Przekonanie, jakoby zachodni sojusznicy porzucili Polskę we wrześniu 1939 roku, jest jednym z najtrwalszych polskich mitów narodowych. „My” jesteśmy bez skazy, to „oni” zawinili. Zapoznanie się z dostępnymi źródłami sugeruje jednak inny przebieg wydarzeń.
W tej sprawie napisano i powiedziano już zasadniczo wszystko. Przetłumaczono i opublikowano niezbędne źródła, historycy i edukatorzy przekazali Społeczeństwu całą niezbędną wiedzę… i nic, nie pomogło. Nauka okazała się bezsilna. Wzorując się na romantycznym „czuciu i wierze”, odrzucono nauki mędrców.
Czemu więc ma służyć niniejszy artykuł? Na swój sposób jest to pewna forma historycznej walki z wiatrakami. Doskonale wiem, iż ten materiał nie zmieni myślenia większości dyskutantów na niezliczonych forach i platformach. Cudów nie ma. Patrząc jednak na niektóre rozmowy, między innymi na facebookowym profilu Konfliktów, czuję się w obowiązku przypomnienia niektórych podstawowych faktów dotyczących kwestii prognozowanej długotrwałości polskiego oporu przeciwko niemieckiej agresji z września 1939 roku.
Zanim zaczniemy – kilka słów wyjaśnienia
Podstawę niniejszej pracy stanowią znane prace i dokumenty publicznie dostępne w formie publikacji papierowych czy wirtualnych. Chcę w ten sposób pokazać, iż niezbędna wiedza w temacie „zdrady” jest zasadniczo publicznie dostępna dla każdej osoby zdolnej do odwiedzenia biblioteki i przeprowadzenia podstawowej kwerendy w sieci. Wykorzystanie dokumentów archiwalnych dostępnych jedynie w archiwach i niemających wersji cyfrowej ograniczyłem tu do minimum, są to zresztą materiały już wcześniej wprowadzone do tak zwanego obiegu.

Z racji rozmieszczenia naszego przemysłu ciężkiego (obszary zaznaczone ciemniejszym kolorem) na południowym zachodzie kraju obrona granic była najwyższym priorytetem.
(Department of History, United States Military Academy)
Idąc dalej, najważniejszą częścią artykułu jest omówienie tez zawartych w dwóch dokumentach. Pierwszym z nich jest „Studium nad możliwościami wojennymi Niemiec i Polski” autorstwa generała Tadeusza Kutrzeby, powstałe w 1936 roku i opublikowane (w formie zwartej) na łamach Wojskowego Przeglądu Historycznego w 1964 roku. Drugim, i relatywnie bardziej znanym, jest „Studium planu strategicznego Polski przeciw Niemcom” stworzone w 1938 roku przez duet złożony z Kutrzeby i ówczesnego pułkownika Stefana Mossora, opublikowane w formie książkowej w 1957 roku. Z racji relatywnej dostępności obu materiałów przeprowadzanie dokładnej analizy obu tekstów jest tu zbędne, a zamiast tego skupię się na najważniejszych poruszonych tam zagadnieniach związanych z prognozowaną długotrwałością polskiego oporu.
Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.
Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.
Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.
Dla zachowania pewnego porządku warto wspomnieć o pojawiającej się od czasu do czasu w literaturze wzmiance o kolejnym raporcie Mossora, mającym powstać już w 1939 roku, w którym miał apelować o rozpoczęcie współpracy z ZSRS i wieszczył, że bez tego Polska upadnie w dwa tygodnie. Problem polega na tym, iż taki dokument najprawdopodobniej nie istniał, a źródłem pogłosek o jego powstaniu i treści jest sam Mossor, usiłujący – być może – lepiej zadomowić się w polskiej powojennej, komunistycznej rzeczywistości.
Co przekazywaliśmy zagranicy?
Pierwszym elementem niezbędnym do zrozumienia całości opisywanego problemu jest sprawdzenie, jak sami Polacy przedstawiali nasze zdolności przetrwania wobec zagranicy. Budowało to przecież pewien obraz, stanowiący podstawę podejmowania decyzji między innymi przez naszych sojuszników.
