We wschodnich prowincjach Demokratycznej Republiki Konga działa kilkadziesiąt bojówek, kilkaset grup przestępczych, a także najemnicy i religijni ekstremiści. Przemoc jest codziennością. W połowie maja do chaosu dołączył nowy czynnik jeszcze bardziej pogłębiający tragedię tysięcy Kongijczyków: rzadki szczep eboli. Ogniska pojawiły się w Ituri oraz Kiwu Północnym i Kiwu Południowym.

W tej części kraju niesienie pomocy chorym jest szczególnie trudne w obliczu trwających konfliktów zbrojnych. Wysoka śmiertelność i przeszkody w skutecznym organizowaniu leczenia w połączeniu z pozostałymi cechami wschodniego pogranicza DRK mogą sprawić, iż czeka nas najtragiczniejsza epidemia gorączki krwotocznej w historii.

Ebola nie jest czymś nieoczekiwanym w Afryce Wschodniej. Wirus co jakiś czas wraca, powodując kolejne fale zachorowań. Trwającą właśnie 17. epidemię gorączki krwotocznej wyróżnia wywołujący ją szczep wirusa – Bundibugyo, do którego zwalczania nie ma opracowanych skutecznych leków. Sytuacja pacjentów w DRK jest bardzo trudna. System opieki zdrowotnej znajduje się w tragicznym stanie z powodu dekad wojny domowej i ciągłego niedofinansowania. W takich warunkach gorączka krwotoczna rozprzestrzenia się wyjątkowo szybko. Do tej pory potwierdzono śmierć 381 osób, a u ponad tysiąca podejrzewa się zakażenie. Pomoc ograniczona jest do leczenia objawowego.

Problemem dla szybkiej interwencji ze strony pracowników ochrony zdrowia jest obraz kliniczny gorączki krwotocznej. W początkowej fazie zachorowania objawy nie są szczególnie niepokojące: bóle mięśni, zmęczenie, ból gardła, gorączka. Dopiero później dochodzą symptomy wskazujące, z jak bardzo niebezpieczną chorobą zetknął się pacjent. Pojawienie się pierwszych objawów następuje od dwóch do aż 21 dni po zarażeniu.

Jak informują przedstawiciele International AIDS Vaccine Initiative, prace nad szczepionką przeciwko Bundibugyo ciągle trwają. W sprawie trwającej epidemii nie są jednak optymistami. Doktor Mark Feinberg ostrzega, że obecna sytuacja może przyćmić najtragiczniejszą falę zachorowań z lat 2014–2016, gdy zmarło 11 tysięcy osób. Komunikaty w podobnym tonie opublikowali Médecins Sans Frontières.

Oprócz braku skutecznych leków problemem jest mapowanie rozprzestrzeniania się zakażeń. W przypadku szczepu Zaire (najbardziej śmiercionośnego) badaczom udało się precyzyjnie określić, jak choroba rozprzestrzeniała się między wsiami. Tym razem takich danych nie ma. Sytuacji nie poprawia fakt, że walka z chorobą przede wszystkim spada na pracowników międzynarodowych organizacji niosących pomoc poszkodowanym.

Międzynarodowa Organizacja do spraw Migracji jest jedną z grup zaangażowanych w próby ograniczenia rozprzestrzeniania się epidemii. W trzech prowincjach, w których odnotowano zachorowania, powołała łącznie 30 punktów kontrolno-medycznych. Jest to zdecydowanie zbyt mało, aby realnie wpłynąć na sytuację w regionie, jednak niedostateczne finansowanie utrudnia podjęcie działań na szerszą skalę.

Jednym z wyzwań jest dostarczenie środków pełnej ochrony osobistej (PPE) dla osób niosących pomoc. Jednym z pomysłów jest opracowana przez Alliance for International Medical Action (Alima) „Kostka” – mobilna stacja izolacyjna. Przebywający wewnątrz pacjent nie ma bezpośredniego kontaktu z lekarzem, wszystko odbywa się za pośrednictwem wbudowanych elementów izolujących. Są to nowoczesne środki, jednak skala ich użycia jest zbyt mała w stosunku do potrzeb.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

SIERPIEŃ BEZ REKLAM GOOGLE 66%

Epidemia, która rozpoczęła się w prowincji Ituri, objęła zasięgiem również Ugandę, choć w znacznie mniejszym stopniu. Rządy krajów ościennych wyrażają słuszne obawy, że Bundibugyo może rozprzestrzenić się na resztę kontynentu i doprowadzić do kryzysu na niewyobrażalną skalę. Informacje docierające z DRK pozostają bardzo nieprecyzyjne. Faktyczna liczba chorych może być nawet kilkukrotnie wyższa.

