani „wielka”, ani „królewska”, ale przede wszystkim „małżonka”. To właśnie słowo implikuje współczesnemu odbiorcy coś, czego starożytni Egipcjanie wcale tam nie widzieli.
Europejczyk kojarzy małżeństwa dawnych królów i królowych jako mechanizm dynastyczny i dyplomatyczny. Tymczasem dla starożytnych Egipcjan „małżeństwo” władcy miało znaczenie metafizyczne. Faraon musiał mieć „swoją kobietę”, aby wypełnić męsko-żeńską naturę władcy wymaganą przez boski porządek wszechświata. Mężczyzna po prostu nie mógł rządzić samodzielnie. Ale jego „druga połówka” nie musiała być jego żoną. Mogła to być matka, siostra czy nawet córka, każda kobieta zdolna odgrywać należytą rolę rytualną. Niestety „ważna kobieta tego od turzycy” brzmi zbyt śmiesznie, aby dało się konsekwentnie używać tego terminu.
W tym miejscu trzeba poczynić jeszcze jedno zastrzeżenie. Starożytni Egipcjanie nie stosowali ciągłej rachuby lat od określonego punktu, ale rozpoczynali de facto nowy kalendarz w momencie, gdy korona trafiała na głowę kolejnego władcy. I tak, chociaż chronologię wydarzeń jesteśmy w stanie określić z wysokim stopniem prawdopodobieństwa, same daty bywają problematyczne, a czasem wręcz niemożliwe do ustalenia. Amenhotep III zasiadł na tronie może w roku 1391, a może w 1388 przed naszą erą. Zmarł może w 1353, a może w 1351. A być może w zupełnie innym. Możemy za to stwierdzić, iż dokonał żywota w 38. roku panowania, najpewniej w jego pierwszych miesiącach.
Mandat Niebios
Spośród 33 dynastii, na które tradycyjnie dzieli się historię starożytnego Egiptu – 3120 lat od Narmera do nieszczęsnego Cezariona – XVIII dynastia może się śmiało ubiegać o miano najlepszej, najwybitniejszej i w ogóle „naj”. Jedynymi godnymi rywalem byłaby IV dynastia i XIX dynastia. Ta pierwsza to dynastia budowniczych piramid, z Chufu vel Cheopsem (znów ci Grecy!) na czele. XIX dynastia z kolei to ta od Ramzesa II Wielkiego. Za jego czasów Egipt osiągnął szczyt swojej potęgi militarnej. Ale fundament pod te sukcesy położyła XVIII dynastia, a chaos, który nastąpił po herezji Echnatona, bynajmniej ich nie zniszczył.
Okres około roku 1550, kiedy XVIII dynastia bierze swój początek, był czasem odrodzenia. Minione dwa wieki upłynęły pod znakiem walk o władzę i rozdrobnienia politycznego, a około roku 1650 Dolny Egipt znalazł się pod panowaniem obcej – i tajemniczej z dzisiejszej perspektywy – dynastii Hyksosów, noszącej w tradycyjnej chronologii numer XV. Równolegle istniała rdzennie egipska struktura władzy z siedzibą w Tebach. Właśnie stamtąd około roku 1560 ruszyła kampania, która podważyła władzę Hyksosów w Delcie Nilu. Pierwszy impuls dał faraon Sekenenre Tao, noszący przydomek, który na polski moglibyśmy przełożyć jako: Chrobry. Jego panowanie było jednak krótkie. Około piątego roku panowania Sekenenre Tao dostał się do niewoli w bitwie z Hyksosami i został ceremonialnie zabity, może własnoręcznie przez hyksoskiego króla Apepiego.
Syn Sekenenrego, Kamose, kontynuował dzieło ojca i dotarł nawet pod mury hyksoskiej stolicy ḥw.t‑wꜥr.t (Hut-Uaret, gr. Awaris, obecne Tell ad‑Dab’a), lecz i on pozostał u steru jedynie około pięciu lat. Na tronie zasiadł jego młodszy brat Ahmose, wówczas jeszcze dziecko, więc początkowo władzę dzierżyła regentka, jego matka – Ahhotep. Okazała się sprawną władczynią, najwyraźniej także na niwie wojskowej. Pod jej okiem Ahmose wyrósł na króla-wojownika z prawdziwego zdarzenia, do końca złamał potęgę Hyksosów nad Nilem, pobił sprzymierzonych z nimi Kuszytów na południu, zdusił dwie rebelie i stał się założycielem nowej, XVIII dynastii. Jej narodziny na fundamencie wojny z Hyksosami nadały dynastii militarystycznego sznytu.
Od tego momentu w historii starożytnego Egiptu rozpoczyna się okres znany jako Nowe Państwo.
Ahmose miał co najmniej dwie żony, które były zarazem jego siostrami. Związki kazirodcze były w rodach faraońskich nie tylko akceptowalne, ale wręcz pożądane, tak aby zachować czystość królewskiej krwi i zapobiec pojawieniu się konkurentów do tronu z jakiejś bocznej linii. Jedna z nich, Ahmose-Nefertari, urodziła mężowi dwu synów, z których jeden zajął miejsce ojca na tronie jako Amenhotep I. I jak Ahmose miał wsparcie Ahhotep, tak u boku Amenhotepa I stała podobnie mądra Ahmose-Nefertari, która najpierw z powodzeniem rządziła jako regentka, a następnie służyła synowi radą.
Amenhotep I zmarł bezdzietnie, a przynajmniej bezdziedzicznie. Na pocieszenie zostało mu wyniesienie do statusu boskiego, nie tylko poprzez normalne dla zmarłych faraonów utożsamienie z bogiem Ozyrysem, ale pod własnym imieniem, i na dodatek wespół z matką, co było już zupełnym ewenementem. Niemniej w systemie dynastycznym jednym z podstawowych zadań władcy (o ile nie głównym zadaniem) jest dochowanie się potomka mogącego stać się następcą tronu. Amenhotep I, niezależnie od swej boskości, nie dał Egiptowi następcy, nie takiego, który wciąż żył, kiedy ojciec po raz ostatni zamknął oczy.
Kim dokładnie był jego następca Totmes I? Uznanym dowódcą wojskowym i niemal na pewno krewnym zmarłego (stopień pokrewieństwa nie jest znany, ale poszlaki sugerują, że byli kuzynami). Przecież nie po to faraonowie od pokoleń tak dbali o czystość krwi, żeby teraz pozwolić zasiąść na tronie jakiemuś wojakowi, choćby i utytułowanemu. Jako że Ahmose-Nefertari przeżyła syna, z pewnością miała wpływ na wybór jego następcy. Trudno wobec tego się dziwić, że Totmes uhonorował ją przepysznym pochówkiem.
Totmes faraon nie przestał być Totmesem żołnierzem. Już w drugim roku panowania (które ostatecznie trwało siedem do czternastu lat) zaczął kampanię w Kuszu (Nubii) i odniósł zwycięstwo w pobliżu Tombos. Następnie wyprawił się do Kanaanu i Syrii, gdzie jednym z głównych celów było zagwarantowanie dostępu do cennego materiału budowlanego – drewna cedrowego. Jeśli wierzyć inskrypcjom, egipskie wojska odnosiły sukces za sukcesem, wykorzystywały czynnik zaskoczenia we wszystkich bitwach, rozbijały szyk przeciwnika i zawsze parły naprzód niczym, nie przymierzając, Wehrmacht przez Francję, a sam Totmes był nie tylko genialnym dowódcą, ale też najdzielniejszym wojownikiem swojej armii.
Przez resztę życia Totmesa I najwyraźniej panował względny pokój. Wydaje się, że faraon uznał, iż nie potrzebuje dalszych zdobyczy terytorialnych. Skupił się więc na drugiej dziedzinie, w której władca starożytnego Egiptu mógł zdobywać chwałę: na deweloperce. Budował przede wszystkim w Karnaku, gdzie prócz rozbudowy kompleksu świątynnego stworzył sztuczne jezioro, a także postawił pierwsze dwa obeliski w historii Nowego Państwa.
Totmesa nie ominęły jednak osobiste tragedie. Dwaj najstarsi jego synowie zmarli jeszcze za jego życia, a jego ḥmt-nswt-wrt, nosząca również imię Ahmose, dała mu jedynie córki. Korony (było ich kilka, o czym niżej) odziedziczył więc trzeci syn, także Totmes, który zgodnie z rodzinną tradycją również poślubił siostrę. Totmes II najpewniej rządził krótko. Niektóre rachuby podają 13 lat, lecz możliwe, że były to ledwie trzy–cztery lata. Wiemy, że zmarł około 1479 roku, ale nie wiemy, kiedy wstąpił na tron. Nie wiemy też nic o wielkich projektach budowlanych. Znamy tylko jedno jego osiągnięcie: w pierwszym roku na tronie odparł inwazję Kuszytów, którzy, dowiedziawszy się o śmierci swego ciemięzcy, postanowili uprzykrzyć życie jego synowi.
Poza tym jednym wydarzeniem Totmes II jest prawie że anonimowy. Ale za to jego siostra-żona w pełni zasługuje na dopisanie do wspomnianej w pierwszym akapicie listy najsłynniejszych, najlepiej dziś pamiętanych imion faraonów. Nazywała się ḥꜣt‑špswt (hu’e-szepsa), czyli ‘Najznamienitsza ze Szlachetnych Kobiet’.
W tradycyjnej pisowni: Hatszepsut.
Totmes II i Hatszepsut doczekali się tylko jednego dziecka, córki Neferure. Pomniejsza żona faraona, kobieta imieniem Iset (Izyda), dała mu syna, także Totmesa, który w momencie śmierci ojca mógł być jeszcze niemowlęciem. De La Bédoyère sugeruje dwa scenariusze, które mogły doprowadzić do osadzenia brzdąca na tronie. Pierwszy jest oczywisty: innych królewiczów po prostu nie było. Ciekawszy jest jednak drugi: Totmes III mógł mieć starszych braci, ale Hatszepsut celowo wymusiła koronację najmłodszego chłopca, aby ułatwić sobie dalsze życie w roli regentki.
Hatszepsut wykonała kolejny krok w zwiększaniu znaczenia kobiet u steru władzy. Po sześciu latach regencji wyniosła samą siebie do roli równorzędnego władcy obok Totmesa III, a monarsza propaganda zaczęła ją przedstawiać jako właściwą, namaszczoną przez bogów i boginie, dziedziczkę Totmesa I. Narracja promowana przez Hatszepsut opierała się na błyskotliwym w swej prostocie założeniu, iż „królewskość” jako taka może istnieć niezależnie od ciała osoby noszącej koronę, a więc i niezależnie od jej płci.
Choć dla Egipcjan pomysł ten z pewnością balansował na granicy między rewolucją a herezją, nie był taki zupełnie oryginalny. Hatszepsut wyraźnie inspirowała się dokonaniami Sobekneferu, władczyni z XII dynastii w końcówce XIX wieku (okres Średniego Państwa). Podobnie jak ona, Hatszepsut kazała się przedstawiać w ubiorach łączących elementy tradycyjnie męskie i żeńskie oraz podkreślała, iż jest dzieckiem faraona. W wielu inskrypcjach opisywała się w formie zarówno męskiej, jak i żeńskiej. Rozciągnęła też owo, jak byśmy dziś powiedzieli, niebinarne postrzeganie płci na ojca, którego kazała określać tytułami męskimi i żeńskimi. W wyobrażeniach wizualnych – jedynych, które mógł zrozumieć prosty Egipcjanin – ukazywano ją jednak wyłącznie jako mężczyznę.
Toby Wilkinson sądzi, że właśnie w czasach Hatszepsut utrwaliło się nazywanie władcy – czy też władczyni, jak w tym wypadku – faraonem. Słowo to, mające po egipsku postać pr‑ꜥꜣ, oznacza po prostu ‘wielki dom’ i odnosiło się początkowo do rezydencji władcy. Jego znaczenie, zdaniem Wilkinsona, rozszerzono na osobę władcy z inspiracji dworu Hatszepsut, aby uniknąć kładzenia nacisku na jej płeć. Proces taki nazywamy w językoznawstwie metonimią (wyżej widzieliśmy już to samo zjawisko w przypadku nazwy ḥwt-kꜣ-ptḥ). Imię Hatszepsut z samej swojej natury było wyraźnie żeńskie. Tytuł „córki Re” – tak samo. Natomiast „wielki dom” zawsze był zawsze rodzaju męskiego, tak samo jak w polszczyźnie „Pałac Prezydencki” to zawsze „on”, niezależnie od tego, czy mamy prezydenta czy prezydentkę. Dopiero w kolejnych dziesięcioleciach „faraon” stało się określeniem na wszystkich władców starożytnego Egiptu, niezależnie od płci i, co ważniejsze, okresu, w którym żyli, nawet jeśli sami nigdy by się tak nie nazwali.
Królowa chętnie posługiwała się też tytułem Boskiej Małżonki Amona. Właśnie na kulcie tego boga oparła legitymizację swojej władzy. Ówczesny arcykapłan Amona Hapuseneb był jednym z najważniejszych współpracowników królowej i w dużej mierze to jemu zawdzięczają jego następcy bezprecedensowy wzrost swojej potęgi w następnych dziesięcioleciach, wzrost, który ostatecznie legł u podstaw herezji Echnatona. Notabene ojciec Hapuseneba miał na imię Hapu. To oczywiście tylko zbieg okoliczności, ale niebawem poznamy syna innego Hapu, człowieka wielkiego kalibru.
Tu potrzeba słowa wyjaśnienia. Kapłani w starożytnym Egipcie nie byli kapłanami w takim znaczeniu, w jakim współcześnie możemy myśleć o chrześcijańskich księżach. „Pobożność” czy „powołanie” nie stanowiły wymogu przyjęcia, kapłani byli urzędnikami odpowiedzialnymi za utrzymanie kosmicznego porządku świata poprzez odprawianie należytych rytuałów. Z perspektywy człowieka wychowanego w otoczeniu wielkich religii monoteistycznych naturalna wydaje się ortodoksja – wierność doktrynie i dogmatom. Ale dla Egipcjan istotna była ortopraksja – właściwe realizowanie praktyk religijnych, niezależne od tego, co komu w duszy gra.
Hatszepsut ma szczególną rolę w tym obszernym wstępie prowadzącym ku panowaniu Amenhotepa III, ponieważ doskonale ukazuje, jakie znaczenie dla Egipcjan miał mit i swoisty mandat niebios. W swej ogromnej świątyni grobowej w Ad‑Dajr al‑Bahri, vis-à-vis Karnaku, nazwanej przez Barbarę Mertz „najpiękniejszą świątynią w Egipcie”, Hatszepsut przedstawia historię swojego poczęcia. W tej wersji dawcą nasienia był nie Totmes I, ale sam bóg Amon, przychodzący do Ahmose pod postacią jej męża i zapewniający, że z ich związku narodzi się córka, która roztoczy władzę nad całym Egiptem. Następnie Ahmose ukazana jest już w ciąży, trzymająca za ręce baraniogłowego boga stworzyciela Chnuma i żabiogłową boginię Heket, opiekunkę brzemiennych. Wreszcie bogini Hathor przedstawia nowo narodzoną Hatszepsut Amonowi, który zwraca się do niej, używając jej imienia tronowego – mꜢꜤt kꜢ rꜤ (‘Sprawiedliwa jest dusza Re’, w tradycyjnej transkrypcji Maat-Ka-Re). Notabene zarówno ogromną część naszej wiedzy o tej świątyni, jak i ogromną część jej restauracji zawdzięczamy polskim archeologom z Polsko-Egipskiej Ekspedycji Archeologiczno-Konserwatorskiej.
Na tym fundamencie Hatszepsut zbudowała długie i stabilne rządy. Ich stałym wyznacznikiem były rozległe religijne projekty budowlane (w tym odbudowa pewnej liczby świątyń zniszczonych jeszcze za Hyksosów, choć tu władczyni być może przypisała sobie zasługi poprzedników), a punktem kulminacyjnym – ekspedycja do Puntu, tajemniczej krainy leżącej zapewne w dzisiejszej Somalii, w 9. roku panowania. Wysłannicy królowej przywieźli z Puntu rzekomo niesamowite skarby jako „trybut”. Hatszepsut zmarła w 21. lub 22. roku panowania, czyli w 15. roku władania jako król, w wieku około 40 lat.
Uważny Czytelnik może w tym momencie zapytać: „a co z nieszczęsnym Totmesem?”. Otóż chłopiec żył i dorastał, pojawiał się nawet w inskrypcjach jako współmonarcha, choć bez szczególnej nobilitacji. A wedle norm starożytnego Egiptu obecność bez wiązanki tytułów i uszlachetniających fraz… to prawie jak nieobecność. Te i inne poszlaki ukształtowały narrację o „złej macosze”, która bez mała więziła Totmesa w komórce pod schodami. Chłopiec zaś miał przez te kilkanaście lat pielęgnować w sercu nienawiść do Hatszepsut i może nawet przeprowadził w końcu zamach stanu, po czym wziął się za pieczołowite usuwanie wszelkich śladów jej imienia w inskrypcjach.
Niestety zachowane informacje nie pozwalają stwierdzić, co dokładnie się stało, ale nie ma dowodów świadczących o osobistej wrogości między Hatszepsut i młodym Totmesem. Owszem, rozegrała się kampania zamazywania pamięci o władczyni i jej wiernych stronnikach, ale apogeum nastąpiło dwie dekady po śmierci Hatszepsut; można się zastanawiać, czy aby organizatorem nie był raczej Amenhotep II (o którym opowiemy sobie za chwilę). Czynnikiem decydującym był zaś najpewniej nie jakiś osobisty żal Totmesa, ale po prostu skamieniały konserwatyzm egipskich elit, dla których kobieta jako samodzielny władca była zagrożeniem dla kosmicznego porządku świata. Należało więc dołożyć starań, aby historia Hatszepsut nie zainspirowała innej wdowy po faraonie do pójścia w jej ślady. Oczywiście nie można wykluczyć, że Totmes był wściekły na macochę i od początku planował obniżenie jej rangi, ale po prostu miał ważniejsze sprawy na głowie – sprawy wojenne.

Skutek wymazywania pamięci o Hatszepsut. Po prawej kartusze Totmesa III – nienaruszone, niżej prenomen (imię tronowe), wyżej nomen (imię własne). Po lewej kartusze jego matki – zniszczone.
(Hedwig Storch, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)
Zdobywszy samodzielną władzę w wieku mniej więcej 23–24 lat, Totmes III szybko wyrósł na najprzedniejszego ze wszystkich egipskich królów wojowników. To zresztą kolejny dowód na to, że Hatszepsut go nie tłamsiła, ale raczej pomagała mu przygotować się do monarszego fachu, co obejmowało także kształcenie kapłańskie (w kulcie Amona, ma się rozumieć) i wojskowe.
Wiemy o 17 kampaniach Totmesa III. Najsłynniejsza jest pierwsza, rozpoczęta w 22. roku panowania, niedługo po śmierci Hatszepsut. Totmes skierował się z armią na północny wschód, przez Gazę w kierunku dzisiejszego północnego Izraela i miasta Megiddo, gdzie, ponosząc znaczne straty, rozbił połączone armie koalicji władców syryjskich i zmusił ocalałych do schronienia się za murami miasta. Rozpoczęło się długotrwałe oblężenie, zakończone kapitulacją. W zamian za darowanie życia wodzowie musieli wręczyć zwycięzcy bogate dary (między innymi 924 rydwany), abdykować i pozwolić, aby Totmes mianował ich następców, ich ziemie stały się zaś swoistymi lennami Egiptu.
Kilkanaście stuleci później ktoś spisał następujący werset: „I zgromadziły ich na miejsce, zwane po hebrajsku Har‑Magedon”. Tak oto, dzięki Apokalipsie Świętego Jana, miejsce pierwszego tryumfu Totmesa III stało się powszechnym symbolem ostatecznego unicestwienia świata. Król-wojownik byłby chyba zachwycony takim obrotem sprawy.
Niektóre kampanie Totmesa były raczej podróżami służbowymi skupionymi na pobieraniu trybutu. Ale zdarzały się i prawdziwe wojny. Podczas szóstej kampanii Egipcjanie zdobyli potężnie ufortyfikowane miasto Kadesz, to samo, pod którym 70 lat później swoją najsłynniejszą bitwę stoczył Ramzes II. Ostatnia kampania Totmesa III– w 42. roku panowania – zapisała się zaś w historii dzięki temu, że relacja z niej, zapisana na ścianach świątyni Amona w Karnaku, to najstarsza znana wzmianka o Hetytach. Może więc faktycznie w natłoku kampanii wojennych Totmes przez większość życia nie miał czasu, aby nadzorować kampanię wymazywania pamięci o Hatszepsut.
Totmes III dołożył kolejną cegiełkę do budowli o nazwie „pożądany wizerunek faraona”. Władca Dwóch Krajów już wcześniej musiał być sprawnym wojownikiem, ale od czasów Totmesa III musiał kultywować wizerunek wręcz nadczłowieka. Najwyraźniej był on też zapalonym łucznikiem i przeistaczał się w istnego snajpera, gdy tylko brał do ręki najnowocześniejszą znaną wówczas Egipcjanom broń – łuk kompozytowy. To właśnie w tym okresie zaczął się pojawiać modny w kolejnych dziesięcioleciach wizerunek faraona jadącego rydwanem i strzelającego z łuku.
Za czasów Totmesa III widzimy także, jak wahadło o nazwie „status królewskich kobiet”, wychylone do maksimum przez Hatszepsut, wykonuje ruch powrotny. Nie ma kogoś choćby takiego jak Ahmose-Nefertari, o samej Hatszepsut już nie wspominając. Kobiety króla zostały zepchnięte w cień.
Spośród licznych żon Totmesa III najważniejsza była Merytre-Hatszepsut, niegdyś uważana za córkę swojej dalece słynniejszej imienniczki1, ale w istocie zapewne córka kapłanki Amona, spokrewniona z faraonem w bardziej „rozsądnym” stopniu niż rodzeństwo. To ona urodziła następcę tronu – Amenhotepa II (jego starszy przyrodni brat Amenemhat zmarł prawdopodobnie jako młody mężczyzna). Pełnia władzy przeszła w jego ręce, gdy miał mniej więcej 20 lat, ale możliwe, że dane mu było korzystać z niej już wcześniej. Totmes III panował aż 54 lata i w jesieni życia mógł pozwolić synowi współrządzić. Miałoby to dwojaki cel. Z jednej strony po prostu dawało młodemu Amenhotepowi sposobność, aby zgłębić tajniki rządzenia. Z drugiej zaś królewicz mógł zbudować sobie zaplecze personalne, aby po śmierci ojca, gdyby pojawił się inny pretendent, namaszczony następca miał sprawdzonych stronników, na których mógłby się oprzeć.
