Promocja chińskiego myśliwca J-10CE, zapoczątko­wana przez sukcesy w ubiegło­rocznej odsłonie konfrontacji Indie–Pakistan, przynosi wreszcie owoce. Bez wielkiej fanfary przyjęciem do służby samolotów tego typu pochwalił się Uzbekistan. Zainteresowanie J-10CE wykazuje także Bangladesz, natomiast status negocjacji z Indonezją pozostaje bez zmian, czyli: wiadomo, że nic nie wiadomo.

Uzbekistan nieco niespodziewanie pojawił się jako kolejny potencjalny użytkownik eksportowy J-10C w ubiegłym roku. Wcześniej mówiono o zainteresowaniu Taszkientu bardziej zaawansowanymi J-35A, jak jednak widać – wygrała tańsza opcja. Pierwsze zdjęcia J-10CE należących do uzbekistańskiego lotnictwa pojawiły się w sieci najprawdopodobniej w połowie sierpnia.

W kolejnych dniach pojawiały się nowe zdjęcia, już lepszej jakości. Wreszcie 29 sierpnia, podczas obchodów święta niepodległości, wyemitowano krótkie nagranie ukazujące przyjęcie pierwszych J-10CE. Dłuższe nagranie ministerstwo obrony opublikowało w swoich mediach społecznościowych 31 sierpnia.

Co wiadomo? Tak naprawdę nic, poza tym, że odebrano partię liczącą sześć samolotów. Nie wiadomo, kiedy podpisano kontrakt, jaka jest jego wartość ani ile maszyn zamówiono. W spekulacjach mówi się o 24 myśliwcach, z których dwa pierwsze miały zostać dostarczone jeszcze w lipcu. Liczba 24 nie jest przypadkowa, pozwoliłaby zastąpić wszystkie samoloty bojowe używane przez uzbeckie lotnictwo.

Według zestawienia Military Balance 2026 obecnie jest to 12 MiG-ów-29, w tym kilka dwumiejscowych UB, i 12 Su-25BM. W magazynach ma znajdować się jeszcze 18 MiG-ów-29, 26 Su-27 i 15 Su-24 różnych wersji. Generalnie samoloty te nie były modernizowane i reprezentują standard późnego Związku Radzieckiego. Na miejscu brakuje także infrastruktury do ich utrzymania. Ostatnie remonty MiG-ów-29 i Su-25 prowadzono na Białorusi.

Jeśli kiedykolwiek się zastanawialiście, czy nas wspierać czy nie – teraz nadszedł moment na decyzję.

Od blisko dwóch lat utrzymujemy się głównie z Waszej hojności i zrezygnowaliśmy z reklam Google. Od kilku miesięcy nasze dochody nie zbliżają się do założonego progu i nasza „poduszka”, z której finansujemy wszystko poza podstawowymi kosztami utrzymania serwera i domeny, się kurczy.

W tym roku byliśmy w Berlinie na ILA i w Kielcach na MSPO. Na przyszły rok też mamy ambitne plany. Tymczasem koszty utrzymania serwisu idą w górę. Zależy nam aby Konflikty dalej były wolne od reklam Google, dlatego prosimy Was o wsparcie.

Jeśli chcecie dorzucić swoją cegiełkę, możecie zrobić to przez Patronite.pl lub Buycoffee.to.

LISTOPAD BEZ REKLAM GOOGLE 70%

J-10CE oznacza więc dla sił powietrznych Uzbekistanu skok generacyjny. Samoloty mają być wyposażone w radar AESA i przystosowane do działania w środowisko sieciocentrycznym, jednak z uwagi na brak samolotów dowodzenia i kontroli sieciocentryczności nie da się w pełni wykorzystać.

Nie wiadomo też, jakie uzbrojenie zamówiono razem z samolotami. Na upublicznionych filmach i zdjęciach J-10CE latają bez podwieszeń, albo jedynie z dodatkowymi zbiornikami paliwa. Pojawia się też zasadnicze pytanie: jakie silniki otrzymały myśliwce? Rosyjskie AŁ-31 czy chińskie WS-10? Te pierwsze są znane uzbeckim mechanikom, zachowała się infrastruktura do ich obsługi. Wybór chińskiego silnika natomiast zerwałby zależność serwisową od Rosji.

Tutaj właśnie leży klucz decyzji o wyborze chińskiego myśliwca. Państwa Azji Środkowej starają ograniczyć zależność od Rosji w dziedzinie sprzętu wojskowego i zdywersyfikować dostawców. Uzbekistańskie lotnictwo jest tutaj ciekawym przykładem.

