Z medialnych nagłówków i często bezkrytycznych wpisów w mediach społecznościowych wyłania się obraz bardzo skutecznie działającego chińskiego wywiadu i niemal bezsilnych służb zachodnich. Jest to oczywiście mocno przesadzone. Intensywna tajna wojna trwa w najlepsze i staje się coraz intensywniejsza. Głównym problemem Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników wydaje się słabe rozpoznanie osobowe (HUMINT), czyli niemożność umieszczenia szpiegów w chińskich strukturach. Czy aby na pewno?

Liczne w ostatnich miesiącach informacje o złapanych chińskich szpiegach i agentach wpływu pokazują bardzo dużą intensywność działań chińskich służb. Skuteczność i wartość pozyskanych agentów to inna sprawa. Belgijski polityk Frank Creyelman okazał się raczej wątpliwą inwestycją. Służący w US Navy Jinchao Wei i Wenheng Zhao przekazywali cenne informacje, ale podobnie jak były agent CIA Kevin Patrick Mallory – nie są sukcesami na miarę zwerbowanego przez Związek Radziecki Roberta Hanssena.



Ostatni wysyp informacji pochodzi ze Szwajcarii. Konfederacja od dawna jest polem działania wielu wywiadów, jednak duży wzrost aktywności Chińczyków zaobserwowano w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Krótko przed Bożym Narodzeniem szwajcarskie media opisały ciekawy przypadek. W roku 2018 chińska rodzina kupiła zabytkowy hotel Rössli w Meiringen. Nowi właściciele w pewnym momencie zamknęli hotelową restaurację, a w sierpniu 2023 roku do obiektu weszła policja. Władze nie ujawniają zbyt wielu informacji poza zarzutem szpiegostwa.

O co chodzi? Meiringen byłoby zwykłym górskim miasteczkiem, gdyby nie lotnisko wojskowe, na którym mają bazować szwajcarskie F-35A, zaś hotel Rössli leży za płotem. Takie działania są wręcz wizytówką chińskiego wywiadu; wspomnijmy tylko przypadek Azorów w roku 2015.

Kolejną sprawę ujawniono 30 grudnia 2023 roku. Szwajcarski wywiad Nachrichtendienst des Bundes (NDB) nie ujawnia szczegółów, ale tym razem przykrywką dla działań szpiegowskich miała być grupa chińskich doktorantów prowadzących badania na uniwersytecie w Lozannie. Sprawa wydaje się absurdalna, jednak ma sens. Jak mówi Ariane Knüsel z uniwersytetu we Fryburgu, chiński wywiad znany jest z rozsyłania pod przykrywką badań naukowych maili z linkami do złośliwego oprogramowania. Uczelniany adres mailowy jedynie ułatwia takie operacje.

Do tego komórka w Lozannie zainstalowała się w bibliotece instytutu badań porównawczych nad prawem, podlegającego bezpośrednio Radzie Federacji. Tym sposobem łatwiej było zdobyć dostęp osób z powiązanych z władzami Konfederacji. Chiny od lat wykazują bardzo duże zainteresowanie różnymi systemami prawnymi i dużo inwestują w badania prawa międzynarodowego. Cele są dwa: wykorzystanie prawa jako broni w sporach z innymi państwami i zmiana prawa międzynarodowego na bardziej korzystne dla KPCh.



Kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa. Można jednak odnieść wrażenie, że chińskie przywództwo wymaga od swoich służb sukcesów w myśl zasady „dużo i szybko”, co promuje ryzykowne zachowania i zwiększa ryzyko wpadki. Osobną kwestią pozostaje, dlaczego zachodnie służby tak chętnie informują media o złapanych chińskich szpiegach.

W czasach pierwszej zimnej wojny ujawniano jedynie te przypadki, które trudno było ukryć, i te, których ujawnienie przynosiło wymierne korzyści. Czy zatem wysyp afer szpiegowskich z Chinami w roli głównej to sygnał pod adresem Pekinu, czy raczej znak czasu? Podobnie wygląda sprawa nagłaśnianych przez Amerykanów niebezpiecznych przechwyceń przez chińskie myśliwce samolotów rozpoznania elektronicznego RC-135. Kiedyś takie spotkania traktowano jako stały element gry i nie robiono wokół nich hałasu, dzisiaj regularnie są nagłaśniane i wykorzystywane propagandowo przez obie strony.