Nowy faraon miał wysoko zawieszoną poprzeczkę. Nic więc dziwnego, że nie zdołał jej przeskoczyć. Jako budowniczy i administrator nie miał się czego wstydzić, ale jako król wojownik głównie spijał śmietankę po ojcu. Jeśli faktycznie przez pewien czas dzielił z nim władzę, było to już w ostatnich latach życia Totmesa III, dawno po zakończeniu jego ostatniej kampanii, toteż książę nie miał okazji zdobyć szlifów wojskowych (choć w inskrypcjach kazał się ukazywać jako istnego supermana). Zorganizował najprawdopodobniej jedynie trzy kampanie, wszystkie na obszarze dzisiejszych Izraela, Libanu i Syrii, mało interesujące pod względem wojskowym. Trzecia kampania, w dziewiątym roku panowania, wyróżnia się jednak z innego powodu. Zdobywszy dwa miasta gdzieś w okolicach równiny Szaron, Amenhotep II zapędził pojmanych mieszkańców do dwóch rowów, gdzie wszyscy zostali spaleni żywcem jako ofiara dla Amona. Nawet według ówczesnych standardów był to popis oszałamiającego okrucieństwa.
Amenhotep II panował co najmniej 26 lat. Cały czas kontynuował trend marginalizacji królewskich kobiet. Miał tylko jedną żonę, imieniem Tia, zupełnie pozbawioną królewskiej tytulatury. Cel był oczywisty: uniemożliwić wdowie przejęcie schedy po mężu i wysiudanie syna. Faraonowie wychodzili chyba z założenia, że uhonorowanie królowej powinno być zadaniem nie dla męża, ale dla syna – nowego faraona, który, po utrwaleniu władzy, będzie mógł się zająć statusem owdowiałej matki, a przy okazji także dodatkowo wzmocnić swoje prawo do władzy dzięki pochodzeniu od ḥmt-nswt-wrt. I tak Merytre doczekała się należnych honorów dopiero za rządów Amenhotepa II, a Tia – za rządów syna, Totmesa IV.
Totmes IV był jednym z co najmniej sześciu synów Amenhotepa II. Pewne poszlaki wskazują, że sukcesja nie przebiegła bezproblemowo. Mamy na przykład stelę ze świątyni Amenhotepa II w Gizie, gdzie w inskrypcji poświęconej jednemu z książąt usunięto tytulaturę. Nie można wykluczyć, że Totmes zabił braci jednego po drugim, ale też nie można (w przeciwieństwie do niektórych autorów) przyjmować tego za pewnik. Zdarzały się przecież i wypadki, i choroby. Ba – przede wszystkim choroby. Ale główną poszlaką (podkreślmy: poszlaką, nie dowodem!) wskazującą na to, że rozlew krwi odegrał jakąś rolę, jest sposób, w jaki Totmes IV użył mitologizacji w celu podkreślenia prawowitości swojego dziedzictwa. Jego inwencja co najmniej dorównała tej wykazanej 80 lat wcześniej przez Hatszepsut.
Granitowa stela ustawiona między przednimi łapami Wielkiego Sfinksa, znana jako Stela Snu, przedstawia historię Totmesa, który jeszcze jako królewicz wybrał się na polowanie na lwy. W południe postanowił się zdrzemnąć w cieniu głowy Sfinksa. Bóg Sfinksa, Horemachet (‘Horus na Widnokręgu’2), odwiedził go we śnie i jął narzekać na piach, który przysypał mu łapy. Obiecał młodemu Totmesowi korony Górnego i Dolnego Egiptu w zamian za przywrócenie posągu do dawnej świetności. Tuż po objęciu władzy Totmes istotnie zlecił odkopanie Sfinksa i poprzez ustawienie Steli Snu dał do zrozumienia Egipcjanom, że jest ich władcą z boskiego nadania. Arielle Kozloff sugeruje wszakże, iż opowieść na steli mogła być inspirowana rzeczywistym wydarzeniem albo też była pomyślana w taki sposób, aby sugerować inspirację. Amenhotep II był już wówczas ciężko chory, doskwierał mu artretyzm i niezidentyfikowana choroba skóry. W tym rozumieniu skargi Horemacheta miałyby odzwierciedlać skargi faraona na własne ulatujące zdrowie i powierzenie królestwa właśnie temu synowi, a nie któremuś z braci.

Wielki Sfinks i Stela Snu (w głębi) między jego łapami.
(Mohamadkassem, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)
Ten mit to de facto najciekawszy epizod z niedługich – trwających około dziesięciu lat – rządów Totmesa IV. Jeśli Amenhotep II spijał śmietankę po Totmesie III, to następca Amenhotepa II (pozostając w podobnych metaforach) spoczął na laurach i odcinał kupony. Trudno się dziwić. Dziadek nowego faraona zajmował się ekspansją, jego ojciec ściągnął smycz nowo podporządkowanym wasalom… Cóż więc miał począć Totmes IV? Oczywiście mógł szukać dalszych podbojów, ale najwyraźniej uznał, że mądrzej będzie skonsolidować to, co już ma. Wyprawił się do Syrii, ale jedynie w celu zbierania trybutu. Wyprawił się też do Nubii, skąd Egipt czerpał większość złota3, kości słoniowej i ściąganego jeszcze dalej z południa hebanu.
W kwestii ewolucji religijnej głównym wkładem Totmesa IV było promowanie kultu Tarczy Słonecznej – Atona – jako boga samego w sobie, nie zaś tylko aspektu boga solarnego Re. Nie możemy też przemilczeć politycznego skutku jego rządów: absolutnej koncentracji władzy w rękach faraona. Już nie rodziny królewskiej czy nawet pary monarszej, ale dosłownie jednego człowieka. Legendarne słowa „państwo to ja” przypisywane królowi Francji Ludwikowi XIV zdecydowanie bardziej pasowałyby do ust Totmesa IV. A także do ust jego następcy.
Totmes IV miał kilka żon. Początkowo stanowisko „ważnej kobiety” piastowała Nefertari, która jednak zmarła młodo i bezdzietnie. Jej miejsce zajęła Jaret, córka Amenhotepa II, a więc i przyrodnia siostra swojego męża. Być może to ona urodziła faraonowi pierworodnego syna – Amenemhata. Królewicz zmarł jednak za życia ojca. Ten przedwczesny zgon sprawił, że na pierwszy plan wysunął się następny książę czekający w kolejce. Jego matką była Mutemuja (‘Mut w Świętej Barce’), kobieta o zagadkowym pochodzeniu i całkowicie pomijana we wszystkich zapisach za życia Totmesa IV.
Hutan Ashrafian, wybitny chirurg z Imperial College London, interesujący się także zagadnieniami chorób starożytnych władców, doszedł do przekonywających (ale nie rozstrzygających) wniosków, iż Totmes IV cierpiał na padaczkę skroniową. Choroba ta miała trapić również czterech kolejnych władców będących jego potomkami. Jednym z objawów padaczki skroniowej jest podatność na intensywne halucynacje o zabarwieniu religijnym, co współgrałoby z doświadczeniami Totmesa IV z Horemachetem, a następnie intensywną religijnością jego syna i wnuka, przekonanych, że skupia się na nich uwaga bogów.
Totmes zmarł w stosunkowo młodym wieku (przed trzydziestką) i po krótkich rządach (być może tylko osiem lat) około 1390 roku. Mumia, którą zidentyfikowano jako jego zwłoki, jest wręcz wychudzona, co sugeruje dłuższą chorobę. Jego miejsce zajął syn Mutemui, chłopiec w wieku około dwunastu lat, któremu nadano imię Amenhotep.
Czas przejść do rzeczy
Czy ktokolwiek pamięta jeszcze, że ten artykuł miał być o Amenhotepie III? No więc miał i teraz już będzie. Ale nie mogliśmy go zacząć tak po prostu od narodzin głównego bohatera ani nawet koronacji jego ojca. Mamy nadzieję, że w tym momencie jest już jasne, dlaczego konieczne było tak obszerne wprowadzenie. Amenhotep III wkroczył na arenę dziejów w jednym z najciekawszych okresów w historii starożytnego Egiptu – okresie przemian kulturowych i politycznych oraz bezprecedensowej imperialistycznej ekspansji. Zależało nam na zarysowaniu szerszego tła (choć i tak bardzo pobieżnie), aby łatwiej było zrozumieć, dlaczego Amenhotep III – o którym od tego miejsca będziemy mówili po prostu „Amenhotep” – robił to, co robił.
Zaszczytu powitania na świecie przyszłego faraona dostąpiła pod koniec XV wieku oaza Fajum, leżąca na południowy zachód od Memfis. Panowały tam iście rajskie warunki i już za czasów Średniego Państwa faraonowie mieli tam coś na kształt letniej rezydencji. Totmes III wybudował tam otoczone murem miasteczko o powierzchni około 30 tysięcy metrów kwadratowych (obecnie znane pod nazwą Ghurab), w którym znalazło się miejsce dla jpt faraona.
Słowo jpt (co w tym okresie czytało się: ajpa) pochodzi od słowa oznaczającego ‘liczyć’, ale też ‘szanować’. Określano w ten sposób to, co ponad dwa tysiąclecia później u sułtanów nazywano haremem – dom dla kobiet władcy i, szerzej, ich całą społeczność. Mieszkające tam kobiety nazywano nfrwt (‘pięknościami’) i faktycznie oczekiwano po nich wielkiej urody, gracji, talentów muzycznych, tanecznych i tkackich. Cieszyły się różnym statusem. Niektóre były niewolnicami, inne – córkami zaufanych dworzan. Nie należy jednak myśleć o nich stricte jako o żonach czy kochankach faraona. Wiele wydawano za mąż – stawały się swoistymi nagrodami dla mężczyzn, którzy przysłużyli się władcy. Ale chociaż żyły otoczone luksusem, ich wolność decydowania o własnym życiu była praktycznie zerowa. Dotyczyło to, rzecz jasna, także wolności seksualnej. Faraon mógł współżyć z nimi, kiedy chciał, a do zadań królewskiego skarbnika i jego ludzi należało między innymi liczenie dni między stosunkiem płciowym a ewentualnym porodem, tak aby zapewnić czystość krwi każdego dziecka. W interesujących nas czasach skarbnikiem był Sobekhotep, a jego żona Meryt była przed małżeństwem jedną z „piękności” monarszego haremu, gdzie pełniła funkcję dyrygentki lub choreografki.
Właśnie tu, w jpt w oazie Fajum, mieszkała ciężarna Mutemuja. Jej towarzyszki zaginęły w nocy dziejów i są dziś niewidzialne dla historyków. Mutemuja podzieliłaby ich los, gdyby jej syn nie został faraonem. Amenhotep urodził się wprawdzie ze zniekształconą stopą (co wiemy wyłącznie dzięki jego mumii, bo nikt nie ośmieliłby się pokazać tego na malunkach), ale co najważniejsze – przeżył. W czasach przed szczepionkami i innymi osiągnięciami nowoczesnej medycyny samo to wymagało sporej dozy szczęścia. Niektóre szacunki mówią, że co trzecie dziecko umierało przed pierwszymi urodzinami, a połowa nie dożywała dziesięciu lat.
Amenhotep miał szczęście, ale najpewniej nikt sobie wtedy nie wyobrażał, że zostanie faraonem. Jak już widzieliśmy, jego ojciec Totmes IV był jednym z co najmniej sześciu królewiczów i niemal na pewno nie najstarszym. A jego bracia zapewne mieli już własnych synów. Ale jak zwraca uwagę Arielle Kozloff, mało eksponowana pozycja w rodzinie królewskiej ma też swoje korzyści. Jeśli dochodzi do intryg pałacowych, jeśli w ruch idą trucizny czy sztylety, mało prawdopodobne, aby ktokolwiek myślał o mordowaniu dzieci księcia Totmesa.
Mały Amenhotep spędził dzieciństwo otoczony kobietami i przyrodnim rodzeństwem, tu też pobierał pierwsze nauki. Przy jpt istniało coś na kształt podstawówki, w której Amenhotep uczył się w towarzystwie innych chłopców, zarówno tych z rodu królewskiego, jak i potomków wyróżniających się dworzan i urzędników. Dostępne informacje sugerują, że panowała tam stosunkowo egalitarna atmosfera, być może z premedytacją obliczona na stworzenie osobistych więzi, które w przyszłości mogły zaprocentować wierną służbą. Jednym z kolegów Amenhotepa był na przykład niejaki Inena syn Hamesza, który w dorosłym życiu zyskał tytuł „głównego rzemieślnika wśród szkutników wszystkich bogów Górnego i Dolnego Egiptu” i prawdopodobnie odpowiadał za budowę nowej wielkiej barki-kaplicy dla boga Amona. Program nauczania obejmował czytanie i pisanie, liczenie, a najpewniej także rysunek i muzykę. Potomkowie faraona musieli też uczyć się strzelania z łuku i jazdy rydwanem.
Ukończywszy naukę w „podstawówce”, najbardziej obiecujący uczniowie (a królewicze niejako z definicji musieli być obiecujący) wysyłano trafiali do „liceum” pałacowego w Memfis przy świątyni bogini Mut, gdzie zapoznawali się z najwybitniejszymi dziełami literatury egipskiej, jak Historia Sa‑Naheta, i zgłębiali tajniki pracy skryby. „Dyrektorem” placówki był mężczyzna imieniem Hekareszu, a jego syn Hekarnehe piastował stanowisko, które można by nazwać „zastępcą dyrektora” (a po śmierci ojca zapewne awansował). Hekareszu wcześniej uczył także Totmesa IV. Sądząc po imieniu, był zegipcjanizowanym Nubijczykiem, jego syn zaś w dzieciństwie uczył się w pałacowym przedszkolu, następnie dosłużył się rangi oficerskiej w oddziałach rydwanów i dopiero potem, w ślad za ojcem, podjął pracę w oświacie.
Jak pisze Kozloff, „szkoła pałacowa zapewniała także staż w dziedzinie polityki i zachowań dworskich”. Jej zdaniem tutaj również dokonywano obrzezania. Mumia Amenhotepa III nie pozwala ocenić, czy faraon był obrzezany, ale jego ojciec i dziadek byli.
Syn swego ojca
Totmes IV odziedziczył korony Egiptu jako dojrzały mężczyzna i, jak już widzieliśmy, rządził około dziesięciu lat, tymczasem „nasz” Amenhotep zajął miejsce ojca jako mniej więcej 12‑latek. Oznacza to, że niemal na pewno był już na świecie, kiedy Totmes IV przejął schedę po ojcu. Z naszej perspektywy nie ma w tym oczywiście niczego dziwnego. Dość spojrzeć na współczesnych nam „rojalsów”. Kiedy Karol III został ukoronowany Koroną Świętego Edwarda, miał już nie tylko synów, ale nawet wnuków. Potomstwo mają też następcy tronu Jordanii, Liechtensteinu czy Szwecji.
W XIX-wiecznej egiptologii zrodził się jednak osobliwy pogląd, jakoby następcy tronu mogli się urodzić jedynie panującemu władcy. Dlaczego? A licho wie. Ale przez kilkadziesiąt kolejnych lat następne pokolenia egiptologów wychodziły z tego założenia. Skutek był taki, że już i tak skomplikowane przedsięwzięcie – odtwarzanie losów egipskich królewiczów – stawało się jeszcze trudniejsze, gdyż pojawiali się oni w zapisie historycznym tam, gdzie niby nie powinni.
A sprawa jest tym bardziej zagmatwana, że pojawiali się rzadko. Książęta byli, rzec by można, ukrywani w narracji historyczno-propagandowej, i tej pisemnej, i tej przedstawianej ludowi na bieżąco. Faraon utożsamiał się z Horusem, synem Ozyrysa, i jak Horus zajął miejsce Ozyrysa, tak aktualny władca był następcą swego ojca. Horus wprawdzie miał synów, ale pozbawionych znaczenia w mitologicznej eksplikacji roli faraona. Synowie ziemskiego władcy musieli wobec tego pozostać w cieniu. Miało to też dodatkową, zupełnie pragmatyczną korzyść: zapobiegało konfliktom dynastycznym, pretendent do tronu nie mógł wskazać na inskrypcje czy dokumenty przedstawiające go jako prawowitego syna królewskiego. Z perspektywy historyka jest to jednak irytujące, utrudnia bowiem ustalenie, co dany faraon poczynał jako młode książątko.
Wyżej wspomnieliśmy o wyprawie Totmesa IV do Nubii. Teraz musimy się nad nią pochylić ciut uważniej. To znaczy – nad wyprawą, ale także nad samą Nubią. Ogólnie rzecz ujmując, słowem tym określano krainę geograficzną na południe od pierwszej katarakty Nilu aż do szóstej katarakty, czyli pomiędzy dzisiejszymi miastami Asuan i Chartum. Egipskie słowo „Kusz” mogło oznaczać Nubię sensu lato, jako krainę geograficzną, ale częściej dzielono ją na dwie części. Północna, lub Dolna, Nubia nazywała się Wawat. Tu właśnie znajdowały się najważniejsze tereny złotonośne, z których czerpał Egipt. Był to również obszar, na który mocno oddziaływała egipska kultura i gdzie wyraźnie zaznaczona była egipska obecność wojskowa. Dalej na południe, za drugą kataraktą, rozciągał się Kusz „właściwy”, którego mieszkańcy nie chcieli się pogodzić z supremacją faraona. Ludy kuszyckie regularnie wojowały z sąsiadami z północy4.
Totmes odwiedził Dolną Nubię prawdopodobnie dwa razy. Po pierwszym razie – w siódmym roku rządów – pozostała między innymi inskrypcja w granodiorycie ukazująca go wraz z Jaret pomagającą mu w walce z wrogami. Z kolei Amenhotep pozostawił jedną inskrypcję upamiętniającą nauczyciela Hekareszu, a potem drugą, upamiętniającą jego brata Aacheperure, nauczyciela Hekarnehe i królewskiego herolda imieniem Rea. W obu tych przypadkach użyte sformułowania wskazują, iż było to upamiętnienie pośmiertne. Powstaje tu pytanie, ile lat mógł mieć królewicz. I znowu daje nam się we znaki brak możliwości precyzyjnego datowania. Wedle jednej rachuby Amenhotep miałby w tym momencie około ośmiu, dziewięciu lat, wedle innej byłby już 17‑latkiem.
Arielle Kozloff przypuszcza, że pierwsza inskrypcja Amenhotepa mogła powstać, kiedy towarzyszył ojcu podczas rutynowego objazdu po kraju, natomiast druga byłaby już pamiątką po kampanii wojennej. Dowodzenie armią (lub jej częścią) podczas kampanii było doskonałym sposobem na zbudowanie reputacji księcia, zwłaszcza jeśli kampania zakończyła się tryumfem (a klęsk przecież oficjalnie nie było).
Totmes zapewniał, że wyprawił się do Nubii jedynie po to, aby odeprzeć najazd barbarzyńców, a nie rozszerzyć wpływy Egiptu. Niemniej na oficjalną relację trzeba patrzeć z przymrużeniem oka, dowiadujemy się z niej bowiem, że dotarłszy na miejsce, ruszył na wroga z jednym tylko towarzyszem i, nie czekając na resztę wojska, sprawił Kuszytom „wielką rzeź swym potężnym mieczem”. Na kampaniach najprawdopodobniej normą było zabieranie jednego lub kilku skrybów, którzy zapisywali co się działo, ale to, czy późniejsze publiczne historie wojen odpowiadały tym zapisom, to już zupełnie inna para kaloszy. Jak to zwykle bywało w państwie faraonów: mitologizacja über alles.
Casus owego towarzysza, który pomógł Totmesowi w urządzeniu „wielkiej rzezi”, jest jednak wybitnie interesujący.
Egipt był zarządzany przez dwóch „premierów” – północy (Dolnego Egiptu) i południa (Górnego Egiptu). Tradycyjnie nazywa się ich wezyrami. Oprócz tego istniało stanowisko wicekróla Kuszu, które ustanowił znany nam już Kamose. Człowiek pełniący tę funkcję nosił tytuł „Królewskiego Syna”. Za czasów Totmesa IV był to mężczyzna imieniem Amenhotep. Kiedy więc mamy do czynienia ze zbitką „Królewski Syn Amenhotep”, łatwo sobie wyobrazić, że chodziło o przyszłego faraona. Sprawa nie jest jednak taka prosta.
Przede wszystkim samo imię Amenhotep było w tamtych czasach popularne, a już zwłaszcza wśród dworzan i zauszników władców (przekonamy się o tym niebawem). Łatwo sobie wyobrazić, że nazwanie dziecka na cześć aktualnego faraona, lub też jego ojca czy dziadka, stanowiło dobry sposób na podlizanie się szefowi (kilka pokoleń wcześniej nad Nilem roiło się od mężczyzn i kobiet o imieniu Ahmose). Poza tym „Królewski Syn” nijak nie implikowały królewskiej krwi, był to po prostu tytuł mający podkreślać znaczenie danego człowieka i powierzonych mu zadań.
Wicekról Kuszu Amenhotep był piątym człowiekiem na tym stanowisku, ale pierwszym, któremu oficjalnie nadano tytuł „Królewskiego Syna”. Był też pierwszym, który w całej wyliczance swoich oficjalnych stanowisk przedstawiał się między innymi jako „Nadzorca Bydła Amona” i „Pan Królewskich Koni”. Ten pierwszy tytuł był powszechnie nadawany synom królewskim, tym rzeczywistym. Ten drugi również pojawia się najczęściej wśród królewiczów.
Mamy więc frapującą hipotezę. Czy Totmes IV dał synowi i następcy tronu okazję do zgłębiania tajników władzy poprzez zarządzanie egipskimi posiadłościami w Kuszu? Pracy, a więc i okazji do nauki, było sporo. Oprócz nadzorowania dostaw złota i innych pożądanych dóbr na północ oraz utrzymywania spokoju na granicy wicekról rządzący za czasów Totmesa musiał też sprawować pieczę nad licznymi projektami budowlanymi, między innymi dużą świątynią Amona opodal Kermy, na południe od trzeciej katarakty. Z pragmatycznego punktu widzenia taki staż byłby sensownym rozwiązaniem.
Kolejną ciekawą poszlaką jest to, że wicekról Amenhotep w pewnym momencie po prostu znika – akurat wtedy, kiedy królewicz Amenhotep zostawał faraonem. Rzecz jasna, mógł po prostu umrzeć. Ale nie ma po tym żadnych śladów, choć istnieją one w stosunku do wielu mniej prominentnych ludzi z otoczenia króla (choćby Hekareszu i jego syna), a także poprzednich wicekrólów. Rzecz jasna po raz drugi: wicekról Amenhotep mógł umrzeć, a wszystkie inskrypcje i dobra grobowe zostały zniszczone lub też nie zostały jeszcze odnalezione. Niemniej wydaje się mało prawdopodobne, aby wicekról Kuszu mógł wyparować niczym Jeżow ze zdjęcia ze Stalinem.
