W okresie medialnej świetności Grupa Wagnera była fenomenem. Do powszechnej świadomości wrócił obraz europejskich najemników działających na dziesiątkach frontów na całym świecie. Od firm takich jak Blackwater odróżniała ich jednak medialna otoczka. Wagnerowcy nie przypominali profesjonalnych prywatnych żołnierzy, lecz poszukiwaczy przygód na miarę 5. Komanda.

Przez lata konsekwentnie budowali oni obraz formacji gotowej podjąć się najtrudniejszych zadań za znacznie niższą cenę niż konkurencja. Wraz z nieudaną próbą marszu na Moskwę i śmiercią dowódcy grupa została rozmontowana przez rosyjskie ministerstwo obrony i, pozbawiona większości sojuszników, uległa implozji. Dowództwo znacznie przeceniło swoje wpływy i próbowało wejść do świata wielkiej polityki, w którego realiach Wagnerowcy nie różnili się niczym od zbrojnego gangu lat 90. Rzucenie wyzwania rosyjskiemu systemowi okazało się trudniejsze niż nadzorowanie konwojów czy nielegalny handel złotem.

Wiele działań Wagnerowców przypominało działalność grup przestępczych. Organizacja w swoim rdzeniu stanowiła mieszankę dziedzictwa swoich dwóch dowódców: byłego specnazowca i neonazisty Dmitrija „Wagnera” Utkina oraz gangstera-oligarchy Jewgienija Prigożyna. Ten drugi wiedział, jak trzymać się blisko władzy, jednocześnie pozostając przez lata człowiekiem drugiego planu. Zbił fortunę na kontraktach zaopatrzeniowych, przez co zyskał pseudonim „kucharza Putina”.

Były leningradzki bandyta z doświadczeniem w szarej strefie związanej z zaopatrzeniem wojska stworzył ponadnarodową organizację przestępczą, która tylko udawała firmę wojskową. W rzeczywistości była dobrze zorganizowanym systemem zabezpieczającym rosyjskie interesy w częściach świata, w których lepiej było nie działać oficjalnymi kanałami.

Ten artykuł powstał dzięki naszym Subedejom, wspierającym Konflikty na Patronite.pl. Są to:

Alex B • Andrzej N. • Jacek Zagrodzki • Łukasz Paweł • Marcin Ślimak • trzech Patronów anonimowych

Serdecznie dziękujemy za wsparcie i zaufanie.

Czytelnicy, którzy chcieliby dołączyć do grona Subedejów (lub którejś innej grupy naszych Patronów), mogą kliknąć tutaj, aby przenieść się na nasz profil na Patronite.pl.

Ponadto obecnie wszyscy Patroni – nie tylko Subedejowie – mają dostęp do wersji „beta” niektórych naszych artykułów.

Wszystkie artykuły, które powstały dzięki wsparciu Subedejów, znajdują się tutaj.

W „złotej erze” Prigożyna Wagnerowcy potrafili jednak wpływać na przebieg wojen, decydować o utrzymaniu się lub upadku rządów i budować finansowe imperium obejmujące swoimi mackami kilkanaście krajów. Sprawiło to, że stali się popularnym wyborem wśród afrykań­skich autokratów. Podejmo­wali się różnych zadań – byli wartow­ni­kami, szkole­niow­cami, a nawet siłami szturmo­wymi. Na ile jednak byli skuteczni? Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba przyjrzeć się kilku państwom, które skorzystały z usług rosyjskich najemników. Wiadomości o najemnikach działają­cych na polecenie Moskwy pojawiły się przy okazji rosyjskiej agresji na Krym, jednak to działania w Syrii dały im prawdziwą międzynaro­dową sławę.

Syria – zdobycie reputacji

Chwiejący się reżim Baszszara Al-Asada pilnie potrzebował zagranicznego wsparcia. Wskutek wojny domowej państwo uległo niemal całkowitemu rozkładowi, na jego terytorium prężnie działały grupy terrorystyczne, wśród których prym wiodło niesławne Państwo Islamskie. Sytuacja wewnętrzna nie wyglądała lepiej. Zdawało się, że czasy niepodzielnej władzy partii Baas zmierzają ku końcowi. Pozostający po wydarzeniach arabskiej wiosny politycznym pariasem Damaszek zwrócili się w stronę Kremla. Przyjaciele w Moskwie nie zamierzali jednak angażować dużych sił. Wysłanie regularnego wojska nie wchodziło w grę, ponieważ od samego początku wojna domowa wyglądała na skomplikowany problem, w którym można jedynie wpaść w polityczny potrzask. W takich warunkach zaoferowanie kontraktów prywatnym firmom wojskowym zdawało się dla rosyjskiego rządu najlepszym wyjściem.

Jewgienij Prigożyn i Dmitrij Utkin.

Z perspektywy czasu to właśnie Syria była konfliktem, który umieścił Wagnerowców na stale w świadomości potencjalnych klientów. Ale w latach 2017–2018 nie byli oni jedynym tego rodzaju przedsiębiorstwem dorabiającym się na rzezi Syryjczyków. W kraju działały również między innymi Vegacy i Legat – dwie powiązane ze sobą firmy, które operowały między innymi w Aleppo i Hamie. Ich pracownicy zajmowali się szkoleniem prorządowych sił palestyńskich działających w ramach Brygady Jerozolimskiej. W tej fazie wojny domowej Damaszek liczył, że sprowadzenie zagranicznych szkoleniowców może uratować stan syryjskich sił zbrojnych.

Pojawił się ogromny popyt na tego rodzaju usługi. Tort do podziału był tak duży, że miejsca starczyło dla wszystkich. Wielu najemników wykonywało podobne operacje co Wagnerowcy, jednak pozostawało w cieniu. Dlaczego? W przeciwieństwie do konkurencji ludzie Prigożyna nie zamierzali działać po cichu. Ofensywy medialne z wykorzystaniem portali społecz­noś­cio­wych, zamkniętych i półzamknię­tych grup czy publikowane, gdzie tylko się dało, nagrania z walk budowały legendę organizacji. Nawet najlepiej zaplanowana i przeprowadzona kampania promocyjna musi jednak być powiązana z sukcesami w świecie realnym.

