Imię Amenhotep nie przebiło się do powszech­nej świa­do­mości. Spo­śród wszystkich faraonów Egiptu współcześ­nie najsłyn­niej­sza jest, bez dwóch zdań, Kleopatra (choć już mało kto koja­rzy, że „ta słynna” Kleopatra to Kleopatra Siódma). Niewiele ustę­puje jej Ramzes (Drugi). Oboje mają po swojej stro­nie przeboje kinowe i świetne kreacje Eliza­beth Taylor i Yula Bryn­ne­ra. Kto poza nimi? Może Tutanch­amon, który zyskał pośmiert­ną sławę dzięki nie­na­ru­szo­nemu grobowcowi, między­naro­do­wym wysta­wom odkry­tych tam przed­mio­tów i bred­niom o klątwie faraona? Może Echnaton, faraon here­tyk, który odrzu­cił kult bogów swoich przod­ków i pro­mo­wał kult tarczy słonecznej – Atona?

W tej chwili ledwie krok dzieli nas od głównego bohatera tego artykułu. Amenho­tep III był ojcem Echnatona i poło­żył fundament pod religijną rewo­lu­cję swojego syna. Wichry historii sprzed tysięcy lat sprawiły jednak, iż gwiazda Amenhotepa – najjaś­niej­szego z faraonów – przygasła. Wielkie osiąg­nię­cia kultu­rowe z blisko 40 (często niełatwych) lat panowania nie zapew­niły mu nie­śmier­tel­ności, która stała się udzia­łem jego następców. Ale z dru­giej strony, jak na człowieka urodzo­nego ponad 34 stulecia temu, wiemy o nim zaska­ku­ją­co dużo. Wiemy nawet, jak miała na imię kotka jego pierwo­rod­nego syna (Ta-miju). Czas zagłębić się w tę skarbnicę wiedzy.

Ten artykuł powstał dzięki naszym Subedejom, wspierającym Konflikty na Patronite.pl. Są to:

Alex B • Andrzej N. • Jacek Zagrodzki • Łukasz Paweł • Marcin Ślimak • dwóch Patronów anonimowych

Serdecznie dziękujemy za wsparcie i zaufanie.

Czytelnicy, którzy chcieliby dołączyć do grona Subedejów (lub którejś innej grupy naszych Patronów), mogą kliknąć tutaj, aby przenieść się na nasz profil na Patronite.pl.

Ponadto obecnie wszyscy Patroni – nie tylko Subedejowie – mają dostęp do wersji „beta” niektórych naszych artykułów.

Wszystkie artykuły, które powstały dzięki wsparciu Subedejów, znajdują się tutaj.

Tytułem wstępu

Zanim przejdziemy do rzeczy, musimy „odpowiednie dać rzeczy słowo”. Niniejsza sekcja artykułu skupi się wyłącznie na kwestiach etymolo­gicz­nych, ono­mas­tycz­nych i orto­gra­ficz­nych. Czytelników zainte­re­so­wa­nych historią życia Amenhotepa III zapra­szamy od razu do następnej sekcji.

Przede wszystkim sam Egipt. Współ­czesna ludność arabsko­języczna nazywa ten kraj Misr, a sami Egipcjanie powiedzieliby raczej: Masr. Słowo ma pocho­dze­nie semic­kie (po hebrajsku Egipt to Micrajim). Dla prostych Egipcjan w cza­sach Amen­ho­tepa III byłoby zupełnie obce, ale ci, którzy mieli kontakty z ludami ze wschodu, rozpoz­na­liby w nim nazwę swojego kraju. Jeszcze bar­dziej obce byłoby nasze słowo Egipt, pocho­dzące za pośrednictwem łaciny od grec­kiego Aígyptos, które z kolei jest wykoś­la­wioną nazwą ḥwt-kꜣ-ptḥ, co po naszemu znaczyło: ‘Dom Ducha Ptaha’, a czy­tało się w interesującym nas okresie – w ogrom­nym przybliżeniu – hauit-ku‑pitah.

W tym i kolejnych przypadkach wymowę podajemy z myślą nie o tym, aby Czytelnik mógł być zrozu­miany przez ducha faraona, ale jedynie po to, aby nie łamał sobie języka na zbitkach w rodzaju „hwt”.Pomijając już, że starożytny egipski nie posługi­wał się tym samym zasobem dźwięków co polszczyzna (a nie chcemy używać między­naro­do­wego alfa­betu fonetycz­nego), wymowa i tak jest jedynie hipo­te­tyczną rekon­struk­cją; zwłaszcza samogłoski są tu wyzwa­niem (a dodatko­wym prob­le­mem jest to, że wymowa ewoluowała na przestrzeni stuleci – wszystko to byłoby tematem na zupeł­nie osobny artykuł). Notabene ze słowa Aígyp­tos, okrężną drogą przez arab­ski, narodziła się też nazwa „Kop­towie”.

Sami starożytni Egipcjanie na swój kraj mówili różnie. Bodaj najbardziej znaną nazwą jest kmt (kemet), słowo odnoszące się naj­pew­niej do żyznej czarnej ziemi wzdłuż koryta Nilu. Używano też nazwy tꜣ‑mrj (ta-miji), co może znaczyć ‘Umiło­wany Kraj’ lub ‘Kraj Kanałów’. Z kolei tꜣwj (taruaj), czyli ‘Dwa Kraje’, pojawiało się w zbitkach w rodzaju nb‑tꜣwj, ‘władca Dwóch Krajów’, to jest Górnego i Dolnego Egiptu. Nazwa hwt-kꜣ-ptḥ rozsze­rzyła się z ogromnej świątyni Ptaha na całą stolicę, miasto znane dziś jako Memfis, a ze stolicy – na cały kraj.

Starożytny Egipt (kliknij, aby powiększyć).
(mapa bazowa: Jeff Dahl, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported | spolszczył: Łukasz Golowanow)

Memfis to oczywiście także słowo greckie. Miasto założył opodal dzisiej­szego Kairu ponoć sam Narmer, vel Menes, pierwszy władca zjedno­czo­nego Egiptu ponad 5100 lat temu. Nazywało się wówczas jnb‑ḥḏ (‘Białe Mury’). W cza­sach Amenhotepa III znane było jako mn‑nfr (munnafa), czyli ‘Trwające Piękno’ lub ‘Trwały i Dosko­nały’, co z kolei pochodziło od nazwy mn-nfr-ppy, okreś­la­ją­cej znisz­czoną już dziś pira­midę Pepiego I. Z tej formy wywodzi się greckie Memfis.

Za czasów XVIII dynastii, do której zaliczał się nasz główny bohater, centralą admi­ni­stra­cyjną Egiptu były jednak Teby, prawdopodobnie najludniejsze miasto świata w tam­tym okresie, liczące około 90 tysięcy mieszkańców. Pokrywa się ono ze współ­czes­nymi miastami Luksor i Karnak. „Teby” to, jakżeby inaczej, nazwa grecka. Amenhotep powiedziałby na swoją stolicę wꜣst (uaset), czyli ‘Miasto Berła’.

Grekom zawdzięczamy także nazwę Nil. Najdłuższa rzeka świata była funda­men­tem istnienia państwa egipskiego, jest nim zresztą w dużej mierze po dziś dzień. Herodot nie bez kozery nazwał Egipt „darem Nilu”. To jego wody użyź­niały czarną (kmt) ziemię. To one niosły łodzie na północ (do Dolnego Egiptu) i na południe (do Gór­nego Egiptu), umożliwiając sprawne zarządza­nie pańs­twem roz­cią­ga­ją­cym się na ponad tysiąc kilometrów. Nil był tak wszech­ogar­nia­jący w świa­do­mo­ści staro­żyt­nych Egip­cjan, że nie miał nawet nazwy. Mówili nań po prostu: Rzeka. Po egipsku: jtrw (w okre­sie, który nas intere­suje: ja’ra, choć w znor­ma­li­zo­wa­nej wymowie egip­to­lo­gicz­nej przyjęło się: iteru). Nie ma pewności, skąd Grecy wzięli formę Neîlos. Na Morze Śród­ziemne Egipcjanie mówili: wꜣḏ-wr (uaet-uere), czyli ‘Wielka Zieleń’.

Stety-niestety greckie nazewnictwo przyjęło się na dobre. A gdzie się nie przy­jęło, rządzi język arabski, jak w przypadku oazy Fajum, miejsca, w któ­rym przy­szedł na świat Amenhotep III. Jedną z niewielu nazw zachowa­nych i uży­wa­nych w formie przynajmniej bliskiej oryginalnej jest główne miasto oazy, Szedet (šdt), jak na złość, bo akurat grecką nazwę miało przecudną – Kroko­dilo­polis, ‘Miasto Kro­kodyla’.

Sam Amenhotep też doczekał się zgrecczenia i stał się Amenofisem, ale na szczęś­cie ta forma się nie utrzy­mała. Mamy więc Amenhotepa. Sam faraon pewnie nawet rozpoznałby w tej wersji własne imię. W rze­czy­wis­to­ści nazywał się jmn‑ḥtp(.w) i sam wymówiłby to mniej więcej: amunhatpu. Zarówno jego ojciec, jak i pier­wo­rodny syn mieli na imię ḏḥwtj‑ms (tahawtij-missa), co w polsz­czyź­nie przybiera postać Totmes, a po grecku: Tutmosis.

Wszystkie te imiona miały znaczenie, których ludzie wokół byli doskonale świa­domi. Współ­cześ­nie nawet imiona o jasnej etymologii, takie jak w polsz­czyź­nie Bogumił czy Mściwoj, to po prostu imiona i nikt nie wychodzi z zało­że­nia, iż Mściwoj kogokolwiek pomści. Starożytni Egipcjanie wiedzieliby jednak doskonale, że Totmes odwołuje się do narodzin boga Thota, a Amen­hotep zapewnia swoim imieniem, iż bóg Amon jest zadowolony.

Głowa Amenhotepa III, zbiory British Museum.
(Osama Shukir Muhammed Amin, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)

Ta zasada dotyczyła zresztą i bogów. Na przykład słowo mꜣꜥt (tradycyjnie maat, ale czytane w tym okresie mu’a) znaczyło ‘prawda’, ‘cnota’, ‘sprawied­li­wość’ i tym podob­ne, ale było to też imię bogini Maat, stanowiącej personifikację prawa, har­mo­nii i moralności. Z kolei jtn (jatej lub jaten) to słowo oznaczające ‘dysk’, które stało się określeniem „oblicza” słońca i księżyca widocznych na nieboskłonie, a stąd – imieniem boga Atona. Ale wciąż funkcjonowało jako rzeczownik pospolity. I tak na przykład nazwa „jtn-ṯḥn”, z którą zetkniemy się dalej, może znaczyć równie dobrze ‘olśniewająca tarcza sło­neczna’, jak i ‘olśniewający Aton’. Imię boga Amona (jmn, czyt. jamanu lub ‘amane) znaczyło po prostu ‘ukryty’ i jako przymiotnik mogło się odnosić zgoła do czego­kolwiek.

Ostatnią kwestią językową wymagającą objaśnienia jest tytuł ḥmt-nswt-wrt, łączą­cy słowa wrt (uera), oznaczające różne pojęcia związane z wielkością i waż­no­ścią, oraz ḥmt-nswt, czyli ‘królowa’. Tyle że, jak widać, ḥmt-nswt to także dwa słowa. To drugie, nswt (nijsija, ‘ansi’a), to ‘król’, ale dosłowniej (w tradycyjnej, choć nie przez wszystkich akceptowanej interpretacji Kurta Sethego): ‘[ten] od turzycy’, która to roślina była symbolem władzy monar­szej. Natomiast ḥmt (hima) to ‘kobieta’. Trady­cyj­nie przyjęło się tłumaczyć ḥmt-nswt-wrt jako ‘Wielka Małżonka Królewska’, ale jak zwraca uwagę Guy de La Bédoyère, jest to przyginanie staro­żytnej egipskiej rzeczy­wi­sto­ści do naszej współczes­nej. Co oczywiście z jednej strony jest zrozumiałe, ale z drugiej – „Przeszłość to obcy kraj. Tam wiele rzeczy robi się inaczej”. I warto tę inność uszanować. Tłumacząc dosłow­nie: ḥmt-nswt-wrt to ‘ważna kobieta tego od turzycy’. Problemem w tradycyj­nym terminie nie jest jednak ani „wielka”, ani „królew­ska”, ale przede wszyst­kim „małżonka”. To właśnie słowo implikuje współ­czes­nemu odbiorcy coś, czego starożytni Egipcjanie wcale tam nie widzieli.

Europejczyk kojarzy małżeństwa dawnych królów i królowych jako mechanizm dynastyczny i dyploma­tyczny. Tymczasem dla starożytnych Egipcjan „małżeństwo” władcy miało znaczenie metafizyczne. Faraon musiał mieć „swoją kobietę”, aby wypełnić męsko-żeńską naturę władcy wymaganą przez boski porządek wszech­świata. Mężczyzna po prostu nie mógł rządzić samo­dziel­nie. Ale jego „druga połów­ka” nie musiała być jego żoną. Mogła to być matka, siostra czy nawet córka, każda kobieta zdolna odgrywać należytą rolę rytualną. Niestety „ważna kobieta tego od turzycy” brzmi zbyt śmiesznie, aby dało się konsekwent­nie używać tego terminu.

W tym miejscu trzeba poczynić jeszcze jedno zastrzeżenie. Starożytni Egipcja­nie nie stosowali ciągłej rachuby lat od określonego punktu, ale roz­po­czy­nali de facto nowy kalendarz w momen­cie, gdy korona trafiała na głowę kolejnego władcy. I tak, chociaż chronologię wydarzeń jesteśmy w sta­nie okreś­lić z wysokim stopniem prawdo­po­do­bień­stwa, same daty bywają proble­ma­tyczne, a czasem wręcz niemoż­liwe do usta­le­nia. Amenhotep III zasiadł na tronie może w roku 1391, a może w 1388 przed naszą erą. Zmarł może w 1353, a może w 1351. A być może w zupeł­nie innym. Możemy za to stwierdzić, iż dokonał żywota w 38. roku panowa­nia, najpewniej w jego pierwszych miesiącach.

Mandat Niebios

Spośród 33 dynastii, na które tradycyjnie dzieli się historię staro­żyt­nego Egiptu – 3120 lat od Narmera do nieszczęsnego Cezariona – XVIII dynas­tia może się śmiało ubiegać o miano najlep­szej, naj­wy­bit­niej­szej i w ogóle „naj”. Jedy­nymi god­nymi rywalem byłaby IV dynastia i XIX dynas­tia. Ta pierw­sza to dynastia budowni­czych piramid, z Chufu vel Cheop­sem (znów ci Grecy!) na czele. XIX dynastia z kolei to ta od Ramzesa II Wielkiego. Za jego czasów Egipt osiągnął szczyt swojej potęgi mili­tar­nej. Ale fundament pod te sukcesy położyła XVIII dynastia, a chaos, który nastą­pił po herezji Echnatona, bynajmniej ich nie znisz­czył.

Okres około roku 1550, kiedy XVIII dynastia bierze swój początek, był cza­sem odro­dze­nia. Minione dwa wieki upłynęły pod zna­kiem walk o wła­dzę i roz­drob­nie­nia politycznego, a około roku 1650 Dolny Egipt zna­lazł się pod panowa­niem obcej – i tajem­ni­czej z dzisiejszej pers­pek­tywy – dynastii Hyksosów, noszącej w tra­dy­cyj­nej chrono­logii numer XV. Równolegle istniała rdzennie egip­ska struktura władzy z siedzibą w Tebach. Właś­nie stamtąd około roku 1560 ruszyła kampania, która pod­wa­żyła władzę Hyk­so­sów w Delcie Nilu. Pierwszy impuls dał faraon Seke­nenre Tao, noszący przy­do­mek, który na polski moglibyśmy przełożyć jako: Chrobry. Jego pano­wa­nie było jednak krótkie. Około piątego roku panowania Sekenenre Tao dostał się do niewoli w bitwie z Hyksosami i został ceremonial­nie zabity, może włas­no­ręcz­nie przez hyksoskiego króla Apepiego.

Syn Sekenenrego, Kamose, kontynu­o­wał dzieło ojca i dotarł nawet pod mury hyk­so­skiej stolicy ḥw.t‑wꜥr.t (Hut-Uaret, gr. Awaris, obecne Tell ad‑Dab’a), lecz i on pozostał u steru jedynie około pięciu lat. Na tronie zasiadł jego młodszy brat Ahmose, wówczas jeszcze dziecko, więc począt­kowo władzę dzierżyła regentka, jego matka – Ahho­tep. Oka­zała się sprawną władczynią, najwy­raź­niej także na niwie wojskowej. Pod jej okiem Ahmose wyrósł na króla-wojow­nika z prawdziwego zdarze­nia, do końca zła­mał potęgę Hyksosów nad Nilem, pobił sprzy­mie­rzo­nych z nimi Kuszy­tów na połud­niu, zdusił dwie rebelie i stał się założycielem nowej, XVIII dynastii. Jej naro­dziny na fundamencie wojny z Hyksosami nadały dynastii militarystycz­nego sznytu.

Od tego momentu w historii staro­żyt­nego Egiptu rozpoczyna się okres znany jako Nowe Państwo.

Ahmose miał co najmniej dwie żony, które były zarazem jego siostrami. Związ­ki kazi­rod­cze były w rodach faraońskich nie tylko akceptowalne, ale wręcz pożą­dane, tak aby zachować czystość królewskiej krwi i zapobiec poja­wie­niu się konkurentów do tronu z jakiejś bocznej linii. Jedna z nich, Ahmose-Nefer­tari, urodziła mężowi dwu synów, z których jeden zajął miejsce ojca na tronie jako Amen­hotep I. I jak Ahmose miał wsparcie Ahhotep, tak u boku Amen­hotepa I stała podobnie mądra Ahmose-Nefertari, która najpierw z powodze­niem rządziła jako regentka, a następ­nie służyła synowi radą.

Ahmose.
(Metropolitan Museum of Art)

Amenhotep I zmarł bezdzietnie, a przynajmniej bez­dzie­dzicz­nie. Na pociesze­nie zostało mu wyniesienie do statusu boskiego, nie tylko poprzez normalne dla zmar­łych faraonów utoż­sa­mie­nie z bogiem Ozyrysem, ale pod własnym imieniem, i na dodatek wespół z matką, co było już zupełnym ewenemen­tem. Nie­mniej w sys­te­mie dynastycznym jednym z pod­sta­wo­wych zadań władcy (o ile nie głównym zada­niem) jest dochowanie się potomka mogącego stać się następ­cą tronu. Amen­hotep I, nieza­leż­nie od swej boskości, nie dał Egiptowi następcy, nie takiego, który wciąż żył, kiedy ojciec po raz ostatni zamknął oczy.

Kim dokładnie był jego następca Totmes I? Uznanym dowódcą wojskowym i nie­mal na pewno krewnym zmarłego (stopień pokrewieństwa nie jest znany, ale poszlaki sugerują, że byli kuzynami). Przecież nie po to faraonowie od pokoleń tak dbali o czystość krwi, żeby teraz pozwolić zasiąść na tronie jakiemuś wojakowi, choćby i utytułowanemu. Jako że Ahmose-Nefertari prze­żyła syna, z pewnością miała wpływ na wybór jego następcy. Trudno wobec tego się dziwić, że Totmes uhono­rował ją przepysznym pochówkiem.

Totmes faraon nie przestał być Totmesem żołnierzem. Już w drugim roku pano­wa­nia (które ostatecznie trwało siedem do czternastu lat) zaczął kampa­nię w Kuszu (Nubii) i odniósł zwycięstwo w pobliżu Tombos. Następ­nie wyprawił się do Kana­anu i Syrii, gdzie jednym z głów­nych celów było zagwa­ran­to­wa­nie dostępu do cen­nego materiału budow­la­nego – drewna cedro­wego. Jeśli wie­rzyć inskrypcjom, egip­skie wojska odno­siły suk­ces za sukcesem, wykorzys­ty­wały czynnik zaskoczenia we wszyst­kich bit­wach, rozbijały szyk prze­ciw­nika i zawsze parły naprzód niczym, nie przy­mie­rza­jąc, Wehrmacht przez Francję, a sam Totmes był nie tylko genial­nym dowódcą, ale też naj­dziel­niej­szym wojow­ni­kiem swojej armii.

Przez resztę życia Totmesa I najwy­raź­niej panował względny pokój. Wy­daje się, że faraon uznał, iż nie potrzebuje dalszych zdobyczy tery­torial­nych. Skupił się więc na drugiej dziedzinie, w której władca starożyt­nego Egiptu mógł zdoby­wać chwałę: na dewelo­perce. Budował przede wszyst­kim w Kar­naku, gdzie prócz rozbu­dowy kom­pleksu świątynnego stworzył sztuczne jezioro, a także postawił pierwsze dwa obe­liski w historii Nowego Państwa.

Totmesa nie ominęły jednak osobiste tragedie. Dwaj najstarsi jego synowie zmarli jeszcze za jego życia, a jego ḥmt-nswt-wrt, nosząca również imię Ahmose, dała mu jedynie córki. Korony (było ich kilka, o czym niżej) odziedzi­czył więc trzeci syn, także Totmes, który zgod­nie z rodzinną tradycją również poślubił siostrę. Totmes II najpewniej rządził krótko. Niektóre rachuby podają 13 lat, lecz moż­liwe, że były to ledwie trzy–cztery lata. Wiemy, że zmarł około 1479 roku, ale nie wiemy, kiedy wstąpił na tron. Nie wiemy też nic o wielkich projek­tach budowlanych. Znamy tylko jedno jego osiąg­nię­cie: w pierwszym roku na tronie odparł inwazję Kuszytów, którzy, dowie­dziaw­szy się o śmierci swego ciemięzcy, postanowili uprzykrzyć życie jego synowi.

Poza tym jednym wydarzeniem Totmes II jest prawie że anoni­mowy. Ale za to jego siostra-żona w pełni zasługuje na dopisanie do wspomnia­nej w pierw­szym akapicie listy najsłynniejszych, najlepiej dziś pamiętanych imion faraonów. Nazywała się ḥꜣt‑špswt (hu’e-szepsa), czyli ‘Najzna­mie­nit­sza ze Szla­chet­nych Kobiet’.

W tradycyjnej pisowni: Hatszepsut.

Totmes II i Hatszepsut doczekali się tylko jednego dziecka, córki Nefe­rure. Pomniej­sza żona faraona, kobieta imieniem Iset (Izyda), dała mu syna, także Totmesa, który w momencie śmierci ojca mógł być jeszcze nie­mow­lę­ciem. De La Bédoyère sugeruje dwa scenariusze, które mogły dopro­wa­dzić do osa­dze­nia brzdąca na tronie. Pierwszy jest oczywisty: innych królewi­czów po prostu nie było. Ciekawszy jest jednak drugi: Totmes III mógł mieć starszych braci, ale Hatszepsut celowo wymusiła koronację naj­młod­szego chłopca, aby ułatwić sobie dalsze życie w roli regentki.

Hatszepsut wykonała kolejny krok w zwiększaniu znaczenia kobiet u steru władzy. Po sześciu latach regencji wyniosła samą siebie do roli równo­rzęd­nego władcy obok Totmesa III, a monar­sza propaganda zaczęła ją przedstawiać jako właściwą, namasz­czoną przez bogów i boginie, dziedziczkę Tot­mesa I. Narracja promowana przez Hat­szep­sut opierała się na błyskot­li­wym w swej prostocie założeniu, iż „królew­skość” jako taka może istnieć niezależnie od ciała osoby noszącej koronę, a więc i nieza­leż­nie od jej płci.

Choć dla Egipcjan pomysł ten z pewnością balansował na granicy między rewo­lu­cją a herezją, nie był taki zupełnie oryginalny. Hatszepsut wyraź­nie inspi­ro­wała się dokona­niami Sobekneferu, władczyni z XII dynastii w koń­cówce XIX wieku (okres Średniego Państwa). Podobnie jak ona, Hatszepsut kazała się przedstawiać w ubio­rach łączących elementy trady­cyj­nie męskie i żeńskie oraz pod­kreś­lała, iż jest dziec­kiem faraona. W wielu inskryp­cjach opisywała się w formie zarówno męskiej, jak i żeńskiej. Rozciąg­nęła też owo, jak byśmy dziś powie­dzieli, niebinarne postrze­ga­nie płci na ojca, którego kazała określać tytu­łami męs­kimi i żeń­skimi. W wyo­bra­że­niach wizu­al­nych – jedy­nych, które mógł zrozu­mieć prosty Egipcjanin – ukazywano ją jednak wyłącz­nie jako mężczyznę.

Toby Wilkinson sądzi, że właśnie w czasach Hatszepsut utrwaliło się nazy­wa­nie władcy – czy też władczyni, jak w tym wypadku – faraonem. Słowo to, mające po egipsku postać pr‑ꜥꜣ, oznacza po prostu ‘wielki dom’ i odnosiło się począt­kowo do rezydencji władcy. Jego znaczenie, zdaniem Wilkinsona, roz­sze­rzono na osobę władcy z inspiracji dworu Hatszepsut, aby unik­nąć kładze­nia nacisku na jej płeć. Proces taki nazywamy w języko­znaw­stwie metonimią (wyżej widzieliśmy już to samo zjawisko w przypadku nazwy ḥwt-kꜣ-ptḥ). Imię Hatszepsut z samej swojej natury było wyraźnie żeńskie. Tytuł „córki Re” – tak samo. Natomiast „wielki dom” zawsze był zawsze rodzaju męskiego, tak samo jak w polszczyźnie „Pałac Prezyden­cki” to zawsze „on”, niezależnie od tego, czy mamy prezy­denta czy prezy­dentkę. Dopiero w kolejnych dziesię­cio­le­ciach „faraon” stało się określeniem na wszystkich władców starożytnego Egiptu, niezależ­nie od płci i, co ważniejsze, okresu, w którym żyli, nawet jeśli sami nigdy by się tak nie nazwali.

