Pandemia COVID-19 już spowodowała globalne przetasowania polityczne i – przede wszystkim – ekonomiczne. Liczba zachorowań i skala konsekwencji prowadzą do naturalnych pytań o przyczyny choroby i odpowiedzialność poszczególnych rządów. Pytania te spowodowały bezpardonową wojnę informacyjną między Chinami a Stanami Zjednoczonymi.

W wystąpieniu z 24 marca wysoki przedstawiciel Unii Europejskiej do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Josep Borell najtrafniej jak do tej pory zdiagnozował obecną sytuację. Jego zdaniem mamy do czynienia z globalną walką o interpretację bieżących wydarzeń, a centralną jej kwestią jest, kto przejmie rolę „zbawcy”. Idąc w stronę większego uogólnienia: jesteśmy świadkami gwałtownej próby przetasowań na międzynarodowej arenie politycznej i walki o prymat. Rezultatem tej walki jest istny „dezinformacyjny koktajl Mołotowa”.

Najważniejsze wydarzenia

Aby ułatwić zrozumienie toczącej się wojny informacyjnej należy podsumować kilka faktów dotyczących wybuchu i przebiegu epidemii w okresie grudzień 2019 – styczeń 2020.

Przełom listopada i grudnia 2019 roku – lekarze w chińskim mieście Wuhan notują pierwsze przypadki wirusowego zapalenia płuc. Już w połowie grudnia są dowody, że wirus przenosi się z człowieka na człowieka, a jego źródłem jest najprawdopodobniej „mokre targowisko” (wet market), gdzie sprzedaje się owoce morza i dzikie zwierzęta. 21 grudnia lekarze mówią już o ognisku choroby. W Boże Narodzenie kilka osób personelu medycznego z dwóch szpitali w Wuhan jest podejrzanych o zakażenie się i zostaje poddanych kwarantannie. Według New England Journal of Medicine pod koniec miesiąca szpitale w Wuhanie notują bardzo duży wzrost liczby zachorowań, których nie można jednoznacznie powiązać z wizytami na mokrym targowisku.

30 grudnia doktor Li Wenliang na zamkniętym czacie ostrzega innych lekarzy przed możliwym wybuchem choroby podobnej do SARS. Następnego dnia Miejska Komisja Zdrowia z Wuhanu stwierdza, że nie ma oczywistych dowodów na przenoszenie wirusa między ludźmi. Zaprzecza też informacjom, że doszło do zakażeń wśród personelu medycznego. Pekin dopiero wówczas informuje Światową Organizację Zdrowia (WHO).

Styczeń 2020 – w Nowy Rok doktor Li Wenliang zostaje wezwany do siedziby Biura Bezpieczeństwa Publicznego w Wuhanie i oskarżony o „rozsiewanie pogłosek”. Dwa dni później zostaje zmuszony do podpisania oświadczenia, w którym przyznaje się do popełnienia wykroczenia i obiecuje zaniechać dalszych „bezprawnych aktów”. Policja zatrzymuje pod tymi samymi zarzutami siedem innych osób. Również 3 stycznia pracownik jednej z firm genetycznych badających genom wirusa otrzymuje od władz lokalnych polecenie wstrzymania prac i zniszczenia wszystkich próbek. Dzień wcześniej Wuhański Instytut Wirusologii miał zmapować cały genom wirusa, ale Pekin nie ujawnia tych informacji przez cały następny tydzień.

Władze lokalne i centralne w Chinach cały czas zaprzeczają rozprzestrzenianiu się choroby i jej przenoszeniu z człowieka na człowieka. Nie zostają podjęte jakiekolwiek środki bezpieczeństwa. Tymczasem w USA Ośrodki Kontroli i Prewencji Chorób (CDC, z grubsza odpowiednik Sanepidu) otrzymuje od chińskich ośrodków wstępne raporty na temat nowego koronawirusa, o czym informuje administrację prezydenta Donalda Trumpa. Waszyngton nie podejmuje jednak żadnych działań. 6 stycznia CDC zaleca udającym się do Wuhanu zachowanie ostrożności. Agencja oferuje także wysłanie do Chin zespołu badawczego, aby wspomóc prowadzone tam badania nad wirusem. Pekin odmawia.

Chińskie władze informują 8 stycznia, że udało się zidentyfikować wirusa, ale nie można go łączyć z żadnymi zgonami. WHO w oficjalnym komunikacie chwali Chiny za podjęte do tej pory działania i nie zaleca jakichkolwiek ograniczeń w podróżach do tego kraju.

11 stycznia rozpoczyna się czterodniowy zjazd struktur Komunistycznej Partii Chin w prowincji Hubei, gdzie leży Wuhan. Koronawirus nie zostaje wspomniany ani razu. Następnego dnia doktor Li trafia do szpitala z objawami zarażenia koronawirusem, a po kilku dniach zostaje przeniesiony na oddział intensywnej terapii.

Pierwszy przypadek poza Chinami zostaje zgłoszony 13 stycznia przez Tajlandię. Chora to 61-letnia turystka z Wuhanu. Dwa dni później pierwszy przypadek zgłasza Japonia. Tym razem chodzi o Japończyka, który najprawdopodobniej zakaził się w trakcie pobytu w Chinach. Tego samego dnia wuhańska Miejska Komisja Zdrowia przyznaje, że można mówić o przypadkach przenoszenia choroby między ludźmi, ale ocenia ryzyko zakażenia tą drogą jako niskie. WHO nadal wiernie powtarza komunikaty Pekinu.