W 2017 roku Prigożyn zdobył kontrakt, który zapewnił mu udziały w zyskach z odbitych z rąk rebeliantów pól naftowych. Asad musiał być zadowolony ze współpracy, ponieważ umowa obowiązywała aż do 2023 roku. Od początku postrzegano Wagnerowców jako formację przewyższającą lokalne siły niemal pod każdym względem. Damaszek wówczas desperacko potrzebował specjalistów – szkoleniowców, szturmowców, doradców – ponieważ wojska rządowe prezentowały niską wartość bojową i jeszcze niższy poziom morale. Kosztowne szkolenia na niewiele się zdały, syryjskie wojsko nadal znajdowało się w stanie głębokiego rozkładu. W takich warunkach rosyjscy najemnicy wydawali się prawdziwą elitą. Dobrze zorganizowani, agresywni i gotowi do walki, stanowili nową jakość w szeregach sprzymierzeńców Damaszku.

Niedługo później doszło do bitwy pod Chuszam. 7 lutego 2018 roku wspierane przez Amerykanów Syryjskie Siły Demokratyczne starły się z Grupą Wagnera. Liczba poległych Rosjan i sam przebieg starcia pozostają niejasne. Każda ze stron przedstawia inna wersję. Faktem pozostaje, iż Wagnerowcy ponieśli ciężkie straty – od kilkudziesięciu do ponad 500 zabitych zależnie od sympatii politycznych źródła podającego dane. Połączony ostrzał powietrzno-artyleryjski ze strony Amerykanów doprowadził do masakry najemników i towarzyszących im sił prorządowych. Był to przede wszystkim ogromny cios propagandowy, który zabolał organizację znacznie bardziej niż utrata kilkudziesięciu pracowników. Okazało się, że ich obecność nie jest gwarancją sukcesu na polu bitwy, a to poważnie podważyło legendę niezniszczalnych najemników.

Sama współpraca między Wagnerowcami a syryjskim wojskiem była trudna. Najemnicy nie odpo­wia­dali przed syryjskimi oficerami i ignorowali ich rozkazy. Oburzenie budziło również traktowa­nie ludności. W przyszłości będzie to integralnym elementem obecności Wagnerow­ców w każdym kolejnym konflikcie. Jednak największe niezado­wo­le­nie w syryjskim reżimie budziło nie mordowa­nie cywilów, lecz prowadzenie rekrutacji wśród Syryjczyków. Perspek­tywa wyższych zarobków oraz, mniej lub bardziej prawdopodobna, możliwość wyjazdu z kraju sprawiała, że wielu rekrutów wolało dołączyć do Rosjan, niż walczyć w regularnych oddziałach reżimu.

Kolejnym przełomem dla obecności Wagnerowców w Syrii był bunt Prigożyna i nieudany marsz na Moskwę w czerwcu 2023 roku. Wówczas Rosja postanowiła złamać siłę najemników i prze­jąć ich siatkę nielegalnych interesów. Jednym z pierwszych krajów, w których siły rosyjskie bezpośrednio uderzyły w Grupę Wagnera, była właśnie Syria. Operację przepro­wa­dzono sprawnie. Najpierw wezwano dowódców najemników na konsultacje do Humajmimu, następnie odcięto całkowicie kanały komunikacji i zmuszono zebranych do podpisania nowych kontraktów – tym razem z rosyjskim ministerstwem obrony. To duża zmiana, ponieważ Moskwa od początku zaangażowania Wagnerowców w syryjską wojnę domową utrzymywała, że są oni niezależni i działają na własną rękę.

Pracownicy Grupy Wagnera podczas marszu na Moskwę.
(Brunchadd via Wikimedia Commons)

W działaniach w Humajmimie Kreml aktywnie wspierała syryjska Gwardia Republikańska i wywiad. Całość rozegrała się 24 czerwca, już kilka godzin po buncie Prigożyna i zapowiedzi marszu na Moskwę. Zaskoczeni najemnicy zostali postawieni pod ścianą: albo się dostosują, albo muszą opuścić Syrię i szukać zatrudnienia gdzie indziej. Można uznać ofertę za dość humanitarną – niechętnych wobec zmiany mocodawcy można było zwyczajnie zastrzelić. Niemal od razu pojawiły się doniesienia o dużych cięciach wynagrodzeń dla najemników działających w Syrii. Krótko później syryjski kontrakt przestał obowiązywać, a pracownicy zostali przeniesieni do innych krajów, w których działania organizacji były obciążone mniejszym ryzykiem.

Republika Środkowoafrykańska – tymczasowy monopol na przemoc

W 2018 roku Wagnerowcy zdobyli kontrakt w Republice Środkowoafrykańskiej. Początkowo ich zadania ograniczały się do szkolenia miejscowych żołnierzy i ochrony konwojów. Wówczas jeszcze utrzymywano, że są „cywilnymi instruktorami”. Szybko jednak skierowano ich do działań bojowych. Poruszanie się po kraju było bardzo niebezpieczne, jednak obecność najemników znacznie przewyższających lokalne grupy pod względem siły ognia skutecznie odstraszała potencjalnych napastników. W pokazach siły rosyjscy najemnicy byli dobrzy. Początkowo operacja była, zgodnie z oczekiwaniami, dość spokojna, jednak była to cisza przed burzą.

Z wynegocjowanymi w 2019 roku Porozumieniami Chartumskimi wiązano ogromne nadzieje: miały zakończyć wojnę i rozpocząć proces odbudowy kraju. Wreszcie udało się wypracować porozumienie, które zgodzili się podpisać zarówno rząd w Bangi, jak i przedstawiciele czternastu największych bojówek. Spokój nie trwał długo. Zerwanie układu i zawiązanie się Koalicji Patriotów na rzecz Zmian – luźnego sojuszu bojówek chcących zakłócić przebieg wyborów prezydenckich – wznowił niedawno zakończoną wojnę domową. Był to przełom w obecności Wagnerowców w RŚA.

Prawdziwą próbą były wybory zaplanowane na przełom 2020 i 2021 roku. Głosowanie w warunkach głębokiego podziału kraju wzdłuż linii religijnych i powszechna obecność zbrojnych bojówek tworzyły beczkę prochu. Po przybyciu do RŚA rosyjscy najemnicy zajęli się zabezpieczeniem stolicy. Szybko jednak zaczęto wykorzystywać ich do działań bojowych. Kluczowy był poziom wyszkolenia Wagnerowców biorących udział w realizacji kontraktu. Do kraju skierowano najlepszych dostępnych pracowników, jakimi dysponował Prigożyn. Nawet konkurencyjne grupy z uznaniem wyrażały się o możliwościach bojowych najemników, będących wówczas elitą sił, którymi dysponował rząd w Bangi.