Wszystko rozbija się o to, kiedy nasz Amenhotep przyszedł na świat. Owszem, spora część egipskiej tytulatury była czysto honorowa, wiele godności można by przyznać choćby i noworodkowi. Ale wiele stanowisk wiązało się z rzeczywistą władzą i takimiż obowiązkami. Wicekról Kuszu był jednym z tych stanowisk. Jeśli przyjmiemy późniejszą, i bardziej prawdopodobną, datę narodzin faraona Amenhotepa, nijak nie da się go identyfikować z wicekrólem Amenhotepem. Ale trzeba kolejny raz przypomnieć, że nasza rachuba lat jest niepewna. Na tę chwilę pytanie, czy mamy do czynienia z jednym Amenhotepem czy dwoma, pozostaje bez konkretnej odpowiedzi. I nic się w tej kwestii nie zmieni, dopóki któraś wyprawa archeologiczna nie dokona jakiegoś przełomowego odkrycia.
Droga na tron
Nic nie wskazuje, że Amenhotep miał jakieś problemy z odziedziczeniem tronu. A przecież mówimy o dziecku, do tego zrodzonym z pomniejszej żony faraona. Trudno sobie wyobrazić, żeby nikt nie spoglądał łakomym okiem na schedę po Totmesie IV. Poszlakę znajdujemy w kompleksie świątynnym w Karnaku, gdzie na ścianach przedstawiono drogę Amenhotepa na tron w sposób niepozostawiający wątpliwości, iż jest on prawowitym władcą Dwóch Krajów. Niemniej dzieła tego rodzaju to rzadkość. Z bodaj najsłynniejszym już się spotkaliśmy – w świątyni Hatszepsut w Ad‑Dajr al‑Bahri. Czyżby Amenhotep także odczuwał potrzebę przekonania poddanych, że ma prawo nosić korony Egiptu?
Możliwe, że rozegrała się gra o tron, o której po prostu nic nie wiemy. Bardziej prawdopodobne wydaje się jednak, iż ojciec (ciężko chory?) zdążył jeszcze ogłosić dworowi swój testament i zadbać o potężnych stronników dla syna, daleko potężniejszych niż Mutemuja, z którą tak naprawdę nikt by się nie liczył.
Kim oni byli? Guy de La Bédoyère ma bardzo ciekawą hipotezę. Jako człowieka, któremu Totmes powierzył przyklejenie małego Amenhotepa do stołka, wskazuje dworzanina imieniem Juja i jego żonę Czuju, którzy pomimo braku krwi królewskiej w żyłach zrobili w następnych latach wręcz oszałamiającą karierę. W momencie śmierci Totmesa IV Juja był prawdopodobnie zastępcą dowódcy rydwanów w armii faraona i królewskim koniuszym, ale oba stanowiska były raczej honorowe i nie wiązały się z faktyczną służbą na polu bitwy.
Możliwe również, że Totmes postanowił przyzwyczaić dwór do nowego faraona poprzez dzielenie władzy z synem. Sam ten mechanizm był Egipcjanom znany, ale niestety w tym konkretnym przypadku możemy opierać się jedynie na słabych poszlakach. Zalicza się do nich jeden z pierwszych projektów budowlanych Amenhotepa, zrealizowany w Nechebie (obecnie Al‑Kab) na południe od Memfis, dawnej stolicy państwa południowego w okresie przeddynastycznym. Totmes IV rozpoczął tam – a Amenhotep dokończył – budowę niewielkiej kaplicy z piaskowca, poświęconej kultowi znanej nam już bogini Nechbet, której imię najpewniej nieprzypadkowo brzmi podobnie do nazwy miasta. Kaplica ta ma szczególne znaczenie, gdyż na jej ścianach Amenhotep i Totmes IV są przedstawieni jako równorzędni władcy. To kolejna hipoteza mogąca wyjaśnić, dlaczego Amenhotep tak gładko odziedziczył władzę – po prostu już wcześniej dzierżył ją u boku ojca. Znany jest też grób (niezidentyfikowanego człowieka), w którym pokazano Totmesa IV i Amenhotepa wspólnie odbierającego trybut, jeden z północy, drugi z południa.
I tyle. Każdy może formułować własne wnioski, ale faktem jest, że w kwestii hipotetycznej współwładzy Amenhotepa i Totmesa IV nie można przesądzać ani w jedną, ani w drugą stronę. Nie możemy też stwierdzić, czy na pewno doszedł do władzy w sposób bezproblemowy, chociaż ta opcja jest zdecydowanie bardziej prawdopodobna niż przeciwna. Niemniej jesteśmy znów skazani na czekanie. Być może kiedyś archeolodzy znajdą jakieś inskrypcje rzucające nowe światło na sprawę. Do tego czasu możemy tylko spekulować i ważyć prawdopodobieństwa.
Pierwszym obowiązkiem nowego faraona było prowadzić obrzędy pogrzebowe poprzednika. Trwały one 70 dni, tyle bowiem minęło czasu między śmiercią i zmartwychwstaniem boga Ozyrysa. Nowy faraon wstępował w tym okresie w rolę najwyższego kapłana. Równolegle trwały przygotowania do koronacji. Musiała to być olśniewająca ceremonia, nawet jak na standardy XVIII dynastii. Już wcześniej zauważyliśmy, że faraonowie z tego okresu prychnęliby z politowaniem, gdyby Ludwik XIV lub ktoś jemu podobny oświadczył, że „państwo to ja”. Gdyby nieszczęsny Ludwik ośmielił się powiedzieć, że jest „królem słońce”, Amenhotep mógłby tylko ryknąć śmiechem. To tutaj, właśnie nad Nilem w XIV wieku przed naszą erą, gloryfikacja słońca jako źródła mocy i chwały, a więc i władzy faraońskiej, osiągnęła poziom trudny do ogarnięcia umysłem.
Nie znamy szczegółów koronacji Amenhotepa, wiemy tylko, że odbyła się późną wiosną lub latem w Tebach, a potem została prawdopodobnie symbolicznie powtórzona w Memfis. Ale to, co wiemy o koronacjach innych władców z tego okresu, pozwala nam uzyskać w miarę dokładny obraz ceremonii. Jedną z kluczowych ról odgrywał złoty posąg boga Amona zdobiony kamieniami szlachetnymi, niesiony ze świątyni w Karnaku w procesji na świętej łodzi wspartej na ramionach kapłanów. W blasku słońca musiał wyglądać iście bosko, ale prostym Egipcjanom nie było dane go ujrzeć. W toku procesji bóg był skryty na swojej łodzi w małej kapliczce. Sam młody król w tej samej procesji był rytualnie obmywany wodą z jednego ze świętych jezior.
Procesja zmierzała na południe, do świątyni wybudowanej za czasów Hatszepsut lub Totmesa III. Tam na nowego faraona czekały dwie korony. Pierwsza – czerwony czepiec z wysoką iglicą z tyłu i spiralną wypustką z przodu – nazywała się dšrt (‘Czerwona’) i była wręczana przez kapłanów reprezentujących ośrodki kultu Dolnego Egiptu. Druga miała formę białej tiary i nosiła nazwę ḥḏt (‘Biała’), a faraon otrzymywał ją z rąk kapłanów z Górnego Egiptu. Obie sporządzone były najpewniej z włókien roślinnych. Biała była wykonana tak, aby wsuwała się w obwód czerwonej. Razem tworzyły pꜣ-sḫm.ty (‘Dwie Potężne’, tradycyjnie: Pschent), czyli połączoną koronę państwa egipskiego. Dodatkowo nad czołem faraona widniał jꜥrt (lub z grecka: ureusz), czyli kobra wznosząca się do ataku, symbol władzy królewskiej i boskiej ochrony.

Horus jako sokół z Pschent na głowie.
(Rama, Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Francja)
Otrzymawszy pꜣ-sḫm.ty, Amenhotep złożył kapłanom obietnicę dbania o świątynie (co obejmowało budowę nowych) i ich dobrobyt. Następnie zdjął podwójną koronę i włożył inną – wysoki, obły, najpewniej płócienny czepiec w intensywnie niebieskim kolorze rozszerzający się ku tyłowi, noszący nazwę ḫprš (chepresz), i oczywiście również uświetniony kobrą nad czołem. W dawnej literaturze egiptologicznej nazywano tę koronę „wojenną”, ale ikonografia pokazuje faraonów w ḫprš w zupełnie niewojennych sytuacjach. Na przykład faraon Aj jest ukazany w tej koronie w toku obrzędów nad zwłokami Tutanchamona.
Ostatnim rodzajem korony, nad którym musimy się pochylić (choć nie ostatnim istniejącym), był nms (nemes). Słowo to określało po prostu rodzaj rytualnego płótna i przeniosło się na koronę mającą postać chusty w żółto-niebieskie pasy wiązanej na głowie, okrywającej kark i opadającej na pierś po obu stronach szyi. To bodaj najsłynniejsze egipskie nakrycie głowy, znamy je z Wielkiego Sfinksa w Gizie i ze złotej maski Tutanchamona.
W tym okresie każdy faraon miał aż pięć imion, które wzięte do kupy stanowiły coś na kształt programu władcy. Pierwszym było imię własne. U naszego bohatera w pełnej postaci brzmiało: imn-ḥtp ḥḳꜢ-wꜢst, ‘Amenhotep Władca Teb’ (w odróżnieniu od Amenhotepa II, który nosił przydomek ḥḳꜢ‑jwnw, czyli ‘Władca Heliopolis’). Następne było imię horusowe, przyjmowane przez władców już w czasach przed zjednoczeniem Górnego i Dolnego Egiptu. Imię horusowe Amenhotepa III miało postać: kꜢ‑nḫt-ḫꜤ-m-mꜢꜤt, ‘Potężny Byk Objawiający Się W Prawdzie’.
Trzecie imię faraona nazywało się po egipsku nbtj, co tradycyjnie przekłada się na polski jako imię Obu Pań. Chodzi tu o boginie Nechbet i Uadżet, opiekunki odpowiednio Górnego i Dolnego Egiptu. U Amenhotepa imię to brzmiało: smn-hpw sgrḥ-tꜢwi, ‘Ten, Który Ustanawia Prawa, Ten, Który Przynosi Pokój Obu Krajom. Następne było imię Złotego Horusa: ꜤꜢ‑ḫpš-hwi-sṯtiw, ‘Wielki W Męstwie, Pogromca Azjatów’. Wreszcie piąte imię to imię tronowe: nb-mꜢꜤt-rꜤ (nibmu’a’ri’a), ‘Re Jest Panem Prawdy’, w tradycyjnej transkrypcji: Neb-Maat-Re. Pod tym ostatnim faraon znany był poza granicami państwa, tak był nazywany w swoim otoczeniu, tak też zwracała się doń żona.
Egipcjanie byli słusznie dumni ze swojej zdolności zapisywania i odczytywania własnej historii. Niestety byli też specami od jej zamazywania i mitologizowania. Umiejętność czytania i pisania oczywiście nie była rozpowszechniona, ale była powszechnie szanowana, istniało wielu kapłanów i skrybów, można więc przypuszczać, że prosty Egipcjanin mógł poznać treść wyrytą w steli upamiętniającej, dajmy na to, kampanię wojenną tego czy innego faraona. Być może nawet odczytywanie inskrypcji na użytek niepiśmiennych rodaków było częścią obowiązków służbowych niektórych skrybów. To zaś, paradoksalnie, stwarza problem. Faraon po prostu nie mógł sobie pozwolić na to, aby poddani widzieli jego słabość.
Jest to przede wszystkim problem dla współczesnych historyków i archeologów, którzy z jednej strony wiedzą, że mają do czynienia z wypolerowaną wersję historii, mającą podkreślać wielkość faraonów i ich wiernych sług oraz miejsce Egiptu na samym szczycie geopolitycznej hierarchii, z drugiej zaś w wielu miejscach nie mają po prostu żadnych lepszych źródeł. Ale można sobie łatwo wyobrazić, że był to też problem dla młodego następcy tronu, który uczył się o przewybitnych dokonaniach dziadka, pradziadka, ich dziadków i poprzedników sprzed setek lat – i czuł, że musi im co najmniej dorównać.
Pierwsze lata
Amenhotep odziedziczył władzę nad najbogatszym państwem w całej dotychczasowej historii tej planety. Dla mieszkańca starożytnego świata ówczesny Egipt zdawałby się krainą mlekiem i miodem płynącą. Ale dla człowieka mającego szczęście żyć w XXI wieku we względnie zamożnym kraju północnej półkuli – ba, nawet dla przeciętnego mieszkańca współczesnego Egiptu, który plasuje się w trzeciej pięćdziesiątce krajów pod względem PKB per capita – byłoby to miejsce rodem z koszmarów. Guy de La Bédoyère pisze o XVIII dynastii:
[Jej] piękne czasy zbudowano w hierarchii z pozłacanymi królami na szczycie i zgruchotanymi ciałami robotników – w tym dzieci i brańców wojennych – na dnie. Królowie ci władali ludnością, w której większość umierała przed osiągnięciem 30. roku życia wskutek chorób i innych zagrożeń. Władcy sami byli młodzi. W XVIII dynastii zasiadali na tronie na ogół jako dzieci lub bardzo młodzi dorośli.
Aparat władzy trzymał ludność w przemożnym uścisku, z którego nie było ucieczki. Umowa społeczna u podstaw tego aparatu była prosta: lud wykonuje wolę faraona, ten zaś dba, aby świat nie pogrążył się w chaosie. Z tego z kolei wynikał duszący wręcz konserwatyzm państwa egipskiego, każda zmiana groziła bowiem zachwianiem kosmicznego porządku rzeczy. De La Bédoyère raz jeszcze:
kiedy pojawiały się innowacje, na ogół z zagranicy, używane były jedynie tak, aby przynieść korzyści trzymającym władzę, na przykład w postaci nowoczesnej techniki wojskowej czy przedmiotów luksusowych. […] muzyka i łowiectwo istniały jako rozrywka, ale przynależna głównie elitom, które pozostawiły obszerne zapisy o swoich żywotach w przeciwieństwie do ogromnej większości pozostałej części ludności. Ci drudzy są dziś w znacznej części niewidzialni poza zabytkami, nad którymi się mozolili, i odkrywanymi od czasu do czasu skromnymi grobami.
Aby dopełnić tego obrazu nędzy i rozpaczy, zacytujmy jeszcze Toby’ego Wilkinsona:
Na niewielką długość życia wpływ miały nie tylko ubóstwo i niedożywienie. W niehigienicznych warunkach panujących w egipskich miastach i wsiach szalały choroby przenoszone przez wodę i inne choroby zakaźne. Bilharcjoza, zapalenie wątroby, nitkowiec podskórny i ameboza [a także malaria – przyp. Ł.G.] były nieodłącznymi elementami życia codziennego. A nawet ci, którzy nie stracili życia po doświadczeniu tych przykrych dolegliwości, często kończyli oszpeceni lub niepełnosprawni. Szczególnie powszechne były wady wzroku, spowodowane przez chorobę lub uraz. […]
A jakby mało było niedoli spowodowanej chorobami i przedwczesnymi zgonami, warunki gospodarcze państwa egipskiego pospołu z jego strukturą utrzymywały większość zwykłych ludzi w stanie trwałego ubóstwa. Nawet w dobrym roku przeciętne gospodarstwo produkowało niewiele ponad minimum niezbędne do przeżycia. Gdyby rolnik mógł zachować cały plon dla własnej rodziny, być może wystarczyłoby akurat, żeby dało się żyć. Ale ponieważ cały Egipt był teoretycznie własnością Korony, za przywilej uprawiania ziemi faraona należało płacić podatki. Podobnie jak wszystkie rządy w historii władcy starożytnego Egiptu byli mistrzami w egzekwowaniu tych danin; używali sieci lokalnych urzędników, którzy zapobiegali uchylaniu się. Co więcej, w gospodarce przedpieniężnej podatki pobierano w postaci części płodów rolnych danego gospodarstwa, którą należało oddać, choćby się waliło i paliło. Kto nie mógł zapłacić, tego czekało więzienie – była to paskudnie nieprzyjemna perspektywa, toteż większość ludzi robiła, co w ich mocy, aby go uniknąć. […] Jedynym sposobem ucieczki przed przytłaczającym opodatkowaniem było zupełne porzucenie pracy na roli i życie banity na marginesie społeczeństwa. Im dłużej trwało Nowe Państwo, tym więcej ludzi decydowało się na ten desperacki krok. […]
Pogardzane przez wykształconą elitę rzesze egipskich robotników rolnych były wyzyskiwane, wyciskano z nich ostatnie soki, jednak to ich bezustanny i źle wynagradzany trud stanowił fundament dobrobytu kraju. Nie może być wątpliwości, że to ich pot i znój zbudował cywilizację faraońską, lecz ani faraonowie, ani ich doradcy nie raczyli tego dostrzegać ani brać pod uwagę.
Kiedy czyta się o faraonach, łatwo popaść w myślenie pokrywające się z tak zwaną teorią wielkiej jednostki i zapomnieć, że choćby taki Chufu nie zbudował swojej słynnej piramidy sam. To monumentalne zadanie wykonała rzesza robotników, którzy wprawdzie nie byli niewolnikami w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale przecież nie mogli kupić biletów na samolot i polecieć do Anglii pracować na jakiejś innej budowie. Niektórzy z tych robotników mogli nawet wieść ciekawe żywoty, ale nigdy ich nie poznamy.
Wiemy jednak, iż za Amenhotepa rzesze robotników miały pełne ręce roboty. Amenhotep już w pierwszym roku rządów nakazał rozszerzenie kamieniołomu w dzisiejszym Dajr al-Barsza, a następnie otworzył na nowo porzucony kamieniołom w Turze, skąd pozyskiwano piękny biały wapień już w czasach Sneferu, ojca Chufu.
Istnieją poszlaki wskazujące, że już w pierwszych latach panowania Amenhotep musiał ruszyć do walki w obronie swojego kraju. W delcie Nilu harcowała zbrojna banda, której trzeba było stawić czoła z bronią w ręku. Czy Amenhotep faktycznie walczył, czy może zapewniał swoim żołnierzom tylko wsparcie moralne – nie wiemy. Ponownie dużo zależy od tego, ile tak naprawdę miał lat. Przeciwnik prawdopodobnie był mało wymagający, nawet jeśli weźmiemy poprawkę na obowiązkowe w egipskich inskrypcjach umniejszanie tym, którzy ośmielili się stawić czoła faraonowi. Ten zaś, zgodnie z normami kulturowymi, musiał być przedstawiony jako praktycznie samodzielny pogromca nieprzyjaciela.
Tu na scenę wkracza kolejny Amenhotep, królewski skryba pochodzący z ḥw.t-tꜣ-ḥry-jb (Hut-Heri-Ib, gr. Athribis), miasteczka w delcie Nilu, gdzie jego ojciec, Hapu, służył jako kapłan w kulcie Horusa prawdopodobnie jeszcze za czasów faraona Amenhotepa II. Tradycyjnie w publikacjach ten Amenhotep jest nazywany „Amenhotepem, synem Hapu”, ale jesteśmy w Polsce – mieliśmy Świętopełka Mieszkowica czy Mieszka Bolesławowica, miejmy więc też Amenhotepa Hapuwica, bo dlaczego nie?
Amenhotep Hapuwic pojawił się na dworze Amenhotepa w samych początkach jego panowania i stał się jednym z najbardziej prominentnych Egipcjan niefaraonów w całej historii tego państwa, do tego stopnia, że po śmierci został wywyższony do godności boskiej. Historię jego życia – która zasługiwałaby na osobny artykuł – znamy głównie z autobiografii wyrytej na posągu umieszczonym w Karnaku.
Z tej inskrypcji dowiadujemy się między innymi o dwóch wyprawach wojennych (niewspominanych w innych źródłach), w których Amenhotep Hapuwic, mający wówczas już około 50 lat, sam rzekomo odegrał główną rolę. Pierwsza wymierzona była w piratów pustoszących deltę Nilu, druga zaś miała na celu odparcie nadciągających nomadów. Ale żeby się wgryźć w ten temat, musimy najpierw porozmawiać o owadach.
Skarabeusze
Chrząszcz skarabeusz (Scarabaeus sacer, nazwa polska: poświętnik czczony) pchający kulkę gnoju był w Egipcie zwierzęciem świętym. Jego praca symbolizowała wędrówkę słońca po nieboskłonie. W egipskiej mitologii był nawet bóg-skarabeusz Chepri. Amulety i inne drobne przedmioty, jak pierścienie, z motywem skarabeusza były jednymi z najpowszechniejszych wyrobów egipskich rzemieślników. Wykonywano je na ogół z kamienia lub ceramiki, a ich brzuchy były płaskie, tak aby dało się tam umieścić inskrypcje; wiele z nich wykorzystywano potem jako pieczęcie.
Szczególnym rodzajem skarabeusza był skarabeusz pamiątkowy, modny za XVIII dynastii, a zwłaszcza od czasów Hatszepsut. Jego wielkim miłośnikiem był właśnie Amenhotep. Cel wytwarzania pamiątkowych skarabeuszy był prosty: miały one być rozsyłane do najdalszych zakątków państwa egipskiego, a nawet poza jego granice, jak ulotki propagandowe czy biuletyny informacyjne, odczytywane przez tych, którzy umieli, tym, którzy nie umieli. Skarabeusze wytworzone w pierwszych latach panowania Amenhotepa stanowią nieocenione źródło wiedzy o tym okresie.
Na pierwszy rzut oka wyróżnia je rozmiar. Większość skarabeuszy miała długość poniżej 4 centymetrów, tymczasem te rzeźbione (głównie) ze steatytu na polecenie Amenhotepa miały wymiary nawet 11 na 9 centymetrów, stąd w piśmiennictwie przyjęło się nazywać je „dużymi skarabeuszami pamiątkowymi”. Dla porównania: Samsung Galaxy S21 ma wymiary 15 na 7 centymetrów. Miejsca na tekst na brzuchu chrząszcza było więc sporo.
60 lat temu holenderska egiptolożka Catharina Blankenberg-van Delden ustandaryzowała grupowanie skarabeuszy Amenhotepa w pięć zasadniczych serii i ta klasyfikacja obowiązuje po dziś dzień. Z pierwszej serii, pochodzącej z drugiego roku panowania Amenhotepa, do naszych czasów zachowało się pięć egzemplarzy, ale powstało ich z pewnością znacznie więcej. Tekst na brzuchu tych chrząszczy opowiada, jak Amenhotep na pokładzie królewskiej barki wyruszył, aby zapolować na stado byków pustoszące okolice dzisiejszego Wadi an‑Natrun, na północny zachód od Memfis. Stado, liczące 170 sztuk, zapędzono do rowu lub wąwozu, gdzie faraon własnoręcznie zabił jedną trzecią z nich.