W Stanach Zjednoczonych CDC i Departament Bezpieczeństwa Krajowego ogłaszają 17 stycznia badanie pasażerów przybywających z Chin pod kątem objawów choroby koronawirusowej. Kontrole zostają wprowadzone na trzech lotniskach przyjmujących najwięcej podróżnych z Wuhanu: San Francisco, Los Angeles i Nowy Jork-JFK. Następnego dnia sekretarz zdrowia Alex Azar rozmawia na temat koronawirusa z prezydentem Trumpem. Według anonimowego urzędnika, który skontaktował się z Washington Post, prezydent jest zainteresowany bardziej płynami do e-papierosów i dopytuje się, kiedy aromatyzowane płyny będą z powrotem dostępne na rynku. Amerykańskie służby wywiadowcze przygotowują kolejne raporty ostrzegające przed wybuchem pandemii. Trump i najwyżsi rangą oficjele je ignorują.

Chińska Narodowa Komisja Zdrowia deklaruje 19 stycznia, że sytuacja jest pod kontrolą, jednak 20 stycznia zostają potwierdzone dwa przypadki w prowincji Guangdong. Tego samego dnia Wuhan Evening News, największa lokalna gazeta, po raz pierwszy od 5 stycznia wspomina o wirusie na pierwszej stronie. Warto zwrócić uwagę, że przez cały czas chińskie media posługują się nazwą Wuhan Virus.

21 stycznia CDC zgłasza pierwszy przypadek na terenie Stanów Zjednoczonych. Pierwsze kroki w celu objęcia Wuhanu kwarantanną zostają ogłoszone dopiero 23 stycznia. Do tej pory miasto opuściło już kilka milionów ludzi udających się świętować chiński Nowy Rok. Następnego dnia pierwsze przypadki COVID-19 zostają odnotowane w Singapurze i Wietnamie. Oba kraje szybko wprowadzają środki zaradcze. W ciągu kilku następnych dni Hanoi zamyka granicę z Chinami. Do końca miesiąca kolejne zachorowania zostają zgłoszone w Japonii, Korei Południowej i USA.

Podsumowaniem tej części niech będzie smutny los doktor Li Wenglianga. 1 lutego test na obecność koronawirusa daje wynik pozytywny. Li umiera sześć dni później. Chińskie służby kontynuują prześladowania lekarzy, personelu medycznego i zwykłych ludzi usiłujących informować przy pomocy mediów społecznościowych współobywateli i resztę świata o rozprzestrzenianiu się choroby w Chinach.

Początek konfrontacji

Luty to okres stopniowo zaostrzanej kwarantanny obejmującej coraz większe obszary Chin. Drakońskie środki przyniosły efekt, jednak z uwagi na wcześniejsze działania Pekinu oficjalne dane dotyczące liczby zachorowań i zgonów podawane są w wątpliwość. Sceptycyzm względem chińskich statystyk wyrazili między innymi prezydent Francji Emmanuel Macron i brytyjski sekretarz stanu Dominic Raab. Również epidemiolodzy zwracają uwagę, że podawane przez chińskie władze statystyki, kolokwialnie mówiąc, nie trzymają się kupy. Krzywa wzrostu zachorowań nie odpowiada obserwacjom poczynionym w innych krajach. Zdaniem Dereka Scissorsa z American Enterprise Institute liczba zachorowań dla otaczającej Wuhan prowincji Hubei może być zaniżona nawet stukrotnie. Podobnie jednak jak napływających z samych Chin nieoficjalnych doniesień o masowych grobach ofiar zarazy, spekulacji tych nie da się na obecnym etapie zweryfikować. Niemniej jednak niespodziewane zwiększenie w połowie kwietnia podawanej przez władze liczby zmarłych w Wuhan o 50%, z 2579 do 3869, jedynie pogłębia wątpliwości.

Wraz z wprowadzaniem drakońskich środków wewnątrz kraju Pekin oprotestowywał każde wstrzymanie lotów do i z Chin przez zagraniczne linie lotnicze. Część państw ustąpiła pod naciskiem, co jedynie przyczyniło się do dalszego rozprzestrzeniania choroby. To samo dotyczyło zamykania granic przez kraje sąsiednie, te jednak pozostały nieugięte. Jako ciekawostkę można podać, że pierwsza dokonała tego Korea Północna, jedyny formalny sojusznik ChRL.

Jednocześnie zainicjowano olbrzymią kampanię propagandową. Na użytek wewnętrzny władze postawiły na zbitki rodem ze Związku Radzieckiego lat 30. Zabrakło wprawdzie współzawodnictwa pracy, ale stachanowców – już nie. Tak jak w innych częściach świata personel medyczny rzeczywiście bił wszelkie rekordy przodownictwa pracy, ale dla propagandystów było to za mało. Zaczęto tworzyć fikcyjne postacie, na przykład pielęgniarkę, która będąc w zaawansowanej ciąży, kontynuowała pracę. Miało się to zakończyć poronieniem, ale kobieta, gdy tylko doszła do siebie, wróciła do opieki nad chorymi. Zważywszy na stale zmniejszający się przyrost naturalny i troskę, jaką w związku z tym otacza się w Chinach ciężarne, opowieść wywołała efekt odwrotny do zamierzonego. Język epoki Mao okazał się nie przemawiać do współczesnych Chińczyków.