Dominacja Wagnerowców nie trwała jednak długo. RŚA była zbyt łakomym kąskiem. Wraz z pojawieniem się, według pogłosek bardzo korzystnego finansowo, kontraktu na ochronę prezydenta do kraju wkroczyła organizacja, z którą Wagnerowcy nie mogli się mierzyć. Umowa została podpisana z elitą rosyjskich najemników – CzWK Patriot.

Rosjanie ochraniający prezydenta Republiki Środkowoafrykańskiej.
( Clément Di Roma / VOA)

„Patrioci” – przynajmniej na tyle, na ile ich działania wyszły na jaw – skupiają się raczej na ochronie, podczas gdy Wagnerowcy specjalizują się w działaniach bojowych i treningowych. Ci pierwsi są też lepiej wyposażeni, lepiej wyszkoleni i bardziej profesjonalni, chociaż również, co zrozumiałe, znacznie drożsi. Różnica w wypłatach oferowanych żołnierzom obu grup jest ogromna. Według doniesień przeciętny Wagnerowiec zarabia miesięcznie od 2,9 tysiąca do 10 tysięcy dolarów, podczas gdy Patriot oferuje swoim najemnikom dwu-, a nawet trzykrotnie więcej.

Dziennikarze rosyjskiej niezależnej telewizji Dożdʹ ustalili, że Patriot i Wagnerowcy rywalizowali już wcześniej o intratny kontrakt na ochronę kopalń złota w RŚA. Ostatecznie zlecenie trafiło do Grupy Wagnera, zapewne ze względu na niższą cenę. Poza tym do pełnienia de facto służby wartowniczej nie potrzeba byłych komandosów, wystarczą umiarkowanie kompetentni najemnicy. CzWK Patriot zajmowała się też ochroną powstającej rosyjskiej bazy w Burundi. Gdy gra dotyczyła wysokiej stawki, Kreml mógł polegać na firmach oferujących znacznie lepszą jakość usług wojskowych. Pracownicy Patriota znacznie bardziej w swoich działaniach przypominają profesjonalistów z innych krajów i skupiają się na realizacji zadania bez generowania niepotrzebnego szumu.

Przegrawszy rywalizację o kontrakt na ochronę najważniejszych polityków, Grupa Wagnera zaan­ga­żo­wała się w bezpośrednią współpracę z oddziałami środkowo­afry­kań­skimi podczas działań bojowych. Jako że Wagnerowcy prezentowali wyższy poziom niż lokalne siły, często przejmowali funkcje de facto dowódcze. W odróżnieniu od sytuacji w Syrii rząd całkowicie polegał na najemni­kach, nie próbując narzucać swoich oficerów, toteż koordynacja i komuni­ka­cja były znacznie łatwiej­sze. Ogromnym atutem było też dobre wpasowanie się metod stosowanych przez Rosjan do ogólnej kultury wojskowej RŚA. Stosowanie taktyki odpowie­dzial­ności zbiorowej i powszechna przemoc sprawiły, że najemnicy cieszyli się poważaniem wśród żołnierzy. Bicie, tortury i zastra­sza­nie były językiem, który rozumieli zarówno lokalni żołnierze, jak i bojownicy. A w tym języku Wagnerowcy byli biegli.

Szybko stali się kluczowym elementem architektury bezpieczeństwa w kraju, a zaangażowanie w handel diamentami, złotem i drewnem przyniosło im ogromne zyski. Jednym z najważ­niej­szych źródeł była kopalnia Ndassima, jednak nadal trudno oszacować, jak wielkie przychody przynosi. Robienie interesów w RŚA niemal zawsze w jakiś sposób związanie jest z szarą strefą, a w przemyśle wydobywczym powiązania i operacje są szczególnie skrzętnie ukrywane. Wiele danych jest niejawnych, a znaczna część prawdopodobnie nigdzie nie jest rejestrowana.

Administracyjny chaos nie przeszkadza władzom w Bangi. Gdy zagrożone jest fizyczne prze­trwa­nie, kwestie księgowo-statystyczne schodzą na dalszy plan. Wykorzystują to grupy, którym udaje się wejść w symbiozę ze skorumpowanymi autokratami i stać częścią systemu. O tym, jak bardzo Grupa Wagnera zrosła się z administracją w Bangi, może świadczyć fakt, że jej przedsta­wi­ciele pobierają zyski z podatków i opłat nakładanych na eksport produktów rolnych z podprefektur Ouaddy, Bri i Ndélé.

W sierpniu 2018 roku doszło do ataku na trzech dziennikarzy badających aktywność rosyjskich najemników w RŚA. Aleksandr Rastorgujew, Orchan Dżemal i Kiriłł Radczenko zostali zatrzymani na trasie Sibiu–Dekoa. Początkowo wszystko wyglądało jak napad, który wymknął się spod kontroli i zakończył strzelaniną. W wyniku niezależnego śledztwa ustalono jednak, iż była to egzekucja. Obrażenia, ich charakter i umiejscowienie na ciałach zabitych oraz relacje świadków wskazują, że celem od początku było morderstwo, a nie napad na tle rabunkowym, co początkowo sugerowały władze. Na motyw polityczny wskazuje niedbałość i brak zaanga­żo­wania śledczych, którzy ze wszystkich sił starali się nie rozwiązać sprawy. Atak miał być sygnałem wysłanym do niezależnej prasy, aby nie interesowała się sytuacją w RŚA.

Wagnerowcy nie ukrywali zazwyczaj swojej działalności. Można odnieść wrażenie, że sława okrutnych i brutalnych najemników im odpowiadała. Jednak o ile rozpo­wszech­nia­nie nagrań z torturowania cywilów podczas śpiewania piosenek rosyjskich oddziałów powietrzno­desan­to­wych im nie przeszkadzało, o tyle ujawnienie udziału w sektorze wydobywczym mogło zagrozić intere­som. Był to jeden z momentów, w których grupa powoli zmieniała swój profil, coraz bardziej przypominając grupę przestępczą, a nie firmę działającą w sektorze bezpieczeństwa.

