Dzień przed Wigilią Pentagon opublikował coroczny raport poświęcony modernizacji Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej i zmianom zachodzącym w polityce bezpieczeństwa Chińskiej Republiki Ludowej. Jak co roku dużo miejsca poświęcono rozbudowie chińskiego arsenału jądrowego, ale dużo miejsca poświęcono też Tajwanowi. I ponownie, jak co roku, jest też sporo „ale” i kilka „kwiatków”.

Tegoroczny raport Departamentu Obrony Military and Security Developements Involving the People’s Republic of China (link do pliku PDF), znany w skrócie jako China Military Power Report, różni się od poprzednich edycji. Jako pierwsze rzuca się w oczy znaczne zmniejsze­nie objętości – do 100 stron ze 182 w ubiegłym roku. Istotna jest też zmiana nastawienia. Dotych­czas kolejne raport ujawniały pewne informacje wywiadowcze, chociaż krytycy słusznie podnosili, że są one tak dobrane, aby wpływać na członków Kongresu.

W tym roku jest to dokument bardziej polityczny, prezentujący założenia administracji Donalda Trumpa. Dlatego też China Military Power Report warto czytać razem z opub­li­ko­waną na początku grudnia Narodową Strategia Bezpieczeństwa (link do pliku PDF).

Tajwan i Pierwszy Łańcuch Wysp

Zobaczmy zatem najpierw, co Narodowa Strategia Bezpieczeństwa mówi o Azji i Indo-Pacyfiku. Chiny nie są wymieniane wprost jako przeciwnik, ale Stany Zjednoczone wspólnie z sojusznikami będą przeciwdziałać jakimkolwiek próbom „dominacji jednego rywalizującego kraju” w regionie, co jest jasnym sygnałem w stronę Pekinu. Pod kątem „powstrzymania agresji w dowolnym miejscu Pierwszego Łańcucha Wysp” mają być też rozwijane siły zbrojne USA.

Pierwszy i drugi łańcuch wysp.

Celem Waszyngtonu jest utrzymanie obecności na wodach oblewających Azję Wschodnią, zwłasz­cza na Morzu Połud­niowo­chiń­skim i w Cieśninie Tajwańskiej. Szczególna rola przypisywana jest Tajwanowi jako centralnemu punktowi Pierwszego Łańcucha Wysp, którego zajęcie umożliwi­łoby Chinom nieskrępowaną projekcję siły w kierunku Japonii, Filipin i w głąb Pacyfiku.

China Military Power Report podtrzymuje te założenia i, co nietypowe dla administracji Trumpa, podkreśla, że Pentagon będzie kontynuować zapoczątkowane przez poprzednie administracje rozmieszczanie systemów rakietowych i wyrzutni pocisków manewrujących wzdłuż Pierwszego Łańcucha Wysp. W redakcji ochrzciliśmy ten proces mianem budowy Wielkiego Muru Antychińskiego na Pacyfiku.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

LUTY BEZ REKLAM GOOGLE 85%

Tegoroczny raport na tle poprzednich edycji wyróżnia się widocznym wzrostem poczucia presji w sprawie Tajwanu. Poprzednie dokumenty wskazywały rok 2027 jako wyznaczony przez Xi Jinpinga termin osiągnięcia przez ChALW gotowości do zbrojnego zajęcia wyspy. Gotowość nie oznaczała oczywiście natychmiastowej realizacji, co podkreślali oficjele administracji Joe Bidena. Jednak teraz z raportu bije przekonanie, że w 2027 roku Chiny faktycznie mogą pokusić się o inwazję, a przynajmniej blokadę Tajwanu.

Rysunek chińskiej mobilnej wyrzutni między­kon­ty­nen­tal­nych pocisków balistycznych DF-41 na podwoziu HTF5980.
(Mike1979 Russia, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International)

Raport zwraca uwagę na istotną, choć często pomijaną rzecz: wojna jest ryzykownym przedsięwzięciem, ale z perspektywy Pekinu inwazja to jedyny stuprocentowo pewny sposób na podporządkowanie sobie Tajpej. Xi Jinping swoimi działaniami, zwłaszcza zniesieniem autonomii Hongkongu, skutecznie zniechęcił Tajwańczyków do pokojowego zjednoczenia w myśl modelu „jeden kraj, dwa systemy”. Wprawdzie w oficjalnych komunikatach pokojowe zjednoczenie pozostaje preferowaną opcją, ale termin ten równie dobrze może oznaczać wykorzystanie ciągłych ćwiczeń wojskowych do zastraszenia mieszkańców wyspy i wymuszenia kapitulacji.

