Coraz więcej informacji przemawia za tym, że chińskie przywództwo było poinformowane o planach agresji na Ukrainę. Podobnie jednak jak włodarz Kremla – przeceniło rosyjskie zdolności oraz nie doceniło determinacji i poświęcenia Ukraińców. Wprawdzie oficjalnie Pekin zachowuje życzliwą wobec Rosji neutralność, jednak w Chinach trwa burzliwa dyskusja o stosunku do wojny i przyszłości dwustronnych relacji.

Katsuji Nakazawa, wieloletni korespondent japońskich mediów w Chinach zwraca uwagę, że w trakcie zimowych igrzysk olimpijskich siedmiu członków Stałego Komitetu Biura Politycznego Komunistycznej Partii Chin na cały tydzień zniknęło z życia publicznego. Logika i źródła Nakazawy sugerują, że rozważali skutki wojny dla Chin.

Już teraz widać, że chińskie kalkulacje, podobnie jak rosyjskie, okazały się błędne. Opór Ukraińców i dotychczasowa jedność i zdecydowanie Zachodu zaskoczyły wszystkich. Można już spekulować, że Władimir Putin obiecywał Xi Jinpingowi szybką i łatwą kampanię. Pierwszym sygnałem niezadowolenia Pekinu była wypowiedź ambasadora ChRL przy ONZ Zhang Juna. Oświadczył on, że sytuacja doszła do punktu, którego Chiny nie chcą widzieć, a który nie jest w interesie żadnej ze stron.



Putin i Xi w 2018 roku.
(Kremlin.ru)

Jeszcze ostrzejszy był list otwarty opublikowany przez pięciu historyków z czołowych chińskich uniwersytetów. Otwarcie skrytykowali oni postawę władz wobec wojny i stwierdzili, że Putin oszukał chińskie przywództwo.

Do czego doprowadzi ta wojna? Czy doprowadzi do wojny światowej na dużą skalę? Wielkie katastrofy w historii często zaczynały się od lokalnych konfliktów. […] Zdecydowanie sprzeciwiamy się wojnie Rosji z Ukrainą. Inwazja Rosji na suwerenne państwo przy użyciu siły […] jest pogwałceniem norm stosunków międzynarodowych opartych na Karcie Narodów Zjednoczonych i naruszeniem istniejącego systemu bezpieczeństwa międzynarodowego.

To jest po prostu sprawa czarno-biała. To jest inwazja. Jak mówi chińskie powiedzenie: nie można nazwać jelenia koniem. Jako chińscy historycy nie chcemy, aby Chiny zostały wciągnięte w coś, co zasadniczo zaszkodzi obecnemu porządkowi światowemu. Z miłości do ludzkości, pokoju na świecie i rozwoju powinniśmy to jasno powiedzieć.

Czytelne aluzje do pierwszej wojny światowej nie są przypadkiem. Współautorem listu jest Xu Guoqi, jeden z czołowych chińskich specjalistów w zakresie pierwszego globalnego konfliktu i jego wpływu na Chiny.

Prof. Xu Guoqi.
(University of Hong Kong)



List został oczywiście usunięty przez cenzurę dwie godziny i czterdzieści minut po publikacji. Sami autorzy stali się celem ataków będących na usługach władz internetowych trolli, wyzywających ich od zdrajców i sprzedawczyków.

Chińska propaganda od samego początku inwazji nie określa jej jako wojny i powiela rosyjską narrację. Pisaliśmy już o wycieku instrukcji dla cenzorów, nakazującej usuwanie treści proukraińskich i prozachodnich, a jednocześnie promowanie tych prorosyjskich. Wraz z wybuchem wojny w chińskich mediach społecznościowych nastąpił wysyp wpisów chwalących Rosję, a zwłaszcza Putina za zdecydowanie i przeciwstawienie się Stanom Zjednoczonym. Ich autorami są bardzo głośni w chińskim Internecie nacjonaliści i działające na zlecenie władz trolle, przy czym obie te grupy często się mieszają.

Pojawiają się jednak także głosy sprzeciwu, chociaż są szybko wyciszane a ich autorzy – atakowani jako „naiwniacy” i „słabeusze”. Wśród krytyków wojny i postawy Pekinu słychać głosy, że jeśli Rosja ma problem z NATO, to niech dogaduje się z NATO, a nie napada na Ukrainę. Inny internauta porównał działania Moskwy do japońskiej okupacji Mandżurii i utworzenia marionetkowego państwa Mandżukuo. W chińskim dyskursie publicznym to bardzo ostre potępienie.