Pracownicy Grupy Wagnera nie tylko polowali na dziennikarzy, ale również zajmowali się tym, w czym byli szczególnie sprawni – mordowa­niem cywilów. 22 stycznia 2022 roku przepro­wa­dzili masakrę w Aïgbado. Mieszkańcy, widząc wjeżdżających do wsi Rosjan, wpadli w panikę. Doszło do walki, w którą zaangażowali się członkowie Jedności dla Pokoju w Republice Środkowo­afry­kań­skiej – jednej z bojówek tworzonych przez byłych członków Séléka, muzułmańskiej koalicji grup zbrojnej opozycji walczącej z chrześcijańskimi rządzącymi. Zginęło 65 cywilów i dwóch najemników. Posypując rany solą, Rosjanie założyli później w tym miejscu bazę. Pojawiły się plotki, że w okolicach placówki mieszkać mogły wyłącznie kobiety i dzieci, jednak zostało to szybko zdementowane.

Historia zaangażowania Grupy Wagnera w RŚA jest przykładem dobrego użycia stosunkowo małych zasobów dla osiągnięcia ogromnych korzyści. Najemnicy korzystali z opinii, jaką cieszyli się biali żołnierze w tej części świata. Dzięki legendzie europejskich awanturników i poszukiwaczy przygód od początku byli postrzegani jako profesjonaliści i „prawdziwi” żołnierze. Jako szkoleniowcy odnosili sukcesy, chociaż przyczyną nie były ich wybitne umiejętności, lecz niezwykle niski poziom lokalnych oddziałów. Wielu żołnierzy w RŚA to byli partyzanci, którzy od dzieciństwa zmuszeni byli do walki. W warunkach trwającej lata wojny domowej wielu nie przeszło żadnego szkolenia. Szkoleniowcy z Grupy Wagnera mogli niewielkimi siłami zbudować krajowe siły niemal od zera. Nawet podstawowe umiejętności przekładały się na stosunkowo dużą poprawę zdolności bojowych żołnierzy.

Środkowoafrykański żołnierz z naszywką Grupy Wagnera.
(Corbeau News Centrafrique)

Tani i, jak na warunki lokalne, skuteczni najemnicy dostarczyli dokładnie to, co było potrzebne z perspektywy Bangi. Oddanie praw do zysków z eksploatacji surowców i bogactw naturalnych było ceną za polityczno-wojskową „kroplówkę” podtrzymującą administrację Faustina-Archange’a Touadéry. Operacja w RŚA okazała się sukcesem, tego samego nie można jednak powiedzieć o kontrakcie w Mozambiku, zakończonym spektakularnym odwrotem Wagnerowców.

Mozambik – ucieczka

Przez lata Mozambik postrzegano jako stosunkowo bezpieczny i stabilny kraj Afryki Wschodniej. Pomimo rozwiniętej przestępczości kryminalnej i korupcji inwestowanie w sektor wydobywczy pozostawało bezpieczne. Najważniejszym regionem dla działalności wydobywczej była i nadal jest prowincja Cabo Delgado, która jednak od dekad pozostaje także centrum operacyjnym mozambickich przemytników. Zorganizowane grupy przestępcze przerzucały przez granicę kość słoniową, kamienie szlachetne i węgiel.

Gangsterzy byli również aktywnymi uczestnikami nielegalnego obrotu egzotycznym drewnem. Rząd próbował zaradzić problemowi, przeprowadzając w 2017 roku operację „Kłoda”, jednak gangi okazały się silniejsze, niż przypuszczano. Dopiero wybuch powstania poważnie ograniczył swobodę działalności przemytników, którzy według szacunków w 2024 roku zarabiali miesięcznie 1,9 miliona dolarów na wywozie egzotycznego drewna. W samym 2021 roku do kraju zawrócono 66 kontenerów pełnych nielegalnie pozyskanych kłód. Rząd ostatecznie okazał się nieskuteczny w walce z grupami przestępczymi. Wysłało to sygnał do półświatka – przemytnicy mogli działać, ale powinni ograniczyć skalę swoich operacji.

Południowa część Cabo Delgado dysponuje bogatymi złożami kamieni szlachetnych, szczególnie rubinów. Dla działającej w regionie brytyjsko-mozambickiej spółki Montepuez Ruby Mining Partnership wyzwanie stanowią nielegalne grupy górnicze. Prowadząc prace za pomocą jedynie narzędzi ręcznych, stanowią poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa kopalni, a jednocześnie wywożą znaczną ilość urobku. Do zabezpieczenia interesów powiązanej z rządem firmy wykorzystano mozambickie służby. Kontrolująca Montepuez Ruby Mining Partnership firma Gemfields na obrocie rubinami zarobiła w 2024 roku 117 milionów dolarów. Ustabilizowanie Cabo Delgado było palącą kwestią – wielki biznes lubi ciszę.

Wobec braku perspektyw na stabilne zatrudnienie przepędzeni górnicy rzemieślniczy pracujący w nielegalnych kopalniach stali się podatni na radykalizację. Doprowadziło to do zbliżenia między światem przestępczym a religijnymi radykałami dającymi zdesperowanym ludziom coś, czego nie mógł obiecać rząd – nadzieję.

Tymczasem rząd liczył na szersze wykorzystanie bogactw naturalnych. Największe nadzieje wiązano z sektorem paliwowym. Ogromne złoża tylko czekały na eksploatację, która miała przynieść zyski mogące poprawić tragiczną sytuację mozambickiego społeczeństwa. Tak się jednak nie stało. W Cabo Delgado wybuchło powstanie. Grupa terrorystyczna Ansar al-Sunna, określana również jako Asz-Szabab (mimo zbieżności nazw niepowiązana z somalijskimi ekstremistami) przeprowadziła ataki na odizolowane wsie. Od początku szokowała skala brutalności: palenie domów i obcinanie głów. Czarę goryczy przelało jednak dopiero zaatakowanie powstającej rafinerii.

Francuski koncern paliwowy Total ogłosił zawieszenie prac nad budową zakładu prze­twa­rza­nia gazu ziemnego. Decyzja związana była z rosnącym zagrożeniem ze strony działających w regionie grup terrorystycznych. Warta 20 miliardów dolarów inwestycja miała być w stanie dostarczyć do 2024 roku około 13 milionów ton gazu rocznie. Nigdy jednak do tego nie doszło, ponieważ bojownicy skutecznie odstraszyli inwestorów.