Brzmi znajomo? Powinno. Kozloff sugeruje, że inskrypcje o polowaniach na byki miały w istocie wymiar metaforyczny, który nam trudno instynktownie zrozumieć, ale który byłby jasny dla poddanych Amenhotepa. Należy przede wszystkim zwrócić uwagę, że tekst mówi konkretnie o bykach. Żadnych krów i cieląt? Poza tym byk to tylko byk. Owszem, dwie setki rozjuszonych byków mogą wyrządzić ogromne szkody, ale czy do tego naprawdę trzeba by ściągać armię? Natomiast dwie setki piratów to już problem wymagający pilnej interwencji.
Druga seria skarabeuszy, pochodząca z pierwszych dziesięciu lat opowiada z kolei o polowaniach na lwy, niestety bez wskazania lokalizacji. Zachowało się ponad 120 sztuk, z których część podaje, że w ciągu tej dekady faraon zabił 102 lwy, a część – że 110. I w tym wypadku według Kozloff konieczne może być odczytanie metaforyczne, a rzekome lwy były w istocie bandami rabusiów lub migrującymi plemionami. Dodatkową poszlaką jest okres pierwszych dziesięciu lat panowania. W dziesiątym roku Amenhotep pojął za żonę Giluhepę, księżniczkę Mitanni, państwa graniczącego z posiadłościami egipskimi od północy (leżącego na obszarze dzisiejszej północnej Syrii i południowej Turcji). Czyżby ślub wiązał się z sojuszem, który przyniósł uspokojenie na granicy? Właśnie Giluhepie poświęcona jest jedna z serii skarabeuszy. O tej i pozostałych dwóch seriach opowiemy niżej.
Amenhotep zakłada rodzinę
Jak już widzieliśmy, istnieją poszlaki sugerujące, że za osadzenie Amenhotepa na tronie po śmierci ojca odpowiadał królewski koniuszy Tuja wraz z żoną Czuju (co być może było zdrobnieniem od imienia Ahhotep). Skąd jednak wziął się na dworze sam Tuja – nie wiemy. Pochodził z Górnego Egiptu, z miasta Ipu (obecnie Achmim), gdzie był kapłanem boga płodności Mina i z pewnością posiadał znaczny majątek, ale z faraonem nie łączyły go żadne więzy krwi. Czuju z kolei piastowała prominentne stanowiska na pograniczu świata religii i rozrywki.
Możliwe również, że Mutemuja i Juja byli rodzeństwem, ale jest to hipoteza formułowana wstecz. To znaczy: nie ma żadnych dowodów świadczących o takim pokrewieństwie, ale skoro Juja miał się opiekować synem Mutemui, to musiało istnieć między nimi jakieś pokrewieństwo. Tyle że oczywiście nie musiało, Juja mógł się podjąć tego zadania dla korzyści politycznych czy nawet z poczucia obowiązku wobec umierającego władcy. Istnieją także mgliste poszlaki wskazujące na to, że Mutemuja i Juja pochodzili z Azji lub z Nubii. Nawet tego nie da się potwierdzić, ale jeżeli faktycznie tak było, to już sam ten fakt mógł wystarczyć jako osobista więź, nie potrzeba od razu spekulować o rodzeństwie.
Nie ma też dowodów na objęcie przez Mutemuję stanowiska regentki, wiemy tylko, że przez pewien czas stała u boku syna jako wielka małżonka. Nie zagrzała jednak długo miejsca. W drugim roku panowania młody faraon poślubił dziewczynkę, która stała się jedną z najpotężniejszych małżonek królewskich w całej historii Egiptu. Miała na imię Teje (lub Tiji), a jej rodzicami byli Juja i Czuju.

Czuju i Juja, maski mumijne.
(Marie Thérèse Hébert & Jean Robert Thibault, Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic)
Egipt miał rozbudowaną biurokrację, w której – za czasów Amenhotepa – jego teść odgrywał prominentną rolę. Z dzisiejszej perspektywy trudno wywnioskować, za co tak naprawdę odpowiadał w ramach całego bukietu piastowanych urzędów. Ich nazwy w języku egipskim są po prostu zanadto symboliczne. Jeden z jego bardziej zrozumiałych tytułów brzmiał: „ojciec boga”, co miało oznaczać, iż jej po prostu teściem (boskiego) faraona. Inne z jego stanowisk moglibyśmy przetłumaczyć – czerpiąc z historii naszego kraju – jako: kanclerz wielki koronny. Ale czy był to faktyczny urząd z faktyczną kontrolą nad pieczęcią faraona i jego „kancelarią” czy tylko godność honorowa? Na dwoje babka wróżyła. Niemniej lista godności Jui (z których część była najpewniej dziedziczona) jest tak długa, że po prostu niemożliwe jest, aby jeden człowiek, choćby i z armią podwładnych, odpowiadał za wszystkie te sprawy. Wniosek musi być tylko jeden: większość jego stanowisk była czysto honorowa i stanowiła sposób, w jaki Amenhotep wyrażał szacunek wobec teścia i, być może, wdzięczność za osadzenie na tronie. Niewykluczone, że Juja nie wykonywał w ogóle żadnej pracy w machinie administracyjnej państwa, że wszystkie te tytuły były jedynie pazłotkiem mającym łechtać jego próżność, tymczasem jego prawdziwa władza przejawiała się w dostępie do ucha faraona (i jego żony).
Jedyne znane dziecko Jui i Czuju, poza samą Teje, to syn Anen, który również wspiął się wysoko po szczeblach kariery – został drugim prorokiem Amona i pałacowym astronomem, piastował też wysokie stanowisko w kulcie Re. Niektórzy badacze twierdzą również, że dzieckiem Jui i Czuju był Aj, prominentny dworzanin za czasów Echnatona i Tutanchamona, a po śmierci tego drugiego – faraon. Juja zmarł pewnie po sześćdziesiątce, około roku 1374, a jego mumia wskazuje, że pod koniec życia doskwierała mu poważna kifoskolioza i na pewno trudno mu było się poruszać. Wiemy, że oboje byli zakażeni malarią, ale nie wiadomo, czy to ta choroba doprowadziła do ich śmierci. Pochowano ich w Dolinie Królów, więc nie popadli w niełaskę u zięcia, ale jednak spoczęli razem w kiepsko wykonanym grobie, toteż można zakładać, że faktycznie zmarli nagle.
Niestety w opisaniu, jak dokładnie wyglądała sytuacja ożenku Amenhotepa z Teje, ponownie na przeszkodzie stają nam trudności z ustaleniem, kiedy faraon się urodził. Czy około 1411 czy raczej około 1401? Dziesięć lat to spora różnica, gdybyśmy mówili o parze dorosłych, ale kiedy mowa o dzieciach, jest wręcz kolosalna. Ślub w drugim roku panowania staje się jednak kolejnym argumentem za datą późniejszą. Autor niniejszego artykułu przychyla się do hipotezy, iż Amenhotep przyszedł na świat około roku 1401, wstąpił na tron w okresie 1391–1388 i ożenił się z Teje jako mniej więcej jedenastolatek. Sama Teje miała około dziewięciu lat.
Czy państwo (bardzo) młodzi znali się przed ślubem? Nie wiadomo, ale najpewniej tak. Teje mogła nawet być jedną z „piękności” w jpt faraona. Jak wyglądało wesele? Nie mamy najbledszego pojęcia, ale dostępne szczątki informacji sugerują, że trwało siedem dni.
Trzecia z pięciu serii skarabeuszy pamiątkowych Amenhotepa określana jest jako „skarabeusze małżeńskie” lub „skarabeusze graniczne”. Faraon ogłasza na nich, że jego wielką małżonką jest Teje, córka Jui i Czuju, a jego królestwo rozciąga się od Karoj na południu do Naharin (czyli Mitanni) na północy. Niestety jest to jedyna seria, w której nie określono żadnej daty. Niektórzy badacze spekulują, że skarabeusze te wyprodukowano z okazji ślubu. Inni skłaniają się ku hipotezie, że ta seria powstała dużo później, a kluczową na nich informacją nie jest ta o Teje, lecz kategoryczne określenie ziem, nad którymi rozciąga panuje Amenhotep. Jeśli faktycznie poślubił Teje za życia ojca, miałoby to sens, musiałby bowiem określić datę ślubu wedle lat panowania Totmesa IV i automatycznie skupić na nim część uwagi. Ale z tego samego powodu tym bardziej zdumiewające jest to, że faraon kazał umieścić tam imiona teściów. Skądinąd skarabeusze o polowaniach na lwy i byki także wspominają o Teje, ale o jej rodzicach – nie.
Amenhotep powiększa rodzinę
W pierwszej dekadzie panowania Amenhotepa Teje miała już kilkoro dzieci. Najstarszy syn otrzymał imię Totmes, następnie urodził się Amenhotep. W kolejnych latach przyszły na świat córki Sitamon (‘Córka Amona’), Iset (‘Izyda’), Henutaneb (‘Pani Wszystkich Krain’), Nebeta (‘Pani Pałacu’) i być może Beketaton (‘Służebnica Atona’, co jest imieniem przyjętym już po rewolucji Echnatona)5. Być może Teje od samego początku miała zagwarantowaną pozycję wielkiej małżonki na mocy umowy Totmesa IV z Jują, ale być może jej awans stał się możliwy dzięki temu, że szybko dała mężowi następcę tronu i zapasowego królewicza.
Jak już widzieliśmy, w dziesiątym roku panowania Amenhotep pojął za żonę Giluhepę (lub Kirgipę), córkę króla Mitanni Szuttarny II i siostrę Tuszratty. Treść jednego z tak zwanych listów amarneńskich – archiwum korespondencji władców Egiptu i okolicznych państw odkrytego w Amarnie, dawnej stolicy Echnatona (to także temat na inny artykuł) – sugeruje, że Amenhotep długo starał się o jej rękę. Trudno się dziwić, Szuttarna miał w pamięci, że jeszcze nie tak dawno jego królestwo zebrało od Egipcjan srogie manto, i mógł po prostu nie chcieć mieć z nimi do czynienia. A może po prostu umiał się targować i rozumiał, że Amenhotepowi zależało na zawarciu sojuszu, który ustabilizowałby północne pogranicze.
Czwarta seria skarabeuszy poświęcona jest właśnie przybyciu Giluhepy do Egiptu. Treść ponownie zaczyna się od wymienienia imion faraona, następnie zaś – Teje oraz ich rodziców. Po wstępie dowiadujemy się, że do Amenhotepa dotarł „skarb”, córka księcia Naharin Szuttarny, Giluhepa, wraz 317 kobietami stanowiącymi jej harem (i z pewnością z ogromnym posagiem). Kozloff sądzi, że uwzględnienie Jui i Czuju miało dawać do zrozumienia, iż nie tylko ich córka, ale także oni sami są wyżej w dworskiej hierarchii, przyjmują bowiem Giluhepę jako gospodarze na równi z faraonem. Wiemy, że Amenhotep zapewnił nowej żonie własny pałac i dwór, ale pod względem politycznym jej wpływy pozostały minimalne, przynajmniej w porównaniu z Teje.
Możliwe, że Szuttarna zgodził się na to małżeństwo, ponieważ i on potrzebował teraz czegoś konkretnego od władcy Egiptu. Z wysłanego lata później listu Tuszratty do Amenhotepa dowiadujemy się, że w 11. roku panowania tego drugiego Egipt i Mitanni razem – i z powodzeniem – walczyły przeciwko Hetytom w obronie ziemi mitannijskiej. Czy Giluhepa była zapłatą za pomoc w spodziewanej wojnie? A może była to tradycyjna forma odnawiania sojuszy? Swoje córki wysłali do Egiptu nie tylko Szuttarna i Tuszratta, ale także ojciec tego pierwszego Artatama. Dziewczyna ta, której imienia nie znamy, została oddana Totmesowi IV.
Amenhotep najwyraźniej dbał, aby Teje nie odniosła wrażenia, iż jej pozycja jest zagrożona. Piąta i ostatnia seria skarabeuszy pamiątkowych informuje nas, że w 11. roku panowania, pierwszego dnia trzeciego miesiąca pory Achet (pierwsza połowa września), faraon nakazał wybudowanie dla swojej ḥmt-nswt-wrt sztucznego jeziora w jej rodzinnym mieście. Jezioro miało wymiary 3700 na 700 kubitów, czyli mniej więcej 1900 na 360 metrów, a prace dobiegły końca już 16. dnia tego samego miesiąca, co sugeruje, że przygotowania czyniono już dużo wcześniej lub też po prostu doprowadzono wodę z Nilu do istniejącego zagłębienia. Faraon przybył na uroczyste otwarcie na pokładzie królewskiej barki o mało wyszukanym imieniu jtn-ṯḥn, czyli Olśniewająca Tarcza Słoneczna. W praktyce barka nosiła imię na cześć właściciela, gdyż Amenhotep szybko polubił określanie tymi słowami siebie samego. Według Kozloff imię barki miało porównywać drogę słońca po nieboskłonie do podróży władcy po Nilu. Niebawem zobaczymy tę nazwę po raz kolejny w innym kontekście.
Amenhotep na krańcu świata
W piątym roku panowania Amenhotepa – prawdopodobnie latem – do Memfis, gdzie przebywał wówczas faraon, nadeszły wieści o nubijskim powstaniu, na którego czele stanął niejaki Icheny Samochwała6. Nie było rady, należało zebrać wojsko. Zadanie to zostało powierzone Amenhotepowi Hapuwicowi (a przynajmniej sam tak twierdził) i zarządcy Memfis Neferhabefowi. Spośród oficjeli zaangażowanych w tę wyprawę znamy z imienia także Nebamona, chorążego świętej barki boga Amona, i Horemheba, nadzorcę wszech skrybów wojska.
Armia egipska w tamtych czasach składała się – w różnych proporcjach – z żołnierzy zawodowych, poborowych i nubijskich najemników. Pod względem liczebnym ogromną większość stanowiła piechota, wśród której elitarne pododdziały nazywano „pięknościami” (tak samo jak kobiety z królewskiego haremu), a wśród nich najwyżej plasowali się łucznicy uzbrojeni w kompozytowe łuki. Drugi komponent stanowiły rydwany, obsadzane przez dwuosobowe załogi i ciągnięte przez konie sprowadzane z Azji i ich potomstwo. Za zaopatrzenie odpowiadały dwie główne zbrojownie: północna w Memfis i południowa w Karnaku. Wojsko starożytnego Egiptu to kolejny temat na inny artykuł (który kiedyś napiszemy, ale nieprędko).
Amenhotep zapisał relację z tej kampanii na steli, która zachowała się w pobliżu Asuanu, a także na innych inskrypcjach rozmieszczonych między Tebami a trzecią kataraktą. Zapewne niedaleko na południe od tego miejsca, w pobliżu znanego nam już Tombos, działał Icheny Samochwała. Tam też doszło do bitwy, w której Egipcjanie, rzecz jasna, odnieśli druzgocący tryumf. Inaczej byłoby nie po faraońsku. Sam Amenhotep, jeśli wierzyć jego słowom, walczył na pierwszej linii. Oprócz wielkiej liczby zabitych Egipcjanie wzięli też 30 tysięcy jeńców, z których część puścili wolno, gdyż w przeciwnym razie cały lud Kuszu mógłby po prostu wyginąć. Do tej kwestii jeszcze wrócimy.
Po tym zwycięstwie Amenhotep nie wrócił do siebie, ale ruszył dalej na południe – do Miw, miejsca uznawanego za najdalszą granicę egipskiego imperium. Dziś jest to Hagar al-Merwa opodal Abu Hamad, w miejscu, gdzie Nil – między czwartą a piątą kataraktą – skręca na południowy zachód. To ponad pół tysiąca kilometrów na północ od dzisiejszego Chartumu. Nie mamy jednak dowodów na obecność Amenhotepa w tamtej okolicy. W przeciwieństwie do Totmesa I i Totmesa III nie pozostawił tam żadnych inskrypcji.
Tym bardziej nie mamy dowodów, że – jak ogłaszał na steli ustawionej w Tebach – dotarł do miejsca o nazwie Fontanny Horusa, gdzie ustawił jakiś pomnik. W gruncie rzeczy nie wiemy nawet, gdzie należałoby go szukać, choć z kontekstu wynika, że jeszcze dalej na południe od Miw. Możliwe zresztą, że to tylko symboliczne określenie, takie „na końcu świata”. Jeśli jednak mowa o prawdziwym miejscu, Kozloff wysuwa przypuszczenie, za sugestią specjalisty od tematyki nubijskiej Dereka Welsby’ego, że chodzi o sam środek pustyni Bajuda, na południe od Abu Hamad, mniej więcej na wysokości miejsca, w którym za kilkaset lat miało powstać Meroe, stolica państwa kuszyckiego.
Kampania, od wyruszenia do powrotu, trwała około dwóch miesięcy. Amenhotep wrócił ze złotem i niewolnikami. Kruszec szybko posłużył do sfinansowania budowy nowego pylonu (monumentalnej bramy) w kompleksie świątynnym Amona‑Re w Karnaku. W czasach świetności pylon był bogato zdobiony zlotem, turkusem, lapis lazuli i drogimi kamieniami, a podłoga była wyłożona srebrem. Aby zrobić miejsce, Amenhotep zniszczył portyk na dziedzińcu Totmesa II, portyk, którego budowę zaczął Totmes IV, a zakończył tenże sam Amenhotep ledwie kilka lat wcześniej. Obecnie pylon ten nosi numer 3 (z dziesięciu), licząc od Nilu. Pylon 2 został wzniesiony za czasów Horemheba pod koniec XVIII dynastii, a pylon 1, najbliższy rzeki, dopiero przez Nektanebo I w latach 70. IV wieku (XXX dynastia).
Większe bogactwo Egiptu widać także na malowidłach z tego okresu, pokazujących bogatsze ubiory, wymagające większej ilości tkaniny, większe peruki i bardziej wyszukaną biżuterię (pojawiły się na przykład kolczyki w uszach mężczyzn, choć sam faraon najwyraźniej nigdy się na taką ozdobę nie zdecydował). Kampania kuszycka okazała się wyjątkowo dochodowym przedsięwzięciem.
Świątynia Milionów Lat
Wprawdzie każdy faraon, jeśli tylko pozwalała mu na to sytuacja i zawartość portfela, lubił stawiać piękne budowle, ale Amenhotep, korzystając ze stabilności i dobrobytu wypracowanych przez poprzedników, wyznaczył w tym zakresie nowe standardy przepychu niewidziane bodaj od czasów czwartej dynastii. Najlepszym przejawem idei przyświecającej (nomen omen) jego programowi budowlanemu jest pałac w Karnaku, który nazwał na swoją cześć, używając imienia tronowego: Neb-Maat-Re Jest Olśniewającą Tarczą Słoneczną.
Również w Karnaku w pierwszych latach panowania Amenhotep dokończył świątynię, którą poświęcił bogini prawdy, prawa i porządku Maat pod wezwaniem Objawiająca Się w Prawdzie (co z kolei nawiązywało do jego imienia horusowego). Na ozdobienie stosunkowo małego budynku zużyto 2,8 tony elektrum, 2,3 tony złota, 400 kilogramów miedzi, ćwierć tony brązu, 1,3 tony lapis lazuli, ponad 150 kilogramów karneolu i blisko 100 kilogramów turkusu. Świątynia musiała być pełna przepychu, gdyż stanowiła dom dla fizycznego wyobrażenia Amona-Re, ale takie bogactwo pożądane było we wszystkich budowlach.
W myśl tej filozofii Amenhotep rozpoczął w Tebach, na zachodnim brzegu Nilu (w tak zwanym mieście umarłych), jedno ze swoich największych przedsięwzięć: Świątynię Milionów Lat. Była to stosownie pompatyczna nazwa dla świątyni grobowej. Ta stworzona dla Króla Słońce była największa w nekropolii tebańskiej, większa nawet niż odległa o dwa kilometry świątynia Hatszepsut w Ad‑Dajr al‑Bahri. Budowlę wykonano z białego piaskowca i cegły suszonej, a następnie ozdobiono złotem, srebrem i elektrum oraz wypełniono posągami z granitu i kwarcytu. Jej głównym architektem był nasz stary znajomy – Amenhotep Hapuwic.
Niestety, historia uczy nas, że im bardziej coś ma być niezniszczalne (lub niezatapialne), tym bardziej prawdopodobne jest, że złośliwy zadziała na przekór. Świątynia Milionów Lat nie przetrwała nawet tysiąca. Częściowo została zburzona już przez władców XIX dynastii, którzy przywłaszczyli sobie budulec i posągi do własnych projektów. Gdzieś w następnych dwóch stuleciach została spustoszona przez trzęsienie ziemi. Dochodziło też do powodzi, absolutnie zgubnych dla cegły suszonej. Dzieła zniszczenia dopełniła przyziemna działalność ludzka: rolnictwo, nowe budynki, wytyczanie nowych dróg. W czasach Ptolemeuszów nie zasługiwała już nawet na miano ruiny. Jedyną rzucającą się w oczy pozostałością była para 18‑metrowych posągów znana jako Kolosy Memnona, wykonanych w późniejszym okresie władzy Amenhotepa7. Obecnie jest to fascynujące stanowisko archeologiczne, gdzie szczególnie wartościowych odkryć (w tym kolejnych wielkich posągów) dokonała niemiecka archeolożka Hourig Sourouzian. Wciąż trwające prace sprawiły, że znaczna część fundamentów jest już dobrze widoczna i pozwala wyrobić sobie zdanie o kształcie i rozmiarze kompleksu.

Kolosy Memnona, zdjęcie z 2025 roku. Pierwotnie były pomalowane tak, że z oddali wyglądały jak żywe.
( ولاء, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)
Świątynia grobowa to jednak tylko jedna część przygotowań do przyszłego życia, ta bardziej eksponowana. Pozostawała druga, czyli właściwy grobowiec, w którym mogłoby spocząć zmumifikowane ciało władcy wraz ze wszystkimi przedmiotami potrzebnymi mu w nowym życiu. Piramidy w Gizie, owszem, są imponujące, ale zupełnie się nie nadawały na miejsce wiecznego spoczynku. Wręcz przeciwnie – działały na rabusiów jak płachta na byka. Zostały do szczętu oszabrowane najpewniej już w chaosie pierwszego okresu przejściowego, mniej więcej 400 lat po śmierci Chufu, a mumie zostały zniszczone. W kolejnych wiekach wykorzystywano je ponownie jako miejsce pochówku i ponownie wszystko padło łupem rabusiów.