Na przestrzeni ostatnich lat zamówiono samoloty transportowe C-295W i C-390 oraz śmigłowce H225M Caracal i AS350 Écureuil. Głównym dostawcą systemów bezzałogowych stały się Chiny i Turcja. W Chinach kupiono także system przeciwlotniczy średniego zasięgu FD-2000, czyli eksportową wersję HQ-9, będącego z kolei prawdopodobnie lokalną wersją rozwojową S-300. Kupno myśliwców jest logiczną kontynuacją tego procesu i warto obserwować, czy wzorem Pakistanu Taszkient zdecyduje się zamówić także chińskie samoloty wczesnego ostrzegania.

Bangladesz nadal szuka myśliwców

Kolejnym potencjalnym użytkownikiem J-10CE może zostać Bangladesz. Pod koniec sierpnia Dhaka potwierdziła, że trwają prace nad porozumieniem, które ma otworzyć drogę do właściwych negocjacji kontraktowych. Dopiero wtedy zostaną ustalone takie kwestie, jak liczba samolotów i przewidywany harmonogram dostaw. Gdy w roku 2017 ruszał przetarg na nowe myśliwce, zapowiadano zakup ośmiu z opcją na kolejne cztery. Z czasem lokalne media zaczęły mówić o pozyskaniu 12–16 maszyn, a ostatnio nawet 24.

Bangladesz nie narzeka wszak na nadmiar gotówki, a konieczność zastąpienia leciwych Chengdu F-7 i nielicznych MiG-ów-29 staje się coraz bardziej paląca. Pierwotnie opublikowane warunki zakładały, iż nowy myśliwiec ma być koniecznie maszyną dwusilnikową. Wymagane było również wyposażenie w radiolokator z anteną z elektronicznym skanowaniem fazowym (AESA), celownik nahełmowy, wyświetlacze wielofunkcyjne w kabinie oraz system obserwacji i śledzenia w podczerwieni (IRST).

Myśliwiec Chengdu F-7BGI wojsk lotniczych Bangladeszu.
(Bangladesh Air Force)

Takie sformułowanie warunków przetargu było równoznaczne z interesującym zawężeniem grona potencjalnych kandydatów. Dowództwo najwyraźniej nie było wówczas zainteresowane konstrukcjami takimi jak chińsko-pakistański JF-17 czy szwedzki JAS 39 Gripen, tradycyjnie proponowane mniej zamożnym państwom. W przetargu faworyzowana była wówczas rosyjska Objedinionnaja awiastroitielnaja korporacyja, mogąca zaproponować szeroki wachlarz myśliwców dwusilnikowych: Su-35, Su-30SM czy MiG-35.

Proces wyboru nowego myśliwca jest jednak realizowany w atmosferze zamieszania i niedopowiedzeń. Przez osiem lat wiele się pozmieniało, a przede wszystkim doszło do załamania pozycji Rosji jako eksportera uzbrojenia. Sprawie nie pomaga oczywiście zamieszanie polityczne związane z obaleniem i ucieczką premierki kraju, Sheikh Hasiny, w 2024 roku (w listopadzie ubiegłego roku Hasina została skazana in absentia na śmierć za wydanie rozkazów, które doprowadziły do śmierci kilkuset manifes­tan­tów).

Rosja prawdopodobnie zupełnie wypadła z gry o bangladeskie zamówienie. W grudniu 2025 roku nastąpił zwrot akcji. Władze Bangladeszu podpisały list inten­cyjny z włoskim koncernem Leonardo w sprawie potencjalnego zamówienia wielo­zada­nio­wych samolotów bojowych Eurofighter Typhoon. Jednak już wkrótce nastąpił kolejny zwrot akcji. Najwyraźniej dowództwo sił powietrznych Bangladeszu przeprosiło się z maszynami jednosilnikowymi, których zaletą są niższe koszty eksploatacji. Niespodziewanie wśród faworytów zaczął być wymieniany J-10CE, więcej uwagi poświęcono też chińsko-pakistańskiemu JF-17 w najnowszej odmianie Block III. Maszyny tego typu zakupiły Mjanma, Nigeria, a ostatnio Azerbejdżan.

Za J-10CE, mimo że droższym, stoi jednak już sława maszyny sprawdzonej w walce i z sukcesem w postaci zwycięstwa powietrznego. Pakistańskie lotnictwo, w tym J-10CE uzbrojone w pociski powietrze-powietrze PL-15E, przypisuje sobie zestrzelenie aż trzech Rafale’i, jednego Su-30MKI i jednego MiG-a-29. podczas walk z Indiami w maju 2025 roku. Indie przyznają się do utraty jednego Rafale’a. W ostatnich dniach pojawiły się zdjęcia pakistańskiego J-10CE z 15. Eskadry „Kobry”, z symbolem zestrzelenia Rafale’a pod kokpitem. Natomiast na ramieniu jednego z pilotów zauważono sylwetkę chińskiego myśliwca otoczona napisem „500+ godzin poskramiania bestii”.

mil.ru