Najnowszą odsłoną takich działań są zapoczątkowane 29 grudnia ćwiczenia „Misja Sprawiedliwości 2025” (Zhèngyì shǐmìng). Tutaj ze strony Chin pojawiła się pewna nowość, nie w charakterze manewrów, lecz w retoryce. Celem „Misji Sprawiedliwości” jest odstraszanie nie „tajwańskich separatystów” i innych „złoczyńców”, ale „zewnętrznej interwencji”. To jasny sygnał pod adresem Waszyngtonu i Tokio. Pentagon otwarcie mówi, że głównym celem modernizacji ChAWL, przynajmniej w krótkiej perspektywie czasowej, jest pokonanie sił USA w przypadku wojny o Tajwan. Jak przyznają sami Amerykanie, modernizacja nabiera tempa, a jej osiągnięcia są coraz bardziej widoczne.

Również po stronie Stanów Zjednoczonych widoczna jest istotna zmiana na poziomie konceptualizacji militarnego wyzwania ze strony ChRL. Raport z roku 2024 wskazywał, że siłą napędową chińskiej strategii jest osiągnięcie „wielkiego odrodzenia” Chin do 2049 roku. Tegoroczny raport otwarcie stwierdza, że nadrzędnym celem Pekinu jest detronizacja USA z pozycji najpotężniejszego państwa świata. To także jest elementem „wielkiego odrodzenia”, a niezależnie od ujęcia sprawy przez Pentagon zajęcie Tajwanu pozostaje dla chińskich przywódców kluczowym etapem na tej drodze.

A co z desantowcami?

Tutaj zaczynają się pierwsze „ale” i „kwiatki”. Raport zwraca uwagę, że mimo dużej wagi przywiązywanej do zajęcia Tajwanu nie widać znaczącego wzrostu liczby średnich okrętów desantowych i barek desantowych w składzie chińskiej marynarki wojennej. Ogółem chińskie zdolności do przeprowadzenia desantu morskiego i powietrznego na Tajwan oceniane są jako niewystarczające. Autorzy raportu zauważają wprawdzie intensywne ćwiczenia z udziałem cywilnych promów ro-ro, ale zdają się traktować to jako środek zastępczy.

To poważny błąd, jak od lat ostrzega Tom Shugart z think tanku CNAS. Wykorzystanie cywilnych jednostek to przemyślana polityka prowadzona od dekad w koncepcja „fuzji cywilno-wojskowej”, mającej umożliwić siłom zbrojnym jak najszersze i najskuteczniejsze wykorzystanie zasobów cywilnych w przypadku wojny. Trzeba też pamiętać o barkach desantowych z pomostami. Trzy takie jednostki są zdolne do utworzenia pirsu o długości 850 metrów, znacznie rozszerzając możliwości lądowania na wyspie i wykorzystania cywilnych promów do transportu wojska. Wreszcie według jednej z teorii inwazja może zacząć się od desantu powietrznego w celu opanowaniu portów, do których następnie cywilne jednostki będą przewozić kolejne oddziały i zaopatrzenie.

Wykorzystanie cywilnej logistyki wykracza daleko poza okrętownictwo. ChALW cały czas wykazuje duże zainteresowanie koleją. Już w roku 2015 tymczasowo zmobilizowane składy szybkiej kolei zostały użyte do przerzutu brygady piechoty na odległość 450 kilometrów. Budowa największej na świecie sieci szybkich kolei może być związana nie z prestiżem czy potrzebami gospodarki (te ostatnie są kwestionowane w samych Chinach), ale przede wszystkim z potrzebami wojska. Ignorowanie tego zagadnienia w raporcie, szczególnie przy sporej uwadze poświęcanej „fuzji cywilno-wojskowej” i chińskim koncepcjom wojny jako starcia systemów obejmujących siły zbrojne i całe społeczeństwo z jego zasobami jest zaskakujące, żeby nie powiedzieć: nieodpowiedzialne.