Na pewno wiele się zmieniło. W ciągu ostatnich dwudziestu lat ważnym źródłem informacji wywiadowczych stały się media społecznościowe czy forum gry War Thunder. Jak kilka lat temu zauważył generał Gromosław Czempiński, media społecznościowe są najlepszym prezentem, jaki służby mogły sobie wymarzyć. Skoro więc informacje coraz trudniej ukryć, może lepiej grać w bardziej otwarte karty i wykorzystać rezultaty w wojnie informacyjnej? Kto by jeszcze dziesięć lat temu pomyślał, że TikTok będzie nazywany zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego USA, w Chinach po części z podobnych powodów będzie zakazany Twitter, a krajowe platformy będą wykorzystywane do instruowania ludzi, jak rozpoznać wrażego szpiega.



Problem HUMINTu

Ani media społecznościowe, ani ataki hakerskie, ani SIGINT i ELINT nie zastąpią rozpoznania osobowego. Na początku wieku CIA miała bardzo rozbudowaną siatkę wywiadowczą w Chinach, prawdopodobnie sięgającą wysokich szczebli władzy. Potem luka w systemie komunikacji z agentami doprowadziła do katastrofy. W latach 2010–2012 chiński kontrwywiad rozbił amerykańską siatkę, na śmierć miało zostać skazanych co najmniej dwadzieścia osób. Efektem ubocznym tych wydarzeń stała się cały czas rosnąca paranoja chińskiego przywództwa oraz węszenie wszędzie zdrajców i obcych szpiegów.

W tym czasie CIA i pozostałe służby skoncentrowane były na uganianiu się za terrorystami. Realną odbudowę zdolności na kierunku chińskim zaczęła dopiero administracja Bidena. Dyrektor CIA William Burns zlikwidował osobne centrum misji dla Iranu, uznając, że wydział Bliskiego Wschodu będzie sobie w stanie poradzić, i powołał centrum chińskie. Wzrosła też rekrutacja osób znających mandaryński.

Głównym problemem pozostaje jednak odbudowa siatki szpiegowskiej w Chinach. Bardzo rozbudowany system inwigilacji i nadzoru utrudnia, a w zasadzie uniemożliwia werbowanie agentów. Poza Chinami nie jest łatwiej – KPCh lubi wiedzieć, co Chińczycy robią za granicą. The Wall Street Journal opisuje sytuację, w której oficerowie CIA próbujący zwerbować chińskiego agenta na terenie państwa trzeciego ganiali się niczym w komedii szpiegowskiej z zespołem chińskiego kontrwywiadu, usiłującego wszystko nagrać.

Nie znaczy to, że działania takie są bezowocne. W sierpniu chińskie media ujawniły zatrzymanie pracownika sektora wojskowo-przemysłowego, któremu postawiono zarzut współpracy z CIA. Człowiek ten miał zostać zwerbowany w trakcie studiów w Rzymie. Zachętą do współpracy miała być obietnica ułatwienia wyjazdu do Stanów Zjednoczonych dla agenta i jego rodziny. Jak widać „amerykański sen” ciągle pozostaje silnym magnesem, a wraz z zacieśnianiem i zaostrzaniem kontroli nad społeczeństwem przez KPCh może wręcz zyskiwać na atrakcyjności.



Skandalu w Siłach Rakietowych ciąg dalszy

Wprawdzie umieszczenie agentów w Zhongnanhai, czyli pekińskim kompleksie rządowym, zdaje się pozostawać poza zasięgiem obecnych możliwości CIA, ale nakłonienie do współpracy kierownictwa chińskich Sił Rakietowych jest bardzo dobrą nagrodą pocieszenia. Afera szpiegowska wydaje się najlepszym, chociaż nie jedynym, wyjaśnieniem trwającej od lipca czystki w tej formacji. Aresztowano już rzekomo ponad siedemdziesiąt osób, a sprawa zatacza coraz szersze kręgi.

27 grudnia w chińskich mediach pojawiły się informacje o usunięciu ze stanowisk trzech wysokich rangą pracowników przemysłu zbrojeniowego. Są to kolejno: Wu Yansheng, prezes CAST (China Aerospace Science and Technology Corp), Wang Changqing, dyrektor wykonawczy w CASIC (China Aerospace Science and Industry Corp), i Liu Shiquan, który zajmował wysokie stanowisko w zarządzie NORINCO. CAST odpowiada za produkcję taktycznych pocisków balistycznych, CASIC to producent pocisków manewrujących i rakiet kosmicznych, zaś NORINCO przedstawiać chyba nie trzeba.