29 marca 1939 roku o zarysie polskiego planu obrony poinformowano ówczesnego ambasadora USA w Polsce, Anthony’ego J. Drexela Biddle’a Jr. Nie łączyły nas wówczas żadne bliższe relacje, o sojuszach nie wspominając, więc przekazanie takich informacji amerykańskiemu ambasadorowi można oceniać jako część polskich działań propagandowych.
Według pozostawionej przez niego relacji polski plan działań oparty był na kilku prostych założeniach:
- zachowanie polskiej armii w całości;
- maksymalne opóźnienie momentu zajęcia Warszawy i COP;
- odwrót (z wykorzystaniem działań opóźniających) sił głównych na główną linię oporu, rozciągającą się wzdłuż rzek Narew, Bug, Wisła i San;
- oczekiwanie na nadejście jesiennych deszczy i/lub moment złagodzenia niemieckiego nacisku na Polskę poprzez alianckie działania na zachodzie
Jak więc widać, był to plan zakładający długotrwałe walki odwrotowe, w którym priorytetem było zachowanie całości sił zbrojnych nawet za cenę utraty zaplecza przemysłowego czy stolicy. Sam ambasador zaznaczył zresztą, iż Polacy są przekonani, że w wypadku klęski wystawienie nowej armii byłoby trudne (jeśli nie niemożliwe), a utracone terytoria zawsze można odbić.
Pomijając aspekty militarne tego planu, warto zauważyć, iż przekazując takie informacje, polska dyplomacja przygotowywała grunt pod nieunikniony odwrót sił polskich w razie niemieckiej agresji. Jeśli by po rozpoczęciu walk ktoś zwrócił uwagę na przemieszanie się linii frontu na wschód, strona polska mogłaby odpowiedzieć, iż wszystko przebiega zgodnie z naszym planem.

Utrata zachodniej polski to utrata przemysłu. Żołnierze walczący na wschodzie mogliby liczyć wyłącznie na magazyny i własne zapasy.
(domena publiczna via polona.pl)
W podobny sposób zaprezentowano polskie zamierzenia obronne podczas polsko-francuskich rozmów sztabowych w maju 1939 roku. Co ciekawe, we wspomnieniach pułkownika Józefa Jaklicza znajduje się (przytoczona z pamięci) instrukcja udzielona polskiej delegacji przez marszałka Rydza-Śmigłego. Według Jaklicza polecono mu przedstawić Francuzom polski plan działań zbrojnych w następujący sposób:
Ustępując części terytorium narodowego, którego utrzymanie, ze względu na położenie ogólno-operacyjne nie jest możliwe (Pomorze, Poznańskie), skrwawić jak najsilniej nieprzyjaciela, i zyskać czas niezbędny dla:
-
- Francji i Anglii, dla spokojnego zmobilizowania się, skoncentrowania i rozpoczęcia właściwej ofensywy.
- Polski, dla zachowania takiej formy wojskowej, która pozwoli jej na przejście wspólnie ze sprzymierzonymi do przeciw-ofensywy.
Patrząc na opublikowane (i to w języku polskim) dokumenty związane z wspomnianymi rozmowami wyraźnie widać, iż Jaklicz ma (przynajmniej w tej kwestii) dobrą pamięć, a myśli ze wspomnianej instrukcji zostały odnotowane przez Francuzów w oficjalnej dokumentacji dwustronnych rozmów sztabowych:
Postawa, jaką powinna przyjąć Polska (…). Początkowo:
-
- Zorganizować się w celu utrzymania się i trwania.
- Dążyć do jak najbardziej aktywnej obrony, aby utrzymać maksimum sił wroga przed sobą, by umożliwić Francuzom i Brytyjczykom zablokowanie niemiecko-włoskiej ofensywy.
Następnie:
-
- Być gotowym do udziału w działaniach ofensywnych mających na celu pokonanie wroga.
