Wczoraj byliśmy świadkami chrztu fregaty ORP Wicher, dzisiaj okręt został zwodowany i po raz pierwszy samodzielnie unosi się na wodzie. Wodowanie odbyło się w nietypowy sposób i było skomplikowaną operacją inżynierską.

Istnieje kilka rodzajów wodowania. Jeśli jednostka jest budowana na pochylni, możliwe jest wodowanie tylne lub boczne. Jeśli budowana jest w hali, możliwe jest wprowadzenie go do doku, który następnie wypełnia się wodą. Mniejsze jednostki można zwyczajnie opuścić na wodę dźwigami. Jednak w przypadku Wichra zastosowano jeszcze inną metodę: z wykorzystaniem półzanurzalnej barki, która zabrała okręt na Zatokę Gdańską i tam osadziła go na wodzie.

Operacja transportowa rozpoczęła się w niedzielę 9 sierpnia. Już wcześniej okręt posadowiono na stalowym stelażu stanowiącym platformę transportową. W odróżnieniu od okrętu ma on płaskie dno, co umożliwiło wprowadzenie pod stelaż wózków transportowych SPMT (Self-Propelled Modular Transporter). Są to specjalistyczne pojazdy do przewozu bardzo ciężkich ładunków. W należności od masy ładunku można dodawać kolejne wózki.

Wicher na barce jest posadowiony na specjalnym stelażu transportowym.
(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Wykorzystanie tej metody transportowej można było zaobserwować między innymi przy okazji transportu okrętu podwodnego ORP Sokół typu Kobben z basenu portowego w centrum Gdyni do Muzeum Marynarki Wojennej. Tym razem ładunek był znacznie cięższy.

Sam kadłub Wichra ma masę około 3 tysięcy ton, a dodatkowo, dla polepszenia stabilności, przed wodowaniem napełniono go kilkuset tonami wody balastowej. Razem daje to masę ponad 4 tysiące ton. Kolejne 900 ton waży stelaż transportowy. Dlatego do transportu całego ładunku wykorzystano ponad 250 wózków SPMT.

Utrzymanie Konfliktów jako serwisu wolnego od reklam Google to dla nas priorytet. Dzięki Waszemu wsparciu z Patronite i BuyCoffee udało się to do tej pory i chcielibyśmy, aby tak zostało.

Żeby działać bez reklam Google, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie. To próg, który pozwala nam skupić się na pracy. Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

Nie spodziewamy się, że każdy będzie nas wspierał finansowo. Ale jeśli zdecydujecie się pomóc, zadbamy o to, by każda złotówka realnie pracowała na rozwój serwisu.

Nasze comiesięczne raporty finansowe możecie przeczytać tutaj.

PAŹDZIERNIK BEZ REKLAM GOOGLE 66%

Po przygotowaniu transportu 9 sierpnia wózki z ładunkiem wtoczono na pokład barki Boabarge 33, o której więcej później. Była to wielogodzinna operacja, ponieważ cały czas bardzo dokładnie kontrolowano przechyły barki, aby idealnie przylegała do nabrzeża i nie przechylała się na żadną stronę. W trakcie operacji nieustannie regulowano poszczególne zbiorniki balastowe. Po umieszczeniu ładunku w pożądanym miejscu wózki SPMT wróciły na ląd. Po udanym zakończeniu tej fazy barkę obrócono za pomocą holowników bokiem do nabrzeża stoczni. W tej pozycji 12 sierpnia odbył się chrzest fregaty.

Zespół holowników z barką w kanale portowym.
(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Barka Boabarge 33 to jednostka przeznaczona do transportu drogą morską bardzo ciężkich lub bardzo dużych ładunków. Została zbudowana w 2011 roku. Ma 140 metrów długości. Pierwotnie miała 36 metrów szerokości, ale po przebudowie w 2020 roku jej szerokość zwiększono do 60 metrów. Po bokach są zainstalowane dodatkowe wieże stabilizujące, które w razie potrzeby można usunąć. Pokład ma powierzchnię 5800 metrów kwadratowych, a nośność sięga 30 200 ton. Przy takich możliwościach transport fregaty wraz ze stelażem nie stanowi większego problemu.

Planowo barka z fregatą miała odbić od stoczniowego nabrzeża wraz ze wschodem słońca około godziny 5.00, ale doszło do pewnego opóźnienia i stało się to dopiero parę minut po godzinie 6.00. Zespół składający się z barki i holowników sprawnie opuścił gdyński port i wyszedł na Zatokę Gdańską.

Tam po ustawieniu w wyznaczonej pozycji rozpoczęło się właściwe wodowanie polegające na napełnianiu zbiorników balastowych barki wodą do momentu, aż się zanurzyła na tyle, że woda sięgnęła Wichra, który zaczął samodzielnie unosić się na powierzchni. Cały proces przebiegał kilka godzin, ponieważ na każdym etapie szczególną uwagę poświęcano bezpieczeństwu wodowanej jednostki.

Mapa z zaznaczonym miejscem wodowania.
(marinetraffic.com)

Chociaż nikt nie wątpił w jakość pracy stoczniowców z PGZ Stoczni Wojennej, dla pewności w czasie zanurzania pracownicy fizycznie sprawdzali poszczególne przedziały okrętu w poszukiwaniu ewentualnych nieszczelności. Ponadto, na wypadek przecieku, w jednostce zainstalowano dodatkowy tymczasowy system pomp. Pod uwagę trzeba było wziąć także siłę wiatru, która nie mogła przekraczać 10 metrów na sekundę, i wysokość fali, która nie mogła być wyższa niż metr. Zarówno budowa, jak i sam proces wodowania są nadzorowane przez inspektorów z brytyjskiego towarzystwa klasyfikacyjnego Lloyd’s Register.

Po oddzieleniu się Wichra od barki kadłub okrętu odholowano do nabrzeża Stoczni Wojennej, gdzie w kolejnych latach będzie postępowało jego wyposażanie. Chociaż może się wydawać, że jest to właściwie prawie gotowy okręt, w rzeczywistości budowa samego kadłuba jest najłatwiejszym etapem budowy okrętu wojennego.

To de facto pusta skorupa z napędem pozbawiona jakiegokolwiek wyposażenia specjalistycznego. Teraz trzeba na niej zainstalować radary i inne sensory, działa, wyrzutnie i inne uzbrojenie. Właściwie trzeba w nim zabudować całe wyposażenie. W trakcie tego procesu można napotkać wiele problemów mogących przełożyć się na opóźnienia.

Widok na barkę w miejscu wodowania z gdyńskiego portu.
(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Planowo budowa Wichra ma się zakończyć w 2029 roku. Wtedy ma nastąpić przekazanie okrętu do badań kwalifikacyjnych. Te zajmą kilka kolejnych miesięcy, w pozytywnym scenariuszu – około pół roku. Dopiero po ich pozytywnym zakończeniu nastąpi przekazanie okrętu do służby, ale to jeszcze nie będzie oznaczało uzyskania gotowości operacyjnej. Po włączeniu do linii nastąpi kilkumiesięczny okres szkolenia załogi.

Barka Boabarge 33 także wróci do stoczni. Ponownie wjadą na nią wózki SPMT, aby zwieźć na brzeg stelaż transportowy, który zostanie wykorzystany przy budowie kolejnych fregat.

Aktualizacja: Wicher wrócił do gdyńskiego portu o 16.10. Tu jeszcze kilka zdjęć już bez zbędnego komentarza.

(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Maciej Hypś, Konflikty.pl