Niosącym pomoc zagraża nie tylko wirus, ale również ataki ze strony rebeliantów. Sojusz Sił Demokratycznych, działający jako lokalna komórka Da’isz, zaatakował wsie Matété, Mamuli i Kitoho w Kiwu Północnym. „Ebola zabija, ale nie przez ścięcie głowy” – stwierdził cytowany przez The Guardian Albert Lusenge z Beni. Wobec stałego zagrożenia ze strony terrorystów walka z epidemią schodzi na dalszy plan. W rejonach w których działa ADF ludność nieufnie podchodzi do pojawiających się zespołów medycznych. Przybycie obcych kojarzone jest z zagrożeniem. Poważnym czynnikiem jest również propaganda.

Plotki i dezinformacja

Część społeczności odmawia uznania, że jakakolwiek epidemia trwa. Organizacje międzynarodowe są oskarżane o atak na zwyczaje i tradycje, ponieważ wśród zaleceń jest unikanie kontaktu z ciałem zmarłego na ebolę. Zgodnie z lokalnym zwyczajem zmarły czeka na pochówek kilka dni, podczas gdy dom pozostaje pełen żałobników. Wielodniowa stypa i oddawanie czci zmarłemu poprzez kontakt bezpośredni z ciałem przyczynia się do rozprzestrzeniania wirusa.

Postrzeganie lekarzy jako wrogów miejscowych tradycji doprowadziło do ataków na uroczystości pogrzebowe. W położonej 30 kilometrów od Bukavu wsi Katana tłum zaatakował żałobników próbujących pogrzebać jedną z ofiar zgodnie z zasadami bezpieczeństwa w realiach trwającej epidemii, a więc na przekór tradycji. Agresywny tłum zmusił uczestników pogrzebu do porzucenia ciała i ucieczki.

W ramach wsparcia materialnego dla mieszkańców wschodnich prowincji DRK do Buni 3 czerwca dostarczono 300 zestawów do przeprowadzenia bezpiecznych pochówków. Wobec zagrożenia ze strony podburzonego plotkami tłumu ich wykorzystanie stoi pod znakiem zapytania.

W mediach społecznościowych rozsyłane są wiadomości sugerujące, że epidemia została wymyślona, a lekarze pozyskują w ten sposób organy. Doprowadza to do ataków na placówki medyczne. Wściekły tłum zaatakował szpital w Rwamparze w Ugandzie, chcąc odzyskać ciało mężczyzny zmarłego na ebolę. Podczas zamieszek podłożono ogień pod namioty przygotowane do izolowania pacjentów z podejrzeniem zakażenia. Czasami podczas chaosu pacjenci w panice uciekają z zaatakowanego szpitala. 18 osób podejrzanych o zakażenie uciekło podczas ataku w Mongbwalu w DRK.

Rebelianci, wojsko i ebola

Mimo iż największy niepokój budzi skala zachorowań w Ituri, znacznie większym zagrożeniem mogą okazać się ogniska w Kiwu Północnym i Kiwu Południowym. Są to regiony, w których trwają walki między siłami rządowymi a bojownikami ze wspieranego przez Rwandę ruchu M23. Rebelianci nadal mają silną pozycję, kontrolują między innymi Gomę. Ich władza nie jest uznawana przez Kinszasę, dlatego kooperacja jest praktycznie niemożliwa. Dotyczy to również wysiłków mających na celu walkę z epidemią. Dane pochodzące od zespołów działających na tym obszarze prawdopodobnie są mocno niedoszacowane. Trudność w dotarciu do położonych w dżungli wsi, stałe zagrożenie ze strony bojowników i nieufność wobec obcych sprawiają, że liczba chorych może być znacznie większa.

Dotychczasowa skuteczność M23 stanowi poważne zagrożenie dla istnienia DRK jako państwa. Coraz częściej pojawia się bardzo ważne pytanie: co do tej pory rząd zrobił dla mieszkańców wschodnich prowincji? Bierność i słabość Kinszasy idzie w parze z ogromnym potencjałem surowcowym ziem wokół jeziora Kiwu. Rebelianci coraz głośniej podnoszą problem samostanowienia prowincji, które de facto od lat są pozostawione bez jakiegokolwiek wsparcia rządu centralnego. Sukces na polu walki i ambitne cele polityczne mogą, w długiej perspektywie, doprowadzić do konsolidacji grup niezadowolonych z władzy prezydenta Félixa Tshisekediego. Zjednoczony i spójny front opozycji wspartej militarnie przez Rwandę mógłby okazać się egzystencjalnym zagrożeniem dla kongijskiej państwowości. Najlepiej oddają to słowa nowego wodza M23 Corneille’a Nangi: „Jesteśmy tutaj, w Gomie, stoimy tu jako Kongijczycy […]. Będziemy kontynuować marsz wyzwolenia aż do Kinszasy”.

Przywódcy M23 wyraźnie postrzegają swoją grupę jako coś znacznie większego niż tylko koalicję bojówek. Organizacja prawdopodobnie zamierza w którymś momencie przekształcić się w ruch polityczny. Sugerują to nie tylko głośne deklaracje, ale również działania podejmowane na zajętych i zabezpieczonych terenach. Ustanowienie burmistrza, a raczej zarządcy, w podbitej Gomie oznaczało, że M23 planuje zostać w mieście na dłużej.

