Impas po porwaniu Nicolása Maduro zaczyna być powoli przełamywany. Władze Wenezueli miały zawrzeć porozumienie ze Stanami Zjednoczonymi dotyczące eksportu ropy naftowej. Reżim w Caracas – którego autorytet po utracie prezydenta został znacząco podważony – wyprowadził również na ulice swoje bojówki, starając się umocnić swoją władzę nad ulicą.

Gra o ropę

Jak donosi Reuters strony zawarły porozumienie, według którego Wenezuela ma wyeksportować ropę o wartości około 2 miliardów dolarów do USA. Ruch ten ma przede wszystkim ograniczyć handel ropą z Chinami, jednocześnie oferując inny rynek zbytu. Dochody ze sprzedaży staną się narzędziem w rękach Donalda Trumpa:

– Ta ropa zostanie sprzedana po cenie rynkowej, a ja, jako prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki, będę kontrolował te pieniądze, aby mieć pewność, że zostaną wykorzystane z korzyścią dla mieszkańców Wenezueli i Stanów Zjednoczonych! – powiedział Trump.

Zdecydowanie nie jest to koniec rozmów między obiema stolicami. Ambicje Trumpa sięgają o wiele głębiej. Według jego wcześniejszych wypowiedzi, jednym z głównym celów jest wpuszczenie amerykańskich przedsiębiorstw naftowych do Wenezueli. Waszyngton planuje również wpływać na politykę wewnętrzną w kraju. Dwa miliardy dolarów zdecydowanie mogą w tym pomóc, ale najprawdopodobniej to dopiero początek.

Warto również zerknąć na wątek chiński. Odcięcie dostaw dla Chin brzmi jak mocny cios, co jednak nie jest do końca prawdą. Państwo Środka jest najważniejszym odbiorcą wenezuelskiej ropy, jednak z perspektywy ogromu chińskich potrzeb to jedynie niewielki element importu. Dokładne dane są trudne do zdobycia, zwłaszcza że na Wenezueli ciążą międzynarodowe sankcje. Według ośrodka analitycznego Vortexa wenezuelska ropa stanowi około 4.5% importu drogą morską.

Chińczycy mogą pochwalić się zdywersyfikowanym systemem importu ropy, która jest ściągana przede wszystkim z Bliskiego Wschodu, Afryki, Rosji i Brazylii. Wenezuelskie dostawy trafiały przede wszystkim do małych, niezależnych rafinerii. W latach 2016–2023 przedsiębiorstwa z Państwa Środka zainwestowały ponad 2 miliardy dolarów w wenezuelski sektor naftowy. Jak na tak długi przedział czasowy i skalę potrzeb, nie jest to duża kwota.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

LUTY BEZ REKLAM GOOGLE 85%

Colectivos na ulicach

W celu zapewnienia ciągłości władzy, jak również wzmocnienia swojej pozycji w negocjacjach z Trumpem, reżim musi pokazać, że nadal dzierży władzę w kraju. W tym celu na ulicach po raz kolejny pojawiły się grupy znane jako colectivos.

To właśnie tym terminem określa się skrajnie lewicowe bojówki wspierające władze Hugona Cháveza i Nicolása Maduro. W odróżnieniu od irańskiego Basidżu czy asadowskich Narodowych Sił Obrony nie są one oficjalnie częścią aparatu państwa, chociaż jawnie współpracują z jego strukturami. Nie stanowią również jednolitej formacji, ale grupę gangów koordynowanych przez wenezuelskie służby. Colectivos słyną przede wszystkim z brutalności i powszechnego wykorzystania motocykli. Historia ugrupowań sięga lat 60., jednak światową sławę zyskały dopiero w trakcie władzy Nicolása Maduro, kiedy były szeroko wykorzystywane do walki z opozycją.

Obecnym zadaniem colectivos jest przede wszystkim pokaz siły, mający na celu zastraszenie populacji. Grupy zorganizowały patrole i checkpointy na ulicach wenezuelskich miast. Bojówkarze przeszukują również samochody i telefony zatrzymanych osób.

Na ten moment taktyka wydaje się skuteczna. Na ulicach jest zachowany porządek, a rząd nie musi mierzyć się z falą demonstracji. Nie oznacza to jednak całkowitego spokoju. Sytuacja jest napięta, z czego każdy zdaje sobie sprawę. W poniedziałek w Caracas doszło do strzelaniny. Powodem był niezidentyfikowany dron latający w pobliżu pałacu prezydenckiego. Stany Zjednoczone zaprzeczyły, jakoby miały udział w tym incydencie.

Reakcje zwykłych Wenezuelczyków są trudne do ocenienia. Dominującym odczuciem wydaje się niepewność połączona z pewnym pierwiastkiem zadowolenia. Większość mieszkańców kraju nie płacze za swoim dyktatorem, jednak pozbycie się zbrodniarza nie poprawiło sytuacji w kraju. Kryzys ekonomiczny trwa, a przyszłość jest zdecydowanie niepewna. Wizja upadku reżimu jest kusząca, jednak perspektywa kolejnych nalotów, a może nawet wojny, budzi niepokój. Również stojący na ulicy colectivos budzą poczucie zagrożenia.

Nietrudno również zauważyć, że Trump traktuje całą sytuację w niezwykle instrumentalny sposób, a wenezuelska demokracja nie jest priorytetem. W tekście opisującym kulisy operacji „Absolute Resolve” wspomnieliśmy, że jednym z powodów marginalizacji wenezuelskiej opozycji ma być zawiść Trumpa, według którego Pokojowa Nagroda Nobla nieuczciwie została przekazana Maríi Corinie Machado zamiast miłującemu pokój prezydentowi USA. Wenezuelska polityczka najwidoczniej wzięła pod uwagę te doniesienia. W niedawnym wywiadzie dla Fox News powiedziała, że jest gotowa przekazać swoją nagrodę Donaldowi Trumpowi.

Machado jeszcze przed uzyskaniem nagrody wypowiadała się pozytywnie o Trumpie. Według niektórych osób niezadowolonych z decyzji komitetu noblowskiego miała ona być sposobem na ugłaskanie Trumpa. Warto również wspomnieć o innych elementach tej rozmowy. Machado zapewniła, że opozycja zamieni Wenezuelą w hub energetyczny dla obu Ameryk. Rynki zostaną otwarte, a kraj stanie się głównym sojusznikiem USA w Ameryce Łacińskiej. Zapewniła również, że w demokratycznych wyborach opozycja zdobędzie 90% głosów.

Poparcie dla decyzji Trumpa wyraził również prezydent Peru José Jerí, który uznał decyzję Waszyngtonu za uzasadnioną. Młody, zaledwie 38-letni prezydent objął stanowisko w wyniku impeachmentu Diny Boularte i będzie je piastował do lipca 2026 roku. Jednym z priorytetów jego prezydentury ma być walka z przestępczością. Przez swoich przeciwników Jerí jest oskarżany o korupcję i nadużycia seksualne. W oczach prezydenta Peru usunięcie Maduro jest koniecznym krokiem w celu przywrócenia porządku konstytucyjnego w Wenezueli.

White House / Molly Riley