Afera ma szanse do głębi wstrząsnąć chińskimi strukturami władzy, bowiem śledztwo może objąć członków obecnego rządu i Biura Politycznego KPCh. Chodzi o poprzedników trzech wymienionych już dyrektorów na stanowiskach w przemyśle, mianowicie o wicepremiera Zhang Guoqinga, pierwszego sekretarza KPCh w mieście Chongqing Yuan Jiajuna i pierwszego sekretarza KPCh w Sinciangu Ma Xingruna. Wszyscy trzej znaleźli się w składzie Politbiura jesienią ubiegłego roku. Zdziwienie wywołało wówczas powołanie do tego gremium (liczącego dwadzieścia cztery osoby) aż trzech przedstawicieli przemysłu zbrojeniowego.



Dlaczego Siły Rakietowe miałyby pójść na współpracę z Amerykanami? Formacja ta ma bardzo sceptycznie, żeby nie powiedzieć: wrogo, odnosić się do polityki Xi Jinpinga podnoszącej ryzyko konfrontacji z USA. Wśród oficerów tej formacji ma panować przekonanie, że w przypadku wojny będą pierwszym celem precyzyjnych amerykańskich uderzeń, a szanse na wyjście z nich cało mają być oceniane jako marne. W Siłach Rakietowych ma panować większa niż w reszcie ChALW świadomość ryzyka związanego z konfliktem. Współpraca z amerykańskim wywiadem staje się tym samym sposobem na zapobieżenie wojnie.

Nowy minister obrony

Afera w Siłach Rakietowych i towarzyszące jej wstrząsy wtórne mają jeszcze jedno wyjaśnienie. Wszyscy wymienieni wyżej przedstawiciele przemysłu są związani z byłym ministrem obrony Li Shangfu. Szef resortu po raz ostatni był widziany na początku września, a pod koniec października zdawkowo poinformowano o usunięciu go ze stanowiska. Na Li ciążą raczej zarzuty korupcyjne niż szpiegostwa, ale nie należy wykluczać, że sprawy są jakoś powiązane. Nieobsadzenie przez kilka miesięcy stanowiska ministra obrony nie jest takie dziwne. W chińskim systemie władzy resort ten nie odgrywa decydującej roli w kontroli i zarządzaniu siłami zbrojnymi, kluczowe zadania wykonuje Centralna Komisja Wojskowa, której minister obrony jest członkiem.

Wreszcie 29 grudnia poinformowano o powierzeniu kierowania resortem admirałowi, a w zasadzie generałowi (w ChALW marynarka nie ma osobnych stopni), Dong Junowi. Zaskoczenie? Nie do końca. Tekę ministra zwykle powierza się w Chinach generałom niewywodzącym się z wojsk lądowych. Najczęściej wybór padał na przedstawicieli Sił Rakietowych i Generalnego Departamentu Uzbrojenia, jednak po ostatnich aferach są one spalone i podlegają wymianie kadr. Minister obrony odpowiada między innymi za dyplomację wojskową, a oficerowie wojsk lądowych mają mieć w tej dziedzinie mniejsze doświadczenie niż ich koledzy z innych rodzajów wojsk. Admirał Dong ma jeszcze jeden atut – w przeciwieństwie do poprzednika nie jest objęty amerykańskimi sankcjami.



Na tym zalety nowego ministra się nie kończą, chociaż zaczyna robić się bardziej niepokojąco. Poprzednie stanowisko, które zajmował, to dowódca chińskiej marynarki wojennej. Jako oficer sztabowy odpowiadał za kierowanie wspólnymi ćwiczeniami z Rosją w roku 2016 i 2020, był także w dowództwie Południowego Teatru Działań. Kilka dni przed nominacją Donga, konkretnie w Boże Narodzenie, awanse otrzymali generałowie Wang Wenquan i Hu Zhongming. Hu zastąpił Donga na stanowisku dowódcy marynarki wojennej, Wang jest komisarzem politycznym Południowego Teatru Działań.

Co to sugeruje? Z jednej strony mamy wzrost znaczenia marynarki wojennej, z drugiej zaś nominacje oficerów obeznanych z Morzem Południowochińskim. Wskazuje to, że najbliższe miesiące mogą być bardzo trudne dla Filipin, gdyż Pekin zdecydował się skoncentrować na spornych obszarach i tam prowadzić próbę sił z Waszyngtonem.

Przeczytaj też: Gra w kotka i smoka. 35. Eskadra „Czarny Kot” i loty U-2 nad Chinami

Jakub Hałun, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported