Ponowne skupienie się Waszyngtonu na Bliskim Wschodzie ma swoje efekty na Dalekim Wschodzie. Tajwan i Japonia upubliczniły w ostatnich tygodniach sporo informacji na temat rozbudowy swoich stref antydostępowych, mających odstraszyć Chiny od ewentualnej inwazji. Kluczowym czynnikiem jest kładzenie nacisku przez oba państwa na uzbrojenie rodzimej, a nie amerykańskiej produkcji.

Tajwański jeżozwierz

Według informacji zdobytych przez tajwański dziennik Liberty Times w tym roku ma osiągnąć szczyt produkcja pocisków przeciw­okrę­to­wych HF-2 i HF-3 przystoso­wa­nych też do atakowa­nia celów naziem­nych. Roczna produkcja ma osiągnąć poziom około 130 HF-2 i około 70 HF-3. Dzięki temu pod koniec roku zasoby sił zbrojnych Republiki Chińskiej mają przekroczyć tysiąc pocisków obu typów. Rozmawiający z gazetą anonimowy urzędnik ministerstwa obrony stwierdził, że po uwzględnieniu dostarczanych z USA 400 pocisków przeciw­okrę­to­wych Harpoon powstanie najgęstsza na świecie sieć obrony wybrzeża oparta na pociskach przeciw­okrę­towych.

Trzeba jeszcze uwzględnić doświadczenia z bacznie obserwowanej na Tajwanie wojny rosyjsko-ukraińskiej. W ich wyniku położono duży nacisk na wdrażanie systemów bez­zało­go­wych, z własnymi klonami Szahedów włącznie. Wielkim orędownikiem takiego podejścia jest były szef sztabu generalnego generał Lee Hsi-ming.

Mobilne wyrzutnie pocisków Hsiung Feng III (HF-3).
(中華民國總統府, Creative Commons Attribution 2.0 Generic)

Za czasów Lee w sztabie generalnym powstała „Całościowa Koncepcja Obrony”, będąca mieszaniną działań kon­wen­cjo­nal­nych i niekon­wen­cjo­nal­nych z szerokim wykorzystaniem systemów bez­zało­go­wych. Głównym postulatem generała było pozyskanie małych, mobilnych i niedrogich systemów uzbrojenia, które mogłyby przetrwać pierwszy atak z kontynentu, a następnie skutecznie walczyć z siłami inwazyjnymi. Podobnego zdania są Pentagon i analitycy z amerykańskich think tanków, wzywający do przekształcenia Tajwanu w „jeżozwierza”.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MAJ BEZ REKLAM GOOGLE 54%

HF-2, znany także jako Hsiung Feng II, to poddźwiękowy pocisk przeciwokrętowy. Z kolei HF-3 to pocisk naddźwiękowy. Jak podają źródła Liberty Times, do produkcji mają wejść, chociaż nie wiadomo kiedy, udoskonalone wersje obu pocisków. Główne zmiany mają dotyczyć wprowa­dze­nia bardziej zaawan­so­wa­nej elektroniki, umożliwiającej precyzyj­niej­sze napro­wa­dza­nie na cel, a przede wszystkim działanie w warunkach silnego przeciw­działa­nia radio­elek­tro­nicz­nego ze strony przeciwnika.

Trzeba też wspomnieć o pocisku manewru­ją­cym HF-2E, chociaż nie do końca wiadomo, czy ma jakie­kolwiek części wspólne z HF-2. Więcej o tajwańskich pociskach przeciw­okrę­to­wych, manewru­ją­cych i koncepcjach odstraszania pisaliśmy tutaj.

W październiku 2020 roku administracja prezydenta Donalda Trumpa zaakceptowała sprzedaż Tajwanowi dużego pakietu uzbrojenia, w tym 135 pocisków powietrze–powierzchnia AGM-84H SLAM-ER. Jakiś czas później okazało się, że pakiet obejmuje też Harpoony w wersji ziemia–woda RGM-84L-4 w liczbie 400 sztuk wraz z mobilnymi wyrzutniami. Te ostatnie wraz z radarami zostały dostarczone w październiku 2024 roku. Tajpej spodziewa się dostawy pierwszej partii 128 pocisków do końca tego roku i zakończenia wszystkich dostaw do końca roku 2028. Osobną kwestią pozostaje, czy w obecnych warunkach Amerykanie będą w stanie dotrzymać tych terminów.

W Japonii

Na początku marca Tokio poinformowało, że wyrzutnie zmoder­ni­zo­wa­nych pocisków przeciw­okrę­to­wych dalekiego zasięgu typu 12 zostaną rozmiesz­czone do końca miesiąca w garnizonie Kengun w prefekturze Kumamoto na wyspie Kiusiu. Oficjalne przekazanie pierwszych egzemplarzy 5. pułkowi rakietowemu nastąpiło 31 marca. Tego samego dnia do ośrodka szkoleniowego Fuji przekazano pierwsze wyrzutnie pocisków hiper­sonicz­nych HVGP (Hyper Velocity Gliding Projectile), publicznie zaprezen­to­wane blisko rok temu. HVGP mają zacząć trafiać do jednostek jeszcze w tym roku budżetowym, czyli do końca marca 2027 roku.