Ten fakt skłonił Totmesa I do wyznaczenia zupełnie nowej nekropolii dla władców i ich najbliższych krewnych i zauszników. Tak powstała Dolina Królów. W jej skałach wykuwano królewskie groby przez kolejne cztery wieki. Ostatecznie i one nie oparły się hienom cmentarnym, ale w czasach Amenhotepa dolina (a właściwie dwie połączone doliny, wschodnia i zachodnia) były jeszcze dobrze strzeżone, a po robotnikach, którzy budowali grobowce, można było oczekiwać względnej dyskrecji. Właśnie za czasów Amenhotepa na dobre wykrystalizowała się kasta elitarnych zawodowych rzemieślników zamieszkujących osadę znaną dziś jako Ad‑Dajr al‑Madina. Istniała wśród nich ścisła specjalizacja: kto inny przygotowywał ściany, a kto inny nakładał na nie gips. Potem kto inny nanosił kontury malunków, a kto inny wypełniał je barwą. W większości przypadków fach przechodził z ojca na syna. Robotnicy ci zaliczali się do najbardziej szanowanych i najlepiej opłacanych w Egipcie, wielu umiało też czytać i pisać. Niektórym w dowód uznania zezwalano na przygotowanie własnych grobów w nekropolii tebańskiej. Ich umiejętności były praktycznie niezastąpione. Nic więc dziwnego, że to właśnie tu, około roku 1170, doszło do pierwszego znanego w historii świata strajku.
W tym momencie, niejako na marginesie, wypada zacytować Barbarę Mertz:
Egipcjanie nie mieli spisanego zbioru praw. Inne ludy Bliskiego Wschodu miały. Kodeks Hammurabiego to najsłynniejszy przykład, ale istnieją też wcześniejsze z tego samego regionu. Być może nie należy się dziwić, że – o ile nam dobrze wiadomo – Egipcjanie nigdy nie opracowali formalnego, skodyfikowanego prawa, skoro przecież osąd boga-króla i jego przedstawicieli z definicji wywodził się wprost z niebios.
Lata ciemne
Mediewaliści słusznie się oburzają na określenie „wieki ciemne”, mające się odnosić do rzekomej ciemnoty kilku stuleci bezpośrednio po upadku cesarstwa zachodniorzymskiego i ich równie rzekomego „milczenia” w źródłach. Egiptolodzy nie oburzą się jednak na stwierdzenie, iż znaczna część drugiej dekady rządów Amenhotepa jest skryta w mroku. Oczywiście brak źródeł opisujących długie okresy egipskiej historii to normalna sprawa i w przypadku innych faraonów nie byłoby tu nic dziwnego. Ale kiedy mówimy o Amenhotepie III, którego czasy są tak „głośne” w materiale archeologicznym i który tak drobiazgowo zapisywał historię swych pierwszych lat na tronie, praktyczny brak źródeł dla lat 12–19 jego panowania musi dziwić. Ale jak ujmuje to Barbara Mertz, „Egipcjanie cierpieli jakby na oficjalną amnezję w odniesieniu do nieprzyjemnych faktów”.
W tym momencie historyk musi się przedzierzgnąć w detektywa, który składa możliwie najdokładniejszy obraz z dostępnych poszlak. Co więc mamy do dyspozycji? Przede wszystkim nic nie wskazuje na to, aby kraj był ogarnięty wojną – czy to domową, czy wskutek inwazji z zewnątrz. Przede wszystkim nawet gdyby kraj stanął w obliczu ostatecznej klęski – o czym Egipcjanie woleliby nie wspominać – to przecież przetrwał. A wyparcie hipotetycznych najeźdźców (casus Hyksosów) czy też zduszenie rebeliantów byłoby powodem do dumy i pojawiłoby się w inskrypcjach z kolejnych lat panowania Amenhotepa.
Rzecz jasna, możliwe, że nie działo się nic ciekawego, a inskrypcje z lat ciemnych istnieją i nawet jest ich dużo, tylko po prostu nikt ich jeszcze nie odkrył. Nie można tego stuprocentowo wykluczyć, ale jest to skrajnie nieprawdopodobne. Skoro znaleźliśmy tyle informacji z pierwszych lat rządów Amenhotepa, a także z lat od roku 20. wzwyż, nie da się wyjaśnić, dlaczego akurat z lat 12–19 nie mamy niczego. Chyba że ktoś te inskrypcje ukrył lub zniszczył, ale jeśli tak, to wracamy do punktu wyjścia, tyle że z innym pytaniem: dlaczego ktoś je ukrył lub zniszczył?
Arielle Kozloff wskazuje również na zwolnienie tebańskich kobiet z niektórych podatków, co nastąpiło w ramach obchodów święta Sed w 30. roku panowania Amenhotepa. Czyżby chodziło o zachętę do rodzenia dzieci i uzupełnienia braków w populacji?
Coś musiało się stać. Ale co? Pewną wskazówkę podsuwa nam tekst autobiograficzny Amenhotepa Hapuwica, w którym autor daje do zrozumienia, iż faraon powierzył mu zapełnienie wakatów kapłańskich w kulcie Amona. Dlaczego? Co takiego się stało, że kapłanów zabrakło do tego stopnia, iż król musiał powierzyć odtworzenie ich szeregów jednemu ze swoich najbliższych współpracowników? Jak na złość inskrypcja Hapuwica zawiera miejsce na określenie przyczyny czy wydarzenia, ale tego kluczowego słowa brakuje. Kozloff zwraca uwagę, że jeśli brakującym słowem jest określenie jakiejś tragedii, usunięcie tegoż słowa w magiczny sposób odbierało mu moc.
Skoro nie wojna, to może jakiś kataklizm wywołany siłami natury? Na przykład trzęsienie ziemi. Zdarzają się one w Egipcie względnie często. Duże trzęsienie ziemi mogło doprowadzić do zawalenia się świątyni i śmierci wielu kapłanów praktycznie z minuty na minutę.
Ale mówimy o ośmiu latach. Owszem, zniszczenia spowodowane najpierw przez wstrząsy, a następnie pożary i powodzie – typowe następstwa takich kataklizmów – mogły spowodować długotrwały paraliż państwa. Jest to jednak mało prawdopodobne. Zabrzmi to protekcjonalnie, ale starożytny Egipt nie był na tyle zaawansowany technicznie. Nie było rurociągów ani linii telefonicznych do odtworzenia, odbudowa domów mieszkalnych nie stwarzałaby wyzwania, a łączność między nomami (prowincjami) tak czy inaczej odbywałaby się po Nilu. A choćby i całe Teby legły w gruzach, dwór mógłby się przenieść do Memfis czy innego ocalałego miasta.
Oczywiście skutki ogromnego trzęsienia ziemi mogłyby być odczuwalne przez kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, to akurat nietrudno sobie wyobrazić. Ale całkowita cisza w inskrypcjach stwarza wrażenie, jakby całe państwo kolektywnie skuliło się, zarzuciło płaszcz na głowę i ramiona, i czekało, aż najgorsze – cokolwiek by to było – przeminie.
Najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest epidemia. Kolejnej poszlaki dostarcza nam Echnaton, następca Amenhotepa, który w liście do króla Babilonii Burna-Buriasza II przyznał, że jedna z żon jego ojca zmarła na jakąś zarazę. Z kolei w czasach Tutanchamona król hetycki Mursili II skomponował modlitwę-lament, w której uskarża się na zarazę pustoszącą jego kraj. Wiemy również o epidemii na Cyprze, która zakłóciła dostawy miedzi z wyspy (łacińska nazwa tego metalu, cuprum, pochodzi właśnie od nazwy Cypru). Nie wiemy niestety, kiedy to się stało, ale za czasów Amenhotepa faktycznie widać wyraźny spadek produkcji przedmiotów z brązu (czyli stopu miedzi z cyną).
Fascynującą poszlakę otrzymujemy od Manethona, kapłana-historyka, któremu zawdzięczamy przede wszystkim stosowany do dziś podział historii Egiptu na dynastie (a także zgrecczone imiona faraonów). W dziele Aegyptiaca, czy ściślej: we fragmencie znanym nam dzięki Józefowi Flawiuszowi, Manethon pisze, iż faraon Amenofis i jego imiennik, Amenofis, syn Paapisa, rozmawiali o oczyszczeniu kraju z trędowatych i innych nieczystych, i o zesłaniu 80 tysięcy chorych – wśród których byli także kapłani – do kamieniołomów na wschód od Nilu. Kozloff sugeruje, iż może to być ślad po zachowanym w zbiorowej pamięci, i zniekształconym na przestrzeni tysiąca lat, prawdziwym wydarzeniu.
Ale najmocniejszą poszlaką, prawie że dowodem, jest wzmożona produkcja posągów lwiogłowej bogini od chorób i wojny Sechmet (sḫmt, ‘Potężna’) w tym właśnie okresie. Jako się rzekło, prawie na pewno nie było wówczas żadnej wojny. A jednak powstało więcej jej figur niż faraona i wszystkich innych bogów razem wziętych. Na wielu widnieją też inskrypcje wymieniające nieznane miejscowości – czyżby spustoszone przez zarazę i porzucone?

Posąg Sechmet wykonany z granodiorytu, zbiory Muzeum Narodowego w Warszawie.
(Artinpl via Wikimedia Commons)
A jeśli zaraza, to jaka? Jak już widzieliśmy, chorób nad Nilem nie brakowało, ale najbardziej prawdopodobną kandydatką wydaje się dżuma dymienicza, ze względu na wysoką śmiertelność i szybkość, z jaką może się roznosić. Być może egipskie miasta doświadczyły tej samej apokalipsy co miasta średniowiecznej Europy. Badania utrudnia fakt, iż pałeczki dżumy (Yersinia pestis) łatwo ulegają rozkładowi, więc choć mamy pewność, że dżuma istniała w Egipcie już dużo wcześniej, nie udało się na razie odnaleźć bakterii w zwłokach osób zmarłych w tym okresie.
Dwór Amenhotepa przerwał milczenie dopiero w drugim miesiącu pory Achmet w 20. roku panowania. Wtedy właśnie królewski posłaniec, skryba Chaemhet, udał się z Memfis do Karnaku, gdzie ogłosił niejakiemu Nebnuferowi, iż ten został, jako następca własnego ojca, mianowany mierniczym w spichlerzu w Karnaku. Ceremonia objęcia stanowiska miała najwyraźniej wysoką rangę, wzięło w niej udział czterech proroków Amona (drugim prorokiem był Anen, brat Teje).
Synowie
Być może jedną z ofiar zarazy – jeśli faktycznie jakaś szalała wówczas w Egipcie – był Totmes, najstarszy syn Amenhotepa. Jak już widzieliśmy, trudno spotkać egipskich królewiczów w inskrypcjach, dzięki temu ich ojcowie mieli do pewnego stopnia wolną rękę w wyborze następcy. Totmes nie jest tu wyjątkiem, zachowała się po nim ledwie garstka śladów. Ale bez wątpienia był przygotowywany do przejęcia schedy. Nosił oficjalny tytuł następcy tronu, służył też jako zarządca proroków Dolnego i Górnego Egiptu, arcykapłan Ptaha w Memfis i sem-kapłan (to znaczy odpowiedzialny za ceremonie pogrzebowe).
Ale bardziej prawdopodobna hipoteza zakłada, iż młody Totmes zmarł około 30. roku panowania ojca, być może nawet w trakcie obchodów jubileuszu. Jego grobu nigdy nie odnaleziono. Znamy kilka jego wyobrażeń, w tym statuetkę przedstawiającą go jako młynarza. Jego stanowiska służbowe znamy z sarkofagu Ta-miju, jego ukochanej kotki, której imię znaczyło po prostu „Kicia”.
Miejsce Totmesa w kulcie Ptaha zajął najpewniej kapłan Ptahmose. Tymczasem miejsce Totmesa w kolejce do tronu przypadło jego młodszemu bratu, takoż Amenhotepowi, późniejszemu Echnatonowi. Niestety nie wiemy praktycznie niczego o jego młodości, nie mamy nawet przybliżonej daty jego narodzin (zmarły niedawno kanadyjski egiptolog Donald B. Redford sugerował 25. rok panowania Amenhotepa III, ale to tylko jedna z mnóstwa hipotez). Wielu badaczy uważa, że junior otrzymał do dyspozycji własny pałac w kompleksie pałacowym w Malkacie (o którym niżej), a być może nawet tam się urodził.
Wprawdzie Amenhotep junior nie był przewidziany do roli faraona, ale z pewnością otrzymał solidne wykształcenie, nieustępujące ojcowskiemu. Wedle Redforda chłopak był „uważany za brzydkiego w myśl przyjętych wówczas standardów”, a w konsekwencji „odizolowany w pałacu w okresie małoletności, z pewnością blisko związany z matką, prawdopodobnie ignorowany przez ojca, przyćmiony przez brata i siostry, niepewny siebie”. Z jednej strony istnieją poszlaki świadczące o poprawności tej interpretacji, z drugiej – jest to brawurowa hipoteza na temat czegoś, o czym konkretnych faktów mamy dokładnie okrągłe zero. Równie dobrze możemy formułować profil psychologiczny żołnierza walczącego w drugim rzędzie na lewej flance w bitwie z Ichenym Samochwałą.
Synem Amenhotepa mógł być także Smenchkare, tajemniczy faraon rządzący być może wespół z Echnatonem lub bezpośrednio po nim. Rzecz jasna, faraon miał z pewnością pokaźną gromadkę dzieci, ale tylko te znamy z imienia i najpewniej tylko te stanowiły część właściwej rodziny królewskiej.
Cisza po burzy
Niezależnie od tego, co tak naprawdę się działo, jedno jest pewne – w końcu katastrofa dobiegła końca, a Amenhotep mógł wrócić do jakiej takiej normalności. Już wcześniej realizował ambitne projekty budowlane, ale po latach ciemnych zabrał się do nich ze zdwojoną siłą, jakby chciał nadrobić stracony czas. Stworzył między innymi nowy kompleks świątynny w Luksorze i rozbudował ten w Karnaku (świątynia Amona-Re stanowiąca część kompleksu w Karnaku była najważniejszą w całym kraju). W tym drugim zbudował także, albo przynajmniej znacząco powiększył, świątynny spichlerz, zniszczony następnie przez Echnatona i odbudowany przez Tutanchamona.
Powstało też mnóstwo nowych świątyń i kaplic, a wiele innych odnowiono. Świątynia Mut, stanowiąca siedzibę „liceum pałacowego”, zyskała nowe piękne rzeźby, między innymi dwa sfinksy z twarzą faraona (obecnie w Petersburgu) i kolosalny posąg faraona z czerwonego granitu (zniszczony, ale zachowana głowa, znajdująca się obecnie w Londynie, ma wysokość 3 metrów). W swojej osobistej mitologizacji Amenhotep dobitnie podkreślał związek własnej matki z boginią Mut, do której odwoływało się jej imię. Faraon pragnął się ukazywać jako dziecko Mut i jej męża Amona; miał w istocie być zrodzony nie z kobiety, ale z Mut zapłodnionej przez Amona lub nawet poczęty dziewiczo. W starożytnym Egipcie symbolizm i narracja teologiczna zawsze brały górę nad obiektywną rzeczywistością.

Głowa Amenhotepa wykonana z czerwonego granitu.
(Sanjay ach, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)
Tymczasem Amenhotep Hapuwic wciąż odpowiadał za roboty, ale musiał się wcielić także w rolę historyka. Faraon kazał mu przekopać się przez stare, na wpół zapomniane, a na wpół utracone, teksty religijne w poszukiwaniu inspiracji i odpowiedzi na pytania, których nikt inny nie zdołał rozgryźć. Faraon rozbudowywał też cały czas swoją Świątynię Milionów Lat, a jego imiennik niezmiennie miał tu pełne ręce roboty. Hapuwic przeprowadził między innymi renowację i rozbudowę świątyni Horusa Chenti-Heti w swoim rodzinnym mieście Hut-Repit.
Wszyscy faraonowie XVIII dynastii określali samych siebie przez pryzmat dokonań Ahmosego; oprócz boskości ich prawo do władania „czarną ziemią” wywodziło się bezpośrednio z ich roli jako wyzwolicieli i zjednoczycieli, którzy odtworzyli kosmiczny porządek ustalony za czasów Narmera. Świątynia Milionów Lat miała odzwierciedlać ten stan rzeczy. Poświęcono ją bogom Górnego i Dolnego Egiptu, a do budowy wykorzystano zarówno granit i granodioryt z wyspy Elefantyny i z Asuanu, jak i kwarcyt i piaskowiec z północy. Kompleks był też awangardowy pod względem architektonicznym. Hapuwic w autobiografii stwierdzał wprost: „Nie ograniczałem się do kopiowania tego, co uczyniono wcześniej”. Kolosy Memnona także były awangardowym rozwiązaniem. Nie tylko pod względem rozmiarów, ale – jak sądzą niektórzy badacze – także pod względem teologicznym. Dla pospolitego Egipcjanina zobaczenie faraona na własne oczy było prawie że niemożliwością. Dzięki posągom każdy mógł ujrzeć twarz władcy i wznosić doń modły. Przed Kolosami znajdowało się sztuczne jezioro, po którym jednak nie ma już śladu.
Na ogromną skalę ruszyła także produkcja mniejszych figur przedstawiających samego Amenhotepa w różnych boskich wcieleniach, najczęściej oczywiście jako Amona. Zaczął się też tytułować „królem królów” (na wzór Amona – króla bogów), a nawet „dobrym bogiem”. Jednocześnie dokonywała się reforma teologiczna, wynosząca na szczyt wszystkich bogów powiązanych ze słońcem. Król Tyru Abu‑Milku, wasal Amenhotepa, w jednym z listów amarneńskich nazywa go „słońcem, które wschodzi nad wszystkimi ziemiami”. Guy de La Bédoyère opisuje rządy Amenhotepa jako „krańcowy przejaw kultury i państwa, które gloryfikowały króla ponad wszystkimi innymi”.
Świątynia faraona zaczęła odgrywać szczególną rolę w niektórych świętach i otrzymała specjalne wezwanie: Przyjmująca Amona, Wielbiąca Jego Piękno. W Tebach co roku podczas nowiu w drugim miesiącu letniej pory Szemu w Egipcie obchodzono Piękne Święto Doliny. Było to radosne święto, ale zarazem przypominało nieco nasz Dzień Zaduszny, wiązało się bowiem z odwiedzaniem grobów krewnych i spożywaniem z nimi wspólnej uczty. Z tej okazji posąg Amona opuszczał świątynię w Karnaku i przeprawiał się na barce na zachodni brzeg Nilu. Świątynia Amenhotepa była prawdopodobnie pierwszym i ostatnim przystankiem na jego trasie, ale odwiedzał także świątynię Hatszepsut i świątynię patronki Teb – bogini Hathor.
Od dziesiątego pylonu w Karnaku odchodziła na południe, równolegle do Nilu, aleja wiodąca do kompleksu świątynnego w Luksorze, który był oczkiem w głowie Amenhotepa, jego autorskim dodatkiem do bogatej panoramy kultów starożytnego Egiptu. Dwie świątynie tworzyły jedno wielkie sanktuarium, wokół którego kręciło się jedno z najważniejszych egipskich świąt – Opet, poświęcone poświęcone trójcy Amona-Re, Mut i ich syna Chonsu.
Kompleks luksorski, zwany jpt-rst (‘Południowy Harem’ lub lepiej: ‘Południowe Sanktuarium’), wyrósł na północ od niewielkiej świątyni Amenemopeta, czyli Amona w Luksorze. Aby należycie ugościć peregrynujący z Karnaku posąg Amona, stopniowo powstała reszta zespołu świątynnego, z wysublimowanym perystylem (dziedzińcem otoczonym kolumnami) pełnym posągów, z których do dziś zachowały się tylko fragmenty. Kozloff nazywa go „najprzyjemniejszą dla oka przestrzenią architektoniczną w całym Egipcie”. Kompleks luksorski rozbudowywano jeszcze długo po śmierci Amenhotepa.
Dobry przykład tego, jak kult słoneczny przybierał wówczas na sile, dają inskrypcje ze steli pozostawionej przez innych prominentnych architektów na służbie Amenhotepa – bliźniaków Sutiego i Hora, którzy pracowali w Luksorze. Dwie trzecie tekstu poświęcone jest uwielbieniu różnych bóstw słonecznych: Amonowi „wschodzącemu jako Horachte” (Horus we wcieleniu solarnym), samemu Re, bogu-skarabeuszowi Chepriemu, a także tarczy słonecznej – Atonowi, który „sprawia, że wszystko żyje”. Zwłaszcza rola Amona jest tu ciekawa, jeśli przypomnimy sobie, że jego imię znaczy ‘ukryty’ i dodamy że był on bogiem niewidzialnych sił przyrody, w tym płodności. W okresie Nowego Państwa zaczęto jednak identyfikować go z bogiem słońca Re, a w drugą stronę – słońce zaczęto identyfikować z faraonem (to dziedzictwo Hatszepsut). Widać to było nawet w kolorach. Imię Amenhotepa i jego „wielkiej małżonki” pojawiało się najczęściej w kontekście barw niebieskiej i żółtej lub złotej – niczym słońce na bezchmurnym niebie.
I rzeczywiście, jak zauważa z przekąsem Barbara Mertz, Amon miał powody do zadowolenia – dokładnie tak, jak sugerowało to imię faraona. Kult Amona, „parweniusza” na tle innych, tradycyjnych bóstw, rósł w siłę i stawał się coraz bogatszy, aż w końcu stał się najbogatszy, a im dłużej ten proces trwał, tym bardziej przyspieszał. Mertz przestrzega wszakże:
Błędem byłoby postrzegać historię Egiptu od tego momentu jako konflikt między władzą doczesną, przynależną królowi, a potęgą duchową Amona-Re i jego kapłanów. Z egipskiego punktu widzenia takie rozróżnienie nie mogło istnieć.
Z projektów budowlanych Amenhotepa musimy jeszcze wyróżnić leżącą na lewym brzegu Nilu Malkatę. To współczesna nazwa stanowiska archeologicznego około dwóch kilometrów od Ad‑Dajr al‑Madina, na którym w przeszłości stał kolejny pałac Amenhotepa, zwany Pałacem Olśniewającej Tarczy Słonecznej lub Domem Radości (pr‑ḥꜥj). Był to spory kompleks, zajmujący blisko 30 hektarów i stanowiący w zasadzie osobną „dzielnicę rządową”, a właściwy pałac, z grubymi ścianami z cegły suszonej, zajmował jej południowo-zachodni narożnik. Około 29. roku rządów Dom Radości stał się główną rezydencją faraona.
Znajdowała się tu sala tronowa, a także duża sala, w której organizowano uroczystości. Do tej ostatniej przylegały trzy dobrze wyposażone pokoje, w których zdaniem niektórych archeologów mieszkały księżniczki odpowiedzialne za witanie czcigodnych gości. Jeden z pokojów zidentyfikowano jako prawdopodobną sypialnię samego Amenhotepa. Na suficie umieszczono tam wyobrażenie sępów bogini Mut, rozpościerających skrzydła w ochronnym geście ponad śpiącym synem swej pani.