Z biegiem dni Chińczycy zaczęli mieć coraz więcej wątpliwości, a wszystko za sprawą ambasady w Kijowie, która kompletnie zawaliła ewakuację obywateli. Według źródeł Nakazawy decydenci w Pekinie wyszli z założenia, że „specjalna operacja wojskowa” będzie szybka, w związku z tym ewakuację przeprowadzi się szybko i sprawnie do końca lutego lotami czarterowymi z lotnisk kontrolowanych przez Rosjan. W związku z tym ministerstwo spraw zagranicznych nie zaleciło przebywającym w Ukrainie sześciu tysiącom Chińczyków, aby wyjechali.

Wraz z rozwojem sytuacji ambasada nie wiedziała, co robić, a chińscy obywatele zostali zostawieni na lodzie. Początkowo przedstawicielstwo zaleciło wywieszać na samochodach chińskie flagi. Efektem były kradzieże flag i pobicie kilku Chińczyków, w związku z czym ambasada odwołała zalecenie i zamiast tego zasugerowała, aby nie przyznawać się do pochodzenia. Według niepotwierdzonych informacji Chińczycy zaczęli podawać się za obywateli innych państw Azji Wschodniej, szczególnie zaś Japonii. Wielu osobom udało się wydostać na własną rękę, a w mediach społecznościowych narzekają na słabą pomoc ze strony chińskich ambasad w państwach, do których dotarli.

Szczególny problem dla władz i cenzury stanowi przypadek kilku studentów, którzy utknęli w Charkowie. Ambasada miała odrzucić prośby o ewakuację, zasłaniając się niebezpieczną sytuacją w mieście. Według niepotwierdzonych informacji studenci mieli zginąć w ostrzale.

Chińskie oceny relacji z Rosją

Powody, dla których Chiny i Rosja szukają zbliżenia, były w ostatnim czasie wielokrotnie omawiane, także na naszych łamach. Głównym powodem ma być oczywiście rywalizacja obu państw z USA i możliwość wzajemnego zapewnienia sobie wsparcia. Nie jest to jednak pełen obraz oceny ze strony Chin, czym zajął się Yun Sun ze Stimson Center.



Chińska ocena rosyjskiej gospodarki i sprawności administracji była od samego początku pozbawiona złudzeń. Bardzo wysoko oceniano za to sprawność rosyjskiego wojska i dyplomacji, zdolność do prowadzenia działań hybrydowych i umiejętność łączenia tych trzech czynników. Dzięki temu Moskwa stała się dla Pekinu atrakcyjnym sojusznikiem. Do tego chińscy analitycy określają Rosję jako „destruktywne mocarstwo”, bardzo sprawne w sianiu chaosu, destabilizowaniu sytuacji i korzystaniu z tego. Uznano więc, że taką siłę lepiej mieć po swojej stronie i próbować wykorzystać ją do własnych celów.

Przechodzimy tutaj do bardziej krytycznej i pesymistycznej części chińskich ocen. Rosja jest oczywiście cennym źródłem surowców i technologii, ale tylko wojskowych. Rosyjski rynek nie jest tak chłonny jak zachodnie, a ryzyko inwestycyjne oceniane jest jako bardzo wysokie. Dotyczy to zwłaszcza korupcji, która nawet przyzwyczajonym do niej Chińczykom wydaje się być za duża. Wyraźnie widać to we wspólnych projektach gospodarczych. Do tej pory podpisano umowy o rozpoczęciu 88 różnych przedsięwzięć, jednak prace ruszyły tylko przy siedmiu.

Do tego w dwustronnych relacjach brakuje zaufania. Chińczycy mają ciągle obawiać się zdrady Rosji i zmiany sojuszy. W swojej percepcji Chiny widzą się jako mocarstwo rewizjonistyczne, jednak nie zmierzające do zniszczenia ładu międzynarodowego. Celem jest zastąpienie Stanów Zjednoczonych w roli światowego hegemona i zabezpieczenie władzy Komunistycznej Partii Chin. Natomiast Rosja postrzegana jest jako rewizjonistyczne mocarstwo dążące do destrukcji istniejącego ładu.

Na pytanie, czy chińsko-rosyjskie partnerstwo jest sojuszem czy małżeństwem z rozsądku, Yun Sun odpowiada, że jednocześnie oboma i żadnym z nich. Chińscy analitycy mają z kolei mówić, że oba państwa mogą dzielić się tylko niedolą, ale nie szczęściem.