Był to poważny cios nie tylko dla Totala, ale również dla Mozambiku, który starał się budować opinię kraju bezpiecznego i przyjaznego zagranicznym inwestycjom. Dlatego bierność rządu wobec wydarzeń w Cabo Delgado była tym bardziej zaskakująca, że w pamięci mieszkańców Mozambiku świeży był konflikt z RENAMO – prawicową bojówką pamiętającą jeszcze czasy Rodezji. Wówczas władze nie wahały się prowadzić działań zbrojnych wobec przeciwników państwa. Opieszałość i strategiczna niemoc wobec coraz śmielszych działań Asz-Szabab sprawiły, że powstanie nabrało wiatru w żagle. Początkowo do walki skierowano wojsko, jednak wobec braku sukcesów zdecydowano się na poszukanie rozwiązania na rynku prywatnym.

W 2019 roku Wagnerowcy byli rozchwytywani, a ich dowódcy przestali przyglądać się poszczególnym kontraktom. Podpisywano kolejne umowy w cenach, z którymi nie mogły konkurować inne firmy, lecz na takim podejściu ucierpiała jakość. Według nieoficjalnych danych koszt wynajęcia grupy wynosił 1800–4700 USD miesięcznie za jednego żołnierza. Są to znacznie niższe ceny, niż te, których domagały się afrykańskie firmy wojskowe.

Południowoafrykańscy najemnicy oferowali usługi za 15–25 tysięcy USD miesięcznie za żołnierza. Doniesienia dotyczące zaskakująco niskich cen Rosjan zostały potwierdzone przez pułkownika Dolfa Dorflinga, założyciela Black Hawk PMC, i byłego oficera rodezyjskiego wojska, a obecnie szefa OAM, Johna Gartnera. Władze Mozambiku nie zastanawiały się długo. Ogromna różnica w kosztach również nie wzbudziła niczyich podejrzeń. Ostatecznie w rywalizacji o mozambicki kontrakt liczyły się dwie organizacje – rosyjska grupa Wagnera i Lancaster. Założona przez Erika Pince’a firma była poważną konkurencją dla ludzi Prigożyna. Prince, weteran i twórca niesławnej Blackwater, jest postacią o ugruntowanej reputacji. O jego pracownikach zrobiło się głośno, gdy w 2007 roku dokonali masakry cywilów w Bagdadzie. O kontrakt w Mozambiku Prigożyn rywalizował więc z równym sobie przeciwnikiem.

Gdy we wrześniu 2019 roku na lotnisku w Nacali wylądował samolot z rosyjskimi najemnikami i sprzętem wojskowym, stało się jasne, iż operacje przejmą Wagnerowcy. Wybór okazał się błędny. Wagnerowcy byli całkowicie nieprzygotowani do działań w mozambickich warunkach. Większość była weteranami Specnazu, jednak nieprzeszkolonymi w zakresie walki w dżungli. Jednocześnie doszło do napięć między Rosjanami a mozambickimi żołnierzami. Wagnerowcy oskarżali lokalne siły o brak dyscypliny i profesjonalizmu, odnosili się do Mozambijczyków z pogardą i domagali się całkowitego podporządkowania.

Sytuacji nie poprawiała rozpowszechniona kultura korupcji. Najemnicy obawiali się, że w zamian za nieduże łapówki żołnierze sprzedawali bojownikom wrażliwe informacje. Brak przygotowania i trudności operacyjne sprawiły, że Wagnerowcy powoli zaczęli opuszczać kraj. Już w ciągu pierwszych dni pięćdziesięciu najemników wyjechało, ponieważ nie byli w stanie znieść gorącego, wilgotnego klimatu Cabo Delgado. Najemnicy byli całkowicie nieprzygotowani do realizacji kontraktu. Dowództwo nie zadbało nawet o aklimatyzację.

Jednak w Mozambiku to nie klimat pokonał najemników lecz bojownicy, których brutalność i efektywność zaskoczyła najeźdźców. Według Jasmine Opperman, specjalistki do spraw terroryzmu z RPA, najemnicy nie docenili przeciwnika: spodziewali się niezorganizowanej i słabo wyposażonej bojówki, a przyszło im zmierzyć się z zaprawioną w bojach organizacją. Opperman twierdzi, że Wagnerowcy od początku byli skazani na porażkę. Podobnego zdania był, specjalizujący się w zagadnieniu afrykańskich najemników, Al Venter. Realia Cabo Delgado diametralnie różnią się od warunków wojny w Syrii, na której Wagnerowcy zbudowali swoją reputację.

Mimo porzucenia kontraktu Mozambik nie podjął żadnych działań przeciwko Grupie Wagnera i nadal utrzymuje dobre relacje z Moskwą. W sierpniu 2024 pojawiły się pogłoski o planach powołania do życia mozambickiej firmy wojskowej, której członkowie mieli być wyszkoleni przez pracowników kontrolowanej przez FSB Reduty i… Grupy Wagnera. Operacja przyniosła niewielkie rezultaty. Mozambik nadal boryka się z tymi samymi problemami w rozwiązaniu których skuteczniejsze jest wsparcie partnerów z Rwandy niż prokremlowskich najemników.

Mali – polityka ponad interesami i bezpieczeństwem

Historia wkroczenia rosyjskich najemników do Sahelu powinna zostać podzielona na dwa etapy. Pierwszy to ogromny sukces na polu polityczno-społecznym. Doskonałe wyczucie nastrojów i sięgnięcie po antykolonialne sentymenty sprawiły, że lokalne społeczności zaczęły kwestionować zasadność bliskiego sojuszu Burkina Faso, Nigru i Mail z dotychczasowym hegemonem – Francją. W, ostatecznie bardzo skutecznej, propagandzie Rosjanie nie byli biali, nie byli Europejczykami i z całą pewnością nie zamierzali zdobywać kontroli nad lokalnymi złożami naturalnymi. Rosjanie byli wybawicielami i przyjaciółmi gotowymi ramię w ramię walczyć o niezależny i samorządny Sahel. To nuty znane z radzieckiej propagandy zimnowojennej kierowanej do globalnego Południa.

