Nowe otwarcie w wojnie irańskiej trwa już ósmy dzień. Minionej nocy Amerykanie przeprowadzili kolejną serię uderzeń w odwecie za irański atak na bazę w Jordanii, gdzie zginęło dwóch żołnierzy, a trzeci jest oficjalnie zakwalifikowany jako zaginiony. Liczba ofiar śmiertelnych po stronie amerykańskiej wzrosła tym samym do 20. W Iranie zginęło co najmniej 3500 osób.
Baza imienia Mowaffaka as-Saltiego w Azraku w północnej Jordanii, używana zarówno przez Jordańczyków, jak i przez Amerykanów, jest jednym z najczęściej atakowanych przez Iran obiektów poza ścisłym obrębem Zatoki Perskiej. W ramach tej samej fali Irańczycy zaatakowali także instalacje w Kuwejcie i Bahrajnie.
Zdjęcia satelitarne wskazują, że irański pocisk balistyczny spadł na hangar w bazie, używany do przechowywania dronów MQ-9 Reaper. Sugeruje to, że zaginiony żołnierz jest zagrzebany pod gruzami i obecnie trwa akcja ratunkowa. Najprawdopodobniej zakończyła się ona niepowodzeniem, gdyż o godzinie 21.10 czasu polskiego CENTCOM zakomunikował, że odnaleziono niezidentyfikowane (jak na razie) zwłoki.
New high-resolution satellite imagery reveals that an hangar used for storing U.S. MQ-9 "Reaper" drones at Muwaffaq al-Salti Airbase was destroyed by an Iranian ballistic missile strike.
With all of this imagery coming out, one trend is clear: Iranian missiles are getting very… pic.twitter.com/ll8iGGGMmh
— AMK Mapping 🇳🇿 (@AMK_Mapping_) July 19, 2026
Dodatkowo jeden amerykański żołnierz poległ wczoraj w północnym Iraku podczas kontrolowanej detonacji niewybuchu z zestrzelonego irańskiego drona. Drugi żołnierz został lekko ranny.
Minionej nocy, według komunikatu CENTCOM-u opublikowanego o 5.35 rano czasu polskiego (w Iranie była to 7.05), celem stały się między innymi „siły Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, które 17 lipca przeprowadziły ataki na żołnierzy amerykańskich w Jordanii”. Oprócz tego na liście celów znalazły się tradycyjne obiekty – stanowiska obrony przeciwlotniczej i dozoru wybrzeża, magazyny pocisków i dronów – co „doprowadziło do dalszej degradacji irańskiego potencjału militarnego”. Trudno nie odnieść wrażenia, że to istne opróżnianie Zatoki Perskiej łyżeczką do herbaty.
Newly released footage of US forces conducting airstrikes on Iran overnight, seen hitting construction equipment and a coastal radar site. pic.twitter.com/n9F3LeESjc
— OSINTtechnical (@Osinttechnical) July 19, 2026
Ostatni tydzień konfliktu amerykańsko-irańskiego miał dobrze już znany kształt. Amerykanie atakowali kolejne cele w Iranie, przede wszystkim wojskowe, chociaż część działań była skierowana w infrastrukturę transportową, przede wszystkim mosty w ostanie (prowincji) Hormozgan, gdzie znajduje się większość instalacji wykorzystywanych w walkach w cieśninie Ormuz. Ma to utrudnić życie irańskim logistykom, ściągającym kolejne środki walki do regionu. Warto pamiętać, że nie były to pierwsze ataki na mosty w Iranie. W kwietniu Amerykanie zaatakowali most B1 niedaleko Teheranu. Pewną innowacją było wykorzystanie morskich „dronów kamikaze”, o czym pisaliśmy w oddzielnym tekście.
Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.
Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.
Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.
Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.
Irańskie odpowiedzi również pozostają w dobrze znanych nam ramach. Amerykańskie bazy w regionie są regularnie atakowane, podobnie jak statki handlowe na wodach Ormuzu. Kilka dni temu ostrzelano dwa emirackie „superzbiornikowce” Mombasa B i Al Bahyah. W wyniku ataków jeden marynarz został zabity, a ośmiu doznało ran. Wszyscy byli obywatelami Indii.