Podobny przykład to budowa w rekordowym czasie dodatkowych szpitali w Wuhanie. W sieci krążą filmiki robione przez budowlańców tuż przed oddaniem obiektu. Obrazują one stały trylemat budownictwa: może być szybko, tanio, dobrze – wybierz dwa. Na zakończenie jednego z filmików robotnik-narrator zaleca pozostanie w domu zamiast pobyt w takim szpitalu. Post scriptum do tego wyczynu to działania podjęte we Włoszech i Stanach Zjednoczonych, gdy pandemia zaczęła się i tam rozprzestrzeniać. Okazało się, że wykorzystanie wojskowych szpitali polowych jest rozwiązaniem szybszym i tańszym.

Z kolei na arenie międzynarodowej najważniejszym zadaniem stało się dla Komunistycznej Partii Chin zdjęcie odium spowodowania globalnej pandemii. Dalszymi celami propagandy stało się przedstawienie ChRL, jako niewinnej ofiary heroicznie, ale skutecznie zmagającej się z chorobą, za co cały świat winien okazać wdzięczność. Chiński model autorytaryzmu zmierzającego ponownie w stronę totalitaryzmu miał okazać się skuteczniejszy w radzeniu sobie z nieprzewidzianymi katastrofami, takimi jak pandemia właśnie, niż liberalna demokracja. Wisienką na torcie są oskarżenia Zachodu o egocentryzm i niekompetencję. Wniosek płynący z tych wywodów jest prosty: jedynie Chiny pod przewodnictwem KPCh są w stanie poprowadzić świat do zwycięstwa w walce z COVID-19.

Pierwsze kroki poczyniono na własnym podwórku. W iście orwellowskim stylu przeredagowano opublikowane w Internecie w Chinach i przez rządowe media wszystkie artykuły, wpisy i materiały z grudnia i stycznia, w których pojawiał się wirus z Wuhan. Zaczęto także krytykować i potępiać określanie SARS-CoV-2 jako chińskiego wirusa. Termin ten szczególnie upodobał sobie prezydent Trump, natomiast Pekin uznał to za stygmatyzację i objaw rasizmu.

Kolejnym krokiem zaczęła być publikacja w sieci coraz dziwniejszych teorii spiskowych. Ten etap był obliczony najprawdopodobniej na użytek tak wewnętrzny, jak i zewnętrzny. Na poziomie krajowym miał wzmocnić nadszarpnięty autorytet partii i Xi Jinpinga. Wirus miał pojawić się najpierw we Włoszech, potem mówiono, że został przywieziony do Chin przez Amerykanów podczas wojskowych igrzysk sportowych jesienią ubiegłego roku. Na poparcie tych tez nie przedstawiano żadnych dowodów lub też dowody łatwe do obalenia. Teorie spiskowe trafiły na szczególnie podatny grunt wśród chińskich internautów. Odzew wśród tej znanej z nacjonalizmu grupy przekroczył oczekiwania decydentów do tego stopnia, że w pewnym momencie rządowa propaganda zaczęła się wycofywać z teorii spiskowych, a nawet zaprzeczać, że je kiedykolwiek propagowano.

Nie tylko internauci okazali się jednak podatni na nacjonalistyczną propagandę. Stan euforii, który ogarnął społeczeństwo po zatrzymaniu rozprzestrzeniania się choroby i stopniowym znoszeniu ograniczeń, mocno podbił narodowy bębenek. Władze zręcznie to wykorzystały i zgodnie z wielowiekową chińską tradycją winę za kłopoty wewnętrzne zaczęły zrzucać na cudzoziemców. Uwypuklano fakt, że wiele nowych przypadków COVID-19 to przybysze z obcych krajów, mniej już wskazując na Chińczyków powracających z zagranicy.

Trudno jeszcze oceniać, na ile kampania wymierzona w cudzoziemców jest koordynowana, a na ile została puszczona na żywioł. Faktem jest, że zarówno w sieci, jak i w przestrzeni publicznej zaczęły nasilać się zachowania rasistowskie. Wiele restauracji zakazało wstępu cudzoziemcom, nawet jeżeli od początku epidemii przebywali na terenie Chin. Szczególnie dotknięci są czarnoskórzy. Wyrzucenia z domów, odmowa obsługi, a nawet pobicia nasiliły się do tego stopnia, że ambasadorzy państw afrykańskich wystosowali wspólny list protestacyjny. W Nigerii i kilku innych państwach chińscy ambasadorzy zostali wezwani na dywanik.