W Mali na korzyść Rosjan przemawiała trudna sytuacja w kraju. Przeciągające się próby ustabilizowania sytuacji szły w parze z coraz śmielszymi działaniami bojowników. O ile udało się w dużej mierze wypracować zawieszenie broni z azawadzkimi separatystami, o tyle na podobne układy nie można liczyć z islamistami. Za brak pełnego sukcesu zaczęto winić opieszałość Francuzów i szerzej całego Zachodu. W kontraście przedstawiano rosyjskich najemników jako siły nieobciążone politycznymi powiązaniami i gotowe do natychmiastowego pokonania terrorystów.

Ostatecznie Francuzi i Amerykanie w ogromnej większości wycofali się z regionu, ale wymiana europejskich profesjonalistów na zbieraninę kierowanych z Moskwy żołdaków doprowadziła po pogłębienia kryzysu. Porzucenie podejścia opartego na współpracy z cywilami na rzecz twardego zwalczania bojowników oznaczało wzrost przypadków przestępstw wobec ludności. Najemnicy okazali się znacznie brutalniejsi i bardziej bezwzględni od sił rządowych, jednak ostatecznie równie nieefektywni.

Brak sukcesów nie był największym zarzutem wobec najemników. Problemem okazało się to, że ich obecność była zagrożeniem dla Malijczyków. W marcu 2022 roku Wagnerowcy brali udział w jednej z najkrwawszych zbrodni – masakrze w Mourze, gdzie wspólnie z żołnierzami rządowymi zamordowali około 500 osób. Mieszkańcy zostali oskarżeni o sympatyzowanie z Al-Ka’idą, co bez śledztwa, sądu czy możliwości obrony oznaczało wyrok śmierci. Działania kolejny raz pokazały, że Wagnerowcy są najskuteczniejsi w walce przeciwko nieuzbrojonej ludności cywilnej.

Prorosyjska demonstracja w Bamako.
(VOA Bambara)

Rosyjscy najemnicy wykorzystywani byli również do nadzorowania malijskich katowni. W tajnych więzieniach przetrzymywano osoby podejrzewane o sympatyzowanie z grupami terrorystycznymi. W większości prześladowania dotykały Fulanów, których jedyną zbrodnią często było to, że wyznają islam. Znęcanie się nad porwanymi Malijczykami było obliczone na zastraszenie całej społeczności. W tym Wagnerowcy zawsze byli efektywni.

Ich sposób działania wpisywał się jednak w to, czego oczekiwali zleceniodawcy. Celem ich obecności w Mali nigdy nie była walka z terrorystami i separatystami. Rosyjscy najemnicy stanowili zbrojny filar junty. Jednym z czynników łączących trzy państwa Sojuszu Państw Sahelu jest oparcie władzy na sile wojskowej. W tych realiach rząd niewiele przejmuje się losem obywateli. Najważniejszym celem jest przetrwanie, a dla osiągnięcia tego celu nie potrzeba profesjonalistów, wystarczą nieco lepiej wyszkoleni i wyposażeni okrutnicy.

Po rozmontowaniu Grupy Wagnera i przejęciu kontroli przez, ściślej podporządkowany Kremlowi, Korpus Afrykański sytuacja ludności cywilnej nie uległa zmianie. Najemnicy wciąż porywali, torturowali i zastraszali dziesiątki Malijczyków. Ci, którym udało się uciec do sąsiedniej Mauretanii, donoszą o skali przestępstw. Na porządku dziennym jest trwałe okaleczanie podczas wymuszania zeznań, nawet odcinanie palców. Mimo to najemnicy nadal stanowią ważne wsparcie dla junty, a ich postawa nie odbiega od tego co prezentuje wielu pozbawionych nadzoru malijskich żołnierzy.

Wagnerowcy stanowili wzmocnienie dla sił zbrojnych Nigru, Mali i Burkina Faso. Różnica jakościowa nie była jednak tak duża jak w przypadku RŚA. Propagandowo nadal podkreślana jest bliska współpraca między żołnierzami a pracownikami firm wojskowych. Kontrakty sahelskie nie muszą zakończyć się sukcesem. Wystarczy, żeby nie okazały się całkowitą klęską. Rozniecając antykolonialne i antyfrancuskie sentymenty, Rosjanie nadal mogą przedstawiać samych siebie jako sojuszników i przyjaciół globalnego Południa, a wobec problemów w komunikacji międzykulturowej z chińskimi firmami działającymi w sektorze bezpieczeństwa Moskwa nadal pozostaje ważnym kierunkiem współpracy zagranicznej dla afrykańskich autokratów.

Operacja sahelska nie przyniosła dużych zysków. Oprócz bezpośrednich transferów związanych z realizacją kontraktów Wagnerowcy zaangażowali się w wydobycie złota. Górnictwo w tej części świata stanowi Dziki Zachód, na którym mieszają się wpływy państwa, globalnych koncernów, grup przestępczych i religijnych ekstremistów. Nikt do końca nie kontroluje sytuacji, a jednocześnie wszyscy zaangażowani czerpią niemałe zyski. Rząd Mali, chcąc przypodobać się najemnikom, przeprowadził szeroko zakrojony audyt zarejestrowanych kopalń, prawdopodobnie dążąc do wywarcia presji na dotychczasowych operatorach, aby byli skłonni oddać kontrolę Rosjanom. Takie naciski wywierano między innymi na kanadyjską grupę Barrick Gold.

6 czerwca 2025 roku Grupa Wagnera, która nie była w stanie wypełnić luki po wyrzuceniu Francuzów, ogłosiła zakończenie malijskiego kontraktu. Jednocześnie podkreślano, że liczebność Rosjan w kraju (około 2 tysięcy kontraktników) nie ulegnie zmianie. Obowiązki Wagnerowców przejmą członkowie Korpusu Afrykańskiego – organizacji będącej de facto ich spadkobiercą, zarządzanej przez rosyjskie ministerstwo obrony. Jest to zapowiedź kolejnego etapu rozmontowywania imperium sieci wpływów dawnych ludzi Prigożyna. Bunt i marsz na Moskwę jasno pokazały, że zbyt duża niezależność prywatnej organizacji wojskowej może stanowić zagrożenie dla państwa wykorzystującego ją jako przedłużenie swoich wpływów.