W czasie rozmów ustalono harmonogram francuskiej ofensywy lądowej, mającej rozpocząć się po niemieckim ataku na Polskę. Jest to jeden z częściej spotykanych punktów zapalnych we współczesnych dyskusjach, dlatego warto poświęcić mu trochę miejsca.
Pierwsze działania armii francuskiej miały ruszyć trzy dni po rozpoczęciu francuskiej mobilizacji. Byłyby to (cytując protokół sesji z 16 maja) „działania częściowe między francuskimi a niemieckimi liniami umocnień”. Na użycie sił głównych trzeba było poczekać do 15. dnia (licząc od początku mobilizacji), jako że podjęcie zakrojonych na większą skalę działań wymagało – co zrozumiałe – zmobilizowania i skoncentrowania oddziałów. Poinformowano także stronę polską (podczas tej samej sesji), że jakakolwiek ofensywa mająca na celu przełamanie Linii Zygfryda nie nastąpi szybciej niż po 17 dniach, liczonych ponownie od momentu rozpoczęcia mobilizacji. Dlaczego tak późno? Przed atakiem na tak dobrze umocnioną pozycję, trzeba było zgromadzić niezbędną ilość ciężkiej artylerii (trudnej w transporcie) i amunicji.
Taki harmonogram przedstawiono stronie polskiej całkiem otwarcie. Co więcej, podane horyzonty czasowe były całkowicie racjonalne, biorąc pod uwagę zakres zadań niezbędnych do wykonania. Zanim więc ktokolwiek zarzuci Francuzom opieszałość we wrześniu 1939 roku, niech weźmie pod uwagę jeden prosty fakt – Francja postępowała zgodnie z uzgodnionym z Polską harmonogramem działań.
Kolejny „okruszek” wiedzy w kwestii informowania zagranicy o polskich planach militarnych związany jest z wizytą w Polsce brytyjskiego generała Edmunda Ironside’a w lipcu 1939 roku. Swoje spostrzeżenia i uwagi powstałe na bazie odbytych rozmów z między innymi marszałkiem Śmigłym-Rydzem zamieścił w dosyć wyczerpującym raporcie, przedstawionym odpowiednim brytyjskim władzom. Warto przy tym odnotować, iż Wojsko Polskie zrobiło na nim jak najlepsze wrażenie.
Według dokumentu Polacy mieli świadomość geograficznej izolacji swego kraju, jak również tego, że będą musieli walczyć w osamotnieniu przez długi czas („The Poles realise clearly that they are isolated geographically and they must stand for a long time on their own feet”). Jest to istotna informacja w kontekście różnych współczesnych rozmów dotyczących tego, jak to alianci mogli łatwo do nas dotrzeć, ale po prostu nie chcieli.
W jego relacji polska linia obronna rozciągała się (w przybliżeniu) od Grudziądza do Bydgoszczy, a następnie do Inowrocławia. Za tą linią miała rozciągać się następna pozycja, wyznaczona (mniej więcej) na linii Grudziądz – Toruń – Inowrocław – Koło – Częstochowa. Na południu główne pozycje obronne skupiono wokół Katowic, a następnie poprowadzono je w kierunku granicy z Czechosłowacją (choć w tym wypadku powinno się już pisać o byłej granicy z Czechosłowacją).

Polsko-brytyjskie rozmowy sztabowe, lipiec 1939. Przodem do aparatu siedzą Edward Śmigły-Rydz i Edmund Ironside.
(Narodowe Archiwum Cyfrowe)
Sam przebieg i stan przygotowania linii zajmuje relatywnie dużo miejsca w raporcie Ironside’a, jednak z perspektywy tego artykułu najważniejszy jest fragment: „as it is the intention of the Poles to withdraw to it inside a month”. Zamierzeniem strony polskiej było wycofanie się na tę linię w ciągu miesiąca. Pisząc to samo w inny sposób; Polacy zakładali, że uda im się na tyle skutecznie powstrzymywać niemieckie postępy poprzez stanowczą obronę, kontrataki i planowane zniszczenia dróg i mostów, że dopiero po miesiącu walk Niemcy dotrą na wspomnianą linię. Patrząc na późniejsze wydarzenia nie można się wprost powstrzymać od komentarza – albo ktoś tu pałał nadmiernym optymizmem, albo generała zrobiono po prostu w balona.