Globalna ofensywa

Rozprzestrzeniania się COVID-19 po świecie stworzyło nowe możliwości. Wobec bezczynności Stanów Zjednoczonych Pekin podjął próbę wzięcia na siebie roli lidera w walce z pandemią. Efektem stała się „dyplomacja maseczkowa”. Chiny zaczęły wysyłać do krajów Europy respiratory, maseczki, stroje ochronne, testy, a także personel medyczny. Obliczona na efekt propagandowy kampania nie przyniosła oczekiwanych rezultatów z racji fatalnego wykonania. Przysyłany sprzęt rzadko kiedy był darowizną. Szybko okazało się, że Chiny często odsprzedają wyposażenie otrzymane w darach w lutym lub kupione w tym okresie. Kolejną wpadką wizerunkową okazała się fatalna jakość sprzętu chińskiej produkcji. Jako pierwsza sprawę nagłośniła Holandia, w jej ślady poszły kolejne kraje. Zaczęły mnożyć się zwroty wybrakowanego towaru. Pekin zareagował stosunkowo szybko. Rząd sprzedaje za granicę sprzęt jedynie tych firm, które otrzymały odpowiedni certyfikat. Zakupy u tych przedsiębiorstw zalecono również innym państwom i podmiotom zagranicznych, te jednak, skuszone niskimi cenami nieautoryzowanych sprzedawców, nie zawsze stosują się do wskazówek.

Sprawa nabrała szczególnego rozgłosu w Czechach. Pierwsza dostawa dotarła do naszych południowych sąsiadów 20 marca. W wyniku nacisków Pekinu samolot na praskim lotnisku witali premier, wicepremier, ministrowie spraw wewnętrznych i finansów. Ceremonia odbyła się na płycie lotniska, a logo linii lotniczych China Eastern było w przestrzeni bardziej obecne niż godło Czech. Brak na razie informacji o podobnych naciskach wobec innych państw, ale trzeba je uznać za bardzo prawdopodobne.

Następną wpadkę Chiny zanotowały we Włoszech. 15 marca dyrektor generalna departamentu informacji Hua Chunying i rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych Zhao Lijian zamieścili na Twitterze nagranie, na którym Włosi wiwatują i skandują z okien i balkonów „Grazie Cina!”. W tle rozbrzmiewa hymn ChRL. Miał to być wyraz wdzięczności za przysłaną pomoc. Szybkie śledztwo włoskich dziennikarzy wykazało, że nagrania są spreparowane. Okazało się, że chińscy propagandyści wykorzystali włoskie nagranie, na którym oklaskiwany jest włoski personel medyczny. Pierwszych piętnaście sekund jednego z materiałów jest oryginalne, nie można więc wykluczyć, ze gdzieś faktycznie skandowano na cześć Chin. Były to jednak odizolowane przypadki, być może zorganizowane przez samych Chińczyków. Strona chińska sama stwierdziła później, że część nagrania została wykonane przez obywatela Chin mieszkającego w Rzymie.

Alessandro Ciapetti ze sprawdzającego wiarygodność informacji portalu Pagella Politica uznał upublicznione przez chińskich oficjeli, a za nimi państwowe media, nagranie za „pomysłowo stworzony montaż”. Jednocześnie jednak zastanawia się, jak chińskie władze mogły opublikować coś tak prymitywnego. Najprawdopodobniej po raz kolejny mamy do czynienia z materiałem pomyślanym przede wszystkim o propagandzie wewnętrznej, który niejako przy okazji wykorzystano na zewnątrz.

Pole bitwy: Twitter

Głównym polem szerzenia wersji wydarzeń spreparowanej przez KPCh niespodziewanie stał się Twitter. Chińscy dyplomaci niemal obowiązkowo zaczęli zakładać tam konta. Aktywność zintensyfikowały też państwowe media. Dodajmy, że Twitter w Chinach jest zablokowany. Akcja jest więc ewidentnie skierowana na zewnątrz i korzysta z doświadczeń zdobytych podczas szerzenia dezinformacji na temat rozpoczętych rok temu protestów w Hongkongu.

Dyplomaci, ochrzczeni przez zagraniczne media „wilczymi wojownikami”, zaczęli agresywnie szerzyć dezinformacje, a wsparcie zapewnia im armia trolli i botów prowadzących fałszywe i zhakowane konta. W marcu ich liczbę oceniano na 10 tysięcy. Liczbę trolli zaangażowanych w całokształt chińskich działań w mediach społecznościowych w kwietniu szacowano na 300 tysięcy. Jak wykazały badania Australian National University liczba kont zakładanych przez chińskie placówki dyplomatyczne, konsularne i dyplomatów od marca 2019 roku wzrosła o 250%. W marcu tego roku oznaczało to średnio 720 nowych obserwujących dziennie, w porównaniu ze średnio 30 w poprzednich latach. Wspomniani Hua Chunying i Zhao Lijian dzielą 3423 spośród ostatnich 10 tysięcy nowych obserwujących. Z tej liczby aż 40% to konta utworzone między 1 marca a 25 kwietnia.

Taki zmasowany atak oprócz propagowania i wzmacniania przekazu z Pekinu ma jeszcze jeden cel. Twitter nie nadąża ze sprawdzaniem podejrzanych kont. Serwis twierdzi, że w grupie 5 tysięcy pobieżnie sprawdzonych użytkowników nie znalazł żadnych wspierających chińskie władze. Niezależnie od opinii o staraniach Twittera trzeba mieć na uwadze, że „wilczy wojownicy” i placówki dyplomatyczne są też obserwowani przez zachodnie agencje rządowe, instytucje, organizacje broniące praw człowieka i dziennikarzy.

