Dyktatorskie rządy François Duvaliera położyły się cieniem na historii Haiti. Z początku „Papa Doc” był wybawicielem – lekarzem pomagającym ubogim mieszkańcom wsi. Z czasem stał się okrutnym dyktatorem żądającym niemal religijnej czci. W utrzymaniu władzy nie opierał się jednak na wojsku. Nie ufał żołnierzom, widząc w nich potencjalnych przeciwników, gotowych zakwestionować jego samowładztwo. Zamiast tego stworzył bojówkę cieszącą się najgorszą sławą na Karaibach – Tonton Macoute. Jej członkowie mieszanką przemocy i religijnej symboliki skutecznie sterroryzowali ludność Haiti na dziesięciolecia.

Przewrót, który rozpoczął paranoję

Po dojściu do władzy w następstwie wyborów prezydenckich we wrześniu 1957 roku Papa Doc był postrzegany jako reformator wrażliwy na potrzeby biednych. Szybko jednak okazało się, że nie toleruje sprzeciwu i zamierza sprawować rządy za pomocą żelaznej dyscypliny. Wielu opozycjonistów aresztowano lub zmuszono do ucieczki.

Część prześladowanych znalazła schronienie w Stanach Zjednoczonych. Na Florydzie spotkało się trzech byłych haitańskich wojskowych: Alix Pasquet, Philippe Dominique i Henri Perpignan. Łączyła ich nie tylko służba w siłach zbrojnych, ale również pochodzenie etniczne. Należeli do mulâtres – ludzi mających jedno z rodziców czarnoskóre, a drugie białe. Mimo iż Mulaci stanowili niewielki odsetek społeczeństwa, byli szczególnie prześladowani przez Duvaliera, będącego zwolennikiem czarnej supremacji.

Spiskowcy skontaktowali się z pięcioma amerykańskimi najemnikami i 25 lipca 1958 roku na pokładzie jachtu Molly C wyruszyli w kierunku Haiti. Od początku jednak nic nie szło zgodnie z planem. Po dotarciu na Hispaniolę zostali zauważeni przez cywilów, którzy zaalarmowali okoliczny posterunek wojskowy o grupie mężczyzn wyładowujących na brzeg broń. Na miejscu natychmiast pojawili się haitańscy żołnierze. Doszło do strzelaniny, w której jeden z najemników został ranny. Spiskowcy ukradli wojskowy samochód i wyruszyli w kierunku oddalonej o 80 kilometrów stolicy.

François Duvalier z synem, Jeanem-Claude’em.

Około 22.00 czasu miejscowego dojechali do koszar Casernes Dessalines. Zastrzelili trzech wartowników i wzięli około pięćdziesięciu zaspanych żołnierzy jako jeńców. Puczyści przeżyli jednak ogromny szok: wojsko wcale nie miało zamiaru poprzeć zamachu stanu. Trzej zamachowcy dzwonili z zajętych koszar do znajomych w haitańskich siłach zbrojnych, namawiając ich do wzniecenia buntu. Czas stracony na bezcelowych telefonach został wykorzystany przez stronników prezydenta do przekazania gwardii pałacowej wiadomości, że napastników jest tylko ośmiu. Duvalier osobiście chwycił za broń i rozkazał odbicie budynku.

Po skutecznym szturmie ciała spiskowców wywleczono z koszar i publicznie znieważano na ulicach Port-au-Prince. Tłum był po stronie Papy Doca, a on doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Tymczasem przed oczami stanęła mu wizja kolejnego zamachu stanu, tym razem ze strony obecnych, a nie byłych członków służb mundurowych.

Przeczytaj też: Muzyka w służbie ludobójstwa. Simon Bikindi i tragedia Rwandy

Mistycyzm i maczety

Spodziewając się zdrady, Duvalier powołał prywatną bojówkę, która miała być jego gwardią prezydencką. Grupa kilkakrotnie zmieniała nazwę, ale na kartach historii zapisała się jako Tonton Macoute. Na czele organizacji Duvalier postawił swojego zaufanego stronnika Clémenta Barbota. Ostatecznie i on stał się ofiarą manii prześladowczej dyktatora, który uznał go za zagrożenie i uwięził w 1960 roku.