Szczególne miejsce na liście naszych „okruchów” informacji co do przewidywanego czasu długotrwałości naszej obrony wysyłanych przez stronę polską za granicę zajmuje list polskiego ambasadora w Rzymie (Bolesław Wieniawa-Długoszowski) do ministra spraw zagranicznych Józefa Becka z 25 sierpnia 1939 roku, informujący między innymi o rozmowie z włoskim ministrem spraw zagranicznych Galeazzem Ciano. Warto ten fragment przytoczyć w całej rozciągłości:
Nie omieszkałem go wywieść z błędu i raz jeszcze osłabiając jego przekonanie o sile Niemieckiej, udowadniałem mu, że w najgorszym wypadku przetrzymamy dwa miesiące manewrując odwrotowo, po czym z listopadowymi deszczami trzeba będzie czekać z operacjami do wiosny, a na wiosnę razem ze sprzymierzonymi położymy Niemców na obie łopatki.
Co zrozumiałe, patrząc na bogaty życiorys ówczesnego ambasadora RP, można by powątpiewać w prawdziwość tych nieco pompatycznych słów. Mamy tu jednak do czynienia z oficjalnym dokumentem urzędowym, którego treść pozostaje w zgodzie z przytoczonymi już informacjami przekazanymi do USA, Wielkiej Brytanii i Francji.
Patrząc na powyższe informacje dotyczące budowy polskiego obrazu przebiegu niemieckiej napaści na Polskę w 1939 roku u naszych zagranicznych partnerów, wyraźnie widać, iż wszystkie są ze sobą zbieżne w najważniejszych punktach. Strona polska mniej lub bardziej otwarcie deklarowała, iż jesteśmy gotowi do wielomiesięcznej walki połączonej z oddaniem znacznej części naszego terytorium, stawiając na przetrwanie armii aż do klęski Niemiec, przede wszystkim na skutek alianckiej ofensywy. Patrząc na wspomniane relacje i dokumenty, łatwiej zrozumieć, dlaczego generał Maurice Gamelin jeszcze 27 sierpnia 1939 roku zakładał, że armia polska wytrzyma przynajmniej 6 miesięcy i można będzie przyjść jej na pomoc przez Rumunię.
Oczywiście cały czas pozostaje jeszcze kwestia wiarygodności informacji przekazywanych przez polską dyplomację. Czy panował tam rzeczywiście wszechobecny hurraoptymizm, czy też po prostu „oszczędnie gospodarowano prawdą”? W tym kontekście warto zwrócić uwagę na słowa Michała Łubieńskiego (szefa gabinetu Becka w latach 1935–1939) spisane już po kampanii polskiej, najpóźniej w pierwszej połowie 1941 roku:
Gdybyśmy z góry stanęli na stanowisku, że nie będziemy się mogli opierać Niemcom, że przewaga armii niemieckiej będzie druzgocąca, o ileż trudniej byłoby nam znaleźć aliantów, o ileż bardziej beznadziejnie wyglądałaby nasza sprawa po przegraniu kampanii wrześniowej. Musieliśmy na wewnątrz i na zewnątrz sprawiać wrażenie dziarskiego i pewnego siebie przeciwnika, bo tylko taki mógł liczyć na pomoc z zewnątrz.
Studium… i studium
Najwyższy czas przyjrzeć się wspomnianym już polskim dokumentom wojskowym. Oba, choć są między nimi pewne oczywiste różnice, stanowią niezastąpione źródło do poznania planów i nastawienia przynajmniej części polskiego korpusu oficerskiego względem możliwości odparcia niemieckiej agresji i oczekiwanej pomocy ze strony Francji. Oczywiście trzeba pamiętać o pewnych ograniczeniach wynikających z zakresu wiedzy autorów i momentu powstania wspomnianych materiałów, nie zmniejsza jednak to ich wartości w odniesieniu do przedstawianych w nich informacji na temat własnych – polskich – możliwości. Warto też pamiętać, iż mamy do czynienia z materiałami przeznaczonymi wyłącznie do obiegu wewnętrznego, nie dziełami propagandy ukierunkowanej na zagranicę czy na użytek krajowy.
„Studium nad możliwościami wojennymi Niemiec i Polski” powstało na skutek wydarzeń 1935 roku w Niemczech, czyli utworzenia Wehrmachtu i nasilenia niemieckiej retoryki prowojennej. Skoro Niemcy rozpoczęły proces jawnego pełnowymiarowego odtwarzania sił zbrojnych, to – co zrozumiałe – polski Sztab Główny zaczął rozważać różne „co by było, gdyby…”. W końcu: „si vis pacem para bellum”.
Zagłębiając się w tenże dokument, bardzo szybko można zauważyć godne pochwały przywiązanie do realiów i brak „pudrowania” rzeczywistości przez autora. Dobrym przykładem jest tu ocena Gdyni (i wybrzeża) jako obszaru zupełnie nie do obrony.
Dla kogoś wychowanego na międzywojennej propagandzie takie stwierdzenia mogłyby być szokiem, biorąc pod uwagę olbrzymie nakłady poniesione w związku z budową miasta i portu w Gdyni, jak również szeroko zakrojoną akcję propagandową mającą uczynić z niej wizytówkę całego kraju. Mimo to Kutrzeba pisze wprost: „Znaczenie Gdyni w razie wojny Polski z Niemcami oceniam ujemnie.”. Port będzie tak czy siak odcięty, miasto jest nieufortyfikowane… szkoda wysiłków. No i najważniejsze:
Za niezaangażowaniem w obronie Gdyni poważnych sił czy kapitałów przemawia jeszcze ten argument, że wygrana wojna zwróci wszystkie straty, jakie nieprzyjaciel mógłby poczynić w Gdyni; przegrana zaś, mimo nawet obronienia Gdyni, nie uratuje jej.
Jak widać, myśl wyrażona podczas rozmów z generałem Ironside’em w lipcu 1939 roku była już obecna w polskim myśleniu o wojnie w 1936 roku. Aż chciałoby się tu zauważyć, że polski plan wojny stanowił, przynajmniej częściowo, ucieleśnienie fragmentu polskiego hymnu narodowego: „Co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy”.
W odniesieniu do możliwości udzielenia pomocy przez Francję Kutrzeba jest również bezwzględnie realistyczny. W jego ocenie sam pierwszy rzut armii francuskiej będzie potrzebował około 15–18 dni na mobilizację, co w wypadku rozpoczęcia jej w momencie niemieckiej agresji na Polskę da agresorowi możliwość działania przez przynajmniej dwa tygodnie z pełną swobodą na wschodzie. Gdyby jednak mobilizacja armii francuskiej nastąpiła dopiero po rozpoczęciu niemieckiego ataku, ten czas mógłby urosnąć do czterech czy pięciu tygodni. Kutrzeba pisze też: „Licząc na nieprzewidziane trudności w działaniach zaczepnych Francji, sądzę, że bez większego błędu kalkulacyjnego przyjąć można, iż czas odosobnionego działania Polski wynieść może 6 tygodni”. Co ciekawe, w zakończeniu „Studium” postanowił być bardziej ostrożny, pisząc „…wojenna izolacja Polski potrwa nie dłużej niż 6–8 tygodni”.
Biorąc pod uwagę, iż mamy tu do czynienia z jednym z pierwszych (pierwszym?) pod względem chronologicznym stworzonych w Polsce dokumentów dotyczących ewentualnej wojny z na nowo uzbrojonymi Niemcami, można zauważyć, iż praktycznie od samego początku polskich prac sztabowych zakładano istnienie pewnego okresu (może nawet dwóch miesięcy), w którym Polska będzie musiała bronić się w osamotnieniu, licząc wyłącznie na własne siły i środki.
Kolejny dokument, „Studium planu strategicznego Polski przeciw Niemcom”, powstał już w trochę innym czasie (1938 rok) i w inny sposób. Mamy tu nie jednego, ale dwóch autorów. Z góry zaznaczam – nie mam zamiaru wchodzić w polemikę, który z nich włożył więcej wysiłku w pracę nad owym dokumentem. Zostawiam to badaczom specjalizującym się w tej problematyce. Kwestie autorstwa w niczym też nie umniejszają wagi informacji zawartych w owym „Studium”.
Przede wszystkim wymowa tego opracowania jest już inna, bardziej pesymistyczna. Coraz wyraźniej widać pewne różnice między Polską a Niemcami pod względem potencjału militarnego i produkcyjnego. Autorzy piszą wprost: „Niemiecka artyleria dywizyjna jest obecnie silniejsza niż nasza”, „broń pancerna niemiecka będzie zawsze wielokrotnie silniejsza od naszej”, „Jeżeli chodzi o polskie lotnictwo bombardujące, to można przyjąć, że praktycznie nie istnieje ono” czy też „Potencjał wojenny samej Polski jest w porównaniu do Niemiec tak nikły, że trzeba uznać Polskę jako niezdolną do samodzielnej wojny z Niemcami”. Równie złowróżbnie brzmią słowa „jednostki osłonowe będą zmuszone do stosunkowo szybkiego oddawania terenu” czy:
Nieprzyjaciel napadający na Polskę od zachodu lub północy trafi na granicy na opór bardzo miękki, który następnie będzie twardniał, ale nie blisko granicy i kosztem dużego zużycia wielkich jednostek osłonowych stanu czynnego.
Jak jednak przedstawiana jest tu kwestia czasu stawiania samodzielnego oporu? Zbliżenie do „Studium” z 1936 roku: „pod względem wojskowym przez pierwsze 6–8 tygodni, zaś pod względem materialnym jeszcze dłużej będziemy zdani na własne siły”, dodając kilka linijek dalej: „[pierwszy] okres wojny z Niemcami będzie dla nas niewątpliwie okresem kryzysu”. Owo „jeszcze dłużej” wynika z prostej kalkulacji. W razie wybuchu wojny dostawy broni czy amunicji mogłyby docierać do Polski wyłącznie od południa, przez Rumunię, a to wymagało czasu. Przeszkodą była nie tylko odległość, ale i relatywnie słabo rozwinięte szlaki transportowe wiodące od portów rozładunkowych do Polski.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden fragment: „nacisk militarny Francji na Niemcy nie będzie mógł ruszyć wcześniej jak w 2 tygodnie po wybuchu wojny, co da się w Polsce odczuć najwcześniej w 4–6 tygodni później”. Oznacza to, że w Polsce w pełni zdawano sobie sprawę, iż francuska ofensywa nie będzie miała szybkiego przełożenia na zmianę sytuacji na froncie polsko-niemieckim. Nacisk armii francuskiej na Linię Zygfryda nie zmusi przecież Niemców do natychmiastowego przerzucenia sił, najpierw będą bronić się z wykorzystaniem sił znajdujących się w zachodnich Niemczech. Dopiero po ich ewentualnym wyczerpaniu rozpoczęliby przerzut jednostek lądowych i lotniczych ze wschodu na swoją zachodnią granicę. Stąd też to około miesięczne opóźnienie między rozpoczęciem francuskiej ofensywy a zelżeniem nacisku Niemiec na Polskę.
Pewnym (i jedynym) powiewem optymizmu ze strony autorów wspomnianego „Studium” są tu pewne horyzonty czasowe, przedstawione przez autorów w kontekście rozbudowy Wojska Polskiego i zmian w sytuacji międzynarodowej. Ich zdaniem nasze siły zbrojne będą gotowe do wojny w 1943 roku, a wojna z Niemcami może się rozpocząć po wygaśnięciu paktu o nieagresji, czyli po 26 stycznia 1944 roku. Polska ma więc jeszcze czas na ufortyfikowanie granic czy rozwój przemysłu, a „Studium” zawiera rozmaite propozycje dotyczące różnych wariantów działania, oczywiście w tej „lepszej” przyszłości. Niestety, rzeczywistość narzuciła inne tempo rozwoju wydarzeń.