W kompleksie istniały różnorodne warsztaty produkujące na użytek pałacu, w tym oczywiście warsztaty tkackie, ale także wytwórnia niewielkich naczyń szklanych. Pałac był też połączony bezpośrednio z Nilem poprzez kanał kończący się nieistniejącym już dziś sztucznym jeziorem, wokół którego być może wytyczono tor do tresury koni.
Nubia raz jeszcze
Ogromne dochody z pierwszej wyprawy nubijskiej pomogły rozkręcić inwestycje budowlane Amenhotepa. Ale wszystko, co dobre, kiedyś się kończy, także złoto. Tymczasem trzeba było finansować nie tylko następne budowle. Rozpoczynały się także przygotowania do wielkiego jubileuszu 30‑lecia. Wniosek mógł być tylko jeden: trzeba szykować kolejną wyprawę łupieżczą. Około 30. roku panowania faraon wysłał armię w górę Nilu (niestety stela opisująca te wydarzenia jest uszkodzona właśnie tam, gdzie niemal na pewno znajdowała się data). Ale nawet wtedy istniało rozróżnienie między „wojną usprawiedliwioną” (czego nie należy mylić ze „sprawiedliwą”) a zaborczą napaścią. Wyprawę przedstawiono wobec tego jako karną, mającą stłumić lokalne powstanie. A że była akurat pora żniw i nikt by w tym okresie nie marnował czasu na wojowanie? Cóż, jeśli fakty nie zgadzają się z propagandą, to tym gorzej dla faktów.
Sam faraon nie fatygował się już na południe, wszystko, co było do udowodnienia, udowodnił dwie dekady wcześniej. Dowodzenie nad armią otrzymał Merimose, wicekról Kuszu (piastował to stanowisko przez niemal cały okres rządów Amenhotepa), nadzorca bydła Amona i nadzorca złotych ziem Amona. Te dwa ostatnie tytuły sugerują, że Merimose był księciem, może nawet młodszym bratem faraona.
Bazą wypadową była twierdza Baki opodal Asuanu, z której armia przemierzyła jeszcze kilkaset kilometrów w górę rzeki wzdłuż jej koryta. Nie wiemy, gdzie doszło do walnej bitwy, nie mamy też sposobu, aby zweryfikować zapewnienia Merimosego o rozstrzygnięciu jej „w jeden dzień, w jedną godzinę”. Na pobojowisku żołnierze faraona zebrali ręce 312 poległych nieprzyjaciół. Łupem Egipcjan padły stada bydła, pojmano także 740 „żywych głów”, w tym 250 kobiet i 175 dzieci.
Zwraca uwagę, jak niewielka jest to liczba w porównaniu z 30 tysiącami z poprzedniej wyprawy. Wiemy jednak, iż Egipcjanie obawiali się, że w Nubii po prostu zabraknie ludzi. Być może (o ile liczby te są zgodne z prawdą) widzimy dowód, iż nie były to bezpodstawne obawy, ale nie można wykluczyć innych przyczyn, choćby epidemii czy masowej ucieczki ludności na południe na wieść o nadciągającej armii faraona. Albo też ekspedycja celowo była zakrojona na jak najmniejszą skalę, niewykluczone nawet, że Merimose zorganizował ją na własną rękę, aby w ten sposób przypodobać się szefowi i uszczknąć coś dla siebie.
Łupy popłynęły na północ, tymczasem Merimose został w egipskiej części Nubii, gdzie zostawił po sobie trwalszy ślad. Za jego czasów powstała na przykład nieistniejąca już niewielka, ale bogato zdobiona świątynia na Elefantynie. Została jeszcze uwieczniona w doskonałym stanie na rysunkach przez ekspedycję cesarza Napoleona, ale wkrótce potem została doszczętnie rozebrana, jak na ironię, przez żołnierzy innego wicekróla, tyle że Egiptu – Muhammada Alego Paszy.
Największym projektem, nad którym sprawował pieczę Merimose, była jednak wielka świątynia w Solebie, około 500 kilometrów na południe od Asuanu wzdłuż koryta Nilu. Stanowiła ona swoisty słup graniczny dla egipskiego oddziaływania kulturowego na obszarze Nubii – nie znamy żadnej innej świątyni ani kaplicy zbudowanej przez Amenhotepa dalej na południe. Obecnie jest to najlepiej zachowana egipska świątynia w Sudanie.
Był to kompleks częściowo religijny, a częściowo obronny, jak przystało na dużą budowlę na pograniczu. Był wykonany z białego piaskowca i miał około 170 metrów długości, początkowo dysponował też kanałem zapewniającym bezpośrednie połączenie z Nilem. Wezwanie świątyni było takie samo jak znanej nam już świątyni w Karnaku: Objawiająca Się w Prawdzie. Notabene niektórzy badacze spekulują, że i tu architektem mógł być Amenhotep Hapuwic. Znaczenie świątyni w Solebie wynika jednak nie z jej rozmiaru ani wezwania, ale z przeznaczenia. To tu po raz pierwszy obiektem kultu stał się ubóstwiony żyjący faraon. Arielle Kozloff wyjaśnia ten skomplikowany fikołek teologiczny następująco:
Amenhotep III stał się bogiem księżycowym Chonsu, synem Amona i Mut. Chonsu był zrównany z Horusem, synem Re (lub Ozyrysa, zależnie od tego, kto do którego kultu się skłaniał). Lewe oko Horusa było księżycem, a kiedy księżyc znikał w ostatniej kwadrze, wierzono, że jest uszkodzone. Jeśli nie powróciło do pełni sił, następował chaos. Wedle wyobrażeń w Solebie uszkodzone oko Horusa uciekało do tego właśnie miejsca, kurowało się i powracało na niebo jako pełnia księżyca – jako sam Amenhotep III.
Szczególnym wyróżnikiem postaci faraona w Solebie stały się baranie rogi (baran był świętym zwierzęciem Amona). Przed wschodnim pylonem ustawiono cztery duże posągi faraona, strzeżone przez dwa granitowe lwy. Prosty lud mógł się modlić do tych posągów faraona o spełnienie próśb. Władcy Egiptu i tak byli już bliscy boskości jako synowie Re i wcielenie Horusa na ziemi, jednakże Amenhotep wyniósł tę norę do zupełnie nowego poziomu. Różne posągi i inskrypcje przedstawiały go jako innych bogów, od Amona po Thotha, a nawet jako tarczę słoneczną – Atena. Ale przecież w każdej z tych sytuacji Amenhotep jedynie pożyczał boskość od lepszych od siebie. W Solebie wreszcie dołączył do ich grona. I bynajmniej nie zamierzał na tym poprzestać.
Teje (i inne żony)
Królowa Teje pojawiała się tu już jako córka swoich rodziców i żona swojego męża. Jest to jednak postać na tyle ciekawa, że musimy przyjrzeć się z bliska jej samej, zanim przejdziemy do kwestii jubileuszu jej męża w 30. roku panowania. A przy okazji poświęcimy trochę miejsca także jej koleżankom po fachu.
Można śmiało stwierdzić, że nigdy wcześniej żadna kobieta faraona nie osiągnęła statusu porównywalnego z Teje. O jej znaczeniu najlepiej świadczą rzeźby. Weźmy choćby tę z poniższego zdjęcia, wysoką na siedem metrów. Królowa jest tu przedstawiona jako równa wielkością królowi, a więc równa mu statusem. O tym, jak działał ten mechanizm, najlepiej można się przekonać, spoglądając niżej, gdzie między nogami rodziców stoi maleńka królewna Henutaneb, która jednak z pewnością nie była małym dzieckiem, ponieważ ma na głowie perukę typową dla dorosłych kobiet (pierwotnie obecne były też jej siostry, ale został po nich już tylko ślad). Sama Teje ma zaś ogromną perukę wskazującą, iż rzeźbę wykonano około 30. roku panowania.

Amenhotep i Teje. Posąg odnaleziono w kawałkach i jedna trzecia jego objętości to współczesne uzupełnienia.
(Prof. Mortel, Creative Commons Attribution 2.0 Generic)
Teje nie była „przystawką”, o jej statusie dobrze świadczy to, iż miała własnych posłańców, którzy dostarczali jej osobistą korespondencję do zagranicznych władców, ci zaś wyraźnie odnosili się do Teje jako do kobiety o wielkich wpływach. Po śmierci Amenhotepa Tuszratta właśnie do niej wysłał list wyrażający nadzieję, iż stosunki między oboma państwami będą nadal kwitły pod kierunkiem jej syna.
Nie ma wątpliwości, że potrafiła pchnąć tak męża, jak i syna w pożądanym przez siebie kierunku. W przeszłości wielu badaczy sądziło, iż to ona skierowała Echnatona ku herezji. Obecnie nikt już nie głosi tej hipotezy na poważnie, ale to, że jest praktycznie nieobecna na reliefach w Karnaku i Luksorze, sugeruje, że faktycznie nie chciała nobilitować swoją twarzą klasycznego kultu Amona i być może poświęcała więcej czasu coraz bardziej prominentnemu kultowi Tarczy Słonecznej.
Jaka dokładnie była skala wpływów Teje na dworze – trudno ocenić. Niektórzy badacze sądzą, iż Amenhotep był wręcz pantoflarzem. Ale to jedna z tych sytuacji, w których nie mamy ani dowodów, ani nawet poszlak. Z całą pewnością Teje nie była jedynie bierną ozdobą, ale równie dobrze Amenhotep i Teje mogli darzyć się wzajemnym szacunkiem i zgodnie współpracować.
Nie możemy nie wspomnieć o wpływie królowej na modę. Teje lubiła swoje (niemal karykaturalnie) wielkie peruki, więc inne kobiety podchwyciły tę modę. Oczywiście znaczenie Teje znalazło też odzwierciedlenie w doktrynie religijnej. Niedaleko na północ od Solebu znajdują się ruiny świątyni w Sedeindze. Jak w Solebie mamy pierwszą świątynię poświęconą kultowi żyjącego faraona, tak Sedeinga stała się pierwszym ośrodkiem kultu żyjącej wielkiej małżonki królewskiej. Niestety, budowlę wykonano z kiepskiego piaskowca i obecnie stoi tam już tylko jedna (bogato zdobiona) kolumna.
Tu główną boginią była Hathor, która w bogatym portfolio miała miłość i seksualność. Wybór takiej patronki najpewniej miał stanowić czytelny dowód uczucia, jakim faraon darzył Teje. Miał jednak również wydźwięk teologiczny: obok księżycowego oka Horusa Egipcjanie czcili także solarne oko Re, którego córką była Hathor. W ten sposób obie świątynie tworzyły w istocie nierozerwalną parę. Kult Teje stał się później inspiracją dla Ramzesa II, który w podobny sposób uhonorował swoją żonę Nefertari.

Ta 29‑centymetrowa rzeźba przedstawiała niegdyś króla Amenhotepa i królową Teje. On gdzieś się zapodział, ona pozostała.
(Rama, Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Francja)]
W 30. roku panowania, tym, w którym odbyło się jubileuszowe święto Sed (opisane w następnej sekcji), Amenhotep miał trzy oficjalne żony. Poza Teje były to znana nam już Giluhepa oraz córka faraona – Sitamon. Oczywiście miał też harem z licznymi kobietami, które nie był jego oficjalnymi żonami.
Nie wiadomo, kiedy Amenhotep poślubił Sitamon, ale stało się to na pewno przed jubileuszem, ponieważ prezent, który Sitamon wręczyła wówczas ojcu, opisany jest jako pochodzący od zarówno królewskiej córki, jak i wielkiej małżonki. Ten drugi tytuł dowodzi, że nie była ona jedynie kwiatkiem do kożucha, ale otrzymała, podobnie jak matka, ważne miejsce na dworze. Otrzymała też własny pałac w kompleksie w Malkacie. Rządcą pałacu został nasz stary znajomy Amenhotep Hapuwic. Trudno o lepszy dowód tego, jak Amenhotepowi zależało na Sitamon. Dużo później, w 34. roku panowania, pojął za żonę drugą córkę – Iset.
Z perspektywy współczesnego Czytelnika na pierwszy plan wysuwa się jedno pytanie: skoro Sitamon i Iset zostały żonami swojego ojca, czy także współżyły z nim seksualnie?
W kwestii stosunków kazirodczych w starożytnym Egipcie panowała odwieczna zasada: „co wolno wojewodzie…”. Wśród prostego ludu małżeństwa rodzeństwa praktycznie się nie zdarzały, podobnie jak wielożeństwo. Były one jednak normą wśród bogów, a tym samym u ich ziemskich wcieleń, zwłaszcza że, jak już widzieliśmy, rodom królewskim zależało na utrzymaniu czystości krwi.
Tymczasem prosty Egipcjanin nie mógł oczywiście niczego żądać od faraona, ale mógł mieć pewne oczekiwania. Oczekiwał więc, że faraon będzie dbał o kosmiczny porządek świata, że uchroni kraj przed gniewem swych boskich pobratymców, ale również oczekiwał, że faraon będzie płodny. Gromadka królewskich dzieci była namacalnym dowodem sił witalnych. Wszystko to może skłaniać do wniosku, że Amenhotep starał się o dziecko z Sitamon. I być może nawet się go doczekał. Jedynym fragmentarycznym dowodem jest jednak uszkodzony relief w świątyni grobowej Amenhotepa II, być może przedstawiający Sitamon i jej syna w roli bogów – Hathor i Ihiego. Jeśli Sitamon faktycznie miała syna, niewykluczone, że był nim kapłan Nebmerutef, który odegrał prominentną rolę w obchodach jubileuszu swojego – w tym scenariuszu – ojca.
Ale trzeba dopuścić kontrargument. Nadmiar królewiczów i królewien też pociągał za sobą problem – możliwą walkę o tron czy o bardziej materialne elementy spadku. Czyniąc ze swoich córek oficjalne żony, faraon mógł więc osiągnąć biegunowo odmienny cel. Gdyby z nimi n i e współżył, zagwarantowałby, że nie urodzą mu wnuków, i utrwaliłby konsolidację władzy w swoim najbliższym kręgu, a one same, jako żony władcy piastujące powiązane z tym urzędy religijne i dysponujące wynikłym z tego majątkiem, będą zabezpieczone na starość. Dochodziła do tego boskość faraona: nie wypada wydawać córki boga za byle śmiertelnika. Większość badaczy skłania się ku tej interpretacji: iż małżeństwa faraonów z córkami (i tak bardzo rzadkie) miały znaczenie jedynie symboliczne.
Giluhepa, jak już widzieliśmy, szybko zniknęła. Nie zmarła, wręcz przeciwnie – jesteśmy praktycznie pewni, że żyła jeszcze co najmniej 20 lat i miała własny zakątek w kompleksie w Malkacie. Być może faraon odstawił ją na boczny tor pod naciskiem Teje, a być może od samego początku taki właśnie był plan – mitannijska księżniczka była jedynie kartą przetargową w negocjacjach dyplomatycznych. Szanse Giluhepy na urodzenie następcy tronu tak czy inaczej były praktycznie zerowe, Teje po prostu by na to nie pozwoliła.
Na krótko przed jubileuszem 30‑lecia Amenhotep ponownie zaczął dbać o stosunki międzynarodowe. Te z Mitanni, jak się wydaje, w poprzednich latach zostały jakby zaniedbane. Szuttarna II już dawno nie żył, władcą mitannijskim był jego syn (i brat Giluhepy) Tuszratta, któremu również zależało na ożywieniu więzi z Egiptem. Mniej więcej w 28–29 roku panowania Amenhotepa Tuszratta przesłał szwagrowi bogate dary, zarówno dla niego samego (między innymi 36 koni z rydwanami), jak i dla Giluhepy (perfumy, biżuteria), a w zamian prosił o nubijskie złoto, które „jest w [Egipcie] w obfitości i w oczach [Amenhotepa] nie jest kosztowne, więc niechże [Amenhotep] nie skąpi”. Głównym posłem wyprawy na dwór faraona był niejaki Kelija. W drugą stronę u jego boku podążył Mane, który przekazał Tuszratcie prośbę od faraona: „przyślij córkę, aby została moją żoną”.
Tuszratta, pragnący zarówno wsparcia wojskowego ze strony Egiptu, jak i zakrojonej na dużą skalę wymiany handlowej, szybko się zgodził, ale podkreślił przy tym, że będzie oczekiwał daleko większej zapłaty niż ta uiszczona przez Amenhotepa na ręce Szuttarny. Wybór padł na Taduhepę, która prawdopodobnie była jeszcze dzieckiem. Jej podróż do Egiptu opóźniła się jednak, gdyż Mane poważnie zachorował. Coś tam najwyraźniej śmierdziało, do tego stopnia, że Amenhotep – jak dowiadujemy się z dokumentów sporządzonych w Mitanni – wysłał oddział wojska pod dowództwem zaufanego urzędnika i dyplomaty „Narammassiego”, aby ten rozeznał się w sytuacji. Pod tym niewątpliwie zniekształconym imieniem kryje się zapewne znany nam już wezyr południa Ramose.
Dyplomaci podróżowali w tę i we w tę kilka razy przez kilka lat, ale w końcu sprawę doprowadzono do pomyślnego końca i w 36. roku panowania faraona Ramose mógł wrócić do Teb z Taduhepą i jej orszakiem (i bogatym posagiem). Nowa żona, podobnie jak wcześniej Giluhepa, dostała w prezencie własną część kompleksu pałacowego w Malkacie. W trakcie uroczystości powitalnej Kelija otrzymał od wdzięcznego Amenhotepa około 10 kilogramów złota jako prezent, niezależny od darów dla Tuszratty, które miał dostarczyć w charakterze zapłaty za królewnę. Jak dowiadujemy się z listów amarneńskich, prócz worków złota na mitannijski dwór trafiły między innymi cztery konie z rydwanem i pozłacanymi uprzężami, biżuteria i kosztowne ubrania oraz ogromny zestaw bardziej przyziemnych przedmiotów: garnki, skoble, misy czy broń.
Taduhepa oczywiście nie przybyła z pustymi rękoma. Kelija dostarczył z Mitanni nad Nil podobny zestaw przedmiotów: biżuterię, naczynia, ubrania. Ale dostarczył także ludzi. Królewnie towarzyszyło 270 kobiet i 30 mężczyzn, w tym dwie, które moglibyśmy nazwać damami dworu i które przybyły z własną biżuterią. Tuszratta wypożyczył też Amenhotepowi posąg swojej ulubionej bogini, Szauszki niniweńskiej, sprawującej pieczę nad sprawami miłości i wojny. Taduhepa przeżyła męża i być może poślubiła potem jego syna Amenhotepa IV (Echnatona), a jeśli tak, to najprawdopodobniej ona znana jest historii pod imieniem Kija i być może zmarła, rodząc dziecko drugiego męża.
Pod koniec życia Amenhotep zapragnął rozciągnąć swoje wpływy na Arzawę, państwo leżące na obszarze dzisiejszej południowo-zachodniej Turcji, tak aby zabezpieczyć szlaki handlowe we wschodniej części Śródziemnomorza i zyskać sojusznika przed ewentualną konfrontacją zbrojną z Hetytami. Z Egiptu wyruszyło więc poselstwo do władcy Arzawy, Tarhundaradu, niosące bogate dary i prośbę o odstąpienie jednej córki. Tarhundaradu okazał się jednak ostrym negocjatorem i zażądał między innymi określenia warunków transakcji na piśmie. Dalsze jej losy nie są znane. Być może faraon uznał takie żądania za obraźliwe i machnął ręką na całą sprawę… a być może nie. Z korespondencji w tej sprawie zachowały się do naszych czasów tylko dwa listy, tymczasem ich treść jasno wskazuje, że było ich więcej.
Jubileusz
Największym i najważniejszym świętem w życiu każdego faraona był rytuał 30‑lecia – święto Sed. Było ono świętem starożytnym w najmocniejszym tego słowa znaczeniu. Wywodzi się z pewnością z czasów przeddynastycznych, a pierwszym faraonem, o którym wiemy na pewno, że je obchodził, był Den, piąty faraon pierwszej dynastii, około roku 2940, ponad półtora tysiąclecia przed jubileuszem Amenhotepa. Rzecz jasna, jak już widzieliśmy, większości faraonów nie było dane żyć tak długo, ale właśnie z tego względu władcy, którym jednak się udało, świętowali z pompą ekstremalną nawet jak na standardy egipskie. Amenhotep, jak to on, pobił wszelkie rekordy i w tej kategorii.
Przygotowanie obchodów faraon powierzył wiadomo komu. Amenhotep Hapuwic był już staruszkiem, ale najwyraźniej cieszył się niezmiennym zaufaniem faraona. Mógł też się pochwalić kluczową w tym kontekście pozycją w CV: widział na własne oczy Sed Amenhotepa II. Jak już wspomnieliśmy, Amenhotep II panował co najmniej 26 lat, ale być może udało mu się dożyć 30. roku, a być może – jak niektórzy inni faraonowie – uciekł się do małego oszustwa i na wszelki wypadek zorganizował święto kilka lat wcześniej. Tak czy inaczej, Hapuwic tam był, dzięki czemu nie musiał się ograniczać jedynie do korzystania z archiwów świątynnych.
Jako główne ośrodki święta wybrano Dom Radości w Malkacie i tebańską Świątynię Milionów Lat. Wzdłuż Nilu postawiono wiele nowych świątyń i posągów. Obchody trwały… długo, ale nie ma pewności, jak długo. Na pewno przynajmniej kilka tygodni. Nie wiemy też, jak dokładnie świętowano; do naszych czasów zachowało się mnóstwo strzępków informacji, ale żadnych koherentnych całościowych opisów. Najwięcej dowiadujemy się z wyobrażeń zachowanych w dwóch znanych nam miejscach – świątyni w Solebie i grobowcu Cheruefa – a także z wysypiska śmieci przy pałacu w Malkacie. Wyrzucano tam gliniane naczynia, w których uczestnicy obchodów, ci możni i ci maluczcy, wręczali dary faraonowi. A zgodnie z ówczesnymi normami naczynia były podpisane: co, od kogo i kiedy. Najpopularniejszym darem było piwo, które wręczył władcy zarówno wezyr Ramose, jak i rzeźnik Henu.
Święto rządziło się skomplikowanym protokołem. Do każdej jego części przypisany był szczególny ubiór faraona, w tym korona i sztuczna broda. O pierwszej fazie obchodów Arielle Kozloff pisze tak:
Uroczystości zaczęły się prawdopodobnie 27. dnia drugiego miesiąca lata (pod koniec kwietnia). Cheruef wspominał, że „król pojawił się w chwale w wielkich dwuskrzydłych drzwiach swego pałacu”, być może na balkonie ponad jedną z sal tronowych. Hebanowy posążek króla […] pokazuje, jak mógł on wyglądać tego dnia – w niebieskiej koronie chepresz z jej złotą opaską na czole i złotym ureuszem, pięknie pofałdowanej złotej spódnicy, szerokim pasie i misternym fartuchu […].