O życiu duchowym mieszkańców Haiti można powiedzieć, iż jest wśród nich około 60% katolików, 40% protestantów i 100% wyznawców wudu. Stanowi ono kluczowy element miejscowej tożsamości kulturowej. Synkretyczna wiara łącząca chrześcijaństwo z tradycyjnymi zachodnioafrykańskimi religiami przywiezionymi na wyspę przez niewolników była zręcznie wykorzystana przez Duvaliera, któremu udało się połączyć ją nierozerwalnie z patriotyzmem i oddaniem wobec swojej osoby. Nazwa Tonton Macoute nawiązywała do postaci z haitańskiego folkloru – złego ducha porywającego niegrzeczne dzieci w noszonym na plecach worku (macoute, od hiszpańskiego macuto). Nazwa ta przylgnęła do grupy, gdy coraz więcej opozycjonistów znikało w niewyjaśnionych okolicznościach.

Fetysze wudu.
(Thomas Quine, CC BY-SA 2.0)

Prezydencka bojówka liczyła 9–15 tysięcy członków. Jej członkowie wywodzili się z ogromnych dzielnic biedy. Gdy dołączali do Tonton Macoute, nie otrzymywali żołdu. Zamiast tego otrzymywali coś znacznie cenniejszego – szacunek i strach. Ciemne okulary, koszule i maczety (lub staroświeckie strzelby) były zestawem wyróżniającym członków grupy. Nocami Haitańczycy obawiali się wizyty „złych duchów”, czyli band, które – gdy akurat nie mordowały przeciwników prezydenta – dopuszczały się licznych przestępstw wobec cywilów: gwałtów, tortur i dokonywanych wymyślnymi metodami zabójstw.

Powiązania Tonton Macoute z wudu są jednak znacznie głębsze. Wielu dowódców było kapłanami, co nadawało ruchowi mistyczny aspekt i sprawiało, że wielu Haitańczyków nie próbowało się buntować z obawy przed rzekomymi klątwami. Papa Doc odnosił się życzliwie do osób praktykujących wudu. W przeciwieństwie do poprzednich władz nie prześladował praktykujących, a wręcz uważał ich wierzenia za ważny element haitańskiej tożsamości.

Duvalier, tworząc swoje szwadrony śmierci, zręcznie wykorzystał kilka czynników. Rekrutował biednych młodych ludzi z nizin społecznych, dawał im silne poczucie przynależności podbudowane otoczką mistycyzmu i niemal pełną swobodę działania. Bojownicy nie należeli do hierarchii służbowej i odpowiadali wyłącznie przed prezydentem. W jednej chwili z pozbawionych perspektyw mieszkańców slumsów stawali się niepodzielnymi władcami haitańskich ulic.

Przeczytaj też: Biafra – wojna o wolność i ropę

Upadek prywatnej armii

Jednym z filarów czarnej legendy Tonton Macoute pozostanie jednak na zawsze nie Barbot, ale drugi dowódca bojówki – Luckner Cambronne, zwany Wampirem z Karaibów. Umiejętnie wykorzystywał on swoją pozycję wewnątrz reżimu i potrafił utrzymać dyscyplinę wśród podległych sobie bojowników. Jednocześnie doskonale lawirował w przesiąkniętych korupcją realiach haitańskiego życia gospodarczego. Swój pseudonim zawdzięczał kontrowersyjnym umowom z laboratoriami w Stanach Zjednoczonych, do których eksportował ogromne ilości osocza pobranego od Haitańczyków. Warunki w laboratorium w Port-au-Prince znacznie odbiegały od standardów światowych, dlatego sprzedawana krew często była zanieczyszczona lub pobierana bez odpowiedniego zbadania dawców. Wielu z nich okazywało się nosicielami wirusa HIV.

Cambronne rozwinął działalność Volontaires de la Sécurité Nationale, jak od 1962 roku brzmiała oficjalna nazwa Tonton Macoute. Pod wodzą nowego szefa członkowie organizacji zostali wykorzystani do rozpętania kampanii terroru wobec każdego, prawdziwego lub wyimaginowanego, przeciwnika Papy Doca. Przez lata uważany był za człowieka numer dwa w państwie. Jego silna pozycja została zakwestionowana po śmierci François Duvaliera w kwietniu 1971 roku. W okresie niepewności co do sukcesji uważany był za najpotężniejszego człowieka na Haiti. Syn zmarłego dyktatora Jean-Claude „Baby Doc” Duvalier wspólnie ze swoją matką, Simone, zmusili jednak Cambronne’a do ucieczki do Miami. Mimo iż już nigdy nie powrócił na wyspę, do śmierci deklarował lojalność wobec haitańskiego reżimu.

Koniec grupy nastąpił nagle. Została de facto rozwiązana w 1986 roku, gdy Baby Doca obalił generał Henri Namphy. Baby Doc musiał uciekać do Francji wraz z żoną, Michèle Bennett, która do 1978 roku była małżonką… Aliksa Pasqueta juniora, syna pechowego puczysty, od którego zaczęła się historia Tonton Macoute.

Członkowie Tonton Macoute byli osobistą armią klanu Duvalierów. Nigdy nie byli związani z siłami zbrojnymi czy jakąkolwiek grupą społeczną, dlatego gdy zabrakło ich mocodawców, szybko ulegli rozkładowi. Dawni Macoutes zeszli do podziemia. Wielu zasiliło szeregi grup przestępczych, inni zaś utworzyli niewielkie grupy paramilitarne nadal aktywnie działające w haitańskim życiu politycznym. Jedną z tego rodzaju organizacji był FRAPH – Rewolucyjny Front Haitańskiego Rozwoju i Postępu.

Przeczytaj też: David Galula – Clausewitz wojny przeciwpartyzanckiej

Lata chaosu

Ucieczka Baby Doca otworzyła puszkę Pandory. Wojsko, którego wpływów tak obawiał się Papa Doc, włączyło się do krajowej polityki. Od 1986 roku władza przechodziła z rąk do rąk kolejnych puczystów, którzy próbowali zdobyć kontrolę nad pogrążonym w chaosie Haiti. Niejednokrotnie przewrotom towarzyszyły masakry przeciwników politycznych.

Dla Waszyngtonu, który podczas zimnej wojny popierał haitański reżim jako bastion antykomunistycznego oporu na Karaibach, sytuacja stawała się coraz bardziej kłopotliwa. Amerykanie nie wiedzieli, jak zareagować. 11 października 1993 roku do Port-au-Prince wszedł okręt desantowy USS Harlan County z amerykańskimi i kanadyjskimi żołnierzami, którzy mieli stanowić pierwszy oddział planowanej misji ONZ na Haiti.

Harlan County nie zabawił jednak w mieście długo. Na okręt czekał tłum, w którym ukrywało się wielu członków FRAPH i który – gdy okręt był blisko brzegu – zaczął skandować: „Somalia! Somalia!”, chcąc przypomnieć niedawną klęskę wojsk amerykańskich w Mogadiszu. Dowódca, całkowicie zaskoczony takim przyjęciem, następnego dnia wyszedł z powrotem w morze.

To zdarzenie nie wpłynęło jednak na politykę Stanów Zjednoczonych w długiej perspektywie. Na mocy rezolucji 940 Rady Bezpieczeństwa ONZ rozpoczęto operację „Uphold Democracy”. Jej celem była likwidacja wojskowej junty Raoula Cédrasa i umożliwienie objęcia urzędu prezydenta wybranemu w wyborach Jeanowi-Bertrandowi Aristide’owi.

Żołnierze amerykańskiej 10. Dywizji Górskiej zabezpieczają lotnisko w Port-au-Prince podczas operacji „Uphold Democracy”.
(US Army)

Początkowo dążono do rozbrojenia i likwidacji grup stworzonych przez byłych członków Tonton Macoute, później jednak uznano FRAPH za jedną z grup opozycyjnych. Amerykańscy żołnierze biorący udział w operacji mieli zakaz podejmowania działań przeciw członkom sił paramilitarnych w przypadkach innych niż obrona. Haitańczycy byli rozczarowani, ponieważ bierność Amerykanów sprawiała, że bojówki nadal były aktywne. Nikt też nie mówił o rozliczaniu przestępstw z epoki Duvalierów. Interwencja Stanów Zjednoczonych nie zakończyła chaosu. Aristide został ogłoszony prezydentem, jednak grupy paramilitarne nadal destabilizowały kraj.

Po zakończeniu operacji „Uphold Democracy” większość byłych dowódców Tonton Macoute już nie żyła lub uciekła za granicę. W 2000 roku rozpoczęły się procesy, często in absentia, prominentnych członków bojówki. Tych, którzy przeżyli schyłek epoki Duvalierów, okres wojskowych zamachów stanu i amerykańską interwencję, nie było wielu. I nie odgrywali już poważniejszej roli w haitańskiej polityce.

Przeczytaj też: Kobiety jako zamachowcy Boko Haram