Niemcy opublikowały 22 kwietnia pierwszą w historii Republiki Federalnej strategię militarną. Wokół dokumentu powstało trochę szumu, zwłaszcza o zapowiedź zbudowania najsilniejszych wojsk konwencjonalnych w Europie do roku 2039. Czy jednak jest o co robić hałas?
W internecie poszła wieść, że Niemcy chcą mieć najpotężniejsze wojsko w Europie na setną rocznicę drugiej wojny światowej. Cóż, w ciągu najbliższych 20 lat będzie dużo setnych rocznic związanych z drugą wojną światową i Trzecią Rzeszą. Czas goni, chociaż wyznaczenie terminu na rok 2039 samo prosi się o drwiny. Budowę najsilniejszego konwencjonalnego wojska w Europie zapowiedział kanclerz Friedrich Merz podczas exposé wygłoszonego 14 maja ubiegłego roku.
Strategia militarna jest pod wieloma względami podobna do pierwszej niemieckiej strategii bezpieczeństwa narodowego z roku 2023. Był to dokument potrzebny i od dawna wyczekiwany, a jednocześnie niewiele się po nim spodziewano. W strategii wojskowej pewne rzeczy zostały dosadniej powiedziane, ale rewolucji nie ma. Berlin natomiast jasno określił, jakim potencjałem militarnym chce dysponować i jak go wykorzystywać na poziomie krajowym, w ramach NATO i dla Europy.
“The federal government will provide all necessary financial resources to ensure that the Germany becomes the strongest army in Europe in the future.” pic.twitter.com/sfeXrWGSMP
— Sprinter Press Agency (@SprinterPress) May 14, 2025
Przejdźmy więc do meritum. Z dokumentem można zapoznać się w wersji PDF tutaj. Dodajmy jeszcze, że jest to wersja okrojona, pełna wersja strategii jest tajna. To zaś pozostawia wiele pytań i wątpliwości.
Strategia wskazuje Rosję jako największe zagrożenie dla Europy i Niemiec, zarzucając Moskwie dążenie do utworzenia na Starym Kontynencie swojej strefy wpływów. Autorzy zgrabnie uniknęli nazwania Rosji wprost wrogiem, co w Niemczech byłoby cały czas kontrowersyjne. Zamiast tego wskazano, że Kreml uznał Zachód za wroga. Strategia podkreśla przy tym, że zagrożenie ma charakter nie tylko militarny. Wskazano na działania hybrydowe, kampanie dezinformacyjne, cyberataki i zacierającą się różnicę między celami wojskowymi i cywilnymi, żołnierzami i osobami cywilnymi.
Drugim politycznie istotnym wątkiem jest rewizja podejścia do współpracy w ramach NATO. Nowa amerykańska narodowa strategia bezpieczeństwa kładzie większy nacisk na zachodnią półkulę i Indo-Pacyfik, Europa ma wziąć większą odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo. Prowadzi to do dwóch konkluzji: silniejsze militarnie Niemcy będą miały większą strategiczną wagę dla sojuszników, szczególnie zaś Stanów Zjednoczonych.

Niemiecki Eurofighter Typhoon w towarzystwie izraelskiego F-16I.
(Amit Agronov / IDF Spokesperson’s Unit / CC BY-SA 3.0)
Rozbudowa europejskiego potencjału militarnego ma wzmocnić NATO, pokazać Waszyngtonowi, że Europejscy sojusznicy są wiele warci. Najwyraźniej w Berlinie wreszcie zrozumiano to, o co prosiła już administracja Baracka Obamy, a czego administracja Donalda Trumpa żąda, waląc pięścią w stół.
Niemcy chcą się pokazać jako sojusznik użyteczny, a przede wszystkim wiarygodny, z czym przez ostatnie lata były problemy. Berlin przez ostatnie lata często był postrzegany jako słabe ogniwo NATO. Zdaniem Christiana Möllinga z think tanku EDINA Niemcy przyjmują postawę wzorowaną na Francji, na pierwszym miejscu są własne interesy, a punktem wyjścia do współpracy są własne mocne strony. To istotna zmiana nastawienia, chociaż wbrew pozorom nie ma tutaj mowy o zdominowaniu Europy.
Do tej pory współpraca rekompensowała braki własnych zdolności, teraz własne zdolności mają uwiarygodnić współpracę. Jeżeli rola USA w bezpieczeństwie europejskim staje się mniejsza i mniej pewna, Niemcy muszą stworzyć własną agendę wojskową.