Wprowadził swoich urzędników, przyjaciół, „załogę barki” i innych dygnitarzy, którzy stanęli wedle rangi (Cheruef pokazuje samego siebie na przedzie) i otrzymali nagrody […]. Zaliczały się do nich Złoto Zasługi (jeden lub kilka krótkich naszyjników z dużych złotych paciorków), złote kaczki i ryby, a także wstążki z zielonego płótna. Fragment reliefu w świątyni grobowej Amenhotepa Hapuwica pokazuje go z taką właśnie wstążką obwiązaną wokół głowy. […] Następnie w pałacu odbył się bankiet, na którym podano chleb, wołu, ptactwo i piwo, wszystko w ogromnych ilościach.
Następnie król i królowa przepłynęli na drugą stronę „Jeziora Jego Wysokości” [tego przy Domu Radości] w swoich specjalnych łodziach. Dygnitarze, według Cheruefa, „chwycili liny do ciągnięcia barki wieczornej i linę na dziobie barki porannej i przeciągnęli barkę w wielkim miejscu”; wyobrażenia takie utożsamiają króla i Teje ze słońcem i księżycem. […]
W tym momencie jest oczywiste, że Amenhotep III planował wiele swoich procesji tak, aby odbywały się po wodzie, zamiast tradycyjnych marszów. Widać to w Święcie Jezior, rejsie w dwie strony podczas święta Opet, a teraz także w rejsie po jeziorze, który, z tego, co wiemy, po raz pierwszy stał się ważnym elementem jubileuszu. Dłuższe podróże jubileuszowe po lądzie odbywał w lektyce, z niebieską koroną na głowie. Czy zaplanował transport w ten sposób podczas ceremonii, ponieważ zniekształcona stopa utrudniała mu chodzenie czy też wynikające z niej utykanie czyniło go nieboskim? Nie ma dowodów na to, że kiedykolwiek uczestniczył w tradycyjnym biegu ukazanym przez króla Dżesera. Jak to wyjaśniono lub czym zastąpiono – nie wiadomo.
Lektyka była wyłącznym przywilejem faraona. Królowa Teje i księżniczki szły śladem faraona na piechotę. Relief w Solebie8 pokazuje, że jako pierwsza za matką szła najstarsza Sitamon, a dalej Iset i Henutaneb, wszystkie w naperfumowanych perukach, oraz grupka dziewcząt opisanych jako królewskie dzieci. Mogły one być córkami faraona urodzonymi przez pomniejsze żony lub też jego wnuczkami. Jeszcze dalej szli chłopcy, a także dzieci zagranicznych wasali. Książę Amenhotep – przyszły Echnaton – musiał być obecny, ale relief nigdzie nie wskazuje go z imienia.
Na czele orszaku szedł sztandar szakalogłowego boga Wepwaweta, głównego bóstwa święta Sed. Pełnił on tę zaszczytną funkcję dlatego, że jego imię, znaczące „Otwierający Drogi”, było w czasach starożytnych (względem tych, o których tu mówimy) jedynie epitetem określającym boga Seda. Ten popadł w zapomnienie, jego miejsce zajął Wepwawet, ale skojarzenie ze świętem Sed pozostało. W procesji szedł też człowiek, który sprawował bezpośrednią pieczę nad przebiegiem obchodów – nie stareńki Amenhotep Hapuwic, ale kapłan imieniem Nebmerutef. Obecny był także syn Ramosego, Simut, obecnie drugi kapłan Amona; piastujący wcześniej to stanowisko Anen, brat Teje, zapewne już nie żył. Orszak szedł przez szpaler pospolitych Egipcjan – klęczących z czołami przy ziemi – w kierunku świątyni grobowej faraona.
Święto Sed skupiało się na symbolicznym odmłodzeniu władcy, punkt kulminacyjny następował więc, zgodnie z nieubłaganą egipską logiką, w jego grobowcu. Tam faraon stawał przed obliczem bogów ukazanych na ścianach i spędzał pewien czas pogrążony w „rozmowie” z nimi, a następnie kładł się w łożu pogrzebowym, gdzie – w toku drobiazgowo rozplanowanych rytuałów – „umierał” i „rodził się” na nowo. Rytuał ten być może powtórzono potem w Memfis i w Solebie.
W tym właśnie rytuale nastąpiło apogeum deifikacji Amenhotepa. W Solebie stał się bogiem, owszem, ale takim raczej lokalnym. Teraz mógł przedstawiać się jako bóg całego Egiptu i niejako przy okazji przywłaszczył sobie jeden z symboli Amona – rogi baranie. Był to symbol tak potężny i powszechny, że tysiąc lat później pojawiał się na wizerunkach Aleksandra Macedońskiego. Zresztą co tam Aleksander. Skojarzeniu z rogami Amona swoją nazwę zawdzięczają wymarłe głowonogi amonity.
Jednym z ostatnich rytuałów święta było wzniesienie przez faraona świętego słupa Dżed, stanowiącego symbol stabilności i trwałości. To kolejny element święta wywodzący się z dalekich czasów przeddynastycznych, ale na przestrzeni stuleci zaadaptowano go jako symbol Ozyrysa, a ściślej jako symbol jego… kręgosłupa. Wzniesienie słupa następowało o świcie po nocy pełnej obrzędów tanecznych i muzycznych, i wymagało udziału znacznej liczby mężczyzn, ponieważ Dżed rozmiarami nie ustępował obeliskom. Faraon z pewnością nie wykonywał tu żadnej pracy fizycznej, jego udział był symboliczny.
Pax Aegyptica
Rządy Amenhotepa tradycyjnie słyną jako okres pokoju i dobrobytu dla państwa egipskiego (a przynajmniej dobrobytu rządzących nim elit). Faktycznie, władca ten jako jedyny z całej dynastii nie toczył ani jednej kampanii w Azji. Jak na potomka królów-wojowników było to co najmniej osobliwe. Ale jak już widzieliśmy – dwukrotnie wyprawiał się do Nubii. Być może faktycznie nie było ani potrzeby, ani ochoty, żeby prowadzić armię na wschód, ale równie dobrze ochota mogła być i nawet mogły być plany, ale na przeszkodzie stanęła epidemia pustosząca ówczesny Bliski Wschód. To kolejne zagadnienie, którego nigdy już nie uda się zgłębić.
Przez większość życia Amenhotepa egipskie imperium trzymane było w żelaznym uścisku, ale przez aksamitną rękawiczkę. Ziemie Kanaanu funkcjonowały de facto pod zarządem gubernatorów wojskowych, którym bezpośrednio podlegali lokalni wodzowie, etnicznie wywodzący się z tych terenów, ale kształceni w Egipcie i na wskroś zegipcjanizowani. Istniał wielopokoleniowy system indoktrynacji, w którym każdy wódz musiał oddawać swego potencjalnego następcę pod kuratelę Egipcjan.
Możecie nas obserwować na Blue Sky tutaj i na Facebooku tutaj.
Żelazny uścisk rozluźnił się pod koniec życia Amenhotepa, gdy wodza Amurru, niejakiego Abdi-Aszirtę, naszedł apetyt na ekspansję terytorialną. Amurru, w dzisiejszej północnej Syrii, było nominalnie wasalem Egiptu, podobnie jak inne leżące wokół państewka, toteż wszystkie powinny były znajdować się pod ochronnym parasolem rozciągającym się aż znad Nilu. Ale jak dowiadujemy się z listów amarneńskich wysyłanych przez władcę Byblos Ribaddiego – Abdi-Aszirta najwyraźniej nie czuł nad sobą bata, ponieważ zaczął rozkradać transporty zboża, a jednocześnie słał czołobitne deklaracje podparte przez bogate dary (wśród których wyróżniały się piękne młode kobiety). Amenhotep szykował się wówczas do drugiego jubileuszu i chyba po prostu nie chciał zawracać sobie głowy utarczkami pomniejszych wasali.
Tak oto wojenka w Kanaanie nabierała rozpędu i zmierzała ku otwartej wojnie, aż w końcu w 36. roku panowania Amenhotepa butny Abdi-Aszirta, coraz częściej przelewający krew nominalnych sojuszników, został zamordowany w tajemniczych okolicznościach, być może przez ludzi faraona przysłanych z inspekcją, a być może przez wojsko mitannijskie. Arielle Kozloff spekuluje, że mogło to mieć związek z wydaniem Taduhepy za faraona. Być może pan młody i jego nowy teść po prostu obawiali się, że Abdi-Aszirta spróbuje złupić orszak królewny idący przez jego ziemię, i postanowili usunąć problem raz na zawsze. I owszem, usunęli raz, ale nie na zawsze. Synowie Abdi-Aszirty, rozochoceni sukcesami ojca, po krótkim okresie spokoju postanowili kontynuować rodzinne tradycje i przyprawili niemało bólu głowy Echnatonowi… ale to już temat na kolejny artykuł.
Tymczasem musimy się pochylić raz jeszcze nad kwestią kampanii nubijskich; ściślej: kontekstowi, w którym opisywana jest jedna z nich. Inskrypcja biograficzna Amenhotepa Hapuwica zawiera taki passus: „Byłem wodzem na czele potężnych mężów, aby pobić Nubijczyków i Azjatów”. Czy w kwestii tych drugich może chodzić o wyprawę karną przeciw Abdi-Aszircie? Raczej nie, ponieważ Hapuwic niemal na pewno już wtedy nie żył, a jeśli żył, to był już za stary na dowodzenie w polu. Szkopuł w tym, że nie wiemy nic o żadnej innej wyprawie wojennej w Azji. Trudno nawet zgadnąć, jaki mógłby być powód tej wyprawy, kiedy na linii Teby–Waszuganni panowały poprawne stosunki.
Tu na scenę wkracza (przejściowo) faraon Merenptah z XIX dynastii. W jego świątyni grobowej odnaleziono fragmenty zabytków z czasu Amenhotepa III, wykorzystane bezceremonialnie jako budulec. Była tam między innymi stela przedstawiająca Amenhotepa gromiącego wrogów z południa i z północy. Ci pierwsi to, rzec by można, oczywista oczywistość, ale ci drudzy podpisani są jako Naharin, co, jak pamiętamy, było egipskim egzonimem określającym Mitanni.
Czyżbyśmy więc mieli tu dowód, choćby i mało konkretny, na to, że jednak doszło do jakiejś wojny na północy? Możliwe. Ale niektórzy badacze rozumują w przeciwnym kierunku. Holenderski egiptolog Patrick van Gils sugeruje – wobec braku dowodów na wojnę w Syrii – że stela opisująca kampanie na północy i południu ma wymiar symboliczny. Faraon musiał wszak czuwać nad kosmicznym porządkiem świata, co obejmowało także pognębienie wrogów Egiptu. Dotyczyłoby to zwłaszcza potomka wielkich wojowników. A ponieważ wrogowie Egiptu tradycyjnie znajdowali się i na południu, i na północy, Amenhotep musiał się pokazać jako pogromca i jednych, i drugich. Inskrypcja Hapuwica może wynikać z tej samej logiki.
Zaskakującym źródłem problemów stała się Babilonia, jedno z czterech mocarstw ówczesnego świata (obok Mitanni, państwa hetyckiego i, rzecz jasna, samego Egiptu). Kasycki władca Babilonii Kadaszman-Enlil I najwyraźniej spodziewał się zaproszenia na święto Sed, a kiedy go nie dostał, postanowił szczegółowo wyjaśnić faraonowi, jak się nań gniewa. Na domiar złego Amenhotep posłał w darze Kadaszman-Enlilowi 30 min „złota, które wyglądało jak srebro” (czyżby elektrum?), co władca Babilonii odebrał jako kolejną zniewagę. I to nie koniec – bo gdy Kadaszman-Enlil posłał Amenhotepowi najprzedniejsze konie i rydwany, faraon ustawił je między końmi pośledniejszej jakości otrzymanymi od pospolitych wasali. To stanowiło zniewagę numer trzy.
Całe to wylewanie żali nastąpiło na tle prośby Amenhotepa o… kolejną żonę. Faraon chciał, aby Kadaszman-Enlil podarował mu jedną ze swoich córek, za co oczywiście obiecywał hojne dostawy złota. W skardze kryło się więc pytanie retoryczne: czy w przyszłości twoje złoto będzie tak samo podłej jakości?
Kadaszman-Enlil miał wszakże zastrzeżenia do jeszcze jednej kwestii. Wiele lat wcześniej jego ojciec Kurigalzu I wysłał mu swoją córkę. Kontakt z królewną szybko się urwał i teraz Kadaszman-Enlil nie miał nawet pojęcia, czy jego siostra jeszcze żyje, a kiedy wysłał posłów na dwór faraona, ten pokazał im kobietę, która nie odzywała się ani słowem, tak że wysłannicy nie byli w stanie ocenić po jej znajomości języka, czy to faktycznie córka Kurigalzu.
Rozpętała się kłótnia dyplomatyczna. Amenhotep odpowiedział Kadaszman-Enlilowi, że konie – jako dar – stanowiły już jego własność i mógł z nimi zrobić, co mu się żywnie podobało. Tymczasem posłowie wysłani na jego dwór byli, w jego opinii, „osłopasami” i tak czy inaczej nie rozpoznaliby królewny. Kozloff sugeruje, że nie była to pospolita obelga, ale raczej Amenhotep nawiązywał tu do pasterskiej przeszłości dynastii kasyckiej, która przejęła władzę dopiero około 1530 roku. Faraon obrażał więc nie tylko posłów Kadaszman-Enlila, ale też jego samego i całą jego rodzinę. Taka wymiana „uprzejmości” mogłaby nawet doprowadzić do wojny. Ale, co ciekawe, faraon nie napisał czegoś w rodzaju: „twoja siostra żyje i ma się dobrze, i przesyła pozdrowienia”. Eric Cline sądzi, że Amenhotep miał tak wiele pomniejszych żon i kochanek, iż po prostu nie wiedział, która z nich to siostra Kadaszman-Enlila i naprawdę nie był pewny, czy żyje, ale nie chciało mu się tego ustalać.
Ostatecznie egipskie złoto okazało się cenniejsze niż honor i Kadaszman-Enlil wysłał faraonowi córkę w zamian za dostawy cennego kruszcu. Z Egiptu do Babilonii powędrowały też inne cenne dary, w tym meble z hebanu i kości słoniowej.
Władca Babilonii miał jednak bardzo wysokie mniemanie o sobie – jak przystało na człowieka trzymającego w garści część kolebki cywilizacji – i poprosił Amenhotepa o odwzajemnienie przysługi. To znaczy: skoro Amenhotep miał poślubić córkę Kadaszman-Enlila, Kadaszman-Enlil chciał poślubić córkę Amenhotepa. I wydawać by się mogło, że to zupełnie uzasadniona prośba, której spełnienie dodatkowo zacieśniłaby więzy między oboma państwami. Dla Egipcjan samo ich istnienie było jednak nieodłącznie związane z dwiema ideami: supremacją kultury egipskiej jako takiej i pomyślnym przejściem do życia pozagrobowego, to drugie było zaś niemożliwe bez należycie odprawionych obrzędów. Amenhotep odpowiedział więc Kadaszman-Enlilowi: „Od najdawniejszych czasów nigdy córka króla Egiptu nie była oddana komukolwiek”. Kadaszman-Enlil wpadł na pomysł rodem z filmów Barei: zaprocentował, żeby Amenhotep wysłał mu po prostu pierwszą lepszą ładną Egipcjankę i jedynie ogłosił, że to królewna. Nie wiadomo, czy Amenhotep zniżył się do udzielenia odpowiedzi.
Córka Kadaszman-Enlila – nie znamy jej imienia – zmarła kilka lat później wskutek zarazy.
Tymczasem na południu najwyraźniej panował spokój. Po drugiej kampanii w Nubii Egipcjanie zaczęli traktować ziemie Kuszu jako coś na kształt kolonii, prowadzili z Nubijczykami handel, może nie do końca uczciwy, ale przynajmniej nie organizowali już kolejnych rzezi. Choć może należy powiedzieć, że nic nam nie wiadomo o kolejnych rzeziach. Jeśli Merimose faktycznie zorganizował swoją wyprawę na własną rękę i najwyraźniej był dumny z jej efektów (skoro kazał ją opisać na steli), trzeba dopuścić możliwość, że nie była to jedyna taka sytuacja – zwłaszcza że faraon nie organizował własnych oficjalnych wypraw, które pozwalałyby się szybko wzbogacić – i że handel przeplatano ekspedycjami łupieżczymi.
Handel był zresztą fundamentem ówczesnego świata. Z perspektywy człowieka żyjącego w XXI wieku trudno sobie wyobrazić, że ludzie pozbawieni dobrodziejstw silników spalinowych i parowych mogli stworzyć tak gęstą sieć powiązań. Ale mogli i stworzyli – oplatała ona cały wschodni łuk wybrzeża Morza Śródziemnego. Egipt zaś, dzięki swojemu bogactwu, był chętnym odbiorcą towarów. Za wymianą handlową szła też wymiana kulturowa, widoczna choćby we wpływach w sztuce, emanujących tak z Egiptu, jak i do Egiptu. Ale za czasów „naszego” Amenhotepa wymiana ta najwyraźniej z jakiegoś powodu zwolniła w porównaniu z tym, co widzieliśmy za czasów choćby jego ojca i dziadka.
Ciekawe rzeczy działy się też w polityce krajowej. W 20. roku panowania Amenhotepa jednym z najbardziej prominentnych i wpływowych polityków był Ptahmose, piastujący trzy ważne stanowiska. Przede wszystkim był zarządcą Teb i wezyrem Górnego Egiptu, ale w pewnym momencie został także arcykapłanem Amona. Zasadniczo było to stanowisko niedostępne dla wezyrów (i na odwrót: na stanowisko wezyra nie mianowano arcykapłanów), zapewne dlatego, że takie połączenie groziło nadmierną centralizacją władzy poza rękoma faraona.
Miejsce Ptahmosego w roli wezyra i zarządcy Teb (ale nie arcykapłana) zajął niejaki Ramose. I tu robi się ciekawie. Ramose był bowiem synem Neferhabefa, zarządcy Memfis zaangażowanego w wyprawę wojenną do Kuszu. Jego przyrodnim bratem był zaś naczelnik skarbca i spichlerza Amenhotep Haj9. W realiach starożytnego Egiptu, gdzie polityka opierała się na więziach osobistych i rodzinnych, powierzenie braciom stanowisk premiera i burmistrza stolicy oraz ministra finansów, bo tak w przybliżeniu można je interpretować po współczesnemu, stanowiło przykład rzadkiego skupiania władzy i majątku. Niemniej cały kraj stanowił de facto własność władcy, który bez oporu pomnażał bogactwo swoje i swoich zauszników. Amenhotep Haj zupełnie otwarcie przyznaje w inskrypcji na jednym z posągów, że dzięki swojemu stanowisku ogromnie się wzbogacił.
Okres XVIII dynastii zazwyczaj jest ściśle kojarzony z Tebami – nieprzypadkowo, gdyż tu znajdował się jej ośrodek władzy. Ale po części jest to po prostu skutek historycznego przypadku, który sprawił, że zabytki w okolicach Teb lepiej się zachowały do naszych czasów. Memfis bynajmniej nie popadło w zapomnienie i również doczekało się ogromnego projektu budowlanego. Faraon postanowił zbudować w północnej stolicy drugą Świątynię Milionów Lat, być może połączoną z pałacem.
Budowla została wykonana z wapienia z drzwiami z libańskiego cedru, nie zabrakło też oczywiście zdobień ze słota, elektrum i drogich kamieni. Otrzymała piękną nazwę: Neb-Maat-Re Zjednoczony z Ptahem. Nadzorcą budowy był Amenhotep Haj. O tym, jak bogatym był człowiekiem, najlepiej świadczy transakcja, którą zawarł ze świątynią: w zamian za codzienne i wieczne składanie ofiar w jego grobie w Sakkarze podarował kapłanom olbrzymią statuę przedstawiającą faraona. Zapłacił za nią 430 sṯꜣt (około 110 hektarów) ziemi, a do tego 24 służących płci męskiej, 10 służących płci żeńskiej, 1000 kur niosek, 1000 świń i 1000 prosiąt. Nie da się tego przeliczyć na współczesne pieniądze, ale żeby dać jakieś wyobrażenie o skali – taka ilość dobrej ziemi rolnej w Polsce kosztowałaby około 12 milionów złotych. Ciekawsze niż cena jest jednak samo ofiarowanie świątyni takiego daru. Zazwyczaj to faraon dawał swoim wiernym sługom posągi z ich wizerunkami w nagrodę za służbę.

Ramose z żoną ukazani w jego grobowcu.
(Stzeman, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)
Grobowiec Amenhotepa Haja z pewnością był piękny i dobrze wyposażony, ale do jego odkrycia w czasach współczesnych – niemal równo 200 lat temu – zachowały się tylko pojedyncze przedmioty. Niestety lokalizacja grobu, teraz już doszczętnie opróżnionego, została ponownie zapomniana. Z kolei duży grobowiec Ramosego (numer ewidencyjny TT55) jest jedną z głównych atrakcji nekropolii tebańskiej ze względu na piękne (i dobrze zachowane) dekoracje łączące styl tradycyjny z amarneńskim. A skoro już o tym mowa, musimy wspomnieć o innym, jeszcze większym i ciekawszym grobowcu, noszącym obecnie numer TT192. Spoczął w nim Cheruef, zarządca dóbr królowej Teje. Takiego miejsca pochówku nie powstydziłby się członek rodziny królewskiej, jest tam dziedziniec o wymiarach 30 na 30 metrów i dwie sale kolumnowe. Tu również zachowały się piękne dekoracje, ale niestety grobowca nigdy nie ukończono. Niemniej nakład sił i środków pokazuje, jakim prestiżem cieszył się Cheruef, to zaś z kolei dowodzi, jakie wpływy i możliwości miała jego szefowa.
Faraon to ma klawe życie, czyli: kolejne jubileusze
Wyniesienie Amenhotepa do godności boskiej odbiło się też na jego najbliższym otoczeniu. Być sługą faraona to nie lada osiągnięcie, ale być sługą boga – to dopiero coś! Najwierniejszy z wiernych Amenhotep Hapuwic został wynagrodzony stosownie do tej roli: pozwolono mu wybudować niewielką, ale jednak własną świątynię grobową (rzecz praktycznie niespotykana u „pospólstwa”, ograniczonego na ogół zarówno statusem, jak i brakiem funduszy), a po śmierci, jak już wspomnieliśmy, i jego wyniesiono do godności boskiej. Przez kolejne stulecia wielbiono go jako boga zdrowia i leczenia. Był w tym podobny innemu wybitnemu słudze wybitnego władcy – Imhotepowi, wezyrowi Dżesera i architektowi jego piramidy schodkowej. Na górnym tarasie świątyni Hatszepsut utworzono kaplicę zespolonego bóstwa Imhotepa-Amenhotepa. Kaplica istnieje po dziś dzień, a szczątkowe echa kultu sprzed tysiącleci wciąż się tlą – obecnie modlą się tam muzułmanki pragnące zajść w ciążę.
