Wojna domowa w Mali przeradza się w pełzający konflikt, w którym kluczową rolę zaczynają odgrywać kosztowne i silnie chronione konwoje. Rosjanie poświęcają ogromne środki na udzielanie wsparcia materialnego rządowi w Bamako. Jednak nawet dostawy sprzętu, wsparcie lotnicze i najemnicy nie są w stanie zmusić do inicjatywy junty, której nie zależy na kontrofensywie, ale na fizycznym przetrwaniu i utrzymaniu się u władzy za wszelką cenę.

Analiza zdjęć satelitarnych umożliwiła dokładne prześledzenie trasy, jaką pokonał rosyjski frachtowiec Michaił Britniew (IMO 9081370). Na pokładzie statku znajdował się sprzęt wojskowy mający trafić w ręce Malijczyków i sprzymierzonych z nimi rosyjskich najemników. Jednostka wyruszyła 18 czerwca z portu w Bałtyjsku w obwodzie królewieckim i weszła do Lomé 9 lipca. Tam sprzęt został rozładowany i przewieziony w silnie chronionym konwoju przez terytorium Togo do Burkina Faso, aby ostatecznie trafić do Mali.

Bamako rozpaczliwie liczy na rosyjskie wsparcie. Po zdumiewającym sukcesie kolejnych ofensyw Frontu Wyzwolenia Azawadu na północy i Al-Ka’idy na południu juntę ogarnął paraliż decyzyjny. Nadzieje pokładane w Korpusie Afrykańskim okazały się płonne. Rosyjscy najemnicy są równie nieskuteczni co oddziały rządowe.

Do tej pory Kreml prowadził bardzo efektywną politykę w Afryce. Dysponując stosunkowo skromnymi zasobami, umiejętnie rozgrywał nastroje na kontynencie, uzyskując dostęp do intratnych umów w sektorach wydobywczym i bezpieczeństwa. Gdy jednak przychodziło do sprawdzenia, ile faktycznie warte jest wsparcie militarne Moskwy, efekty były mieszane. Sukcesy takie jak operacja w Republice Środkowoafrykańskiej szybko zostały przyćmione przez spektakularne klęski w Mali i Mozambiku.

Dla Rosji Afryka jest ważnym kierunkiem budowania politycznych wpływów. Po upadku kolejnych prorosyjskich reżimów na Bliskim Wschodzie i izolacji w związku z napaścią na Ukrainę Moskwa została zmuszona do zwrotu w stronę globalnego Południa. Dlatego tak ważne jest utrzymanie przyjaznych junt w Sahelu.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

WRZESIEŃ BEZ REKLAM GOOGLE 61%

Obecnie pozycje sił rządowych na północy kraju podtrzymywane są dzięki organizowaniu bardzo kosztownych konwojów osłanianych przez malijskich żołnierzy i rosyjskich najemników. To kolejny przykład, jak junta potrafi przetrwać, ale nie efektywnie rządzić. W swojej esencji niewiele różni się to od strategii przyjętej przez lokalną komórkę tak zwanego Państwa Islamskiego, która opanowała niewielki obszar na pograniczu Mali i Nigru — przetrwanie ponad wszystko. W krajach de facto upadłych, takich jak Mali, rząd nie zajmuje się rządzeniem ani dbaniem o obywateli, lecz eksploatacją ekonomiczną i utrzymaniem się za wszelką cenę u sterów wraku państwa.

Czynnikiem, który umożliwia juncie działanie, jest utrzymanie kontroli nad ogromnymi złożami złota na południu. Przemysł wydobywczy jest najważniejszym filarem malijskiej gospodarki. Na lokalnym rynku, obok międzynarodowych gigantów, działają niewielkie, niezarejestrowane punkty wydobycia kontrolowane przez grupy przestępcze. Mimo to większość obrotu znajduje się pod ścisłym nadzorem junty. Cenny kruszec napędza finansowo wszystkich uczestników wojny domowej. Za jego pomocą Al-Ka’ida kupuje broń, a Bamako – rosyjskich najemników.

Poza dostawami sprzętu Rosjanie w założeniach mają wspierać Malijczyków w bezpośrednich działaniach bojowych. Ostatnie wydarzenia w regionie Mopti pokazują, że rosyjscy najemnicy ponownie robią to, w czym są najlepsi – atakują skupiska ludności cywilnej.

15 czerwca bombowiec frontowy Su-24 obsługiwany przez Rosjan zbombardował wieś Kirnya. Pierwszym celem był dom lokalnego wodza. Zginęła jego żona i dwoje ich dzieci oraz jeszcze jedno dziecko, a jedna kobieta została ranna. Drugim celem było targowisko, na którym zginęło czterech mężczyzn. Żadna z ofiar nie była powiązana z organizacjami terrorystycznymi. Oficjalne kanały w mediach społecznościowych Korpusu Afrykańskiego potwierdziły, że doszło do nalotu, jednak podkreśliły, że celem było miejsce spotkań bojowników.

Mimo iż najemnicy okazali się rozczarowaniem na polu walki, kosztowne konwoje stanowią kluczowe wsparcie dla rządzących. Kreml gotów jest płacić ogromne kwoty w zamian za utrzymanie u władzy swoich popleczników w Sahelu. Włączenie się w wojnę domową w Mali rozważają również Amerykanie, o czym pisaliśmy tutaj. Pozbawiony dostępu do portów i otoczony przez równie niestabilnych sąsiadów kraj prawdopodobnie będzie coraz bardziej zależny od rosyjskich konwojów. Wrogowie Bamako wiedzą, że bez nich rząd nie może kontynuować walki. Jeśli konflikt będzie się przedłużał, staną się głównym celem dla rebeliantów.

via x.com/visionergeo