5/14
In that sense, Germany is becoming a bit more French strategically: national agency first, cooperation from strength. Not against Europe, but as a condition for carrying more weight in Europe.— Christian Mölling (@Ce_Moll) April 22, 2026
Z racji położenia i bycia największą gospodarką Europy, na Niemcach ciąży większa odpowiedzialność i mają wszelkie predyspozycje do odgrywania kluczowej roli w Europie. Kanclerz Merz najwyraźniej chce odbudować pozycję podkopaną przez Olafa Scholza. Wskazuje na to podtytuł strategii: Verantwortung für Europa (Odpowiedzialność za Europę).
Położenie geograficzne widziane jest jako jeden z głównych atutów. Niemcy mają odgrywać w przypadku wojny rolę centralnego hubu logistycznego, wzmocnić spójność między Europą Wschodnią, Środkową i Zachodnią oraz utrzymać połączenia z Ameryką Północną. Przypomnijmy, że opublikowany w kwietniu ubiegłego roku dokument Kurs Marine (plik pdf tutaj), kreślący plany rozwoju niemieckiej marynarki wojennej do roku 2035, jako jedno z ważniejszych zadań wskazywał utrzymanie transatlantyckich morskich linii komunikacyjnych. Niemcy widzą się jako partnera militarnego o rosnącym znaczeniu dla europejskich sojuszników, aby wspólnie z nimi wzmocnić zdolność Europy do działania.
Tyle polityki. A co z setną rocznicą wybuchu drugiej wojny światowej? Plan rozwoju Bundeswehry podzielono na trzy fazy. Pierwsza z nich, przewidziana do roku 2029, ma koncentrować się na rozbudowie zdolności defensywnych i odstraszania. W tym okresie Niemcy skupią się na maksymalnym wykorzystaniu dostępnych środków i odbudowie gotowości bojowej.
Faza druga, która ma zakończyć się około roku 2035, to czas znaczącego wzmocnienia sił zbrojnych o wysokiej zdolności przetrwania, dostosowanych do potrzeb NATO. W tym okresie Bundeswehra ma umocnić swoja pozycję jako wiodąca siła europejskiego filaru sojuszu. Przypomnijmy, że od samego początku siły zbrojne Republiki Federalnej budowane były jako integralna część NATO, a możliwość ich samodzielnego operowania poza strukturami paktu były, są i, jak deklaruje strategia, mają pozostać ograniczone.
Wreszcie trzecia faza, mająca zakończyć się w roku 2039 lub później. Właśnie wtedy Bundeswehra ma stać się najsilniejszą konwencjonalną siłą w Europie. Stan ten ma zostać osiągnięty dzięki konsekwentnemu wdrażaniu innowacyjnych technologii. W tym czasie Niemcy mają utrzymywać pod bronią 260 tysięcy ludzi plus 200 tysięcy rezerwistów. Jak we wstępie do strategii zwrócił uwagę generał Carsten Breuer, generalny inspektor Bundeswehry, siła nie wynika z liczby czołgów, samolotów, okrętów i bagnetów, lecz z jakości posiadanych zdolności.
Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.
Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.
Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.
Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.
Stąd też rozbudowa Bundeswehry ma być sektorowa. Wynika to ze świadomości własnych ograniczonych zasobów, jak i oceny kierunków rozwoju sztuki wojennej. Za kluczowe czynniki uznano rozwój sztucznej inteligencji i postępującą za nim automatyzację i autonomizację działań, „transparentność” pola walki zapewnianą przez drony, rosnące znaczenie środków rażenia dalekiego zasięgu, rozmywanie się granicy między strefą wojskową i cywilną. Wreszcie pojawia się termin „wojna wieloczasowa” (Multi-temporaler Krieg). Przytoczmy w całości definicję podawaną przez Strategię:
Sztuka wojenna przechodzi transformację; zakłócenia i ciągłość występują równocześnie. Odstraszanie i przygotowania do wojny odbywają się przy użyciu najnowocześniejszych zdolności – jednak rzeczywiste działania wojenne prowadzone są za pomocą środków i metod z przeszłości, teraźniejszości, przyszłości i odległej przyszłości. Wykorzystanie zaawansowanych technologii, takich jak komputery kwantowe i robotyka, odbywa się równolegle z zastosowaniem niedrogich środków dostępnych na rynku oraz środków tradycyjnego prowadzenia wojny. Zdolność do innowacji i adaptacji ma zatem decydujące znaczenie dla sukcesu na polu bitwy.
Dlatego też przez najbliższe lata Niemcy będą koncentrować się na rozwijaniu obrony przeciwrakietowej, wdrażaniu zastosowań sztucznej inteligencji, koniecznego w erze coraz szybszych działań, rozbudowie zdolności do rażenia celów z dużych odległości i związanych z tym środków rozpoznania, obserwacji i wskazywania celów, a wreszcie przygotowanie się do prowadzenia operacji wielodomenowych.

Niemiecki żołnierz na poligonie w australijskim Townsville, w sektorze symulującym teren zurbanizowany.