Przy tej okazji Lądowe Siły Samoobrony (Rikujō Jieitai) poinformowały o nadaniu oficjalnych oznaczeń obu typom uzbrojenia. Zmodyfikowany pocisk typu 12 stał się pociskiem ziemia–woda typu 25, natomiast HVGP stał się szybującym pociskiem hiper­sonicz­nym typu 25. Obecnie testowana wersja HVGP ma cały czas charakter ekspery­men­talny. Zasięg pocisku wynosi kilkaset kilometrów, docelowo ma wzrosnąć do 2 tysięcy kilometrów. Jako pierwsze pociski hiper­soniczne mają otrzymać garnizony w Ebino w prefekturze Miyazaki i Kamifurano na Hokkaido. Ta ostatnia lokalizacja jest o tyle ciekawa, że wskazuje na rozmiesz­cza­nie nowych systemów przeciwko nie tylko Chinom i Korei Północnej, ale także Rosji.

Opóźnione Tomahawki

Przy okazji informacji o udanym zakończeniu integracji niszczyciela Chōkai (DDG 176) typu Kongō z pociskami manewrującymi RGM-109 Tomahawk nasi Czytelnicy zaczęli się zastanawiać, czy w obecnej sytuacji Japonia może liczyć na rozpoczęcie dostaw w jakimkolwiek sensownym terminie. Przykład Patriotów dla Szwajcarii nie nastrajał optymistycznie. Obawy były uzasadnione. Jak dowiedział się Bloomberg, Waszyngton poinformował Tokio, że nie uda się dotrzymać planowanego na marzec 2028 roku terminu zakończenia dostaw 400 pocisków.

Powodem jest oczywiście wojna z Iranem i niewystarczająca produkcja. Według informacji Bloomberga w roku 2025 produkcja Tomahawków wyniosła tylko około stu sztuk. Dodatkowo do standardu Block V zmodernizowano około 240 pocisków starszych wersji.

Czy to poważny problem dla Japonii? Wbrew dość powszechnemu przekonaniu podtrzymywanemu przez amerykańskie media odpowiedź brzmi: nie. Tomahawki z uwagi na zasięg i skuteczność są niewątpliwie cennym nabytkiem. Równie istotnym atutem jest pogłębiona interoperacyjność z Amerykanami. Jednak dla Japonii Tomahawk jest tylko jednym z elementów budowy zdolności ofensywnych, czy też raczej „zdolności kontrataku”, jeśli posługiwać się japońską terminologią.

Japoński niszczyciel Chōkai (DDG 176) typu Kongō podczas ćwiczeń RIMPAC 2016.
(US Navy Combat Camera / Mass Communication Specialist 1st Class Ace Rheaume)

Według japońskich mediów ministerstwo obrony planuje na przestrzeni najbliższych dziesięciu lat wdrożyć do służby co naj­mniej dziesięć typów pocisków dalekiego zasięgu, tak aby stworzyć kompleksowy system umożli­wia­jący przeprowadzenie kontrataku z użyciem platform lądowych, morskich i powietrz­nych.

W planach jest pocisk manewrujący na bazie pocisku przeciwokrętowego typu 25 o zasięgu wydłużonym do 1500 kilometrów. Powstać ma także okrętowa wersja HVGP. Do tego dochodzi pocisk manewrujący dla okrętów podwodnych i trudno wykry­walny pocisk przeciw­okrę­towy z możliwością atakowa­nia celów lądowych rozwijany przez Kawasaki Heavy Industries. Pod uwagę brane jest opracowanie pocisku manewrującego o zasięgu ponad tysiąca kilometrów, który można by produkować po niskich kosztach.

Warto też wspomnieć o pociskach manewrujących JSM zamówionych w roku 2019. JSM to obecnie jedyny dostępny pocisk klasy powietrze–powierzchnia mieszczący się w komorach uzbrojenia F-35. Dokładnie taki był powód decyzji Tokio.

Do grudnia ubiegłego roku Japonia podpisała jeszcze cztery kolejne kontrakty. Początkowo zakładano optymistycznie, że pierwsze pociski zostaną przekazane już w roku 2021. Jednak japońska delegacja odebrała pierwsze JSM-y od Kongsberga dopiero w marcu tego roku. Przyczyną opóźnienia miały być problemy z oprogramowaniem w F-35. Winę można więc znowu zrzucić na Amerykanów.

Bardzo ciekawy w tym kontekście jest raport na temat dostaw amerykańskiego uzbrojenia opublikowany na początku bieżącego roku przez Naczelny Urząd Kontroli (Kaikeikensain), japoński odpowiednik NIK-u. Przedmiotem badania była realizacja umów i dostaw w ramach programu FMS w latach budżetowych 2018–2023. Okazało się, że opóźnienia dotknęły aż 519 umów, z których 118 nie zostało zrealizowanych do końca roku budżetowego 2023. Wiele opóźnień wynikało z opieszałości waszyngtońskiej administracji, która potrzebowała więcej czasu na umowy z dostawcami, co z kolei prowadziło do zaburzeń planów produkcyjnych.

US Army / Sgt. Perla Alfaro