Królowa chętnie posługiwała się też tytułem Boskiej Małżonki Amona. Właśnie na kulcie tego boga oparła legitymizację swojej władzy. Ówczesny arcykapłan Amona Hapuseneb był jednym z naj­waż­niej­szych współ­pra­cow­ni­ków królowej i w dużej mierze to jemu zawdzię­czają jego następcy bez­pre­ce­den­sowy wzrost swojej potęgi w następ­nych dzie­się­cio­le­ciach, wzrost, który ostatecznie legł u podstaw herezji Echnatona. Notabene ojciec Hapuseneba miał na imię Hapu. To oczywiście tylko zbieg okoliczności, ale niebawem poznamy syna innego Hapu, człowieka wielkiego kalibru.

Tu potrzeba słowa wyjaśnienia. Kapłani w starożytnym Egipcie nie byli kapłanami w takim zna­cze­niu, w jakim współcześ­nie możemy myśleć o chrześcijań­skich księ­żach. „Pobożność” czy „powołanie” nie stanowiły wymogu przyjęcia, kapłani byli urzęd­ni­kami odpo­wie­dzial­nymi za utrzy­ma­nie kosmicz­nego porządku świata poprzez odprawianie należytych rytuałów. Z pers­pek­tywy człowieka wychowanego w oto­cze­niu wielkich religii monoteis­tycz­nych naturalna wydaje się ortodok­sja – wierność doktrynie i dogmatom. Ale dla Egipcjan istotna była orto­prak­sja – właś­ciwe realizowa­nie praktyk religijnych, niezależne od tego, co komu w duszy gra.

Hatszepsut ma szczególną rolę w tym obszernym wstępie prowadzącym ku pano­wa­niu Amenhotepa III, ponieważ doskonale ukazuje, jakie znaczenie dla Egip­cjan miał mit i swoisty mandat niebios. W swej ogromnej świątyni grobowej w Ad‑Dajr al‑Bahri, vis-à-vis Karnaku, nazwanej przez Barbarę Mertz „najpięk­niej­szą świą­ty­nią w Egipcie”, Hatszepsut przed­sta­wia historię swojego poczę­cia. W tej wersji dawcą nasienia był nie Tot­mes I, ale sam bóg Amon, przy­cho­dzący do Ahmose pod postacią jej męża i zapew­nia­jący, że z ich związku naro­dzi się córka, która roztoczy władzę nad całym Egiptem. Następnie Ahmose uka­zana jest już w ciąży, trzymająca za ręce bara­nio­gło­wego boga stwo­rzy­ciela Chnuma i żabio­głową boginię Heket, opie­kunkę brzemien­nych. Wreszcie bogini Hathor przed­sta­wia nowo naro­dzoną Hatszep­sut Amonowi, który zwraca się do niej, używa­jąc jej imienia trono­wego – mꜢꜤt kꜢ rꜤ (‘Spra­wied­liwa jest dusza Re’, w trady­cyj­nej trans­kryp­cji Maat-Ka-Re). Nota­bene zarówno ogromną część naszej wiedzy o tej świą­tyni, jak i ogromną część jej restauracji zawdzię­czamy polskim archeolo­gom z Polsko-Egip­skiej Ekspedycji Arche­olo­giczno-Konser­wa­torskiej.

Świątynia Hatszepsut.
(Diego Delso, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0)

Na tym fundamencie Hatszepsut zbudowała długie i stabilne rządy. Ich stałym wyznacz­ni­kiem były rozległe religijne projekty budowlane (w tym odbudowa pewnej liczby świątyń zniszczo­nych jeszcze za Hyksosów, choć tu władczyni być może przypi­sała sobie zasługi poprzedników), a punktem kulmi­na­cyj­nym – ekspe­dy­cja do Puntu, tajem­ni­czej krainy leżącej zapewne w dzi­siej­szej Somalii, w 9. roku panowania. Wysłannicy królowej przy­wieźli z Puntu rzekomo niesa­mo­wite skarby jako „trybut”. Hatszepsut zmarła w 21. lub 22. roku panowa­nia, czyli w 15. roku władania jako król, w wieku około 40 lat.

Uważny Czytelnik może w tym momencie zapytać: „a co z nie­szczęs­nym Tot­me­sem?”. Otóż chłopiec żył i dorastał, pojawiał się nawet w in­skryp­cjach jako współ­mo­nar­cha, choć bez szcze­gól­nej nobilitacji. A wedle norm starożyt­nego Egiptu obecność bez wiązanki tytułów i uszla­chet­nia­ją­cych fraz… to prawie jak nieobec­ność. Te i inne poszlaki ukształ­to­wały narrację o „złej macosze”, która bez mała więziła Totmesa w komórce pod schodami. Chłopiec zaś miał przez te kilka­naś­cie lat pielęg­no­wać w sercu niena­wiść do Hatszepsut i może nawet przepro­wa­dził w końcu zamach stanu, po czym wziął się za pieczołowite usuwanie wszelkich śladów jej imienia w inskrypcjach.

Niestety zachowane informacje nie pozwalają stwierdzić, co dokładnie się stało, ale nie ma dowo­dów świadczą­cych o osobistej wrogości między Hat­szep­sut i młodym Totmesem. Owszem, roze­grała się kampania zama­zy­wa­nia pamięci o wład­czyni i jej wiernych stronni­kach, ale apogeum nastą­piło dwie dekady po śmierci Hatszep­sut; można się zastanawiać, czy aby organizatorem nie był raczej Amenho­tep II (o którym opowiemy sobie za chwilę). Czynnikiem decydu­ją­cym był zaś naj­pew­niej nie jakiś osobisty żal Tot­mesa, ale po prostu skamieniały konser­wa­tyzm egipskich elit, dla których kobieta jako samo­dzielny władca była zagroże­niem dla kosmicz­nego porządku świata. Należało więc dołożyć sta­rań, aby his­toria Hatszep­sut nie zains­pi­ro­wała innej wdowy po faraonie do pójścia w jej ślady. Oczy­wiś­cie nie można wykluczyć, że Totmes był wściekły na macochę i od początku pla­no­wał obni­że­nie jej rangi, ale po prostu miał ważniejsze sprawy na głowie – sprawy wojenne.

Skutek wymazywania pamięci o Hatszepsut. Po prawej kartusze Totmesa III – nienaruszone, niżej prenomen (imię tronowe), wyżej nomen (imię własne). Po lewej kartusze jego matki – zniszczone.
(Hedwig Storch, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Zdobywszy samodzielną władzę w wieku mniej więcej 23–24 lat, Totmes III szybko wyrósł na najprzed­niej­szego ze wszystkich egipskich królów wojowni­ków. To zresztą kolejny dowód na to, że Hatszepsut go nie tłamsiła, ale raczej pomagała mu przygo­to­wać się do monarszego fachu, co obejmowało także kształcenie kap­łań­skie (w kulcie Amona, ma się rozumieć) i wojskowe.

Wiemy o 17 kampaniach Totmesa III. Naj­słyn­niej­sza jest pierwsza, rozpoczęta w 22. roku panowania, niedługo po śmierci Hat­szep­sut. Totmes skierował się z armią na północny wschód, przez Gazę w kierun­ku dzisiej­szego północnego Izraela i miasta Megiddo, gdzie, ponosząc znaczne straty, rozbił połączone armie koalicji wład­ców syryjskich i zmusił ocala­łych do schro­nie­nia się za murami miasta. Roz­po­częło się długo­trwałe oblęże­nie, zakoń­czone kapitu­la­cją. W zamian za darowa­nie życia wodzo­wie musieli wrę­czyć zwy­cięzcy boga­te dary (między innymi 924 rydwany), abdy­ko­wać i pozwo­lić, aby Totmes miano­wał ich następ­ców, ich ziemie stały się zaś swoistymi len­nami Egip­tu.

Kilkanaś­cie stuleci później ktoś spisał następujący werset: „I zgro­ma­dziły ich na miejsce, zwane po hebrajsku Har‑Magedon”. Tak oto, dzięki Apo­ka­lip­sie Świętego Jana, miejsce pierw­szego tryumfu Totmesa III stało się powszech­nym symbo­lem ostatecz­nego unicest­wie­nia świata. Król-wojow­nik byłby chyba zachwy­cony takim obrotem sprawy.

Niektóre kampanie Totmesa były raczej podróżami służbo­wymi skupionymi na pobiera­niu try­butu. Ale zdarzały się i praw­dziwe wojny. Podczas szóstej kampanii Egipcjanie zdobyli potężnie ufortyfi­ko­wane miasto Kadesz, to samo, pod którym 70 lat później swoją najsłynniej­szą bitwę stoczył Ramzes II. Ostat­nia kampania Totmesa III– w 42. roku panowania – zapisała się zaś w his­torii dzięki temu, że relacja z niej, zapisana na ścianach świątyni Amona w Kar­naku, to najstar­sza znana wzmian­ka o Hetytach. Może więc faktycznie w na­tło­ku kam­pa­nii wojennych Totmes przez więk­szość życia nie miał czasu, aby nadzo­ro­wać kampanię wyma­zy­wa­nia pamięci o Hat­szepsut.

Totmes III dołożył kolejną cegiełkę do budowli o nazwie „pożądany wizerunek fara­ona”. Władca Dwóch Krajów już wcześniej musiał być sprawnym wojow­ni­kiem, ale od czasów Totmesa III musiał kultywować wizerunek wręcz nad­czło­wieka. Najwy­raź­niej był on też zapalonym łucznikiem i przeistaczał się w istnego snajpera, gdy tylko brał do ręki najnowocześniejszą znaną wówczas Egipcjanom broń – łuk kompo­zy­towy. To właśnie w tym okresie zaczął się pojawiać modny w kolej­nych dzie­się­cio­le­ciach wizerunek faraona jadącego rydwanem i strzelają­cego z łuku.

Typowe wyobrażenie faraona w rydwanie i z łukiem. Tu Ramzes II.
(Warren LeMay via Wikimedia Commons)

Za czasów Totmesa III widzimy także, jak wahadło o nazwie „status królew­skich kobiet”, wychy­lone do maksimum przez Hatszepsut, wykonuje ruch powrotny. Nie ma kogoś choćby takiego jak Ahmose-Nefertari, o samej Hatszepsut już nie wspo­mi­nając. Kobiety króla zostały zepchnięte w cień.

Spośród licznych żon Totmesa III najważniejsza była Merytre-Hatszep­sut, niegdyś uważana za córkę swojej dalece słynniejszej imienniczki1, ale w istocie zapewne córka kapłanki Amona, spokrew­niona z faraonem w bardziej „roz­sąd­nym” stopniu niż rodzeństwo. To ona urodziła następcę tronu – Amenho­tepa II (jego starszy przy­rodni brat Amenemhat zmarł prawdo­po­dob­nie jako młody męż­czy­zna). Pełnia władzy prze­szła w jego ręce, gdy miał mniej więcej 20 lat, ale możliwe, że dane mu było korzys­tać z niej już wcześ­niej. Totmes III pano­wał aż 54 lata i w jesieni życia mógł pozwolić synowi współ­rzą­dzić. Miałoby to dwojaki cel. Z jednej strony po prostu dawało mło­demu Amen­ho­te­powi sposob­ność, aby zgłę­bić tajniki rządze­nia. Z drugiej zaś królewicz mógł zbudować sobie zaplecze perso­nalne, aby po śmierci ojca, gdyby pojawił się inny pretendent, namasz­czony następca miał spraw­dzo­nych stronników, na których mógłby się oprzeć.

Nowy faraon miał wysoko zawieszoną poprzeczkę. Nic więc dziwnego, że nie zdołał jej przesko­czyć. Jako budowniczy i admi­ni­stra­tor nie miał się czego wsty­dzić, ale jako król wojownik głównie spijał śmietankę po ojcu. Jeśli faktycznie przez pewien czas dzielił z nim władzę, było to już w ostatnich latach życia Totmesa III, dawno po zakończeniu jego ostatniej kampanii, toteż książę nie miał okazji zdobyć szlifów wojskowych (choć w inskryp­cjach kazał się uka­zy­wać jako istnego super­mana). Zorgani­zo­wał naj­praw­do­po­dob­niej jedy­nie trzy kampanie, wszystkie na obszarze dzisiej­szych Izraela, Libanu i Syrii, mało interesujące pod względem wojs­ko­wym. Trzecia kampania, w dzie­wią­tym roku panowania, wyróżnia się jednak z innego powodu. Zdo­byw­szy dwa miasta gdzieś w oko­li­cach równiny Szaron, Amenhotep II zapędził pojmanych mieszkań­ców do dwóch rowów, gdzie wszyscy zostali spaleni żyw­cem jako ofiara dla Amona. Nawet według ówczesnych standar­dów był to popis oszała­mia­ją­cego okru­cieństwa.

Amenhotep II panował co najmniej 26 lat. Cały czas kontynuował trend margi­na­li­za­cji królew­skich kobiet. Miał tylko jedną żonę, imieniem Tia, zupełnie pozba­wioną królewskiej tytulatury. Cel był oczywisty: uniemożliwić wdowie prze­jęcie schedy po mężu i wysiu­da­nie syna. Faraono­wie wychodzili chyba z zało­że­nia, że uhonoro­wa­nie królo­wej powinno być zadaniem nie dla męża, ale dla syna – nowego faraona, który, po utrwaleniu władzy, będzie mógł się zająć statu­sem owdowiałej matki, a przy okazji także dodat­kowo wzmocnić swoje prawo do władzy dzięki pochodze­niu od ḥmt-nswt-wrt. I tak Merytre doczekała się należ­nych honorów dopie­ro za rządów Amenhotepa II, a Tia – za rządów syna, Totmesa IV.

Totmes IV był jednym z co najmniej sześciu synów Amenhotepa II. Pewne poszlaki wskazują, że sukcesja nie przebiegła bezproblemowo. Mamy na przykład stelę ze świątyni Amenhotepa II w Gizie, gdzie w inskrypcji poświę­co­nej jednemu z ksią­żąt usunięto tytulaturę. Nie można wyklu­czyć, że Totmes zabił braci jednego po drugim, ale też nie można (w prze­ci­wień­stwie do niektórych autorów) przyjmować tego za pewnik. Zdarzały się przecież i wypadki, i choroby. Ba – przede wszystkim choroby. Ale główną poszlaką (pod­kreśl­my: poszlaką, nie dowo­dem!) wskazującą na to, że rozlew krwi odegrał jakąś rolę, jest sposób, w jaki Totmes IV użył mitologi­za­cji w celu podkreś­le­nia prawo­wi­to­ści swojego dziedzictwa. Jego inwencja co naj­mniej dorównała tej wykazanej 80 lat wcześniej przez Hatszepsut.

Granitowa stela ustawiona między przednimi łapami Wielkiego Sfinksa, znana jako Stela Snu, przedstawia historię Totmesa, który jeszcze jako króle­wicz wybrał się na polowanie na lwy. W połud­nie postanowił się zdrzem­nąć w cie­niu głowy Sfinksa. Bóg Sfinksa, Horem­achet (‘Horus na Widnokręgu’2), odwiedził go we śnie i jął narze­kać na piach, który przysypał mu łapy. Obiecał młodemu Totmesowi korony Górnego i Dolnego Egiptu w zamian za przy­wróce­nie posągu do dawnej świetności. Tuż po objęciu władzy Totmes istotnie zlecił odkopa­nie Sfinksa i poprzez ustawie­nie Steli Snu dał do zrozumienia Egipcjanom, że jest ich władcą z boskiego nada­nia. Arielle Kozloff sugeruje wszakże, iż opowieść na steli mogła być inspiro­wana rzeczywistym wydarze­niem albo też była pomyślana w taki sposób, aby suge­ro­wać inspirację. Amenhotep II był już wówczas ciężko chory, doskwierał mu artre­tyzm i nie­ziden­ty­fi­ko­wana choroba skóry. W tym rozumieniu skargi Horem­acheta miałyby odzwier­cied­lać skargi faraona na własne ulatujące zdrowie i powie­rze­nie królestwa właśnie temu synowi, a nie któremuś z braci.

Wielki Sfinks i Stela Snu (w głębi) między jego łapami.
(Mohamadkassem, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)

Ten mit to de facto najciekawszy epizod z niedługich – trwających około dzie­się­ciu lat – rządów Totmesa IV. Jeśli Amenhotep II spijał śmietankę po Tot­mesie III, to następca Amenhotepa II (pozostając w podobnych metaforach) spoczął na laurach i odci­nał kupony. Trudno się dziwić. Dziadek nowego fara­ona zajmował się ekspan­sją, jego ojciec ściągnął smycz nowo pod­po­rząd­ko­wa­nym wasalom… Cóż więc miał począć Totmes IV? Oczywiście mógł szukać dalszych podbojów, ale najwyraźniej uznał, że mądrzej będzie skonsolidować to, co już ma. Wyprawił się do Syrii, ale jedy­nie w celu zbierania trybutu. Wypra­wił się też do Nubii, skąd Egipt czerpał więk­szość złota3, kości słonio­wej i ściąganego jeszcze dalej z południa hebanu.

W kwestii ewolucji religijnej głównym wkładem Totmesa IV było promowanie kultu Tarczy Słonecznej – Atona – jako boga samego w sobie, nie zaś tylko aspektu boga solarnego Re. Nie możemy też przemilczeć politycznego skutku jego rządów: absolut­nej koncentra­cji władzy w rękach faraona. Już nie rodziny królewskiej czy nawet pary monar­szej, ale dosłownie jednego człowieka. Legendarne słowa „pańs­two to ja” przypisy­wane królowi Francji Ludwikowi XIV zdecydowanie bardziej paso­wa­łyby do ust Totmesa IV. A także do ust jego następcy.

Totmes IV miał kilka żon. Początkowo stanowisko „ważnej kobiety” pias­to­wała Nefertari, która jednak zmarła młodo i bezdzietnie. Jej miejsce zajęła Jaret, córka Amenhotepa II, a więc i przy­rod­nia siostra swojego męża. Być może to ona urodziła faraonowi pierwo­rod­nego syna – Amenemhata. Króle­wicz zmarł jednak za życia ojca. Ten przedwczesny zgon sprawił, że na pierwszy plan wysunął się następny książę czekający w kolejce. Jego matką była Mutemuja (‘Mut w Świętej Barce’), kobieta o zagad­ko­wym pocho­dze­niu i całkowicie pomijana we wszystkich zapisach za życia Totmesa IV.

Hutan Ashrafian, wybitny chirurg z Imperial College London, interesujący się także zagad­nie­niami chorób starożytnych władców, doszedł do przeko­ny­wa­ją­cych (ale nie rozstrzy­ga­ją­cych) wniosków, iż Totmes IV cierpiał na padaczkę skroniową. Choroba ta miała trapić również czterech kolejnych władców będących jego potomkami. Jednym z objawów padaczki skronio­wej jest podatność na intensywne halucy­na­cje o zabarwie­niu religijnym, co współ­gra­łoby z doświad­cze­niami Totmesa IV z Horem­achetem, a następnie intensywną religijnością jego syna i wnuka, przekonanych, że skupia się na nich uwaga bogów.

Totmes zmarł w stosun­kowo młodym wieku (przed trzydziestką) i po krótkich rządach (być może tylko osiem lat) około 1390 roku. Mumia, którą zidentyfikowano jako jego zwłoki, jest wręcz wychu­dzona, co sugeruje dłuższą chorobę. Jego miejsce zajął syn Mutemui, chłopiec w wieku około dwunastu lat, któremu nadano imię Amenhotep.

Czas przejść do rzeczy

Czy ktokolwiek pamięta jeszcze, że ten artykuł miał być o Amen­ho­te­pie III? No więc miał i teraz już będzie. Ale nie mogliśmy go zacząć tak po prostu od naro­dzin głów­nego bohatera ani nawet koronacji jego ojca. Mamy nadzieję, że w tym momen­cie jest już jasne, dlaczego konieczne było tak obszerne wpro­wa­dze­nie. Amenhotep III wkroczył na arenę dziejów w jednym z naj­cie­kaw­szych okre­sów w historii starożyt­nego Egiptu – okresie przemian kultu­ro­wych i poli­tycz­nych oraz bezpre­ce­den­so­wej imperia­lis­tycz­nej ekspansji. Zależało nam na zaryso­wa­niu szerszego tła (choć i tak bardzo pobieżnie), aby łatwiej było zrozumieć, dla­cze­go Amenhotep III – o którym od tego miejsca będziemy mówili po prostu „Amenhotep” – robił to, co robił.

Zaszczytu powi­ta­nia na świecie przyszłego faraona dostąpiła pod koniec XV wieku oaza Fajum, leżąca na połud­niowy zachód od Memfis. Panowały tam iście rajskie warunki i już za czasów Średniego Państwa faraonowie mieli tam coś na kształt letniej rezyden­cji. Totmes III wybu­do­wał tam otoczone murem mias­teczko o po­wierzch­ni około 30 tysięcy metrów kwadratowych (obecnie znane pod nazwą Ghurab), w którym znalazło się miejsce dla jpt faraona.

Słowo jpt (co w tym okresie czytało się: ajpa) pochodzi od słowa ozna­cza­ją­cego ‘liczyć’, ale też ‘szanować’. Określano w ten sposób to, co ponad dwa tysiąc­lecia później u sułtanów nazywano haremem – dom dla kobiet władcy i, sze­rzej, ich całą społeczność. Mieszkające tam kobiety nazywano nfrwt (‘pięk­noś­ciami’) i faktycznie oczekiwano po nich wielkiej urody, gracji, talen­tów muzycz­nych, tanecznych i tkac­kich. Cieszyły się różnym statusem. Nie­które były niewol­ni­cami, inne – córkami zaufanych dworzan. Nie należy jednak myśleć o nich stricte jako o żonach czy kochan­kach faraona. Wiele wydawano za mąż – stawały się swois­tymi nagro­dami dla męż­czyzn, którzy przysłużyli się władcy. Ale chociaż żyły otoczone luksu­sem, ich wolność decy­do­wa­nia o własnym życiu była praktycznie zerowa. Dotyczyło to, rzecz jasna, także wolności seksualnej. Faraon mógł współżyć z nimi, kiedy chciał, a do zadań królewskiego skarbnika i jego ludzi należało między innymi liczenie dni między stosunkiem płciowym a ewentualnym porodem, tak aby zapew­nić czystość krwi każdego dziecka. W interesujących nas czasach skarb­ni­kiem był Sobekhotep, a jego żona Meryt była przed małżeńs­twem jedną z „piękno­ści” monar­szego haremu, gdzie pełniła funkcję dyrygentki lub choreo­grafki.

Właśnie tu, w jpt w oazie Fajum, mieszkała ciężarna Mutemuja. Jej towa­rzyszki zaginęły w nocy dziejów i są dziś niewidzialne dla history­ków. Mute­muja podzieli­łaby ich los, gdyby jej syn nie został faraonem. Amenhotep uro­dził się wprawdzie ze zniekształconą stopą (co wiemy wyłącz­nie dzięki jego mumii, bo nikt nie ośmieliłby się pokazać tego na malunkach), ale co najważ­niej­sze – przeżył. W czasach przed szczepionkami i innymi osiągnięciami nowo­czes­nej medycyny samo to wymagało sporej dozy szczęścia. Niektóre szacunki mówią, że co trzecie dziecko umierało przed pierwszymi urodzinami, a połowa nie dożywała dziesięciu lat.

Amenhotep miał szczęście, ale najpewniej nikt sobie wtedy nie wyobrażał, że zosta­nie farao­nem. Jak już widzieliśmy, jego ojciec Totmes IV był jednym z co najmniej sześciu królewiczów i niemal na pewno nie najstar­szym. A jego bracia zapewne mieli już własnych synów. Ale jak zwraca uwagę Arielle Kozloff, mało ekspono­wana pozycja w rodzinie królewskiej ma też swoje korzyści. Jeśli docho­dzi do intryg pałacowych, jeśli w ruch idą trucizny czy sztylety, mało prawdo­po­dobne, aby ktokolwiek myślał o mordo­wa­niu dzieci księcia Totmesa.

Mały Amenhotep spędził dzieciństwo oto­czony kobietami i przyrodnim rodzeńs­twem, tu też pobierał pierwsze nauki. Przy jpt istniało coś na kształt podsta­wówki, w której Amenhotep uczył się w towarzys­twie innych chłopców, zarówno tych z rodu królewskiego, jak i potom­ków wyróż­nia­ją­cych się dworzan i urzędników. Dostępne informacje sugerują, że pano­wała tam stosunkowo egali­tarna atmosfera, być może z pre­me­dy­ta­cją obli­czona na stworzenie osobistych więzi, które w przy­szło­ści mogły zaprocen­to­wać wierną służbą. Jednym z kolegów Amenhotepa był na przykład niejaki Inena syn Hamesza, który w dorosłym życiu zyskał tytuł „głów­nego rzemieśl­nika wśród szkutników wszystkich bogów Górnego i Dol­nego Egiptu” i praw­do­po­dob­nie odpowiadał za budowę nowej wielkiej barki-kaplicy dla boga Amona. Pro­gram nauczania obejmował czytanie i pisanie, liczenie, a naj­pew­niej także rysunek i muzykę. Potomkowie faraona musieli też uczyć się strzelania z łuku i jazdy rydwanem.