Arsenał strategiczny

Według Departamentu Obrony liczba chińskich głowic jądrowych miała już przekroczyć 600, nie ma tutaj nic nowego w stosunku do ubiegłego roku. Utrzymano też wcześniejsze prognozy, że do roku 2030 liczba głowic może osiągnąć a nawet przekroczyć 1000. Zanotowano również umieszczenie w nowych silosach ponad setki międzykontynentalnych pocisków balistycznych na paliwo stałe.

Tutaj nie zaszły żadne zmiany. Chińskie przywództwo od czasów Mao mówi o konieczności zbudowania „wiarygodnego potencjału odstraszania atomowego”. Wzrost napięcia między­naro­do­wego po napaści Rosji na Ukrainę zachęca do realizacji tych zapowiedzi. Tutaj dochodzimy do punktu drugiego. Pekin uważnie obserwuje wymachiwanie przez Putina atomową pałką i wyciąga wnioski. Odpowiednio silny arsenał atomowy ma służyć odstraszeniu amerykańskiej interwencji w przypadku inwazji na Tajwan. Kolejnym celem jest podważenie amerykańskich gwarancji i rozbicie systemu sojuszy USA w Azji. Odpowiednio silny arsenał atomowy ma wpłynąć na kalkulacje Tokio, Seulu, Tajpej, Hanoi, Manili, a nawet Indii, będących również mocarstwem atomowym.

Akurat w tym przypadku China Military Power Report nie ma żadnych złudzeń. Rozbudowany arsenał jądrowy ma zniwelować amerykańską przewagę w uzbrojeniu konwencjonalnym, ograniczyć interwencję USA w przypadku wojny o Tajwan i zapobiec „horyzontalnej eskalacji”, czyli włączeniu się innych państw, takich jak Japonia, do konfliktu. Nową informacja jest podjęcie przez Chiny prac nad ładunkami jądrowymi o mocy poniżej 10 kiloton, czyli takimi o przeznaczeniu taktycznym. Szerzej o chińskich koncepcjach odstraszania i wykorzystania atomowej pałki w dyplomacji pisaliśmy tutaj.

Istotne w tym kontekście są testy chińskich pocisków balistycznych. Szerokim echem odbił się test z września 2024 roku, kiedy wystrzelony z Hajnanu pocisk lądował gdzieś na środku południowego Pacyfiku. Bez echa przeszedł natomiast dużo ważniejszy test z grudnia tego samego roku. Odpalono wówczas w krótkim odstępie czasu kilka międzykontynentalnych pocisków balistycznych przechowywanych w silosach. Tym sposobem Chiny zademonstrowały swoje zdolności w zakresie EWCS (Early Warning Counterstrike), czyli szybkiego reagowania na wrogi atak nuklearny.

Teraz można przejść do „ale”. Według raportu w zasięgu chińskich międzykontynentalnych pocisków balistycznych DF-27 są już nie tylko Alaska i Hawaje, ale także spora część Zachodniego Wybrzeża. Wszystko to przy założeniu, że pociski będą odpalane z wybrzeża Chin, a jak zwraca uwagę Shugart, tak nie jest. Pola z silosami są zlokalizowane w zachodnich Chinach. Tym samym amerykańskie Zachodnie Wybrzeże jest poza zasięgiem DF-27. Dla Australii i Hawajów to słaba pociecha. Podobnie dla Europy czy Indii. Nie wiadomo, kiedy i w jakiej sytuacji Pekin może próbować wejść w buty Moskwy i straszyć, że „nie będzie niczego”.

Zdziwienie budzi przedstawienie jako rewelacji wprowadzenia przez Chiny satelitów prowadzących obserwację w podczerwieni, zdolnych wykryć międzykontynentalny pocisk balistyczny w ciągu 90 sekund od startu i w ciągu 3–4 minut przekazać informacje o tym do stanowiska dowodzenia. Amerykańskie satelity mają takie zdolności od lat 70. Chiny zatem po 50 latach dogoniły USA. Jeszcze dziwniejsze jest określenie samolotu wczesnego ostrzegania KJ-3000 jako prawdopodobnie pierwszego na świecie, który zostanie wyposażony w cyfrowy radar. Zupełnie jakby E-2D Hawkeye i E-7A Wedgetail nie latały od lat.