Ostatni kwartał 2025 roku całkowicie obnażył niską jakość oferowanych przez Rosjan usług. Malijscy bojownicy przenieśli się na południe i zablokowali szlaki transportowe, odcinając dostawy paliwa do miast. Bamako zmuszone zostało do nieoficjalnego negocjowania z lokalną Al-Ka’idą w sprawie przepuszczenia części konwojów. Sytuacja w Mali najbardziej dobitnie pokazała, że najemnicy nie są w stanie zastąpić prawdziwego wojska. Pod wieloma względami działalność Wagnerowców była długofalowo kontrproduktywna. Dobitnie podkreślił to przywódca grupy terrorystycznej Katiba Macina, Amadou Koufa, który stwierdził, że z powodu okrucieństwa najemników wielu Malijczyków dołącza do bojowników, aby „bronić swojej religii, swojej ziemi i swoich dóbr”.

Prześladowanie cywilów przeprowadzane przez malijskich żołnierzy ramię w ramię z białymi sojusznikami sprawia, że kolejne wsie stają się naturalnymi punktami werbunkowymi dla organizacji terrorystycznych. Powinno to być zrozumiałe dla wszystkich, którzy choć w minimalnym stopniu zajmują się działalnością przeciwpartyzancką. Po licznych kontraktach można było spodziewać się, że dowódcy Wagnerowców będą zdolni wykorzystać doświadczenie w konfliktach asymetrycznych. Wydaje się, że poczucie bezkarności i pełna swoboda sprawiły, że usługi najemników prezentowały jeszcze niższy poziom.

Byli Wagnerowcy na mniejszą skalę działają również w Burkina Faso. W przeciwieństwie do Bamako Wagadugu podchodzi do nich ostrożniej. W kraju przebywa około 300 członków Korpusu Afrykańskiego, którzy mają zajmować się szkoleniem lokalnych żołnierzy. Obserwująca sytuację w sąsiednim Mali junta prawdopodobnie nie powierzy najemnikom kluczowych funkcji w sektorze bezpieczeństwa. Rosjanie skupią się raczej na działalności związanej z szeroko rozumianym górnictwem.

Sudan – uniwersalni żołnierze

Obecność Wagnerowców w Sudanie została potwierdzona już w 2017 roku. Na fali sukcesu w Syrii ich usługi były pożądane przez autokratów z całego świata. Ich przybycie do kraju miało być wyrazem pogłębiającej się współpracy między urzędującym wówczas w Chartumie Umarem al-Baszirem a Moskwą. Krótko po przyjeździe najemnicy zajęli się tym, co wówczas wychodziło im najlepiej: szkoleniem lokalnych sił.

Obok operacji szkoleniowych Rosjanie zajmowali się pilnowaniem kopalń uranu, złota i diamentów. O ile wartość bojowa Wagnerowców wielokrotnie była kwestionowana, o tyle delegowanie ich do pracy wartowniczej zazwyczaj okazywało się dobrą decyzją. Pilnowanie kompleksów wydobywczych dało im bezpośredni dostęp do, w dużej mierze nieuregulowanego, handlu cennymi minerałami i umożliwiło zbudowanie siatki skupionej wokół wywozu ogromnych ilości złota.

Działalność najemników w Sudanie znacząco różniła się od wcześniejszych operacji. Chartum dysponował znacznie lepiej wyszkolonymi żołnierzami, dlatego Rosjanie zostali skierowani przede wszystkim do pilnowania kopalń. W przeciwieństwie do kontraktu w Nigrze, Mali czy RŚA najemnicy nie publikowali wielu materiałów w mediach społecznościowych. Pojawiały się pojedyncze nagrania z rzekomych szkoleń sudańskich spadochroniarzy i posty na Instagramie, w których dość poetycko romantyzowali Sudan.

Pod koniec 2018 roku krajem wstrząsnęły protesty antyrządowe. Najemników sprowadzono do stolicy, gdzie wspierali policję w tłumieniu rozruchów. Oficjalnie charakter ich misji się nie zmienił. Nadal celem było szkolenie sudańskich żołnierzy. Mimo to kierowani byli do zadań mających na celu podtrzymanie sudańskiego reżimu.

Po kolejnym zamachu stanu w 2021 roku najemnicy związali się z frakcją generała Mohameda Hamdana Dagalo „Hemedtiego”. Jego Siły Szybkiego Wsparcia, będące kadrowo-instytu­cjo­nal­nym następcą dżandżawidów, walczą o kontrolę nad krajem z sudańskim wojskiem. Rosjanie zręcznie związali się z obiema stronami. Najemnicy odpowiadali za utrzymanie relacji z SSW. Wagnerowcy otrzymali dostęp do dziesiątek kopalń i stali się ważnym graczem na rynku nielegalnego obrotu złotem. Tymczasem Sudan stał się areną wojny zastępczej między Moskwą a Kijowem. Ukraińscy komandosi regularnie polują na rosyjskich najemników, szczególnie w Chartumie i okolicach. Snajperzy i operatorzy dronów mają brać na cel dowódców polowych SSW oraz zidentyfiko­wa­nych Wagnerowców.

Czy Wagnerowcy byli warci swojej ceny?

Przyglądając się najemnikom pracującym dla Grupy Wagnera, trzeba odrzucić wiele założeń. Nie byli oni ani superżołnierzami, na jakich kreowali się na grupach na Telegramie, ani niekompetentnymi bandytami, jak przedstawiani są przez swoich przeciwników. Propaganda ma to do siebie, że nie lubi zniuansowanych spojrzeń. Nie każdy najemnik pracujący dla Wagnera był „głupawym Wańką z karabinem”. Wśród nich znajdowali się weterani, którzy skutecznie realizowali powierzone im zadania. Faktem jest, że ogromna większość prezentowała znacznie niższy poziom wyszkolenia i wyposażenia niż najemnicy zatrudnieni w firmach ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Republiki Południowej Afryki. Jednak nie wszyscy najemnicy muszą być byłymi komandosami. Największym błędem jaki popełnili Wagnerowcy było uwierzenie we własną propagandę.

Jak pokazują doświadczenia z Afryki, Wagnerowcy byli dobrze przygotowani do pełnienia funkcji wartowniczych czy szkolenia żołnierzy prezentujących de facto zerowy poziom umiejętności. Znacznie gorzej radzili sobie w konfrontacji z dobrze wyposażonym i silnie zmotywowanym przeciwnikiem. I nie dotyczy to tylko wrogów wspieranych przez światowe mocarstwo, jak w Syrii, ale chociażby w Mozambiku, gdzie najemnicy zostali rozbici przez islamskich bojowników.