Ukończywszy naukę w „podstawówce”, najbardziej obiecujący uczniowie (a króle­wicze niejako z defi­nicji musieli być obiecujący) wysyłano trafiali do „liceum” pała­co­wego w Memfis przy świątyni bogini Mut, gdzie zapozna­wali się z najwy­bit­niej­szymi dzie­łami litera­tury egipskiej, jak Historia Sa‑Naheta, i zgłębiali tajniki pracy skryby. „Dyrektorem” placówki był mężczyzna imieniem Heka­reszu, a jego syn Hekar­nehe piastował stanowisko, które można by nazwać „zastępcą dyrektora” (a po śmierci ojca zapewne awan­so­wał). Hekareszu wcześniej uczył także Totmesa IV. Sądząc po imieniu, był zegipcja­ni­zo­wa­nym Nubijczy­kiem, jego syn zaś w dzie­ciń­stwie uczył się w pała­co­wym przedszkolu, następnie dosłużył się rangi oficer­skiej w oddzia­łach rydwanów i dopiero potem, w ślad za ojcem, podjął pracę w oświacie.

Jak pisze Kozloff, „szkoła pałacowa zapewniała także staż w dziedzinie poli­tyki i zacho­wań dworskich”. Jej zdaniem tutaj również dokonywano obrze­zania. Mumia Amenhotepa III nie pozwala ocenić, czy faraon był obrze­zany, ale jego ojciec i dziadek byli.

Syn swego ojca

Totmes IV odziedziczył korony Egiptu jako doj­rzały mężczyzna i, jak już widzieli­śmy, rządził około dziesię­ciu lat, tym­cza­sem „nasz” Amenhotep zajął miejsce ojca jako mniej więcej 12‑latek. Oznacza to, że niemal na pewno był już na świecie, kiedy Totmes IV przejął schedę po ojcu. Z naszej perspek­tywy nie ma w tym oczy­wiś­cie niczego dziwnego. Dość spoj­rzeć na współczesnych nam „rojal­sów”. Kiedy Karol III został ukorono­wany Koroną Świętego Edwarda, miał już nie tylko synów, ale nawet wnuków. Potom­stwo mają też następcy tronu Jordanii, Liechtensteinu czy Szwecji.

W XIX-wiecznej egiptologii zrodził się jednak osobliwy pogląd, jakoby następ­cy tronu mogli się urodzić jedynie panującemu władcy. Dlaczego? A licho wie. Ale przez kilkadziesiąt kolejnych lat następne pokolenia egiptolo­gów wycho­dziły z tego założe­nia. Skutek był taki, że już i tak skompli­ko­wane przedsię­wzię­cie – odtwarza­nie losów egipskich królewiczów – stawało się jeszcze trud­niej­sze, gdyż pojawiali się oni w zapisie historycznym tam, gdzie niby nie powinni.

A sprawa jest tym bardziej zagmatwana, że pojawiali się rzadko. Książęta byli, rzec by można, ukrywani w narracji historyczno-propagan­do­wej, i tej pisem­nej, i tej przed­sta­wia­nej ludowi na bieżąco. Faraon utożsamiał się z Horu­sem, synem Ozyrysa, i jak Horus zajął miejsce Ozy­rysa, tak aktualny władca był następcą swego ojca. Horus wprawdzie miał synów, ale pozbawio­nych znaczenia w mitologicznej eksplikacji roli faraona. Synowie ziemskiego władcy musieli wobec tego pozostać w cieniu. Miało to też dodat­kową, zupeł­nie pragma­tyczną korzyść: zapobiegało konfliktom dynas­tycz­nym, pre­ten­dent do tronu nie mógł wskazać na inskrypcje czy dokumenty przedsta­wia­jące go jako prawowitego syna królewskiego. Z pers­pek­tywy historyka jest to jednak irytujące, utrudnia bowiem ustalenie, co dany faraon poczynał jako młode książątko.

Totmes IV, głowa w zbiorach Luwru.
(Iry-Hor, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Wyżej wspomnieliśmy o wyprawie Totmesa IV do Nubii. Teraz musimy się nad nią pochylić ciut uważniej. To znaczy – nad wyprawą, ale także nad samą Nubią. Ogól­nie rzecz ujmując, słowem tym określano krainę geograficzną na południe od pierwszej katarakty Nilu aż do szóstej katarakty, czyli pomiędzy dzisiejszymi mias­tami Asuan i Chartum. Egipskie słowo „Kusz” mogło ozna­czać Nubię sensu lato, jako krainę geograficzną, ale częściej dzielono ją na dwie części. Północna, lub Dolna, Nubia nazywała się Wawat. Tu właśnie znaj­do­wały się najważniejsze tereny złotonośne, z których czerpał Egipt. Był to również obszar, na który mocno oddzia­ły­wała egipska kultura i gdzie wyraź­nie zaznaczona była egipska obecność wojs­kowa. Dalej na południe, za drugą kataraktą, rozciągał się Kusz „właściwy”, którego mieszkańcy nie chcieli się pogodzić z supremacją faraona. Ludy kuszyckie regular­nie wojowały z sąsia­dami z północy4.

Totmes odwiedził Dolną Nubię prawdo­po­dob­nie dwa razy. Po pierw­szym razie – w siód­mym roku rządów – pozostała między innymi inskrypcja w grano­dio­rycie ukazująca go wraz z Jaret pomagającą mu w walce z wrogami. Z kolei Amenhotep pozostawił jedną inskrypcję upamięt­nia­jącą nauczyciela Hekareszu, a potem drugą, upamięt­nia­jącą jego brata Aacheperure, nauczy­ciela Hekarnehe i królewskiego herolda imie­niem Rea. W obu tych przypad­kach użyte sformu­ło­wa­nia wskazują, iż było to upamięt­nie­nie pośmiert­ne. Powstaje tu pytanie, ile lat mógł mieć królewicz. I znowu daje nam się we znaki brak moż­li­wo­ści pre­cy­zyj­nego datowania. Wedle jednej rachuby Amenhotep miałby w tym momen­cie około ośmiu, dziewięciu lat, wedle innej byłby już 17‑latkiem.

Arielle Kozloff przypuszcza, że pierwsza inskrypcja Amenhotepa mogła po­wstać, kiedy towa­rzy­szył ojcu podczas rutynowego objazdu po kraju, nato­miast druga byłaby już pamiątką po kampanii wojennej. Dowodzenie armią (lub jej częścią) podczas kampanii było doskonałym sposobem na zbudowanie reputacji księcia, zwłaszcza jeśli kampania zakończyła się tryumfem (a klęsk przecież oficjalnie nie było).

Totmes zapew­niał, że wyprawił się do Nubii jedynie po to, aby ode­przeć najazd barbarzyńców, a nie rozszerzyć wpływy Egiptu. Niemniej na oficjalną relację trzeba patrzeć z przy­mru­że­niem oka, dowia­du­jemy się z niej bowiem, że dotarłszy na miejsce, ruszył na wroga z jednym tylko towarzyszem i, nie czekając na resztę wojska, sprawił Kuszytom „wielką rzeź swym potężnym mie­czem”. Na kampaniach naj­praw­do­po­dob­niej normą było zabieranie jednego lub kilku skrybów, którzy zapisywali co się działo, ale to, czy późniejsze pub­liczne historie wojen odpowiadały tym zapisom, to już zupełnie inna para kaloszy. Jak to zwykle bywało w państwie faraonów: mitolo­gi­za­cja über alles.

Casus owego towarzysza, który pomógł Totmesowi w urządzeniu „wielkiej rzezi”, jest jednak wybitnie interesujący.

Egipt był zarządzany przez dwóch „premierów” – północy (Dolnego Egiptu) i połud­nia (Górnego Egiptu). Tradycyjnie nazywa się ich wezyrami. Oprócz tego istniało stanowisko wicekróla Kuszu, które ustanowił znany nam już Kamose. Człowiek pełniący tę funkcję nosił tytuł „Królewskiego Syna”. Za czasów Totmesa IV był to mężczyzna imieniem Amenhotep. Kiedy więc mamy do czynienia ze zbitką „Królew­ski Syn Amenhotep”, łatwo sobie wyobrazić, że chodziło o przyszłego faraona. Sprawa nie jest jednak taka prosta.

Przede wszystkim samo imię Amenhotep było w tamtych czasach popularne, a już zwłaszcza wśród dworzan i zauszników władców (przekonamy się o tym nieba­wem). Łatwo sobie wyobra­zić, że nazwanie dziecka na cześć aktualnego faraona, lub też jego ojca czy dziadka, stanowiło dobry spo­sób na podlizanie się szefowi (kilka pokoleń wcześniej nad Nilem roiło się od męż­czyzn i kobiet o imieniu Ahmose). Poza tym „Królew­ski Syn” nijak nie impli­ko­wały królewskiej krwi, był to po prostu tytuł mający pod­kreś­lać znaczenie danego człowieka i powierzonych mu zadań.

Wicekról Kuszu Amenhotep był piątym człowiekiem na tym stanowisku, ale pierw­szym, któremu oficjalnie nadano tytuł „Królewskiego Syna”. Był też pierw­szym, który w całej wyli­czance swoich oficjal­nych stanowisk przed­sta­wiał się między innymi jako „Nadzorca Bydła Amona” i „Pan Królewskich Koni”. Ten pierwszy tytuł był powszechnie nadawany synom królewskim, tym rzeczywistym. Ten drugi również pojawia się najczęściej wśród królewiczów.

Mamy więc frapującą hipotezę. Czy Totmes IV dał synowi i następcy tronu okazję do zgłębiania tajników władzy poprzez zarządzanie egipskimi posiad­łoś­ciami w Kuszu? Pracy, a więc i okazji do nauki, było sporo. Oprócz nadzorowania dostaw złota i innych pożądanych dóbr na pół­noc oraz utrzymywania spokoju na granicy wicekról rządzący za czasów Totmesa musiał też sprawować pieczę nad licznymi projektami budowlanymi, między innymi dużą świątynią Amona opodal Kermy, na południe od trzeciej kata­rakty. Z prag­ma­tycznego punktu widzenia taki staż byłby sensownym rozwią­zaniem.

Kolejną ciekawą poszlaką jest to, że wicekról Amenhotep w pewnym momen­cie po prostu znika – akurat wtedy, kiedy królewicz Amenhotep zostawał fara­o­nem. Rzecz jasna, mógł po prostu umrzeć. Ale nie ma po tym żadnych śla­dów, choć istnieją one w stosunku do wielu mniej prominentnych ludzi z oto­cze­nia króla (choćby Hekare­szu i jego syna), a także poprzednich wice­królów. Rzecz jasna po raz drugi: wicekról Amenhotep mógł umrzeć, a wszyst­kie inskryp­cje i dobra grobowe zostały znisz­czone lub też nie zostały jeszcze odna­le­zione. Nie­mniej wydaje się mało prawdopo­dobne, aby wicekról Kuszu mógł wyparować niczym Jeżow ze zdjęcia ze Stalinem.

Wszystko rozbija się o to, kiedy nasz Amenhotep przyszedł na świat. Owszem, spora część egipskiej tytulatury była czysto honorowa, wiele god­ności można by przyznać choćby i nowo­rod­kowi. Ale wiele stano­wisk wiązało się z rzeczywistą władzą i takimiż obo­wiąz­kami. Wice­król Kuszu był jednym z tych stanowisk. Jeśli przyj­miemy póź­niej­szą, i bardziej prawdo­po­dobną, datę narodzin faraona Amen­ho­tepa, nijak nie da się go identyfikować z wice­królem Amenhote­pem. Ale trzeba kolejny raz przy­pom­nieć, że nasza rachuba lat jest nie­pewna. Na tę chwilę pyta­nie, czy mamy do czynie­nia z jednym Amenhotepem czy dwoma, pozostaje bez kon­kret­nej odpo­wie­dzi. I nic się w tej kwestii nie zmieni, dopóki któraś wyprawa arche­olo­giczna nie dokona jakiegoś przełomowego odkrycia.

Droga na tron

Nic nie wskazuje, że Amenhotep miał jakieś problemy z odziedzi­cze­niem tronu. A prze­cież mówimy o dziecku, do tego zrodzonym z pomniej­szej żony faraona. Trudno sobie wyobrazić, żeby nikt nie spoglądał łakomym okiem na schedę po Totmesie IV. Poszlakę znajdujemy w kompleksie świątynnym w Kar­naku, gdzie na ścianach przedstawiono drogę Amenhotepa na tron w sposób niepozosta­wia­jący wątpliwości, iż jest on prawowitym władcą Dwóch Krajów. Niemniej dzieła tego rodzaju to rzadkość. Z bodaj najsłynniejszym już się spotkaliśmy – w świątyni Hatszepsut w Ad‑Dajr al‑Bahri. Czyżby Amenhotep także odczu­wał potrzebę przekonania poddanych, że ma prawo nosić korony Egiptu?

Możliwe, że rozegrała się gra o tron, o której po prostu nic nie wiemy. Bardziej prawdo­po­dobne wydaje się jednak, iż ojciec (ciężko chory?) zdążył jeszcze ogło­sić dwo­rowi swój tes­ta­ment i zadbać o potęż­nych stronni­ków dla syna, daleko potęż­niej­szych niż Mute­muja, z którą tak naprawdę nikt by się nie liczył.

Kim oni byli? Guy de La Bédoyère ma bardzo ciekawą hipotezę. Jako czło­wieka, któremu Totmes powierzył przyklejenie małego Amenhotepa do stołka, wskazuje dworzanina imieniem Juja i jego żonę Czuju, którzy pomimo braku krwi królew­skiej w żyłach zrobili w następnych latach wręcz oszała­mia­jącą karierę. W momen­cie śmierci Totmesa IV Juja był prawdopodobnie zastępcą dowódcy rydwanów w armii faraona i królewskim koniuszym, ale oba stano­wiska były raczej honorowe i nie wiązały się z faktyczną służbą na polu bitwy.

Możliwe również, że Totmes postanowił przyzwyczaić dwór do nowego fara­ona poprzez dzielenie władzy z synem. Sam ten mechanizm był Egipcja­nom znany, ale niestety w tym konkretnym przypadku możemy opierać się jedynie na słabych poszla­kach. Zalicza się do nich jeden z pierwszych projektów budow­la­nych Amen­ho­tepa, zrealizowany w Nechebie (obecnie Al‑Kab) na południe od Memfis, dawnej stolicy państwa południowego w okresie przed­dynas­tycz­nym. Totmes IV rozpoczął tam – a Amenhotep dokończył – budowę niewielkiej kap­licy z piaskowca, poświę­conej kultowi znanej nam już bogini Nechbet, której imię najpewniej nieprzy­pad­kowo brzmi podobnie do nazwy miasta. Kaplica ta ma szczególne znaczenie, gdyż na jej ścia­nach Amenhotep i Totmes IV są przedstawieni jako równo­rzędni władcy. To kolejna hipoteza mogąca wyjaś­nić, dlaczego Amenhotep tak gładko odzie­dzi­czył władzę – po prostu już wcześ­niej dzierżył ją u boku ojca. Znany jest też grób (nieziden­ty­fi­ko­wa­nego człowieka), w którym pokazano Totmesa IV i Amenho­tepa wspólnie odbiera­ją­cego trybut, jeden z północy, drugi z połud­nia.

I tyle. Każdy może formułować własne wnioski, ale faktem jest, że w kwestii hipote­tycz­nej współ­władzy Amenhotepa i Totmesa IV nie można przesądzać ani w jedną, ani w drugą stronę. Nie możemy też stwierdzić, czy na pewno doszedł do władzy w sposób bezproblemowy, chociaż ta opcja jest zdecydo­wa­nie bardziej prawdopo­dobna niż przeciwna. Niemniej jesteśmy znów skazani na czeka­nie. Być może kiedyś archeolo­dzy znajdą jakieś inskrypcje rzucające nowe światło na sprawę. Do tego czasu możemy tylko spekulować i ważyć prawdopo­do­bieństwa.

Pierwszym obowiązkiem nowego faraona było prowadzić obrzędy pogrze­bowe poprzed­nika. Trwały one 70 dni, tyle bowiem minęło czasu między śmiercią i zmart­wych­wsta­niem boga Ozyrysa. Nowy faraon wstępował w tym okresie w rolę najwyż­szego kapłana. Równolegle trwały przygotowania do koronacji. Musiała to być olśnie­wa­jąca ceremonia, nawet jak na standardy XVIII dynastii. Już wcześniej zauwa­ży­li­śmy, że faraonowie z tego okresu prych­nę­liby z politowaniem, gdyby Lud­wik XIV lub ktoś jemu podobny oświad­czył, że „państwo to ja”. Gdyby nie­szczęsny Ludwik ośmielił się powie­dzieć, że jest „królem słońce”, Amenhotep mógłby tylko ryknąć śmie­chem. To tutaj, właśnie nad Nilem w XIV wieku przed naszą erą, glory­fi­ka­cja słońca jako źródła mocy i chwały, a więc i władzy faraońskiej, osiągnęła poziom trudny do ogarnięcia umysłem.

Nie znamy szczegółów koronacji Amenhotepa, wiemy tylko, że odbyła się późną wiosną lub latem w Tebach, a potem została prawdo­po­dob­nie symbo­licz­nie powtó­rzona w Memfis. Ale to, co wiemy o koronacjach innych władców z tego okresu, pozwala nam uzyskać w miarę dokładny obraz ceremonii. Jedną z kluczowych ról odgrywał złoty posąg boga Amona zdobiony kamie­niami szla­chet­nymi, niesiony ze świątyni w Karnaku w procesji na świętej łodzi wspartej na ramionach kapłanów. W blasku słońca musiał wyglądać iście bosko, ale prostym Egipcjanom nie było dane go ujrzeć. W toku procesji bóg był skryty na swojej łodzi w małej kapliczce. Sam młody król w tej samej procesji był rytualnie obmywany wodą z jednego ze świętych jezior.

Procesja zmierzała na południe, do świątyni wybudowanej za cza­sów Hatszepsut lub Totmesa III. Tam na nowego faraona czekały dwie korony. Pierwsza – czerwony czepiec z wysoką iglicą z tyłu i spi­ralną wypus­tką z przodu – nazywała się dšrt (‘Czerwona’) i była wręczana przez kapła­nów repre­zen­tu­ją­cych ośrodki kultu Dolnego Egiptu. Druga miała formę białej tiary i nosiła nazwę ḥḏt (‘Biała’), a faraon otrzymywał ją z rąk kapłanów z Górnego Egiptu. Obie spo­rzą­dzone były naj­pew­niej z włókien roślin­nych. Biała była wykonana tak, aby wsuwała się w obwód czer­wo­nej. Razem tworzyły pꜣ-sḫm.ty (‘Dwie Potężne’, tradycyjnie: Pschent), czyli połączoną koronę państwa egip­skiego. Dodatkowo nad czołem faraona widniał jꜥrt (lub z grecka: ureusz), czyli kobra wznosząca się do ataku, symbol władzy królew­skiej i boskiej ochrony.

Horus jako sokół z Pschent na głowie.
(Rama, Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Francja)

Otrzymawszy pꜣ-sḫm.ty, Amenhotep złożył kapłanom obietnicę dbania o świą­ty­nie (co obejmowało budowę nowych) i ich dobrobyt. Następnie zdjął pod­wójną koronę i włożył inną – wysoki, obły, najpewniej płócienny czepiec w inten­syw­nie niebies­kim kolorze rozsze­rza­jący się ku tyłowi, noszący nazwę ḫprš (chepresz), i oczywiś­cie również uświet­niony kobrą nad czołem. W dawnej litera­tu­rze egipto­lo­gicz­nej nazy­wano tę koronę „wojenną”, ale ikonografia pokazuje faraonów w ḫprš w zupeł­nie niewojen­nych sytua­cjach. Na przykład faraon Aj jest ukazany w tej koro­nie w toku obrzędów nad zwło­kami Tutan­cha­mona.

Ostatnim rodzajem korony, nad którym musimy się pochylić (choć nie ostatnim istnieją­cym), był nms (nemes). Słowo to określało po prostu rodzaj rytualnego płótna i prze­nio­sło się na koronę mającą postać chusty w żółto-niebieskie pasy wiązanej na głowie, okrywa­ją­cej kark i opa­da­ją­cej na pierś po obu stronach szyi. To bodaj najsłyn­niej­sze egip­skie nakry­cie głowy, znamy je z Wielkiego Sfinksa w Gizie i ze złotej maski Tutanch­amona.

W tym okresie każdy faraon miał aż pięć imion, które wzięte do kupy stano­wiły coś na kształt programu władcy. Pierwszym było imię własne. U naszego boha­tera w pełnej postaci brzmiało: imn-ḥtp ḥḳꜢ-wꜢst, ‘Amenhotep Władca Teb’ (w odróż­nie­niu od Amenhotepa II, który nosił przydomek ḥḳꜢ‑jwnw, czyli ‘Władca Heliopolis’). Następne było imię horusowe, przyj­mo­wane przez wład­ców już w czasach przed zjednoczeniem Górnego i Dolnego Egiptu. Imię horu­sowe Amenhotepa III miało postać: kꜢ‑nḫt-ḫꜤ-m-mꜢꜤt, ‘Potężny Byk Obja­wia­jący Się W Prawdzie’.

Amenhotep III w nemesie.
(Rogers Fund, 1923, Metropolitan Museum of Art)

Trzecie imię faraona nazywało się po egipsku nbtj, co tradycyjnie przekłada się na polski jako imię Obu Pań. Chodzi tu o boginie Nechbet i Uadżet, opie­kun­ki odpo­wied­nio Górnego i Dolnego Egiptu. U Amen­ho­tepa imię to brzmiało: smn-hpw sgrḥ-tꜢwi, ‘Ten, Który Ustanawia Prawa, Ten, Który Przynosi Pokój Obu Krajom. Następne było imię Złotego Horusa: ꜤꜢ‑ḫpš-hwi-sṯtiw, ‘Wielki W Męstwie, Pogromca Azjatów’. Wreszcie piąte imię to imię tronowe: nb-mꜢꜤt-rꜤ (nibmu’a’ri’a), ‘Re Jest Panem Prawdy’, w tradycyjnej transkrypcji: Neb-Maat-Re. Pod tym ostatnim faraon znany był poza granicami państwa, tak był nazywany w swoim otocze­niu, tak też zwracała się doń żona.

Egipcjanie byli słusznie dumni ze swojej zdolności zapisywania i odczytywania włas­nej historii. Niestety byli też specami od jej zamazywania i mito­lo­gi­zo­wa­nia. Umiejęt­ność czytania i pisania oczywiście nie była rozpo­wszech­niona, ale była powszechnie szanowana, istniało wielu kap­ła­nów i skrybów, można więc przypusz­czać, że prosty Egipcjanin mógł poznać treść wyrytą w steli upa­mięt­nia­ją­cej, dajmy na to, kampanię wojenną tego czy innego fara­ona. Być może nawet odczytywanie inskrypcji na użytek niepiś­mien­nych roda­ków było częś­cią obowiązków służbo­wych niektó­rych skrybów. To zaś, paradok­sal­nie, stwarza problem. Faraon po prostu nie mógł sobie pozwolić na to, aby poddani widzieli jego słabość.

Jest to przede wszystkim problem dla współczesnych historyków i archeo­lo­gów, którzy z jednej strony wiedzą, że mają do czynienia z wypo­le­ro­waną wersję historii, mającą podkreś­lać wielkość faraonów i ich wiernych sług oraz miejsce Egiptu na samym szczycie geopo­li­tycz­nej hierar­chii, z drugiej zaś w wielu miejscach nie mają po prostu żadnych lep­szych źródeł. Ale można sobie łatwo wyobrazić, że był to też problem dla młodego następcy tronu, który uczył się o przewy­bit­nych dokonaniach dziadka, pradziadka, ich dziad­ków i poprzedników sprzed setek lat – i czuł, że musi im co najmniej dorównać.

Pierwsze lata

Amenhotep odziedziczył władzę nad najbogatszym państwem w całej dotych­cza­so­wej historii tej planety. Dla mieszkańca starożytnego świata ówczesny Egipt zda­wałby się krainą mlekiem i miodem płynącą. Ale dla człowieka mają­cego szczęście żyć w XXI wieku we względnie zamoż­nym kraju północnej półkuli – ba, nawet dla przeciętnego mieszkańca współ­czes­nego Egiptu, który plasuje się w trzeciej pięć­dzie­siątce krajów pod względem PKB per capita – byłoby to miejsce rodem z kosz­ma­rów. Guy de La Bédoyère pisze o XVIII dynastii:

[Jej] piękne czasy zbudowano w hierarchii z pozłacanymi kró­la­mi na szczycie i zgruchotanymi ciałami robotników – w tym dzieci i brańców wojennych – na dnie. Królowie ci władali lud­noś­cią, w której większość umierała przed osiąg­nię­ciem 30. roku życia wsku­tek chorób i innych zagrożeń. Władcy sami byli mło­dzi. W XVIII dynastii zasiadali na tronie na ogół jako dzieci lub bardzo młodzi dorośli.