Lotniskowce i polityka

Od przeszło dziesięciu lat trwają spekulacje. ile lotniskowców Chiny zamierzają wprowadzić do służby. Większość odpowiedzi, także wśród chińskich komentatorów, oscylowała wokół sześciu sztuk. Według raportu do 2035 roku Marynarka Wojenna ChALW ma otrzymać aż sześć nowych lotniskowców i dysponować łącznie dziewięcioma okrętami tej klasy.

Nawet po uwzględnieniu faktu, że Liaoning i Shandong traktowane są jako jednostki szkolne, a i wartość bojowa Fujiana jest kwestionowana, da to imponującą liczbę sześciu okrętów, skoncentrowanych na jednym teatrze działań. US Navy może mieć nadal jedenaście lotniskowców, będą one jednak rozproszone. Chiński przemysł stoczniowy nie powinien mieć problemów z realizacją tych ambicji. Osobną kwestią, której Pentagon nie wyjaśnia, pozostaje napęd. Czy wszystkie nowe chińskie lotniskowce wzorem USA będą okrętami o napędzie atomowym, czy Pekin zdecyduje się na mieszankę jednostek konwencjonalnych i nuklearnych?

Ze spraw morskich warto wspomnieć o jeszcze jednym wydarzeniu. Raport potwierdza, że w czerwcu ubiegłego roku w stoczni w Wuhanie przy nabrzeżu zatonął okręt podwodny typu 41 (w kodzie NATO Zhou). Jako przyczynę tego wydarzenia Pentagon podaje wadliwie funkcjonujące włazy. To zaś ma wynikać z korupcji panującej w chińskim kompleksie wojskowo-przemysłowym, której raport poświęca dużo miejsca.

Generalnie w warunkach endemicznej korupcji zapoczątkowana przez Xi Jinipinga czystka uważana jest za uzasadnioną. Zdaniem autorów raportu w krótkim terminie czystka obniży zdolności bojowe ChALW, w średniej perspektywie może jednak przyczynić się do ich podniesienia. To jak zawsze dyskusyjna kwestia. Czystka trwa już przeszło dziesięć lat, a poprawy nie widać. Można nawet odnieść wrażenie, że jest odwrotnie, na jaw wychodzą kolejne skandale, a permanentna czystka stała się dla Xi sposobem kontroli nad wojskiem.

Chiński lotniskowiec Liaoning.
(ministerstwo obrony Japonii)

W takich warunkach trudno budować kompetencje. Nasuwają się porównania ze stalinowskimi czystkami w Armii Czerwonej. Abstrahując od niekończących się dyskusji nad tym czy „Tuchaczewski wielkim dowódcą był”, ważniejsza jest kwestia, czy dla zwycięstwa w roku 1945 ważniejsza była wielka czystka, czy może raczej doświadczenia wyciągnięte ze spektakularnych klęsk z rąk Niemiec w latach 1941–1942.

Na zakończenie warto zająć się kwestią związaną z czystkami. Raport zwraca uwagę, że chińskie przywództwo ma problem z łączeniem kropek. Działania krajów sąsiednich, takich jak Japonia, Filipiny, czy Wietnam, postrzegane są nie jako reakcja na kroki podejmowane przez Chiny, żeby wspomnieć tylko Morze Południowochińskie, lecz antychiński spisek z inspiracji Waszyngtonu. Paranoja hula po korytarzach Zhongnanhai w towarzystwie syndromu oblężonej twierdzy.

Wraz z krwawo stłumionymi studenckimi protestami w roku 1989, których symbolem jest masakra na placu Tiananmen, odżyły przekonania z czasów Mao – Zachód, a zwłaszcza USA, ciągle knują, jak obalić Komunistyczną Partię Chin i nie cofną się w tym celu przed niczym. Pod rządami Xi obsesje i paranoje jedynie się pogłębiły, a niepowodzenia Rosji w wojnie w Ukrainie i reakcja Zachodu mogą ten stan jeszcze pogorszyć.

US Navy / Mass Communication Specialist Seaman Daniel Kimmelman