Łącząc wątki i okruchy
Jakie więc wnioski wypływając z powyższych dokumentów i relacji, zarówno tych polskich, jak i zagranicznych?
Rzuca się w oczy pewna rozbieżność między informacjami przekazywanymi za granicę a krajową oceną naszych możliwości, dokonywaną w kręgu ludzi nie tylko poinformowanych, ale przede wszystkim zaufanych. Nie można na serio planować dwumiesięcznych walk odwrotowych i późniejszego kontrataku w sytuacji dominacji nieprzyjacielskiego lotnictwa i w starciu w wrogiem dysponującym miażdżącą przewagą w broni pancernej i środkach transportowych. Jak też miałyby wyglądać w praktyce owe miesiące walki w sytuacji tak wielkiego narażenia polskiego przemysłu ciężkiego, znajdującego się przecież w południowo-zachodniej części naszego kraju? Bez niego Wojsko Polskie skazane by było przecież wyłącznie na to, co już było w magazynach, bez szans na uzupełnienie braków w przewidywalnej przyszłości.

Mapa pokazująca przebieg linii frontu 11 września 1939 roku z amerykańskiej perspektywy.
(domena publiczna via Wikimedia Commons)
To, dlaczego roztaczano taką wizję za granicą, wyjaśnił nam już Łubieński. Trudno też robić z tego jakikolwiek zarzut względem dyplomacji II RP, tak po prostu postępują zawodowi dyplomaci działający dla dobra własnego kraju. Po prostu odnotujmy ten fakt.
Jeszcze jedno. Gdyby francuskie „główne siły” ruszyły do natarcia 18 września, to jego skutki stałyby się odczuwalne dla Polaków dopiero na przełomie października i listopada, jeśli nie później. A jak wiemy, do tego czasu losy kampanii polskiej były już dawno rozstrzygnięte.
Bolesne zderzenie z rzeczywistością
Mamy więc już jasno rozrysowaną sytuację. Mimo zachowywania pozorów na potrzeby propagandy wewnętrznej i zagranicznej w kraju zdawano sobie sprawę z geopolitycznej izolacji, długotrwałego osamotnienia i konieczności kilkumiesięcznej walki prowadzonej wyłącznie w oparciu o własne siły.
Rzeczywistość okazała się o wiele bardziej przerażająca, niż przyjmowano w przedwojennych rozważaniach. Bitwa graniczna trwała trzy dni. Z powodu niemieckiej dominacji w powietrzu już drugiego dnia wojny wszelkie wysiłki mające na celu mobilizację i koncentrację sił zostały praktycznie sparaliżowane. Czwartego dnia walk stało się jasne, że jakiekolwiek polskie plany zakładające budowę rezerwy strategicznej są nierealne. Tego samego dnia Beck oświadcza Łubieńskiemu, że za kilka dni nie będziemy mieli już lotnictwa, a rząd polski informuje Brytyjczyków, iż potrzebuje pilnych dostaw broni i amunicji z Francji i Wielkiej Brytanii. Marzenia o miesiącu walk opóźniających okazują się mrzonką, a niemieckie czołgi już 8 września docierają do Warszawy.
9 (lub 7) września następuje słynna rozmowa pułkownika Jaklicza: „Pułkownik angielski zadał mi pytanie. W czym może Anglia pomóc Polsce? W niczym – odpowiedziałem – za późno”. 12 września generał Gamelin napisał w swej dyrektywie: „Ogólna sytuacja, jaka wynika z wydarzeń militarnych, które miały miejsce w Polsce, nie narzuca nam już konieczności natychmiastowego zabezpieczenia ewentualnej podstawy do ataku na linię Zygfryda poprzez nasilenie naszych działań jej zagrażających”. To dyplomatyczne stwierdzenie bezcelowości francuskiej ofensywy. Nie ma już kogo wspierać czy ratować. Tego samego dnia niemieckie czołówki docierają do Lwowa.
14 września brytyjska misja wojskowa w Polsce zostaje poinformowana o całkowitym załamaniu linii frontu i odwrocie w kierunku granicy z Rumunią.
Podsumowanie
Patrząc na powyższe (publicznie dostępne!) dokumenty czy wspomnienia, łatwo zauważyć całość tworzoną przez różne, rozproszone nieraz cząstki wiedzy. Cóż, przynajmniej jeśli chce się ją zauważyć.
Jeszcze w 1939 roku tworzyliśmy za granicą wrażenie własnej siły i zwartości, roztaczając wizję polskich możliwości prowadzenia długotrwałej obrony i późniejszego kontrataku. Na gruncie krajowym, w gronie wyższych oficerów, zdawano sobie jednak sprawę z trudności wiążących się z ograniczonym potencjałem przemysłowym i niezbyt fortunnie ułożonym granicami. Kompletne rozmontowanie Czechosłowacji przez Niemcy i ich sojuszników w marcu 1939 roku pogorszyło i tak niewesołą sytuację. Nasi decydenci mieli również świadomość niemożności uzyskania natychmiastowej pomocy z Zachodu. Trzeba było czasu, zarówno na dotarcie broni i wyposażenia od naszych sojuszników do Polski, jak również na rozpoczęcie francuskiej ofensywy i jej potencjalne oddziaływanie na front niemiecko-polski. Czas był tu najważniejszym czynnikiem.
Niestety, wbrew planom i nadziejom, Polska załamała się o wiele szybciej, niż przewidywano. Jakiekolwiek twierdzenia o możliwości kontynuowania oporu przeciwko Niemcom w sytuacji niezaistnienia agresji sowieckiej należy uznać za zwykłe mrzonki. Niemcy byli po prostu zbyt silni i nie ma żadnego wstydu w tym twierdzeniu, takie są po prostu fakty.
Pisząc już wprost, na zakończenie. To nie Zachód spóźnił się z pomocą, to Polska jej nie doczekała. Obiecywaliśmy miesiące oporu, przegraliśmy w dwa tygodnie.
Bibliografia
Eugeniusz Kozłowski, Studium gen. Tadeusza Kutrzeby nad możliwościami wojennymi Niemiec i Polski, Wojskowy Przegląd Historyczny nr. 3(32) lipiec-wrzesień, rok IX, Warszawa 1964.
Jarosław Pałka, Generał Stanisław Mossor (1896 – 1957). Biografia wojskowa, Oficyna wydawnicza RYTM, Warszawa 2008.
Józef Jaklicz, A więc wojna! Kampania wrześniowa 1939 oraz inne pisma i wspomnienia. Przedmowa i wybór Marek Kornat. Bellona, Warszawa 2026.
Michał Łubieński, Refleksje i reminiscencje, Wydawnictwo Sejmowe, Warszawa 2012.
Nicholas Bethell, The war Hitler won. The Fall of Poland, September 1939, Holt, Rinehart and Winston, New York, Chicago, San Francisco, 1973.
Polskie Dokumenty Dyplomatyczne 1939 styczeń-sierpień, redaktor Stanisław Żerko, współpraca Piotr Długołęcki. Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, Warszawa 2005.
Studium planu strategicznego Polski przeciw Niemcom Kutrzeby i Mossora, wstęp Piotr Stawecki, Opracowanie i przypisy Marek Jabłonowski i Piotr Stawecki. Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1987.
Wojciech Mazur, Lot ku burzy. Polska w przygotowaniach mocarstw Zachodu do wojny powietrznej marzec – sierpień 1939 roku, Księgarnia Akademicka, Kraków 2017.
Z perspektywy Paryża. Wybór źródeł do wojskowych dziejów sojuszu Francji i Polski w 1939 roku. Wybrał i opracował Wojciech Mazur. Wydawnictwo Tetragon, Warszawa 2025.
Poland – Biddle Report, October 16, 1938–September 19, 1939, National Archives, NAID: 16618750.
WO 106/1677 Poland; collapse of Polish Army: Polish history, TNA.
WO 193/763 Observations and remarks of Polish General Staff on campaign in Poland in 1939 and in France in 1940, TNA.