Każda akcja powoduje reakcję. Dokładniejsze zbadanie sprawy zakończyło się zdecydowaną akcją Twittera. Serwis poinformował 11 czerwca o usunięciu 23 750 kont intensywnie zaangażowanych w kampanię dezinformacji. Zablokowano także kolejnych 150 tysięcy kont wykorzystywanych do wzmacniania przekazu i rozszerzania zasięgu chińskiej narracji. Nie jest to pierwszy przypadek tego typu. W sierpniu 2019 roku Twitter i Facebook usunęły ponad 200 tysięcy kont powiązanych z chińskim aparatem propagandowym.

Aktywność na Twitterze zwiększyli też amerykańscy dyplomaci. Częściej jednak reagują na działania Chińczyków i trudno mówić o analogicznej, zakrojonej na szeroką skalę akcji. Wpisy Amerykanów ograniczają się przede wszystkim do oskarżania Chin. W Waszyngtonie cały czas nie opracowano własnej spójnej wersji wydarzeń, co znacznie osłabia siłę przekazu. Niemniej dzięki temu regularnie możemy być w Polsce świadkami wymiany zdań między ambasadorami Georgette Mossbacher i Liu Guangyuanem. Nadal też nie udało się wyjaśnić, dlaczego chińskie władze tak bardzo zwróciły uwagę na Twittera i nie wkładają tyle wysiłku w działania na innych portalach społecznościowych.

Unrestricted Warfare

Tak ofensywa propagandowa, jak i dyplomacja maseczkowa wpisują się w koncepcję nieograniczonej wojny. W roku 1999 dwóch pułkowników Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, Qiao Liang i Wang Xiangsui, opublikowało książkę „Chāo xiàn zhàn”, która jest znana na świecie pod angielskim tytułem „Unrestricted Warfare” (Nieograniczona Wojna). Ogólnie koncepcje Qiao i Wanga są zbliżone do rosyjskiej wojny nieliniowej z jej naciskiem na zastosowanie informacji jako broni w walce o zdobycie przewagi w sferze mentalnej (noosfera). Przykładem jest chociażby lansowane od dobrych dziesięciu lat przekonanie o nieuchronności stania się przez Chiny głównym mocarstwem świata i detronizacja Stanów Zjednoczonych. Głównym narzędziem walki staje się psychologia, a jej najważniejszym uczestnikiem (celem ataku) – ludność cywilna w innych krajach.

Istnieją jednak zasadnicze różnice. Qiao i Wang nie są zainteresowani walką o przestrzeń fizyczno‑geograficzną, a jako broń chcą stosować nie tylko informacje, ale dosłownie wszystko. Do dezinformacji i ataków hakerskich dołączają chociażby sztucznie wywołane krachy na giełdzie, uderzenia w waluty innych państw, skandale polityczne. Różnica między wojną a pokojem, już i tak bardzo niejasna w rosyjskiej doktrynie, zostaje kompletnie zatarta. Działania toczą się permanentnie i nie są niczym ograniczone. Polem i jednocześnie narzędziem walki może być konferencja ONZ, WHO czy WTO, umowy gospodarcze, budowa sieci telekomunikacyjnej, portal społecznościowy, aplikacja, telefon komórkowy, sponsorowany artykuł w zagranicznej gazecie, albo odkrycie archeologiczne.

Zdaniem krytykującej Pekin dziennikarki Franki Lu celem nieograniczonej wojny jest nie tyle wywindowanie Chin do roli supermocarstwa, ile utrzymanie u władzy KPCh. Koncepcje Qiao i Wanga są odpowiedzią na traumatyczny dla chińskiego przywództwa okres 1989–1991. Prodemokratyczne protesty na placu Tian’anmen (Niebiańskiego Spokoju), a następnie rozpad Związku Radzieckiego były dla komunistycznego kierownictwa szokiem. Okazało się, że fundamenty władzy mogą być zaskakująco kruche. Według Lu doprowadziło to do wytworzenia się syndromu oblężonej twierdzy. Poczucie zagrożenia umacniały stale wyrażane na Zachodzie nadzieje na przerodzenie się liberalizacji gospodarczej w liberalizację polityczną. Tymczasem w Pekinie po burzliwych dyskusjach zdecydowano o kontynuacji reform, jednak wbrew naiwnym nadziejom Zachodu traktowano je jako środek do budowy potęgi państwa i pacyfikacji społeczeństwa dobrobytem. Strawę dla ducha zapewnić miał zaś nacjonalizm.

Ciągłe poczucie zagrożenia uwidocznia się też w polityce względem Hongkongu i Tajwanu. Wbrew płynącej z Pekinu propagandzie oba te podmioty wyraźnie pokazały, że oparta na konfucjanizmie cywilizacja chińska może bardzo dobrze współgrać z demokracją. Pandemia doprowadziła jedynie do zaostrzenia konfrontacji. Demokratyczne Tajwan i Korea Południowa poradziły sobie z COVID-19 znacznie lepiej niż ChRL. Tamtejsze władze zareagowały dużo prędzej, szybciej poradziły sobie z powstrzymaniem rozprzestrzeniania się choroby, do tego bez uciekania się do drakońskich środków. Prawie równie bolesne dla chińskiej dumy narodowej i niebezpieczne dla oficjalnej linii partyjnej jest to, że znacznie sprawniej z pandemią poradzili sobie także traktowani nieco lekceważąco towarzysze z Komunistycznej Partii Wietnamu. Statystyki zachorowań można sprawdzić w tym zestawieniu opracowanym przez Center for Systems Science and Engineering na Johns Hopkins University.

