Obecnie oczy świata są zwrócone przede wszystkim na Iran. Kolejna wojna w Zatoce Perskiej nie oznacza jednak, iż inne problemy regionu zniknęły. Izrael nadal prowadzi ekspansywną politykę na Zachodnim Brzegu, wysiedlając ludność i przymykając oko na działania radykałów. W ostatnim czasie narasta kolejna fala przemocy, a przyczyną stała się najpewniej właśnie wojna z Iranem.

Od jej rozpoczęcia bojówki osadnicze zabiły co najmniej siedmiu Palestyńczyków. Według Palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca jedynie wczoraj jeden człowiek został zabity, a rannych zostało 14 osób. Przemoc wiąże się z budową kolejnych nielegalnych osiedli i kradzieży majątku należącego do Palestyńczyków. Izraelska polityka ekspansji na Zachodnim Brzegu (zwanym przez Izraelczyków Judeą i Samarią) nie jest niczym nowym. Okres rządów przeciwników Netanjahu (Naftalego Benneta i Jaira Lapida) nie zmienił znacząco polityki na tym obszarze.

W ataku na Dajr al-Hatab, wieś położoną na wschód od Nablusu, osadnicy podpalili wiele domów i samochodów, często używając koktajli Mołotowa. Również wczoraj doszło między innymi do ataku na wieś Birin opodal Hebronu, gdzie czterech izraelskich osadników wdarło się na teren jednego z gospodarstw. Obrzucili tam don kamieniami i ukradli 25 owiec.

Gazeta Ha-Arec, powołując się na izraelską organizację pozarządową Kerem Nawot, poinformowała, że w trakcie jednej nocy doszło do powstania czterech przysiółków w Stefie A, czyli na obszarze, gdzie Autonomia Palestyńska ma pełne zwierzchnictwo w sprawach cywilnych i bezpieczeństwa. Tereny te zazwyczaj nie padają ofiarą osadników, którym łatwiej jest przejmować terytoria Stefy C, gdzie to Izrael sprawuje kontrolę.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MAJ BEZ REKLAM GOOGLE 54%

W języku angielskim istnieje bardziej wyraźny podział na „settlement” i „outpost”. Oba zjawiska są nielegalne pod kątem prawa międzynarodowego. To pierwsze jest jednak osiedlem zbudowanym z oficjalnym poparciem władz Izraela. Drugi termin odnosi się natomiast do siedlisk powstałych spontanicznie. Czasem są to jedynie liche szałasy, czasem transportowane ciężarówkami jednostki mieszkalne. Z racji na swoją prostotę taki przysiółek może pojawić się dosłownie z dnia na dzień. Są one nielegalne nawet z perspektywy prawa izraelskiego, w praktyce jednak walka z tym zjawiskiem jest iluzoryczna.

Faktem jest, że część tego typu miejsc jest wysiedlana przez władze izraelskie, jednak często osadnicy mogą po prostu wrócić na to samo miejsce po opuszczeniu terenu przez służby. Dochodzi nawet do przypadków, w których żołnierze lub policjanci wspierają osadników w tego typu działaniach. Sprawie nie pomaga fakt, że nielegalni osadnicy są w dużej mierze elektoratem obecnej koalicji rządzącej.

O tym, jak kulawe jest izraelskie państwo w zwalczaniu przemocy osadniczej, świadczy raport brytyjskiego Guardiana, według którego od roku 2020 żaden Izraelczyk nie był ścigany z powodu zabicia palestyńskiego cywila. Zamiast tego przedwczoraj władze Izraela przeznaczyły 50 milionów szekli na zakup urządzeń mających zwiększyć bezpieczeństwo nielegalnych osiedli. Nad funduszami czuwa Ministerstwo Osadnictwa i Misji Narodowych.

Czym zajmuje się wspominane ministerstwo? Trzema podstawowymi celami jest zajmowanie się kwestiami osadniczymi, tożsamością żydowską i „służbą narodową”, która jest zamiennikiem służby wojskowej. Ministerstwo powstało w 2023 roku, a na jego czele stoi Orit Struk, członkini Partii Religijnego Syjonizmu, ultraprawicowego ugrupowania Becalela Smotricza, będącego koalicjantem rządzącego Likudu. Polityczka w trakcie pełnienia urzędu wypowiadała się przeciwko nazywaniu przemocy osadniczej terroryzmem.

Kwestia izraelskiego osadnictwa jest problematyczna dla Amerykanów. Administracja Joe Bidena krytykowała budowanie nowych osiedli na terytorium palestyńskim. Trump natomiast zniósł sankcje przeciw osadnikom nałożone przez poprzednika. Temat osiedli ma udział w amerykańskiej polityce. Część przedstawicieli Partii Demokratycznej kojarzonych z proizraelską postawą wyraziło sprzeciw wobec ostatnich wydarzeń. Z jednej strony jest to manewr mający na celu odróżnienie się od kontrkandydatów. Z drugiej strony w przypadku takich miejsc jak Nowy Jork obecne trendy wskazują, że bezkrytyczna postawa wobec Izraela może być niekorzystna wizerunkowo.

Oczywiście w Białym Domu nie zanosi się na zmianę kursu, ale nawet tam widać, że miarka się przebiera. Sekretarz stanu Marco Rubio ograniczył się do stwierdzenia, że Waszyngton jest zaniepokojony aktami przemocy ze strony osadników i zapewnił, iż Izrael przedsięweźmie działania mające ukrócić przemoc. Tymczasem Trump oświadczył, iż nie pozwoli Izraelowi dokonać aneksji Zachodniego Brzegu.

Pomijając kwestie moralne i prawne, problem osadnictwa stanowi poważne zagrożenie dla procesu pokojowego. Już teraz rozwiązanie dwupaństwowe jest praktycznie niemożliwe bez korekt w granicach z 1967 roku. Obecnie na Zachodnim Brzegu żyje blisko 800 tysięcy Izraelczyków. Największym skupiskiem jest wschodnia część Jerozolimy, gdzie mieszka ćwierć miliona obywateli Państwa Żydowskiego.

Problem ten dotyka również sfery ideowej. Społeczeństwo izraelskie, w porównaniu z europejskimi, jest zradykalizowane w prawą stronę, co widać w kształcie Knesetu. Przymykanie oka na przemoc ze strony radykałów zamiast walki z nimi jedynie utrudnia wypracowanie kompromisu z Palestyńczykami, którzy również mają problem z radykalizmem. Obniżanie napięć nie służy jednak politykom, zwłaszcza tym radykalnym, którzy żywią się tymi starciami. Radykałowie obu stron potrzebują siebie nawzajem.

Nasser Ishtayeh / SOPA Images / Sipa USA / Alamy Live News