Wagnerowcy, mimo mieszanych rezultatów, przez lata cieszyli się popularnością. Jednym z powodów były bardzo niskie ceny ich usług, odpowiadające jakości oferowanych żołnierzy. Dodatkowo Rosjanie podejmowali się kontraktów, które dla innych firm były zwyczajnie nieopłacalne. Było to możliwe, ponieważ Grupa nie działała jako typowo komercyjne przedsięwzięcie, ale przedłużenie wpływów Kremla. Autokraci z otwartymi ramionami przyjmowali najemników niejako w pakiecie z uzbrojeniem, szkoleniem i wzmocnieniem reżimu w zamian za udostępnienie zasobów naturalnych.

Jednym z błędów jest również utożsamianie Grupy z całością rosyjskich najemników. Wagnerowcy szybko zyskali reputację okrutnych i stosunkowo tanich psów wojny mogących mimo to wydatnie wpłynąć na losy konfliktów. W 2018 roku w Syrii pojawiła się poważna konkurencja: powiązana z GRU firma Patriot, werbująca wyłącznie doświadczonych w operacjach bojowych rosyjskich żołnierzy, korzystająca ze wsparcia zarówno ministerstwa obrony, jak i służb specjalnych. Powiązania te potwierdził wprost ataman Jewgenij Szabajew, mający związki ze środowiskami najemników poprzez społeczność kozacką. Znacznie lepsze wyszkolenie i profesjonalizm sprawiają, iż Patriot może liczyć na kontrakty, których zleceniodawcy prawdopodobnie nie braliby pod uwagę wynajęcia grupy Wagnera. Elitarność i działanie po cichu sprawiają, że firmy takie jak Patriot unikają rozgłosu, na którym swoją reputację zbudowała Grupa.

Agresywna propaganda w mediach społecznościowych nie byłaby możliwa bez dziesiątek zwykłych użytkowników, którzy rozpowszechniali grafiki i, często bardzo amatorskie, materiały audiowideo wychwalające „muzykantów”. Jednym z dzieł wartych wspomnienia jest twórczość rosyjskojęzycznego rapera Akima Apaczewa, którego utwory stanowiły muzyczne tło dla wielu filmów z najemnikami w tle.

Równie ciekawym przykładem propagandy jest seria filmów Szugalej. Nastawione na akcję i widowiskowość, opowiadają historię rosyjskiego socjologa pracującego w Libii. Porwany, torturowany i uwięziony, umieszczony zostaje w samym centrum konfliktu o najwyższą stawkę. W trylogii znaleźć można wszystko, czego można się spodziewać: złych brodatych bojowników, skorumpowanych polityków i bohaterskich Rosjan. Fabuła luźno oparta jest na działalności Maksima Szugaleja – mistrza propagandy współpracującego z Prigożynem, który faktyczne przebywał w areszcie w Czadzie. Oskarżano go o szpiegowanie na rzecz rosyjskich najemników.

Seria filmów nie jest bezpośrednio związana z Wagnerowcami, jednak wpisuje się w szerszy kontekst rosyjskiej propagandy. Przy okazji analizy niemal każdego tworu związanego z działalnością Rosjan w Afryce można dostrzec wspólny element – Rosjanie nigdy nie są w nich biali, nie są Europejczykami, a co najważniejsze, wcale nie są spadkobiercami dziedzictwa globalnego imperium.

Propaganda Rosjan uległa zmianie na początku 2024 roku. Rozmontowanie Grupy Wagnera i wchłonięcie jej większości zasobów przez Korpus Afrykański sprawiło, że najemnicy przestali tak ochoczo publikować nagrania ze swoich przygód. Kontraktników coraz częściej zaczęto przedstawiać jako „wojskowo-polityczną kroplówkę” dla rządów potrzebujących szybkiego wsparcia. Wraz z przejęciem najemników przez generała Andrieja Awerianowa „unormowało” propagandę, która stała się mniej oddolna, a bardziej uporządkowana i usystematyzowana. Wraz z końcem „ery Progiżyna” minęła epoka awanturników i poszukiwaczy przygód z nieograniczonym dostępem do publiczności w mediach społecznościowych.

Bibliografia

Allison O., Connon N., Giustozzi A., Pascall J., Wagner’s Business Model in Syria and Africa Profit and Patronage, RUSI Occasional Paper, 2025.
Berlin J., Clement D, Elufisan L. P., Hicks E., Kesz Z., The Blood Gold Report: How the Kremlin is Using Wagner to Launder Billions in African Gold. Africa Center for Strategis Studies, 2023.
Currie I., The Wagner Group: Russia’s Shadow Army and its Impact in Africa, Australian Institute for International Affairs, 2024.
Fabricius P., Wagner’s dubious operatics in CAR and beyond, Institute for Security Studies, 2022.
Giustozzi A., de Deus Pereira J., Lewis D., Did Wagner Succeed in the Eyes of its African and Middle Eastern Clients?, RUSI Occasional Paper, 2025.
Massango A., Gemfields has already earned 50 million dollars this year, AIM News, 7 października 2025 [dostęp 30.11.2025]
Mohamedou K., The Wagner Group, Russia’s Foreign Policy and Sub-Saharan Africa, GCSP, 2024.
Naadi T., Russian mercenaries accused of cold-blooded killings in Mali – BBC speaks to eyewitnesses, [dostęp 30.11.2025]
Sewart L., Nsaibia H., Carbone V., Lay T., Wagner Group Operations in Africa Civilian Targeting Trends in the Central African Republic and Mali, ACLED, 2022.
Филиппов В. Р., Африканский корпус РФ: новый этап российской политики и борьбы с терроризмом в Африке, 2025, [dostęp 12.06.2025]
Миронова Е., Бойцы ЧВК «Вагнер» погибли в Африке после засады туарегов из движения «Азавад», 2024 [dostęp 12.06.2025]
Сафронов Ю., «Вагнер» в Африке [dostęp 12.06.2025]
After the Fall. Russian Influence on Africa’s Illicit Economies Post-Wagner, Global Initiative Agains Transnational Organized Crime, 2025.
Oko Planety, Чем занималась ЧВК „Вагнер” в Африке [dostęp 12.06.2025]
Трансперенси Интернешнл — Россия, ЗОЛОТО И АРБАЛЕТЫ Как российские наемники помогают грязному российскому бизнесу в Африке?, , [dostęp 30.11.2025]

Telegram via ipg-journal.io