Aparat władzy trzymał ludność w przemożnym uścisku, z którego nie było ucieczki. Umowa społeczna u podstaw tego aparatu była prosta: lud wykonuje wolę faraona, ten zaś dba, aby świat nie pogrążył się w chaosie. Z tego z kolei wynikał duszący wręcz konserwatyzm państwa egipskiego, każda zmiana gro­ziła bowiem zachwia­niem kosmicznego porządku rzeczy. De La Bédoyère raz jeszcze:

kiedy pojawiały się innowacje, na ogół z zagranicy, używane były jedynie tak, aby przynieść korzyści trzymającym władzę, na przy­kład w postaci nowoczesnej techniki wojskowej czy przed­mio­tów luksusowych. […] muzyka i łowiectwo istniały jako roz­rywka, ale przynależna głównie elitom, które pozo­sta­wiły ob­szer­ne zapi­sy o swoich żywotach w przeci­wień­stwie do ogrom­nej więk­szo­ści pozos­ta­łej części ludności. Ci drudzy są dziś w znacz­nej części niewidzialni poza zabyt­kami, nad którymi się mozo­lili, i odkrywanymi od czasu do czasu skromnymi grobami.

Aby dopełnić tego obrazu nędzy i rozpaczy, zacytujmy jeszcze Toby’ego Wilkinsona:

Na niewielką długość życia wpływ miały nie tylko ubóstwo i nie­do­ży­wie­nie. W nie­hi­gie­nicz­nych warunkach panujących w egip­skich miastach i wsiach szalały choroby przenoszone przez wodę i inne choroby zakaźne. Bilhar­cjoza, zapalenie wątro­by, nitko­wiec podskórny i ameboza [a także malaria – przyp. Ł.G.] były nieodłącz­nymi elementami życia codzien­nego. A nawet ci, którzy nie stracili życia po doświad­cze­niu tych przykrych dolegliwości, często koń­czyli oszpe­ceni lub nie­peł­no­sprawni. Szczególnie powszech­ne były wady wzroku, spowo­do­wane przez cho­robę lub uraz. […]
A jakby mało było niedoli spowodowanej chorobami i przed­wczes­nymi zgonami, warunki gospodarcze państwa egipskiego pospołu z jego strukturą utrzymywały większość zwykłych ludzi w stanie trwałego ubóstwa. Nawet w dobrym roku przeciętne gospodarstwo produkowało niewiele ponad mini­mum niezbędne do przeżycia. Gdyby rolnik mógł zacho­wać cały plon dla własnej rodziny, być może wystarczyłoby akurat, żeby dało się żyć. Ale ponieważ cały Egipt był teoretycznie własnością Korony, za przy­wi­lej uprawiania ziemi faraona należało płacić podatki. Podob­nie jak wszystkie rządy w historii władcy starożytnego Egiptu byli mistrzami w egzekwowaniu tych danin; używali sieci lokalnych urzędników, którzy zapobiegali uchylaniu się. Co wię­cej, w gos­po­darce przed­pie­nięż­nej podatki pobierano w pos­ta­ci części pło­dów rolnych danego gospodarstwa, którą należało oddać, choćby się waliło i paliło. Kto nie mógł zapłacić, tego cze­kało więzienie – była to paskudnie nieprzyjemna perspek­tywa, toteż większość ludzi robiła, co w ich mocy, aby go unik­nąć. […] Jedynym sposo­bem ucieczki przed przytłaczającym opodatko­wa­niem było zupeł­ne porzucenie pracy na roli i życie banity na mar­gi­nesie spo­łe­czeń­stwa. Im dłużej trwało Nowe Państwo, tym więcej ludzi decydowało się na ten desperacki krok. […]
Pogardzane przez wykształconą elitę rzesze egipskich robot­ników rolnych były wyzyskiwane, wyciskano z nich ostatnie soki, jednak to ich bezustanny i źle wyna­gra­dzany trud stanowił fun­da­ment dobrobytu kraju. Nie może być wątpli­wości, że to ich pot i znój zbudował cywilizację faraońską, lecz ani faraonowie, ani ich doradcy nie raczyli tego dostrzegać ani brać pod uwagę.

Kiedy czyta się o faraonach, łatwo popaść w myślenie pokrywające się z tak zwaną teorią wielkiej jednostki i zapomnieć, że choćby taki Chufu nie zbudo­wał swojej słynnej piramidy sam. To monumentalne zadanie wykonała rzesza robotników, którzy wprawdzie nie byli niewolnikami w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale prze­cież nie mogli kupić biletów na samolot i polecieć do Anglii pracować na jakiejś innej budowie. Niektórzy z tych robotników mogli nawet wieść ciekawe żywoty, ale nigdy ich nie poznamy.

Wiemy jednak, iż za Amenhotepa rzesze robotników miały pełne ręce roboty. Amenhotep już w pierwszym roku rządów nakazał rozszerzenie kamieniołomu w dzisiej­szym Dajr al-Barsza, a następnie otworzył na nowo porzucony kamie­nio­łom w Turze, skąd pozyskiwano piękny biały wapień już w czasach Sneferu, ojca Chufu.

Istnieją poszlaki wskazujące, że już w pierwszych latach panowania Amenho­tep musiał ruszyć do walki w obronie swojego kraju. W delcie Nilu harcowała zbrojna banda, której trzeba było stawić czoła z bronią w ręku. Czy Amenhotep faktycznie walczył, czy może zapewniał swoim żołnie­rzom tylko wsparcie moralne – nie wiemy. Ponownie dużo zależy od tego, ile tak naprawdę miał lat. Prze­ciw­nik praw­do­po­dob­nie był mało wymagający, nawet jeśli weźmiemy poprawkę na obowiąz­kowe w egipskich inskrypcjach umniejszanie tym, którzy ośmielili się stawić czoła faraonowi. Ten zaś, zgodnie z normami kultu­ro­wymi, musiał być przedstawiony jako praktycznie samo­dzielny pogromca nieprzyjaciela.

Tu na scenę wkracza kolejny Amenhotep, królewski skryba pochodzący z ḥw.t-tꜣ-ḥry-jb (Hut-Heri-Ib, gr. Athribis), miasteczka w delcie Nilu, gdzie jego ojciec, Hapu, służył jako kapłan w kulcie Horusa prawdopodobnie jeszcze za czasów faraona Amenhotepa II. Tradycyjnie w publikacjach ten Amenhotep jest nazywany „Amen­ho­te­pem, synem Hapu”, ale jesteśmy w Polsce – mieli­śmy Świętopełka Mieszko­wica czy Mieszka Bolesławo­wica, miejmy więc też Amenhotepa Hapuwica, bo dlaczego nie?

Amenhotep Hapuwic pojawił się na dworze Amenhotepa w samych począt­kach jego panowania i stał się jednym z najbardziej prominentnych Egipcjan niefaraonów w całej historii tego państwa, do tego stopnia, że po śmierci został wywyższony do godności boskiej. Historię jego życia – która zasługiwa­łaby na osobny artykuł – znamy głównie z autobiografii wyrytej na posągu umieszczonym w Karnaku.

Z tej inskrypcji dowiadujemy się między innymi o dwóch wyprawach wojen­nych (niewspo­mi­na­nych w innych źródłach), w których Amenhotep Hapuwic, mający wówczas już około 50 lat, sam rzekomo odegrał główną rolę. Pierwsza wymie­rzona była w piratów pustoszących deltę Nilu, druga zaś miała na celu odparcie nadciąga­ją­cych nomadów. Ale żeby się wgryźć w ten temat, musimy najpierw porozma­wiać o owadach.

Skarabeusze

Chrząszcz skarabeusz (Scarabaeus sacer, nazwa polska: poświętnik czczony) pcha­jący kulkę gnoju był w Egipcie zwierzę­ciem świętym. Jego praca symbo­li­zo­wała wędrówkę słońca po niebo­skło­nie. W egipskiej mitologii był nawet bóg-skarabeusz Chepri. Amulety i inne drobne przedmioty, jak pierś­cienie, z motywem skarabeusza były jednymi z najpowszech­niej­szych wyro­bów egipskich rzemieśl­ni­ków. Wykony­wano je na ogół z kamienia lub ceramiki, a ich brzuchy były płaskie, tak aby dało się tam umieścić inskryp­cje; wiele z nich wykorzystywano potem jako pieczęcie.

Szczególnym rodzajem skarabeusza był skarabeusz pamiątkowy, modny za XVIII dynastii, a zwłaszcza od czasów Hatszepsut. Jego wielkim miłośnikiem był właśnie Amenhotep. Cel wytwarzania pamiątkowych skarabeuszy był prosty: miały one być rozsyłane do najdalszych zakątków państwa egipskiego, a nawet poza jego granice, jak ulotki propagandowe czy biule­tyny informa­cyjne, odczytywane przez tych, którzy umieli, tym, którzy nie umieli. Skarabe­usze wytworzone w pierwszych latach panowania Amenhotepa stanowią nieocenione źródło wiedzy o tym okresie.

Na pierwszy rzut oka wyróżnia je rozmiar. Większość skarabeuszy miała długość poniżej 4 centymetrów, tymczasem te rzeźbione (głównie) ze steatytu na polecenie Amenhotepa miały wymiary nawet 11 na 9 centymetrów, stąd w piśmiennictwie przyjęło się nazywać je „dużymi skarabeuszami pamiątkowymi”. Dla porównania: Samsung Galaxy S21 ma wymiary 15 na 7 centymetrów. Miejsca na tekst na brzuchu chrząszcza było więc sporo.

60 lat temu holenderska egiptolożka Catharina Blankenberg-van Delden ustan­da­ry­zo­wała grupowanie skarabeuszy Amenhotepa w pięć zasadniczych serii i ta klasyfi­ka­cja obowiązuje po dziś dzień. Z pierw­szej serii, pochodzącej z drugiego roku panowa­nia Amenhotepa, do naszych czasów zachowało się pięć egzemplarzy, ale powstało ich z pewnością znacznie więcej. Tekst na brzuchu tych chrząszczy opo­wiada, jak Amenhotep na pokładzie królew­skiej barki wyruszył, aby zapolować na stado byków pustoszące okolice dzisiejszego Wadi an‑Natrun, na północny zachód od Memfis. Stado, liczące 170 sztuk, zapę­dzono do rowu lub wąwozu, gdzie faraon własno­ręcz­nie zabił jedną trzecią z nich.

Brzmi znajomo? Powinno. Kozloff sugeruje, że inskrypcje o polowa­niach na byki miały w istocie wymiar metafo­ryczny, który nam trudno instynktownie zrozu­mieć, ale który byłby jasny dla poddanych Amenhotepa. Należy przede wszyst­kim zwrócić uwagę, że tekst mówi konkretnie o bykach. Żadnych krów i cieląt? Poza tym byk to tylko byk. Owszem, dwie setki rozjuszonych byków mogą wyrządzić ogrom­ne szkody, ale czy do tego naprawdę trzeba by ściągać armię? Natomiast dwie setki piratów to już problem wymagający pilnej interwencji.

Druga seria skarabeuszy, pochodząca z pierwszych dziesięciu lat opowiada z kolei o polo­wa­niach na lwy, niestety bez wskazania lokalizacji. Zachowało się ponad 120 sztuk, z których część podaje, że w ciągu tej dekady faraon zabił 102 lwy, a część – że 110. I w tym wypadku według Kozloff konieczne może być odczytanie metafo­ryczne, a rzekome lwy były w istocie bandami rabusiów lub migrującymi plemio­nami. Dodatkową poszlaką jest okres pierw­szych dzie­się­ciu lat panowania. W dzie­sią­tym roku Amenhotep pojął za żonę Giluhepę, księżniczkę Mitanni, państwa gra­ni­czą­cego z posiad­łoś­ciami egip­skimi od północy (leżącego na obszarze dzisiej­szej północ­nej Syrii i połud­nio­wej Turcji). Czyżby ślub wiązał się z sojuszem, który przyniósł uspo­ko­je­nie na granicy? Właśnie Giluhepie poświęcona jest jedna z serii skarabeuszy. O tej i pozostałych dwóch seriach opowiemy niżej.

Skarabeusz upamiętniający polowanie na lwy.
(Courtesy of Harrogate Museums and Arts)

Amenhotep zakłada rodzinę

Jak już widzieliśmy, istnieją poszlaki sugerujące, że za osadzenie Amenhotepa na tronie po śmierci ojca odpowiadał królewski koniuszy Tuja wraz z żoną Czuju (co być może było zdrob­nie­niem od imienia Ahhotep). Skąd jednak wziął się na dworze sam Tuja – nie wiemy. Pochodził z Górnego Egiptu, z miasta Ipu (obecnie Achmim), gdzie był kapłanem boga płodności Mina i z pewnoś­cią posiadał znaczny majątek, ale z faraonem nie łączyły go żadne więzy krwi. Czuju z kolei piastowała prominen­tne stanowiska na pograniczu świata religii i rozrywki.

Możliwe również, że Mutemuja i Juja byli rodzeństwem, ale jest to hipoteza formu­ło­wana wstecz. To znaczy: nie ma żadnych dowodów świad­czą­cych o takim pokre­wień­stwie, ale skoro Juja miał się opiekować synem Mutemui, to musiało istnieć między nimi jakieś pokrewieństwo. Tyle że oczywiś­cie nie musiało, Juja mógł się podjąć tego zadania dla korzyści politycznych czy nawet z poczucia obowiązku wobec umierają­cego władcy. Istnieją także mgliste poszlaki wskazujące na to, że Mutemuja i Juja pochodzili z Azji lub z Nubii. Nawet tego nie da się potwierdzić, ale jeżeli faktycz­nie tak było, to już sam ten fakt mógł wystarczyć jako osobista więź, nie potrzeba od razu spekulo­wać o rodzeń­stwie.

Nie ma też dowodów na objęcie przez Mutemuję stanowiska regentki, wiemy tylko, że przez pewien czas stała u boku syna jako wielka małżonka. Nie zagrzała jednak długo miejsca. W drugim roku panowania młody faraon poślubił dziew­czynkę, która stała się jedną z najpo­tęż­niej­szych małżonek królewskich w całej historii Egiptu. Miała na imię Teje (lub Tiji), a jej rodzi­cami byli Juja i Czuju.

Czuju i Juja, maski mumijne.
(Marie Thérèse Hébert & Jean Robert Thibault, Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic)

Egipt miał rozbudowaną biurokrację, w której – za czasów Amenhotepa – jego teść odgrywał prominentną rolę. Z dzisiejszej perspektywy trudno wywnios­ko­wać, za co tak naprawdę odpo­wia­dał w ramach całego bukietu piastowanych urzędów. Ich nazwy w języku egipskim są po prostu zanadto symboliczne. Jeden z jego bardziej zrozumiałych tytułów brzmiał: „ojciec boga”, co miało oznaczać, iż jej po prostu teściem (boskiego) faraona. Inne z jego stanowisk mogliby­śmy przetłuma­czyć – czerpiąc z historii naszego kraju – jako: kanclerz wielki koronny. Ale czy był to faktyczny urząd z faktyczną kontrolą nad pieczęcią faraona i jego „kancelarią” czy tylko godność hono­rowa? Na dwoje babka wróżyła. Niemniej lista godności Jui (z których część była najpewniej dziedziczona) jest tak długa, że po prostu niemoż­liwe jest, aby jeden człowiek, choćby i z armią podwładnych, odpowiadał za wszyst­kie te sprawy. Wniosek musi być tylko jeden: większość jego stanowisk była czysto hono­rowa i stanowiła sposób, w jaki Amenhotep wyrażał szacunek wobec teścia i, być może, wdzięczność za osadzenie na tronie. Niewyklu­czone, że Juja nie wyko­ny­wał w ogóle żadnej pracy w machinie administracyjnej państwa, że wszyst­kie te tytuły były jedynie pazłotkiem mającym łechtać jego próżność, tymczasem jego praw­dziwa władza przejawiała się w dostępie do ucha faraona (i jego żony).

Jedyne znane dziecko Jui i Czuju, poza samą Teje, to syn Anen, który również wspiął się wysoko po szczeblach kariery – został drugim prorokiem Amona i pałacowym astronomem, piasto­wał też wysokie stanowisko w kulcie Re. Niektórzy badacze twier­dzą również, że dzieckiem Jui i Czuju był Aj, prominentny dworzanin za czasów Echnatona i Tutanchamona, a po śmierci tego drugiego – faraon. Juja zmarł pewnie po sześćdziesiątce, około roku 1374, a jego mumia wskazuje, że pod koniec życia doskwierała mu poważna kifoskolioza i na pewno trudno mu było się poru­szać. Wiemy, że oboje byli zakażeni malarią, ale nie wiadomo, czy to ta choroba dopro­wa­dziła do ich śmierci. Pocho­wano ich w Dolinie Królów, więc nie popadli w nie­łaskę u zięcia, ale jednak spoczęli razem w kiepsko wykonanym grobie, toteż można zakładać, że faktycznie zmarli nagle.

Niestety w opisaniu, jak dokładnie wyglądała sytuacja ożenku Amenhotepa z Teje, ponownie na przeszkodzie stają nam trudności z ustaleniem, kiedy faraon się uro­dził. Czy około 1411 czy raczej około 1401? Dziesięć lat to spora różnica, gdybyśmy mówili o parze dorosłych, ale kiedy mowa o dzieciach, jest wręcz kolosalna. Ślub w drugim roku panowania staje się jednak kolejnym argumentem za datą późniejszą. Autor niniejszego artykułu przychyla się do hipotezy, iż Amenhotep przyszedł na świat około roku 1401, wstąpił na tron w okresie 1391–1388 i ożenił się z Teje jako mniej więcej jedenastolatek. Sama Teje miała około dziewięciu lat.

Czy państwo (bardzo) młodzi znali się przed ślubem? Nie wiadomo, ale najpewniej tak. Teje mogła nawet być jedną z „piękności” w jpt faraona. Jak wyglą­dało wesele? Nie mamy naj­bled­szego pojęcia, ale dostępne szczątki informacji sugerują, że trwało siedem dni.

Trzecia z pięciu serii skarabeuszy pamiątkowych Amenhotepa określana jest jako „skarabeusze małżeńskie” lub „skarabeusze graniczne”. Faraon ogłasza na nich, że jego wielką małżonką jest Teje, córka Jui i Czuju, a jego królestwo rozciąga się od Karoj na południu do Naharin (czyli Mitanni) na północy. Niestety jest to jedyna seria, w której nie określono żadnej daty. Niektórzy badacze spekulują, że skara­be­u­sze te wyprodukowano z okazji ślubu. Inni skłaniają się ku hipotezie, że ta seria powstała dużo później, a kluczową na nich informacją nie jest ta o Teje, lecz katego­ryczne określenie ziem, nad którymi rozciąga panuje Amenhotep. Jeśli faktycznie poślubił Teje za życia ojca, miałoby to sens, musiałby bowiem okreś­lić datę ślubu wedle lat panowania Totmesa IV i automa­tycz­nie skupić na nim część uwagi. Ale z tego samego powodu tym bardziej zdumie­wa­jące jest to, że faraon kazał umieścić tam imiona teściów. Skąd­inąd skarabeusze o polowaniach na lwy i byki także wspominają o Teje, ale o jej rodzicach – nie.

Amenhotep powiększa rodzinę

W pierwszej dekadzie panowania Amenhotepa Teje miała już kilkoro dzieci. Naj­star­szy syn otrzymał imię Totmes, następnie urodził się Amenhotep. W kolejnych latach przyszły na świat córki Sitamon (‘Córka Amona’), Iset (‘Izyda’), Henutaneb (‘Pani Wszystkich Krain’), Nebeta (‘Pani Pałacu’) i być może Beket­aton (‘Służebnica Atona’, co jest imieniem przyjętym już po rewolucji Echnatona)5. Być może Teje od samego początku miała zagwaranto­waną pozycję wiel­kiej małżonki na mocy umowy Totmesa IV z Jują, ale być może jej awans stał się moż­liwy dzięki temu, że szybko dała mężowi następcę tronu i zapa­so­wego królewicza.

Jak już widzieliśmy, w dziesiątym roku panowania Amenhotep pojął za żonę Gilu­hepę (lub Kirgipę), córkę króla Mitanni Szuttarny II i siostrę Tuszratty. Treść jed­nego z tak zwanych listów amarneńskich – archiwum kores­pon­den­cji władców Egiptu i okolicznych państw odkrytego w Amarnie, dawnej stolicy Echnatona (to także temat na inny arty­kuł) – sugeruje, że Amenhotep długo starał się o jej rękę. Trudno się dziwić, Szut­tarna miał w pamięci, że jeszcze nie tak dawno jego króles­two zebrało od Egip­cjan srogie manto, i mógł po prostu nie chcieć mieć z nimi do czynienia. A może po prostu umiał się targować i rozumiał, że Amenhote­powi zależało na zawarciu sojuszu, który ustabilizowałby północne pogranicze.

Czwarta seria skarabeuszy poświęcona jest właśnie przybyciu Giluhepy do Egiptu. Treść ponownie zaczyna się od wymienienia imion faraona, następnie zaś – Teje oraz ich rodziców. Po wstępie dowiadujemy się, że do Amenhotepa dotarł „skarb”, córka księcia Naharin Szuttarny, Giluhepa, wraz 317 kobietami stano­wią­cymi jej harem (i z pewnością z ogromnym posagiem). Kozloff sądzi, że uwzględ­nie­nie Jui i Czuju miało dawać do zrozumienia, iż nie tylko ich córka, ale także oni sami są wyżej w dworskiej hierarchii, przyjmują bowiem Giluhepę jako gospodarze na równi z faraonem. Wiemy, że Amenhotep zapewnił nowej żonie własny pałac i dwór, ale pod względem politycznym jej wpływy pozostały mini­malne, przynaj­mniej w porównaniu z Teje.

Możliwe, że Szuttarna zgodził się na to małżeństwo, ponieważ i on potrzebował teraz czegoś konkretnego od władcy Egiptu. Z wysłanego lata później listu Tusz­ratty do Amenhotepa dowia­du­jemy się, że w 11. roku panowania tego drugiego Egipt i Mitanni razem – i z powo­dze­niem – walczyły przeciwko Hetytom w obronie ziemi mitannijskiej. Czy Giluhepa była zapłatą za pomoc w spodziewanej wojnie? A może była to tradycyjna forma odnawiania sojuszy? Swoje córki wysłali do Egiptu nie tylko Szuttarna i Tuszratta, ale także ojciec tego pierwszego Artatama. Dziew­czyna ta, której imienia nie znamy, została oddana Totmesowi IV.

Amenhotep najwyraźniej dbał, aby Teje nie odniosła wrażenia, iż jej pozycja jest zagrożona. Piąta i ostatnia seria skarabeuszy pamiątkowych informuje nas, że w 11. roku panowania, pierwszego dnia trzeciego miesiąca pory Achet (pierwsza połowa września), faraon nakazał wybudowanie dla swojej ḥmt-nswt-wrt sztucznego jeziora w jej rodzinnym mieście. Jezioro miało wymiary 3700 na 700 kubitów, czyli mniej więcej 1900 na 360 metrów, a prace dobiegły końca już 16. dnia tego samego miesiąca, co sugeruje, że przygotowania czyniono już dużo wcześniej lub też po prostu doprowadzono wodę z Nilu do istniejącego zagłębienia. Faraon przybył na uroczyste otwarcie na pokładzie królewskiej barki o mało wyszukanym imieniu jtn-ṯḥn, czyli Olśniewająca Tarcza Słoneczna. W prak­tyce barka nosiła imię na cześć właściciela, gdyż Amenhotep szybko polubił określa­nie tymi słowami siebie samego. Według Kozloff imię barki miało porównywać drogę słońca po niebo­skło­nie do podróży władcy po Nilu. Niebawem zobaczymy tę nazwę po raz kolejny w innym kontekście.

Amenhotep na krańcu świata

W piątym roku panowania Amenhotepa – prawdopodobnie latem – do Memfis, gdzie prze­by­wał wówczas faraon, nadeszły wieści o nubijskim powsta­niu, na którego czele stanął niejaki Icheny Samochwała6. Nie było rady, nale­żało zebrać wojsko. Zadanie to zostało powierzone Amenhotepowi Hapu­wicowi (a przy­naj­mniej sam tak twierdził) i zarządcy Memfis Neferhabe­fowi. Spośród oficjeli zaangażo­wa­nych w tę wyprawę znamy z imienia także Neb­amona, chorążego świętej barki boga Amona, i Horemheba, nadzorcę wszech skrybów wojska.

Armia egipska w tamtych czasach składała się – w różnych proporcjach – z żołnie­rzy zawo­do­wych, poborowych i nubijskich najemników. Pod względem liczebnym ogromną większość stanowiła piechota, wśród której eli­tarne pod­od­działy nazy­wano „pięknościami” (tak samo jak kobiety z królew­skiego haremu), a wśród nich najwyżej plasowali się łucznicy uzbrojeni w kom­po­zy­towe łuki. Drugi komponent stanowiły rydwany, obsadzane przez dwu­oso­bowe załogi i ciągnięte przez konie sprowadzane z Azji i ich potom­stwo. Za zaopatrzenie odpo­wia­dały dwie główne zbrojownie: północna w Mem­fis i południowa w Karnaku. Wojsko starożyt­nego Egiptu to kolejny temat na inny artykuł (który kiedyś napi­szemy, ale nie­prędko).

Amenhotep zapisał relację z tej kampanii na steli, która zachowała się w pobli­żu Asuanu, a także na innych inskrypcjach rozmieszczonych między Tebami a trzecią kataraktą. Zapewne niedaleko na południe od tego miejsca, w pobliżu znanego nam już Tombos, działał Icheny Samochwała. Tam też doszło do bitwy, w której Egipcja­nie, rzecz jasna, odnieśli druzgocący tryumf. Inaczej byłoby nie po faraoń­sku. Sam Amenhotep, jeśli wierzyć jego słowom, walczył na pierwszej linii. Oprócz wielkiej liczby zabitych Egipcjanie wzięli też 30 tysięcy jeńców, z których część puścili wolno, gdyż w przeciwnym razie cały lud Kuszu mógłby po prostu wyginąć. Do tej kwestii jeszcze wrócimy.

Po tym zwycięstwie Amenhotep nie wrócił do siebie, ale ruszył dalej na południe – do Miw, miejsca uznawanego za najdalszą granicę egipskiego imper­ium. Dziś jest to Hagar al-Merwa opodal Abu Hamad, w miejscu, gdzie Nil – między czwartą a piątą kataraktą – skręca na południowy zachód. To ponad pół tysiąca kilometrów na północ od dzisiejszego Chartumu. Nie mamy jednak dowo­dów na obecność Amen­ho­tepa w tamtej okolicy. W przeciwieństwie do Tot­mesa I i Totmesa III nie pozosta­wił tam żadnych inskrypcji.

Tym bardziej nie mamy dowodów, że – jak ogłaszał na steli ustawionej w Tebach – dotarł do miejsca o nazwie Fontanny Horusa, gdzie ustawił jakiś pomnik. W grun­cie rzeczy nie wiemy nawet, gdzie należałoby go szukać, choć z kontekstu wynika, że jeszcze dalej na południe od Miw. Możliwe zresztą, że to tylko sym­bo­liczne okreś­le­nie, takie „na końcu świata”. Jeśli jednak mowa o praw­dzi­wym miejscu, Kozloff wysuwa przypusz­cze­nie, za sugestią specjalisty od tematyki nubijskiej Dereka Welsby’ego, że chodzi o sam środek pustyni Bajuda, na południe od Abu Hamad, mniej więcej na wysokości miejsca, w którym za kilkaset lat miało powstać Meroe, stolica państwa kuszyckiego.

Kampania, od wyruszenia do powrotu, trwała około dwóch miesięcy. Amenhotep wrócił ze złotem i niewol­ni­kami. Kruszec szybko posłużył do sfinansowania budo­wy nowego pylonu (monu­men­tal­nej bramy) w kompleksie świątynnym Amona‑Re w Kar­naku. W czasach świetno­ści pylon był bogato zdobiony zlotem, turkusem, lapis lazuli i drogimi kamieniami, a podłoga była wyłożona srebrem. Aby zrobić miejsce, Amenhotep zniszczył portyk na dziedzińcu Totmesa II, portyk, którego budowę zaczął Totmes IV, a zakończył tenże sam Amenhotep ledwie kilka lat wcześniej. Obecnie pylon ten nosi numer 3 (z dziesięciu), licząc od Nilu. Pylon 2 został wzniesiony za czasów Horemheba pod koniec XVIII dynastii, a pylon 1, najbliższy rzeki, dopiero przez Nektanebo I w latach 70. IV wieku (XXX dynastia).

Większe bogactwo Egiptu widać także na malowidłach z tego okresu, pokazujących bogatsze ubiory, wymagające większej ilości tkaniny, większe peruki i bardziej wyszukaną biżuterię (pojawiły się na przykład kolczyki w uszach mężczyzn, choć sam faraon najwyraźniej nigdy się na taką ozdobę nie zdecydował). Kampania kuszycka okazała się wyjątkowo dochodowym przedsię­wzięciem.

Świątynia Milionów Lat

Wprawdzie każdy faraon, jeśli tylko pozwalała mu na to sytuacja i zawartość port­fela, lubił stawiać piękne budowle, ale Amenhotep, korzystając ze stabilności i dobrobytu wypracowa­nych przez poprzedników, wyznaczył w tym zakresie nowe standardy przepychu niewidziane bodaj od czasów czwartej dynastii. Najlepszym przejawem idei przyświecającej (nomen omen) jego programowi budowlanemu jest pałac w Karnaku, który nazwał na swoją cześć, używając imienia tronowego: Neb-Maat-Re Jest Olśniewającą Tarczą Słoneczną.

Również w Karnaku w pierwszych latach panowania Amenhotep dokończył świąty­nię, którą poświęcił bogini prawdy, prawa i porządku Maat pod wez­wa­niem Obja­wia­jąca Się w Prawdzie (co z kolei nawiązywało do jego imienia horusowego). Na ozdobienie stosun­kowo małego budynku zużyto 2,8 tony elektrum, 2,3 tony złota, 400 kilo­gra­mów miedzi, ćwierć tony brązu, 1,3 tony lapis lazuli, ponad 150 kilo­gra­mów karneolu i blisko 100 kilogramów turkusu. Świątynia musiała być pełna prze­py­chu, gdyż stanowiła dom dla fizycz­nego wyobrażenia Amona-Re, ale takie bogac­two pożądane było we wszystkich budowlach.

W myśl tej filozofii Amenhotep rozpoczął w Tebach, na zachodnim brzegu Nilu (w tak zwanym mieście umarłych), jedno ze swoich najwięk­szych przedsięwzięć: Świątynię Milionów Lat. Była to stosownie pompatyczna nazwa dla świątyni grobo­wej. Ta stworzona dla Króla Słońce była największa w nekropolii tebańskiej, więk­sza nawet niż odległa o dwa kilometry świątynia Hatszepsut w Ad‑Dajr al‑Bahri. Budowlę wykonano z białego piaskowca i cegły suszonej, a następnie ozdobiono złotem, srebrem i elektrum oraz wypełniono posągami z granitu i kwarcytu. Jej głównym architektem był nasz stary znajomy – Amenhotep Hapuwic.

Niestety, historia uczy nas, że im bardziej coś ma być niezniszczalne (lub niezata­pialne), tym bardziej prawdopodobne jest, że złośliwy zadziała na przekór. Świąty­nia Milionów Lat nie przetrwała nawet tysiąca. Częściowo została zburzona już przez władców XIX dynastii, którzy przywłaszczyli sobie budulec i posągi do własnych projektów. Gdzieś w następnych dwóch stuleciach została spusto­szona przez trzęsienie ziemi. Dochodziło też do powodzi, absolutnie zgubnych dla cegły suszonej. Dzieła zniszczenia dopełniła przyziemna działalność ludzka: rolnictwo, nowe budynki, wytyczanie nowych dróg. W czasach Ptolemeu­szów nie zasługiwała już nawet na miano ruiny. Jedyną rzucającą się w oczy pozostałoś­cią była para 18‑metrowych posągów znana jako Kolosy Memnona, wykonanych w później­szym okresie władzy Amenhotepa7. Obecnie jest to fascynujące stanowisko archeolo­giczne, gdzie szczególnie wartościowych odkryć (w tym kolejnych wielkich posą­gów) dokonała niemiecka archeo­lożka Hourig Sourouzian. Wciąż trwające prace sprawiły, że znaczna część fundamentów jest już dobrze widoczna i pozwala wyrobić sobie zdanie o kształcie i rozmiarze kompleksu.

Kolosy Memnona, zdjęcie z 2025 roku. Pierwotnie były pomalowane tak, że z oddali wyglądały jak żywe.
( ولاء, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)

Świątynia grobowa to jednak tylko jedna część przygotowań do przyszłego życia, ta bardziej eksponowana. Pozostawała druga, czyli właściwy grobowiec, w którym mogłoby spocząć zmumifikowane ciało władcy wraz ze wszystkimi przedmiotami potrzebnymi mu w nowym życiu. Piramidy w Gizie, owszem, są imponujące, ale zupełnie się nie nadawały na miejsce wiecznego spoczynku. Wręcz przeciwnie – działały na rabusiów jak płachta na byka. Zostały do szczętu oszabro­wane najpew­niej już w chaosie pierwszego okresu przejściowego, mniej więcej 400 lat po śmierci Chufu, a mumie zostały zniszczone. W kolejnych wiekach wykorzys­ty­wano je ponow­nie jako miejsce pochówku i ponownie wszystko padło łupem rabusiów.

Ten fakt skłonił Totmesa I do wyznaczenia zupełnie nowej nekropolii dla władców i ich najbliż­szych krewnych i zauszników. Tak powstała Dolina Królów. W jej ska­łach wykuwano królewskie groby przez kolejne cztery wieki. Ostatecznie i one nie oparły się hienom cmentar­nym, ale w czasach Amenhotepa dolina (a właściwie dwie połą­czone doliny, wschod­nia i zachod­nia) były jeszcze dobrze strzeżone, a po robot­ni­kach, którzy budowali grobowce, można było oczekiwać względnej dyskre­cji. Właś­nie za czasów Amenhotepa na dobre wykrysta­li­zo­wała się kasta elitar­nych zawo­do­wych rzemieślników zamieszkujących osadę znaną dziś jako Ad‑Dajr al‑Madina. Istniała wśród nich ścisła specjalizacja: kto inny przygotowywał ściany, a kto inny nakładał na nie gips. Potem kto inny nanosił kontury malunków, a kto inny wypeł­niał je barwą. W większości przypadków fach przechodził z ojca na syna. Robot­nicy ci zaliczali się do najbardziej szanowanych i najlepiej opłacanych w Egip­cie, wielu umiało też czytać i pisać. Niektórym w dowód uznania zezwalano na przy­go­to­wa­nie własnych grobów w nekropolii tebańskiej. Ich umiejętności były praktycz­nie niezastą­pione. Nic więc dziwnego, że to właśnie tu, około roku 1170, doszło do pierwszego znanego w historii świata strajku.

W tym momencie, niejako na marginesie, wypada zacytować Barbarę Mertz:

Egipcjanie nie mieli spisanego zbioru praw. Inne ludy Bliskiego Wschodu miały. Kodeks Hammura­biego to naj­słyn­niej­szy przy­kład, ale istnieją też wcześniej­sze z tego samego regionu. Być może nie należy się dziwić, że – o ile nam dobrze wiadomo – Egipcjanie nigdy nie opracowali formalnego, skodyfiko­wa­nego prawa, skoro przecież osąd boga-króla i jego przedstawicieli z definicji wywodził się wprost z niebios.

Lata ciemne

Mediewaliści słusznie się oburzają na określenie „wieki ciemne”, mające się odnosić do rzekomej ciemnoty kilku stuleci bezpośrednio po upadku cesarstwa zachod­nio­rzym­skiego i ich równie rzekomego „milczenia” w źródłach. Egiptolodzy nie oburzą się jednak na stwierdzenie, iż znaczna część drugiej dekady rządów Amenhotepa jest skryta w mroku. Oczywiście brak źródeł opisujących długie okresy egips­kiej historii to normalna sprawa i w przypadku innych faraonów nie byłoby tu nic dziwnego. Ale kiedy mówimy o Amenhotepie III, którego czasy są tak „głośne” w mater­iale archeologicznym i który tak drobiazgowo zapisywał historię swych pierw­szych lat na tronie, praktyczny brak źródeł dla lat 12–19 jego panowania musi dziwić. Ale jak ujmuje to Barbara Mertz, „Egipcjanie cierpieli jakby na oficjalną amnezję w odniesieniu do nieprzyjemnych faktów”.

W tym momencie historyk musi się przedzierzgnąć w detektywa, który składa moż­li­wie najdokład­niej­szy obraz z dostępnych poszlak. Co więc mamy do dyspozy­cji? Przede wszystkim nic nie wskazuje na to, aby kraj był ogarnięty wojną – czy to domową, czy wskutek inwazji z zewnątrz. Przede wszystkim nawet gdyby kraj stanął w obliczu ostatecz­nej klęski – o czym Egipcjanie woleliby nie wspominać – to przecież przetrwał. A wyparcie hipotetycznych najeźdźców (casus Hyksosów) czy też zduszenie rebel­ian­tów byłoby powodem do dumy i pojawiłoby się w inskryp­cjach z kolejnych lat panowania Amenhotepa.

Rzecz jasna, możliwe, że nie działo się nic ciekawego, a inskrypcje z lat ciemnych istnieją i nawet jest ich dużo, tylko po prostu nikt ich jeszcze nie odkrył. Nie można tego stuprocentowo wykluczyć, ale jest to skrajnie niepraw­do­po­dobne. Skoro zna­leź­li­śmy tyle informacji z pierwszych lat rządów Amenhotepa, a także z lat od roku 20. wzwyż, nie da się wyjaśnić, dlaczego akurat z lat 12–19 nie mamy niczego. Chyba że ktoś te inskrypcje ukrył lub zniszczył, ale jeśli tak, to wracamy do punktu wyjścia, tyle że z innym pytaniem: dlaczego ktoś je ukrył lub zniszczył?

Arielle Kozloff wskazuje również na zwolnienie tebańskich kobiet z niektórych podatków, co nastąpiło w ramach obchodów święta Sed w 30. roku panowania Amenhotepa. Czyżby chodziło o zachętę do rodzenia dzieci i uzupełnienia braków w populacji?

Coś musiało się stać. Ale co? Pewną wskazówkę podsuwa nam tekst autobiogra­ficzny Amenho­tepa Hapuwica, w którym autor daje do zrozumienia, iż faraon powierzył mu zapełnienie wakatów kapłańskich w kulcie Amona. Dlaczego? Co takiego się stało, że kapłanów zabrakło do tego stopnia, iż król musiał powierzyć odtworzenie ich szeregów jednemu ze swoich najbliż­szych współ­pra­cow­ni­ków? Jak na złość inskrypcja Hapuwica zawiera miejsce na określenie przyczyny czy wyda­rze­nia, ale tego kluczowego słowa brakuje. Kozloff zwraca uwagę, że jeśli brakują­cym słowem jest określenie jakiejś tragedii, usunięcie tegoż słowa w magiczny sposób odbierało mu moc.

Skoro nie wojna, to może jakiś kataklizm wywołany siłami natury? Na przykład trzęsienie ziemi. Zdarzają się one w Egipcie względnie często. Duże trzęsienie ziemi mogło doprowadzić do zawalenia się świątyni i śmierci wielu kapłanów praktycznie z minuty na minutę.

Ale mówimy o ośmiu latach. Owszem, zniszczenia spowodo­wane naj­pierw przez wstrząsy, a następ­nie pożary i powo­dzie – typowe następstwa takich kataklizmów – mogły spowodować długotrwały paraliż państwa. Jest to jednak mało praw­do­po­dobne. Zabrzmi to protekcjonalnie, ale starożytny Egipt nie był na tyle zaawan­so­wany technicznie. Nie było rurociągów ani linii telefonicznych do odtwo­rze­nia, odbu­dowa domów mieszkalnych nie stwarzałaby wyzwania, a łącz­ność między nomami (prowincjami) tak czy inaczej odbywałaby się po Nilu. A choćby i całe Teby legły w gruzach, dwór mógłby się przenieść do Memfis czy innego ocala­łego miasta.

Oczy­wiś­cie skutki ogromnego trzęsienia ziemi mogłyby być odczu­walne przez kilka­naś­cie czy kilka­dzie­siąt lat, to akurat nietrudno sobie wyobrazić. Ale całko­wita cisza w inskryp­cjach stwarza wrażenie, jakby całe państwo kolektyw­nie skuliło się, zarzu­ciło płaszcz na głowę i ramiona, i czekało, aż najgor­sze – cokol­wiek by to było – przeminie.

Najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest epidemia. Kolejnej poszlaki dostar­cza nam Echnaton, następca Amenhotepa, który w liście do króla Babilonii Burna-Buriasza II przyznał, że jedna z żon jego ojca zmarła na jakąś zarazę. Z kolei w czasach Tutanchamona król hetycki Mursili II skompo­no­wał modlitwę-lament, w której uskarża się na zarazę pustoszącą jego kraj. Wiemy również o epidemii na Cyprze, która zakłóciła dostawy miedzi z wyspy (łacińska nazwa tego metalu, cuprum, pochodzi właśnie od nazwy Cypru). Nie wiemy nie­stety, kiedy to się stało, ale za czasów Amenhotepa faktycznie widać wyraźny spa­dek produkcji przedmio­tów z brązu (czyli stopu miedzi z cyną).

Fascynującą poszlakę otrzymujemy od Manethona, kapłana-historyka, któremu zawdzię­czamy przede wszystkim stosowany do dziś podział historii Egiptu na dynas­tie (a także zgrecczone imiona faraonów). W dziele Aegyptiaca, czy ściślej: we fragmencie znanym nam dzięki Józefowi Flawiuszowi, Manethon pisze, iż faraon Amenofis i jego imiennik, Amenofis, syn Paapisa, rozma­wiali o oczysz­cze­niu kraju z trędowatych i innych nieczystych, i o zesłaniu 80 tysięcy chorych – wśród których byli także kapłani – do kamieniołomów na wschód od Nilu. Kozloff sugeruje, iż może to być ślad po zachowanym w zbiorowej pamięci, i znie­kształ­co­nym na prze­strzeni tysiąca lat, prawdziwym wydarzeniu.

Ale najmocniejszą poszlaką, prawie że dowodem, jest wzmożona produkcja posą­gów lwio­gło­wej bogini od chorób i wojny Sechmet (sḫmt, ‘Potężna’) w tym właśnie okresie. Jako się rzekło, prawie na pewno nie było wówczas żadnej wojny. A jednak powstało więcej jej figur niż faraona i wszystkich innych bogów razem wziętych. Na wielu widnieją też inskrypcje wymieniające nieznane miejscowości – czyżby spustoszone przez zarazę i porzucone?

Posąg Sechmet wykonany z grano­dio­rytu, zbiory Muzeum Narodowego w Warszawie.
(Artinpl via Wikimedia Commons)

A jeśli zaraza, to jaka? Jak już widzieliśmy, chorób nad Nilem nie brakowało, ale naj­bar­dziej praw­do­po­dobną kandydatką wydaje się dżuma dymienicza, ze względu na wysoką śmiertelność i szybkość, z jaką może się roznosić. Być może egipskie miasta doświadczyły tej samej apoka­lipsy co miasta średniowiecznej Europy. Bada­nia utrudnia fakt, iż pałeczki dżumy (Yersinia pestis) łatwo ulegają rozkładowi, więc choć mamy pewność, że dżuma istniała w Egipcie już dużo wcześniej, nie udało się na razie odnaleźć bakterii w zwłokach osób zmarłych w tym okresie.

Dwór Amenhotepa przerwał milczenie dopiero w drugim miesiącu pory Achmet w 20. roku panowania. Wtedy właśnie królewski posła­niec, skryba Chaemhet, udał się z Memfis do Karnaku, gdzie ogłosił nieja­kiemu Nebnufe­rowi, iż ten został, jako następca własnego ojca, mianowany mierni­czym w spich­lerzu w Karnaku. Ceremo­nia objęcia stanowiska miała najwy­raź­niej wysoką rangę, wzięło w niej udział czte­rech proroków Amona (drugim prorokiem był Anen, brat Teje).

Synowie

Być może jedną z ofiar zarazy – jeśli faktycznie jakaś szalała wówczas w Egipcie – był Totmes, najstarszy syn Amenhotepa. Jak już widzieliśmy, trudno spotkać egip­skich królewiczów w inskrypcjach, dzięki temu ich ojcowie mieli do pewnego stop­nia wolną rękę w wyborze następcy. Totmes nie jest tu wyjątkiem, zachowała się po nim ledwie garstka śladów. Ale bez wątpienia był przygotowywany do prze­ję­cia schedy. Nosił oficjalny tytuł następcy tronu, służył też jako zarząd­ca proroków Dol­nego i Górnego Egiptu, arcykapłan Ptaha w Memfis i sem-kapłan (to znaczy odpo­wie­dzial­ny za ceremonie pogrzebowe).

Ale bardziej prawdopodobna hipoteza zakłada, iż młody Totmes zmarł około 30. roku panowania ojca, być może nawet w trakcie obchodów jubileuszu. Jego grobu nigdy nie odnaleziono. Znamy kilka jego wyobrażeń, w tym statuetkę przedstawia­jącą go jako młynarza. Jego stanowiska służbowe znamy z sarko­fagu Ta-miju, jego ukochanej kotki, której imię znaczyło po prostu „Kicia”.

Podobizna Kici na jej sarkofagu.
(Larazoni, Creative Commons Attribution 2.0 Generic)]

Miejsce Totmesa w kulcie Ptaha zajął najpewniej kapłan Ptahmose. Tymczasem miejsce Totmesa w kolejce do tronu przypadło jego młodszemu bratu, takoż Amen­ho­te­powi, później­szemu Echnatonowi. Niestety nie wiemy praktycznie niczego o jego młodości, nie mamy nawet przybliżonej daty jego narodzin (zmarły niedawno kanadyjski egiptolog Donald B. Redford sugerował 25. rok panowania Amenhotepa III, ale to tylko jedna z mnóstwa hipotez). Wielu badaczy uważa, że junior otrzymał do dyspozycji własny pałac w kompleksie pałacowym w Malkacie (o którym niżej), a być może nawet tam się urodził.

Wprawdzie Amenhotep junior nie był przewidziany do roli faraona, ale z pewnością otrzymał solidne wykształcenie, nieustępujące ojcowskiemu. Wedle Redforda chło­pak był „uważany za brzydkiego w myśl przyjętych wówczas standardów”, a w kon­sek­wen­cji „odizolowany w pałacu w okresie małoletności, z pewnością blisko zwią­zany z matką, prawdopodobnie ignorowany przez ojca, przyćmiony przez brata i siostry, niepewny siebie”. Z jednej strony istnieją poszlaki świadczące o popraw­ności tej interpretacji, z drugiej – jest to brawurowa hipoteza na temat czegoś, o czym konkretnych faktów mamy dokładnie okrągłe zero. Równie dobrze możemy formułować profil psychologiczny żołnierza walczącego w drugim rzędzie na lewej flance w bitwie z Ichenym Samochwałą.

Synem Amenhotepa mógł być także Smenchkare, tajemniczy faraon rządzący być może wespół z Echnatonem lub bezpośrednio po nim. Rzecz jasna, faraon miał z pewnością pokaźną gromadkę dzieci, ale tylko te znamy z imienia i najpewniej tylko te stanowiły część właściwej rodziny królewskiej.

Cisza po burzy

Niezależnie od tego, co tak naprawdę się działo, jedno jest pewne – w końcu katas­trofa dobiegła końca, a Amenhotep mógł wrócić do jakiej takiej normalności. Już wcześniej realizo­wał ambitne projekty budowlane, ale po latach ciemnych zabrał się do nich ze zdwojoną siłą, jakby chciał nadrobić stracony czas. Stworzył między innymi nowy kompleks świątynny w Luksorze i rozbudował ten w Karnaku (świąty­nia Amona-Re stanowiąca część kompleksu w Karnaku była najważniejszą w całym kraju). W tym drugim zbudował także, albo przynajmniej znacząco powiększył, świątynny spichlerz, zniszczony następnie przez Echnatona i odbudowany przez Tut­anch­amona.

Powstało też mnóstwo nowych świątyń i kaplic, a wiele innych odnowiono. Świąty­nia Mut, stanowiąca siedzibę „liceum pałacowego”, zyskała nowe piękne rzeźby, między innymi dwa sfinksy z twarzą faraona (obecnie w Petersburgu) i kolosalny posąg faraona z czerwonego granitu (zniszczony, ale zachowana głowa, znajdująca się obecnie w Londynie, ma wysokość 3 metrów). W swojej osobistej mitologizacji Amenhotep dobitnie podkreślał związek własnej matki z boginią Mut, do której odwoływało się jej imię. Faraon pragnął się ukazywać jako dziecko Mut i jej męża Amona; miał w istocie być zrodzony nie z kobiety, ale z Mut zapłodnionej przez Amona lub nawet poczęty dziewiczo. W starożytnym Egipcie symbolizm i narracja teologiczna zawsze brały górę nad obiektywną rzeczywistością.

Głowa Amenhotepa wykonana z czerwonego granitu.
(Sanjay ach, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)

Tymczasem Amenhotep Hapuwic wciąż odpowiadał za roboty, ale musiał się wcielić także w rolę historyka. Faraon kazał mu przekopać się przez stare, na wpół zapom­niane, a na wpół utracone, teksty reli­gijne w poszukiwaniu inspiracji i odpowie­dzi na pytania, których nikt inny nie zdołał rozgryźć. Faraon rozbudo­wy­wał też cały czas swoją Świątynię Milionów Lat, a jego imiennik nie­zmien­nie miał tu pełne ręce roboty. Hapuwic przepro­wa­dził między innymi reno­wa­cję i rozbu­dowę świątyni Horusa Chenti-Heti w swoim rodzin­nym mieście Hut-Repit.

Wszyscy faraonowie XVIII dynastii określali samych siebie przez pryzmat dokonań Ahmosego; oprócz boskości ich prawo do władania „czarną ziemią” wywodziło się bezpośred­nio z ich roli jako wyzwolicieli i zjedno­czy­cieli, którzy odtworzyli kos­miczny porządek ustalony za czasów Narmera. Świątynia Milionów Lat miała odzwier­cied­lać ten stan rzeczy. Poświęcono ją bogom Górnego i Dolnego Egiptu, a do budowy wykorzystano zarówno granit i grano­dio­ryt z wyspy Elefantyny i z Asuanu, jak i kwarcyt i piaskowiec z północy. Kompleks był też awangardowy pod względem architektonicznym. Hapuwic w autobiografii stwierdzał wprost: „Nie ograniczałem się do kopiowania tego, co uczyniono wcześniej”. Kolosy Memnona także były awangardowym rozwiązaniem. Nie tylko pod względem rozmiarów, ale – jak sądzą niektórzy badacze – także pod względem teologicznym. Dla pospolitego Egipcjanina zobaczenie faraona na własne oczy było prawie że niemożliwością. Dzięki posągom każdy mógł ujrzeć twarz władcy i wznosić doń modły. Przed Kolosami znajdowało się sztuczne jezioro, po którym jednak nie ma już śladu.

Na ogromną skalę ruszyła także produkcja mniejszych figur przedstawiających samego Amen­ho­tepa w różnych boskich wcieleniach, najczęściej oczywiście jako Amona. Zaczął się też tytułować „królem królów” (na wzór Amona – króla bogów), a nawet „dobrym bogiem”. Jednocześnie dokonywała się reforma teologiczna, wyno­sząca na szczyt wszystkich bogów powiązanych ze słońcem. Król Tyru Abu‑Milku, wasal Amenho­tepa, w jednym z listów amarneńskich nazywa go „słoń­cem, które wscho­dzi nad wszystkimi ziemiami”. Guy de La Bédoyère opisuje rządy Amenho­tepa jako „krań­cowy przejaw kultury i państwa, które gloryfikowały króla ponad wszystkimi innymi”.

Świątynia faraona zaczęła odgrywać szczególną rolę w niektórych świętach i otrzy­mała specjalne wezwanie: Przyjmująca Amona, Wielbiąca Jego Piękno. W Tebach co roku podczas nowiu w drugim miesiącu letniej pory Szemu w Egipcie obchodzono Piękne Święto Doliny. Było to radosne święto, ale zarazem przypominało nieco nasz Dzień Zaduszny, wiązało się bowiem z odwiedzaniem grobów krewnych i spożywa­niem z nimi wspólnej uczty. Z tej okazji posąg Amona opuszczał świątynię w Kar­naku i przeprawiał się na barce na zachodni brzeg Nilu. Świątynia Amenhotepa była prawdopodobnie pierwszym i ostatnim przystankiem na jego trasie, ale odwiedzał także świątynię Hatszepsut i świątynię patronki Teb – bogini Hathor.

Od dziesiątego pylonu w Karnaku odchodziła na południe, równolegle do Nilu, aleja wiodąca do kompleksu świątynnego w Luksorze, który był oczkiem w głowie Amen­ho­tepa, jego autorskim dodat­kiem do bogatej panoramy kultów starożytnego Egiptu. Dwie świątynie tworzyły jedno wielkie sanktuarium, wokół którego kręciło się jedno z najważniejszych egipskich świąt – Opet, poświęcone poświęcone trójcy Amona-Re, Mut i ich syna Chonsu.

Kompleks luksorski, zwany jpt-rst (‘Południowy Harem’ lub lepiej: ‘Połud­niowe Sanktu­ar­ium’), wyrósł na północ od niewielkiej świątyni Amenem­opeta, czyli Amona w Luksorze. Aby należycie ugościć peregrynujący z Karnaku posąg Amona, stopniowo powstała reszta zespołu świątyn­nego, z wysublimowa­nym perystylem (dziedziń­cem otoczonym kolumnami) pełnym posągów, z których do dziś zacho­wały się tylko fragmenty. Kozloff nazywa go „najprzyjem­niej­szą dla oka przestrze­nią architektoniczną w całym Egipcie”. Kompleks luksorski rozbu­do­wy­wano jeszcze długo po śmierci Amenhotepa.

Dobry przykład tego, jak kult słoneczny przybierał wówczas na sile, dają inskryp­cje ze steli pozostawionej przez innych prominentnych architek­tów na służ­bie Amen­ho­tepa – bliźniaków Sutiego i Hora, którzy pracowali w Luksorze. Dwie trzecie tekstu poświę­cone jest uwielbieniu różnych bóstw słonecznych: Amonowi „wscho­dzą­cemu jako Horachte” (Horus we wcieleniu solarnym), samemu Re, bogu-skara­beu­szowi Chepriemu, a także tarczy słonecz­nej – Atonowi, który „spra­wia, że wszystko żyje”. Zwłaszcza rola Amona jest tu ciekawa, jeśli przypomnimy sobie, że jego imię znaczy ‘ukryty’ i dodamy że był on bogiem niewi­dzial­nych sił przyrody, w tym płodności. W okresie Nowego Państwa zaczęto jednak identy­fi­ko­wać go z bogiem słońca Re, a w drugą stronę – słońce zaczęto identy­fi­ko­wać z faraonem (to dziedzic­two Hatszepsut). Widać to było nawet w kolorach. Imię Amenhotepa i jego „wielkiej małżonki” poja­wiało się najczęściej w kontekście barw niebieskiej i żółtej lub złotej – niczym słońce na bezchmurnym niebie.

I rzeczywiście, jak zauważa z przekąsem Barbara Mertz, Amon miał powody do zadowolenia – dokładnie tak, jak sugerowało to imię faraona. Kult Amona, „parwe­niu­sza” na tle innych, tradycyjnych bóstw, rósł w siłę i stawał się coraz bogat­szy, aż w końcu stał się najbogatszy, a im dłużej ten proces trwał, tym bardziej przyspie­szał. Mertz przestrzega wszakże:

Błędem byłoby postrzegać historię Egiptu od tego momentu jako konflikt między władzą doczesną, przynależną królowi, a potęgą duchową Amona-Re i jego kapłanów. Z egipskiego punktu widze­nia takie rozróżnienie nie mogło istnieć.

Z projektów budowlanych Amenhotepa musimy jeszcze wyróżnić leżącą na lewym brzegu Nilu Malkatę. To współczesna nazwa stanowiska archeologicznego około dwóch kilometrów od Ad‑Dajr al‑Madina, na którym w przeszłości stał kolejny pałac Amenhotepa, zwany Pałacem Olśniewa­ją­cej Tarczy Słonecznej lub Domem Radości (pr‑ḥꜥj). Był to spory kompleks, zajmujący blisko 30 hektarów i stanowiący w zasa­dzie osobną „dzielnicę rządową”, a właściwy pałac, z grubymi ścianami z cegły suszo­nej, zajmował jej południowo-zachodni narożnik. Około 29. roku rządów Dom Radości stał się główną rezydencją faraona.

Znajdowała się tu sala tronowa, a także duża sala, w której organizo­wano uroczys­to­ści. Do tej ostatniej przylegały trzy dobrze wyposażone pokoje, w których zda­niem niektórych archeologów mieszkały księżniczki odpowiedzialne za witanie czci­god­nych gości. Jeden z pokojów zidentyfikowano jako prawdopodobną sypialnię samego Amenho­tepa. Na suficie umieszczono tam wyobrażenie sępów bogini Mut, rozpoś­cie­ra­ją­cych skrzydła w ochronnym geście ponad śpiącym synem swej pani.

W kompleksie istniały różnorodne warsztaty produkujące na użytek pałacu, w tym oczywiście warsztaty tkackie, ale także wytwórnia niewielkich naczyń szkla­nych. Pałac był też połączony bezpośrednio z Nilem poprzez kanał kończący się nieistnie­jącym już dziś sztucznym jeziorem, wokół którego być może wytyczono tor do tresury koni.

Nubia raz jeszcze

Ogromne dochody z pierwszej wyprawy nubijskiej pomogły rozkręcić inwestycje budowlane Amenhotepa. Ale wszystko, co dobre, kiedyś się kończy, także złoto. Tymczasem trzeba było finansować nie tylko następne budowle. Rozpoczynały się także przygotowania do wielkiego jubileuszu 30‑lecia. Wniosek mógł być tylko jeden: trzeba szykować kolejną wyprawę łupieżczą. Około 30. roku panowania faraon wysłał armię w górę Nilu (niestety stela opisująca te wydarzenia jest uszko­dzona właśnie tam, gdzie niemal na pewno znajdowała się data). Ale nawet wtedy istniało roz­róż­nie­nie między „wojną usprawiedliwioną” (czego nie należy mylić ze „spra­wied­liwą”) a zaborczą napaścią. Wyprawę przedstawiono wobec tego jako karną, mającą stłumić lokalne powstanie. A że była akurat pora żniw i nikt by w tym okresie nie marnował czasu na wojowa­nie? Cóż, jeśli fakty nie zgadzają się z propa­gandą, to tym gorzej dla faktów.

Ruiny świątyni w Solebie.
(Hans Birger Nilsen, Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic)

Sam faraon nie fatygował się już na południe, wszystko, co było do udowodnienia, udowodnił dwie dekady wcześniej. Dowodzenie nad armią otrzymał Merimose, wicekról Kuszu (piastował to stanowisko przez niemal cały okres rządów Amenho­tepa), nadzorca bydła Amona i nadzorca złotych ziem Amona. Te dwa ostatnie tytuły sugerują, że Merimose był księciem, może nawet młodszym bratem faraona.

Bazą wypadową była twierdza Baki opodal Asuanu, z której armia przemierzyła jeszcze kilkaset kilometrów w górę rzeki wzdłuż jej koryta. Nie wiemy, gdzie doszło do walnej bitwy, nie mamy też sposobu, aby zweryfikować zapewnienia Merimo­sego o rozstrzygnięciu jej „w jeden dzień, w jedną godzinę”. Na pobojowisku żołnie­rze faraona zebrali ręce 312 poległych nieprzyjaciół. Łupem Egipcjan padły stada bydła, pojmano także 740 „żywych głów”, w tym 250 kobiet i 175 dzieci.

Zwraca uwagę, jak nie­wielka jest to liczba w porównaniu z 30 tysiącami z poprzed­niej wyprawy. Wiemy jednak, iż Egipcjanie obawiali się, że w Nubii po prostu zabrak­nie ludzi. Być może (o ile liczby te są zgodne z prawdą) widzimy dowód, iż nie były to bezpod­stawne obawy, ale nie można wykluczyć innych przy­czyn, choćby epidemii czy masowej ucieczki ludności na południe na wieść o nad­cią­ga­ją­cej armii faraona. Albo też ekspedycja celowo była zakrojona na jak najmniej­szą skalę, niewy­klu­czone nawet, że Merimose zorganizował ją na własną rękę, aby w ten sposób przypodobać się szefowi i uszczknąć coś dla siebie.

Łupy popłynęły na północ, tymczasem Merimose został w egipskiej części Nubii, gdzie zostawił po sobie trwalszy ślad. Za jego czasów powstała na przykład nieist­nie­jąca już niewielka, ale bogato zdobiona świątynia na Elefantynie. Została jeszcze uwieczniona w doskonałym stanie na rysunkach przez ekspedycję cesarza Napole­ona, ale wkrótce potem została doszczętnie rozebrana, jak na ironię, przez żołnie­rzy innego wicekróla, tyle że Egiptu – Muhammada Alego Paszy.

Świątynia na Elefantynie.

Największym projektem, nad którym sprawował pieczę Merimose, była jednak wielka świątynia w Solebie, około 500 kilometrów na południe od Asuanu wzdłuż koryta Nilu. Stanowiła ona swoisty słup graniczny dla egipskiego oddziaływania kulturowego na obszarze Nubii – nie znamy żadnej innej świątyni ani kaplicy zbudo­wa­nej przez Amenhotepa dalej na południe. Obecnie jest to najlepiej zacho­wana egipska świątynia w Sudanie.

Był to kompleks częściowo religijny, a częściowo obronny, jak przystało na dużą budowlę na pograniczu. Był wykonany z białego piaskowca i miał około 170 metrów długości, początkowo dysponował też kanałem zapewniającym bezpośrednie połą­cze­nie z Nilem. Wezwanie świątyni było takie samo jak znanej nam już świą­tyni w Karnaku: Obja­wia­jąca Się w Prawdzie. Notabene niektórzy badacze speku­lują, że i tu architektem mógł być Amenhotep Hapuwic. Znaczenie świątyni w Solebie wynika jednak nie z jej rozmiaru ani wezwania, ale z przeznaczenia. To tu po raz pierwszy obiektem kultu stał się ubóstwiony żyjący faraon. Arielle Kozloff wyjaśnia ten skomplikowany fikołek teologiczny następująco:

Amenhotep III stał się bogiem księżycowym Chonsu, synem Amona i Mut. Chonsu był zrów­nany z Horusem, synem Re (lub Ozyrysa, zależnie od tego, kto do którego kultu się skłaniał). Lewe oko Horusa było księżycem, a kiedy księżyc znikał w ostat­niej kwadrze, wie­rzono, że jest uszkodzone. Jeśli nie powróciło do pełni sił, nastę­po­wał chaos. Wedle wyobrażeń w Solebie usz­ko­dzone oko Horusa uciekało do tego właśnie miejsca, kuro­wało się i powracało na niebo jako pełnia księżyca – jako sam Amenhotep III.

Szczególnym wyróżnikiem postaci faraona w Solebie stały się baranie rogi (baran był świętym zwierzęciem Amona). Przed wschodnim pylonem ustawiono cztery duże posągi faraona, strze­żone przez dwa granitowe lwy. Prosty lud mógł się mod­lić do tych posągów faraona o speł­nie­nie próśb. Władcy Egiptu i tak byli już bliscy boskości jako synowie Re i wcielenie Horusa na ziemi, jednakże Amenhotep wyniósł tę norę do zupełnie nowego poziomu. Różne posągi i inskrypcje przedsta­wiały go jako innych bogów, od Amona po Thotha, a nawet jako tarczę słoneczną – Atena. Ale przecież w każdej z tych sytuacji Amenhotep jedynie pożyczał boskość od lepszych od siebie. W Solebie wreszcie dołączył do ich grona. I bynajmniej nie zamie­rzał na tym poprzestać.

Teje (i inne żony)

Królowa Teje pojawiała się tu już jako córka swoich rodziców i żona swojego męża. Jest to jednak postać na tyle ciekawa, że musimy przyjrzeć się z bliska jej samej, zanim przejdziemy do kwestii jubileuszu jej męża w 30. roku panowania. A przy okazji poświęcimy trochę miejsca także jej koleżankom po fachu.

Można śmiało stwierdzić, że nigdy wcześniej żadna kobieta faraona nie osiągnęła statusu porównywalnego z Teje. O jej znaczeniu najlepiej świadczą rzeźby. Weźmy choćby tę z poniższego zdjęcia, wysoką na siedem metrów. Królowa jest tu przed­sta­wiona jako równa wielkością królowi, a więc równa mu statusem. O tym, jak działał ten mechanizm, najlepiej można się przekonać, spoglądając niżej, gdzie między nogami rodziców stoi maleńka królewna Henutaneb, która jednak z pew­noś­cią nie była małym dzieckiem, ponieważ ma na głowie perukę typową dla doros­łych kobiet (pierwotnie obecne były też jej siostry, ale został po nich już tylko ślad). Sama Teje ma zaś ogromną perukę wskazującą, iż rzeźbę wykonano około 30. roku panowania.

Amenhotep i Teje. Posąg odnaleziono w kawałkach i jedna trzecia jego objętości to współczesne uzupełnienia.
(Prof. Mortel, Creative Commons Attribution 2.0 Generic)

Teje nie była „przystawką”, o jej statusie dobrze świadczy to, iż miała własnych posłań­ców, którzy dostarczali jej osobistą kores­pon­den­cję do zagranicznych wład­ców, ci zaś wyraźnie odnosili się do Teje jako do kobiety o wielkich wpływach. Po śmierci Amenhotepa Tuszratta właśnie do niej wysłał list wyrażający nadzieję, iż stosunki między oboma państwami będą nadal kwitły pod kierunkiem jej syna.

Nie ma wątpliwości, że potrafiła pchnąć tak męża, jak i syna w pożądanym przez siebie kierunku. W prze­szło­ści wielu badaczy sądziło, iż to ona skierowała Echna­tona ku herezji. Obecnie nikt już nie głosi tej hipotezy na poważnie, ale to, że jest praktycz­nie nieobecna na reliefach w Karnaku i Luksorze, sugeruje, że faktycz­nie nie chciała nobilitować swoją twarzą klasycznego kultu Amona i być może poświę­cała więcej czasu coraz bardziej prominentnemu kultowi Tarczy Słonecznej.

Jaka dokładnie była skala wpływów Teje na dworze – trudno ocenić. Niektórzy badacze sądzą, iż Amenhotep był wręcz pantoflarzem. Ale to jedna z tych sytuacji, w których nie mamy ani dowodów, ani nawet poszlak. Z całą pewnością Teje nie była jedynie bierną ozdobą, ale równie dobrze Amenhotep i Teje mogli darzyć się wzajemnym szacunkiem i zgodnie współpracować.

Nie możemy nie wspomnieć o wpływie królowej na modę. Teje lubiła swoje (niemal karyka­tu­ral­nie) wielkie peruki, więc inne kobiety podchwyciły tę modę. Oczywiście znaczenie Teje znalazło też odzwierciedlenie w doktrynie religijnej. Niedaleko na północ od Solebu znajdują się ruiny świątyni w Sedeindze. Jak w Solebie mamy pierwszą świątynię poświęconą kultowi żyjącego faraona, tak Sedeinga stała się pierwszym ośrodkiem kultu żyjącej wielkiej małżonki królew­skiej. Niestety, budowlę wykonano z kiepskiego piaskowca i obecnie stoi tam już tylko jedna (bogato zdobiona) kolumna.

Tu główną boginią była Hathor, która w bogatym portfolio miała miłość i seksual­ność. Wybór takiej patronki najpewniej miał stanowić czytelny dowód uczucia, jakim faraon darzył Teje. Miał jednak również wydźwięk teologiczny: obok księży­co­wego oka Horusa Egipcjanie czcili także solarne oko Re, którego córką była Hathor. W ten sposób obie świątynie tworzyły w istocie nierozerwalną parę. Kult Teje stał się później inspiracją dla Ramzesa II, który w podobny sposób uhonorował swoją żonę Nefertari.

Ta 29‑centy­met­rowa rzeźba przedstawiała niegdyś króla Amenhotepa i królową Teje. On gdzieś się zapodział, ona pozostała.
(Rama, Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Francja)]

W 30. roku panowania, tym, w którym odbyło się jubileuszowe święto Sed (opisane w następ­nej sekcji), Amenhotep miał trzy oficjalne żony. Poza Teje były to znana nam już Giluhepa oraz córka faraona – Sitamon. Oczywiście miał też harem z licznymi kobietami, które nie był jego oficjalnymi żonami.

Nie wiadomo, kiedy Amenhotep poślubił Sitamon, ale stało się to na pewno przed jubileuszem, ponieważ prezent, który Sitamon wręczyła wówczas ojcu, opisany jest jako pochodzący od zarówno królewskiej córki, jak i wielkiej małżonki. Ten drugi tytuł dowodzi, że nie była ona jedynie kwiatkiem do kożucha, ale otrzymała, podob­nie jak matka, ważne miejsce na dworze. Otrzymała też własny pałac w kompleksie w Malkacie. Rządcą pałacu został nasz stary znajomy Amenhotep Hapuwic. Trudno o lepszy dowód tego, jak Amenhotepowi zależało na Sitamon. Dużo później, w 34. roku panowania, pojął za żonę drugą córkę – Iset.

Z perspektywy współczesnego Czytelnika na pierwszy plan wysuwa się jedno pyta­nie: skoro Sitamon i Iset zostały żonami swojego ojca, czy także współżyły z nim seksualnie?

W kwestii stosunków kazi­rod­czych w starożytnym Egipcie panowała odwieczna zasada: „co wolno wojewodzie…”. Wśród prostego ludu małżeństwa rodzeństwa praktycznie się nie zda­rzały, podobnie jak wielożeństwo. Były one jednak normą wśród bogów, a tym samym u ich ziemskich wcieleń, zwłaszcza że, jak już widzieli­śmy, rodom królewskim zależało na utrzymaniu czystości krwi.

Tymczasem prosty Egipcjanin nie mógł oczywiście niczego żądać od faraona, ale mógł mieć pewne oczekiwania. Oczekiwał więc, że faraon będzie dbał o kosmiczny porządek świata, że uchroni kraj przed gniewem swych boskich pobratymców, ale również oczekiwał, że faraon będzie płodny. Gromadka królewskich dzieci była namacalnym dowodem sił witalnych. Wszystko to może skłaniać do wniosku, że Amen­ho­tep starał się o dziecko z Sitamon. I być może nawet się go doczekał. Jedy­nym fragmenta­rycz­nym dowodem jest jednak uszkodzony relief w świątyni grobo­wej Amenhotepa II, być może przedstawiający Sitamon i jej syna w roli bogów – Hathor i Ihiego. Jeśli Sitamon faktycznie miała syna, niewykluczone, że był nim kapłan Nebme­ru­tef, który odegrał prominentną rolę w obchodach jubile­uszu swojego – w tym scenariuszu – ojca.

Ale trzeba dopuścić kontrargument. Nadmiar królewiczów i królewien też pocią­gał za sobą problem – możliwą walkę o tron czy o bardziej materialne ele­menty spadku. Czyniąc ze swoich córek oficjalne żony, faraon mógł więc osiąg­nąć biegunowo odmien­ny cel. Gdyby z nimi  n i e  współżył, zagwarantowałby, że nie uro­dzą mu wnu­ków, i utrwaliłby konsolidację władzy w swoim najbliższym kręgu, a one same, jako żony władcy piastujące powiązane z tym urzędy religijne i dyspo­nu­jące wynik­łym z tego majątkiem, będą zabezpieczone na starość. Dochodziła do tego boskość faraona: nie wypada wydawać córki boga za byle śmiertelnika. Więk­szość bada­czy skłania się ku tej interpretacji: iż małżeństwa faraonów z córkami (i tak bardzo rzadkie) miały znaczenie jedynie symboliczne.

Giluhepa, jak już widzieliśmy, szybko zniknęła. Nie zmarła, wręcz przeciwnie – jesteśmy prak­tycz­nie pewni, że żyła jeszcze co najmniej 20 lat i miała własny zaką­tek w kompleksie w Malkacie. Być może faraon odstawił ją na boczny tor pod nacis­kiem Teje, a być może od samego początku taki właśnie był plan – mitannijska księż­niczka była jedynie kartą przetar­gową w nego­cja­cjach dyploma­tycznych. Szanse Giluhepy na urodzenie następcy tronu tak czy inaczej były praktycznie zerowe, Teje po prostu by na to nie pozwoliła.

Na krótko przed jubileuszem 30‑lecia Amenhotep ponownie zaczął dbać o stosunki między­naro­dowe. Te z Mitanni, jak się wydaje, w poprzednich latach zostały jakby zaniedbane. Szuttarna II już dawno nie żył, władcą mitannijskim był jego syn (i brat Giluhepy) Tuszratta, któremu również zależało na ożywieniu więzi z Egiptem. Mniej więcej w 28–29 roku panowania Amenhotepa Tuszratta przesłał szwagrowi bogate dary, zarówno dla niego samego (między innymi 36 koni z rydwanami), jak i dla Giluhepy (perfumy, biżuteria), a w zamian prosił o nubijskie złoto, które „jest w [Egipcie] w obfitości i w oczach [Amenhotepa] nie jest kosztowne, więc niechże [Amenhotep] nie skąpi”. Głównym posłem wyprawy na dwór faraona był niejaki Kelija. W drugą stronę u jego boku podążył Mane, który przekazał Tuszratcie prośbę od faraona: „przyślij córkę, aby została moją żoną”.

Tuszratta, pragnący zarówno wsparcia wojskowego ze strony Egiptu, jak i zakro­jo­nej na dużą skalę wymiany handlowej, szybko się zgodził, ale podkreślił przy tym, że będzie oczekiwał daleko większej zapłaty niż ta uiszczona przez Amenhotepa na ręce Szuttarny. Wybór padł na Taduhepę, która prawdo­po­dob­nie była jeszcze dziec­kiem. Jej podróż do Egiptu opóźniła się jednak, gdyż Mane poważnie zacho­ro­wał. Coś tam najwyraźniej śmierdziało, do tego stopnia, że Amenhotep – jak dowiadu­jemy się z dokumentów sporządzonych w Mitanni – wysłał oddział wojska pod dowódz­twem zaufanego urzędnika i dyplomaty „Naram­mas­siego”, aby ten roze­znał się w sytuacji. Pod tym niewątpliwie zniekształconym imieniem kryje się zapewne znany nam już wezyr południa Ramose.

Dyplomaci podróżowali w tę i we w tę kilka razy przez kilka lat, ale w końcu sprawę dopro­wa­dzono do pomyślnego końca i w 36. roku panowania faraona Ramose mógł wrócić do Teb z Taduhepą i jej orszakiem (i bogatym posagiem). Nowa żona, podob­nie jak wcześniej Giluhepa, dostała w prezencie własną część kompleksu pałaco­wego w Malkacie. W trakcie uroczystości powitalnej Kelija otrzymał od wdzięcz­nego Amenhotepa około 10 kilo­gra­mów złota jako prezent, nieza­leżny od darów dla Tuszratty, które miał dostarczyć w charakterze zapłaty za królewnę. Jak dowiadu­jemy się z listów amarneńskich, prócz worków złota na mitannijski dwór trafiły między innymi cztery konie z ryd­wa­nem i pozłacanymi uprzężami, biżuteria i kosztowne ubrania oraz ogromny zestaw bardziej przyziemnych przedmiotów: garnki, skoble, misy czy broń.

Taduhepa oczywiście nie przybyła z pustymi rękoma. Kelija dostarczył z Mitanni nad Nil podob­ny zestaw przedmio­tów: biżuterię, naczynia, ubrania. Ale dostarczył także ludzi. Królew­nie towa­rzy­szyło 270 kobiet i 30 mężczyzn, w tym dwie, które moglibyśmy nazwać damami dworu i które przybyły z własną biżuterią. Tuszratta wypożyczył też Amenhotepowi posąg swojej ulubionej bogini, Szauszki niniweń­skiej, sprawującej pieczę nad sprawami miłości i wojny. Taduhepa przeżyła męża i być może poślubiła potem jego syna Amenhotepa IV (Echna­tona), a jeśli tak, to najprawdopodobniej ona znana jest historii pod imieniem Kija i być może zmarła, rodząc dziecko drugiego męża.

Pod koniec życia Amenhotep zapragnął rozciągnąć swoje wpływy na Arzawę, pańs­two leżące na obszarze dzisiejszej południowo-zachodniej Turcji, tak aby zabezpie­czyć szlaki handlowe we wschodniej części Śródziemnomorza i zyskać sojusznika przed ewentualną konfrontacją zbrojną z Hetytami. Z Egiptu wyruszyło więc poselstwo do władcy Arzawy, Tarhundaradu, niosące bogate dary i prośbę o odstą­pie­nie jednej córki. Tarhundaradu okazał się jednak ostrym negocja­to­rem i zażądał między innymi określenia warunków transakcji na piśmie. Dalsze jej losy nie są znane. Być może faraon uznał takie żądania za obraźliwe i machnął ręką na całą sprawę… a być może nie. Z korespondencji w tej sprawie zachowały się do naszych czasów tylko dwa listy, tymczasem ich treść jasno wskazuje, że było ich więcej.

Jubileusz

Największym i najważniejszym świętem w życiu każdego faraona był rytuał 30‑lecia – święto Sed. Było ono świętem starożytnym w najmocniejszym tego słowa znacze­niu. Wywodzi się z pewnością z czasów przeddynastycznych, a pierwszym farao­nem, o którym wiemy na pewno, że je obchodził, był Den, piąty faraon pierwszej dynastii, około roku 2940, ponad półtora tysiąclecia przed jubileuszem Amenho­tepa. Rzecz jasna, jak już widzieliśmy, większości faraonów nie było dane żyć tak długo, ale właśnie z tego względu władcy, którym jednak się udało, święto­wali z pompą ekstremalną nawet jak na standardy egipskie. Amenhotep, jak to on, pobił wszelkie rekordy i w tej kategorii.

Przygotowanie obchodów faraon powierzył wiadomo komu. Amenhotep Hapuwic był już staruszkiem, ale najwyraźniej cieszył się niezmiennym zaufaniem faraona. Mógł też się pochwa­lić kluczową w tym kontekście pozycją w CV: widział na własne oczy Sed Amenhotepa II. Jak już wspomnieliśmy, Amenhotep II panował co naj­mniej 26 lat, ale być może udało mu się dożyć 30. roku, a być może – jak niektórzy inni faraonowie – uciekł się do małego oszustwa i na wszelki wypadek zorganizo­wał święto kilka lat wcześniej. Tak czy inaczej, Hapuwic tam był, dzięki czemu nie musiał się ograniczać jedynie do korzystania z archiwów świą­tynnych.

Amenhotep Hapuwic. (Ovedc, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)

Jako główne ośrodki święta wybrano Dom Radości w Malkacie i tebańską Świątynię Milionów Lat. Wzdłuż Nilu postawiono wiele nowych świątyń i posągów. Obchody trwały… długo, ale nie ma pewności, jak długo. Na pewno przynajmniej kilka tygodni. Nie wiemy też, jak dokładnie świętowano; do naszych czasów zacho­wało się mnóstwo strzępków informacji, ale żadnych koherentnych całoś­cio­wych opisów. Najwięcej dowiadujemy się z wyobrażeń zachowanych w dwóch znanych nam miejs­cach – świątyni w Solebie i grobowcu Cheruefa – a także z wysypiska śmieci przy pałacu w Malkacie. Wyrzucano tam gliniane naczynia, w których uczest­nicy obcho­dów, ci możni i ci maluczcy, wręczali dary faraonowi. A zgodnie z ówczes­nymi normami naczy­nia były podpisane: co, od kogo i kiedy. Najpopu­lar­niej­szym darem było piwo, które wręczył władcy zarówno wezyr Ramose, jak i rzeźnik Henu.

Święto rządziło się skomplikowanym protokołem. Do każdej jego części przypisany był szczególny ubiór faraona, w tym korona i sztuczna broda. O pierwszej fazie obchodów Arielle Kozloff pisze tak:

Uroczystości zaczęły się prawdopodobnie 27. dnia drugiego mie­siąca lata (pod koniec kwietnia). Cheruef wspominał, że „król pojawił się w chwale w wielkich dwuskrzydłych drzwiach swego pałacu”, być może na balkonie ponad jedną z sal tronowych. Heba­nowy posążek króla […] pokazuje, jak mógł on wyglądać tego dnia – w niebieskiej koronie chepresz z jej złotą opaską na czole i złotym ureuszem, pięknie pofałdowanej złotej spódnicy, szerokim pasie i misternym fartuchu […].
Wprowadził swoich urzędników, przyjaciół, „załogę barki” i innych dygnitarzy, którzy stanęli wedle rangi (Cheruef pokazuje samego siebie na przedzie) i otrzymali nagrody […]. Zaliczały się do nich Złoto Zasługi (jeden lub kilka krótkich naszyjników z dużych złotych paciorków), złote kaczki i ryby, a także wstążki z zielo­nego płótna. Fragment reliefu w świątyni grobowej Amen­ho­tepa Hapuwica pokazuje go z taką właśnie wstążką obwią­zaną wokół głowy. […] Następnie w pałacu odbył się bankiet, na którym podano chleb, wołu, ptactwo i piwo, wszystko w ogrom­nych ilościach.
Następnie król i królowa przepłynęli na drugą stronę „Jeziora Jego Wysokości” [tego przy Domu Radości] w swoich specjalnych łodziach. Dygnitarze, według Cheruefa, „chwycili liny do ciąg­nię­cia barki wieczornej i linę na dziobie barki porannej i prze­ciąg­nęli barkę w wielkim miejscu”; wyobrażenia takie utożsa­miają króla i Teje ze słońcem i księżycem. […]
W tym momencie jest oczywiste, że Amenhotep III planował wiele swoich procesji tak, aby odbywały się po wodzie, zamiast tradycyjnych marszów. Widać to w Święcie Jezior, rejsie w dwie strony podczas święta Opet, a teraz także w rejsie po jeziorze, który, z tego, co wiemy, po raz pierwszy stał się ważnym elemen­tem jubileuszu. Dłuższe podróże jubileuszowe po lądzie odbywał w lek­tyce, z niebieską koroną na głowie. Czy zaplanował trans­port w ten sposób podczas ceremonii, ponieważ zniekształ­cona stopa utrudniała mu chodzenie czy też wynikające z niej utyka­nie czyniło go nieboskim? Nie ma dowodów na to, że kiedy­kol­wiek uczestniczył w tradycyj­nym biegu ukazanym przez króla Dżesera. Jak to wyjaś­niono lub czym zastąpiono – nie wiadomo.

Lektyka była wyłącznym przywilejem faraona. Królowa Teje i księżniczki szły śladem faraona na piechotę. Relief w Solebie8 pokazuje, że jako pierwsza za matką szła najstarsza Sitamon, a dalej Iset i Henutaneb, wszystkie w naperfu­mo­wa­nych perukach, oraz grupka dziewcząt opisanych jako królewskie dzieci. Mogły one być córkami faraona urodzonymi przez pomniej­sze żony lub też jego wnuczkami. Jeszcze dalej szli chłopcy, a także dzieci zagra­nicz­nych wasali. Książę Amenhotep – przyszły Echnaton – musiał być obecny, ale relief nigdzie nie wskazuje go z imienia.

Na czele orszaku szedł sztandar sza­kalo­gło­wego boga Wepwaweta, głównego bóstwa święta Sed. Pełnił on tę zaszczytną funkcję dlatego, że jego imię, znaczące „Otwie­ra­jący Drogi”, było w czasach staro­żyt­nych (względem tych, o których tu mówimy) jedynie epitetem określającym boga Seda. Ten popadł w zapomnienie, jego miejsce zajął Wepwawet, ale skojarzenie ze świętem Sed pozostało. W procesji szedł też człowiek, który sprawował bezpośrednią pieczę nad przebie­giem obcho­dów – nie stareńki Amenhotep Hapuwic, ale kapłan imieniem Nebme­ru­tef. Obecny był także syn Ramosego, Simut, obecnie drugi kapłan Amona; piastujący wcześniej to stanowisko Anen, brat Teje, zapewne już nie żył. Orszak szedł przez szpaler pospolitych Egipcjan – klęczących z czołami przy ziemi – w kierunku świątyni grobowej faraona.

Święto Sed skupiało się na symbolicznym odmłodzeniu władcy, punkt kulmi­na­cyjny następował więc, zgodnie z nieubłaganą egipską logiką, w jego grobowcu. Tam faraon stawał przed obliczem bogów ukazanych na ścianach i spędzał pewien czas pogrą­żony w „rozmowie” z nimi, a następnie kładł się w łożu pogrzebowym, gdzie – w toku drobiazgowo rozplanowanych rytuałów – „umierał” i „rodził się” na nowo. Rytuał ten być może powtórzono potem w Memfis i w Solebie.

W tym właśnie rytuale nastąpiło apogeum deifikacji Amenhotepa. W Solebie stał się bogiem, owszem, ale takim raczej lokalnym. Teraz mógł przedstawiać się jako bóg całego Egiptu i niejako przy okazji przywłaszczył sobie jeden z symboli Amona – rogi baranie. Był to symbol tak potężny i powszechny, że tysiąc lat później poja­wiał się na wizerunkach Aleksandra Macedońskiego. Zresztą co tam Aleksander. Skoja­rze­niu z rogami Amona swoją nazwę zawdzięczają wymarłe głowonogi amonity.

Amulet Dżed z grobowca Tutanchamona.
(Claude Valette)

Jednym z ostatnich rytuałów święta było wzniesienie przez faraona świętego słupa Dżed, stanowiącego symbol stabilności i trwałości. To kolejny element święta wywo­dzący się z dalekich czasów przeddynastycznych, ale na przestrzeni stuleci zaadap­to­wano go jako symbol Ozyrysa, a ściślej jako symbol jego… kręgosłupa. Wzniesienie słupa następowało o świcie po nocy pełnej obrzędów tanecznych i muzycz­nych, i wymagało udziału znacznej liczby mężczyzn, ponieważ Dżed rozmia­rami nie ustę­po­wał obeliskom. Faraon z pewnością nie wykonywał tu żadnej pracy fizycznej, jego udział był symboliczny.

Pax Aegyptica

Rządy Amenhotepa tradycyjnie słyną jako okres pokoju i dobrobytu dla państwa egipskiego (a przynajmniej dobrobytu rządzących nim elit). Faktycznie, władca ten jako jedyny z całej dynastii nie toczył ani jednej kampanii w Azji. Jak na potomka królów-wojowników było to co najmniej osobliwe. Ale jak już widzieliśmy – dwu­krot­nie wyprawiał się do Nubii. Być może faktycznie nie było ani potrzeby, ani ochoty, żeby prowadzić armię na wschód, ale równie dobrze ochota mogła być i nawet mogły być plany, ale na przeszkodzie stanęła epidemia pustosząca ówczesny Bliski Wschód. To kolejne zagadnienie, którego nigdy już nie uda się zgłębić.

Przez większość życia Amenhotepa egipskie imperium trzymane było w żelaznym uścisku, ale przez aksamitną rękawiczkę. Ziemie Kanaanu funkcjonowały de facto pod zarządem guberna­to­rów wojskowych, którym bezpośred­nio podlegali lokalni wodzowie, etnicznie wywodzący się z tych terenów, ale kształceni w Egipcie i na wskroś zegipcja­ni­zo­wani. Istniał wielo­poko­le­niowy system indoktrynacji, w którym każdy wódz musiał oddawać swego potencjalnego następcę pod kuratelę Egipcjan.

Możecie nas obserwować na Blue Sky tutaj i na Facebooku tutaj.

Żelazny uścisk rozluźnił się pod koniec życia Amenhotepa, gdy wodza Amurru, niejakiego Abdi-Aszirtę, naszedł apetyt na ekspansję terytorialną. Amurru, w dzi­siej­szej północnej Syrii, było nominalnie wasalem Egiptu, podobnie jak inne leżące wokół państewka, toteż wszystkie powinny były znajdować się pod ochron­nym parasolem rozciągającym się aż znad Nilu. Ale jak dowiadujemy się z listów amar­neń­skich wysyłanych przez władcę Byblos Ribaddiego – Abdi-Aszirta najwy­raź­niej nie czuł nad sobą bata, ponieważ zaczął rozkradać transporty zboża, a jed­no­cześ­nie słał czołobitne deklaracje podparte przez bogate dary (wśród których wyróżniały się piękne młode kobiety). Amenhotep szykował się wówczas do dru­giego jubileuszu i chyba po prostu nie chciał zawracać sobie głowy utarczkami pomniej­szych wasali.

Tak oto wojenka w Kanaanie nabierała rozpędu i zmierzała ku otwartej wojnie, aż w końcu w 36. roku panowania Amenhotepa butny Abdi-Aszirta, coraz częściej przele­wa­jący krew nominal­nych sojuszników, został zamordowany w tajemniczych okolicz­noś­ciach, być może przez ludzi faraona przysłanych z inspekcją, a być może przez wojsko mitannijskie. Arielle Kozloff spekuluje, że mogło to mieć związek z wydaniem Taduhepy za faraona. Być może pan młody i jego nowy teść po prostu obawiali się, że Abdi-Aszirta spróbuje złupić orszak królewny idący przez jego ziemię, i postanowili usunąć problem raz na zawsze. I owszem, usunęli raz, ale nie na zawsze. Synowie Abdi-Aszirty, rozochoceni sukcesami ojca, po krótkim okresie spokoju postanowili kontynuować rodzinne tradycje i przyprawili niemało bólu głowy Echnatonowi… ale to już temat na kolejny artykuł.

Tymczasem musimy się pochylić raz jeszcze nad kwestią kampanii nubijskich; ściślej: konteks­towi, w którym opisywana jest jedna z nich. Inskryp­cja biograficzna Amenhotepa Hapuwica zawiera taki passus: „Byłem wodzem na czele potężnych mężów, aby pobić Nubijczy­ków i Azjatów”. Czy w kwestii tych drugich może chodzić o wyprawę karną przeciw Abdi-Aszircie? Raczej nie, ponieważ Hapuwic niemal na pewno już wtedy nie żył, a jeśli żył, to był już za stary na dowodzenie w polu. Szkopuł w tym, że nie wiemy nic o żadnej innej wyprawie wojennej w Azji. Trudno nawet zgadnąć, jaki mógłby być powód tej wyprawy, kiedy na linii Teby–Waszuganni panowały poprawne stosunki.

Tu na scenę wkracza (przejściowo) faraon Merenptah z XIX dynastii. W jego świątyni grobowej odnaleziono fragmenty zabytków z czasu Amenhotepa III, wykorzystane bezcere­mo­nial­nie jako budulec. Była tam między innymi stela przedstawiająca Amenhotepa gromiącego wrogów z południa i z północy. Ci pierwsi to, rzec by można, oczywista oczywistość, ale ci drudzy podpi­sani są jako Naharin, co, jak pamiętamy, było egipskim egzonimem określającym Mitanni.

Czyżbyśmy więc mieli tu dowód, choćby i mało konkretny, na to, że jednak doszło do jakiejś wojny na północy? Możliwe. Ale niektórzy badacze rozumują w przeciw­nym kierunku. Holen­der­ski egiptolog Patrick van Gils sugeruje – wobec braku dowodów na wojnę w Syrii – że stela opisująca kampanie na północy i południu ma wymiar symboliczny. Faraon musiał wszak czuwać nad kosmicznym porządkiem świata, co obejmowało także pognębienie wrogów Egiptu. Dotyczyłoby to zwłaszcza potomka wielkich wojowników. A ponieważ wrogowie Egiptu trady­cyj­nie znajdo­wali się i na południu, i na północy, Amenhotep musiał się pokazać jako pogromca i jednych, i drugich. Inskrypcja Hapuwica może wynikać z tej samej logiki.

Zaskakującym źródłem problemów stała się Babilonia, jedno z czterech mocarstw ówczesnego świata (obok Mitanni, państwa hetyckiego i, rzecz jasna, samego Egiptu). Kasycki władca Babilonii Kadaszman-Enlil I najwyraźniej spodziewał się zaproszenia na święto Sed, a kiedy go nie dostał, postanowił szczegółowo wyjaśnić faraonowi, jak się nań gniewa. Na domiar złego Amenhotep posłał w darze Kadasz­man-Enlilowi 30 min „złota, które wyglądało jak srebro” (czyżby elektrum?), co władca Babi­lo­nii odebrał jako kolejną zniewagę. I to nie koniec – bo gdy Kadasz­man-Enlil posłał Amenhotepowi najprzed­niej­sze konie i rydwany, faraon ustawił je między końmi pośledniejszej jakości otrzyma­nymi od pospolitych wasali. To stanowiło zniewagę numer trzy.

Całe to wylewanie żali nastąpiło na tle prośby Amenhotepa o… kolejną żonę. Faraon chciał, aby Kadaszman-Enlil podarował mu jedną ze swoich córek, za co oczywiście obiecywał hojne dostawy złota. W skardze kryło się więc pytanie retoryczne: czy w przyszłości twoje złoto będzie tak samo podłej jakości?

Kadaszman-Enlil miał wszakże zastrzeżenia do jeszcze jednej kwestii. Wiele lat wcześniej jego ojciec Kuri­galzu I wysłał mu swoją córkę. Kontakt z królewną szybko się urwał i teraz Kadaszman-Enlil nie miał nawet pojęcia, czy jego siostra jeszcze żyje, a kiedy wysłał posłów na dwór faraona, ten pokazał im kobietę, która nie odzywała się ani słowem, tak że wysłannicy nie byli w stanie ocenić po jej znajomo­ści języka, czy to faktycznie córka Kurigalzu.

Rozpętała się kłótnia dyplomatyczna. Amenhotep odpowiedział Kadaszman-Enli­lowi, że konie – jako dar – stanowiły już jego własność i mógł z nimi zrobić, co mu się żywnie podobało. Tymczasem posłowie wysłani na jego dwór byli, w jego opinii, „osłopasami” i tak czy inaczej nie rozpoznaliby królewny. Kozloff sugeruje, że nie była to pospolita obelga, ale raczej Amenhotep nawiązywał tu do pasterskiej prze­szłości dynastii kasyckiej, która przejęła władzę dopiero około 1530 roku. Faraon obrażał więc nie tylko posłów Kadaszman-Enlila, ale też jego samego i całą jego rodzinę. Taka wymiana „uprzejmości” mogłaby nawet doprowadzić do wojny. Ale, co ciekawe, faraon nie napisał czegoś w rodzaju: „twoja siostra żyje i ma się dobrze, i przesyła pozdrowienia”. Eric Cline sądzi, że Amenhotep miał tak wiele pomniej­szych żon i kochanek, iż po prostu nie wiedział, która z nich to siostra Kadaszman-Enlila i naprawdę nie był pewny, czy żyje, ale nie chciało mu się tego ustalać.

Osta­tecz­nie egipskie złoto okazało się cenniejsze niż honor i Kadaszman-Enlil wysłał faraonowi córkę w zamian za dostawy cennego kruszcu. Z Egiptu do Babi­lonii powędrowały też inne cenne dary, w tym meble z hebanu i kości słoniowej.

Władca Babilonii miał jednak bardzo wysokie mniemanie o sobie – jak przystało na człowieka trzymającego w garści część kolebki cywilizacji – i poprosił Amenhotepa o odwzajemnienie przysługi. To znaczy: skoro Amenhotep miał poślubić córkę Kadasz­man-Enlila, Kadaszman-Enlil chciał poślubić córkę Amenhotepa. I wyda­wać by się mogło, że to zupełnie uzasadniona prośba, której spełnienie dodatkowo zacieśniłaby więzy między oboma państwami. Dla Egipcjan samo ich istnienie było jednak nieodłącznie związane z dwiema ideami: supremacją kultury egipskiej jako takiej i pomyślnym przejściem do życia pozagrobowego, to drugie było zaś niemoż­liwe bez należycie odprawionych obrzędów. Amenhotep odpowiedział więc Kadaszman-Enlilowi: „Od najdawniejszych czasów nigdy córka króla Egiptu nie była oddana komukolwiek”. Kadaszman-Enlil wpadł na pomysł rodem z filmów Barei: zaprocen­to­wał, żeby Amenhotep wysłał mu po prostu pierwszą lepszą ładną Egipcjankę i jedynie ogłosił, że to królewna. Nie wiadomo, czy Amenhotep zniżył się do udzielenia odpowiedzi.

Córka Kadaszman-Enlila – nie znamy jej imienia – zmarła kilka lat później wskutek zarazy.

Tymczasem na południu najwyraźniej panował spokój. Po drugiej kampanii w Nubii Egipcjanie zaczęli traktować ziemie Kuszu jako coś na kształt kolonii, prowadzili z Nubij­czy­kami handel, może nie do końca uczciwy, ale przynajmniej nie organizo­wali już kolejnych rzezi. Choć może należy powiedzieć, że nic nam nie wiadomo o kolejnych rzeziach. Jeśli Merimose faktycznie zorganizował swoją wyprawę na własną rękę i najwyraźniej był dumny z jej efektów (skoro kazał ją opisać na steli), trzeba dopuścić możliwość, że nie była to jedyna taka sytuacja – zwłaszcza że faraon nie organizował własnych oficjalnych wypraw, które pozwalałyby się szybko wzbogacić – i że handel przeplatano ekspedycjami łupieżczymi.

Handel był zresztą fundamentem ówczesnego świata. Z pers­pek­tywy człowieka żyjącego w XXI wieku trudno sobie wyobrazić, że ludzie pozbawieni dobrodziejstw silników spalinowych i paro­wych mogli stworzyć tak gęstą sieć powiązań. Ale mogli i stworzyli – oplatała ona cały wschodni łuk wybrze­ża Morza Śródziemnego. Egipt zaś, dzięki swojemu bogactwu, był chętnym odbior­cą towa­rów. Za wymianą handlową szła też wymiana kulturowa, widoczna choćby we wpływach w sztuce, emanujących tak z Egiptu, jak i do Egiptu. Ale za czasów „naszego” Amenhotepa wymiana ta najwyraźniej z jakie­goś powodu zwolniła w porów­naniu z tym, co widzieliśmy za czasów choćby jego ojca i dziadka.

Ciekawe rzeczy działy się też w polityce krajowej. W 20. roku panowania Amenho­tepa jednym z najbardziej prominentnych i wpływowych polityków był Ptahmose, piastujący trzy ważne stanowiska. Przede wszystkim był zarządcą Teb i wezyrem Górnego Egiptu, ale w pewnym momencie został także arcykapłanem Amona. Zasadniczo było to stanowisko niedostępne dla wezyrów (i na odwrót: na stano­wisko wezyra nie mianowano arcykapłanów), zapewne dlatego, że takie połączenie groziło nadmierną centralizacją władzy poza rękoma faraona.

Miejsce Ptahmosego w roli wezyra i zarządcy Teb (ale nie arcykapłana) zajął niejaki Ramose. I tu robi się ciekawie. Ramose był bowiem synem Neferha­befa, zarządcy Memfis zaangażowanego w wyprawę wojenną do Kuszu. Jego przyrodnim bratem był zaś naczelnik skarbca i spichlerza Amenhotep Haj9. W realiach starożyt­nego Egiptu, gdzie polityka opierała się na więziach osobistych i rodzin­nych, powie­rze­nie braciom stanowisk premiera i burmistrza stolicy oraz ministra finan­sów, bo tak w przy­bliże­niu można je interpretować po współczesnemu, stanowiło przykład rzadkiego skupiania władzy i majątku. Niemniej cały kraj stanowił de facto włas­ność władcy, który bez oporu pomnażał bogactwo swoje i swoich zausz­ników. Amenhotep Haj zupełnie otwarcie przyznaje w inskrypcji na jednym z posągów, że dzięki swojemu stanowisku ogromnie się wzbogacił.

Okres XVIII dynastii zazwyczaj jest ściśle kojarzony z Tebami – nieprzypadkowo, gdyż tu znajdował się jej ośrodek władzy. Ale po części jest to po prostu skutek historycznego przypadku, który sprawił, że zabytki w okolicach Teb lepiej się zachowały do naszych czasów. Memfis bynajmniej nie popadło w zapomnienie i również doczekało się ogromnego projektu budowlanego. Faraon postanowił zbudować w północnej stolicy drugą Świątynię Milionów Lat, być może połączoną z pałacem.

Budowla została wykonana z wapienia z drzwiami z libańskiego cedru, nie zabrakło też oczy­wiś­cie zdobień ze słota, elektrum i drogich kamieni. Otrzymała piękną nazwę: Neb-Maat-Re Zjednoczony z Ptahem. Nadzorcą budowy był Amenhotep Haj. O tym, jak bogatym był czło­wie­kiem, najlepiej świadczy transakcja, którą zawarł ze świątynią: w zamian za codzienne i wieczne składanie ofiar w jego grobie w Sakka­rze podarował kapłanom olbrzymią statuę przed­sta­wia­jącą faraona. Zapłacił za nią 430 sṯꜣt (około 110 hektarów) ziemi, a do tego 24 służących płci męskiej, 10 służących płci żeńskiej, 1000 kur niosek, 1000 świń i 1000 prosiąt. Nie da się tego przeliczyć na współczesne pieniądze, ale żeby dać jakieś wyobrażenie o skali – taka ilość dobrej ziemi rolnej w Polsce kosztowałaby około 12 milionów złotych. Ciekaw­sze niż cena jest jednak samo ofiarowanie świątyni takiego daru. Zazwyczaj to faraon dawał swoim wiernym sługom posągi z ich wizerunkami w nagrodę za służbę.

Ramose z żoną ukazani w jego grobowcu.
(Stzeman, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Grobowiec Amenhotepa Haja z pewnością był piękny i dobrze wyposażony, ale do jego odkrycia w czasach współczesnych – niemal równo 200 lat temu – zachowały się tylko pojedyncze przedmioty. Niestety lokalizacja grobu, teraz już doszczęt­nie opróżnionego, została ponownie zapomniana. Z kolei duży grobowiec Ramosego (numer ewidencyjny TT55) jest jedną z głównych atrakcji nekro­polii tebańskiej ze względu na piękne (i dobrze zachowane) dekoracje łączące styl trady­cyjny z amar­neń­skim. A skoro już o tym mowa, musimy wspomnieć o innym, jesz­cze większym i ciekawszym grobowcu, noszącym obecnie numer TT192. Spoczął w nim Cheruef, zarządca dóbr królowej Teje. Takiego miejsca pochówku nie powstydziłby się czło­nek rodziny królewskiej, jest tam dziedziniec o wymiarach 30 na 30 metrów i dwie sale kolumnowe. Tu również zachowały się piękne dekoracje, ale niestety grobowca nigdy nie ukończono. Niemniej nakład sił i środków poka­zuje, jakim prestiżem cieszył się Cheruef, to zaś z kolei dowodzi, jakie wpływy i możliwości miała jego szefowa.

Faraon to ma klawe życie, czyli: kolejne jubileusze

Wyniesienie Amenhotepa do godności boskiej odbiło się też na jego najbliższym otoczeniu. Być sługą faraona to nie lada osiągnięcie, ale być sługą boga – to dopiero coś! Najwierniejszy z wiernych Amenhotep Hapuwic został wynagrodzony stosow­nie do tej roli: pozwolono mu wybudować niewielką, ale jednak własną świątynię grobową (rzecz prak­tycz­nie niespotykana u „pospólstwa”, ograniczonego na ogół zarówno statusem, jak i brakiem funduszy), a po śmierci, jak już wspomnieliśmy, i jego wyniesiono do godności boskiej. Przez kolejne stulecia wielbiono go jako boga zdrowia i leczenia. Był w tym podobny innemu wybitnemu słudze wybitnego władcy – Imhotepowi, wezyrowi Dżesera i architektowi jego piramidy schodkowej. Na górnym tarasie świątyni Hatszepsut utworzono kaplicę zespolonego bóstwa Imhotepa-Amenhotepa. Kaplica istnieje po dziś dzień, a szczątkowe echa kultu sprzed tysiącleci wciąż się tlą – obecnie modlą się tam muzułmanki pragnące zajść w ciążę.

Nie mamy pewności, kiedy dokładnie Hapuwic rozstał się z tym światem. Organi­za­cja święta Sed w 30. roku panowania Amenho­tepa musiała stanowić ukoronowanie jego osza­ła­mia­ją­cej kariery. Wąt­pliwe, aby został potem odsunięty na boczny tor; raczej sam zdecydował, że zdrowie nie pozwoli mu dalej pracować z taką samą intensywnością. Przeżył potem jeszcze co najmniej kilka lat i doczekał 34. roku. Stał się wówczas najpewniej jedynym Egipcjaninem w historii, który oglądał z bliska trzy święta Sed, jedno za Amenhotepa II i dwa za Amen­ho­tepa III.

Dożywszy w pełni legalnego jubileuszu 30‑lecia, faraon uznał najwyraźniej, że „hulaj dusza, piekła nie ma”, i skoro zaliczył jedno święto Sed zgodnie z zasadami, to nie ma co się szczypać, zwłaszcza że w tym wieku musiał już przeczuwać, iż zbliża się śmierć.

Z pewnością brakowało mu dawnej energii w działaniu, czego najlep­szym dowo­dem jest casus Abdi-Aszirty. Wiemy również, że zaczął skąpić na darach wysłanych kolegom po fachu (przypomnijmy, że Kadaszman-Enlil dostał „złoto, które wyglą­dało jak srebro”), co mogło być efektem kryzysu gospodarczego, ale mogło też wynikać z przekonania, że nie warto wysyłać niczego lepszego.

Drugi jubileusz to kolejny epizod z życia Amenhotepa pogrążony w mrokach historii. Nasza wiedza o pierwszym jest dziurawa, ale jednak widać, że faraon chciał zachować coś dla potomnych. Cała nasza wiedza o drugim święcie, nawet o tym, że w ogóle się odbyło, pochodzi ze śmietniska w Malkacie. Pozostałości po darach wskazują, że tym razem faraonowi wręczano głównie mięso. Czy drugi jubileusz okazał się klapą? Czy może doszło do jakiegoś wypadku? Nie wiemy. Ale coś gdzieś najwyraźniej nie zagrało. Można odnieść wrażenie, że Amenhotep wręcz wstydził się tych obchodów, bo tylko w ten sposób można wytłumaczyć spuszczenie zasłony milczenia na (teore­tycz­nie) jeden z najbardziej chwalebnych momentów jego życia.

Kolejny dowód znajdujemy gdzie indziej: w podjętej już w 35. roku decyzji, aby roz­po­cząć przygotowania do trzeciego jubileuszu. Rzecz jasna, musimy wziąć pod uwagę inne opcje. Być może faraon na starość po prostu polubił jubileu­szo­wanie. Ale równie dobrze mógł uznać, że musi nadrobić coś, co poprzednio mu się nie udało.

Amenhotep ukazany w grobowcu Cheruefa (TT192) podczas swojego trzeciego święta Sed – jako młody, silny mężczyzna.
(Mutnedjmet, Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic)

Wiemy, że Amenhotep zmagał się z problemami zdrowotnymi. Z wyobrażeń w gro­bowcu Cheruefa wiemy też, że miał przynajmniej oponkę na brzuchu, istnieją też posążki przed­sta­wia­jące go jako otyłego, ubranego w długą spódnicę lepiej pasującą do jego dorodnej talii. W domu Panehesiego (o którym wspomnimy niżej) znale­ziono statuetkę pokazującą starego Amenho­tepa wyraź­nie przygar­bio­nego. Rzecz jasna, otyłość nie była dla staro­żyt­nego Egipcja­nina przeja­wem choroby, wręcz przeciwnie – był to dowód bogactwa i witalności. Niemniej Egipcja­nie wyraź­nie cenili młode, sprawne ciało, godne wojownika, a noszenie długich spódnic, choć dopusz­czalne wśród mężczyzn, uchodziło za przejaw zniewieś­cie­nia. Skoro Amen­hotep pozwo­lił na przedstawianie się w taki sposób, wniosek jest prosty: chciał przeka­zać, iż Egipt jest krajem, który cieszy się pokojem i dobro­bytem.

Niemniej jego mumia dowodzi, że w końcówce życia znacznie schudł. Być może wręcz nie mógł jeść, a jeśli nawet, to bez przerwy towarzyszył mu ból. Zęby miał spustoszone próchnicą, doskwierał mu też ziarniniak szczęki, a na domiar złego w czaszce rozwijał się oponiak – łagodny nowotwór mózgu. Przypomnijmy też, że według Ashrafiana Amenhotep cierpiał na padaczkę skroniową. Być może tu kryje się powód tak intensywnego jubileuszowania. W święcie Sed chodziło wszak o odmło­dze­nie i odrodze­nie, a więc z natury rzeczy także ule­czenie.

Ciekawym wątkiem przygotowań do trzeciego jubileuszu była wyprawa po synajski turkus. Kamień ten ma, rzecz jasna, kolor turkusowy, ale na Synaju łatwo go spot­kać w odmianie o odcieniu bardziej zielonkawym, a kolor zielony stanowił symbol odrodzenia. Faraon zaprag­nął wobec tego przyozdobić scenę jubileuszu turkusem i nakazał wysłać ekspedycję do miejsca znanego dziś jako Sarabit al-Chadim, nieda­leko wybrzeża Zatoki Sues­kiej. Dla urzędników dworskich szefowa­nie wyprawie po turkus było wysoce pożą­da­nym zadaniem – była to trudna wyprawa pod względem logistycz­nym, ale stosun­kowo mało niebezpieczna, a przy tym dawała okazję do wzbogace­nia się i zdobycia przychylności faraona. Tym razem odpowiedzialność za to newral­giczne zadanie spoczęła na barkach wspomnianego wyżej Panehesiego, który najwyraź­niej spisał się dosłownie na medal i został nagrodzony Złotem Zasługi. Z inskryp­cji pozosta­wio­nej na Synaju przez skrybę ekspedycji dowiadu­jemy się, że wcześniej Panehesi uczestniczył także w wyprawie do Puntu.

Ostatecznie jednak dostępne dane wskazują, że Amenhotep nie miał powodów do zadowo­le­nia. W Malkacie odnaleziono pozostałości jedynie 78 naczyń z trzeciego jubileuszu (z drugiego zachowało się pięć razy więcej). Jak zwykle trzeba w tym miejscu poczynić zastrze­że­nie, iż brak dowodów nie jest równoznaczny z dowodem braku – być może czegoś jeszcze nie znaleźliśmy, bo zostało zniszczone lub dopiero czeka na znalezienie. Ale trudno sobie wyobrazić, gdzie indziej moglibyśmy szukać osobistych darów dla faraona.

Śmierć

Po trzecim jubileuszu Amenhotep żył jeszcze kilka lat, najwyraźniej nudnych i chyba niezbyt pomyślnych, gdyż programy budowlane, wcześniej zakrojone na bardzo dużą skalę, wyraźnie zwolniły. Ale jak już widzieliśmy, sam faraon był już ciężko chory. Kres życia upłynął mu w cierpieniu, na które ówczesna medycyna nie była w stanie nic poradzić poza uśmierzaniem bólu za pomocą opium.

Rodzi to pytanie o koregencję. Widzieliśmy ją już w przypadku Amenho­tepa II i jego ojca Totmesa III. I jak wówczas zauważyliśmy, byłby to sposób, aby następca tronu zgłębił tajniki rządze­nia i zbudował sobie zaplecze perso­nalne. Ale gdy mówimy o Amenhotepie III i jego następcy Amenhotepie IV, nawet te korzyści być może musiały ustąpić przed smutną koniecz­no­ścią: jeśli schorowany ojciec nie był w stanie rządzić, syn nolens volens przejął choć część obowiązków. Z wyobrażeń w grobach dwor­skich urzędników widzimy zaś, że przejęcie władzy przez syna najpewniej prze­biegło bezprob­lemowo. Nasi starzy znajomi Ramose i Cheruef zachowali wpływy.

Kwestia koregencji dwu Amenhotepów jest jedną z najbardziej fascynujących zaga­dek dotyczą­cych XVIII dynastii, egipto­lo­dzy debatują w tej sprawie (by nie powie­dzieć: kłócą się) od dziesię­cio­leci i będą debatować, dopóki ktoś nie dokona jakiegoś przełomowego odkrycia. Istnieją ekstremalne rozbieżności w literaturze, od kilku miesięcy do nawet, jak uważał Cyril Aldred, 12 lat. W pewnym momencie wydawało się zresztą, że takie odkrycie mamy i że kwestia koregencji została stuprocentowo przesądzona na „tak”.

6 lutego 2014 roku (to jedyna data w tym artykule osadzona w naszej erze) Muham­mad Ibra­him z egipskiego Ministerstwa Starożytno­ści oficjalnie ogłosił, że znale­ziono dowód potwier­dza­jący hipotezę o długiej koregencji – inskrypcję w grobowcu numer AT28 wezyra Amenho­tepa-Haja z imionami obu faraonów w kartuszach. Jako że sporządzono ją w okresie pierw­szego święta Sed, wyciągnięto wniosek, że królewicz został wyniesiony do godności królewskiej właśnie wtedy, co przekłada­łoby się, rzecz jasna, na regencję trwającą osiem–dziewięć lat. Byłoby to istotne odkrycie dla naszej wiedzy o życiu Amenho­tepa III, ale wręcz rewolucyjne w odnie­sie­niu do Amenhotepa IV / Echnatona. Oznaczałoby bowiem, że Echnaton rozniecił ogień herezji za życia ojca, albo za jego zgodą, albo pomimo jej braku, jeśli schoro­wany Amenhotep III nie był w stanie już wyrazić swej woli. Trzeba by całko­wi­cie poprzestawiać znaną nam dotąd chronologię okresu amarneńskiego (na przykład przeniesienie stolicy do Achetaton nastąpiłoby około 35. roku panowania Amenhotepa III) i na nowo zrozumieć proces ówczesnych przemian religijnych.

„Byłoby” i „oznaczałoby”, i „trzeba by” – ponieważ sprawa wkrótce się skompli­ko­wała. Owszem, imiona są tam, gdzie są, i owszem, otoczone kartuszami. Ale nigdzie nie jest powiedziane, że powstały w tym samym czasie. Bardziej prawdo­po­dobne jest to, że Amenhotep-Haj postanowił uhonorować w ten sposób obu wład­ców, którym służył, tego, za którego czasów rozpoczął budowę grobowca, i tego, za którego czasów skończył.

José Lull pięć lat później, opierając się na nowych ustaleniach dotyczących rozkładu świąt księżycowych, doszedł do wniosku, że koregencji nie było. Z kolei Aidan Dodson rozprawił się ze słynnym graffiti w świątyni grobowej piramidy w Majdum. Napis ten, sporządzony w 30. roku panowania Amenhotepa III, uznawano często za poszlakę wskazującą na koregencję, ale Dodson przekonywająco wskazuje, iż chodzi tu raczej o mianowanie Amenhotepa juniora następcą tronu w miejsce zmar­łego niedawno starszego brata. W najnowszej egiptologii zdecydowanie prze­waża interpre­ta­cja mówiąca o bardzo krótkiej koregencji lub w ogóle jej braku.

Amenhotep III zmarł niemal na pewno w 38. roku panowa­nia – zapewne w 1353 lub 1351 roku. Teje przeżyła go o kilkanaście lat.

Po zakończeniu rytuałów pogrzebowych mumię Amenhotepa złożono w grobie noszą­cym współ­czesny numer ewidencyjny WV22. Wprawdzie większość faraonów XVIII dynastii ma grobowce we wschodniej odno­dze Doliny Królów, miejsce wiecz­nego spoczynku Amenhotepa wykuto w miękkim piaskowcu doliny zachod­niej. Nie ma wątpliwości, że grobowiec był bogato zdobiony i malowany, ale do naszych cza­sów zachowały się jedynie marne szczątki tego piękna. Jeszcze za czasów Nowego Państwa grobowce Doliny Królów zostały złupione, a mumie bezcere­mo­nial­nie porozrzucano po okolicy.

Mumia Amenhotepa III ostatecznie spoczęła w grobowcu KV35, sporządzonym pierwotnie dla Amenhotepa II, a odkrytym dla współczesności przez Victora Loreta. Znalazły się tam również między innymi mumie Teje i Totmesa IV. Jedna mumia może być zwłokami królewicza Totmesa, a inną, znaną jako „Młoda Pani” i ziden­ty­fi­ko­waną na podstawie badań genetycznych jako matka Tutanchamona, utożsamia się z Nebetah lub Beketaton10.

Mumia Amenhotepa III.
(G. Elliot Smith)

Tymczasem Amenhotep IV, zapewne mniej więcej 20‑letni, objął władzę bez więk­szych sensacji. Wkrótce potem otrzymał list od Tuszratty z wylewnymi kondolen­cjami i równie wylewnymi gratulacjami. Ale w piątym roku rządów porzu­cił Teby, aby założyć nową stolicę, umiejscowioną 350 kilometrów w dół Nilu, gdzie pozostał do końca życia i zapisał się w historii jako faraon heretyk, który posunął do absolut­nego krańca ewolucję religijną trwającą od kilku pokoleń, czyniącą faraona już za życia bogiem solarnym. Aby jednak osiągnąć ten stan rzeczy, Amenhotep IV musiał praktycznie wykorzenić kulty innych bóstw.

Jego herezja miała też podłoże polityczne. W staro­żyt­nym Egipcie wszystko co religijne miało podłoże polityczne. W tym wypadku faraon buntował się przeciwko coraz potężniejszym kapłanom Amona, stąd też wszystkie imiona odwołujące się do tego boga – z „Amenhotep” na czele – musiały ulec zmianie. Inni Amenhote­po­wie zaczęli używać przezwiska czy też zdrob­nie­nia Haj, natomiast sam faraon zmienił imię na Echnaton (ꜣḫ-n-jtn, uhene-jatej, ‘Użyteczny dla Atona’), jego stolica zaś otrzymała piękną nazwę Achetaton (ꜣḫt-jtn, ‘Widnokrąg Atona’); obecnie znana jest jako Amarna, stąd „listy amarneńskie”. Historia życia Echna­tona będzie tematem kolejnego artykułu w tym cyklu, jeżeli nasi Patroni zażyczą sobie, abyśmy go kontynuowali.

Jak oceniać króla słońce?

Nie mamy dokładnych danych statystycznych, ale wszystko wskazuje, że w momen­cie, gdy Amenhotep wstępował na tron, Egipt był najbogat­szym i najpotęż­niej­szym pod względem wojskowym krajem na świecie. Tym samym statusem cieszył się, gdy Amenhotep umierał, co przemawia na korzyść faraona, jeśli weźmiemy pod uwagę, że musiał on podźwignąć kraj z tajemniczego kryzysu w drugiej dekadzie rządów. Część autorów pisze wręcz o złotej erze – i trudno nie przyznać im racji. Nie da się jednak ukryć, że pod sam koniec coś zaczęło się chwiać: dary od Amenho­tepa dla sojuszników straciły na wartości (nie tylko złoto, wiemy też, że skurczyły się dostawy zboża), wśród wasali zalągł się chaos (casus Abdi-Aszirty), dwa ostatnie jubileusze także najwyraźniej nie wypaliły, a przynajmniej nie do końca.

Kulturowo czasy Amenhotepa III były dla Egiptu czasem przemian. Politycznie zaś był to okres pokoju, względnie, jak na standardy epoki. Co za tym idzie, większość jego długiego życia była dla Egipcjan czasem dobro­bytu, przynaj­mniej dla tych, którzy mieli dostęp do krążących nad Nilem bogactw. Jak już widzie­li­śmy, życie nie­wol­nika i prostego robotnika nieszcze­gól­nie się różniło. Projekty budow­lane z cza­sów Amenhotepa zaliczają się do naj­bar­dziej imponują­cych w całej historii Egiptu, ale żeby to osiągnąć, faraon musiał zmobilizować zasoby państwa w stopniu niespo­ty­ka­nym od czasów IV dynastii, tymczasem prości wykonawcy jego woli nie mieli z tego nawet figi z makiem, jedy­nie połamane kości, odciski i podobne urazy. Oczywiście mogli mieć satysfakcję z tego, że umacniają stróża kosmicznego porządku, ale… mogli też jej nie mieć. I nigdy się nie dowiemy, co tak naprawdę czuli, bo nie pozostawili po sobie żadnych śladów piśmienniczych. Zresztą nawet gdyby je pozostawiali, trudno się spodzie­wać, aby aparat religijno-państwowy pozwolił na umieszczanie w grobach napisów podważających wielkość faraona i sens jego decyzji.

Pod względem ambicji Amenhotep (i Teje) wzniósł się na niespotykane dotąd wyżyny i, co ważniej­sze, był w stanie zmateria­li­zo­wać swoją wizję zarówno w aspekcie materialnym, jak i ducho­wym. Na jego ocenie jako władcy cieniem kładzie się końcowy okres rządów. Imperium zaczęło się kruszyć, a potem Echnaton nie chciał lub nie mógł temu zapobiec. Z pewną dawką cynizmu można stwierdzić, iż Amenhotep żył o kilka lat za długo.

Przeczytałeś/Przeczytałaś do końca? No to przyznaj sam/sama, zasłużyliśmy chyba na subskrypcję. Klik, klik. 🙂

Przypisy

1. Imię Hatszepsut nie było w żadnej sposób „faraońskie” ani zastrzeżone, historia zna inne Egipcjanki o tym imieniu.
2. Właściwie to nie, wcale nie na widnokręgu, ale tym bardziej nie na horyzoncie, jak chcą badacze odwołujący się do trady­cyj­nego anglo­języcz­nego hori­zon. W języku polskim to „coś”, zza czego wyziera słońce rano i za czym znika o zmroku, to widno­krąg, nie horyzont. Tyle że Egipcjanie tak nie rozu­mo­wali. Ich słowo ꜣḫt, czyli Achet, oznaczało dwa miejsca na niebo­skłonie, gdzie słońce spędza pierwsze i ostatnie chwile dnia. W mianach aspektów Horusa – Horachty i Horemachet – kryje się odwołanie do obu tych miejsc, nie zaś pozornej linii okrążającej widoczny świat.
3. Niektórzy badacze sądzą, że nazwa „Nubia” pochodzi wprost od egipskiego słowa oznaczającego złoto.
4. Nazwa ich kraju pojawia się w inskryp­cjach niemal zawsze w połączeniu z przy­miot­ni­kiem, który prze­tłu­ma­czyć by można jako „nędzny” czy „parszywy”. Nie oznacza to jednak jakiejś szczególnej wrogości, ale jest po prostu efektem normy kulturowej – wróg zawsze musiał być słaby i głupi, stanowić raczej niedogod­ność, a nie zagrożenie.
5. Nie ma jasności, czy książę Si-Atum także był synem Amenhotepa czy raczej jego przyrodnim bratem. Z kolei Beketaton potencjalnie mogła być córką Echnatona i jego pomniejszej żony Kiji.
6. Wymienienie go z imienia steli upamiętniającej zwycięstwo sugeruje, że był to prominentny i niebezpieczny wróg.
7. Pod koniec ubiegłego roku świat obiegła wiadomość, że Kolosy Memnona zostały odrestaurowane. W rzeczywistości Egipcjanie odtworzyli dwa inne, zniszczone wcześniej, kolosalne posągi Amenhotepa.
8. Ilość miejsca poświęconego jubileuszowi w Solebie sprawia, że świątynia bywa nazywana jubileuszową.
9. W tym samym okresie wezyrem Dolnego Egiptu był inny Amenhotep Haj. Z kolei za czasów Tutanchamona jeszcze inny Amenhotep Haj był wicekrólem Kuszu. I weź tu się, człowieku, nie pogub.
10. Grobowiec WV22 został otwarty dla zwiedzających w październiku ubiegłego roku.

Bibliografia

Książki

Guy de la Bédoyère, Pharaohs of the Sun: How Egypt’s Despots and Dreamers Drove the Rise and Fall of Tutankhamun’s Dynasty. Little, Brown Book Group, 2022.
Catharina Blankenberg-van Delden, The Large Commemorative Scarabs of Amenhotep III. Leiden, E.J. Brill, 1969.
Eric H. Cline, Love, War, and Diplomacy: The Discovery of the Amarna Letters and the Bronze Age World They Revealed. Princeton University Press, 2025.
Arielle P. Kozloff, Amenhotep III: Egypt’s Radiant Pharaoh, Cambridge, 2012.
Bogusław Kwiatkowski, Poczet faraonów, Iskry, 2021.
Barbara Mertz, Temples, Tombs, and Hieroglyphs: A Popular History of Ancient Egypt. HarperCollins, 2007.
David B. O’Connor, Eric H. Cline (red.), Amenhotep III: Perspectives on His Reign, Univ. of Michigan Press, 1998.
Ronald T. Ridley, Akhenaten: A Historian’s View. American University in Cairo Press, 2019.

Artykuły

Hutan Ashrafian, Familial epilepsy in the pharaohs of ancient Egypt’s eighteenth dynasty, Epilepsy & Behavior, Volume 25, Issue 1, ss. 23–31.
Dana Bělohoubková, In search of the royal harem: A discussion on the Malkata palace rooms interpretation. Knowledge and Memory: Festschrift in honour of Ladislav Bareš, Charles University, 2022, ss. 79–85.
Betsy Bryan, Developing the King’s Image Early in the Reign of Amenhotep III. The Star Who Appears in Thebes: Studies in Honour of Jiro Kondo, Abercromby Press, 2022, ss. 87–99.
Jacobus van Dijk, The Noble Lady of Mitanni and Other Royal Favourites of the Eighteenth Dynasty. Essays on Ancient Egypt in Honor of Herman te Velde, Egyptological Memoirs 1, Styx Publications, 1997.
Aidan Dodson, On the alleged ‘Amenhotep III/IV coregency’ graffito at Meidum. Göttinger Miszellen. Beiträge zur ägyptologischen Diskussion, Heft 222, 2014, ss. 25–28.
Anna Garnett, ‘The Like of Which Never Existed’: The Memphite Building Programme of Amenhotep III. Current Research in Egyptology 2009: Proceedings of the Tenth Annual Symposium. Oxbow Books 2011, ss. 53–66.
Patrick van Gils, The Victory Stela of Amenhotep III, History or Symbolism?
Michael Habicht, Some reflections on the proposed 8-year co-regency of Amenhotep III and Amenhotep IV Akhenaten. Göttinger Miszellen. Beiträge zur ägyptologischen Diskussion, Heft 241, 2014, ss. 25–36.
José Lull, A Chronological Perspective on the Transition from Amenhotep III to Amenhotep IV / Akhenaten. Aula Orientalis 37/1 (2019).
W. Vivian Davies, A Statue of Amenhotep III Rediscovered. The Fourth Cataract and Beyond: Proceedings of the 12th International Conference for Nubian Studies. Peeters, 2014, ss. 399–408.

Prof. Mortel, Creative Commons Attribution 2.0 Generic