Nie mamy pewności, kiedy dokładnie Hapuwic rozstał się z tym światem. Organizacja święta Sed w 30. roku panowania Amenhotepa musiała stanowić ukoronowanie jego oszałamiającej kariery. Wątpliwe, aby został potem odsunięty na boczny tor; raczej sam zdecydował, że zdrowie nie pozwoli mu dalej pracować z taką samą intensywnością. Przeżył potem jeszcze co najmniej kilka lat i doczekał 34. roku. Stał się wówczas najpewniej jedynym Egipcjaninem w historii, który oglądał z bliska trzy święta Sed, jedno za Amenhotepa II i dwa za Amenhotepa III.
Dożywszy w pełni legalnego jubileuszu 30‑lecia, faraon uznał najwyraźniej, że „hulaj dusza, piekła nie ma”, i skoro zaliczył jedno święto Sed zgodnie z zasadami, to nie ma co się szczypać, zwłaszcza że w tym wieku musiał już przeczuwać, iż zbliża się śmierć.
Z pewnością brakowało mu dawnej energii w działaniu, czego najlepszym dowodem jest casus Abdi-Aszirty. Wiemy również, że zaczął skąpić na darach wysłanych kolegom po fachu (przypomnijmy, że Kadaszman-Enlil dostał „złoto, które wyglądało jak srebro”), co mogło być efektem kryzysu gospodarczego, ale mogło też wynikać z przekonania, że nie warto wysyłać niczego lepszego.
Drugi jubileusz to kolejny epizod z życia Amenhotepa pogrążony w mrokach historii. Nasza wiedza o pierwszym jest dziurawa, ale jednak widać, że faraon chciał zachować coś dla potomnych. Cała nasza wiedza o drugim święcie, nawet o tym, że w ogóle się odbyło, pochodzi ze śmietniska w Malkacie. Pozostałości po darach wskazują, że tym razem faraonowi wręczano głównie mięso. Czy drugi jubileusz okazał się klapą? Czy może doszło do jakiegoś wypadku? Nie wiemy. Ale coś gdzieś najwyraźniej nie zagrało. Można odnieść wrażenie, że Amenhotep wręcz wstydził się tych obchodów, bo tylko w ten sposób można wytłumaczyć spuszczenie zasłony milczenia na (teoretycznie) jeden z najbardziej chwalebnych momentów jego życia.
Kolejny dowód znajdujemy gdzie indziej: w podjętej już w 35. roku decyzji, aby rozpocząć przygotowania do trzeciego jubileuszu. Rzecz jasna, musimy wziąć pod uwagę inne opcje. Być może faraon na starość po prostu polubił jubileuszowanie. Ale równie dobrze mógł uznać, że musi nadrobić coś, co poprzednio mu się nie udało.

Amenhotep ukazany w grobowcu Cheruefa (TT192) podczas swojego trzeciego święta Sed – jako młody, silny mężczyzna.
(Mutnedjmet, Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic)
Wiemy, że Amenhotep zmagał się z problemami zdrowotnymi. Z wyobrażeń w grobowcu Cheruefa wiemy też, że miał przynajmniej oponkę na brzuchu, istnieją też posążki przedstawiające go jako otyłego, ubranego w długą spódnicę lepiej pasującą do jego dorodnej talii. W domu Panehesiego (o którym wspomnimy niżej) znaleziono statuetkę pokazującą starego Amenhotepa wyraźnie przygarbionego. Rzecz jasna, otyłość nie była dla starożytnego Egipcjanina przejawem choroby, wręcz przeciwnie – był to dowód bogactwa i witalności. Niemniej Egipcjanie wyraźnie cenili młode, sprawne ciało, godne wojownika, a noszenie długich spódnic, choć dopuszczalne wśród mężczyzn, uchodziło za przejaw zniewieścienia. Skoro Amenhotep pozwolił na przedstawianie się w taki sposób, wniosek jest prosty: chciał przekazać, iż Egipt jest krajem, który cieszy się pokojem i dobrobytem.
Niemniej jego mumia dowodzi, że w końcówce życia znacznie schudł. Być może wręcz nie mógł jeść, a jeśli nawet, to bez przerwy towarzyszył mu ból. Zęby miał spustoszone próchnicą, doskwierał mu też ziarniniak szczęki, a na domiar złego w czaszce rozwijał się oponiak – łagodny nowotwór mózgu. Przypomnijmy też, że według Ashrafiana Amenhotep cierpiał na padaczkę skroniową. Być może tu kryje się powód tak intensywnego jubileuszowania. W święcie Sed chodziło wszak o odmłodzenie i odrodzenie, a więc z natury rzeczy także uleczenie.
Ciekawym wątkiem przygotowań do trzeciego jubileuszu była wyprawa po synajski turkus. Kamień ten ma, rzecz jasna, kolor turkusowy, ale na Synaju łatwo go spotkać w odmianie o odcieniu bardziej zielonkawym, a kolor zielony stanowił symbol odrodzenia. Faraon zapragnął wobec tego przyozdobić scenę jubileuszu turkusem i nakazał wysłać ekspedycję do miejsca znanego dziś jako Sarabit al-Chadim, niedaleko wybrzeża Zatoki Sueskiej. Dla urzędników dworskich szefowanie wyprawie po turkus było wysoce pożądanym zadaniem – była to trudna wyprawa pod względem logistycznym, ale stosunkowo mało niebezpieczna, a przy tym dawała okazję do wzbogacenia się i zdobycia przychylności faraona. Tym razem odpowiedzialność za to newralgiczne zadanie spoczęła na barkach wspomnianego wyżej Panehesiego, który najwyraźniej spisał się dosłownie na medal i został nagrodzony Złotem Zasługi. Z inskrypcji pozostawionej na Synaju przez skrybę ekspedycji dowiadujemy się, że wcześniej Panehesi uczestniczył także w wyprawie do Puntu.
Ostatecznie jednak dostępne dane wskazują, że Amenhotep nie miał powodów do zadowolenia. W Malkacie odnaleziono pozostałości jedynie 78 naczyń z trzeciego jubileuszu (z drugiego zachowało się pięć razy więcej). Jak zwykle trzeba w tym miejscu poczynić zastrzeżenie, iż brak dowodów nie jest równoznaczny z dowodem braku – być może czegoś jeszcze nie znaleźliśmy, bo zostało zniszczone lub dopiero czeka na znalezienie. Ale trudno sobie wyobrazić, gdzie indziej moglibyśmy szukać osobistych darów dla faraona.
Śmierć
Po trzecim jubileuszu Amenhotep żył jeszcze kilka lat, najwyraźniej nudnych i chyba niezbyt pomyślnych, gdyż programy budowlane, wcześniej zakrojone na bardzo dużą skalę, wyraźnie zwolniły. Ale jak już widzieliśmy, sam faraon był już ciężko chory. Kres życia upłynął mu w cierpieniu, na które ówczesna medycyna nie była w stanie nic poradzić poza uśmierzaniem bólu za pomocą opium.
Rodzi to pytanie o koregencję. Widzieliśmy ją już w przypadku Amenhotepa II i jego ojca Totmesa III. I jak wówczas zauważyliśmy, byłby to sposób, aby następca tronu zgłębił tajniki rządzenia i zbudował sobie zaplecze personalne. Ale gdy mówimy o Amenhotepie III i jego następcy Amenhotepie IV, nawet te korzyści być może musiały ustąpić przed smutną koniecznością: jeśli schorowany ojciec nie był w stanie rządzić, syn nolens volens przejął choć część obowiązków. Z wyobrażeń w grobach dworskich urzędników widzimy zaś, że przejęcie władzy przez syna najpewniej przebiegło bezproblemowo. Nasi starzy znajomi Ramose i Cheruef zachowali wpływy.
Kwestia koregencji dwu Amenhotepów jest jedną z najbardziej fascynujących zagadek dotyczących XVIII dynastii, egiptolodzy debatują w tej sprawie (by nie powiedzieć: kłócą się) od dziesięcioleci i będą debatować, dopóki ktoś nie dokona jakiegoś przełomowego odkrycia. Istnieją ekstremalne rozbieżności w literaturze, od kilku miesięcy do nawet, jak uważał Cyril Aldred, 12 lat. W pewnym momencie wydawało się zresztą, że takie odkrycie mamy i że kwestia koregencji została stuprocentowo przesądzona na „tak”.
6 lutego 2014 roku (to jedyna data w tym artykule osadzona w naszej erze) Muhammad Ibrahim z egipskiego Ministerstwa Starożytności oficjalnie ogłosił, że znaleziono dowód potwierdzający hipotezę o długiej koregencji – inskrypcję w grobowcu numer AT28 wezyra Amenhotepa-Haja z imionami obu faraonów w kartuszach. Jako że sporządzono ją w okresie pierwszego święta Sed, wyciągnięto wniosek, że królewicz został wyniesiony do godności królewskiej właśnie wtedy, co przekładałoby się, rzecz jasna, na regencję trwającą osiem–dziewięć lat. Byłoby to istotne odkrycie dla naszej wiedzy o życiu Amenhotepa III, ale wręcz rewolucyjne w odniesieniu do Amenhotepa IV / Echnatona. Oznaczałoby bowiem, że Echnaton rozniecił ogień herezji za życia ojca, albo za jego zgodą, albo pomimo jej braku, jeśli schorowany Amenhotep III nie był w stanie już wyrazić swej woli. Trzeba by całkowicie poprzestawiać znaną nam dotąd chronologię okresu amarneńskiego (na przykład przeniesienie stolicy do Achetaton nastąpiłoby około 35. roku panowania Amenhotepa III) i na nowo zrozumieć proces ówczesnych przemian religijnych.
„Byłoby” i „oznaczałoby”, i „trzeba by” – ponieważ sprawa wkrótce się skomplikowała. Owszem, imiona są tam, gdzie są, i owszem, otoczone kartuszami. Ale nigdzie nie jest powiedziane, że powstały w tym samym czasie. Bardziej prawdopodobne jest to, że Amenhotep-Haj postanowił uhonorować w ten sposób obu władców, którym służył, tego, za którego czasów rozpoczął budowę grobowca, i tego, za którego czasów skończył.
José Lull pięć lat później, opierając się na nowych ustaleniach dotyczących rozkładu świąt księżycowych, doszedł do wniosku, że koregencji nie było. Z kolei Aidan Dodson rozprawił się ze słynnym graffiti w świątyni grobowej piramidy w Majdum. Napis ten, sporządzony w 30. roku panowania Amenhotepa III, uznawano często za poszlakę wskazującą na koregencję, ale Dodson przekonywająco wskazuje, iż chodzi tu raczej o mianowanie Amenhotepa juniora następcą tronu w miejsce zmarłego niedawno starszego brata. W najnowszej egiptologii zdecydowanie przeważa interpretacja mówiąca o bardzo krótkiej koregencji lub w ogóle jej braku.
Amenhotep III zmarł niemal na pewno w 38. roku panowania – zapewne w 1353 lub 1351 roku. Teje przeżyła go o kilkanaście lat.
Po zakończeniu rytuałów pogrzebowych mumię Amenhotepa złożono w grobie noszącym współczesny numer ewidencyjny WV22. Wprawdzie większość faraonów XVIII dynastii ma grobowce we wschodniej odnodze Doliny Królów, miejsce wiecznego spoczynku Amenhotepa wykuto w miękkim piaskowcu doliny zachodniej. Nie ma wątpliwości, że grobowiec był bogato zdobiony i malowany, ale do naszych czasów zachowały się jedynie marne szczątki tego piękna. Jeszcze za czasów Nowego Państwa grobowce Doliny Królów zostały złupione, a mumie bezceremonialnie porozrzucano po okolicy.
Mumia Amenhotepa III ostatecznie spoczęła w grobowcu KV35, sporządzonym pierwotnie dla Amenhotepa II, a odkrytym dla współczesności przez Victora Loreta. Znalazły się tam również między innymi mumie Teje i Totmesa IV. Jedna mumia może być zwłokami królewicza Totmesa, a inną, znaną jako „Młoda Pani” i zidentyfikowaną na podstawie badań genetycznych jako matka Tutanchamona, utożsamia się z Nebetah lub Beketaton10.
Tymczasem Amenhotep IV, zapewne mniej więcej 20‑letni, objął władzę bez większych sensacji. Wkrótce potem otrzymał list od Tuszratty z wylewnymi kondolencjami i równie wylewnymi gratulacjami. Ale w piątym roku rządów porzucił Teby, aby założyć nową stolicę, umiejscowioną 350 kilometrów w dół Nilu, gdzie pozostał do końca życia i zapisał się w historii jako faraon heretyk, który posunął do absolutnego krańca ewolucję religijną trwającą od kilku pokoleń, czyniącą faraona już za życia bogiem solarnym. Aby jednak osiągnąć ten stan rzeczy, Amenhotep IV musiał praktycznie wykorzenić kulty innych bóstw.
Jego herezja miała też podłoże polityczne. W starożytnym Egipcie wszystko co religijne miało podłoże polityczne. W tym wypadku faraon buntował się przeciwko coraz potężniejszym kapłanom Amona, stąd też wszystkie imiona odwołujące się do tego boga – z „Amenhotep” na czele – musiały ulec zmianie. Inni Amenhotepowie zaczęli używać przezwiska czy też zdrobnienia Haj, natomiast sam faraon zmienił imię na Echnaton (ꜣḫ-n-jtn, uhene-jatej, ‘Użyteczny dla Atona’), jego stolica zaś otrzymała piękną nazwę Achetaton (ꜣḫt-jtn, ‘Widnokrąg Atona’); obecnie znana jest jako Amarna, stąd „listy amarneńskie”. Historia życia Echnatona będzie tematem kolejnego artykułu w tym cyklu, jeżeli nasi Patroni zażyczą sobie, abyśmy go kontynuowali.
Jak oceniać króla słońce?
Nie mamy dokładnych danych statystycznych, ale wszystko wskazuje, że w momencie, gdy Amenhotep wstępował na tron, Egipt był najbogatszym i najpotężniejszym pod względem wojskowym krajem na świecie. Tym samym statusem cieszył się, gdy Amenhotep umierał, co przemawia na korzyść faraona, jeśli weźmiemy pod uwagę, że musiał on podźwignąć kraj z tajemniczego kryzysu w drugiej dekadzie rządów. Część autorów pisze wręcz o złotej erze – i trudno nie przyznać im racji. Nie da się jednak ukryć, że pod sam koniec coś zaczęło się chwiać: dary od Amenhotepa dla sojuszników straciły na wartości (nie tylko złoto, wiemy też, że skurczyły się dostawy zboża), wśród wasali zalągł się chaos (casus Abdi-Aszirty), dwa ostatnie jubileusze także najwyraźniej nie wypaliły, a przynajmniej nie do końca.
Kulturowo czasy Amenhotepa III były dla Egiptu czasem przemian. Politycznie zaś był to okres pokoju, względnie, jak na standardy epoki. Co za tym idzie, większość jego długiego życia była dla Egipcjan czasem dobrobytu, przynajmniej dla tych, którzy mieli dostęp do krążących nad Nilem bogactw. Jak już widzieliśmy, życie niewolnika i prostego robotnika nieszczególnie się różniło. Projekty budowlane z czasów Amenhotepa zaliczają się do najbardziej imponujących w całej historii Egiptu, ale żeby to osiągnąć, faraon musiał zmobilizować zasoby państwa w stopniu niespotykanym od czasów IV dynastii, tymczasem prości wykonawcy jego woli nie mieli z tego nawet figi z makiem, jedynie połamane kości, odciski i podobne urazy. Oczywiście mogli mieć satysfakcję z tego, że umacniają stróża kosmicznego porządku, ale… mogli też jej nie mieć. I nigdy się nie dowiemy, co tak naprawdę czuli, bo nie pozostawili po sobie żadnych śladów piśmienniczych. Zresztą nawet gdyby je pozostawiali, trudno się spodziewać, aby aparat religijno-państwowy pozwolił na umieszczanie w grobach napisów podważających wielkość faraona i sens jego decyzji.
Pod względem ambicji Amenhotep (i Teje) wzniósł się na niespotykane dotąd wyżyny i, co ważniejsze, był w stanie zmaterializować swoją wizję zarówno w aspekcie materialnym, jak i duchowym. Na jego ocenie jako władcy cieniem kładzie się końcowy okres rządów. Imperium zaczęło się kruszyć, a potem Echnaton nie chciał lub nie mógł temu zapobiec. Z pewną dawką cynizmu można stwierdzić, iż Amenhotep żył o kilka lat za długo.
Przeczytałeś/Przeczytałaś do końca? No to przyznaj sam/sama, zasłużyliśmy chyba na subskrypcję. Klik, klik. 🙂
Przypisy
1. Imię Hatszepsut nie było w żadnej sposób „faraońskie” ani zastrzeżone, historia zna inne Egipcjanki o tym imieniu.
2. Właściwie to nie, wcale nie na widnokręgu, ale tym bardziej nie na horyzoncie, jak chcą badacze odwołujący się do tradycyjnego anglojęzycznego horizon. W języku polskim to „coś”, zza czego wyziera słońce rano i za czym znika o zmroku, to widnokrąg, nie horyzont. Tyle że Egipcjanie tak nie rozumowali. Ich słowo ꜣḫt, czyli Achet, oznaczało dwa miejsca na nieboskłonie, gdzie słońce spędza pierwsze i ostatnie chwile dnia. W mianach aspektów Horusa – Horachty i Horemachet – kryje się odwołanie do obu tych miejsc, nie zaś pozornej linii okrążającej widoczny świat.
3. Niektórzy badacze sądzą, że nazwa „Nubia” pochodzi wprost od egipskiego słowa oznaczającego złoto.
4. Nazwa ich kraju pojawia się w inskrypcjach niemal zawsze w połączeniu z przymiotnikiem, który przetłumaczyć by można jako „nędzny” czy „parszywy”. Nie oznacza to jednak jakiejś szczególnej wrogości, ale jest po prostu efektem normy kulturowej – wróg zawsze musiał być słaby i głupi, stanowić raczej niedogodność, a nie zagrożenie.
5. Nie ma jasności, czy książę Si-Atum także był synem Amenhotepa czy raczej jego przyrodnim bratem. Z kolei Beketaton potencjalnie mogła być córką Echnatona i jego pomniejszej żony Kiji.
6. Wymienienie go z imienia steli upamiętniającej zwycięstwo sugeruje, że był to prominentny i niebezpieczny wróg.
7. Pod koniec ubiegłego roku świat obiegła wiadomość, że Kolosy Memnona zostały odrestaurowane. W rzeczywistości Egipcjanie odtworzyli dwa inne, zniszczone wcześniej, kolosalne posągi Amenhotepa.
8. Ilość miejsca poświęconego jubileuszowi w Solebie sprawia, że świątynia bywa nazywana jubileuszową.
9. W tym samym okresie wezyrem Dolnego Egiptu był inny Amenhotep Haj. Z kolei za czasów Tutanchamona jeszcze inny Amenhotep Haj był wicekrólem Kuszu. I weź tu się, człowieku, nie pogub.
10. Grobowiec WV22 został otwarty dla zwiedzających w październiku ubiegłego roku.
Bibliografia
Książki
Guy de la Bédoyère, Pharaohs of the Sun: How Egypt’s Despots and Dreamers Drove the Rise and Fall of Tutankhamun’s Dynasty. Little, Brown Book Group, 2022.
Catharina Blankenberg-van Delden, The Large Commemorative Scarabs of Amenhotep III. Leiden, E.J. Brill, 1969.
Eric H. Cline, Love, War, and Diplomacy: The Discovery of the Amarna Letters and the Bronze Age World They Revealed. Princeton University Press, 2025.
Arielle P. Kozloff, Amenhotep III: Egypt’s Radiant Pharaoh, Cambridge, 2012.
Bogusław Kwiatkowski, Poczet faraonów, Iskry, 2021.
Barbara Mertz, Temples, Tombs, and Hieroglyphs: A Popular History of Ancient Egypt. HarperCollins, 2007.
David B. O’Connor, Eric H. Cline (red.), Amenhotep III: Perspectives on His Reign, Univ. of Michigan Press, 1998.
Ronald T. Ridley, Akhenaten: A Historian’s View. American University in Cairo Press, 2019.
Artykuły
Hutan Ashrafian, Familial epilepsy in the pharaohs of ancient Egypt’s eighteenth dynasty, Epilepsy & Behavior, Volume 25, Issue 1, ss. 23–31.
Dana Bělohoubková, In search of the royal harem: A discussion on the Malkata palace rooms interpretation. Knowledge and Memory: Festschrift in honour of Ladislav Bareš, Charles University, 2022, ss. 79–85.
Betsy Bryan, Developing the King’s Image Early in the Reign of Amenhotep III. The Star Who Appears in Thebes: Studies in Honour of Jiro Kondo, Abercromby Press, 2022, ss. 87–99.
Jacobus van Dijk, The Noble Lady of Mitanni and Other Royal Favourites of the Eighteenth Dynasty. Essays on Ancient Egypt in Honor of Herman te Velde, Egyptological Memoirs 1, Styx Publications, 1997.
Aidan Dodson, On the alleged ‘Amenhotep III/IV coregency’ graffito at Meidum. Göttinger Miszellen. Beiträge zur ägyptologischen Diskussion, Heft 222, 2014, ss. 25–28.
Anna Garnett, ‘The Like of Which Never Existed’: The Memphite Building Programme of Amenhotep III. Current Research in Egyptology 2009: Proceedings of the Tenth Annual Symposium. Oxbow Books 2011, ss. 53–66.
Patrick van Gils, The Victory Stela of Amenhotep III, History or Symbolism?
Michael Habicht, Some reflections on the proposed 8-year co-regency of Amenhotep III and Amenhotep IV Akhenaten. Göttinger Miszellen. Beiträge zur ägyptologischen Diskussion, Heft 241, 2014, ss. 25–36.
José Lull, A Chronological Perspective on the Transition from Amenhotep III to Amenhotep IV / Akhenaten. Aula Orientalis 37/1 (2019).
W. Vivian Davies, A Statue of Amenhotep III Rediscovered. The Fourth Cataract and Beyond: Proceedings of the 12th International Conference for Nubian Studies. Peeters, 2014, ss. 399–408.