Innego przykładu Unrestricted Warfare dostarcza historia najnowszego wewnętrznego raportu UE na temat dezinformacji. Dokument wskazywał na stosowane przez Chiny „zarówno jawne, jak i skryte taktyki” w „globalnej kampanii dezinformacyjnej”, której celem jest zrzucenie winy za pandemię. Sprawa wypłynęła, gdy o elementach raportu napisał portal Politico. Wywołało to reakcję Pekinu, z wezwaniem ambasadora UE do chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych włącznie. Według agencji Reutera Chiny trzykrotnie groziły, że publikacja raportu w takiej formie spowoduje pogorszenie wzajemnych relacji.

Pekin odmówił komentarza, zaś Bruksela nie chce się wypowiadać w sprawie „wewnętrznych kontaktów dyplomatycznych”, ale jednocześnie zaprzecza doniesieniom, że uległa jakimkolwiek zewnętrznym naciskom. Wątpliwości budzi jednak fakt, że w upublicznionej wersji raportu zarzuty o prowadzenie kampanii dezinformacji są stawiane Rosji i enigmatycznym „innym państwom”. Pojawiła się natomiast wzmianka o chińskich działaniach w mediach społecznościowych, a także podejmowanych przez władze i państwowe media próbach wyeliminowania wzmianek o Wuhanie jako źródle pandemii.

Historia z Brukselą to tylko wierzchołek góry lodowej. „Wilczy wojownicy” pojedynczo i watahami atakują szerokim frontem i w najmniej spodziewanych miejscach, co aż zbyt często przynosi skutki odwrotne do zamierzonych. Roger Roth, deputowany zgromadzenia stanu Wisconsin z zaskoczeniem przeczytał email od chińskiego konsula generalnego w Chicago. Ten uznawany za neutralnego w amerykańsko-chińskim sporze polityk został poproszony o przeprowadzenie w zgromadzeniu stanowym uchwały wychwalającej działania Chin w walce z koronawirusem. Roth był tym bardziej zaskoczony, że do maila dołączony był gotowy tekst rezolucji. Kiedy jednak potwierdził autentyczność maila zdecydował się na miłą sercu każdego pasjonata historii odpowiedź: „Drogi konsulu generalny, NUTS’.” Roth zaczął też przygotowywać swój projekt uchwały. Ma być ona wyrazem podziwu i uznania dla zwykłych Chińczyków, a jednocześnie „obnażyć przed światem brutalną chińską partię komunistyczną […], jak również szkody, które wyrządziła całemu światu poprzez ukrycie tego koronawirusa.”

Doniesienia o podobnych działaniach napływają z całego świata. Przyzwyczajeni do możliwości publikowania sponsorowanych treści chińscy dyplomaci zaczęli nawet naciskać na redakcje, aby relacjonowały przebieg wydarzeń według wytycznych Pekinu. W kilku przypadkach odpowiedź mediów stała się kolejną katastrofą wizerunkową ChRL. Najdalej w swojej krytyce poszedł redaktor naczelny niemieckiego tabloidu Bild.

Tajwan, WHO i ONZ

Spięcia z UE nie wydają się być dla Pekinu centralnym wyzwaniem. Na jeden z ważniejszych problemów chińskiej polityki informacyjnej wyrósł Tajwan. Republika Chińska wykorzystała swoje sukcesy w walce z pandemią do autopromocji. Tajpej rozpoczęło akcje rozdawania maseczek i dzielenia się swoimi doświadczeniami. ChRL nie jest wymieniana w tajwańskim przekazie, ale porównania nasuwają się same. Tajwan stara się wykorzystać własną ofensywę propagandową, nie tyle do zdyskredytowania Chin, ile do przełamania narzuconej przez Pekin izolacji dyplomatycznej.

Głównym polem bitwy stała się WHO. Bezpośredni atak okazał się dla chińskich propagandystów zbyt problematycznym wyzwaniem. Zbyt ostra krytyka narzuconej przez Tajpej narracji zmusiłaby Pekin do odsłonięcia się i przyznania do błędów. Spróbowano więc posłużyć się dyrektorem generalnym WHO Tedrosem Adhanomem Ghebreyesusem. Zarzucił on tajwańskim internautom rasistowskie ataki na swoją osobę. Szybko jednak okazało się, że za całą aferą stoją Chiny i to stamtąd wyszły wymierzone w Tedrosa wpisy na portalach społecznościowych.

Tajpej uznało, że zamiast dołączyć do Trumpa w atakach na WHO, lepiej będzie sprawę załagodzić i starać się o status obserwatora w organizacji. Na Światowym Zgromadzeniu Zdrowia (WHA) 19 maja prośbę Tajwanu poprały Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Japonia, Kanada, Australia i Nowa Zelandia. Chinom udało się zablokować akcję za niezbyt wygórowaną cenę zgody na „obiektywne i bezstronne”, ale nie „niezależne” dochodzenie w sprawie wybuchu pandemii, „gdy tylko pozwolą na to okoliczności”. Sama WHO stoi natomiast w obliczu groźby większego popadnięcia w zależność od Pekinu.

Waszyngton od samego początku epidemii krytykował organizację za zbytnią uległość wobec Chin i bezkrytyczne powtarzanie płynących stamtąd komunikatów w pierwszych, kluczowych tygodniach tego roku. Na WHA prezydent Trump po raz kolejny zapowiedział, że USA poważnie rozważają wystąpienie z WHO i zaprzestanie jej finansowania. Stany Zjednoczone odpowiadają za około 15% budżetu organizacji. Chiny z kolei obiecały wesprzeć organizację kwotą 2 miliardów dolarów. Nie jest to jedyny miecz Damoklesa wiszący nad organizacją. Rewizję zasad jej finansowania po zakończeniu pandemii zapowiedziała także Japonia. Niewykluczone, że na podobne kroki zdecydują się inne państwa. Kilkanaście dni przed WHA niemiecki wywiad ogłosił, że w krytycznym okresie grudzień–styczeń Światowa Organizacja Zdrowia była pod stałym naciskiem Pekinu, aby bezkrytycznie przyjmować i powielać chińską wersję wydarzeń.

Walka na forum WHO jest widowiskowa, ale nie niesie tak naprawdę poważnych konsekwencji. Dużo niebezpieczniejsze rzeczy dzieją się w ONZ. Korzystając z faktu, że Międzynarodowemu Związkowi Telekomunikacyjnemu (ITU) przewodzi Chińczyk Houlin Zhao, Pekin złożył na forum tej jednej z czterech głównych agend ONZ propozycję reorganizacji Internetu. Przygotowany przez Huawei we współpracy z państwowymi telekomami oraz ministerstwem przemysłu i technologii informacyjnych projekt zyskał do tej pory poparcie Rosji i kilku państw afrykańskich, których rządy skorzystały na chińskich rozwiązaniach telekomunikacyjnych i informatycznych.

Według analizy przygotowanej dla NATO przez specjalizującą się w cyberbezpieczeństwie firmę Oxford Information Labs celem Pekinu jest stworzenie globalnej sieci z „chińską charakterystyką”. Oznacza to większą centralizację systemu, jego hierarchizację i oddanie pod kontrolę państw autorytarnych. Oxford Information Labs ostrzega, że projekt Huawei oznacza olbrzymie zagrożenie nie tylko dla bezpieczeństwa narodowego wszystkich państw, ale także dla praw człowieka w odniesieniu do wszystkich użytkowników Internetu. Pekin ma dążyć do przeforsowania projektu do listopada tego roku, gdy kończy się kadencja Houlin Zhao.

Podsumowanie

Pochodzenia wirusa SARS-Cov-2 i przyczyn wybuchu pandemii nie poznamy jeszcze długo, jeśli w ogóle. Niemniej dostępny obecnie materiał dowodowy świadczy na niekorzyść Chin. Potężna machina propagandowa puszczona w ruch wewnątrz kraju i na zewnątrz ma przede wszystkim przykryć nieudolność KPCh w pierwszych tygodniach epidemii i pozwolić jej zachować twarz. Postawa ekipy Xi Jinpinga stoi w kontraście z działaniami podjętymi przez ekipę Jiang Zemina w obliczu SARS w roku 2003. Wprawdzie wówczas również zatajono wybuch epidemii, ale władze zareagowały dużo szybciej i sprawniej. Na usprawiedliwienie Pekinu można wskazać na struktury partyjne w Wuhanie, które jako pierwsze zetknęły się z sytuacją kryzysową i nie podjęły właściwych kroków. Wbrew pozorom w Chinach władze regionalne mają sporo do powiedzenia, a sprawność w zarządzaniu prowincją często przyspiesza awans w partii.

Po drugiej stronie Pacyfiku również administracja Trumpa usiłuje przykryć swoją nieudolność i zlekceważenie zagrożenia. Waszyngton początkowo w ogóle nie reagował na rozprzestrzenianie się choroby i przegapił okazję do przejęcia przywództwa w globalnej z nią walce. Powstałą w ten sposób próżnię usiłują wypełnić Chiny, chociaż wbrew propagandowemu zadęciu i wiernopoddańczym deklaracjom premiera Serbii ich osiągnięcia na tym polu są mizerne. Stany Zjednoczone okazały się także, na razie, niezdolne do przygotowania równie spójnej i obdarzonej rozmachem ofensywy propagandowej. Amerykańscy oficjele i dyplomaci ograniczają się tak naprawdę tylko do China bashing, i podobnie jak Chińczycy często wpadają we własne sidła. Rewelacje prezydenta Trumpa i sekretarza stanu Mike’a Pompeo, jakoby wirus został stworzony w laboratorium w Wuhanie, zostały szybko zdementowane przez brytyjskie i australijskie służby wywiadowcze. Chińskie media nie pozostają dłużne i równie chętnie atakują amerykańskich polityków, ostatnio głównie Pompeo.