(US Army / Spc. Mariah Aguilar)
Niemcy zaczęły prace nad swoim wariantem bitwy/operacji wieloaspektowej (multidomain battle/operation) jeszcze w poprzedniej dekadzie. Za kluczowe aspekty uznano: digitalizację, cyberbezpieczeństwo, wykorzystanie i obronę przed systemami bezzałogowymi, łatwość wdrażania innowacji, zwiększenie efektywności żołnierzy, nowoczesne systemy wymiany informacji i łączności, a także sztuczną inteligencję. Dużo uwagi poświęcono również zastosowaniu na polu walki przyszłości systemów antydostępowych i pocisków hipersonicznych.
Strategia niewiele tutaj zmienia, chociaż jak wskazują krytycy, systemy bezzałogowe i obrona przed nimi są na dalszym planie, co nie zaskakuje, jeśli wziąć pod uwagę ciągłe problemy Niemiec na tym polu. Są też bardzo istotne dodatki, przynajmniej w sferze deklaracji. Dokument kładzie duży nacisk na cyberbezpieczeństwo, i to nie tylko sieci wojskowych. Jako jedno z głównych zagadnień wskazywane jest bezpieczeństwo cywilnej infrastruktury krytycznej. Ogólnie zalecana jest rozbudowa zdolności defensywnych i ofensywnych w cyberprzestrzeni, sferze informacyjnej (kognitywnej), kosmosie i spektrum elektromagnetycznym.
Walka radioelektroniczna nazywana jest „dźwignią” zwiększającą zdolności we wszystkich innych domenach. Informacje określane są jako kolejny „zasób krytyczny”, a Bundeswehra, jeśli chce zwyciężać, musi zdobyć przewagę informacyjną i uniemożliwić jej osiągnięcie przeciwnikowi. W Berlinie ktoś wyciągnął wnioski z rosyjskich i chińskich kampanii dezinformacyjnych.
Tworzenie odporności własnych systemów i społeczeństwa jest wielokrotnie podkreślana. Podobnie stworzenie wydajnego zaplecza zdolnego wspierać Bundeswehrę w przypadku długotrwałego konfliktu. Tutaj pojawia się kolejny brak Strategii. Wspomina ona o stworzeniu zrównoważonej kombinacji zaawansowanych technologii, istniejących systemów i niedrogiej technologii masowej, dostosowanej do zagrożenia, ale także o lepszym wykorzystaniu ograniczonych zasobów. Skalowalne zdolności przemysłowe, zdolne sprostać wymaganiom, mają być tworzone wspólnie z sojusznikami i tyle. Jak zwraca uwagę Mölling, zdolność masowej produkcji sprzętu i rozbudowane zaplecze logistyczne stały się istotnym czynnikiem odstraszania.
Bez konkretnych deklaracji pozostają też dwie istotne kwestie. Pierwszą jest sposób zwiększenia stanów i rozbudowy rezerwy. Drugim – uspokojenie sojuszników i sąsiadów. Chęć Niemiec do wzięcia na swoje barki głównego ciężaru zapewnienia bezpieczeństwa Europie wywołuje nerwowość u wielu osób nie tylko w Polsce.
7/14
The biggest gap is industry. In a long attritional scenario, industrial capacity is not an appendix. It is part of deterrence: if you cannot produce, repair and scale, you deter less credibly.— Christian Mölling (@Ce_Moll) April 22, 2026
Trzeba jeszcze wspomnieć o pewnych pobocznych, chociaż nie mniej istotnych, aspektach. Usprawniony ma zostać system wdrażania innowacji. Głównym założeniem jest, aby wzorem Ukrainy rozpowszechniać nowe rozwiązania wymyślane w poszczególnych jednostkach. Ograniczona ma zostać biurokracja, o co od początku swojego urzędowania walczy minister obrony Boris Pistorius. Warto jeszcze wspomnieć, że za pięć lat Strategia ma zostać poddana ocenie i rewizji.
Jaka jest więc pierwsza strategia militarna Republiki Federalnej Niemiec? To dokument nierówny. Z jednej strony widać, że w Bundeswehrze i ministerstwie obrony odrobiono lekcje z ostatnich lat. Bezpieczeństwo kraju jest traktowane kompleksowo, dużo uwagi poświęcono odporności na działania hybrydowe i budowie zdolności w nowych domenach. Nie ma obrażania się na Trumpa, jest zrozumienie zmiany priorytetów amerykańskiej polityki i jej kontynuacji niezależnie od tego, kto będzie zasiadać w Białym Domu, i próba dostosowania się do nowych warunków. Są też dziury, pewne zagadnienia są pomijane, chociaż mogą one figurować w wersji tajnej. Ambicje Niemiec są niemałe, ale czy uda się je zrealizować – to inna sprawa.