Yun Sun zwraca uwagę na jeszcze jeden czynnik, w ostatnich latach kluczowy. Jest nim Xi Jinping i jego fascynacja Putinem. Z jednej strony ma być to cecha pokoleniowa. Xi pochodzi z generacji i środowiska wychowanego w kulcie rosyjskiej kultury i fascynacji Związkiem Radzieckim. Xi ma także podziwiać Putina jako przywódcę zdecydowanego i silnego, z którym świat się liczy, nawet kiedy Rosja jest słaba.

Konieczność rewizji

Już pierwsze dni wojny postawiły dotychczasowe chińskie oceny na głowie. Rosyjskie wojsko mimo pewnych sukcesów zostało ośmieszone, służby wywiadowcze kompletnie zawiodły, a dyplomacja nie osiągnęła niczego. Wbrew zapowiedziom Putina rosyjska gospodarka okazała się bezbronna wobec zmasowanych sankcji. Z kolei Chiny okazały się niezdolne do zastąpienia Zachodu w roli źródła pieniędzy i technologii. Po części jest to rezultatem obaw, że Chiny same się staną celem sankcji, trzeba jednak zadać sobie pytanie, czy w Pekinie była ku temu realna wola i możliwości.

Putin i Xi na obchodach 70. rocznicy zwycięstwa w II wojnie światowej.
(Kremlin.ru)

Prawdopodobnie z chińskiego punktu widzenia jeszcze istotniejsza jest kompletna porażka Rosji na froncie wojny informacyjnej. To bardzo istotne dla chińskiej strategii pole walki od samego początku zostało zdominowane przez Ukrainę i wspierające ją państwa. Nie bez znaczenia będzie też zapewne rewelacyjna wręcz skuteczność amerykańskich służb wywiadowczych. Sekretarz Blinken przyznał, że jeszcze przed inwazją Waszyngton udostępnił Chinom niektóre tajne dane wywiadowcze. Początkowo interpretowano to jako próbę nakłonienia Pekinu, aby przekonał Moskwę do bardziej ugodowej postawy. W obecnej sytuacji nabiera to jednak innego znaczenia i zapewne zmusiło Chińczyków do poważnego zastanawiania się, co Amerykanie mogą wiedzieć o nich.

Dotychczasowa determinacja i jedność zaskoczyły sam Zachód, a co dopiero Rosję i Chiny. Zrodziło to oczywiste pytania o to, z czym będą musiały mierzyć się Chiny w przypadku próby siłowego rozstrzygnięcia kwestii Tajwanu. Wprawdzie Chiny mają dużo silniejszą pozycję w globalnej gospodarce niż Rosja, ale to samo można powiedzieć również o Tajwanie.



Według Yun Suna wśród chińskich analityków równie popularne co na Zachodzie jest porównywanie Rosji do stacji benzynowej udającej mocarstwo atomowe. Z kolei zdaniem źródeł Nakazawy w Chinach za zamkniętymi drzwiami toczy się intensywna dyskusja nad przyszłością relacji z Rosją. Partnerstwo przynosi mniej korzyści, niż się spodziewano, za to ryzyko okazało się zaskakująco wysokie. Dotychczasowe porażki Putina na polu polityki i dyplomacji mogą tez mieć bardzo duże reperkusje w samych Chinach. Dobitnie zostały pokazane wady i ograniczenia jednoosobowego przywództwa, które sukcesywnie buduje Xi, dążąc do zastąpienia wcześniejszego systemu opartego na kolektywnym podejmowaniu decyzji przez Stały Komitet Biura Politycznego lub Komitet Centralny.

Do tej powszechnie zakładano, w tej grupie był też autor tych słów, że niezależnie od wyniku wojny, Chiny wyciągną z niej korzyści. Używając porównań tak lubianych przez prezydenta Putina, Pekin przyjął wobec Moskwy postawę: „rób tak dalej, mała, będziesz łatwiejsza”. Teraz sprawy się skomplikowały. Będąca na krawędzi zapaści rosyjska gospodarka przestaje był atutem, a staje się obciążeniem. Wśród chińskich analityków panują obawy, że osłabiona Rosja może się zwrócić przeciwko Chinom, co byłoby bardzo po myśli USA.

Przeczytaj też: Mity pod Moskwą. Dlaczego operacja „Barbarossa” była skazana na klęskę

kremlin.ru