Wśród komentatorów, zwłaszcza tych mniej przychylnych Białemu Domowi, pojawiają się zarzuty, że amerykańskie siły zbrojne powtarzają tę samą, nieskuteczną strategię wobec Iranu. Trump po raz kolejny zagroził bombardowaniami obiektów sektora energetycznego, jednak na razie nie zdecydował się na ten ruch. Według Reutersa spowodowałoby to uaktywnienie Hutich, który wznowiliby ataki w cieśninie Bab al-Mandab, jeszcze bardziej komplikując sytuację w regionie. Konsekwencje poczułyby szczególnie Arabia Saudyjska i Egipt (Rijad dzięki ropociągowi Wschód–Zachód może przekierować sporą część wydobywanych węglowodorów na Morze Czerwone). W dodatku ataki na żeglugę mogłyby być powiązane z atakami na saudyjskie terytoria, czego przedsmak widzieliśmy kilka dni temu. Budżet Egiptu ucierpiałby natomiast z powodu spadku ruchu w Kanale Sueskim.
Inną wracającą jak bumerang kwestią jest sprawa wyspy Chark. Trump nadal nie wyklucza operacji lądowej w Iranie, chociaż scenariusz ten wydaje się obecnie mało prawdopodobny. Niedawno Trump zasugerował, że atak na wyspę mógłby zostać przeprowadzony przez kogoś innego. Nie wiadomo, kto miałby wykonać ten plan, trudno nawet wskazać potencjalnych chętnych, a co dopiero kraje dysponujące odpowiednimi siłami desantowymi.
Według samych Irańczyków kraj jest w stanie przetrwać ponad pół roku walki o intensywności z początku wojny. O ile widzimy podziały frakcyjne w kraju, o tyle brak śladów istotnych pęknięć w instytucjach siłowych i cywilnych. Obecna wojna to również duże koszty po stronie amerykańskiej. Obecnie Partia Republikańska stara się przeforsować ustawę SAVE America Act, która zapewnia dodatkowe 60 miliardów dolarów siłom zbrojnym, a 13 miliardów dla organizacji wywiadowczych. Nie zapominajmy również, że już teraz amerykańska obronność kosztuje podatników niemal bilion dolarów, a w głowie Trumpa pojawiły się nawet postulaty podbicia tej kwoty do półtora biliona. Oczywiście wojna z Iranem to tylko jej część.
Szanse na wznowienie negocjacji są niewielkie. A dużo wskazuje, że walki mogą nabrać jeszcze większego tempa. Waszyngton ściąga do Izraela kolejne latające cysterny. Na Bliski Wschód lecą również przekierowane z Europy samoloty bojowe F-35 i F-15. Może to wskazywać na ponowną próbę narzucenia Iranowi zabójczego tempa i swoistego „stress testu” irańskiego reżimu. Taki scenariusz na nowo otwierałby również kwestię izraelskich nalotów, które – wbrew przewidywaniom – nie zostały wznowione.
Tymczasem Jordania prawdopodobnie może się spodziewać, że na jej terytorium będą spadały kolejne pociski. Haszymidzkie Królestwo „podpadło” Teheranowi już dawno, kiedy pomagało w obronie Izraela przed irańskim ostrzałem w trakcie poprzednich wymian „uprzejmości” w 2024 roku. W ciągu ostatnich pięciu dni odnotowano cztery irańskie ataki na instalacje wojskowe na terytorium Jordanii wykorzystywane przez Amerykanów.
Satellite imagery from King Hussein International Airport in Aqaba, Jordan, shows a significant buildup of U.S. military assets starting on July 3.
— True Agency – EN (@newsrealtime.bsky.social) July 19, 2026 at 4:53 PM
Jak podaje New York Times, amerykański wywiad spodziewa się nasilenia ataków na Jordanię ze względu na zwiększoną obecność amerykańskich sił w tym kraju, przebazowanych z bardziej narażonych Bahrajnu, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Bogate monarchie naftowe mogą dyskutować z Waszyngtonem na w miarę partnerskich warunkach. Jordania nie ma takiego komfortu i nie ma sposobu, aby wymusić usunięcie amerykańskich wojsk ze swojego terytorium.
Jordania jest szczególnie wdzięcznym celem również z tego powodu, że nie ma jak się odgryźć. Siły powietrzne Arabii Saudyjskiej czy ZEA mogą wykonać krótki skok przez Zatokę Perską, aby porazić jakieś cele na wybrzeżu, choćby i symbolicznie. Jordanii brakuje nawet tego symbolicznego potencjału. Kraj ma też dużo słabszą obronę przeciwlotniczą. Dziś alarm lotniczy wymusił zarządzenie ewakuacji w porcie morskim i porcie lotniczym w Akabie. Jordańska opl strąciła trzy środki napadu powietrznego.