Chińsko-amerykańska konfrontacja przeniosła się też na nieco niespodziewany poziom. 19 lutego w odwecie za krytyczny artykuł Chiny wydaliły trzech dziennikarzy Wall Street Journal. Miesiąc później cofnięto akredytacje korespondentom Wall Street Journal, Washington Post i New York Times. Było to największe wydalenie zagranicznych dziennikarzy od czasów Mao. Krok ten stanowił odpowiedź na działania Białego Domu, który zmniejszył limity płacowe dla czterech chińskich państwowych platform medialnych, redukując liczbę ich pracowników obecnych w Waszyngtonie ze 160 do 100. Sprawa miała skandaliczny ciąg dalszy, gdy zredukowani chińscy dziennikarze zaczęli przychodzić na konferencje prasowe w Białym Domu, podszywając się pod przedstawicieli mediów hongkońskich.

Pekin wyszedł na tej wymianie ciosów fatalnie. Nie tylko wszczął konflikt z wpływowymi gazetami. Wall Street Journal, Washington Post i New York Times oraz kilka innych agencji prasowych wystąpiło z prośbą o zgodę na otwarcie biur prasowych w Tajpej. Ministerstwo spraw zagranicznych Republiki Chińskiej z satysfakcją donosi o rosnącej liczbie zagranicznych korespondentów akredytowanych na Tajwanie.

Tak Chiny, jak i Stany Zjednoczone starają się wykorzystać sytuację dla wzmocnienia własnej pozycji, co do tej pory prowadzi głównie do przyjmowania bardziej konfrontacyjnej postawy i kolejnych porażek. Współpraca i globalne koordynowanie walki z pandemią zdają się być zupełnie poza zainteresowaniem Waszyngtonu i Pekinu. W takiej sytuacji niewykluczone, że efektem pandemii nie będzie świat jedno- czy dwubiegunowy, ale bezbiegunowy. Projekty nowych form współpracy międzynarodowej na czas po pandemii szykuje już dyskretnie Japonia. Bardzo prawdopodobne, że podobne plany snute są w stolicach europejskich i w Indiach. Powstają też zupełnie nowe inicjatywy – jak First Movers, ruch zrzeszający małe i średnie państwa, które zareagowały na COVID-19 najszybciej i osiągnęły na polu jej zwalczania największe sukcesy, Do grupy tej należą między innymi Austria, Czechy, Singapur, Dania i Nowa Zelandia. Celem współpracy jest wymiana doświadczeń w zwalczaniu pandemii.

Prognozowanie, jaki świat wyłoni się z pandemii, to wróżenie z fusów. Dotychczasowe wydarzenia pokazały jednak dobitnie, jak dużą rolę we współczesnym świecie odgrywa walka informacyjna. Kontrola nad przepływem wiadomości i kształtowanie przekazu medialnego stały równie ważne co działania militarne i gospodarcze. German Marshall Fund ostrzegał w marcu, że Chiny przyjmują w cyberprzestrzeni coraz agresywniejszą taktykę i technikę. Można też mówić o nieświętym przymierzu państw autorytarnych w mediach społecznościowych – chińskie akcje dezinformacyjne często współgrają i uzupełniają się z działaniami Rosji i Iranu. Jednocześnie widać, że mimo zaawansowanego aparatu teoretycznego i bogatych doświadczeń skala wydarzeń przerosła wszystkich propagandystów, nawet chińskich. W konsekwencji siły zbrojne najważniejszych państw nie będą miały innego wyjścia jak pójść śladem Rosji i Chin i położyć większy nacisk na działania w noosferze.

Literatura

Jamil Anderlini, Why China is losing the coronavirus narrative
Ian Bremmer, China and America’s Blame Game Over COVID-19 Hurts Everyone
Kate Conger, Twitter Removes Chinese Misinformation Campaign
Economist, The pandemic will boost China’s standing, its propagandists claim
Pavel Fischer, Friedrich Naumann, China, Corona Pandemic, and Struggle for Sovereignty of Interpretation
Jim Geraghty, The Comprehensive Timeline of China’s COVID-19 Lies
David Gilbert, Here’s How China Is Rewriting the History of the Coronavirus Pandemic to Make Itself the Hero
Terry Glavin, The coronavirus pandemic is the breakthrough Xi Jinping has been waiting for
Cathy He, Beijing Likely Deploying Bot Network on Twitter to Spread Pandemic Disinformation, State Department Finds
Miles Johnson, Yuan Yang, Allegations of doctored films fuel concerns about Beijing propaganda
Franka Lu, Dieses Schlachtfeld hat keine Grenzen
Luke Patey, COVID-19 pandemic is no soft power victory for China
Michael Peel, Tom Mitchell, China warned EU 3 times over virus propaganda report
Kenneth Rapoza, The Coronavirus Is Becoming A Public Relations Disaster For China
Christian Schweppe, Annelie Naumann, Bundesregierung bestätigt chinesische Einflussversuche auf Ministerialbeamte
Gordon Watts, Lies, diplomacy and the Covid-19 crisis
Gordon Watts, Wolf warriors, Twitter trolls and China’s virus ‘lies’
Micah Zenko, The Coronavirus Is the Worst Intelligence Failure in U.S. History

Palácio do Planalto, Creative Commons Attribution 2.0 Generic