Pojawienie się ognisk gorączki krwotocznej na terenach kontrolowanych przez M23 to ogromne wyzwanie organizacyjne dla grupy. Podbicie miasta i powołanie szkieletu administracji tworzącej parapaństwowe struktury to jedno, ale konieczność walki ze śmiertelną chorobą to coś, na co rebelianci z pewnością nie byli przygotowani. Walka z epidemią wymaga działania ponad podziałami, na co chyba żadna ze stron nie jest gotowa.

Kluczowe, jak i w całym konflikcie M23–DRK, będzie stanowisko Rwandy. Kigali, mimo dowodów, nie przyznaje się do bycia stroną w wojnie. Kinszasa nie uznaje M23 za partnera do negocjacji, ale jedynie zbrojne ramię Rwandy. Epidemia mogąca rozszerzyć się na cały kontynent to jednak coś więcej niż rywalizacja o dostęp do złóż minerałów.

Jeśli epidemia na pograniczu z Rwandą nabierze większej skali, może to skłonić Kigali do aktywniejszego działania. Obecnie rząd skupia się na prewencji wewnątrz kraju i mało konkretnych działaniach w ramach Wspólnoty Wschodnioafrykańskiej. Wiele państw na kontynencie podejmuje podobne inicjatywy przed wszystkim skierowane do swoich obywateli, zachęcając do zwiększenia poziomu higieny osobistej w walce z wirusem.

Afryka reaguje na epidemię

„Ebola to pandemia, która powinna niepokoić cały kontynent” – powiedział prezydent Republiki Południowej Afryki Cyril Ramaphosa podczas konferencji prasowej po spotkaniu z prezydentem Kenii Williamem Ruto. Państwa kontynentu wyrażają uzasadnione obawy w związku z potencjalnym rozszerzenie się obszaru objętego epidemią. Niektóre propozycje wywołują jednak zrozumiały opór.

Mieszkańcy położonej w centrum kraju Nanyuki starli się z policją w związku z planem budowy centrum izolacyjnego. Jego powstanie od samego początku było związane z poważnymi kontrowersjami, pojawiły się pogłoski, że mają w nim być trzymani obywatele Stanów Zjednoczonych pracujący w Afryce, którzy ulegli zakażeniu. Miało to zredukować koszty transportu oraz potencjał rozprzestrzenienia się choroby na kolejne kraje.

Wywołało to ogromne poruszenie. Baza sił powietrznych w hrabstwie Laikipia, w której miał powstać ośrodek, była celem demonstrantów, którzy zostali powstrzymani dopiero przez pojawienie się wojska. Konfrontacja przebiegła w większości pokojowo. Charles Kanjama z The Law Society of Kenya stwierdził, że powstanie ośrodka miałoby uzasadnienie w kraju, w którym znajdują się zarażeni. Do tej pory nie stwierdzono żadnych zachorowań na terytorium Kenii. Przeciw jest również gubernator i władze regionalne.

Sąsiednia Uganda znajduje się w trudnej sytuacji, jako że jest drugim obok DRK krajem, w którym potwierdzono pojawienie się ogniska zachorowań. Kampala ogłosiła tymczasowe zamknięcie granicy lądowej i wprowadziła przymusową, trwającą 21 dni, kwarantannę dla wszystkich przyjeżdżających z DRK. Obecnie w kraju potwierdzono zakażenie u 19 osób.

Jednym z krajów wskazywanych jako szczególnie narażone na rozprzestrzenienie się epidemii jest Nigeria. Niski poziom kontroli nad ruchem granicznym i ogromna populacja skoncentrowana w kilku ogromnych miastach sprawiają, że pojawienie się ogniska zakażeń mogłoby okazać się tragedią na niewyobrażalną skalę.

Rząd w Abudży rozważa decyzję o tymczasowym zawieszeniu połączeń lotniczych z DRK. Zapowiedziano również wzmocnienie kontroli na lotniskach i możliwe przekształcenie części infrastruktury towarowej w centra kwarantanny dla podróżnych z regionów objętych epidemią.

Lagos, Terytorium Stołeczne Abudża, Rivers, Kano, Enugu, Borno, Akwa Ibom, Cross River, Taraba i Adamawa zostały wskazane jako stany najwyższego ryzyka (Nigeria ma 36 stanów). Jako że ebola przenosi się przez kontakt z krwią i płynami ustrojowymi, zalecono maksymalne ograniczenie kontaktu cielesnego i przestrzeganie podwyższonych standardów ochrony osobistej.

Wiele innych krajów podejmuje inicjatywy prewencyjne wobec zagrożenia ze strony epidemii gorączki krwotocznej. Władze Liberii uruchomiły numer alarmowy dla osób podejrzewających, że zetknęły się z chorym lub same zauważyły u siebie niepokojące objawy. Botswana wprowadziła ściślejsze kontrole na granicach. Wszyscy przyjeżdżający do kraju są badani i muszą wypełnić ankietę medyczną.

Simon Davis / DFID